Cele polityki Polski wobec kryzysu politycznego na Ukrainie (listopad 2013 – luty 2014 r.)

Andrzej Szeptycki

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w: 
"Nowy Prometeusz" nr 5, grudzień 2013, ss. 11-28]

Podpisanie przez Ukrainę umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską ustanawiającej Pogłębioną i Kompleksową Strefę Wolnego Handlu (DCFTA) było co najmniej od 2010 r. jednym z kluczowych celów polityki zagranicznej Polski w odniesieniu do Ukrainy, prezentowanym jako miara sukcesu polskiej polityki wschodniej i pośrednio naszej roli w UE. „Duże nadzieje wiążemy z listopadowym szczytem Partnerstwa Wschodniego w Wilnie. Za pełny sukces uznamy podpisanie umów – stowarzyszeniowej i o wolnym handlu z Ukrainą”1 – mówił minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski prezentując w 2013 r. w Sejmie priorytety polskiej polityki zagranicznej. Rezygnacja przez Ukrainę z podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską (21 listopada 2013 r.), a następnie masowe protesty społeczne i będący ich następstwem kryzys polityczny na Ukrainie, wreszcie obalenie Wiktora Janukowycza stanowiły istotne wyzwanie dla polskiej polityki zagranicznej. Decyzja władz ukraińskich została uznana przez polską opozycję za przejaw fiaska ukraińskiej polityki Platformy Obywatelskiej2. Polskim władzom zarzucano bierność wobec sytuacji na Ukrainie – przedstawiciele Polski mieli nazbyt późno odwiedzić Ukrainę po rozpoczęciu proeuropejskich protestów, a minister Radosław Sikorski niewystarczająco aktywnie zabiegać o nałożenie przez UE sankcji na ukraińskie władze3.

Zaangażowanie polskiej dyplomacji w rozwiązanie kryzysu w jego końcowej fazie (porozumienia z 21 lutego 2014 r.), a następnie odsunięcie od władzy prezydenta Janukowycza tylko po części rozwiały te zastrzeżenia. Wątpliwości budziły zarówno treść zawartego porozumienia (wybory prezydenckie pod koniec roku), zwłaszcza że jeszcze w dniu jego podpisania prezydent Ukrainy uciekł ze stolicy, jak i sposób prowadzenia negocjacji przez polskiego ministra spraw zagranicznych (Sikorski groził liderom ukraińskiej opozycji, że jeśli nie podpiszą porozumienia, władze podejmą wobec nich bardziej radykalne działania)4. Artykuł nie obejmuje polityki Polski wobec Ukrainy w okresie agresji rosyjskiej przeciwko Ukrainie na Krymie.

Debata wokół polskiej polityki wobec ukraińskiego sąsiada każe zastanowić się, jakie były cele polityki Polski wobec Ukrainy podczas niedawnego kryzysu politycznego w tym kraju. Odpowiedź na to pytanie pozwoli na bardziej obiektywną ocenę działań polskich władz na przełomie 2013/2014, a zarazem na sformułowanie rekomendacji umożliwiających wypracowanie bardziej efektywnej z perspektywy Polski polityki wobec Ukrainy.

Istnieje szereg teoretycznych propozycji dotyczących klasyfikacji celów polityki zagranicznej państwa. Można zatem mówić o celach długookresowych (niekiedy utożsamianych z interesami narodowymi), średniookresowych i krótkookresowych, celach egzystencjalnych (raz jeszcze bliskich interesom), koegzystencjalnych (wspólnych dla większej grupy państw) i funkcjonalnych5. W odniesieniu do Polski ciekawe podejście proponuje Roman Kuźniar. Jego zdaniem polityka zagraniczna III RP miała na celu realizację czterech zasadniczych celów: odzyskanie suwerenności, zapewnienie Polsce bezpieczeństwa, dobrobytu, wreszcie pozycji na arenie międzynarodowej. Pierwsze trzy zostały zasadniczo zrealizowane wraz z wycofaniem wojsk rosyjskich (suwerenność), wejściem do NATO (bezpieczeństwo) i UE (dobrobyt). Czwarty stał się najważniejszym celem polskiej polityki zagranicznej, a zarazem polemik jej towarzyszących na przestrzeni ostatnich 10 lat6. Model Kuźniara w konstruktywny sposób łączy teorię z praktyką, dlatego warto przez jego pryzmat spojrzeć na politykę Polski wobec Ukrainy.

Suwerenność
Polscy politycy i komentatorzy chętnie sięgają po dwa cytaty. Pierwszy z nich często łączony z dorobkiem paryskiej „Kultury” sformułował jako pierwszy w 1920 r. Ignacy Daszyński: „nie może być wolnej Polski bez wolnej Ukrainy i wolnej Ukrainy bez wolnej Polski”7. Drugi rozwinął w swoich pracach Zbigniew Brzeziński: „zachowując kontrolę nad Ukrainą, Rosja mogłaby dalej aspirować do roli przywódcy ekspansywnego imperium eurazjatyckiego (…). Odrzucenie przez Ukrainę przeszło trzystu lat imperialnej dominacji Rosji oznaczało utratę kontroli nad potencjalnie bogatym regionem przemysłowym i rolniczym oraz pięćdziesięcioma dwoma milionami ludzi wystarczająco bliskich Rosjanom pod względem narodowościowym i religijnym, aby uczynić Rosję mocarstwem wielkim i wpływowym”8.

Warto zastanowić się, jak te dwie tezy przekładają się na niedawną sytuację. Nie ulega wątpliwości, że kryzys polityczny stanowił zagrożenie dla suwerenności Ukrainy. Mówił o tym w jednym z niedawnych wywiadów minister Sikorski, stwierdzając że postulat ukraińskich władz, by podjąć trójstronne rozmowy UE – Ukraina – Rosja to w istocie kwestia „filozofii definiowania [własnej] suwerenności”9. Desuwerenizacja Ukrainy stanowiłaby też jednak istotne wyzwanie dla Polski.

Federacja Rosyjska od rozpadu Związku Radzieckiego dąży do podtrzymania i/lub zwiększenia zależności łączących Ukrainę z Rosją10. Jej działania obejmują ukraiński system polityczny, gospodarkę, sektor obrony, społeczeństwo, kulturę, wreszcie politykę zagraniczną. Na płaszczyźnie wewnątrzpolitycznej władze rosyjskie wspierają ukraińskich polityków postrzeganych jako prorosyjscy, natomiast starają się osłabić tych uważanych za przeciwnych Federacji Rosyjskiej (Wiktor Juszczenko). Dążą również do implementacji na Ukrainie antydemokratycznych rosyjskich wzorców ustrojowych, co upodobni Ukrainę do Federacji Rosyjskiej, ograniczy jej możliwości współpracy z krajami zachodnimi i w efekcie – wzmocni zależność od Rosji. Na płaszczyźnie ekonomicznej, Rosja wykorzystuje przede wszystkim uzależnienie Ukrainy od rosyjskich dostaw surowców energetycznych i rosyjskiego rynku zbytu. Sabotuje próby ograniczenia zależności od dostaw rosyjskiego gazu (np. poprzez rozwój współpracy Ukraina – UE) i zachęca ukraińskie władze do utrzymania dotychczasowych schematów zależności, proponując periodycznie „atrakcyjne” obniżki ceny za gaz. W sferze bezpieczeństwa i obrony najważniejszym przejawem uzależnienia Ukrainy jest obecność w tym kraju rosyjskiej Floty Czarnomorskiej – kilkunastu tysięcy rosyjskich żołnierzy rozlokowanych przede wszystkim na etnicznie rosyjskim Krymie. W sferze społecznej Rosja stara się wykorzystać przede wszystkim sympatię jaką cieszy się (a przynajmniej cieszyła) w ukraińskim społeczeństwie i głębokie podziały regionalne cechujące Ukrainę. Federacja Rosyjska gra na dezintegrację Ukrainy, starając się związać z sobą tradycyjnie prorosyjskie południowe i wschodnie obwody kraju. W sferze kultury Rosja dysponuje czterema zasadniczymi narzędziami – językiem rosyjskim (oficjalnie posługuje się nim jako ojczystym 29% mieszkańców Ukrainy, ale w praktyce są to zaniżone dane), wciąż popularną na Ukrainie poradziecką historiografią kładącą nacisk na związki łączące oba państwa, religią prawosławną, szczególnie w wersji reprezentowanej przez Ukraiński Kościół Prawosławny (Patriarchatu Moskiewskiego), oraz rosyjskimi i rosyjskojęzycznymi mediami dostępnymi na Ukrainie. W sferze polityki zagranicznej Rosja chce uniemożliwić Ukrainie rozwój współpracy z instytucjami zachodnimi i skłonić do zaangażowania się w proces reintegracji obszaru poradzieckiego.

Wydarzenia ostatnich trzech miesięcy są doskonałą ilustracją rosyjskiej polityki. Federacja Rosyjska nakłoniła Ukrainę do rezygnacji z podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Kolejnym krokiem miała być z perspektywy Rosji akcesja Ukrainy do Unii Celnej, która ściślej zwiąże oba kraje, zapewniając Federacji Rosyjskiej dominującą pozycję nad Ukrainą, dzięki istniejącym w ramach UC rozwiązaniom instytucjonalnym11. Aby osiągnąć swe cele, Rosja wykorzystała uzależnienie ekonomiczne Ukrainy (sierpniowa blokada ukraińskiego eksportu do Rosji, grudniowe porozumienia moskiewskie zakładające warunkową obniżkę ceny za rosyjski gaz i wykup przez Federację Rosyjską ukraińskich obligacji). Istotnym wyzwaniem stały się dla władz rosyjskich protesty społeczne na Ukrainie. Dlatego stały się one przedmiotem ostrej krytyki ze strony rosyjskich polityków i mediów. Władimir Putin stwierdził w grudniu, że przypominają one „pogrom” i próbę obalenia legalnego rządu12. W interesie rosyjskich władz leżała eskalacja kryzysu na Ukrainie i potencjalnie jego krwawe – byle skuteczne – rozwiązanie przez ukraińskie władze. Taki scenariusz uniemożliwiłby Wiktorowi Janukowyczowi dalszy dialog z Zachodem i skazałby go na dalsze uzależnienie od Rosji.

Podporządkowanie Ukrainy Rosji należałoby uznać za znaczący krok ku dekonstrukcji postzimnowojennego ładu w Europie i zakwestionowanie jego zasad, tak jak zostały one sformułowane na gruncie OBWE (zakaz dominacji, swoboda wyboru sojuszy, zakaz roszczenia sobie prawa do szczególnej odpowiedzialności za utrzymanie pokoju w regionie OBWE lub uważania części tego regionu za swoją strefę wpływów13). Federacja Rosyjska od lat 90. dążyła do uznania przez Zachód swoich szczególnych praw w odniesieniu do dawnej Europy Wschodniej czy krajów poradzieckich. Chciała uczynić z OBWE główną strukturę bezpieczeństwa, w ramach której funkcjonowałaby dwa mniejsze obszary – wschodni, w ramach którego główną rolę odgrywałaby Federacja Rosyjska i WNP oraz zachodni, obejmujący NATO i UE14. Rosyjska polityka była też bezpośrednio wymierzona w Polskę – wystarczy przypomnieć jej zdecydowany sprzeciw wobec członkostwa Polski w Sojuszu Północnoatlantyckim, czy bardziej ograniczone działania mające utrudnić poszerzenie UE (kwestia ruchu osobowego obwód kaliningradzki – Rosja)15.

W latach 90. polityka ta nie przyniosła wymiernych efektów. Sytuacja uległa zmianie w kolejnej dekadzie. W 2008 r. Rosja zablokowała objęcie Ukrainy i Gruzji Planem Działań na rzecz Członkostwa w NATO (szczyt w Bukareszcie) i praktycznie bezkarnie zbrojnie oderwała od tego drugiego kraju część jego terytorium (uznanie niepodległości Abchazji i Osetii Południowej, stworzenie „stref bezpieczeństwa” wokół tych dwu quasi-państw). W 2009 r. prezydent Dmitrij Miedwiediew przedstawił projekt traktatu o bezpieczeństwie europejskim. Dokument stwierdzał, że wszelkie działania każdej ze stron w sferze bezpieczeństwa (w tym również na forum organizacji międzynarodowych i sojuszy) powinny być podejmowane z uwzględnieniem interesów bezpieczeństwa wszystkich innych stron16. Takie sformułowanie w praktyce dawałoby Rosji prawo weta w odniesieniu do działań Sojuszu, w tym również jeśli chodzi o przyjmowanie nowych członków. Projekt ten nie doczekał się realizacji ze względu na wstrzemięźliwe stanowisko państw zachodnich. W 2013 r. Rosja osiągnęła jednak kolejny sukces, efektywnie blokując podpisanie przez Ukrainę (a także przez Armenię) umowy stowarzyszeniowej z UE.

Podporządkowanie Ukrainy byłoby kolejnym krokiem na drodze do rewizji postzimowojennego porządku. Krokiem ważnym, gdyż jak zauważył Brzeziński, w istotnym stopniu przywróciłby on Rosji wielkomocarstwową pozycję w regionie. Można tylko domniemywać, jakie byłyby kolejne cele polityki Federacji Rosyjskiej, jednak należy sądzić, że ważnym jej elementem byłaby odbudowa wpływów w Europie Środkowej. Rosja już prowadzi działania w tym kierunku – przede wszystkim w sektorze energetycznym. Wobec słabości NATO i wewnętrznych problemów, z jakimi boryka się Unia Europejska, członkostwo Polski w obu strukturach nie jawi się jako efektywna gwarancja przeciwko takiemu zagrożeniu.

W tym kontekście nie dziwi fakt, że polskie władze były przeciwne zbliżeniu ukraińsko-rosyjskiemu. Cel ten nie został bodaj nigdy otwarcie zwerbalizowany – zarówno dlatego, że próba wpływu na politykę zagraniczną Ukrainy zostałaby uznana za ingerencję w sprawy wewnętrzne tego kraju, jak i dlatego że otwarte postawienie tej sprawy przyczyniłoby się do pogorszenia relacji polsko-rosyjskich. Nie ulega jednak wątpliwości, że Polska i Rosja rywalizują na obszarze wspólnego sąsiedztwa17. Najważniejszym instrumentem była i pozostaje w tym kontekście perspektywa częściowej integracji Ukrainy z Unią Europejską w ramach umowy stowarzyszeniowej. Po pierwsze, reformy wymagane przez UE wzmocnią ukraińską gospodarkę, a przez to uczynią Ukrainę mniej podatną na wpływy Rosji. Po drugie, uczynią one ukraińskie życie polityczne i gospodarcze bardziej przejrzystym, co raz jeszcze ograniczy możliwość niejawnej ingerencji Rosji i jej agentów wpływu. Po trzecie, powstanie DCFTA uniemożliwi akcesję Ukrainy do Unii Celnej.

Bezpieczeństwo
Kryzys polityczny na Ukrainie niósł ze sobą cztery potencjalne zagrożenia dla Polski w sferze bezpieczeństwa, związane przede wszystkim z perspektywą destabilizacji państwa ukraińskiego, a także – w bardziej ograniczonym stopniu – ze wspomnianą już jego reintegracją z Federacją Rosyjską.

Zbliżenie ukraińsko-rosyjskie stanowiłoby istotne wyzwanie dla Polski na płaszczyźnie bezpieczeństwa. Wynika to przede wszystkim z faktu, że zaowocowałoby ono zapewne, tak jak w przypadku Białorusi, faktyczną integracją militarną obu krajów. Obecnie Polska graniczy z Obwodem Kaliningradzkim (210 km) i Białorusią (418 km). Siły białoruskie faktycznie działają w strukturach i zgodnie ze standardami Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. We wrześniu 2013 r. obie armie przeprowadziły wielkie manewry „Zachód 2013” (22 tysiące żołnierzy), których głównym celem było przećwiczenie działań przeciwko sąsiedzkim państwom NATO (Polska, republiki bałtyckie)18. Włączenie Ukrainy do tej współpracy istotnie pogorszyłoby pozycję Polski – zarówno z powodów geostrategicznych  militarny potencjał Ukrainy (około dwustutysięczna, choć niedofinansowana armia; rozległy kompleks przemysłowo-militarny, już obecnie silnie powiązany z Rosją).

Konflikt wewnętrzny na Ukrainie o charakterze zbrojnym stanowiłby istotne wyzwanie przede wszystkim ze względu na możliwość masowego napływu do Polski uchodźców z Ukrainy. Na podstawie Konwencji dotyczącej uchodźców z 1951 r. uchodźca to osoba, która „na skutek uzasadnionej obawy przed prześladowaniem z powodu swojej rasy, religii, narodowości, przynależności do określonej grupy społecznej lub z powodu przekonań politycznych przebywa poza granicami państwa, którego jest obywatelem, i nie może lub nie chce z powodu tych obaw korzystać z ochrony tego państwa (…)”. Wspomniana konwencja i regulacje UE gwarantują uchodźcom i osobom ubiegającym się o taki status szereg praw, z których najważniejsze to zakaz wydalania lub zawracania19. Należy im również zapewnić odpowiednie warunki życia (zakwaterowanie, dostęp do ochrony zdrowia) i przeprowadzić postępowanie administracyjne dotyczące wniosków o status uchodźców20. Unia Europejska oferuje państwom członkowskim pomoc w zakresie polityki azylowej, zwłaszcza w przypadku masowego napływu azylantów (tzw. tymczasowa ochrona21), niemniej główny ciężar spada na państwo, które musi ich przyjąć – w przypadku napływu uchodźców przez granicę polsko-ukraińską byłaby to Polska.

Polskie media kreśliły możliwość pojawienia się w Polsce „dziesiątek tysięcy uchodźców”, wskazując na fakt że w krótkim okresie Polska byłaby w stanie przyjąć zaledwie około tysiąca z nich i to przy zagęszczeniu istniejących ośrodków dla uchodźców. Gdyby przeznaczyć dla uchodźców ukraińskich również innego rodzaju placówki (internaty i bursy, koszary) dałoby się utworzyć do 150 tysięcy miejsc22. Taka liczba wydaje się prawdopodobna. W 1992 r. podczas wojny w Naddniestrzu z tej mołdawskiej prowincji uciekło co najmniej 40-100 tysięcy ludzi23. W trakcie ostatniego znaczącego konfliktu wewnętrznego w Europie, jakim była wojna w Kosowie, swoje domy opuściło – w zależności od źródeł – od 700 tysięcy do ok. miliona uchodźców24. Konflikt kosowski miał bardzo brutalny charakter, niemniej trzeba mieć na uwadze fakt, że ta dawna prowincja Serbii liczy sobie ok. dwu milionów mieszkańców, podczas gdy Ukraina – 45 mln, a jej zachodnia część (potencjalnie najbardziej narażona na represje ze strony reżimu Janukowycza) – blisko 10 mln25. Nawet ograniczone działania militarne (nie wspominając o problemach ekonomicznych, takich jak wstrzymanie wypłat czy trudności w zaopatrzeniu) mogłyby zatem skłonić wspomniane uprzednio dziesiątki tysięcy osób do szukania schronienia w Polsce czy innych krajach UE sąsiadujących z Ukrainą. Wedle danych z 2010 r. koszt utrzymania jednego cudzoziemca ubiegającego się o azyl to ok. 40 złotych dziennie26, co przy kilkudziesięciu tysiącach uchodźców oznacza wydatki rzędu kilkudziesięciu milionów złotych w skali miesiąca i kilkuset milionów w skali roku.

Wojna domowa na Ukrainie mogłaby doprowadzić do przekształcenia Ukrainy w państwo upadłe (failed state). Upadłość ukraińskiego państwa – zanik struktur państwowych, brak realizacji podstawowych funkcji państwa, niezdolność do zapewnienia sobie bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego – zaowocowałaby szeregiem wyzwań i zagrożeń zarówno dla Ukraińców, jak i dla ich sąsiadów. Z jednej strony terytorium Ukrainy stałoby się dogodną platformą działań dla zorganizowanych grup przestępczych, terrorystów i innych tego typu podmiotów. Z drugiej możliwa byłaby penetracja Ukrainy przez państwa sąsiednie (Rosja) – zarówno bezpośrednia, jak i pośrednia poprzez różnego rodzaju government organized non-governmental organizations (GONGOs). Upadek państwa ukraińskiego byłby dla Rosji dogodnym pretekstem do zwiększenia swojej obecności w tym kraju – oficjalnie w celu zapobieżenia dalszej destabilizacji, ochrony mniejszości rosyjskiej i ludności rosyjskojęzycznej itd. Wymagałby również zaangażowania na Ukrainie struktur euroatlantyckich – UE i NATO: przeprowadzenie tego typu operacji antykryzysowej byłoby znaczącym wyzwaniem dla obu organizacji, zwłaszcza biorąc pod uwagę rozmiary Ukrainy i niską popularność, jaką Sojusz Atlantycki cieszy się w tym kraju27.

W Europie nie ma państw upadłych – istnieją one lub istniały przede wszystkim w Afryce (Somalia), w mniejszym stopniu w Azji (Afganistan). Warto jednak rozważyć alternatywne następstwa konfliktu wewnętrznego, znane z historii współczesnej obszaru poradzieckiego, a mianowicie faktyczną secesję części terytorium Ukrainy przy jednoznacznym wsparciu Rosji (Naddniestrze, Abchazja, Osetia Południowa) lub bez niego (Górski Karabach). W razie wojny domowej na Ukrainie secesji mogłaby hipotetycznie dokonać wroga Janukowyczowi zachodnia Ukraina lub jej część (Galicja). Rosja ze swej strony mogłaby natomiast wesprzeć tendencje separatystyczne na Zakarpaciu.

Ten pierwszy scenariusz jest relatywnie mało prawdopodobny. Mieszkańcy zachodniej Ukrainy są bowiem, niezależnie od krytycznej oceny reżimu w Kijowie, przywiązani do ukraińskiej państwowości28. Warto natomiast odnotować, że powstanie czegoś na kształt państwa zachodnioukraińskiego zrodziłoby z polskiej perspektywy co najmniej dwa problemy. Po pierwszy, byłby to organizm biedniejszy od dzisiejszej Ukrainy. PKB na mieszkańca w zachodnich regionach to ok. 60% średniej krajowej29. Wobec trudnej sytuacji gospodarczej i niełatwych relacji z pozostałymi regionami Ukrainy (a także z Rosją, o czym za chwilę), zachodnia Ukraina stałaby się zapewne źródłem masowej emigracji w kierunku państw UE. Po drugie, istotną, jeśli nie dominującą siłą polityczną w ramach takiej hipotetycznej jednostki geopolitycznej byłaby partia „Swoboda”, co mogłoby doprowadzić do nasilenia sporów z Polską na tle historycznym.

Scenariusz zakarpacki wydaje się bardziej prawdopodobny. Towarzystwo Rusinów Podkarpackich już na początku lat 90. zwracało się o pomoc do władz rosyjskich, domagając się uznania za odrębny naród i zaprzestania prześladowań przez administrację ukraińską30. Jeden z liderów rusińskiej społeczności na Zakarpaciu, duchowny Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego (Patriarchatu Moskiewskiego) Dmytro Sydor korzystał ze środków finansowych pochodzących pośrednio od rosyjskich władz; współpracował również z „politechnologiem” Wiaczesławem Nikonowem, blisko związanym z Władimirem Putinem31. Można zatem sądzić, że Rosja wspierała jeśli nie separatyzm ukraińskich Rusinów, to przynajmniej nurt moskalofilski w ramach tej grupy etnicznej32.

Powstanie nowego (quasi) państwa w zachodniej części Ukrainy pociągnęłoby za sobą szereg negatywnych konsekwencji dla środkowoeuropejskich sąsiadów Ukrainy, w tym Polski. Byłby to krok na rzecz rewizji ładu postzimnowojennego w Europie, o czym była już mowa. Istnienie takiego quasi-państwa stanowiłoby również potencjalne źródło nowych konfliktów w regionie, tak jak problem Abchazji i Osetii Południowej doprowadził, piętnaście lat po ich faktycznym oderwaniu od Gruzji, do wojny rosyjsko-gruzińskiej.

Nieuregulowany status granicy pomiędzy Polską (Słowacją, Węgrami) a nową hipotetyczną jednostką geopolityczną na wschodzie sprzyjałby nielegalnej migracji – nie tylko Ukraińców, ale i Rosjan czy emigrantów z państw azjatyckich, dla których obszar WNP jest ważnym szlakiem tranzytowym w kierunku Unii Europejskiej. Kolejnym wyzwaniem byłby zapewne przemyt. Ponadto istnienie takiego quasi-państwa sprzyjałoby niekontrolowanej proliferacji broni konwencjonalnej ze składów ukraińskiej armii, która mogłaby zasilić grupy przestępcze.

W tym kontekście nie dziwi fakt, że istotnym celem Polski w odniesieniu do ukraińskiego kryzysu pozostawała stabilność Ukrainy. W interesie Polski nie leżała eskalacja konfliktu – zarówno przez rządzących, jak i przez protestujących, nawet jeśli racje moralne stały po stronie tych ostatnich. Władzom polskim zależało na załagodzeniu sytuacji, później przerwaniu walk i wypracowaniu kompromisowego rozwiązania, nawet jeśli ten ostatni nie spełniałby w pełni oczekiwań demokratycznych sił na Ukrainie. Tym właśnie należy tłumaczyć pewną wstrzemięźliwość polskich władz w pierwszej fazie kryzysu czy też naciski polskiego ministra spraw zagranicznych na ukraińską opozycję w przededniu upadku Janukowycza.

Dobrobyt
Polski eksport na Ukrainę wyniósł w 2012 r. 17 mld złotych, czyli 2,8% całego naszego eksportu, natomiast import 8,3 mld złotych czyli 1,3%33. W skali bezwzględnej nie są to znaczące liczby, niemniej należy odnotować fakt, że wobec ogólnie negatywnej dynamiki polskiego eksportu znaczenie ukraińskiego rynku dla polskich przedsiębiorstw rośnie. Polska eksportuje na Ukrainę przede wszystkim wyroby przemysłu elektromaszynowego (29,2%), wyroby przemysłu chemicznego i tworzywa sztuczne (18,9%) oraz artykuły rolno-spożywcze (12,2%) – wzrasta rola tego ostatniego sektora, zwłaszcza jeśli chodzi o artykuły pochodzenia zwierzęcego. Sprowadza natomiast wyroby metalurgiczne, produkty mineralne, artykuły rolno-spożywcze34. Łączna wartość polskich inwestycji bezpośrednich na Ukrainie sięga ok. 1 mld dolarów. Na Ukrainie zaangażowało się szereg polskich firm – PKO BP, PeKaO SA, PZU, Giełda Papierów Wartościowych, Barlinek, Cersanit, Can-Pack, Grupa Sobieski, Inter-Groclin i inne35. Ukraina odgrywa również ważną rolę jako kraj tranzytowy dla rosyjskiego gazu eksportowanego do Polski i innych krajów Europy Środkowej, a także jako dostawca taniej siły roboczej dla państw UE.

Sytuacja prawno-polityczna i specyficzna kultura biznesu nie sprzyja prowadzeniu na Ukrainie działalności gospodarczej. Wśród ogólnych problemów, z jakimi borykają się zarówno krajowi, jak i zagraniczni przedsiębiorcy wymienić trzeba znaczącą korupcję, zmienność i niejasność przepisów prawnych, słabość wymiaru sprawiedliwości (zjawisko „raiderstwa” czyli nielegalnego przejmowania cudzych firm). W przypadku zagranicznych (polskich) przedsiębiorców istotne znaczenie mają trudności ze zwrotem nadpłaconego podatku VAT.

W tym kontekście z perspektywy Polski duże znaczenie miał ekonomiczny wymiar decyzji Ukrainy o orientacji jej polityki zagranicznej. Polska konsekwentnie opowiadała się za podpisaniem przez Ukrainę umowy stowarzyszeniowej z UE przewidującej m.in. powstanie DCFTA – zarówno w miesiącach poprzedzających szczyt w Wilnie, jak i podczas trzymiesięcznego kryzysu politycznego na Ukrainie i po jego zakończeniu36. Powstanie DCFTA, choć wymagać będzie ze strony Ukrainy istotnych nakładów i wyrzeczeń może w istotnym stopniu przyczynić się do rozwoju gospodarczego tego kraju, co sprzyjać będzie wzrostowi importu, w tym z Polski. Polscy przedsiębiorcy zyskają łatwiejszy dostęp do ukraińskiego rynku zbytu. Wprowadzenie na Ukrainie istotnej części acquis communautaire, zwłaszcza w takich obszarach jak prawo zamówień publicznych czy ochrona konkurencji stworzy też lepsze, pewniejsze warunki dla polskich przedsiębiorców już działających na Ukrainie. Ponadto firmy ukraińskie będą zmuszone do przyjęcia europejskich standardów, co zmniejszy ich relatywną przewagę wynikającą z niższych kosztów produkcji. Rozwój współpracy pomiędzy Ukrainą i UE w sferze energetyki (bardziej w ramach unijnej Wspólnoty Energetycznej niż DCFTA) zapewni większą stabilność dostaw rosyjskiego gazu i uchroni przed kolejnymi kryzysami energetycznymi, takimi jak te w latach 2006 i 2009. W średnim okresie poprawa sytuacji ekonomicznej na Ukrainie zaowocuje ograniczeniem presji migracyjnej ze strony tego państwa na Polskę. Jednocześnie powstanie Pogłębionej i Kompleksowej Strefy Wolnego Handlu Ukraina – Unia Europejska przyniesie też pewne wyzwania dla Polski. Reformy na Ukrainie będą wymagały istotnego wsparcia finansowego ze strony wspólnoty międzynarodowej – zwłaszcza UE i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Poza tym niektóre gałęzie ukraińskiej gospodarki mogą się stać poważną konkurencją dla polskich producentów, np. w sektorze rolno-spożywczym.

O ile podpisanie umowy stowarzyszeniowej i powstanie DCFTA przyniosłoby Polsce korzyści gospodarcze, o tyle alternatywna decyzja Ukrainy tj. akcesja do Unii Celnej współtworzonej przez Rosję, Białoruś i Kazachstan stanowiłaby dla Polski potencjalnie wyzwanie. Przede wszystkim oznaczałaby ona poddanie dwustronnej wymiany handlowej polsko-ukraińskiej wspólnym procedurom UC, czyli w istotnym stopniu uzależnienie jej od dobrej woli Rosji. Federacja Rosyjska niejednokrotnie w przeszłości wykorzystywała uzależnienie innych państw – zarówno WNP, jak i nowych państw członkowskich UE – od swego rynku zbytu. Pod koniec 2005 r. wprowadziła zakaz importu z Polski większości produktów żywnościowych, w tym mięsa. Był to jeden z elementów zaostrzenia dwustronnych relacji po „pomarańczowej rewolucji” w 2004 r. W odpowiedzi Polska zablokowała przyjęcie mandatu negocjacyjnego na temat nowego porozumienia UE – Rosja. Unia Europejska nie bez wahań udzieliła Polsce poparcia, co stanowiło istotny sukces naszego kraju w sporze z Rosją. Ograniczenia nałożone przez Rosję zostały po części złagodzone pod koniec 2007 r. do czego przyczyniła się bardziej koncyliacyjna postawa ze strony nowego polskiego rządu utworzonego przez PO i PSL. Polska natomiast zgodziła się podjęcie rozmów na temat nowego porozumienia UE – Rosja37. W lutym 2014 r. – w związku z chorobą świń na Litwie – Rosja i Białoruś podjęły na podstawie regulacji UC decyzję o wstrzymaniu importu wieprzowiny z całej UE. Decyzja ta w istotnym stopniu dotknęła polskich rolników38. Potencjalnie utrudnienia w dostępie do ukraińskiego rynku związane z akcesją Ukrainy do UC stanowiłyby wymierny problem dla polskich eksporterów (w szczególności dla przedstawicieli sektora rolno-spożywczego).

Silniejsze uzależnienie Ukrainy od Rosji może pociągnąć za sobą podporządkowanie Gazpromowi ukraińskiego sektora energetycznego, w szczególności sieci przesyłowych, którymi rosyjskie surowce energetyczne trafiają do UE. Można sądzić, że poprzednia ukraińska władza rozważała takie rozwiązanie – służyć temu miałoby w szczególności zniesienie zakazu prywatyzacji Naftohazu Ukrajiny i spółek zależnych39. Takie rozwiązanie wzmocniłoby pozycję Rosji jako głównego dostawcy gazu do Polski i innych krajów Europy Środkowej; uniemożliwiłoby też realizację projektów szlaków transportu gazu i ropy omijających Rosję (ropociąg Odessa – Brody). Dzięki kontroli gazociągów biegnących przez Ukrainę, a także rozwojowi nowych szlaków przesyłowych (Gazociąg Północny) Rosja zyskałaby większą swobodę w doborze odbiorców swoich surowców, a jej wybór nie byłby zapewne wolny od uwarunkowań politycznych. Taka sytuacja miałaby negatywny wpływ na bezpieczeństwo energetyczne Polski.

Prestiż
Prestiż i pozycja międzynarodowa są celem najmniej uchwytnym, najtrudniej podatnym obiektywnej analizie. Z tego powodu działania w tym obszarze (nie tylko wobec Ukrainy) budzą największe spory na forum wewnątrzpolitycznym. To co władza uważa za działania na rzecz prestiżu i pozycji międzynarodowej Polski, opozycja z reguły uznaje za przedsięwzięcia służące promocji partii rządzącej i vice versa.

W odniesieniu do Ukrainy Polska chce wzmocnić swój prestiż i pozycję międzynarodową poprzez trojakiego rodzaju działania. Po pierwsze, chce jawić się jako aktywny gracz międzynarodowy, ważny współtwórca polityki zagranicznej Unii Europejskiej, zwłaszcza jej polityki wschodniej. Po drugie, pragnie być postrzegana jako promotor demokracji i przemian ustrojowych. Po trzecie, stara się przekonać ukraińskich partnerów do zaakceptowania polskiej wizji wspólnych dziejów (zwłaszcza w odniesieniu do okresu II wojny światowej) i rezygnacji z elementów pamięci historycznej uważanych za wrogich Polsce. Te dwa pierwsze elementy były widoczne w polskiej polityce wobec Ukrainy w okresie niedawnego kryzysu politycznego; ten trzeci występował jedynie w debacie publicznej.

Zainteresowanie Polski wschodnim sąsiedztwem UE wynika z obiektywnych uwarunkowań (związki historyczne, wspólna granica itp.), niemniej Polska stara się wykorzystać politykę wschodnią do wzmocnienia naszej pozycji na arenie międzynarodowej – zwłaszcza w UE. Pragnie być postrzegana jako ważny aktor w tym regionie. Polityka ta zaczęła się jeszcze przed akcesją do UE, niemniej kluczową rolę odegrały tu wydarzenia „pomarańczowej rewolucji” w 2004 r. Aleksander Kwaśniewski cieszył się dobrymi kontaktami zarówno z ustępującym prezydentem Ukrainy Leonidem Kuczmą40, jak i liderem opozycji Wiktorem Juszczenką. Dlatego po sfałszowaniu drugiej tury wyborów prezydenckich na Ukrainie i wybuchu „pomarańczowej rewolucji” prezydent Polski mógł aktywnie włączyć się w rozmowy na temat pokojowego zakończenia konfl iktu. Udało mu się przekonać do konieczności zaangażowania na Ukrainie partnerów z Unii Europejskiej. Rozmowy „okrągłego stołu” zaowocowały kompromisem politycznym – druga tura została powtórzona, nowym prezydentem Ukrainy został Juszczenko; jednocześnie znowelizowano konstytucję Ukrainy41. Sukces Kwaśniewskiego wzmocnił pozycję Polski w UE i zarazem przyczynił się do rozwoju dwustronnych relacji. Stał się też swoistą obsesją polskich polityków. Każdy kolejny kryzys polityczny na Ukrainie (nie tylko obecny, ale i te pomniejsze, jak w 2007 r., gdy Juszczenko wbrew konstytucji doprowadził do przedterminowych wyborów parlamentarnych) wywołuje pytania o potrzebę zaangażowania Polski. Zwłaszcza w czasie niedawnych wydarzeń na Ukrainie wizyta w Kijowie stała się obowiązkowa dla każdego polityka zajmującego się w kraju czy w UE polityką zagraniczną – zarówno dla tych z partii rządzącej, jak i opozycji.

Po 2004 r. polska polityka nie była już tak skuteczna. Polsce udało się skutecznie zainicjować program Partnerstwa Wschodniego. Był to pierwszy znaczący projekt Polski zaakceptowany przez UE, choć jego efektywność zasługuje na niejednoznaczną ocenę. Nie udało się natomiast zbliżyć Ukrainy do NATO (na szczycie w Bukareszcie w kwietniu 2008 r. zapadła tylko ogólnikowa decyzja, że stanie się ona w przyszłości członkiem Sojuszu42, nie objęto jej jednak Planem Działań na rzecz Członkostwa (MAP)).

Te uwarunkowania wyjaśniają zaangażowanie Polski w rozwiązanie kryzysu na Ukrainie, zwłaszcza obecność ministra Sikorskiego w trójce przedstawicieli UE wysłanych 20 lutego 2014 r. w celu wynegocjowania porozumienia pomiędzy władzą i opozycją. Przebieg negocjacji, zwłaszcza argumenty stosowane przez przedstawiciela Polski, a także celowość samego porozumienia, które zdezaktualizowało się już po kilkunastu godzinach mogą budzić wątpliwości. Niemniej z bardziej ogólnej perspektywy negocjacje w Kijowie potwierdziły znaczenie pozycji Polski jako współtwórcy polityki wschodniej UE. Minister Sikorski, wspólnie ze swoimi odpowiednikami z Niemiec i Francji, udał się do stolicy Ukrainy na prośbę Wysokiej Przedstawiciel ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa Catherine Ashton43; w imieniu UE zabiegał o rozwiązanie kryzysu na Ukrainie. Polskie zaangażowanie w pomoc Ukrainie zostało również zauważone przez Ukraińców, zdecydowanie bardziej niż w 2004 r. Dowodzi tego dobre przyjęcie Polaków podczas protestów na Majdanie, duża „widoczność” polskich polityków w ukraińskich mediach, a także – co nieco paradoksalne – prośba nowych władz Ukrainy o pomoc skierowana bezpośrednio do Polski. P.o. ministra finansów Jurij Kołobow wymienił expressis verbis Polskę obok Stanów Zjednoczonych, UE i MFW jako potencjalnych donatorów czy kredytodawców, od których wsparcia oczekuje Ukraina44. To nowy element w ukraińskim dyskursie, który w przeszłości za kluczowych partnerów uważał – w różnej kolejności w zależności od czasu i rządzącej ekipy – UE, Stany Zjednoczone oraz Rosję.

Wsparcie dla demokracji w krajach poradzieckich, a także w ostatnich latach w krajach Afryki Północnej oraz Bliskiego i Środkowego Wschodu wiąże się z etosem „Solidarności” silnie akcentowanym przez polskie władze. W odniesieniu do krajów Europy Wschodniej i Kaukazu Południowego jest to również element rywalizacji z Rosją, o czym była już mowa. Instytucjonalnym wyrazem tej polityki jest działalność Fundacji Solidarności Międzynarodowej finansowanej przez MSZ czy zaangażowanie Polski na rzecz powstania unijnego European Endowment for Democracy, na czele którego stanął Jerzy Pomianowski.

Polska od początku kryzysu na Ukrainie przestrzegała władze ukraińskie przed stosowaniem rozwiązań siłowych45. Negatywnie oceniła w szczególności antydemokratyczne ustawy przyjęte 16 stycznia przez Radę Najwyższą46. Długo była natomiast niechętna wprowadzeniu przeciwko ukraińskim władzom sankcji, preferując działania, które miałyby skłonić strony ukraińskiego konfliktu do porozumienia. Powoływano się przy tym na doświadczenie z Białorusią, w przypadku której sankcje nie przyniosły wymiernych efektów. Takie stanowisko władze polskie zajmowały nawet po tym, jak w drugiej połowie stycznia w Kijowie zginęli pierwsi manifestanci47. Dopiero dalsza eskalacja konfliktu w drugiej połowie lutego przyniosła zmianę tego stanowiska: Polska opowiedziała się za sankcjami48. Odpowiednią decyzję dotyczącą selektywnych sankcji Rada UE podjęła 20 lutego49. Stanowisko polskich władz wyraźnie różniło się od postawy społeczeństwa obywatelskiego, większości mediów, czy nawet władz samorządowych, które niemal od początku protestów deklarowały solidarność z protestującymi i organizowały pomoc dla Ukraińców. Już 4 grudnia 2013 r. stołeczny Pałac Kultury i Nauki został rozświetlony w barwach Ukrainy (nota bene za sprawą prezydent miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz, wiceprzewodniczącej Platformy Obywatelskiej).

Ważną składową relacji polsko-ukraińskich jest dialog historyczny. Z perspektywy Polski chodzi tu przede wszystkim o okres II wojny światowej – tragedię wołyńską czy jak chcą inni zbrodnię wołyńsko-galicyjską. W latach 90. oba kraje starały się nie podejmować trudnych problemów historycznych, co znalazło wyraz w deklaracji prezydentów Aleksandra Kwaśniewskiego i Leonida Kuczmy, aby „pamiętać o przeszłości, ale myśleć o przyszłości”50.

Od początku nowego stulecia władze obu państw podjęły działania na rzecz pojednania historycznego (obchody w Pawliwce, 2003 r.; w Pawłokomie, 2006 r.) – miały one jednak charakter powierzchowny i w istotnym stopniu polityczny (pojednanie w imię współpracy). Pod koniec kadencji Juszczenki doszło w tej sferze do regresu, m.in. w związku z decyzją prezydenta Ukrainy o nadaniu jednemu z przywódców Ukraińskiej Powstańczej Armii Stepanowi Banderze tytułu Bohatera Ukrainy. W tym kontekście istotnym wyzwaniem dla relacji dwustronnych była siedemdziesiąta rocznica zbrodni wołyńskiej w 2013 r. Na płaszczyźnie politycznej przyniosła ona radykalizację dwu dyskursów – polskiego i ukraińskiego – na temat wydarzeń z lat 1943-1944 (brak wspólnych obchodów na poziomie państwowym jak w 2003 r., uznanie przez polski Sejm zbrodni wołyńskiej za czystkę etniczną o znamionach ludobójstwa). Na poziomie społecznym większą aktywnością niż w przeszłości wykazały się zarówno środowiska radykalne, jak i zwolennicy dialogu (wspólna deklaracja Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego i Kościoła Rzymskokatolickiego w Polsce)51.

Protest na Majdanie przyniósł nową, nieoczekiwaną odsłonę polsko-ukraińskiego sporu o przeszłość. Jednym z politycznych przywódców protestów stał się Oleh Tiahnybok, lider partii „Swoboda”, w przeszłości kultywującej pamięć o żołnierzach UPA i negatywnie odnoszącej się do upamiętnienia ich polskich ofiar52. Zawołaniem Majdanu stało się hasło ukraińskich nacjonalistów „Chwała Ukrainie! Bohaterom chwała!” („Слава Україні! Героям слава!”). Nad Majdanem powiewały obok barw ukraińskich, czerwonoczarne flagi UPA. W Polsce początkowo nie zauważono tego zjawiska. Z czasem jego krytykę podjęły osoby związane ze środowiskami kresowymi, takie jak ks. Tadeusz Isakowicz-Zalewski, który krytycznie ocenił polskie wsparcie dla ukraińskich „neobanderowców”53. Te głosy spotkały się jednak – zwłaszcza ze strony części prawicowych mediów – z negatywnym odzewem. Jak pisał jeden z publicystów „z dwojga złego wolę mieć za Bugiem wolną Ukrainę, nawet z banderowcami u steru, niż wielką, zjednoczoną Rosję, demokratyczną inaczej”54. Inny wprost zauważył, że „słowa kapłana [Isakowicza-Zalewskiego] wpisują się w nurt kremlowskiej i janukowyczowej propagandy, usiłującej ukazać wolnościowy ruch Ukraińców jako zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski i jej integralności terytorialnej”55. Polskie władze, inaczej niż w letnim okresie siedemdziesiątej rocznicy zbrodni wołyńskiej, nie zajęły w tej kwestii stanowiska.

* * *

W okresie kryzysu na Ukrainie polskim władzom przyświecały trzy konkretne cele – zapobieżenie reintegracji Ukrainy z Rosją, ustabilizowanie sytuacji w tym kraju, dalsze sprzyjanie zbliżeniu Ukrainy z Unią Europejską – które odpowiadały trzem celom ogólnym polskiej polityki zagranicznej (suwerenność, bezpieczeństwo, dobrobyt). Ten pierwszy cel nie został jednak otwarcie zwerbalizowany zarówno z obawy że byłoby to uznane za ingerencję w sprawy wewnętrzne Ukrainy, jak i dlatego że zaowocowałoby to pogorszeniem stosunków z Rosją. Zamiast o zbliżeniu ukraińsko-rosyjskim przedstawiciele Polski woleli mówić o perspektywach integracji Ukrainy UE, doskonale zdając sobie sprawę z faktu, że w praktyce są to dwie wykluczające się opcje. Obawa przed destabilizacją Ukrainy i jej możliwymi konsekwencjami dla Polski doprowadziła do częściowej marginalizacji innych celów polskiej polityki wobec tego kraju, takich jak promocja demokracji czy dialog historyczny. Względy moralne nakazywały bardziej jednoznaczne wsparcie protestujących; polska pamięć historyczna kazałaby zapewne bardziej otwarcie odnieść się do „banderowskiej” symboliki Majdanu. Polskie władze wybrały jednak chłodną politykę opartą o interesy narodowe, która nakazywała przede wszystkim ustabilizować sytuację na Ukrainie i kontynuować jej zbliżenie z UE – nawet za cenę porozumienia z Janukowyczem i niezadowolenia polskiego i ukraińskiego społeczeństwa obywatelskiego.

Dr Andrzej Szeptycki – adiunkt w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, stały współpracownik „Nowej Europy Wschodniej”. W 2013 r. wydał książkę Ukraina wobec Rosji. Studium zależności (Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego).

1 Informacja Ministra Spraw Zagranicznych o zadaniach polskiej polityki zagranicznej w 2013 roku, 20.03.2013, https://www.msz.gov.pl/pl/polityka_zagraniczna/priorytety_polityki_zagr_2012_2016/expose2/expose_2013/.

2 „Partyjna jatka w sprawie Ukrainy”. Brudziński oskarża, Sikorski odpowiada, 02.12.2013, http://www.rp.pl/artykul/1069183.html.

3 Zob. np. A. Duda (wywiad), Oskarżam rząd o dotychczasową bierność w sprawie Ukrainy, 02.12.2013, http://www.tokfm.pl/Tokfm/10,115170,15057784,Andrzej_Duda__rzecznik_PiS__oskarzam_rzad_o_dotychczasowa.html; Ryszard Czarnecki, Sankcje czyli brak sankcji, 25.01.2014, http://gpcodziennie.pl/26892-sankcje-czyli-brak-sankcji.html.

4 R. Grochal, PiS atakuje Sikorskiego. Czy to koniec ponadpartyjnego porozumienia w sprawie Ukrainy?, 23.02.2014, http://wyborcza.pl/1,75478,15512121,PiS_atakuje_Sikorskiego__Czy_to_koniec_ponadpartyjnego.html.

5 R. Zięba, Cele polityki zagranicznej państwa, w: R. Zięba (red.) Wstęp do teorii polityki zagranicznej państwa, Toruń 2004.

6 R. Kuźniar, Droga do wolności. Polityka zagraniczna III Rzeczypospolitej, Warszawa 2008.

7 W. Mędrzecki, Polski Kijów 1900-1921, w: B. Berdychowska, O. Hnatiuk (red.), Polska. Ukraina. Osadczuk, Lublin 2007, s. 122.

8 Z. Brzeziński, Wielka szachownica. Główne cele polityki amerykańskiej, Warszawa 1998, s. 114.

9 R. Sikorski (wywiad), Granice unijnej soft power na Ukrainie, 03.12.2013, http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/ukraina/20131203/sikorski-granice-unijnej-soft-power-na-ukrainie.

10 Szerzej zob. A. Szeptycki, Ukraina wobec Rosji. Studium zależności, Warszawa 2013.

11 Por. Договор о Комиссии Таможенного союза (в ред. Протокола от 9.12.2010), Душанбе, 06.10.2007, http://tsouz.ru/Docs/IntAgrmnts/Pages/D_KTS.aspx.

12 Пресс-конференция по итогам российско-армянских переговоров, 02.12.2013, http://www.kremlin.ru/transcripts/19741.

13 Deklaracja Lizbońska w sprawie modelu wspólnego i kompleksowego bezpieczeństwa w Europie XXI wieku, Lizbona, 03.12.1996, w: S. Bieleń (red.), Prawo w stosunkach międzynarodowych. Wybór dokumentów, Warszawa 2004, s. 430.

14 H. Ognik, B. Wizmirska, Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, w: S. Parzymies (red.), Europejskie struktury współpracy. Informator, Warszawa 2000, s. 116.

15 K. Pełczyńska-Nałęcz, Dokąd sięgają granice Zachodu? Rosyjsko-polskie konflikty strategiczne 1990-2010, Warszawa 2010, ss. 9-17, http://www.osw.waw.pl/sites/default/fi les/poza_seria_1_pl.pdf.

16 Проект Договора о европейской безопасности, 29.11.2009, http://kremlin.ru/news/6152.

17 K. Pełczyńska-Nałęcz, op. cit., ss. 18-24.

18 A. Wilk, Zachód 2013” – ćwiczenia z antynatowskiej integracji armii białoruskiej i rosyjskiej, „Analizy”, 25.09.2013, http://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2013-09-25/zachod-2013-cwiczenia-z-antynatowskiej-integracji-armii-bialoruskiej-i.

19 Konwencja dotycząca statusu uchodźców, sporządzona w Genewie dnia 28 lipca 1951 r., „Dziennik Ustaw” 1991, nr 119, poz. 515.

20 Zob. Dyrektywa Rady 2003/9/WE z dnia 27 stycznia 2003 r. ustanawiająca minimalne normy dotyczące przyjmowania osób ubiegających się o azyl, „Dziennik Urzędowy Unii Europejskiej”, 06.02.2003, nr L 031, s. 18-25; Dyrektywa Rady 2005/85/WE z dnia 1 grudnia 2005 r. w sprawie ustanowienia minimalnych norm dotyczących procedur nadawania i cofania statusu uchodźcy w Państwach Członkowskich, „Dziennik Urzędowy Unii Europejskiej”, 13.12.2005, nr L 326, ss. 13-33.

21 Dyrektywa Rady 2001/55/WE z dnia 20 lipca 2001 r. w sprawie minimalnych standardów przyznawania tymczasowej ochrony na wypadek masowego napływu wysiedleńców oraz środków wspierających równowagę wysiłków między Państwami Członkowskimi związanych z przyjęciem takich osób wraz z jego następstwami, „Dziennik Urzędowy Unii Europejskiej”, 07.08.2001, nr L 212 , ss. 12-23.

22 W. Głowacki, Scenariusz: Fala uchodźcow z Ukrainy. Polska nie zamknęłaby granicy, 27.01.2014, http://www.polskatimes.pl/artykul/3308610,scenariusz-fala-uchodzcow-z-ukrainy-polska-niezamknelaby-granicy,id,t.html.

23 M. Kosienkowski, Ukraina wobec Naddniestrza, Lublin 2009, ss. 28-29.

24 Zob. np. J. Whitman, The Kosovo Refugee Crisis: NATO’s Humanitarianism versus Human Rights, w: K. Booth (red.), The Kosovo Tragedy: The Human Rights Dimensions, Abingdon-New York 2000, ss. 164-183.

25 Obliczenia własne na podstawie wyników ukraińskiego spisu powszechnego z 2001 r., www.ukrcensus.gov.ua.

26 N. Rafalik, Cudzoziemcy ubiegający się o nadanie statusu uchodźcy w Polsce – teoria a rzeczywistość (praktyka) (stan prawny na dzień 31 grudnia 2011 r.), „CMR Working Papers”, Warszawa, marzec 2013, nr 55/113, s. 38, http://www.migracje.uw.edu.pl/download/publikacja/1808/.

27 Por. R. Kuźniar, Tradycyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa międzynarodowego, w: R. Kuźniar i in., Bezpieczeństwo międzynarodowe, Warszawa 2012, s. 51.

28 Wedle badań z 2007 r. za ukraińskich patriotów uważa się 60% mieszkańców zachodnich obwodów kraju i 36 – 46 pozostałych regionów. Zob. Формування спільної ідентичності громадян України: перспективи і виклики, „Національна Безпека і Оборона”, 2007, nr 9 (93), s. 19.

29 Obliczenia własne na podstawie wyników ukraińskiego powszechnego spisu z 2001 r., www.ukrcensus. gov.ua; Валовий регіональний продукт, http://www.ukrstat.gov.ua/operativ/operativ2008/vvp/vrp/vrp2008_u.htm

30 W. Baluk, Koncepcje polityki narodowościowej Ukrainy. Tradycje i współczesność, Wrocław 2002, s. 252

31 T. Kuzio, SBU Stops Separatism in Its Tracks, „Eurasia Daily Monitor”, 12.12.2008, http://www.jamestown.org/single/?no_cache=1&tx_ttnews[tt_news]=34266.

32 W. Baluk, op. cit., s. 254.

33 Rocznik statystyczny handlu zagranicznego 2013, Warszawa 2013, s. 118.

34 Wymiana handlowa pomiędzy Polską a Ukrainą, http://kiev.trade.gov.pl/pl/ukraine/article/detail,419,Wymiana_handlowa_pomiedzy_Polska_a_Ukraina.html.

35 Polsko-ukraińska współpraca inwestycyjna, http://kiev.trade.gov.pl/pl/ukraine/article/detail,420,Polsko-ukrainska_wspolpraca_inwestycyjna.html.

36 Zob. np. M. Kokot, Min. Sikorski: Wraz z uwolnieniem Tymoszenko Ukraina wypełniła warunki konieczne do podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE, 24.02.2014, http://wyborcza.pl/1,75477,15517044,Min__Sikorski__Wraz_z_uwolnieniem_Tymoszenko_Ukraina.html.

37 A. Eberhardt, Stosunki Polski z Rosją, (w:) R. Kuźniar (red.), Rocznik Polskiej Polityki Zagranicznej 2006, op. cit., s. 125 – 126; idem, Stosunki Polski z Rosją, (w:) R. Kuźniar (red.), Rocznik Polskiej Polityki Zagranicznej 2007, Warszawa 2007, ss. 138-140; idem, Polityka Polski wobec Rosji, op. cit., ss. 146-150, 155-156.

38 A. Kublik, Rosja wykończy polskich rolników świńskim embargiem?, 12.02.2014, http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,15446640,Rosja_wykonczy_polskich_rolnikow_swinskim_embargiem_.html..

39 W. Konończuk, Rząd Ukrainy chce znieść zakaz prywatyzacji Naftohazu, „Analizy”, 08.05.2013, http://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2013-05-08/rzad-ukrainy-chce-zniesc-zakazprywatyzacji-naftohazu.

40 Zob. Л. Кучма, После Майдана. Записки президента 2005-2006, Киев, Москва, 2007, ss. 177, 608.

41 M. Menkiszak, L’engagement polonais en Ukraine au cours de la ≪Revolution orange≫, „Defense nationale”, październik 2005, ss. 128-138.

42 Bucharest Summit Declaration Issued by the Heads of State and Government participating in the meeting of the North Atlantic Council, Bukareszt, 03.04.2008, http://www.nato.int/cps/en/natolive/offi cial_texts_8443.htm?mode=pressrelease.

43 Zob. Remarks by EU High Representative Catherine Ashton following the extraordinary Foreign Affairs Council on Ukraine, Brussels, 20.02.2014, 140220/03, http://eeas.europa.eu/statements/docs/2014/140220_03_en.pdf.

44 Колобов заявив про наміри просити за кордоном $35 мільярдів, 24.02.2014, http://www.ukrinform.ua/ukr/news/kolobov_zayaviv_pro_namiri_prositi_za_kordonom_35_milyardiv_1910989.

45 Polski MSZ: „Przestrzegamy władze ukraińskie przed stosowaniem rozwiązań siłowych”, 30.11.2013, http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15051038,Polski_MSZ___Przestrzegamy_wladze_ukrainskie_przed.html.

46 M. Wojciechowski, Oświadczenie ws. ustaw przyjętych na Ukrainie, 17.01.2014, http://www.msz.gov.pl/pl/aktualnosci/wiadomosci/oswiadczenie_ws__ustaw_przyjetych_na_ukrainie.

47 Tusk: sankcje nie są przedmiotem naszej szczególnej uwagi, 31.01.2014, http://wyborcza.pl/1,91446,15367261,Tusk__sankcje_nie_sa_przedmiotem_naszej_szczegolnej.html.

48 Tusk u Olejnik: Sankcje to sygnał, że dialog na Ukrainie de facto się skończył. Mówimy „dosyć”, 19.02.2014, http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15491822,Tusk_u_Olejnik__Mowiac__sankcje__mowimy__dosyc___Sankcje.html.

49 Council conclusions on Ukraine. Foreign Affairs Council meeting, Brussels, 20.02.2014, http://www.consilium.europa.eu/uedocs/cms_Data/docs/pressdata/EN/foraff/141110.pdf.

50  Wspólne oświadczenie Prezydentów Rzeczypospolitej Polskiej i Ukrainy o porozumieniu i pojednaniu, Kijów, 21.05.1997, http://www.bbn.gov.pl/pl/publikacje-i-dokumenty/nieokreslone/umowy-miedzynarodowe/393,dok.html.

51 Zob. А. Шептицький, Волинь 2013, Р. Крамар (red.), Український альманах 2014, Варшава 2014, ss. 32-39.

52 T. A. Olszański, Sukces wyborczy partii Swoboda – konsekwencje dla ukraińskiej sceny politycznej, „Komentarze OSW”, 26.11.2012, nr 97, s. 8, http://www.osw.waw.pl/sites/default/fi les/komentarze_97.pdf.

53 Podziękowanie od Tiahnyboka jest pocałunkiem śmierci, 08.12.2013, http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=8787.

54 M. Wolski, Dylematy, 07.02.2014, http://niezalezna.pl/51573-dylematy.

55 P. Żurawski vel Grajewski, Antyukraińskie zacietrzewienie, 30.01.2014, http://niezalezna.pl/51263-antyukrainskie-zacietrzewienie.

Deklaracja programowa Polskiej Grupy „Prometeusza” w Londynie z 19 marca 1951 r.

Marek Kornat

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 3, grudzień 2012, ss. 163-170]

Czy w ogóle można mówić o prometeizmie po II wojnie światowej? Czy inicjatywy na tym polu – w sferze polskiej myśli politycznej – rozpatrywać jako nową jakość, czy też raczej kontynuację idei prometejskiej sprzed 1939 roku? Czy pojawienie się nowych narodów zniewolonych przez Sowietów zmieniało charakter całej koncepcji? Pytania te wymagałyby osobnej refleksji – na którą nie będzie tu miejsca.

Publikowany poniżej dokument pozostaje dowodem, że twierdząca odpowiedź na pytanie o ciągłość idei prometejskiej jest możliwa. Oczywiście ruch prometejski utracił to oparcie polityczne, które dawała mu Polska. Na scenie historii pozostała wszakże emigracja prometejska i oczywiście polskie uchodźstwo polityczne. Środowiska te starały się przechować wielkie dziedzictwo – nie z wiarą, że w danych warunkach da się zmienić mapę Europy Wschodniej, ale z przekonaniem, że koniunktury geopolityczne są w historii rzeczą zmienną. To zaś oznacza, że zmiany mimo wszystko są możliwe, chociaż Związek Sowiecki – jak wiadomo, wyszedł z II wojny światowej nie tylko zwycięsko, ale rozszerzył swoją sferę wpływów na Europę Wschodnią i Środkową, narzucając swój porządek nowym narodom, które w ramach ładu wersalskiego (czy też raczej wersalsko-ryskiego) korzystały z niepodległości.

Na uchodźstwie prometeiści polscy stworzyli dwie Grupy „Prometeusza” – w Londynie i Nowym Jorku1. Obie miały charakter ugrupowań elitarnych, postrzegających siebie jako komórki kształtujące myśl polityczną. Obie trzeba usytuować jako fragment szerszego zjawiska – ruchu federalistycznego, w który zaangażowało się wiele środowisk polskiego uchodźstwa, rozmaicie zresztą pojmując cele tego ruchu – często pomijając milczeniem prawa i aspiracje przedwojennych narodów prometejskich.

Deklaracja ideowa środowiska, które używało nazwy: Polska Grupa „Prometeusza” w Londynie, datowana na 19 marca 1951 r., pozostaje interesującym dokumentem programowym, jako świadectwo ciągłości myśli o „przebudowie Europy Wschodniej”, by raz jeszcze sięgnąć do znanego sformułowania płk. Edmunda Charaszkiewicza2. Bardzo dobitnie sformułowano myśl o wspólnocie losów „narodów prometejskich”, położonych na obszarze „Międzymorza Czarnomorsko-Kaspijskiego” oraz narodów świeżo zniewolonych przez ZSRR w następstwie ustanowienia jałtańskiego porządku w Europie Środkowo-Wschodniej.

„Druga Wielka Wojna – czytamy w tym dokumencie – dowiodła, że wszystkie Narody Prometejskie są zagrożone nie przez jeden, ale przez dwa ośrodki niepohamowanej zaborczości, mianowicie Rosję i Niemcy. W następstwie Drugiej Wielkiej Wojny cała środkowa Europa znalazła się pod władzą Rosji. Narody, które do roku 1939 rozwijały się w warunkach niepodległego bytu, znajdują się dzisiaj w niewoli, tak jak narody ujarzmione ponownie po Pierwszej Wojnie Światowej. Ilość więc Narodów Prometejskich znacznie wzrosła. Do walki z niszczącą siłą komunizmu rosyjskiego, prowadzonej samotnie od wielu lat przez Narody ujarzmione przez Rosję, zostały zmuszone wszystkie niemal narody. Narastający konflikt między Rosją Sowiecką i światem nieobjętym jej władzą przybliży rozstrzygnięcia, od których zależy także los narodów przez Moskwę ujarzmionych”.

Trudno nie dostrzec, że wierzono, iż konfrontacja taka nastąpi. Że będzie nią trzecia wojna światowa. Że stanie się ona rozstrzygającą bitwą o los narodów zniewolonych, których liczbę tak bardzo powiększyła ostatnia wojna. Nadzieje na taki przewrót w stosunkach międzynarodowych były niewątpliwie mocne wśród Polaków na uchodźstwie. Wybuch wojny na Półwyspie Koreańskim w czerwcu 1950 r. zdawał się zapowiadać, że konflikt „zimnej wojny” przerodzi się z czasem w starcie militarne Wschód-Zachód. Nie tylko środowisko skupione wokół idei legalizmu, ale także Jerzy Giedroyc, odwołujący się zawsze do zasad realizmu w polityce, brał w rachubę taki zwrot w stosunkach międzynarodowych, a dopiero ok. roku 1956 definitywnie upewnił się w przekonaniu, że „zimna wojna” nie będzie rzeczywistą wojną.

Powojenny program prometejski, czy raczej neo-prometejski, miał nowy zmodyfikowany charakter. Łączył się on z koncepcjami „Międzymorza”, czyli obszaru od Bałtyku do Adriatyku. Mówiono teraz o „zespoleniu Narodów Prometejskich na rozległych obszarach, sięgających od Bałtyku i wschodnich granic Niemiec, przez dorzecza Dunaju i pobrzeże czarnomorsko-kaspijskie, w oparciu w swej części południowej o Bliski i Środkowy Wschód”. Samym pojęciem „narodów prometejskich” objęto narody Europy Środkowo-Wschodniej, które niezawisłością polityczną cieszyły się do drugiej wojny światowej. Nie było już wówczas żadnych wątpliwości, że narody Europy Środkowo-Wschodniej dołączyły do przedwojennej liczby narodów prometejskich jako zniewolonych, oczekujących realizacji prawa do samostanowienia. Naturalna solidarność jednych i drugich narodów jawiła się fundamentem wszelkich dążeń do wyzwolenia.

Państwo sowieckie jako imperium osiągnęło po II wojnie światowej apogeum swej potęgi i roli w stosunkach międzynarodowych. Skuteczność totalitaryzmu sowieckiego dała się poznać w czasie świeżo zakończonej wojny. Okupacja sowiecka wschodniej części Polski (1939-1941) oraz dominacja sowiecka po 1945 r. uczyły jak bardzo trudno marzyć o skutecznym oporze ludności przeciw sowietyzacji. „Mrzonką jest wreszcie rachuba, że narody podbite przez Rosję w toku jej dziejów, lub zagarnięte przez nią podczas II wojny światowej, powstaną przeciwko uciskowi sowieckiemu same, bez pomocy zewnątrz” – powiedział gen. Kazimierz Sosnkowski w roku 1953, w jednym ze swoich odczytów3. Powoływał się właśnie na niepowodzenia polskich usiłowań w oporze przeciw władzy sowieckiej pod okupacją bolszewicką w czasie II wojny światowej. Proces sowietyzacji oraz pozbawienie własnych elit nie stwarzało, według niego, „narodom prometejskim” większych szans zbrojnego powstania przeciw władzy sowieckiej, nawet gdyby powstały możliwości osłabienia czy upadku ZSRR wskutek jakichś niepowodzeń na arenie międzynarodowej.

Warto z pewnością wspomnieć, że Włodzimierz Bączkowski – czołowy prometeista polski w latach trzydziestych, wydawca pisma „Wschód” (1930-1939) – stał się na uchodźstwie przede wszystkim sowietologiem. Formułował nawet nowy postulat – myśl o konieczności dialogu prometeistów z antysowiecką emigracją rosyjską, na co nie widzieli żadnych szans prometeiści przedwojenni4. Jerzy Giedroyc nie wyrzekł się nigdy swego przekonania, że konieczna jest deimperializacja Rosji, ale Juliusz Mieroszewski, będący głównym twórcą myśli politycznej środowiska „Kultury”, kładł zasadnicze nadzieje w procesie federalizacji Europy. „Sprawa polska nie istnieje dziś jako zagadnienie odrębne – stanowi natomiast fragment kluczowego problemu uwolnienia i jednoczenia Europy. Albo będziemy jedną z federalnych, czy kantonalnych republik zjednoczonej Europy, albo nie będzie nas wcale” – oto zasadnicza myśl zawarta w programowym artykule Psychologia przełomu z września 1951 r., drukowanym w „Kulturze”5. „Aby mogła istnieć wolna Polska, Sowiety muszą się wycofać z Europy, a Niemcy wejść muszą w skład europejskiej federacji. Innej drogi dla nas nie ma” – twierdził Mieroszewski6. Utracone prawo do samostanowienia Polacy mieli odzyskać tylko w ramach takiej operacji.

Oto tylko niektóre nowe akcenty myśli prometejskiej po II wojnie światowej.

W realiach ładu jałtańskiego w Europie prometeiści nie mogli oczywiście sprawić, aby urzeczywistnić głoszony program. Można jednak bez obawy błędu stwierdzić, że po II wojnie światowej dużo lepiej niż w realiach międzywojennych rozpoznawali „niszczącą siłę komunizmu rosyjskiego” i dowodem tego stanu rzeczy jest właśnie publikowany poniżej dokument.

Główną rolę w londyńskiej Grupie „Prometeusza” odgrywał jako jej prezes Tytus Filipowicz – dyplomata, działacz polityczny – który niestety nie doczekał się dotychczas biograficznego studium na temat swego życia. Urodził się w r. 1873 w Dąbrowie Górniczej. Od wczesnej młodości związał się z ruchem socjalistycznym w Zagłębiu Dąbrowskim, organizując tamże struktury PPS. Udając się do Londynu – związał się z grupą socjalistów wydających pismo „Przedświt”. Studiował w London School of Economics and Political Science. Towarzyszył – jak wiadomo – Józefowi Piłsudskiemu w historycznej podróży do Tokio latem 1904 r., której rezultatem było złożenie w japońskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych memorandum o współpracy, będącego nie tylko wyrazem antyrosyjskiej myśli politycznej, ale i prawdziwym manifestem koncepcji prometejskiej7.

Doświadczeniem dużo bardziej doniosłym niż podróż do Japonii była misja Filipowicza na Kaukaz w roku 1920 – realizowana z woli Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego8. Doprowadziła ona nawet do podpisania sojuszu Polski z Gruzją, po proklamowaniu przez ten kraj niepodległości, ale układ nie wszedł w życie – szybko został obalony przez toczący się bieg wypadków9. Misja miała charakter tymczasowy – nie była równoznaczna z ustanowieniem normalnych stosunków dyplomatycznych. W marcu 1920 r. Filipowicz przybył do Tbilisi. W kwietniu tego roku prowadził rozmowy w Baku z władzami niepodległego Azerbejdżanu. Niestety jednak został tam (w tym samym miesiącu) aresztowany przez NKWD. Był więziony przez bolszewików w Moskwie, ale został zwolniony i mógł wrócić do Polski jesienią 1920 r. Niestety już wiosną 1921 r. – zaraz po zawarciu między Polską a Rosją Sowiecką pokoju w Rydze – Sowieci opanowali zbrojnie Gruzję. Jej losy podzieliły Azerbejdżan i Armenia. Polska – mimo zwycięstwa nad Wisłą i ocalenia własnej niepodległości – nie miała już sił, aby wesprzeć walkę narodów Kaukazu.

Jeszcze w roku 1921, decyzją Piłsudskiego Filipowicz udał się do Moskwy jako pierwszy przedstawiciel dyplomatyczny RP w randze chargé d’affaires. Sprawował to stanowisko zaledwie przez kilka miesięcy10.

Opuściwszy Moskwę, Filipowicz pozostał w służbie zagranicznej Rzeczypospolitej. W latach dwudziestych pełnił funkcję posła RP m.in. w Helsinkach i Brukseli. Większe znaczenie prestiżowe miał urząd ambasadora w Stanach Zjednoczonych, który przyszło mu sprawować w czasach Wielkiego Kryzysu (1929—1932)11.

Rok 1932 był ostatnim w służbie zagranicznej Polski Odrodzonej. Niewiele możemy powiedzieć o przyczynach jego odejścia – można tylko domniemywać bez dowodów, że jako znany wolnomularz nie cieszył się zaufaniem nowego kierownictwa Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które przejął Józef Beck 2 listopada 1932 r. W resorcie tym starano się teraz eliminować wpływy ludzi posądzanych o „podwójną lojalność”, co oczywiście nie oznacza, że przeprowadzono konsekwentną czystkę. Po wycofaniu się z dyplomacji, Filipowicz – wraz z byłym ministrem skarbu Gabrielem Czechowiczem – stworzył nowe stronnictwo o nazwie Polska Partia Radykalna.

II wojnę światową Filipowicz spędził na uchodźstwie. Występował z różnymi inicjatywami na rzecz odrodzenia ruchu prometejskiego – perspektywa wojny mocarstw zachodnich przeciw Sowietom na początku 1940 r. zdawała się otwierać możliwości realnego zagrania „kartą prometejską”. Niemniej uwagi poświęcał koncepcjom „Międzymorza” rozumianym jako wizja rekonstrukcji tego obszaru geopolitycznego jaki rozciąga się między Niemcami a Rosją oraz Bałtykiem a Adriatykiem.

W roku 1945 Filipowicz założył nowe ugrupowanie pod nazwą Polskie Stronnictwo Demokratyczne, które nie odegrało większej roli w polityce na uchodźstwie. Wchodził w skład Rady Narodowej RP – najpierw w latach 1939-1941 następnie zaś w l. 1949-1953, pełniąc nawet funkcję jej prezesa (1949-1951). W wielkim konflikcie na uchodźstwie, który powstał po śmierci Prezydenta Władysława Raczkiewicza, Filipowicz opowiedział się po stronie Augusta Zaleskiego. Zmarł w Londynie w 1953 r. Część jego papierów przechowuje Instytut Józefa Piłsudskiego w Londynie.

Publikowany dokument przechowuje archiwum Instytutu Józefa Piłsudskiego w Londynie (Kolekcja 43/7). Dokument nie ma własnego tytułu – w nagłówku widnieje jedynie sformułowanie: Polska Grupa „Prometeusza” w Londynie. Tekst zachował się w formie maszynopisu z odręcznymi poprawkami Filipowicza. Kto był jego autorem – nie możemy jednoznacznie powiedzieć. Jest prawdopodobne, że pochodzi spod pióra prezesa Grupy – być może powstawał w dyskusji z innymi jej członkami.

Dla przyszłego historyka ruchu prometejskiego dokument ten stanie się, być może, interesującym ogniwem programowym, ukazującym ewolucję wielkiej idei. Połączenie refleksji historycznej – w odniesieniach do II wojny światowej – oraz spojrzenia w przyszłość jest szczególnie interesujące.

W publikacji pozostawiliśmy oryginalną pisownię tekstu.

*

Polska Grupa „Prometeusza” w Londynie

Wybuch drugiej Wielkiej Wojny zamknął jeden okres prac ruchu Prometejskiego. Warunki, które istniały przed 1.IX.39, a zwłaszcza układ stosunków międzynarodowych, uległy radykalnym zmianom.

Porównanie sytuacji dzisiejszej ze stanem sprzed lat dwunastu prowadzi do następujących stwierdzeń:

1. Ruch Prometejski reprezentował zawsze walkę narodów ujarzmionych przez Rosję o prawo do niepodległego bytu. Doświadczenia i obserwacja ostatnich lat pogłębiały w Narodach objętych Ruchem Prometejskim świadomość, że jest to zarówno walka o realizację haseł wolności, jak i obrona jednostek przed usiłowaniem pozbawienia ich człowieczeństwa oraz obrona narodów przed dążeniem do ich fizycznego wytępienia.

2. Druga Wielka Wojna dowiodła, że wszystkie Narody Prometejskie są zagrożone nie przez jeden, ale przez dwa ośrodki niepohamowanej zaborczości, mianowicie Rosję i Niemcy.

3. W następstwie Drugiej Wielkiej Wojny cała środkowa Europa znalazła się pod władzą Rosji. Narody, które do roku 1939 rozwijały się w warunkach niepodległego bytu, znajdują się dzisiaj w niewoli, tak jak narody ujarzmione ponownie po Pierwszej Wojnie Światowej. Ilość więc Narodów Prometejskich znacznie wzrosła.

4. Do walki z niszczącą siłą komunizmu rosyjskiego, prowadzonej samotnie od wielu lat przez Narody ujarzmione przez Rosję, zostały zmuszone wszystkie niemal narody. Narastający konflikt między Rosją Sowiecką i światem nieobjętym jej władzą przybliży rozstrzygnięcia, od których zależy także los narodów przez Moskwę ujarzmionych.

Ostatnie półwiecze
I. Dwukrotnie w ostatnim Półwieczu ujawniła się w pełni postawa Moskwy i Berlina wobec wolności innych narodów i wobec przyrodzonego prawa każdego narodu do niepodległego bytu. Wrogą tendencją wobec tych zasad przesiąknięte było postępowanie Niemców w 1914—1918. Nie mniej wrogi był stosunek Rosji carskiej do ujarzmionych przez nią narodów. Wymownym wyrazem postawy niepodległościowej narodów ujarzmionych przez Rosję było zerwanie z nią wszelkich związków państwowych w odpowiedzi na ogłoszenie prawa samostanowienia przez „demokratyczną” Rosję Kiereńskiego.

II. Zwycięskie w Pierwszej Wielkiej Wojnie Mocarstwa, po pokonaniu Niemiec i w obliczu przemian rewolucyjnych dokonujących się po roku 1917 w Rosji komunistycznej, uznały fakt odbudowy państwowości przez szereg narodów, natomiast nie przeciwstawiły się ponownemu krwawemu ujarzmieniu przez Rosję bolszewicką szeregu odrodzonych państwowości na Międzymorzu Czarnomorsko-Kaspijskim.

Zwycięstwo Polski w roku 1920 wstrzymało wówczas imperialistyczną ekspansję rosyjską na zachód, nie przyniosło jednak wolności narodom ponownie przez Moskwę ujarzmionym.

III. W okresie między wojnami zadaniom niepodległych narodów środkowej Europy było umocnienie ich niepodległości. Cel ten mogły były osiągnąć tylko w działaniu solidarnym, które dałoby siłę przeciwstawienia się zaborczości Niemiec, jak i rosnącej groźbie ze strony Moskwy. Konsolidację tego obszaru utrudniała jednak polityka Mocarstw Zachodnich, czyniąc zeń teren gier politycznych.

IV. W roku 1939 Niemcy w zmowie z Rosją rozpętały drugą Wielką Wojnę. Nic nie wskazuje, by doznana klęska zniszczyła ich żądzę panowania nad światem. Moskwie przyniosła wojna potężny wzrost zasięgu władania i wpływów, powiększając możliwości ujarzmienia całego świata.

V. Druga Wojna Światowa ujawniła, że cele i dążenia Mocarstw i Narodów Prometejskich były rozbieżne. Ujawniła ona również lekceważenie przez Mocarstwa zasad głoszonych przez nie w czasie działań wojennych.

Kierowany oportunizmem Zachód wyrzekł się poważnego obszaru zachodniej cywilizacji, oddając na łup Moskwy nie tylko narody, które w czasie wojny były zmuszone do współpracy z wrogiem, ale nawet i te, które w lojalnej współpracy z Zachodem, dla realizacji głoszonych przezeń haseł poniosły olbrzymie ofiary krwi i mienia.

VI. Sojusz Mocarstw Zachodnich ze Związkiem Sowieckim, tworzony w ogniu walki z Niemcami, okazał się wkrótce zgubny dla Mocarstw Zachodnich. Chcąc zaradzić jego groźnym następstwom, usiłują one odbudować siłę Niemiec i Japonii. Mocarstwa Zachodnie nie doceniają nadal znaczenia Narodów Prometejskich, które winne być ich naturalnym i najpewniejszym sojusznikiem w walce z Rosją, jeżeli zyskają pewność, że zwycięstwo przyniesie im pożądaną wolność. Jest również na Zachodzie brak zrozumienia, że trwałego pokoju w tej części świata nie zbuduje się na równowadze silnej Rosji i silnych Niemiec, a tylko na dobrowolnych związkach wolnych narodów. Niezależnie bowiem od uczynienia zadość sprawiedliwości dziejowej, związki te dają gwarancję bezpieczeństwa nawet w wypadku odrodzenia koncepcji sojuszu niemiecko-rosyjskiego.

VII. Narzucony przez Mocarstwa stan rzeczy wytworzył ogólną dezorientację, chaos w pojęciach oraz załamanie wzajemnego zaufania. W wielu środowiskach emigracyjnych ugruntowało się przekonanie, że jedynym sposobem uzyskania wolności i niezależności jest podporządkowanie się Mocarstwom lub bierne czekanie na rozwój wypadków, gdyż jedynie Mocarstwa władne są decydować o losach narodów i świata.

VIII. Walka między dwoma systemami i biegunowo różnymi koncepcjami życia przyniesie klęskę lub zwycięstwo jednemu z tych systemów. Idzie nie tylko o utrzymanie praw jednostki zdobywanych wiekami, ale i o uratowanie istnienia narodów i światowego dorobku kultury duchowej. Ta walka dziś prowadzona przez cały nie-komunistyczny świat została podjęta przez Ruch Prometejski przed laty, natomiast cele, do których zmierza „Prometeusz”, nie stały się jeszcze celami ogólnie przyjętymi i uznanymi.

Wnioski
1. Charakter zmagań wstrząsających ludzkość wskazuje na to, że o ostatecznym zwycięstwie zadecyduje nie siła materialna będąca w dyspozycji każdej ze stron, ale przede wszystkim CZŁOWIEK. Karabin i czołg, maszynę, łódź podwodną czy samolot z bombą atomową obsługuje człowiek i od jego postawy zależeć będzie wynik starcia. Fakt ten daje Ruchowi Prometejskiemu szanse zwycięstwa.

2. Narody Prometejskie, zawiedzione kilkakrotnie przez Mocarstwa Zachodnie, a niszczone
stale przez Rosję, winny umocnić się w przekonaniu, że największą ich siłę stanowić może solidarność działania, która wzmocni ich odporność i uczyni z nich ważki i niezależny czynnik w stosunkach międzynarodowych.

3. Narody Prometejskie winny pogłębiać świadomość, że ich tragiczna sytuacja wymaga, aby nie rozpraszając się na dążeniu do osiągnięć drugorzędnych skupiły wszystkie wysiłki na celach zasadniczych – chronieniu narodu od zagłady i zdobyciu niepodległości.

4. Partnerem w stosunkach międzynarodowych może być jedynie ten, kto zachowuje niezależność postawy i działań politycznych: Reprezentacje Narodów Prometejskich winny zachować pełną tego świadomość.

5. Wobec rozszerzonego zasięgu okupacji sowieckiej działalność Ruchu Prometejskiego powinna objąć także te narody środkowej Europy, które dopiero w wyniku Drugiej Wojny Światowej znalazły się pod władzą Moskwy.

6. Narody Prometejskie winny już teraz zapoczątkować realizację systemu związków wolnych narodów, wyzwolonych spod władzy rosyjskiej i narażonych na dalsze zakusy imperializmu rosyjskiego i niemieckiego. Zespolenie Narodów Prometejskich na rozległych obszarach, sięgających od Bałtyku i wschodnich granic Niemiec, przez dorzecza Dunaju i pobrzeże czarnomorsko-kaspijskie, w oparciu w swej części południowej o Bliski i Środkowy Wschód – będzie najpewniejszą gwarancją ich niepodległego bytu i silną podstawą równowagi w tej części świata.

Polska Grupa Prometejska daje wyraz przekonaniu,

że przedstawiciele Ruchu Prometejskiego, uznając solidarność za podstawowy warunek zwycięstwa Idei Prometejskiej, dołożą wszelkich starań do zacieśnienia między nimi spójni rozluźnionej w ciągu Drugiej Wielkiej Wojny, a nieodbudowanej dotychczas mimo żywego wyczuwania konieczności zbiorowego działania,

że dokonanie zespolenia nie pozostanie bez wpływu na naszych braci w krajach będących pod obcą przemocą, a wizja triumfu Idei Prometejskiej ugruntuje w narodach dziś ujarzmionych przez Rosję Sowiecką przeświadczenie, że w jedności „wolnych z wolnymi i równych z równymi” mieści się cel, ku któremu nam niezłomnie iść należy.

Za Polską Grupę „PROMETEUSZA” w Londynie

Prezes
[Tytus Filipowicz]

Londyn, 19 marca 1951 r.

Instytut Józefa Piłsudskiego w Londynie, Kolekcja 43/7.

Dr hab. Marek Kornat – historyk, profesor na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, docent w Instytucie Historii PAN, specjalizuje się w historii Polski okresu międzywojennego.

1 O sprawach tych daje informacje przede wszystkim monografia Sławomira Łukasiewicza, Trzecia Europa. Polska myśl federalistyczna w Stanach Zjednoczonych 1940—1971, Warszawa – Lublin 2010. Temat ów wymagałby oczywiście osobnego opracowania.

2 Zob. E. Charaszkiewicz, Przebudowa Wschodu Europy. Materiały do polityki wschodniej Józefa Piłsudskiego w latach 1893–1921, „Niepodległość”, Nowy Jork – Londyn, t. V, 1955, s. 125—167 oraz t. IX, 1974, s. 229—285.

3 K. Sosnkowski, Sytuacja światowa na tle agresji sowieckiej, Londyn 1953, s. 7.

4 Zabrał w tym duchu głos na łamach „Russkoj Mysli”, pisząc pod pseud. Grąbczewski (jak wynika z listu Bączkowskiego do amb. Jana Ciechanowskiego z 14 lutego 1959), Instytut Polski i Muzeum Sikorskiego (Londyn), Kol. 82/19.

5 J. Mieroszewski, Psychologia przełomu, „Kultura”, nr 9, 1951, s. 101 i 107.

6 Tamże.

7 Zob. W. Pobóg-Malinowski, W zaraniu dyplomacji polskiej. Podroż Piłsudskiego do Tokio, „Polityka Narodów”, t. IV, 1934, s. 623-660.

8 Legacja nosiła nazwę: „Misja specjalna na Kaukaz Południowy”.

9 Szeroko o międzynarodowym położeniu Gruzji traktuje W. Materski, Georgia rediviva: Republika Gruzińska w stosunkach międzynarodowych 1918—1921 (Warszawa 1994). O misji Filipowicza zob. A. Furier, Polacy w Gruzji, Warszawa 2010, s. 369 i n.; W. Materski, Polska akcja wojskowa w Gruzji i na Zakaukaziu (1917—1920), [w:] Międzymorze. Polska i kraje Europy Środkowo-Wschodniej. XIX — XX wiek. Studia ofiarowane Piotrowi Łossowskiemu w siedemdziesiątą rocznicę urodzin, Warszawa 1995, s. 125-133.

10 Postanowieniami Traktatu Ryskiego nawiązano stosunki dyplomatyczne. Do Warszawy przybył przedstawiciel sowiecki Lew Karachan.

11 W Waszyngtonie zastąpił Filipowicza Stanisław Patek (dotychczasowy poseł w Moskwie) – na początku 1933 r.

 

Prometeista wśród pracowników MSZ? Zygmunt Mostowski na placówce konsularnej w Tbilisi (1926-1931) i „słówko” o warunkach pracy polskich dyplomatów w ZSRR

Marcin Kruszyński

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz", nr 3, grudzień 2012, ss. 109-122]

Pomimo różnych więzi łączących Polaków z Kaukazem, a szczególnie z Gruzją1, nie udało się objąć tego obszaru zasięgiem oddziaływania traktatu ryskiego z 18 marca 1921 r.2. Problem uregulowania relacji z zajętymi przez Rosję Radziecką republikami kaukaskimi3 (czy raczej nie zapomnienia o nich?) zaliczam do istotnych zadań leżących przed ówczesnym polskim Ministerstwem Spraw Zagranicznych (MSZ)4. Chociaż tutaj, może jak nigdzie indziej, dał o sobie znać dylemat, moralny i polityczny zarazem: wierność czy elastyczność prezentowanych postaw. A dokładniej, solidarność ze zniewolonymi przez Moskwę tamtejszymi narodami kontra twarde realia stosunków geopolitycznych, nakazujące dyplomatom na Wierzbowej przede wszystkim układanie poprawnych kontaktów z Kremlem. Nie będzie wielkim zaskoczeniem, jeśli powiem, że nie udało się w tej mierze osiągnąć żadnego modus vivendi. Pewnie wielu pracowników Wydziału Wschodniego (WW) MSZ darzyło np. Gruzinów sympatią, mniejszą bądź większą, ale zawsze. To ważne, bo wszak tam znajdujemy zwolenników idei prometejskiej, czyli koncepcji rozbicia wschodniego sąsiada po „szwie narodowościowym”5. Tyle tylko, że nie przełożyło się to – nie mogło się przełożyć? – na żadne konkretne działania. Już przygotowania do konferencji genueńskiej z 1922 r.6 pokazały, że należy twardo stąpać po ziemi i Polacy, w zamian na wspólne z Rosjanami stanowisko w sprawie uznania przez Zachód porozumienia ryskiego, szybko i łatwo gotowi byli porzucić mrzonki o jakimkolwiek wspieraniu dążeń niepodległościowych ludów kaukaskich7. Tego typu fakty nie przynoszą chluby MSZ, lecz bez wątpienia świadczą o nadrzędnym traktowaniu interesu własnego państwa, choć to bardzo egoistyczne.

I dopiero znając te uwarunkowania, można spróbować spojrzeć i właściwie ocenić – czyli bez nadmiernego krytycyzmu – wysiłki poszczególnych, „drobnych” urzędników ministerstwa, wysyłanych na placówki dyplomatyczne na Wschodzie. Pozbawieni, rzecz jasna, większej samodzielności, nie mogli przecież nazbyt daleko odejść od kanonu postępowania przyjętego przez centralę. Stąd w utworzonym w 1921 r. poselstwie (od 1934 r. – ambasada) w Moskwie8 z rzadka zajmowano się problematyką kaukaską, od czasu do czasu wysyłając jakieś raporty na te tematy, głównie poruszając kwestie natury gospodarczej9. Po 1926 r. i ta aktywność zamiera, czego bynajmniej nie traktuję jako zarzut, gdyż właśnie wtedy w Tbilisi udało się otworzyć Konsulat Generalny RP10. Powołany na mocy polsko-radzieckiej konwencji konsularnej,11 objął swym okręgiem kompetencyjnym obszar całej Zakaukaskiej Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Radzieckiej (ZSFRR).

W tym miejscu należy wreszcie przedstawić bohatera moich rozważań, Zygmunta Mostowskiego, pierwszego i chyba najlepszego12, konsula polskiego w Tbilisi z okresu międzywojennego. Urodzony 27 marca 1883 r. w Puławach13, absolwent Wydziału Filozoficznego uniwersytetu lwowskiego, później redaktor „Dziennika Kijowskiego”14, w MSZ, w Departamencie Administracyjnym, znalazł się 29 września 1921 r., najpierw jako praktykant-wolontariusz, a następnie referent (od 1 listopada 1921 r.); starszy referent (1 lutego 1923 r.), radca ministerialny (26 października 1925 r.)15 i wreszcie konsul (17 sierpnia 1926 r.16). Zwraca uwagę brak doświadczenia w pracy dyplomatycznej i konsularnej. Na próżno szukać w dokumentacji archiwalnej lub memuarystyce jakichś konkretnych przyczyn nominacji Mostowskiego na wyjazd do ZSFRR oraz osób, które by za tym stały. Dlatego też nie chcę nazbyt niefrasobliwie ustosunkowywać się do powyższego faktu. Niemniej rodzi się pytanie czy wszystko to aby nie oznacza, iż misję konsularną w Tbilisi już od początku traktowano „po macoszemu”? Nie wiem, ale nawet gdyby tak się okazało, Mostowski, na tyle na ile zdołał, próbował do tego nie dopuścić.

Jaki był więc modus operandi konsula Mostowskiego? Zacznę od zacytowania dwóch opinii. Autorem pierwszej jest sam Tadeusz Hołówko. W 1929 r., dokonując przeglądu konsulatów polskich działających w Związku Radzieckim17, o Tbilisi napisał m.in.
„Placówka kierowana przez niego (tj. Mostowskiego – M.K.) wybija się na czoło wszystkich placówek polskich w ZSRR, choć niewątpliwie pracuje w najtrudniejszych warunkach, a kontakt jej z centralą wskutek oddalenia był długo nadzwyczaj luźny. Informacje przesyłane przez konsulat w Tyflisie, polityczne, gospodarcze, narodowościowe, wyróżniają się starannością i sumiennością w opracowaniu i zawierają dane pierwszorzędnej doniosłości”18.

I jeszcze jeden, nieco bardziej krytyczny osąd, z 1931 r., sporządzony prawdopodobnie po odwołaniu Mostowskiego:
„Mostowski na placówce w Tyflisie wykazał dużo charakteru, ideowości i taktu. Życiowo wyrobiony, samodzielny w sądzie. Umysł rzeczowy i zrównoważony. Zdolności rozwijania inicjatywy i umiejętności organizowania pracy – mniejsze (podkreśl. w oryg. – M.K.). Dużo za to sumienności, dokładności. Pracę pojmuje poważnie, oddaje się jej gorliwie. Lojalny, zasługuje na całkowite zaufanie”19.

Nazbyt daleko idącym wnioskiem byłoby stwierdzenie, iż Mostowskiego trzeba od razu zaliczyć do „ludzi Hołówki” lub tym bardziej do „środowiska prometeistów”. Nie ma na to bowiem żadnych „twardych” dowodów. Nie sądzę także, aby w MSZ ktoś chciał zmienić zdanie na temat konsula, zaraz gdy tylko Hołówki zabrakło. Spróbuje teraz prześledzić wybrane aspekty działalności mojego bohatera, starając się gdzieś wyłapać, jeśli się da, jego sympatię do ruchu prometejskiego, lub raczej, wykazać pewne punkty styczne między prezentowanymi przez niego poglądami a jak najszerzej rozumianą ideą prometejską.

Sprawozdawczość
Nie udało mi się nigdzie odnaleźć instrukcji określającej precyzyjnie zadania konsulatu w Tbilisi, nie mówiąc o wytycznych dla samego Mostowskiego20. Przyjmuję zatem, niejako
a priori, iż miał on przede wszystkim raportować o aktualnej sytuacji politycznej, społecznej i gospodarczej terenów, na których się znalazł. Z góry jednak uprzedzam, że realizacja tych celów, w specyficznych warunkach radzieckiej rzeczywistości, wcale nie należała do rzeczy prostych i to z kilku powodów. Świat dyplomacji kojarzy się zazwyczaj z wystawnymi bankietami, eleganckimi strojami oraz precyzyjnie opracowanym schematem gestów i zachowań, regulowanych zasadami protokołu dyplomatycznego. Tak oczywiście było w Europie Zachodniej, Stanach Zjednoczonych21 i w niegdysiejszej carskiej Rosji22. Natomiast bolszewicy podchodzili do przedstawicielstw zagranicznych bardzo nieufnie, traktując je, w dużej mierze, jako ekspozytury wywiadowcze. Nie twierdzę oczywiście, że przybywający do ZSRR dyplomaci i urzędnicy, od tego akurat zawsze stronili23. Niemniej jednak w Związku Radzieckim, an block, zredukowano protokolarne formy kontaktu z corps diplomatique bądź corps consulaire do niezbędnego minimum24. Dodajmy do tego różnice ideologiczne pomiędzy komunistami a tzw. światem kapitalistycznym i otrzymamy pełny obraz pracy obcokrajowców w ZSRR. Dlaczego o tym wspominam? Bezpośrednie rozmowy, rodząca się niekiedy nić sympatii, oczywiście pomagały w realizacji różnego rodzaju projektów politycznych. W Związku Radzieckim o czymś podobnym nie mogło wszak być mowy. Tamtejsi urzędnicy zachowywali rezerwę, bojąc się też po prostu o własny los25. Wszystko to razem zaś leżało u podstaw, niespotykanej dotąd i nigdzie na taką skalę, inwigilacji pracowników placówek dyplomatycznych i konsularnych. „Łapsi”26 – bo tak ich Polacy nazywali – tj. agenci władz bezpieczeństwa, starali się być dosłownie wszędzie i pilnować dosłownie wszystkiego. Wyczekując przed gmachami misji zagranicznych, podążali krok w krok za każdym dyplomatą udającym się „na miasto”. Częstokroć także, w najlepszym wypadku legitymowali, lecz niejednokrotnie zabierali na przesłuchanie, interesantów, chcących załatwić swoje sprawy w danym przedstawicielstwie27.

W Tbilisi doszło wręcz do tego, iż w pewnym momencie do konsulatu nie przychodził właściwie nikt28. W 1930 r. prawdopodobnie rozstrzelano nawet mężczyznę, który będąc śpiewakiem, występował podczas uroczystości, organizowanych z okazji polskich świąt narodowych29. Był problem z zapewnieniem Polakom właściwej opieki medycznej, gdyż żaden z lekarzy nie chciał się narażać i przychodzić do nich30. Pozostaje pytanie na ile postępowanie takie było jakąś „grą operacyjną” prowadzoną przez lokalne władze w stosunku do konsulatu, a na ile zadziałało tutaj „sprzężenie zwrotne”, czyli: propaganda nastawiająca wrogo obywateli radzieckich wobec cudzoziemców; z drugiej strony strach przed nimi wywołany propagandą kreującą taki a nie inny wizerunek obcokrajowców. Pewnie zbiegły się ze sobą wszystkie te elementy. Mostowski, o ironio, podjął próbę uświadomienia miejscowym decydentom absurdu takiej sytuacji, oficjalnie np. zgłaszając się raz do Pełnomocnika Komisariatu Ludowego Spraw Zagranicznych (KLSZ) w Federacji Zakaukaskiej31 z prośbą o przydzielenie… nauczyciela języka angielskiego, gdyż jego podwładni, w wolnym czasie, chcieli zająć się nauką tego przedmiotu. Zrobił to, jak pisał, właśnie „dla podkreślenia anormalnych warunków w jakich władze każą nam tu żyć”. I cóż się stało dalej? Owszem zaproponowano Polakom wizyty niejakiej pani Klippert, podejrzewanej niegdyś o szpiegostwo na rzecz Niemiec. Nie do tego jednak zmierzam. Skalę, już niejako „obustronnie paranoidalnych” kontaktów, oddaje komentarz do całej s prawy konsula Mostowskiego. Owszem zwrócił on uwagę na podejrzaną przeszłość Klippert, niemniej o wiele więcej miejsca poświęcił na snucie domysłów odnośnie przewidywanych przez niego „prawdziwych” zadań postawionych przed kobietą, wśród których na poważnie wymieniał m.in…. zarażanie chorobą weneryczną32. „Na szczęście” kobieta ta nigdy nie pojawiła się w polskim konsulacie.

Do jakiego natomiast wniosku chcę dojść? Mostowski raportował: „Chodzi o przecięcie kontaktów społeczeństwa z polskim konsulatem. […] I społeczeństwo faktycznie unika kontaktu z nami i wszystkimi innymi konsulatami tutaj33. Dlatego […] konsulat musi właściwie zamknąć swą działalność w murach zajmowanego lokalu, ograniczając się do studiowania bolszewickich wydawnictw codziennych i periodycznych (podkreśl. w oryg. – M.K.)34” . Czytając te słowa i biorąc teraz pod uwagę wszystko co do tej pory napisałem, dopiero w pełni da się zrozumieć i właściwie podejść do wartości przygotowywanych tam analiz i możliwości samego Mostowskiego w zdobywaniu danych na temat Federacji Kaukaskiej. Więcej, w 1929 r., mając już pewne doświadczenie, konsul w ogóle powątpiewał w sens przygotowywania jakichkolwiek sprawozdań (czy „podprogowo” sugerował więc zamknięcie placówki, nie wiem), a tym bardziej opartych na studiach prasowych, nie widząc większych szans na zdobywanie rzetelnych informacji o Kaukazie35. I nie podejrzewałbym Mostowskiego o lenistwo, lecz raczej widziałbym w tym przejaw zdrowego rozsądku. Przy czym jednocześnie sądzę, iż zupełnym nieporozumieniem było posłużenie się też innym jeszcze argumentem, takim mianowicie, że Tbilisi leżało nazbyt daleko od Warszawy. To znaczy, poczta dyplomatyczna wychodziła z konsulatu, najwyżej co dwa, trzy tygodnie i to, zdaniem bohatera moich rozważań, czyniło raporty nieaktualnymi, szczególnie w przypadku gdy bazowano na prasie36. Cóż bowiem mieli powiedzieć ci, których wysłano do Tokio, Waszyngtonu albo gdzieś do Ameryki Południowej. Być może w głoszeniu tego typu osądów należy upatrywać przyczyny pojawienia się niektórych ze sformułowań w cytowanej wcześniej ocenie aktywności Mostowskiego z 1931 r.: „Zdolności rozwijania inicjatywy […] mniejsze”. Tym niemniej jest jeszcze owa opinia Hołówki. Mostowski oczywiście pisał, choć nie ma tego wiele (nie zachowało się tego wiele?, autorowi nie udało się odnaleźć wiele?). Teksty te są zazwyczaj próbą połączenia analitycznego ujęcia danego zagadnienia z prezentacją jakiejś faktografii37 oraz z własnym komentarzem. Czy natomiast daje się w nich odnaleźć dowód na ideowe powiązanie konsula z ideą prometejską? Wydaje mi się, że gdzieś, między wierszami, trochę tak, lecz przede wszystkim w warstwie teoretyczno-ideowej, w żadnym zaś razie praktycznej.

Po pierwsze Mostowski przekonywał, iż ludność Federacji Kaukaskiej była zdecydowanie wrogo nastawiona do władz radzieckich. Wskazywał na kilka przyczyn niechęci tych ludzi do rządów komunistycznych. Na pierwszy plan wysuwał niewydolność ekonomiczną systemu. Kaukaz trawiło gigantyczne bezrobocie, sięgające w skali całego kraju, podobno 47 %. Tymczasem, państwo nie potrafiło temu zaradzić. Brakowało pieniędzy np. na finansowanie robót publicznych, dobrego środka do szybkiej redukcji tego zjawiska, nie mówiąc już o jakichkolwiek formach pomocy społecznej38. Ku wyraźnemu zaś zadowoleniu konsula, „cieszył fakt”, że jeśli komuniści podejmowali próby reform, to szły one w złym kierunku. Tak bowiem Mostowski oceniał zapędy do kolektywizacji rolnictwa na Kaukazie39. Próby tworzenia tam gospodarstw państwowych, doprowadziły do fali głodu w miastach, gdyż bogaci chłopi zaczęli ukrywać swoje plony. Obok tego, owi „kułacy”, rozdając zboże biednym sąsiadom, wspólnie z nimi zwalczali różnego rodzaju inicjatywy, zmierzające do przekształcenia kaukaskiej wsi. I tak m.in. siłą rozprawiali się z agitatorami, przyjeżdżającymi w celu propagowania walki „z kułactwem”, co wyłącznie zwiększało poczucie bezradności i alienacji u rządzących40.

Mostowski, analizując antagonizmy występujące pomiędzy społeczeństwem a władzą, zwracał również uwagę na politykę instytucjonalnego ateizmu, wyraźnie oddalającą mieszkańców Kaukazu od sprawujących rządy. W osądzie Polaka, komuniści nie zorientowali się, że szczególnie muzułmanie, deklarowali silne przywiązanie do swej religii, stawiając je nawet ponad więzi narodowe, nie mówiąc o identyfikacji z konkretnym światopoglądem politycznym41. Wielu z nich, według Mostowskiego, chciało obalenia reżimu, tylko brakowało im wsparcia. W tym kontekście konsul snuł hipotezy o ewentualnym niegdyś przewrocie, inicjowanym przez te właśnie środowiska. Na razie wszak, wobec braku pomocy skądkolwiek, ów „buntowniczy potencjał” marnował się, powodując, iż jedynymi działaniami podejmowanymi przez muzułmanów było „zgłaszanie się całymi wsiami do konsulatu tureckiego by stąd wyjechać”42.

Rodzi się naturalne pytanie czy gdzieś w tym wszystkim Mostowski widział rolę dla swojego kraju? Otóż praktycznie nigdzie. A czy wskazywał na metody by nie dopuścić do zmarnowania się „buntowniczego potencjału” ludów Kaukazu? Siłą rzeczy też nie. Konsul, choćby darzył zniewolone kaukaskie narody największą nawet sympatią, dalece pesymistycznie odnosił się do ewentualnych możliwości wpłynięcia przez Warszawę na ich los. Na pewno nie wierzył w żadną formę politycznego oddziaływania Polski na to, co się tam działo. Wręcz odradzał coś takiego z racji na „specyficzny układ stosunków w ZSRR”. Co miał tutaj na myśli? Otóż władze lokalne w pełni zależały od Moskwy i jakiekolwiek napięcia na niższym szczeblu, od razu odbijałyby się rykoszetem na relacjach polsko-radzieckich43. Trudno odmówić słuszności takiemu osądowi, traktując go jako przejaw realpolitik, czyli twardego stąpania po ziemi. Zdaje się, że Mostowski, tak jak większość jego kolegów z MSZ zajmujących się sprawami wschodnimi, na szczęście – i piszę te słowa z pełnym przekonaniem – potrafił odróżnić osobiste sympatie albo wręcz nakazy sumienia, od uwarunkowań geopolitycznych.

Nie jest jednak do końca tak, iż konsul spoglądał na Warszawę wyłącznie jak na życzliwego, ale biernego obserwatora. Przy czym trudno przedstawione propozycje potraktować inaczej niż plan awaryjny lub zastępczy. Zatem, jeśli już, to teoretycznie sfera wymiany handlowej mogła przybliżyć Polskę do Kaukazu, i na odwrót. Tyle, że i tutaj widać u Mostowskiego brak entuzjazmu. Analizując jego raporty, odnoszę wrażenie, że Polak po prostu musiał odnaleźć jakąś płaszczyznę ewentualnej współpracy. Robił to wszak bez przekonania oraz niezwykle ostrożnie. Schemat tych tekstów da się ująć następująco: konsul najpierw prezentował określone rozwiązania, by zaraz do nich zniechęcać, dodając bowiem zawsze katalog przeszkód, uniemożliwiających realizację danego projektu. Żeby nie być gołosłownym, z jednej strony Mostowski widział szansę na ożywienie współpracy gospodarczej pomiędzy obu krajami, wskazując na te dziedziny, w których byłaby ona rzekomo szczególnie korzystna dla obu partnerów. To znaczy, w Federacji Zakaukaskiej brakowało narzędzi rolniczych, instrumentów chirurgicznych, odczynników chemicznych czy wyrobów bawełnianych. Ich sprowadzaniem na Kaukaz zajęliby się Polacy. Tylko po co, skoro koszty przewozu, ze względu na oczywiste oddalenie geograficzne, siłą rzeczy niekorzystnie wpłynęłyby na cenę towarów, podnosząc ją do takiego poziomu, że ów produkt przestawał być konkurencyjnym. Rosjanie przecież nie zgodziliby się przepłacać, mając bliżej tańszych dostawców. Gdyby zaś polscy handlowcy wzięli na siebie ciężar opłat przewozowych, takie transakcje zwyczajnie nie opłaciłyby się im44. Na tym bynajmniej nie kończył się spis – można rzec – „oficjalnych szans” na zbliżenie polsko-kaukaskie. Mieszkańcy tamtejszego regionu również mieli wiele do „zaoferowania” – i to ostatnie sformułowanie umyślnie biorę w cudzysłów, w kontekście tego, jak podszedł do zagadnienia bohater moich rozważań. Rejon słynął z wybornych jabłek, czereśni, moreli, brzoskwiń i z przetworów wykonywanych z tych owoców, mianowicie z kompotów. Mostowski sądził, że warto je importować, ale nie ma jak. Konsul od razu przywoływał przykład Niemców, którzy spróbowali przewieść jabłka, lecz te zgniły po drodze, mimo, że znajdowały się w specjalnych opakowaniach. Podobnie zakończyła się też próba dostarczenia kompotów ze wszystkich wymienionych wyżej owoców45.

Identycznie Mostowski podszedł do kwestii starania się polskich firm o uzyskanie na Zakaukaziu różnego rodzaju koncesji związanych z przemysłem wydobywczym. Konsul zaczynał więc od tego, iż należało podjąć starania o zdobycie takich kontraktów, lukratywnych ze względu na duże i wciąż mało eksplorowane złoża kopalin jak i tanią siłę roboczą na Kaukazie46. Obok natomiast wymieniał wszelkie utrudnienia z tym związane, znowu podpierając się konkretnym kazusem, a nie snując wyłącznie teoretyczne rozważania. Tym razem chodziło o Amerykanów, którzy w zamian za zgodę na wydobycie manganu w Cziaturach, obiecali m.in. modernizację tamtejszej sieci kolejowej, nie mówiąc już o wymianie sprzętu górniczego. Z tych zobowiązań nie zdołali się jednak wywiązać, chociaż mieli do dyspozycji spore fundusze, lecz jak się okazało, i tak za małe. Cóż zatem mieli powiedzieć polscy przemysłowcy, posiadający dalece mniejsze możliwości finansowe. Ponadto Mostowski dodawał i ostrzegał, że owa tania siła robocza – co tak zachęciło Amerykanów – w praktyce oznaczała, ni mniej ni więcej, tylko małą wydajność pracy. Atut zamieniał się tutaj w czynnik negatywny, co jest typową cechą rozumowania Mostowskiego. Robotnicy, przyzwyczajeni do braku nadzoru, podobno unikali obowiązków i, na domiar złego, wciąż strajkowali domagając się od zagranicznego kontrahenta… podwyżek płac47.

W sumie dla Mostowskiego gra nie była warta zachodu w żadnej dziedzinie gdyż, tak na dobrą sprawę, nikt nie wiedział jakim właściwie potencjałem gospodarczym dysponowała ZSFRR oraz jaka była rzeczywista chłonność lokalnego rynku. Szalę przeważał zaś argument natury politycznej, tj. nieprzewidywalność komunistów dla których reguła pacta sunt servanda stanowiła jedynie teoretyczne hasło48. Wyczuwa się wyraźnie zachowawczość Polaka, nie chcącego być może proponować ryzykownych rozwiązań lub też po prostu na tyle dobrze znającego warunki radzieckie, że pozbawionego większych złudzeń. Różnie można to oceniać. Niemniej uwypuklony przez konsula problem zależności podejmowanych przez władze radzieckie decyzji gospodarczych od aktualnej koniunktury politycznej, uznaję za słuszny. Co ciekawe, postawa ta, którą określiłbym mianem „wstrzemięźliwej”, wcale nie dominowała w sprawozdawczości płynącej z placówek MSZ w ZSRR. I tak np. poseł RP w Moskwie, Stanisław Patek49 (1926 – 1932), uporczywie przekonywał zwierzchników „na Wierzbowej”, iż za wszelką cenę należało zawrzeć traktat handlowy z Rosjanami, rzekomo stabilizujący wzajemne, polsko-radzieckie relacje50. Jeśli dobrze to rozumiem, Polska winna była „zapłacić” za pokój z Moskwą i stabilizację w regionie, biorąc na siebie koszt kaprysów strony przeciwnej. Mostowski daleki był od tego rodzaju konkluzji.

Działalność oficjalno-reprezentacyjna Konsulatu Generalnego RP w Tbilisi oraz „słówko” o wywiadzie
Są wszakże przynajmniej dwie sfery – a bez mała na pewno jedna – gdzie możemy doszukać się „realnych” sympatii Mostowskiego dla zniewolonych narodów Zakaukazia. Pierwsza z nich to działalność oficjalno-reprezentacyjna Konsulatu Generalnego RP w Tbilisi, dokładnie zaś jej brak, jakkolwiek paradoksalnie to zabrzmi. Otóż konsul przeważnie odmawiał osobistego udziału we wszelkich (nielicznych zresztą) uroczystościach państwowych organizowanych przez miejscowe czynniki rządzące, wysyłając na nie swych podwładnych. Postawa taka, naganna w warunkach „normalnego” funkcjonowania korpusu konsularnego w „normalnym” kraju, „normalnie” spowodowałaby natychmiastowe odwołanie dyplomaty do centrali. W Federacji Zakaukaskiej jednak, stanowiła drobny, symboliczny gest sprzeciwu wobec losu zgotowanego mieszkańcom tamtejszych terenów. Tylko na tyle pozwalał sobie Mostowski, tylko na tyle może mógł sobie pozwolić?

I tak Polak z oburzeniem informował Warszawę, iż np. w lutym 1929 r. otrzymał zaproszenie, razem z kolegami z corps consulaire51 na przyjęcie z okazji zajęcia Kaukazu przez Armię Czerwoną. Wymówił się chorobą52, uznając, że obecność tam tak wysokiej rangi polskiego urzędnika zostałaby odebrana jako wyraz akceptacji dla takiej a nie innej polityki Kremla. Mało i dużo zarazem53. Dodam, nad czym zresztą bohater moich rozważań ubolewał, że podobnych skrupułów nie mieli reprezentanci innych państw, przebywający w Tbilisi54. Mostowski był tym o tyle zdziwiony, że dosłownie kilkanaście dni wcześniej zagraniczni dyplomaci otrzymali próbkę tego, na co komunistów było stać. To znaczy, podczas balu noworocznego55, na początku stycznia 1929 r., któryś z wysoko postawionych funkcjonariuszy państwowych, wygłaszając publicznie toast zażartował, iż… Włosi znacząco przyczynili się do opanowania Zakaukazia przez Moskwę. To bowiem samochodami należącymi do ich misji, w 1921 r. zwycięzcy wkroczyli do miasta. Mówca zapomniał dodać, że pojazdy te włoskim urzędnikom odebrano siłą56.

Polski konsul do wszelkich podobnych uroczystości podchodził z dystansem, żeby nie powiedzieć, z zażenowaniem i niechęcią57. Uczył się tutaj wszak na własnym doświadczeniu i na własnych błędach. Kiedy 7 czerwca 1927 r. doszło w Warszawie do zabójstwa połpreda58 ZSRR w Polsce, Piotra Wojkowa, Mostowski natychmiast po otrzymaniu tej wiadomości, aż dwukrotnie próbował umówić się na spotkanie z miejscowym Pełnomocnikiem KLSZ, by na jego ręce złożyć kondolencje. Gdy się to wreszcie udało, Polak przez dwie godziny czekał na audiencję, która – jak wynika z jego relacji – trwała raptem kilka minut. Na domiar złego, tego samego dnia wieczorem, tj. 8 czerwca 1927 r., przed gmachem konsulatu odbyła się „spontaniczna” – pisał Mostowski – manifestacja kilkudziesięciu miejscowych robotników, którzy obrzucili budynek zgniłymi jajkami59.

Trzeba wszak przyznać, że Mostowski nie zawsze prezentował tutaj, czyli w kontekście działalności reprezentacyjnej, jakieś „twarde” i nieprzejednanego stanowisko, odrzucając z góry wszelkie zaproszenia. Czasem bowiem interes państwa polskiego – zwracam na to uwagę – bo z pewnością nie interes podbitych narodów kaukaskich (gwoli ścisłości, jednak nie ich był reprezentantem), górował, wymuszając odstępstwa od przyjętych reguł. Tak było m.in. w przypadku wizyty w Tbilisi króla Afganistanu, Amanullacha, w czerwcu 1928 r. Powyższe wydarzenie stało się świetnym pretekstem do zamanifestowania znaczenia Polski jako takiej, albo bardziej, do wywołania pozytywnego wydźwięku odnośnie niej samej. Do czego zmierzam? Azjatycki monarcha wizytował wcześniej Polskę, spotykając się z prezydentem Ignacym Mościckim i marszałkiem Józefem Piłsudskim. Z rozmów z oboma tymi politykami wyniósł wówczas jak najlepsze wrażenia i kontakt z Amanullachem, teraz na gruncie kaukaskim mógł stać się okazją do publicznego nawiązania do tamtych dni. Władca rzeczywiście nie zawiódł nadziei konsula. Około godziny 14ºº, 4 czerwca 1928 r., w Tbilisi rozpoczął się raut zorganizowany przez lokalne władze. W trakcie jego trwania, Mostowskiemu udało się odbyć rozmowę z afgańskim monarchą, który wtedy podobno wiele ciepłych słów wypowiedział na temat Polaków, dużo miejsca poświęcając osobom właśnie Piłsudskiego i Mościckiego. Dyskusja toczyła się zaś w obecności komunistycznych notabli60. Oczywiście znaczenia tego typu faktów nie należy przeceniać. Tym bardziej, nie da się więc obliczyć wymiernych korzyści z nich płynących, ale ostrzegam też przed ich całkowitym lekceważeniem. Chociaż mówimy tutaj wyłącznie o warstwie symbolicznej, nawet w ZSRR odgrywała ona pewną rolę.

Natomiast, jeśli mowa o wymiernych korzyściach, to przyniósł je udział Mostowskiego i innych polskich urzędników w manewrach wojskowych, przeprowadzonych na przedmieściach Tbilisi, 3 września 1929 r. Na specjalnie do tego przygotowanym podeście, powstałym z połączenia dwóch samochodów ciężarowych, zagraniczni dyplomaci oglądali pokaz uzbrojenia Armii Czerwonej oraz prezentowane przez żołnierzy gry taktyczne. Polacy później sporządzili z tego raport, relacjonując tyle, ile udało im się zauważyć61.

Pisząc o tym zdarzeniu, chcę „łagodnie” przejść na koniec do niezwykle trudnego zadania, jakim zawsze jest opisanie działalności wywiadowczej, w tym przypadku prowadzonej za pośrednictwem polskiej placówki konsularnej w Tbilisi. Bo to, że mieliśmy do czynienia z czymś takim, nie podlega żadnej dyskusji62. Ile zaś wiemy o tej aktywności, z czasów gdy konsulatem polskim w Federacji Zakaukaskiej kierował Mostowski? Od razu odpowiem, że niewiele i rzecz ta wymaga oddzielnych studiów63. Stąd skupię się na jednej tylko kwestii. A mianowicie nie odnalazłem nigdzie żadnego dokumentu – co rzecz jasna także niczego ostatecznie nie dowodzi – aby konsul sprzeciwiał się obecności oficerów Oddziału II64 w szeregach podległego mu personelu. Postawa taka bynajmniej nie należała do powszechnych. Przeciwnie, zwierzchnicy placówek dyplomatycznych i konsularnych, mając świadomość, że sami niejednokrotnie stawali się obiektem zainteresowania takich ludzi, robili wiele, żeby utrudnić im pracę. Z relacji jednego z „dwójkarzy”, ulokowanego w konsulacie w Tbilisi, wiemy jednak, że Mostowski generalnie przynajmniej nie przeszkadzał65. Mimo, iż – jak wielu funkcjonariuszy „cywilnych” MSZ – bał się dekonspiracji i skandalu dyplomatycznego66.

* * *

Mostowski, cierpiący na dolegliwości płucne, z tego a nie innego powodu opuścił daleki Kaukaz w drugiej połowie 1931 r67. Podsumowując jego działalność w Tbilisi, nasuwa się kilka refleksji. Po pierwsze, trudno dyplomatę tego nazwać wprost „prometeistą”, ale też nie da się tak jednoznacznie stwierdzić, iż konsulowi idea prometejska była zupełnie obca. Po drugie, podobnie jak wielu w MSZ, „kibicował” on zniewolonym przez komunistów narodom Kaukazu. Tyle, że możemy tutaj mówić, co najwyżej o życzliwej przychylności i niczym więcej. Po trzecie zaś, nawet gdyby bohater moich rozważań wyjeżdżał do Tbilisi z innym nastawieniem, obserwując ZSRR szybko pozbył się złudzeń. Być może więc – dla osób takich jak Mostowski – trzeba wprowadzić dodatkową kategorię. To znaczy, oprócz biało – czarnego schematu, czyli „prometeista” albo „nie – prometeista” należałoby wyróżnić model pośredni, a mianowicie „prometeista podskórny”.

Dr Marcin Kruszyński – historyk, pracownik Referatu badań naukowych Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Lublinie, specjalizuje się w badaniach nad dwudziestoleciem międzywojennym, w szczególności dyplomacją II RP.

1 W Gruzji, zwłaszcza od końca XIX w., istniały spore skupiska Polaków, aktywnie angażujących się w działalność polityczną i wojskową w czasie I wojny światowej. O tym zob.: M. Mądzik, Działalność społeczno – kulturalna i polityczna Polaków w Gruzji na przełomie XIX i XX wieku, Lublin 1987; Polacy w kulturze i życiu społecznym Zakaukazia do 1918 roku, red. M. Mądzik, L. Piątkowski, M. Zakrzewska-Dubasowa, Lublin 1990; A. Furier, Polacy w Gruzji, Warszawa 2009, s. 199-372. Dokładny przegląd polskiej literatury na temat kontaktów polsko – gruzińskich: W. Materski, Polish – Georgian relationships in the Polish historical records, „Pro Georgia”, t. 22, 2012, s. 213-222.

2 Traktat został formalnie podpisany pomiędzy Rzeczypospolitą Polską a Rosyjską Socjalistyczną Federacyjną Republiką Radziecką (RSFRR) i Ukraińską Socjalistyczną Republiką Rad (USRR).

3 O tych wydarzeniach zob.: W. Materski, Georgia Rediviva. Republika gruzińska w stosunkach międzynarodowych 1918 – 1921, Warszawa 1994, s. 213-229; A. Furier, Droga Gruzji do niepodległości, Poznań 2000, s. 105-108; P. Olszewski, Polityka państw Ententy wobec Zakaukazia w latach 1918 – 1921, Piotrków Trybunalski 2001, s. 210-250.

4 Pierwsze próby nawiązania kontaktów dyplomatycznych z republikami kaukaskimi miały miejsce w latach 1918 – 1921, tj. w czasie kiedy obszar ten pozostawał wolny od jakichkolwiek zewnętrznych wpływów, zwłaszcza bolszewickich. M. Mądzik, Próby nawiązania stosunków politycznych między Polską a Gruzją w latach 1918-1921, „Rocznik Lubelski”, t. XXIX/XXX, 1987/1988, s. 81-86; idem, Z historii politycznych stosunków polsko-gruzińskich w latach 1918-1939, „Pro Georgia”, t. I, 1991, s. 19-23; W. Materski, Misja Tytusa Filipowicza w Tbilisi (kwiecień 1920), „Pro Georgia”, t. I, 1991, s. 26-28; M. Mądzik, Działalność Przedstawicielstwa Rzeczypospolitej Polskiej na Kaukazie w latach 1918-1920, [w:] Polacy w Gruzji, red. ks. E. Walewander, Lublin 2002, s. 249-251; Mądzik, M. Kruszyński, Polskie misje dyplomatyczne na Kaukazie w okresie międzywojennym, [w:] Kaukaz w stosunkach międzynarodowych. Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość, red. P. Olszewski, K. Borkowski, Piotrków Trybunalski 2008, s. 199-202.

5 Wciąż brakuje nowego i pełnego spojrzenia tak na samą „ideę prometejską” jak i na jej realizację. Zdani tutaj jesteśmy niemal wyłącznie na dawniejsze opracowania, wśród których zdecydowanie pierwsze miejsce zajmuje praca Sergiusza Mikulicza, Prometeizm w polityce II Rzeczypospolitej, Warszawa 1971. Niestety, obecny jest w niej język „ostry klasowo” i marksistowska orientacja metodologiczna. Nowszy zaś punkt widzenia, niejako „z lotu ptaka”, zob.: M. Kornat, Ruch prometejski – ważne doświadczenie polityki zagranicznej II Rzeczypospolitej, „Nowa Europa Wschodnia”, nr 2, 2008, s. 76-86, oraz wybrany wątek: J.J. Bruski, Między prometeizmem a Realpolitik. II Rzeczpospolita wobec Ukrainy Sowieckiej 1921 – 1926, Kraków 2010.

6 O konferencji w Genui szerzej: S. Mikulicz, Od Genui do Rapallo, Warszawa 1966, s. 83-258.

7 O stosunku polskich dyplomatów do idei prometejskiej jako takiej i wspierania dążeń niepodległościowych narodów zniewolonych przez Kreml pisałem już wcześniej. M. Kruszyński, Wydział Wschodni Ministerstwa Spraw Zagranicznych a idea rozbicia Rosji Radzieckiej w latach dwudziestych XX wieku, referat wygłoszony na konferencji „Ruch prometejski – fenomen europejski”, 16 – 17 II 2011 r., w druku. O samej zaś konferencji zob.: M. Kornat, Konferencja o ruchu prometejskim w Instytucie Historii Polskiej

Akademii Nauk w Warszawie (16 – 17 lutego 2011), „Nowy Prometeusz”, październik 2011, s. 178-187.

8 O działalności tej placówki dyplomatycznej zob.: M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie w latach

1921 – 1939, Warszawa 2010.

9 M. Kruszyński, Przemysł Federacji Zakaukaskiej w latach 20. XX w. Przyczynek do badań nad ekonomicznym aspektem działalności polskich placówek dyplomatycznych w ZSRR, „Wschodni Rocznik Humanistyczny”, t. IV, 2007, s. 271-277.

10 O usytuowaniu tej placówki konsularnej w strukturach polskiego MSZ i charakterze jej działania zob.: M. Kruszyński, Kaukaz w polityce MSZ – rola i znaczenie Konsulatu Generalnego RP w Tbilisi w okresie międzywojennym, „Nowy Prometeusz”, nr 2, lipiec 2012, s. 243-255.

11 W. Materski, Polsko-radziecka konwencja konsularna z 18 lipca 1924 roku, „Dzieje Najnowsze”, t. V, 1973, nr 4, s. 65-66.

12 O działalności pozostałych konsulów zob. np.: M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 230 passim.

13 Ogólny biogram Zygmunta Mostowskiego: J. Zieliński, Zygmunt Mostowski, [w:] Polski słownik biograficzny, t. 22, Warszawa 1977, s. 79.

14 M. Korzeniowski, Za Złotą Bramą. Działalność społeczno – kulturalna Polaków w Kijowie w latach 1905-1920, Lublin 2009, s. 264-267, 275, 278, 312.

15 Archiwum Akt Nowych (dalej cyt.: AAN), Prezydium Rady Ministrów (dalej cyt.: PRM), cz. VIII, sygn. 250, Karta kwalifikacyjna Z. Mostowskiego, k. 77.

16 AAN, Ministerstwo Spraw Zagranicznych (dalej cyt.: MSZ), sygn. 194c, „Dziennik Urzędowy Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej” (dalej cyt.: „Dziennik Urzędowy”) 20 X 1926, nr 8, k. 111.

17 W ZSRR, po zawarciu konwencji konsularnej, działały polskie konsulaty w Charkowie, Leningradzie, Mińsku, Kijowie i właśnie w Tbilisi. Chociaż już w 1918 r. miejscowi Polacy tworzyli na obszarze byłej Rosji carskiej pierwsze tego typu placówki. Zob.: M. Kruszyński, Z działalności konsulatu polskiego w Noworosyjsku. Przyczynek do badań nad formowaniem się polskiej służby konsularnej, „Pro Georgia” t. 15, 2006, s. 197-206; idem, Polska służba dyplomatyczna i konsularna na terenie byłej Rosji carskiej w latach 1918-1939. Zarys problematyki, [w:] Rok 1920. Wojna i polityka, red. M. Szumiło, Lublin 2011, s. 11-27. Por.: W. Skora, Służba konsularna Drugiej Rzeczypospolitej. Organizacja, kadry i działalność, Toruń 2006, s. 81-82.

18 AAN, MSZ, sygn. 5258, Ocena pracowników polskich konsulatów w ZSRR, T. Hołówko, grudzień 1929, k. 10.

19 AAN, PRM, cz. VIII, sygn. 250, Karta kwalifikacyjna Z. Mostowskiego…, k. 78.

20 Niemniej są inne dokumenty, dotyczące oczekiwań rożnych osób bądź instytucji odnośnie placówki w Tbilisi. I tak np. poseł polski w Moskwie, Stanisław Kętrzyński (1925-1926), widział tę misję głównie w kontekście działań mających doprowadzić do ożywienia współpracy gospodarczej pomiędzy Polską a tamtymi obszarami. AAN, MSZ, sygn. 6676, Raport St. Kętrzyńskiego do MSZ z 5 VI 1925 r., k. 87. Natomiast dla Oddziału II Sztabu Generalnego (od 1928 r. – Sztabu Głównego) tereny te były atrakcyjne m.in. z punktu widzenia zbierania danych na temat radzieckiej kawalerii. Centralne Archiwum Wojskowe (dalej cyt.: CAW), Oddział II Sztabu Głównego (dalej cyt.: Oddział II SG), sygn. I.303.4.1704, Program pracy wywiadowczej w Rosji Sowieckiej na rok 1927, k. 97. Ponadto wojskowi szczególnie interesowali się ruchami narodowościowymi, a zwłaszcza tendencjami separatystycznymi wśród ludów kaukaskich. I na pozyskiwanie tego typu informacji liczyli, planując w przyszłości wysyłać tam swoich ludzi, występujących pod „przykrywką” urzędników konsularnych. Ibidem, sygn. I.303.4.1803, Plany wywiadowcze wobec ZSRR wobec przygotowywanej polsko – radzieckiej konwencji konsularnej, 5 III 1924 r., b.p.

21 Por.: K. Hickaman, Daughters of Britannia. The Lives and Times of Diplomatic Wives, New York 1999, s. 1 nn. B. Szubtarska, Poselstwo RP w Lizbonie w 1936 r. w świetle listów Beaty Obertyńskiej, „Polski Przegląd Dyplomatyczny”, nr 3, 2007, s. 87-101. Por. też: M. Kruszyński, Alfa i omega – stan zdrowia, śmierć i konklawe papieży okresu dwudziestolecia międzywojennego w materiałach polskiego MSZ, „Polski Przegląd Dyplomatyczny”, nr 4, 2010, s. 53-60.

22 А.Ф. Борунков, Дипломатический протокол в России, Москва 2005, s. 8 i nn.

23 I tak np. większość polskich placówek dyplomatycznych i konsularnych stanowiła bazę dla pracowników wywiadu. O tym m.in. W. Skora, Konsulat RP w Szczecinie w latach 1925-1939, Słupsk 2001, s. 37 passim; idem, Współdziałanie służby konsularnej II Rzeczypospolitej z wywiadem wojskowym, „Dzieje Najnowsze”, t. XXXVI, 2004, nr 1, s. 23 passim; idem, Oficerowie wojska w służbie konsularnej II Rzeczypospolitej (1926-1939), [w:] Siły zbrojne-polityka. Studia ofiarowane profesorowi Jerzemu Przybylskiemu w siedemdziesiątą rocznicę urodzin, red. P. Kurleda, J. Romanowicz, A. Rossa, B. Zalewski, Toruń 2005, s. 333-344; idem, Konsekwencje przewrotu majowego w polskiej służbie konsularnej, [w:] Zamach stanu Józefa Piłsudskiego 1926 roku, red. M. Sioma, Lublin 2007, s. 410-422.

24 Więcej: M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie..., s. 119 passim.

25 O tej rezerwie ze strony urzędników radzieckich, polscy dyplomaci nieraz wspominali: Instytut Polski i Muzeum im. gen. W. Sikorskiego w Londynie (dalej cyt.: IPMS), Kolekcja Henryka Sokolnickiego, sygn. 180, Memoirs of diplomatic and social life, briefly before and during World War II in Poland, the USSR and Scandinavia by Henryk Sokolnicki, (dalej cyt.: I…), k. 149-150.

26 IPMS, Kolekcja Stefana Brzeszczyńskiego, sygn. 262/1, S. Brzeszczyński, W carstwie mroków. 40 lat temu, (dalej cyt.: W carstwie mroków...), b.p.

27 O inwigilacji Polaków w ZSRR, w tym rzecz jasna i w Tbilisi, zob.: M. Kruszyński, Inwigilacja polskich placówek dyplomatycznych w ZSRR w okresie międzywojennym, [w:] Między I a IV Rzeczpospolitą. Z dziejów lustracji na ziemiach polskich w XIX i XX wieku, red. M. Korybut – Marciniak, P. Majer, Olsztyn 2009, s. 71-86.

28 Dodam, że w tamtym czasie, samo Tbilisi miało zamieszkiwać ok. 3 tys. Polaków, czy może bardziej tylu było obywateli radzieckich polskiego pochodzenia. W. Materski, Gruzja, Warszawa 2000, s. 288. Natomiast szacowano, że w całej federacji miało przebywać około 9 tys. tego rodzaju osób. Dziesięciolecie Polski Odrodzonej. Księga pamiątkowa 1918-1928, Kraków-Warszawa 1928, s. 834; M.B. Lepecki, Sowiecki Kaukaz. Podroż do Gruzji, Armenii, Azerbejdżanu, Warszawa bdw, s. 67.

29 CAW, Oddział II SG, sygn. I.303.4.2976, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie, z 9 V 1930 r., k. 56. Mężczyznę tego oskarżono o działalność szpiegowską na rzecz Polski.

30 Ibidem, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie, z 16 X 1930 r., k. 89.

31 Ten urzędnik, z ramienia Moskwy, odpowiadał za politykę zagraniczną Federacji Zakaukaskiej, chociaż można tutaj mówić wyłącznie o swego rodzaju decorum. Natomiast wśród jego – nazwę to – „realnych kompetencji” znajdowało się regulowanie codziennych spraw związanych z funkcjonowaniem zagranicznych dyplomatów.

32 CAW, Oddział II SG, sygn. I.303.4.2976, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka z 12 XI 1930 r., k. 114-115.

33 O pozostałych konsulatach państw obcych, znajdujących się w Tbilisi, w dalszej części artykułu.

34 CAW, Oddział II SG, sygn. I.303.4.2976, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie, z 9 V 1930 r…, k. 57-58.

35 AAN, MSZ, sygn. 7330, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 8 VII 1929 r., k. 52.

36 Ibidem, sygn. 7328, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 20 IV 1928 r., k. 108.

37 Szczegółowe dane konsul prezentował przede wszystkim przy raportach o tematyce ekonomicznej. Nie będę tego tutaj powielał, gdyż już wcześniej prezentowałem te fakty. Zob.: M. Kruszyński, Przemysł Federacji Zakaukaskiej..., s. 277-282.

38 IPMS, Ambasada RP w Londynie (dalej cyt.: Am. w Londynie), sygn. A12 P11/3, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 29 IV 1927 r., k. 219-220.

39 Kolektywizacja rolnictwa w całym ZSRR wiązała się z realizacją, narzuconego przez Józefa Stalina, planu pięcioletniego. O zmianach na radzieckiej wsi zob. m.in. J. Ciepielewski, Historia społeczno-ekonomiczna Związku Radzieckiego, Warszawa 1974, s. 240-253; M. Wilk, Człowiek i stal, Warszawa 1988, s. 191 nn.; idem, Lata trosk i nadziei w ZSRR w latach 1918-1941, Warszawa 1988, s. 182-209; idem., Gruzin na Kremlu, Łódź 1995, s. 164 nn; R. Conquest, Harvest of Sorrow. Soviet Collectivisation and the terror-famine, London 1996.

40 IPMS, Am. w Londynie, sygn. A12 P17/2, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie, z 25 II 1929 r., k. 69-74.

41 Ibidem, sygn. A12 P14/2, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 27 II 1928 r., k. 83-84.

42 Ibidem, sygn. A12 P17/2, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie, z 2 III 1929 r., k. 94.

43 AAN, MSZ, sygn. 7331, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 23 XI 1929 r., k. 14-15.

44 IPMS, Am. w Londynie, sygn. A12 P11/3, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 29 III 1927 r., k. 165-167.

45 Ibidem, k. 169.

46 Ibidem, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 1927 r., k. 133.

47 Ibidem, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 5 III 1927 r., k. 120-125.

48 Ibidem, k. 126-127.

49 O nim zob.: Z. Landau, Patek Stanisław, Polski Słownik Biograficzny (PSB) t. 25, s. 321-325; M. Gmurczyk-Wrońska, Wprowadzenie, [w:] Stanisław Patek. Raporty i korespondencja z Moskwy (1927-1932), wstęp, wybór i opracowanie dokumentów M. Gmurczyk – Wrońska, Warszawa 2010, s. 42-57. Ponadto: M. Kruszyński, Stanisław Patek w Japonii. Z działalności polskiego poselstwa w Tokio w latach 1921-1926, „Annales UMCS”, sec. F, Lublin 2006, s. 137-157; idem, Stanisław Patek – życie w cieniu dyplomacji, „Polski Przegląd Dyplomatyczny”, nr 6, 2007, s. 81-102.

50 Zob.: M. Gmurczyk – Wrońska, Dyplomacja w cieniu gospodarki. Rokowania Stanisława Patka o polsko – sowiecki traktat handlowy w latach 1928 – 1930, „Przegląd Wschodni”, nr 45, 2012, s. 99-122.

51 W Tbilisi, oprócz konsulatu polskiego, znajdowały się jeszcze konsulat włoski, niemiecki, turecki i perski. O relacjach miedzy nimi a placówką polską zob.: Mądzik, M. Kruszyński, Polskie misje dyplomatyczne na Kaukazie…, s. 211-212; M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie..., s. 250-252.

52 Argument taki zawsze był o tyle wiarygodny, iż Mostowski generalnie nie cieszył się dobrym zdrowiem. Często narzekał na rożne przypadłości związane z płucami i z tego powodu np. nie uczestniczył w drugim tzw. zjeździe konsularnym, organizowanym przez Patka w Moskwie, w 1929 r. AAN, MSZ, sygn. 11420, Sprawozdanie ze zjazdu konsularnego w Moskwie, 23-27 I 1929 r., k. 98. Dodam już teraz, iż to owo schorzenie płuc doprowadziło do rezygnacji konsula z zajmowanego stanowisko, a i ostatecznie przyczyniło się do jego śmierci.

53 Dodam, że w październiku 1927 r. Federację Zakaukaską, niejako z oficjalną wizytą, odwiedził poseł Patek. Dyplomata spotkał się wówczas z najważniejszymi politykami tego kraju. Zob.: M. Mądzik, Dwie wizyty, „Pro Georgia”, t. II, 1992, s. 11-12. Tym niemniej owej podroży nie można jednoznacznie zakwalifikować jako gestu przyjaźni wobec rządzących Kaukazem komunistów. Należy ją bowiem rozpatrywać w aspekcie toczących się wówczas w Moskwie negocjacji o polsko – radziecki pakt o nieagresji. Szef poselstwa, chcąc zyskać na czasie, zdecydował się po prostu, w pewnym momencie na odległy wyjazd.

54 AAN, Attache wojskowy przy Ambasadzie RP w Moskwie (dalej cyt.: Attache w Moskwie), sygn. 26, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie, z 2 III 1929 r., k. 215-216.

55 Mostowski nie był obecny także i na tej uroczystości. Dodam też, iż bal taki komuniści w Tbilisi organizowali po raz pierwszy. Nie wiem jak było w kolejnych latach.

56 IPMS, Am. w Londynie, sygn. A12 P17/2, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie, ze stycznia 1929 r., k. 43-44.

57Ibidem.

58 Przedstawiciel pełnomocny – pełnomocznyj priedstawitiel (połpred). Takie rangi przyjmowali radzieccy dyplomaci akredytowani w poszczególnych krajach, chociaż powyższego stanowiska nie przewidywał obowiązujący protokół dyplomatyczny.

59 IPMS, Am. w Londynie, sygn. A12 P11/3, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 11 VI 1927 r., k. 246,249. Taka a nie inna postawa konsula w kwestii jego uczestnictwa w „politycznym” życiu towarzyskim Tbilisi, sprawiała – a przynajmniej on tak sądził – iż lokalne władze nie darzyły go sympatią. CAW, Oddział II SG, sygn. I.303.4.2976, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie, z 2 II 1930 r., k. 14-15. Więcej, podobno uciekano się do drobnych złośliwości, jak np. to, że pełnomocnik KLSZ rzekomo stale nie odpowiadał na oficjalne noty składane przez konsula, czasem w sprawach „życiowych”, jak zaopatrzenie w żywność lub wydanie wizy pobytowej. Ibidem, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie z 11 IV 1930 r., k. 41.

60 Mądzik, M. Kruszyński, Polskie misje dyplomatyczne na Kaukazie..., s. 209.

61 Zob.: AAN, Attache w Moskwie, sygn. 27, Pismo z konsulatu polskiego w Tbilisi, z 21 IX 1929 r., k. 496-498.

62 W jednej z prac, starałem się przynajmniej wymienić rzeczywiste nazwiska, bądź nazwiska przykrywkowe, osób wysyłanych przez polski wywiad do konsulatu w Tbilisi, w całym okresie jego funkcjonowania. Z pewnością ustalenia te nie są jednak ostateczne. Przeciwnie, stanowią raczej postulat badawczy. M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 263-264.

63 Niestety badania te są wciąż utrudnione, gdyż np. nieczynnym pozostaje Centralne Archiwum Wojskowe w Warszawie, gdzie zdeponowana jest spora część materiałów polskiego wywiadu z okresu międzywojennego.

64 Chodzi rzecz jasna o Oddział II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, od 1928 – Sztabu Głównego WP.

65 CAW, Oddział II SG, sygn. I.303.4.1981, Pismo Bohdana Zaremby („A 14”) do szefa Oddziału II z 15 III 1930 r., b.p.

66 Tego typu sytuacja pojawiła się w kontekście, nie wyjaśnionej w pełni do końca, sprawy usunięcia z Federacji Zakaukaskiej, wicekonsula tureckiego Hussein – Bey`a. Ten, w rzeczywistości ofi cer, a nie dyplomata, wszedł w kontakt z jakimiś osobami proponującymi mu przekazywanie rożnego rodzaju danych wojskowych. Okazało się rzecz jasna, iż wszystko było inspirowane przez lokalne władze bezpieczeństwa i okazało się prowokacją. M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 251. Co zaś dla mnie istotne, kontakt z Hussein – Bey`em (nie wiem jaki dokładnie) utrzymywał też polski „dwójkarz”, kryjący się pewnie pod przykrywkowym nazwiskiem Bohdana Zaremby i kierujący placówką wywiadowczą „A 14”. Mostowski obawiał się, że rządzący mogli wiedzieć o związkach tych dwu osób, i że wykorzystają to do skompromitowania polskiego konsulatu. Tym niemniej, konsul zdecydowanie odradzał, aby wywiadowcę odwołać do Warszawy, czym niejako przyznano by się do „winy”. Stąd, ze swej strony, Mostowski zalecił Zarembie, aby przez pewien czas nie opuszczał gmachu placówki i zajął się wyłącznie analizą publikacji prasowych. CAW, Oddział II SG, sygn. I.303.4.1981, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie, z 2 XII 1929 r., b.p.

67 Dokładnie został on odwołany z dniem 1 IX 1931 r. AAN, MSZ, sygn. 194h, „Dziennik Urzędowy” 15 VII 1931, nr 13, k. 209.

Polska polityka wschodnia, prezydencja Polski w UE – ocena i rekomendacje

 HENRYK SZLAJFER (Polska), MODEST KOLEROW (Rosja), STEPAN GRIGORJAN (Armenia), RASIM MUSABEJOW (Azerbejdżan), PAWEŁ USOW (Białoruś), NIKA CZITADZE (Gruzja), NIKOŁAJ ENCZU (Mołdawia), SERHIJ HERASYMCZUK (Ukraina)

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 1, październik 2011, ss. 17-38]

Henryk Szlajfer

Polityka wschodnia to w istocie dwa względnie odrębne komponenty: polityka wobec Rosji oraz polityka w ramach Partnerstwa Wschodniego. Mając na uwadze ostatnie wydarzenia, trzecim składnikiem polityki wschodniej stały się również stosunki polsko-litewskie. Dotyczą wprawdzie relacji z państwem podobnie jak Polska należącym zarówno do NATO, jak i Unii Europejskiej, ale ich dynamika ma niewiele wspólnego z tym faktem oraz zadaniami, jakie stawiają sobie obie organizacje. Rozpocznijmy od intencji.

Przejmując w 2007 r. władzę, nowy rząd PO-PSL zakładał, że możliwe jest w relacjach ze wschodnimi sąsiadami osiągniecie nie tyle przełomu, co zasadniczego uspokojenia i unormowania stosunków (zwłaszcza z Rosją) oraz przejście do bardziej pragmatycznych i zdecydowanie mniej „godnościowych” (cokolwiek to znaczyło) relacji z innymi partnerami. Nowy rząd nie był jednak jedynym ośrodkiem władzy prowadzącym politykę zagraniczną.

Do tragedii 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku, alternatywnym centrum polityki wschodniej w szerokim rozumieniu był Prezydent Lech Kaczyński, jego bezpośrednie otoczenie oraz polityczne zaplecze (PiS). Antagonistyczna i zbudowana na konflikcie dwutorowość była oczywista. W wymiarze publicystycznym i programowym starcie obu ośrodków pojawiło się jako konfrontacja „koncepcji jagiellońskiej” (forsowana przez reprezentantów PiS, w szczególności przez bliskiego prezydentowi Pawła Kowala) z „koncepcją piastowską” (zaproponowana przez ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego). Po 10 kwietnia, z uwagi na śmierć Prezydenta Kaczyńskiego, organizacyjna i programowa jednolitość polityki wschodniej została formalnie przywrócona.

Wspominam o tym, albowiem jeśli o wartości polityki sądzić po jej publicznym wyrazie i percepcji, polityka wschodnia w istocie znalazła się w głębokim kryzysie. Konfrontacja obu wspomnianych koncepcji była treściowo niezwykle uboga, bez klarownych sugestii dotyczących kierunku, sekwencji i intensywności niezbędnych działań. Z pewnością jednak nastąpiła jej intensywna wizualizacja: jej wyrazem były uroczystości na Westerplatte we wrześniu 2009 r. Uchwycony przez kamery moment przejścia Prezydenta Kaczyńskiego obok ostentacyjnie obojętnego premiera Putina i kolejny obraz przechadzki po sopockim molo premierów Tuska i Putina sygnalizowały zainteresowanej sprawami zagranicznymi publiczności, że obracamy się oto w kręgu symbolicznych gestów, swoistych wizualnych totemów, umożliwiających demarkację terytoriów „okupowanych” przez skonfliktowane obozy (i ich programy). Z kolei w trakcie kilku tygodni, jakie minęły od smoleńskiej katastrofy, rosyjski komponent polityki wschodniej zdominował publiczny dyskurs. Słowa „przełom” i „nowe otwarcie” stały się swoistą mantrą. Na dalszy plan zepchnięte zostały inne elementy polityki wschodniej i nasilające się nieuchronnie negatywne zjawiska: sytuacja na Białorusi i łatwe do przewidzenia zwycięstwo wyborcze Wiktora Janukowycza w Ukrainie. Jedynie mała Mołdowa nadal była nadzieją. Przejdźmy jednak do polityki.

Najpoważniejszym projektem politycznym nowego rządu PO-PSL była bez wątpienia koncepcja Partnerstwa Wschodniego (zaakceptowana przez UE w maju 2009 r.), konceptualnie wykraczająca poza projekt Europejskiej Polityki Sąsiedztwa Plus niemieckiej prezydencji z 2007 r. W założeniach był to projekt interesujący z dwóch zasadniczych powodów: po pierwsze, stwarzał nowe ramy instytucjonalne dla polskiej polityki, umożliwiające podjęcie programów o rożnym ciężarze gatunkowym i w rożnych dziedzinach i, po drugie – i być może najważniejsze – zakładał tak pożądaną europeizację polskiej polityki wschodniej, ujęcie jej celów w szerszym, unijnym kontekście.

Trudną do uniknięcia ceną jaką zapłacono za europeizację Partnerstwa Wschodniego było osłabienie znacznej części jego politycznego wymiaru. Wprawdzie przyjęte tzw. cztery platformy współpracy wielostronnej przewidywały podjęcie problematyki demokracji, dobrego zarządzania i stabilności, to w praktyce wyraziło się to w położeniu nacisku na problematykę wymiaru sprawiedliwości, walki z korupcją, reformy administracyjnej oraz kontaktów międzyludzkich. Dziedziny ważne, bez wątpienia, ale daleko niewyczerpujące problematyki demokracji, systemów politycznych czy praw człowieka. Inne zatem płaszczyzny i problemy zdominowały praktyczną działalność Partnerstwa, co znalazło odzwierciedlenie w tzw. inicjatywach flagowych. Te zaś oznaczały koncentrację uwagi (i środków) na problematyce zarządzania granicami, wsparcia dla małych i średnich przedsiębiorstw, środowiska i katastrof naturalnych, kultury i konserwacji energii. Każdy z tych programów jest ważny i interesujący sam w sobie. Szczególnie istotne jest również związanie projektu Partnerstwa z ewentualnymi umowami stowarzyszeniowymi i handlowymi oraz pewną liberalizacją reżymów wizowych („kontakty międzyludzkie”). W sumie: utrzymanie i rozwinięcie Partnerstwa jest w polskim interesie, mimo zasygnalizowanych ograniczeń projektu. Trudno jest natomiast ocenić (nie dysponuję odpowiednimi informacjami) polski udział w Partnerstwie. Dotyczy to w szczególności programów wielostronnych, z definicji unijnych: Ile przedsiębiorstw i polskich instytucji korzysta z programu? Ilu polskich ekspertów?

Próby polskiego rządu, a w szczególności ministra spraw zagranicznych, wyjścia poza ograniczone ramy zarysowane przez Partnerstwo Wschodnie, nie są, jak do tej pory, skuteczne. Mam tu przede wszystkim na myśli politykę wobec Białorusi oraz projekt specjalnego funduszu wspierającego inicjatywy demokratyczne na Wschodzie. Druga inicjatywa może okazać się, miejmy nadzieję, skuteczna. Nacisk położony na kontakty z organizacjami reprezentującymi „Społeczeństwo obywatelskie” jest trafny. Natomiast polityka wobec Białorusi, racjonalizowana dzisiaj w kategoriach zmiennych proporcji „kija i marchewki”, została po prostu zaprojektowana i wykonana po amatorsku. Inaczej, zdecydowanie pozytywnie, trzeba ocenić politykę wobec Mołdowy. Z kolei sprawa Ukrainy jest obecnie w polskiej polityce wielkim znakiem zapytania. Ani rząd ustami premiera, ani minister spraw zagranicznych nie zarysowali podstawowych kierunków działania w nowej, potencjalnie kryzysowej, sytuacji. Nie jest też jasne, jakich postaw i działań Warszawa oczekuje od unijnych partnerów, zwłaszcza w sprawie umowy stowarzyszeniowej. Słowem, brakuje odpowiedzi na pytanie w jaki sposób zamierzamy połączyć, w ramach polityki europejskiej, dążenie do wzmacniania ukraińskiej niepodległości i państwa z linkages („transakcjami”) obejmującymi problematykę demokracji, swobód obywatelskich i stowarzyszenia.

Polityka wobec Rosji, po przerwaniu niebezpiecznej eskalacji poprzedzającej 2009 r., znajduje się ponownie w impasie. W to, że przerwanie takiej eskalacji było dla nas korzystne, trudno wątpić. Że wkładano w ten proces więcej niż wskazywały na to realistyczne oceny, świadczy natomiast tylko o konceptualnej słabości polskiej polityki. Zasadnicze sprawy dotykające kluczowych polskich interesów są nadal kwestiami spornymi, bez widoków na szybkie rozwiązanie. Kwestia tarczy antyrakietowej, dzisiaj wprawdzie odsunięta w przyszłość, została powiązana przez Kreml ze swoistym nawykiem protestu w każdej sprawie dotyczącej choćby symbolicznego wzmocnienia polskiego bezpieczeństwa. Reakcja na umowę polsko-amerykańską w sprawie skromnej obecności F-16 i Herkulesów była (i jest) symptomatyczna. O gazociągu Nord Stream napisano już tomy, aczkolwiek w tej sprawie trudno było oczekiwać sukcesu. Zakończenie sprawy katyńskiej jest nadal niejasną perspektywą. Zaś podejście Kremla do kwestii smoleńskiej tragedii, po kilkutygodniowym okresie demonstrowania dobrej współpracy, stało się „tradycyjne”. Styl politycznego działania zaprezentowany przez władze rosyjskie w związku z raportem MAK był, parafrazując Kisiela, rezultatem, nie przyczyną.

Należy jednak wyraźnie zaznaczyć, że w każdej z tych kwestii jakikolwiek rząd byłby w trudnej sytuacji. Problemem jednak jest nie tyle brak namacalnych, pozytywnych rozwiązań, ile brak jasności dotyczącej obecnego kształtu i perspektyw polskiej polityki wobec Rosji. Klasycznym sygnałem-konfuzją były zawirowania dotyczące energetyki: gazu i energii atomowej. W pierwszej obserwowaliśmy żenujący spor

między wicepremierem-ministrem gospodarki a ministrem spraw zagranicznych, w drugiej – niejasne sygnały dotyczące reakcji na rosyjski projekt budowy elektrowni atomowej w obwodzie kaliningradzkim (i związane z nim rosyjskie sugestie). Dobrym sygnałem jest natomiast stosunkowo szybki wzrost polskiego eksportu do Rosji, poprawa stosunków w sferze kultury i kontaktów międzyludzkich. Nie zapominam też o inicjatywach wizowych dotyczących Kaliningradu. Po faktycznym wypełnieniu zadań przez grupę do spraw trudnych są to jedyne klarowne sygnały. W takiej niedookreślonej sytuacji pojawiają się, poza rządem, również „cienie przeszłości” jak chociażby projekt trójkąta Warszawa-Moskwa-Berlin. I sprawa być może najważniejsza, tylko po części pozostająca poza obszarem oddziaływania Warszawy: unijna polityka wobec Rosji, potencjalnie najbardziej skuteczny instrument działania z punktu widzenia Polski, jest nadal w sferze utopii. Nie oznacza to jednak, że również w konkretnych sprawach należy z góry rezygnować z europeizacji polskich interesów na rosyjskim Wschodzie.

I w końcu żenująca sprawa stosunków z Litwą. O tym, że wielu litewskich polityków i znaczna część opiniotwórczych elit nie należą do kategorii bezinteresownych aniołów, wiemy od dawna. Wiemy również, że wielu przywódców polskiej mniejszości także do aniołów się nie zalicza. Litania mniej lub bardziej uzasadnionych pretensji wobec Wilna (nie tylko dotyczących Polaków) jest długa. To wszystko jednak nie tłumaczy braku rozwagi i zachwiania proporcji w podejmowanych działaniach. Nagle postanowiliśmy odegrać nad Bałtykiem rolę do tej pory „zarezerwowaną” w Europie Środkowej dla Węgrów w ich relacjach z Rumunią i Słowacją. Ten spektakl jest już nużący i słabo reżyserowany. Pasuje do niego najkrótsza recenzja teatralna jaka pojawiła się w okresie międzywojnia pod piórem Antoniego Słonimskiego: „Wyszedłem pierwszy”. Warto zatem cofnąć się o krok, uporządkować listę priorytetów, rozważyć starannie argumenty zainteresowanych stron i powrócić do stołu z niezbędną determinacją i taktem.

prof. Henryk Szlajfer – ekonomista, politolog, dyplomata. Profesor Centrum Studiów Latynoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego. Były ambasador-szef Stałego Przedstawicielstwa RP przy OBWE, MAEA i innych organizacjach międzynarodowych w Wiedniu. Redaktor naczelny kwartalnika „Sprawy Międzynarodowe”.

Модест Колеров

Я оцениваю современную Восточную политику Польши (восходящую в главном одинаково и к наследию Пилсудского, и к наследию Дмовского, и к наследию Гедройца) как:

1) весьма эффективную традиционную империалистическую политику в отношении Украины и Молдавии,

2) неудачную империалистическую политику в отношении Белоруссии,

3) запоздалую национальную, постколониальную политику в отношении Литвы,

4) реликтовую политику в отношении Латвии,

5) заново только сейчас формулируемую политику в отношении Кавказа,

6) успешную национальную политику в отношении России.

Ответственные национальные политические круги в России могут только:

1) завидовать такой политике Польши на Украине и в Бессарабии (Молдавии без Приднестровья),

2) констатировать её провал в Белоруссии,

3) сочувствовать борьбе поляков в Литве,

4) сожалеть об отсутствии политики Польши в отношении её Инфлянтов в Латвии,

5) прогнозировать неудачу этой политики на Кавказе,

6) стремиться восстановить необходимый баланс в отношениях Польши и России, который в настоящее время нарушен в пользу Польши. Речь не идёт о Катыни: для меня несомненно, что признание Россией ответственности Сталина за Катынь, несмотря на все неприемлемые попытки расширить масштаб этого преступления и толковать его как „геноцид”, – правильное решение, в целом отвечающее исторической правде. Нарушение баланса я вижу в попытках ≪инструментализировать≫ Катынь как средство давления на Россию, а, например, русско-польские ≪центры диалога≫ использовать как центры польской пропаганды.

С научной, а не риторической точки зрения, мы не можем говорить о том, какими должны быть отношения Польши с её восточными соседями. Потому, что эти отношения определяются двумя мощными историческими трендами: евроатлантической политикой Европейского союза и НАТО – и исторической идентичностью Польши, её представлением о своих пределах и о своей миссии на Востоке. Из этого и должна исходить любая ответственная власть в России. Пока мне не видно, что современная высшая власть в России вполне адекватно понимает эти исторические границы и условия Восточной политики Польши.

Главная рекомендация, с которой мне уже приходилось выступать в Польше перед польской аудиторией, заключается в одном простом пожелании Польше: быть честной со своей историей и своей имперской миссией, ис- пользовать их не как оружие против России, полагая, что на Востоке после Кресов располагается только дикая Сарматия и Сибирь, а как фундамент для взаимного понимания с Россией и взаимной ответственности с Россией за огромное постимперское пространство между Балтикой и Черным морем. Не делать себе лишнего врага там, где полной победы всё-равно не будет.

Польша, как и любой председатель в ротации председателей в ЕС, имеет минимальные возможности для воздействия на реальную политику ЕС и Еврокомиссии. Единственное, что она может сделать на посту председателя ЕС для восточной политики ЕС – провести аудит инициированной Польшей и Швецией программы ≪Восточное партнёрство≫. Несмотря на масштабные проекты и цели, эта программа остаётся чистой риторикой и никак не помогает ЕС поставить под свой политический и экономический контроль политическую и экономическую инфраструктуру Азербайджана, Армении, Грузии, Молдавии, Украины, тем более – Белоруссии. Стыдно даже слышать, какие ри- торические комплименты раздаёт Польша Молдавии как ≪лидеру Восточного партнёрства≫: за этим комплиментами нет ни ценностей, ни прагматики. Чем дальше, тем больше практика ≪Восточного партнёрства≫ ЕС дискредитируется тем, что сводится к бюрократическим фальсификатам.

Задачи были амбициозны – практика оказалась ничтожной. Вас не должно обманывать, что кто-то в России нервничал по поводу этой программы и даже якобы хотел к ней присоединиться – это было дипломатическим пустословием. На самом деле программа ставит перед собой задачу десуверенизации Восточной Европы и Закавказья, но выполнить эту задачу не может. Чтобы не нести ответственности за крах этой программы, Польше надо просто вернуть её на землю.

Модест Колеров – главный редактор информационного агентства REGNUM.

Степан Григорян

Тема отношений с Россией, для любой страны, это непростая вещь, поэтому здесь я ограничусь лишь тем замечанием, что заигрывать с ней очень опасно для любого ее соседа. Сегодня политика этой страны непредсказуема и достаточно агрессивна, поэтому нормализация отношений с Россией непростая задача.

Что же касается политики Польши в отношении стран Восточной Европы (Украина, Молдова, Белорусь) и Южного Кавказа (Армения, Азербайджан и Грузия), то здесь Польша работает очень активно – имея посольства во всех этих странах. Польша, вместе с Швецией,в 2008 году инициировала программу “Восточного партнерства”. Это, новая программа сотрудничества ЕС с этой шестеркой стран, где в настояшее время идет серьезный переговорный процесс по ассоциированному членству. В Польше, при правительстве, очень успешно и активно работает “Центр Восточных исследований”. Польские аналитические центры и общественные организации имеют партнеров в странах-участницах “Восточного партнерства” и реализуют совместные проекты в разных областях, включая, вопросы защиты прав человека, проведения справедливых и демократических выборов, реализации реформ в политических и экономических системах этих стран. Польша, это та страна ЕС, которая выступает за продолжение расширения ЕС на Восток, что можно только приветствовать, т.к. перспектива членства (пусть даже отдаленная перспектива) в ЕС безусловно будет позитивно и стимулирующе воспринята политическими элитами стран-участниц “Восточного партнерства”.

Во время председательства Польши в ЕС с 1 июля 2011 года необходимо учесть создавшуюся вокруг ЕС ситуацию.

Во-первых, бурный процесс революций и протестных движений в Северной Африке и странах Арабского мира показал, что закрывать глаза на нарушения прав человека, ограничения СМИ и фальсификацию выборов в этих странах, ради мнимой стабильности, которую обеспечивали режимы правящие в этих странах многие годы (авторитарные, как в Тунисе и Египте и тоталитарный, как, например, в Ливии), не имеет смысла. Все равно такие режимы в конце концов разваливаются (приводя к дестабилизации ситуации в больших регионах соседних с ЕС), а все последствия такой “терпимой” и “толерантной” позиции к этим режимам, все равно расхлебывает та же Европа. Это видно сегодня на примере нахлынувшего в европейские страны потока мигрантов из стран Северной Африки и Арабского мира. Отсюда очевидно напрашивается вывод: Европа не должна терпимо относиться к любым проявлениям нарушений прав человека, ограничений средств массовой информации и фальсификаций выборов, которые многие годы мы наблюдаем в странах-соседях ЕС (страны Северной Африки, Арабского мира, Белоруси и Южного Кавказа). Здесь роль Польши в обсуждении этих проблем, в период ее председательства в ЕС, могла бы быть исключительно важна и полезна. Т.е., например, странам Южного Кавказа надо продолжать помогать, но лишь при условии если правительства этих стран будут выполнять основополагающие требования в области прав человека и демократического развития.

Во-вторых, в рамках программы “Восточного партнерства” Польша должна продолжать акцентировать внимание на сотрудничестве ЕС с институтами гражданского общества стран-участниц этой программы (Украина, Молдова, Белорусь, Армения, Азербайджан и Грузия). Это поможет становлению гражданских институтов в этих странах и их более эффективной борьбе за права и свободы граждан. Время показало, что бессмысленно финансировать лишь правительственные программы в странах-участницах программы “Восточного партнерства”, т.к. высокий уровень коррупции в них приводит к распылению помощи оказываемой ЕС.

Степан Григорян – руководитель Аналитического центра глобализации и регионального сотрудничества (АЦГРС), политолог

Расим Мусабеков

Польша, географически относясь к Центральной Европе, значительную часть своей истории была тесно включена в систему отношений со странами Восточной Европы. Так было, когда существовала обширная Речь Посполития простиравшаяся от Балтийского до Черного морей. Затем почти два века насильственного включения Польши в состав Российской империи и в образованный под эгидой СССР так называемый ≪социалистический лагерь≫. Однако за исключением недолгого периода между двумя мировыми войнами, ≪восточная политика≫ Польши не была самостоятельной. Лишь после демонтажа коммунистической системы и распада Варшавского Пакта у Польши появилась возможность для осмысленного ведения такой политики, исходя из собственных национальных интересов.

Вступление в Евросоюз и НАТО придала внешнеполитическим позициям Польши необходимую опору. В определенных ее политических и аналитических кругах даже обозначился соблазн и иллюзия возможности использовать экономическую мощь и военно-политический потенциал этих организаций для возобновления соперничества с Россией за влияние на Востоке. Это особенно заметно проявлялось в период администрации Качинского. Однако заставить Брюссель ≪плясать под польскую дудку≫ не удалось, главным образом в силу особой позиции Франции и Германии. Приход правительства Туска внесло в восточную политику Польши коррективы, с переносом акцента с соперничества, на партнерство с Москвой. Таким образом, хотя в отличие от других стран бывшего ≪социалистического лагеря≫, которые также стали членами Евросоюза и НАТО и интересы которых на Востоке имеют локальный (как у Румынии) или же исключительно экономический характер, Польша артикулирует геополитический контент. Но последовательности и четко сформулированных целей ≪восточной политике≫ Польши определенно не хватает. Во всяком случае, так это видится из Азербайджана.

Очевидно, что польские интересы на Востоке в первую очередь локализуются на Белоруссии, Украине и отчасти Молдове. Однако определенная активность наблюдается на Кавказском и Центрально-азиатском направлениях. По восходящей линии развиваются азербайджано-польские отношения. Свидетельством тому частые визиты глав государств и правительств, министров, рост товарооборота.

Замечу, что эти отношения развиваются не с чистого листа. Между Азербайджаном и Польшей примерно со второй половины XIX века имелись гуманитарно-культурные и научные связи. В Баку проживала многочисленная польская колония. Среди ее представителей выросла плеяда талантливых архитекторов, инженеров, медиков, педагогов, ученых, военных и т.д. которые верой и правдой служили Азербайджану. Многие замечательные исторические здания нашей столицы возведены по проектам и под руководством польских архитекторов. После большевистской оккупации в Варшаве в 1931-1938 годах жил со своей женой полькой один из создателей Азербайджанской Демократической Республики Мамед Эмин Расулзаде и издавал тут журнал ≪Гуртулуш≫. Хороший исторический фон и прагматические экономические интересы создают хорошие предпосылки для углубления азербайджано-польских отношений.

Что касается предстоящего с середины 2011 года польского председательства в Евросоюзе, то можно ожидать активизации программы ≪Восточного партнерства≫, которая в связи с недавним экономическим кризисом, оказалась в неопределенном состоянии. Польша может усилить поддержку Евросоюзом таких энергетических проектов, как газопровод НАБУККО, а также продления нефтепровода Одесса-Броды до Гданьска. Это может дать выход Каспийской нефти на важный рынок Центральной и Северной Европы.

Расим Мусабеков – Депутат парламента Азербайджанской Республики, политолог

Paweł Usow

Polska z pewnością podejmowała i podejmuje najbardziej aktywne ze wszystkich państw UE działania wobec Białorusi. Niewątpliwie jest to jeden z priorytetów polityki zagranicznej Warszawy. Ograniczeniem dla ambitnych, demokratyzacyjnych pomysłów są skromne zasoby finansowe oraz konieczność uzgadniania decyzji z pozostałymi państwami UE, dla większości których poprawa sytuacji na Białorusi nie stanowi żywotnego interesu. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, iż Rosja nadal traktuje ten kraj jako swoją wyłączną strefę wpływów. W swojej strategii wobec Białorusi Polska stara się prowadzić dwutorową politykę: inną wobec reżimu w Mińsku i inną wobec społeczeństwa. Celem takiego rozróżnienia jest niedopuszczenie, by konflikty i spory z oficjalnym Mińskiem stanęły na przeszkodzie dobrych relacji z białoruskim społeczeństwem. W praktyce jednak, dwutorowość polskiej polityki ma na razie charakter deklaratywny, ponieważ jak dotąd nie udało się znaleźć sposobu, by izolacja polityczna reżimu w mniejszym lub większym stopniu nie powodowała izolacji całego kraju.

Podstawowymi celami Polski jest demokratyzacja Białorusi, wzmocnienie jej suwerenności i otwarcie jej na Zachód i UE. Demokratyzacja, w tym kontekście, oznacza wywieranie nacisku na reżim polityczny i wspieranie działalności opozycyjnej. Wzmocnienie suwerenności oznacza podejmowanie inicjatyw, obliczonych na niedopuszczenie do całkowitego wciągnięcia Mińska w strefę wpływów Rosji, a wręcz integrowanie Mińska w przestrzeń europejską. W tym miejscu mamy do czynienia z pewnym paradoksem, gdyż jednoczesna izolacja reżimu i próba integracji Białorusi z UE to cele wzajemnie się wykluczające. Sprzeczności w strategii Polski i UE są skutecznie wykorzystywane przez białoruskie władze, które starają się narzucić swoim partnerom na Zachodzie własną grę i, co trzeba uczciwie przyznać, dość często robią to bardzo skutecznie. Realizacja każdego z powyżej wymienionych celów polskiej polityki możliwa jest tylko w sytuacji, gdy są one traktowane jako spójna strategia, a nie jak taktyka pojedynczych kroków. Polsce, jak dotąd, nie udało się osiągnąć swoich celów. Przyczyna leży nie tylko po stronie polskiej, ale przede wszystkim po białoruskiej. Łukaszenko nigdy nie dotrzymywał swoich obietnic i absolutnie ignoruje reguły gry politycznej, jeżeli te stoją w sprzeczności z jego interesami. Całkiem ignoruje również opinię międzynarodową, a rozumie tylko i wyłącznie język siły, którego ani Polska, ani Unia nie są w stanie użyć ze względu na stosunki z Rosją.

Wybory prezydenckie 19. grudnia 2010 roku w Mińsku zakończyły się ponownymi represjami wobec opozycji, poskutkowały zamrożeniem stosunków z Zachodem i tym samym otworzyły nowy, trudny okres w stosunkach polsko-białoruskich. Obecnie strategia Polski polega na stałym i bezwzględnym nacisku na reżim polityczny, co ma doprowadzić do uwolnienia wszystkich więźniów politycznych na Białorusi. Od tego Polska oraz UE uzależniają możliwość powrotu do dialogu. Nie oznacza to jednak, iż dialog ten będzie się odbywał na tym samym poziomie, co w latach 2008 – 2010. Reżim białoruski nie zdecyduje się na żadne zmiany w polityce wewnętrznej, ponieważ zagrażają one jego stabilności. Dodatkowo, reakcje Mińska na nową strategię Polski i UE są bardzo negatywne i agresywne. Polska oskarżana jest o wtrącanie się w sprawy wewnętrzne suwerennego państwa oraz finansowanie, a nawet organizację, zamieszek w grudniu 2010. Oficjalna propaganda stara się stworzyć negatywny wizerunek Polski, sugerując, iż ma ona ambicje imperialne i chce zagarnąć tereny Zachodniej Białorusi. Łukaszenko uderza również w naturalne interesy Polski na Białorusi – rozbił Związek Polaków, uznał nowo wprowadzoną Kartę Polaka za sprzeczną z konstytucją, aresztował dziennikarza Gazety Wyborczej Andrzeja Poczobuta i zwleka z ratyfikowaniem umowy o małym ruchu przygranicznym.

Polska zawsze wspierała sektor pozarządowy na Białorusi. Gdy nasilały się represje ze strony władz, rosło wsparcie dla organizacji i struktur opozycyjnych. To wsparcie dość często nie przynosiło oczekiwanych rezultatów nie tylko z powodu kontroli reżimu, ale również z powodu ogólnej słabości opozycji oraz, niestety, korupcji istniejącej wewnątrz organizacji opozycyjnych. Mimo to Polska strona potrafiła zrealizować wiele projektów, wśród których najważniejsze to: koordynowany przez Studium Europy Wschodniej UW Program Stypendialny Rządu RP im. K. Kalinowskiego przeznaczony dla studentów usuniętych z wyższych uczelni ze względu na działalność polityczną (swoją lub swojej rodziny); stworzenie niezależnej białoruskiej telewizji satelitarnej „Biełsat”, która nadaje z Warszawy na Białoruś oraz wspieranie takich stacji radiowych, jak Radio „Racja” czy Redakcja Białoruska Polskiego Radia dla Zagranicy. Warszawa nie powinna zapominać też o całości społeczeństwa białoruskiego. Kwestia wizowa jest najbardziej aktualna w sytuacji ochłodzenia stosunków polsko-białoruskich. Mimo, iż Polska wprowadziła dla Białorusinów wizy narodowe, wciąż nie rozwiązuje to problem. Choć rząd polski nie ma wpływu na koszty wiz schengeńskich, mógłby postarać się o złagodzenie procedur wizowych, które w większości są uciążliwe i nie rzadko absurdalne. Sankcje polityczne i jednoczesne wsparcie dla opozycji są ważnymi elementami strategii Polski, lecz społeczeństwo białoruskie musi odczuwać, iż nie jest izolowane od reszty Europy.

Reasumując, polityka sankcji wobec reżimu przyniosła pewne, aczkolwiek ograniczone, sukcesy jak, na przykład, uwolnienie większości więźniów politycznych. Niestety byli kandydaci na prezydenta Mikoła Statkiewicz i Andrej Sannikow oraz obrońca praw człowieka i szef Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiosna” Aleś Bialacki wciąż nie są na wolności. „Sprawa Bialackiego” wywołała ogromny skandal w Polsce, ponieważ przy nieostrożnym pośrednictwie Warszawy, białoruskie organy bezpieczeństwa otrzymały z Ministerstwa Sprawiedliwości RP informacje o jego rachunkach bankowych. Areszt Bialackiego stał się potwierdzeniem tego, że reżim nie zamierza zmieniać polityki wewnętrznej, zorientowanej na zduszenie każdego oporu, szczególnie w okresie pogarszającej się sytuacji społeczno-gospodarczej na Białorusi. Tym niemniej, Łukaszenko oczekuje, że Unia wyjdzie mu naprzeciw i ostatecznie nie zablokuje kredytu z MFW. Wszystko wskazuje na to, że Łukaszenka jest gotowy wrócić do takiego formatu stosunków między Europą i Białorusią, jaki istniał przed 19 grudnia 2010 roku. Można założyć, że Unia, w jakimś sensie, również jest na to gotowa, choć grozi to powtórką scenariusza z 2010 roku. Jeśli Unia rzeczywiście się na to zdecyduje, to taka strategia doprowadzi do konserwacji istniejącego na Białorusi systemu politycznego, a także nie uchroni Mińska od pogłębiania procesów integracyjnych z Rosją.

Podstawą europejskiej polityki w stosunku do Białorusi powinna stać się wielostronna izolacja oficjalnego Mińska, połączona z aktywnym kulturalnym i społecznym zbliżaniem białoruskiego społeczeństwa z Europą. Unia Europejska nie ma jasnej strategii stosunków z Białorusią oraz brak jej całościowej wizji relacji między Mińskiem i Brukselą w przyszłości. Wydaje się, że zarówno polityka Polski, jak i UE, w stosunku do Białorusi, nie ma charakteru wyprzedzającego, a jedynie reaktywny. Jeśli więźniowie polityczni zostaną wypuszczeni – kwestia dialogu i kredytów wróci na agendę, jeśli nie – to polityka ze strony UE pozostanie zamrożona. W takiej sytuacji możemy pokusić się o stwierdzenie, że istnieje określona strategia postępowania z władzami w Mińsku, ale całkowicie brakuje strategii wobec białoruskiego społeczeństwa.

Dr Paweł Usow – białoruski politolog i publicysta, ekspert Białoruskiego Centrum

Nika Chitadze

During the last four years, Poland has played a very important role in relation to Eastern policy issues. For example, with regard to the relations between Poland and Georgia, it should particularly be pointed out, that Poland was one of the initiating founders of the group: “Friends of Georgia”, where six countries from Eastern and Central Europe plus Sweden have united. Furthermore, Poland very actively supported Georgia’s Euro-Atlantic policy. In this regard it should be mentioned, that Poland was one of the active supporters of granting Georgia and Ukraine Membership Action Plans during the Bucharest Summit of NATO, which was held in April 2008.

Among the main agreements, which have been signed between Georgia and Poland during the last four years, the following should be mentioned:

1. “Memorandum on Cooperation 2007-2008 in the Field of European and Euro-Atlantic Integration between the Governments of Georgia and the Republic of Poland” (put into force: 27 February 2007)

2. „Agreement between the Governments of Georgia and the Republic of Poland on Cooperation in the Fight Against Organized Crime and Other Types of Crime” (put into force: 3 May 2008)

3. „Agreement on Economic Cooperation between the Governments of Georgia and the Republic of Poland” (put into force: 1 July 2008) It is important to mention that Poland was one of the initiators of the EU Eastern Partnership Program. It was presented by the Polish Minister of Foreign Affairs, with the help of Sweden, at the EU’s General Affairs and External Relations Council in Brussels, on 26 May 2008. The Eastern Partnership was inaugurated in Prague, on 7 May 2009. Through the initiative of Poland and several other EU member states, the first meeting of foreign ministers in the framework of the Eastern Partnership was held on 8 December 2009, in Brussels.

The main goal of the Eastern Partnership is to improve the political and economic trade-relations of the six post-Soviet states (Ukraine, Belarus, Moldova, Azerbaijan, Armenia and Georgia) with the European Union. The main guiding principles include the promotion of human rights and rule of law in former Soviet states, developing the principles of a market economy and encouraging sustainable development and good governance, The main policy of Poland in the framework of Eastern policy should be connected with the above-mentioned issues. It should also be added, that Poland has real potential to support country-members of the EU Eastern Partnership in the way of developing democratic institutions, good governance, etc.

Poland’s chairmanship of the European Union will play a very positive role in the development of cooperation in the framework of the Eastern Partnership Program. It will be important for Poland to be active in various fields. Most important is the financial support of the EU for the country-members of the EU Eastern Partnership Program. As it is known, the EC has declared the release of €600 million to the six post-soviet partner countries for the period of 2010-13, as part of the European Neighborhood and Partnership Instrument. This constitutes about a quarter of the total funding available to the Eastern Partnership countries in this period. According to the EU program, those funds will be used for three main purposes: the Comprehensive Institution Building program – mainly supporting reforms (approximately €175 million); the Pilot Regional Development program – aimed at addressing regional economic and social disparities (approximately €75 million); and implementation of the Eastern Partnership, focusing on democracy, good governance, stability, economic integration and convergence with EU policies, energy security, and contact between people with the aim of bringing partners closer to the EU – for which purpose the EU will issue about €350 million.

Under Polish chairmanship of the EU, it will be possible to rationally allocate the above-mentioned funds to obtain the maximum possible results.

One of the main priorities of the EU under the chairmanship of Poland could also be activation of the EU energy policy – for example to promote discussion on implementing several energy projects with the participation of the EU and EU Eastern Partnership Program member-states. One example is the Odessa–Brody pipeline. It is a crude oil pipeline between the Ukrainian cities of Odessa, located on the Black Sea, and Brody, near the border between Ukraine and Poland.

Another potentially valuable and important project is the NABUCCO project. Its implementation would make it possible to transport around 26- 31 Billion Cubic Meter of natural gas from Central Asia to Europe, via the territories of Azerbaijan and Georgia. Another project, which might viably be considered, is the White Stream Project. Within its framework it would be possible to export gas, from Azerbaijan and Central Asia to Ukraine and then to EU markets, by the construction of a gas pipeline on the bottom of the Black Sea.

Furthermore, Poland is also able to play a pro-active role related to the EU Monitoring Mission in Georgia, near the occupied territories. Particularly helpful would be giving EU monitors additional functions. For example if they were able to act as police and peacekeepers, this would positively reflect on the process of providing stability in Georgia, bearing in mind the further perspective of de-occupation.

Nika Chitadze, PhD – politologist, expert, graduate of the Tbilisi State University. Professor and Dean of the Educational Studies at the American University for Humanities Tbilisi Campus. He is a member of George C. Marshall Alumni Union, Georgia and International and Security Research Center in Tbilisi.

Николай Енчу

Даже если учесть тот факт что, с момента принятия Маастрихтского договора Европейский Союз проводит единую внешнюю политику, а также единую политику безопасности, среди 12-ти новых государств-членов принятых в состав ЕС в результате последнего его расширения 2004-2007 гг., Польша безусловно выделяется тем что придает особое внимание и значение Восточной составляющей внешней политики самого крупного геополитического, геоэкономического, а также геокультурного и цивилизационного образования на всем евразийском пространстве. Достаточно отметить, что проект ≪Восточное партнерство≫, впервые обнародованный 26 мая 2008 года министром иностранных дел Польши на Совете ЕС по общим вопросам и внешним связям, является совместной польско-шведской инициативой, преследующей цель сближения Евросоюза с шестью странами Восточной Европы и Южного Кавказа: Украиной, Молдовой, Азербайджаном, Арменией, Грузией и Белоруссией. Будучи дополнением к Северному и Средиземноморскому измерениям внешней политики Евросоюза, проект Восточного партнерства задуман в качестве платформы для дискуссий по визовым соглашениям, соглашениям о свободной торговле, a также по стратегическому партнерству ЕС с названными шестью восточными соседями.

Тем не менее, даже если Восточное Партнерство выступает в качестве ≪заменителя≫ дискуссий о новом расширении Евросоюза на Восток, данный проект неоднозначно оценивается как внутри ЕС, так и за его пределами. В России, например, большинство экспертов критически восприняли эту

внешнеполитическую инициативу ЕС, высказывая опасения, что страны региона будут поставлены перед искусственным выбором между сотрудничеством с Москвой или Брюсселем, а также относительно вероятного оттеснения Российской Федерации в ≪северо-восточный угол Евразии≫. Внутри Европейского Союза, министр иностранных дел Чехии, Карел Шварценберг, заявил на днях австрийской газете ≪Die Presse≫ что, после принятия Хорватии в состав ЕС, процесс его расширения должен в первую очередь коснуться стран Западных Балкан, ≪которые не успокоятся до тех пор, пока

их границы не станут символическими≫. Исходя также из необходимости предотвращения серьезных социальных потрясений и массовой безработицы на уровне 60 % у границ Евросоюза, чешский министр иностранных дел считает что Сербию или даже Албанию следует принять в первую очередь в состав ЕС, в то время как Украина или Республика Молдова, например, ≪должны будут проводить реформы еще долгие годы, пока эти процессы будут завершены≫.

Исходя из вышесказанного, восточная политика Польши безусловно более соответствует духу и букве Римских договоров 1957 г., настаивая на том, чтобы безвизовый режим был предоставлен всем странам Восточного партнерства, в том числе Украине и Республике Молдова, по выполнению обозначенных Евросоюзом критериев, а не ≪в долгосрочной перспективе≫. Как заявил недавно министр иностранных дел Польши, Радослав Сикорский, ≪европейские стремления стран Восточного партнерства – амбициозны, и мы (Евросоюз.-Прим. авт.) должны на них ответить≫, с тем чтобы ≪предоставить этим странам то, что Польше было нужно, когда мы были на их стадии – сильные убеждения продолжать проведение внутренних реформ≫. В результате этого, ≪более сильные экономические связи приведут партнеров ближе к полному участию во внутреннем рынке ЕС≫, – подчеркнул Р.Сикорский.

С 1 июля и по 31 декабря 2011 года, Польша председательствует не только в Совете Европейского Союза, но и в Европейском Парламенте, имея, таким образом, максимальную возможность убедить остальных партнеров по Евросоюзу в необходимости проведения реалистичной и, в то же время, наиболее эффективной восточной политики ЕС. В этой связи, особые надежды возлагаются на ряд мероприятий, запланированных в рамках польского председательства в ЕС, как-то проведение бизнес-форума Восточного партнерства в Сопоте, конференция министров транспорта Восточного партнерства (24-25 октября 2011 г., Краков) и особенно предстоящий в сентябре в Варшаве саммит Восточного партнерства, от которого ожидается четкого ответа о том, что безвизовый режим ≪достижим для всех партнеров, которые выполняют обозначенные ЕС критерии≫, что ≪нет необходимости в долгосрочной перспективе (для предоставления безвизового режима.- Прим. авт.), если страна достигла критериев раньше≫ (Радослав Сикорский).

Даже если за время своего председательства, кроме других приоритетов, Польше предстоит вести непростые переговоры по поводу принятия бюджета ЕС на фоне кризиса в нескольких странах Евросоюза, предоставление на сентябрьском саммите Восточного партнерства Украине, а также Республике Молдова определенного рода перспективы членства в ЕС должно быть безусловным приоритетом общей внешней политики Евросоюза, с тем чтобы не допустить полного возвращения этих двух стран в сферу влияния Российской Федерации. Учитывая намерение нынешнего премьер-министра и, возможно, будущего президента Российской Федерации, В.Путина, создать нечто вроде Евросоюза на всем пост-советском пространстве, а именно ≪Евразийское экономическое сообщество≫ до 2013 года, функционирующее на тех же принципах что и ЕС, перспектива вхождения Украины и Республики Молдова в предполагаемое сообщество является отнюдь не иллюзорной, имея в виду предоставление им довольно реальной альтернативы, не требующей особых критериев для выполнения или ≪долгосрочной перспективы≫.

Таким образом, учитывая то что сегодня политические настроения в Евросоюзе относительно расширения значительно хуже, чем были несколько лет назад, фактором, который сможет склонить ЕС в какой-то форме признать такую необходимость является успешное председательство Польши в Европейском Союзе в сфере восточной политики, подразумевающее с необходимостью продолжение и даже завершение переговоров об Ассоциации с Украиной и Молдовой уже до конца 2011 года.

Николай Енчу – доктор хабилитат исторических наук, заведующий сектором новейшей истории Центра исторических исследований Института истории, государства и права Академии Наук Молдовы.

Serhij Herasymczuk

Pragmatyzm – właśnie ten termin obecnie charakteryzuje relacje między Polską i Ukrainą. Coraz głębiej do lamusa odchodzą twierdzenia, że dla europejskiej integracji Ukrainy kluczowa jest współpraca Warszawy i Kijowa oraz że Polska jest głównym adwokatem sprawy ukraińskiej w UE. Zamiast nich mamy pragmatyzm, choć zarówno politycy, jak i eksperci, nie zawsze są jednomyślni w tłumaczeniu co kryje się za tym modnym dziś określeniem.

W Polsce, gdy mówi się o pragmatyzmie, utrzymuje się, że czas idealistów minął: Polska nie może inwestować politycznie i gospodarczo oraz zapamiętale kontynuować starań o perspektywę członkostwa w UE dla wschodnich sąsiadów przede wszystkim dlatego, że nie znajdują one należytego rezonansu w Kijowie, ale i dlatego, że działają one na nerwy Rosji. Z tego powodu, aby „rozładowaniu” w stosunkach polsko – rosyjskich stało się zadość oraz za milczącą zgodą Ukraińców, Polska odmawia bycia „świętszą niż sam papież” i rezygnuje z funkcji lokomotywy dla sąsiedniej Ukrainy. W ten sposób, w interpretacji części polskich elit, pragmatyzm jest antonimem idealizmu i synonimem makiawelizmu w stosunkach międzynarodowych.

Z takim podejściem godzi się Kijów. Ukraińska elita władzy uważa za korzystny fakt, że Polska znajduje wspólny język z Kremlem i nie przeszkadza ukraińskim politykom w budowaniu swojego „pragmatycznego dialogu” z Moskwą. A dialog ten polega na wspieraniu koncepcji „русского мира” oraz sprzyjaniu rosyjskim inicjatywom w zamian za wątpliwe korzyści gospodarcze i populistyczne obietnice „jasnej przyszłości w przyjacielskich objęciach bratniego narodu”.

Na koniec pragmatyzmowi kibicują też i w tak zwanej „Starej Europie”. Tam również budowany jest własny model „pragmatycznych stosunków” z Kremlem, oparty na twierdzeniach: „We should engage Russia” lub „Russia and Europe are equally important and mutually dependant”. Budowie tego modelu przeszkadzali Ukraińcy i Polacy, którzy starali się „starym Europejczykom” otworzyć oczy na niebezpieczeństwo tak pojmowanego pragmatyzmu. Więc Europa pieczołowicie przygotowywała grunt dla zmian tego kursu, a gdy tylko tak się stało – przyklasnęła.

W zachwycie nad korzyściami płynącymi z pragmatyzmu, zarówno w Polsce, Ukrainie, jak i w starej Europie, unika się krytycznego spojrzenia na niego. Warszawscy i kijowscy pragmatycy nie dostrzegają, że pod hasłami pragmatyzmu odbywa się rezygnacja z prawa do własnego punktu widzenia nie tylko w polityce międzynarodowej, ale nawet i w stosunkach dwustronnych, które stają się podporządkowane interesom Kremla. Bruksela tak rozumiany pragmatyzm posuwa do skrajności, skrywając pod szatą „podejścia pragmatycznego” własną bezsilność, aby jakkolwiek bodaj wpływać na inicjatywy płynące z Moskwy.

Można założyć, że pragmatycy rozumieją słabe punkty swojego stanowiska. Jednak nie uważają oni, że należy starać się te realia zmienić (w szczególności, gdy potrzebne jest zaangażowanie dodatkowych środków, wydatków oraz w sytuacji, gdy nadmierne rozzłoszczenie Rosji oznacza zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego całej Unii). Przy użyciu znacznie mniejszych środków i z większą skutecznością pragmatycy zwalczają tych, którzy ujawniają prawdziwy sens tak pojętego pragmatyzmu. Stąd i oskarżenia pojedynczych idealistów o „rusofobię”, „nadmierne uwielbienie teorii spiskowych”, „nieadekwatność w ocenie sytuacji” oraz „ogólną neurastenię”.

Taki kontekst, rzecz jasna, odbija się na charakterze stosunków między Polską i Ukrainą. Z jednej strony, pragmatyzm dowodzi swojej funkcjonalności: obecność wspólnego, ideowego lidera „w trzecim kraju” zdecydowanie polepsza wypracowanie wspólnych założeń w stosunkach międzynarodowych, obecność wspólnego źródła ropy i gazu – sprzyja kształtowaniu podobnej polityki w sferze energetycznej itd. Tyle, że jakoś tak boleśnie się robi od utraty ideologicznego fundamentu na rzecz merkantylnej bezideowości i skrywanej bezsilności.

Oczywiście można się przyzwyczaić i do takich warunków – zamiast ideowych wartości Europy szukać dróg do gospodarczego sukcesu, zamiast kierowania się pryncypiami w stosunkach z Moskwą – liczyć na jej przychylność i przymykać oczy na jej kolejne wpadki, a zamiast idei szerszej Europy – ograniczać się do liberalizacji reżimu wizowego. O ile idealizm nie wyklucza pragmatycznych sukcesów, tak „pokrętny pragmatyzm” w pełni niweluje ideowość, choć to właśnie ta ideowość Unii Europejskiej czyniła integrację atrakcyjnym projektem i dawała Brukseli moralne prawo do bycia arbitrem na arenie międzynarodowej.

Obecność zarówno zwolenników pragmatyzmu, jak i apologetów idealizmu doprowadza do sytuacji, w której wyobrażenia o prezydencji Polski w UE stają się rożne. Idealiści oraz ci, którzy do nich lgną siłą inercji, oczekują że Polska, niejednokrotnie udowadniająca swoje przywiązanie do unijnych wartości i przychylność wobec wschodnich sąsiadów, w pełnym wymiarze wykorzysta sytuację wynikającą z jej statusu. Chodzi przede wszystkim

o to, że prezydencja Polski w Unii wzmocni stanowisko tych, którzy opowiadają się za rozszerzeniem Unii na tereny byłego ZSRR, a przynajmniej na te kraje, które nieraz deklarowały integrację europejską jako priorytet swojej polityki. Idealiści pokładają również duże nadzieje w szczycie Partnerstwa Wschodniego, który odbędzie się w Warszawie i stanie się katalizatorem do napełnienia tego programu rzeczywiście funkcjonalnymi inicjatywami. Na razie Partnerstwo Wschodnie nie rozwinęło skrzydeł, ale potencjalnie ma wciąż szansę by przekształcić się w program znacznie bardziej efektywny i konstruktywny niż amorficzna Europejska Polityka Sąsiedztwa. Sceptycy w ogóle uważają, że polska prezydencja w UE to jedna z ostatnich szans by reanimować Wschodnie Partnerstwo. Trudno bowiem pokładać nadzieje w tym względzie w następujących, po polskiej, kadencjach Danii i Cypru.

Optymiści liczą również, że w czasie kierowania pracami Rady Europejskiej przez Polskę, Unia dokona próby konsolidacji, a środkowoeuropejskie i bałtyckie kraje członkowskie nie będą już traktowane przez „starych europejczyków” jako kraje drugiej kategorii, tylko jako inicjatorzy zmian i reform, koniecznych do tego, by „projekt europejski” z honorem wyszedł z kryzysu odczuwalnego nie tylko w sensie gospodarczym, ale również w sferze wartości.

Jest jeszcze jeden problem, który w ciągu ostatnich lat wyraźnie stanął na porządku dziennym. To kwestia liberalizacji reżimu wizowego między Unią i sąsiadami, a co najmniej Mołdową i Ukrainą. Na postęp w tej kwestii w trakcie polskiej prezydencji liczą zarówno idealiści, jak i pragmatycy. I jedni i drudzy oczekują, że liberalizacja obowiązku wizowego i stopniowa likwidacja wiz stałaby się rzeczywistą inwestycją w przyszłość stosunków UE z sąsiadami.

Jednakże, biorąc pod uwagę niesprzyjający krajom Europy Wschodniej kontekst międzynarodowo–polityczny – większe wsparcie Unii dla krajów Afryki Północnej; kampania prezydencka we Francji i naturalny zapał obecnego prezydenta Sarkozy’ego, aby udowodnić sukces swego „dziecięcia” – Unii na rzecz Regionu Morza Śródziemnego (nie wykluczone, że kosztem Wschodniego Partnerstwa); pogłębienie się rosyjskich wpływów w UE i całkiem udany lobbing rosyjskich interesów na unijnej agendzie; niebezpieczeństwa płynące z rewizji reguł strefy Schengen itd. – na pewno nie warto stawiać polskiej prezydencji zbyt wysokiej poprzeczki. Czego, natomiast, rozsądniej oczekiwać: przynajmniej utrzymania Europy Wschodniej w polu uwagi Brukseli i zrównoważenia nadmiernego zachwytu „starych europejczyków” kwestiami afrykańskimi, powstrzymania tych krajów od kategorycznej rezygnacji z perspektywy rozszerzenia Wspólnoty, a w przyszłości członkostwa w niej krajów Partnerstwa Wschodniego, próby nawiązania dialogu z Białorusią w celu uniknięcia ostatecznej transformacji Mińska w rosyjskiego satelitę, wsparcia dla demokratycznych zmian w Mołdowie oraz wrażliwości na próby blokowania procesów demokratycznych w każdym z państw Partnerstwa Wschodniego.

Jeśli oficjalnej Warszawie uda się wykonać te zadania, polscy politycy pokażą, że niezależnie od światowych trendów, „resetów” i „rozładowań” w relacjach między państwami, tendencji do ekonomizacji stosunków międzynarodowych i dominacji realpolitik, Polsce udaje się utrzymać balans miedzy abstrakcyjnym idealizmem i bezideowym pragmatyzmem oraz zachować własny fundament moralny. I to właśnie stanie się polskim wkładem nie tylko w europejskie perspektywy Ukrainy, ale i w przyszłość Europy jako całości.

Serhij Herasymczuk – Dyrektor Programu Międzynarodowego Grupy Studiów Strategicznych i nad Bezpieczeństwem w Kijowie.