W kwestii rzekomo spóźnionej decyzji Józefa Piłsudskiego o powołaniu Białoruskiej Komisji Wojskowej

Joanna Gierowska-Kałłaur

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w: 
"Nowy Prometeusz" nr 10, grudzień 2016, ss. 97-110]

Problem stosunku politycznych ugrupowań białoruskich do Polski w białoruskiej historiografii badano z reguły z punktu widzenia rosyjsko (sowiecko) – centrycznej koncepcji metodologicznej. Stosunki polsko-białoruskie „albo w ogóle nie znajdowały odzwierciedlenia w białoruskiej literaturze historycznej, albo były ukazywane zbyt jednostronnie”. Dotyczy to również kwestii białoruskich organizacji wojskowych na terytorium ziem b. Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wydarzenia dotyczące relacji polsko-białoruskich budziły też zainteresowanie w Polsce, i to zarówno historyków emocjonalnie związanych z ruchem białoruskim3, jak i pozostałych.

PEŁEN TEKST ARTYKUŁU W PDF

Józef Piłsudski jako prometeista

Włodzimierz Suleja

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 2, lipiec 2012, ss. 155-159]

Z perspektywy współczesnego Polaka prometeizm postrzegany jest przede wszystkim jako postawa etyczna, mająca swe źródła w początkach XIX stulecia,a sprowadzająca się w pierwszym rzędzie do podejmowania – wzorem mitycznego syna tytana Japeta – działań dla dobra ludzkości. W wypracowaniu maturalnym musiałyby zatem pojawić się odwołania do twórczości Byrona i Shelleya, a pozostając na gruncie rodzimej literatury Słowackiego, Mickiewicza, Goszczyńskiego czy Kasprowicza. A jednak ideę prometejską w pełni zasadnie wiąże się również z okresem  międzywojennym, a ściślej rzecz ujmując z politycznymi poczynaniami polityków skupionych wokół Józefa Piłsudskiego.

Piłsudski to jedna z najwybitniejszych postaci w dziejowym panteonie Polski. Czy był prometeistą? Na gruncie czysto politycznym prometeizm traktujemy przede wszystkim jako ruch przeciwstawiający się z jednej strony sowieckiemu ekspansjonizmowi, z drugiej zaś dążący do uwolnienia spod jarzma tych narodów, którym po październikowym przewrocie bolszewicy narzucili swą władzę. Z tej perspektywy obejmowałby zatem państwa i narody od Bałtyku po morza: Czarne i Kaspijskie. Zagrożone i ujarzmione. Przemocą przykute do sowieckiego rydwanu bądź losu tego się obawiające. Piłsudski, jako polski polityk, wpierw dążył do restytucji własnej  państwowości, a po roku 1918 do jej zabezpieczenia. I z tego punktu widzenia może być traktowany jako zwolennik koncepcji prometejskiej. A przecież, jeśli cofniemy się do ostatniej dekady XIX stulecia, był co najmniej jej współtwórcą.

O potrzebie rozcięcia ostrzem miecza hańbiących więzów, „które Polskę do państwa carów przykuły”, możemy przeczytać już w przyjętym na jesiennym zjeździe paryskim roku 1892 Szkicu programu PPS. W partii tej, która z internacjonalistycznych manowców powróciła na drogę walki o Niepodległą, Piłsudski znalazł się w początkach następnego roku, bez wątpienia akceptując jej nową programową podstawę. I od tego momentu czytelna dyrektywa, iż „socjalista w Polsce dążyć musi do niepodległości kraju, a niepodległość jest znamiennym warunkiem zwycięstwa socjalizmu w Polsce (JP, II, 52-53)”, stała się na długie lata wytyczną podejmowanych przezeń poczynań.

Piłsudski, podobnie jak wielu współczesnych, był głęboko przekonany, że najpoważniejszą przeszkodą na drodze do niepodległości wiodącej, jest Rosja. W zmaganiach z państwem cara Polacy, by zwyciężyć, powinni byli pozyskać wiernych sojuszników. Socjaliści spod znaku PPS liczyli początkowo, że rolę takową odegra „związany z nami węzłami solidarności międzynarodowej (JP, I, 73)” proletariat, ale rychło okazało się, czego dowiódł chociażby londyński kongres II Międzynarodówki i losy rezolucji w sprawie polskiej, że realność poparcia z tej właśnie strony jest wysoce iluzoryczna. W tej sytuacji przywódca polskiej partii zwrócił baczną uwagę na „te miliony różnych ludów, które, jak my, skuci są w kajdanach carskiej niewoli”. To właśnie możliwość wspólnego wystąpienia skutych tymi samymi kajdanami ludów rosyjskiego imperium wydała mu się, jak wynika to z przeprowadzonej przezeń w połowie 1895 roku analizy, czymś nieomal pewnym.

Ową nader wnikliwą i obszerną analizę wewnętrznej sytuacji carskiego imperium Piłsudski zawarł w artykule Rosja, zamieszczonym w przygotowanej przez PPS jednodniówce. Wnioski, do jakich doszedł przywódca PPS, mogły wywołać co najmniej zdziwienie ortodoksyjnego marksisty, bowiem zdecydowanie podkreślił, że nie wierzy w pojawienie się w państwie cara masowego ruchu rewolucyjnego. „Lecz na szczęście – wywodził – w skład państwa rosyjskiego oprócz Rosji właściwej wchodzą i inne, przemocą ujarzmione i łańcuchem niewoli przykute do caratu, kraje.  Ludność tych krajów – Polacy, Litwini, Łotysze, Rusini – zalega obszary, dawniej do Rzeczypospolitej należące. Mają one więc całkiem inną przeszłość historyczną, inne tradycje; wszystkie zaś cierpią pod caratem srogie prześladowania narodowościowe i religijne, które wśród nich wzbudzają nienawiść ku obecnym stosunkom politycznym (JP I, 90)”. Znacznie wyższy poziom politycznej świadomości ludności obszary te zamieszkującej, pozostawiający w tyle tereny Rosji właściwej, ich rozwój ekonomiczny, wreszcie wykształcona struktura klasowa wiodły Piłsudskiego do konkluzji, że „stąd właśnie wyjdzie ta siła, która w proch zetrze potęgę caratu”, natomiast rosyjski „ruch rewolucyjny może odegrać w tej walce tylko rolę pomocniczą (JP I, 91). Trudno nie dostrzec, że w wizji Piłsudskiego rozkuty z kajdan przez Heraklesa – rodzimą klasę robotniczą polski Prometeusz zdruzgotałby, w interesie tak jak i on ujarzmionych ludów, orientalnego despotę.

Piłsudski wielokrotnie powtarzał, że „dopiero z opadnięciem kajdan niewoli, nałożonych na nas przez despotyczny rząd najezdniczy, rozpocznie się era szybkiego postępu ku szczęśliwej przyszłości bez troski i krzywdy (JP I, 158)”. Dotyczyło to, co raz jeszcze warto podkreślić, nie tylko dawnych ziem Rzeczypospolitej, zagarniętych przez państwo cara, ale w praktyce wszystkich obszarów, przemocą włączonych w obręb rosyjskiego imperium. I wszystkie one, wyciągając wnioski z polskich doświadczeń, będą zmuszone caratowi się czynnie przeciwstawić. Nawet tam, gdzie obowiązywały ograniczone wprawdzie, ale jednoznacznie konstytucyjne regulacje, jak w Finlandii, praktyczne poczynania samodzierżawia wymuszały opór, stąd, zakładał Piłsudski, „jednakowe położenie, jednakowe interesy doprowadzić muszą do ścisłego połączenia sił rewolucyjnych Polski i Finlandii, i będzie to wówczas – konkludował – poważny krok, zbliżający nas ku wspólnemu celowi – rozproszeniu tej ciemnej i groźnej chmury, która oto pół świata w ponurej ciemnicy trzyma, a zowie się moskiewskim caratem (JP I, 268).

Podobnych opinii w czasach, gdy Piłsudski przewodził PPS, niekiedy jednoznacznych w swej wymowie, kiedy indziej aluzyjnych, można doszukać się znacznie więcej. Zbieżne sugestie rozsiane były i w pracach działaczy, ściśle z Piłsudskim związanych, zwłaszcza wówczas, gdy powstawały – tak jak agitacyjna broszura We wspólnym jarzmie, przygotowana przez Leona Wasilewskiego – z jego bezpośredniej inspiracji. Co więcej, próbował zaszczepiać przy tym przekonanie, jak pisał w jednym z listów do Wasilewskiego, że na carską politykę prowadzoną wedle zasady „divie et impera” najskuteczniejszą odpowiedzią stanie się „przebudzenie się powszechne niezadowolenia i oporu”, przy czym to właśnie na Polaków miał spaść „obowiązek zainicjowania tego ruchu”. Warto również podkreślić, że redaktor „Robotnika”, w przeciwieństwie do sporej i wpływowej grupy ortodoksyjnych teoretyków socjalistycznego ruchu, już wówczas był za całkowitą separacją
od Rosji nie tylko ziem polskich, ale i wszelkich innych obszarów zamieszkałych przez ujarzmione narody. Tę jakże wymowną odmienność polskich i rosyjskich oczekiwań wyłożył dobitnie na przykładzie „naszego stosunku do Litwy”, którego, jak podkreślił to w jednym z listów, nie sposób porównywać do stosunku łączącego Polskę z Rosją. „Gdy my – wywodził – powołujemy Litwę do federacji, będąc najzupełniej pewni, że czy chce czy nie chce, pójdzie z nami i będzie bądź co bądź dzieliła nasze losy, to w stosunku do Rosji jesteśmy pewni czegoś całkiem przeciwnego”. I dlatego właśnie zalecał, by w sposób jednoznaczny, „wyraźnie się oświadczyć przeciwko ulubionemu programowi wszelkich radykałów – federacji – Stanów Zjednoczonych Rosji”. Jest to – tłumaczył – „parawanik, za który chowają się wstydliwi radykałowie, nie chcący z jednej strony pochwalić rząd, a z drugiej rozstać  się z myślą o wielkości i potędze Moskwy”. Parawanik ten, jego zdaniem, za wszelką cenę należało burzyć.

Ten zrąb poglądów Piłsudskiego, który możemy określać mianem „prometejskiego”, wykształcił się na przełomie XIX i XX stulecia. Dostrzegamy go i na szpaltach„Robotnika”, i stronach „Walki”, jednak najbardziej zwartą i zarazem najpełniejszą postać przybrał on w roku 1904, kiedy to udający się do stolicy walczącej z Rosją Japonii przywódca PPS przygotował specjalny memoriał, złożony w tamtejszym Ministerstwie Spraw Zagranicznych. W memoriale tym, ze względu na adresata lapidarnym, znajdziemy bodaj najbardziej zwarty a zarazem przejrzysty „prometejski” program autorstwa przyszłego Naczelnika Państwa.

Z pozoru ujęcie, którego autorem był Piłsudski, rysuje przyszłe perspektywy dla sprawy polskiej w przypadku jej militarnego tudzież politycznego zderzenia z Rosją. W rzeczywistości jest to przemyślany program, w jaki sposób owo olbrzymie „więzienie narodów” unicestwić. Wydaje się, że bez prześledzenia ówczesnego toku rozumowania Piłsudskiego nie jest możliwym zrozumienie podejmowanych w międzywojennym dwudziestoleciu (i to nie tylko przez Polaków) przyszłych prometejskich poczynań, Piłsudski wychodził z oczywistego, choć nie dla wszystkich, założenia, że „Rosja tylko na pozór jest państwem jednolitym”. O tym, że tak nie jest, decydowały,w jego przekonaniu, różnice o charakterze wyznaniowym, narodowościowym aż po kulturowe. Polski socjalista przypominał, że „przeważna część państwa została przyłączona do imperium drogą podboju i wcielania gwałtem krajów i narodów”, co dodatkowo niejednolitość tę pogłębiło i utrwaliło. Antidotum, aplikowane przez rządzącą krajem biurokrację, czyli polityka brutalnej rusyfikacji, stało się z kolei „źródłem ciągłego niezadowolenia wśród ludności nierosyjskiej (JP II, 250)”, aczkolwiek autor memoriału był w pełni świadom, że siła biorącego się właśnie stąd oporu przeciwko centralistycznej presji nie w każdej części imperium przybierała podobną postać. Zdecydowanie największy sprzeciw poczynania caratu wywoływały pośród Litwinów, Białorusinów – katolików, Łotyszów, Finów, Ormian i Gruzinów, aczkolwiek na czele tej listy bezsprzecznie znajdowali się Polacy.

W rozumowaniu Piłsudskiego na podkreślenie zasługuje wszakże jedna jeszcze obserwacja. Narody, wobec caratu i jego polityki szczególnie oporne, należało, jego zdaniem, „podzielić na dwie grupy – narodów historycznych i niehistorycznych”, tj. takich, które mają tradycję historyczną samodzielnego życia lub łączności z danym państwem i takich, którzy jej nie posiadają. Narodami historycznymi obok Polaków byli „Finlandczycy, Gruzini i w niewielkim stopniu Ormianie. Litwini zaś, Białorusini i Łotysze nie mogą – wywodził autor memoriału – stanowić siły samodzielnej i w istocie albo poddają się wpływom polskim, albo też zdobywają się jedynie na opozycję cichą, marząc zaledwie o pewnych swobodach narodowościowych w łonie imperium rosyjskiego, bez chęci oddzielenia się zupełnego od państwa i samodzielnego istnienia (JP II, 251-252)”. Trudno się zatem dziwić, że grupie, w której myśl polityczna była bardziej wyrazista, opozycja lepiej zorganizowana, a struktura społeczna dawała rękojmię wytrzymałości i zdolności do walki, przewodzili Polacy.

Piłsudski wymieniał kilka co najmniej powodów, dla których Polacy sytuowali się na czele sporządzonej przezeń listy. Sprawiała to przede wszystkim ich liczebność(w obrębie imperium szacował ją na 12 milionów), sprecyzowanie politycznych aspiracji, dzięki którym „najbardziej są w walce z Rosją zaangażowani i najdalej posuwają swą bezwzględną wrogość w stosunku do państwa rosyjskiego”, wreszcie nabyte w prowadzonych do tej pory zmaganiach „ogromne doświadczenie rewolucyjno-organizacyjne”.

Przywódca socjalistycznej irredenty był zatem głęboko przekonany, że to właśnie Polacy, jako jedyni, byli zdolni „doprowadzić wypadki do otwartej walki i pociągnąć za sobą resztę podbitych przez Rosję narodowości”. Stąd realna siła Polski, nie tylko w aspekcie czysto demograficznym, ale też ekonomiczno-finansowym, pozwalała na sformułowanie nie tylko śmiałego, ale i realnego celu politycznego, którym winno było stać się „rozbicie państwa rosyjskiego na główne części składowe i usamowolnienie przemocą wcielonych w skład imperium krajów (JP II, 253)”.

Trudno nie dostrzec, że cel finalny z polskiego punktu widzenia nie zmienił się i po jesieni 1918 roku. Optyki Piłsudskiego nie mógł zmienić też fakt przekształcenia się carskiego imperium z bolszewicką dyktaturę. W jej obrębie pozostawały ujarzmione narody i zniewoleni, obcoplemienni obywatele. Z matni tej Polska zdołała się wyrwać, i co więcej, skutecznie swą zagrożoną przez bolszewików suwerenność zbrojnie obronić. Mogła zatem, a nawet powinna, kontynuować sformułowany w roku 1904 generalny w odniesieniu do Rosji zamysł. Nawet środki – jak choćby agitacja „za pomocą żywego i drukowanego słowa”, stworzenie pokrywających swą siecią cały kraj tajnych struktur oraz podsycanie nastrojów separatystycznych – pozostawały te same. I jakże aktualnie w niepodległej już Polsce brzmiała konstatacja, że „Rosja, pozbawiona swych podbojów, będzie o tyle osłabiona, że przestanie być groźnym i niebezpiecznym sąsiadem (JP II, 253)”. Prometejskie założenia, wypracowane przez Piłsudskiego, zdumiewają zatem swą aktualnością.

Prof. Włodzimierz Suleja – historyk, dyrektor wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, specjalizuje się w historii Polski XIX i XX w., w szczególności w okresie międzywojnia.

Jan Jacek Bruski „Między prometeizmem a Realpolitik. II Rzeczpospolita wobec Ukrainy sowieckiej 1921-1926”, Historia Iagiellonica, 2010

Tadeusz Iwański

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 1, październik 2011, ss. 199-207]

W ciągu ostatnich kilku lat problematyka prometeizmu coraz częściej stawała się przedmiotem zainteresowania polskich i zagranicznych historyków. Warto wymienić przede wszystkim książki i artykuły Marka Kornata, monografię Działalność Instytutu Wschodniego w Warszawie 1926-1939 autorstwa Ireneusza Piotra Maja z 2007 roku, wydaną w Polsce w roku następnym pracę amerykańskiego historyka Timothy’ego Snydera Tajna wojna. Henryk Józewski i polsko-sowiecka rozgrywka o Ukrainę, czy o rok późniejszą książkę Georgesa Mamoulii – gruzińskiego historyka, mieszkającego w Francji, Les combats indépentantistes des Caucasiens entre URSS et puissances occidentales. Le cas de la Georgie (1921-1945) z 2009 roku. Jedną z ostatnich prac z tej dziedziny, wydaną w 2010 roku w krakowskim wydawnictwie Historia Iagiellonica, jest Między prometeizmem a Realpolitik. II Rzeczpospolita wobec Ukrainy sowieckiej 1921-1926 autorstwa Jana Jacka Bruskiego. Krakowski historyk już we wcześniejszych badaniach poruszał tematy związane zarówno z prometeizmem, jak i z problematyką ukraińską w okresie międzywojennym. Jest autorem prac: Petlurowcy. Centrum Państwowe Ukraińskiej Republiki Ludowej na wychodźstwie, 1919-1924, Ukraina, seria: Historia państw świata w XX wieku (razem z prof. Andrzejem Chojnowskim) oraz Hołodomor 1932-1933. Wielki Głód na Ukrainie w dokumentach polskiej dyplomacji i wywiadu (wybór i opracowanie) – książki bardzo dobrze przyjętej nie tylko w Polsce, ale i na Ukrainie. Między prometeizmem a Realpolitik…. to praca habilitacyjna J.J. Bruskiego i to ona stanie się przedmiotem niniejszego omówienia.

W najogólniejszych słowach książka dotyczy polsko – sowieckiej rozgrywki, której celem jest zdobycie przez obie strony, różnymi metodami, lojalności Ukraińców z Galicji Wschodniej oraz Ukrainy sowieckiej. Rozgrywka ta toczy się w latach 1921 – 1926 czyli miedzy Pokojem Ryskim a Zamachem Majowym. I o ile na końcowej cezurze narracja rzeczywiście się urywa (z krótkimi wycieczkami w rok 1927), tak pierwsza wydaje się dosyć umowna, ponieważ autor dość obszernie analizuje wydarzenia i negocjacje, które ostatecznie doprowadziły do podpisania traktatu 18. III. 1921 roku. I jest to zabieg konieczny do zrozumienia dalszych losów owej rozgrywki. Książka składa się z sześciu rozdziałów, wstępu, zakończenia, aneksu – gdzie autor publikuje kilka dokumentów do których odnosi się w tekście, wykazu skrótów, bibliografii, indeksu osób oraz podsumowania w języku angielskim. Praca jest w sposób nadzwyczaj gruntowny udokumentowana źródłowo i osadzona w dotychczasowej literaturze przedmiotu – polskiej, ukraińskiej, rosyjskiej oraz anglosaskiej. Wstęp do książki, w dużej mierze, poświęcony jest omówieniu tych prac oraz kwerend autora w polskich, ukraińskich i rosyjskich archiwach. Spośród nich Bruski wyróżnia tak zwane akta Quayle’a przekazane Polsce przez wiceprezydenta USA w 1993 roku.

Termin „prometeizm”, występujący w tytule książki, nie jest jednak jej głównym tematem. Lata 1921-1926 to okres, w którym prometeizm, jako nurt w polskiej polityce zagranicznej, dopiero się rodził, a ster władzy w Polsce dzierżyli polityczni przeciwnicy Józefa Piłsudskiego i jego środowiska. Byli to zwolennicy tytułowej „realpolitik” stojący w stosunkach z Rosją Sowiecką, a potem ZSRR, na gruncie pragmatycznym, trzymający się litery Traktatu Ryskiego i stawiający na rozwój stosunków gospodarczych oraz ekspansję polskiego kapitału na terytorium wschodniego sąsiada. Przyczółki Piłsudskiego w tym okresie, realizujące aktywną politykę wschodnią, to Sztab Generalny (do 1923 r.) oraz, z krótkimi przerwami, Wydział Wschodni MSZ, cieszący się pewną autonomią w ramach ministerstwa kierowanego w omawianym okresie przez takich polityków jak m.in. Konstatnty Skrimunt, Marian Seyda czy Aleksander Skrzyński.

Dwa pierwsze rozdziały książki J.J. Bruskiego to opis kontekstu politycznego i problemów związanych z kwestią ukraińską w Polsce. Autor opisuje koncepcje polityki narodowościowej, kwestie wyznaniowe, agrarne (reforma rolna i osadnictwo), polityczne – status Galicji Wschodniej i walka o jego utrzymanie do marca 1923 roku, językowe oraz prezentuje wartościowy przegląd ukraińskich partii politycznych.
Autor pisze również o statusie Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej (USRR) przed ratyfikacją dokumentów konstytucyjnych o powołaniu ZSRR w połowie 1923 r. Sowiecka Ukraina cieszyła się pewną autonomią nie tylko w ramach związku, ale również w polityce zagranicznej, co pozwalało polskim władzom różnicować politykę wobec Moskwy i Charkowa. Sowiecka Ukraina utrzymywała swoje odrębne przedstawicielstwa dyplomatyczne w najważniejszych stolicach europejskich w tym w Warszawie, i co najciekawsze – również w Moskwie. Charków w tym okresie, według Bruskiego, dążył do pewnej instytucjonalnej emancypacji i był do tego zachęcany ze strony polskiej.

Rozdział trzeci to precyzyjny opis pracy polskiego wywiadu i polskiej dyplomacji na Ukrainie. J.J Bruski swoje ustalenia opiera na dokumentach źródłowych z AAN, CAW oraz archiwów rosyjskich i ukraińskich. Wynika z nich, iż polski wywiad budował swoje struktury w oparciu o polskie przedstawicielstwa dyplomatyczne w Kijowie i Charkowie, bazując z początku zarówno na agentach „instalowanych” z Polski w tych ośrodkach oraz przy instytucjach zajmujących się repatriacją polskiej ludności z USRR, jak i na siatce ukraińskiej, tworzonej przez kierownictwo emigracji petlurowskiej w Polsce. Po fiasku Drugiego Pochodu Zimowego na początku 1921 roku polski wywiad nie werbował już do służby Ukraińców. Była co do tego oddzielna instrukcja. Z powodu ścisłej reglamentacji życia społecznego i gospodarczego na Ukrainie sowieckiej oraz fiaska tworzenia przedstawicielstw handlowych jako przykrywek dla działalności polskiego wywiadu, polskie służby oparły się na Polakach na zasadach płatnych, a nie ideowych. W pierwszych latach po wojnie polsko – bolszewickiej informacje wywiadowcze dostarczały trzy ośrodki: wywiad cywilny kierowany przez MSZ, wywiad wojskowy czyli Dwójkę (od 1922 roku obydwie służby współpracowały ze sobą na mocy tzw. umowy zasadniczej) oraz finansowane przez MSZ Towarzystwo Straży Kresowej. Taka sytuacja miała miejsce do 1924 roku, kiedy wywiad został całkowicie podporządkowany Dwójce. Współpraca z TSK trwała do lutego 1923, potem została przerwana w skutek końca akcji repatriacyjnej i odpływu z Ukrainy wielu świadomych i wykształconych Polaków.

Bruski rekonstruuje inicjatywy Polski wobec Rosji czy sowieckiej Ukrainy na płaszczyznach gospodarczej, politycznej, dyplomatycznej i wywiadowczej oraz charakteryzuje różne polskie strategie zwiększenia swoich wpływów nad Dnieprem – od planów wywołania powstania na sowieckiej Ukrainie i przywrócenia władzy petlurowców, poprzez zagwarantowanie polskich interesów metodą ekspansji gospodarczej, aż po zwiększanie wpływów politycznych poprzez próby rozgrywania Charkowa przeciwko Moskwie, jak to miało miejsce w przeddzień konferencji w Genui w kwietniu 1922 r., gdy strona polska był gotowa nawet rozważyć likwidację obozów petlurowskich w Polsce, gdyby Charków dążył do separatystycznego pokoju z Rumunią. Lektura pracy J.J. Bruskiego skłania do wniosku, że zdecydowana większość polskich inicjatyw na rzecz zwiększenia wpływów Polski w USRR zakończyła się fiaskiem. Porażek było znacznie więcej niż sukcesów, czego najlepszym dowodem była infiltracja otoczenia gen. Jurija Tiutiunyka i klęska Drugiego Pochodu oraz koronkowa sowiecka operacja TRUST. Rosja, zdaje się, doskonale zdawała sobie sprawę z polskiej strategii budowy wpływów poprzez oficjalne ekspozytury państwowe oraz kontakty gospodarcze i blokowała te inicjatywy zmniejszając liczbę polskich przedstawicielstw dyplomatycznych po likwidacji ukraińskiego MSZ w 1923 roku i zakończeniu akcji repatriacyjnej oraz odwlekając datę podpisania traktatu handlowego. Przyczyn fiaska działań zarówno MSZ jak i Dwójki, jak można wywnioskować z książki, było kilka i nie zawsze wynikały one z indolencji polskich urzędników, a raczej z przyczyn obiektywnych. Polska była dla Rosji mało atrakcyjna gospodarczo i politycznie, a poziom nieufności w stosunkach między państwami olbrzymi. II Rzeczpospolita nie miała silnej pozycji na arenie międzynarodowej, w skutek czego Moskwa instrumentalizowała stosunek do Warszawy w zależności od sytuacji w Europie. W momencie, gdy zbliżenie z Polską było korzystne w celu wywarcia wpływu lub zaszantażowania Niemiec, by te nie angażowały się głęboko we współpracę z Francją i Anglią, jak to miało miejsce przed Rapallo, Moskwa ocieplała stosunki z Polską. Gdy osiągnęła już swój cel, wracała do antypolskiej i antypetlurowskiej retoryki. Trudno nie odnieść wrażenia, że polityka Polski wobec ZSRR i USRR w dużym stopniu była polityką reaktywną. Nieliczni zwolennicy aktywnej polityki wobec Sowietów, jak naczelnik Wydziału Wschodniego MSZ Juliusz Łukasiewicz czy poseł RP w Moskwie, a później w Ankarze Roman Knoll, byli marginalizowani i pozbawieni wsparcia od „pragmatyków” z rządu. W rezultacie, wpływ Polski na emancypację Charkowa wobec Moskwy był stosunkowo niewielki. Fiasko polskich inicjatyw powodowało, że Warszawa mogła jedynie reagować na drobne wahnięcia nastrojów w ramach konfliktów nomenklatur partyjnych szczebla centralnego ze szczeblem republikańskim. Bruski bardzo zajmująco opisuje te momenty i stosunek do nich Warszawy. Szczególnie interesujący jest okres ukraińsko – rosyjskich sporów w pierwszej połowie 1923 roku – między decyzją o utworzeniu ZSRR 30. lipca 1922 r. a ratyfikacją związkowej konstytucji w połowie 1923 r. Autor relacjonuje raporty charge d’affairs polskiego poselstwa w Charkowie Franciszka Charwata o planach Rakowskiego i Michaiła Frunzego – wówczas wiceprzewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych USRR i szefa Ukraińskiego Okręgu Wojskowego – poluzowania centralizacji Związku Radzieckiego i wywalczenia jak największej autonomii USRR. Choć w ostatecznym rezultacie plany te, wobec kategorycznego sprzeciwu Stalina, spełzły na niczym, polscy dyplomaci w ZSRR łączyli z nimi wiele nadziei. Roman Knoll donosił z Moskwy, że „rozwój wypadków zdaje się iść po tak pomyślnej dla nas linii decentralizacji, może nawet lokalnych separatyzmów”.

Czytając analizy sytuacji w Charkowie i w Moskwie w okresie przed ukonstytuowaniem się ZSRR, autorstwa polskich dyplomatów, szczególnie prometejskiej orientacji, jak Knoll czy Łukasiewicz, można postawić tezę, że zasadniczo ich diagnoza rozwoju wypadków w ZSRR była błędna i opierała się na myśleniu życzeniowym. Ocena nastrojów zarówno społeczeństwa, jak i elit partyjnych USRR, oraz ich dążeń do pewnego usamodzielnienia się i kierunku w jakim te nastroje mogą ewoluować, była w swej skali zbyt optymistyczna i przesadzona. Uderza też swoiście mocarstwowy dyskurs w podejściu do możliwości rozgrywania przez Warszawę napięć na linii Charków – Moskwa. Widać to na przykładzie wyżej wspomnianego cytatu oraz, na przykład, relacji z poufnego zjazdu przedstawicieli autonomicznych republik tatarskiej i baszkirskiej w połowie czerwca w Ufie. Attache wojskowy w Moskwie ppłk Wolikowski informował o wzroście nastrojów separatystycznych w tych republikach oraz, co znamienne, uważał, że pamięć o udziale ministrów – Polaków w rządzie efemerycznej Republiki Baszkirskiej w 1918 roku dawała Polsce „możność wpływu w kierunku pożądanego przez nas rozczłonkowania Rosji” oraz „łatwego wygrania tych plemion przeciwko Rosji wytwarzając z nich kordon oddzielający Rosję Europejską od Syberji i Turkiestanu”. Podobnie naiwne były założenia obozu „pragmatycznego” – takie, jak choćby próba stworzenia w USRR nie koncesjonowanego ruchu spółdzielczego opierając się na miejscowych Polakach, którzy z jednej strony torowali by drogę polskim przemysłowcom, a z drugiej wspierali polskie działania wywiadowcze.

Bardzo interesującym zagadnieniem opisanym przez Jana Jacka Bruskiego jest stosunek polskich władz do polityki „korenizacji”, a szczególnie ukrainizacji. W Warszawie dekrety ukrainizacyjne przyjęto jako, w dłuższej perspektywie, korzystne dla Polski. Konsulat Generalny w Charkowie określił ukrainizację jako „piorunochron przeciwko czystemu nacjonalizmowi ukraińskiemu”. W Polsce zdawano już sobie coraz bardziej sprawę, iż powołanie ZSRR jest dowodem na krzepnięcie władzy radzieckiej i szanse na znaczący wpływ Polski na procesy nad Dnieprem są iluzją. Jesienią 1924 roku Tadeusz Hołówko na łamach „Drogi” pisał: „Trzeba się pogodzić z myślą, że sąsiadujemy z państwem rosyjskim i na razie nic nie wskazuje, aby w ciągu najbliższego jutra miało się ono rozpaść”. Również sytuacja w Polsce w tym okresie – brak finansów, brak woli politycznej dla aktywniejszej polityki na Wschodzie oraz napięte stosunki z ZSRR – sprawiły, że Polska, po ukonstytuowaniu się Związku Radzieckiego, nastawiła się raczej na działalność obserwacyjną i analizę procesów na Ukrainie. Polscy dyplomaci nad Dnieprem zauważyli, iż poza wewnątrzzwiązkowym aspektem, zmierzającym do utrwalenia władzy komunistycznej poprzez skanalizowanie nastrojów narodowo-emancypacyjnych, ukrainizacja, jak pisał szef konsulatu w Charkowie, odsłania również: „dywersyjny, zewnątrzpolityczny wymiar działań sowietów”. Odwołał się on do konkretnego przykładu, czyli wydzielenia w 1924 roku z terenów USRR Mołdawskiej SRR, czego celem było sianie „zamętu w Besarabii, pozyskanie dla sowietów ciemnej masy mołdawskiego chłopstwa oraz przygotowanie terenu dla ewentualnego zbrojnego starcia z Rumunią”. Podobną strategię Moskwa przyjęła wobec Polaków. Choć projekt utworzenia autonomicznej Polskiej SRR ostatecznie nie został zrealizowany, to w lipcu 1925 r. powstał Polski Okręg Autonomiczny, zwany popularnie „Marchlewszczyzną”. Bruski podsumowuje: „U granicy Rzeczpospolitej wyrastał tym samym niewielki rozmiarami, posiadający jednak dla propagandy bolszewików istotne znaczenie, Piemont – zalążek przyszłej Polskiej SRR.”

Jeszcze istotniejszy był skierowany na Polskę ofensywny wymiar korenizacji, w ramach którego teoretycznie suwerenne USRR i BSRR stawały się ośrodkiem przyciągania dla białoruskiej i ukraińskiej mniejszość w II RP. Cały piąty rozdział, zatytułowany „Prometeizm à rebours. Kwestia irredenty ukraińskiej w stosunkach polsko – sowieckich” poświęcony jest właśnie próbom ofensywnego wyzyskania przez Kreml akcji ukrainizacyjnej wśród ukraińskiej mniejszości narodowej w Polsce. Jednym z najcenniejszych odkryć pracy Bruskiego jest wykazanie zaskakującej synergii między planami wykorzystania przez władze polskie i sowieckie kwestii narodowościowej w stosunkach dwustronnych. Analogicznie do polskich zamierzeń wykorzystania gen. Tiutiunyka dla antysowieckiej ukraińskiej irredenty nad Dnieprem, kierownictwo sowieckie w tym samym okresie snuło podobne plany. Jeszcze przed podpisaniem pokoju w Rydze wpływowy członek kierownictwa w Charkowie Emanuel Kwiring proponował rozwinięcie wśród ukraińskiego chłopstwa antypolskiej akcji powstańczej, by w odpowiednim momencie armia radziecka mogła udzielić jej pomocy zbrojnej. Za modelowy przykład takiej akcji Kwiring uznał tzw. „Bunt Żeligowskiego”. Według Bruskiego, memoriał Kwiringa to jeden z pierwszych dowodów na prowadzenie przez ZSRR akcji prometejskiej à rebours, zakładającej uczynienie z sowieckiej Ukrainy oraz sowieckiej Białorusi Piemontu – nakierowanego na ukraińską i białoruską mniejszości w II Rzeczpospolitej – która pozwoli rozpruć Polskę po szwach narodowościowych.

Moskwa i Charków swoje działania skupiły przede wszystkim na irredencie ukraińskiej w Galicji Wschodniej, jako że ten obszar nie miał jeszcze uregulowanego statusu na arenie międzynarodowej. Kierownictwo radzieckie wykorzystywało środowiska komunistyczne działające na terenie Polski: KPP i KPZU oraz ugrupowania rusofilskie, jak tzw. Starorusini na terenie Galicji, nawiązało również nieoficjalną współpracę z UWO. Prowadzono akcję propagandową oraz wywiadowczą za pomocą tzw. Razwiedupru, będącego częścią Zakordotu – Wydziału Zagranicznego KC KP(b)U. Szczególnie intensywna akcja miała miejsce jesienią 1922 roku przed wyborami parlamentarnymi w Polsce. Wtedy, jak wynika z badań J.J. Bruskiego, szef poselstwa USRR w Warszawie Ołeksandr Szumski, miał się opowiedzieć za przeprowadzeniem prewencyjnego ataku na Polskę, połączonego z lokalnymi powstaniami w Galicji i na Wołyniu.

Kierownictwo USRR nawiązało kontakty z przedstawicielami byłego dyktatora ZUNR Jevhena Petruszewycza, doszło nawet do jego osobistego spotkania z przewodniczącym charkowskiego sownarokomu Chrystianem Rakowskim podczas konferencji w Genui. Do decyzji Rady Ambasadorów, w marcu 1923 roku, kontakty między Petruszewyczem a Charkowem oraz równolegle Moskwą były intensywne, lecz mało konkretne. Sowieci nie odrzucali awansów, lecz nie obiecywali niczego konkretnego w zamian. Taka sytuacja była dla Polski z jednej strony niepokojąca, ponieważ obóz Petruszewycza cieszył się sporymi wpływami w Galicji, z drugiej – umiejętnie wykorzystywana w negocjacjach z Ligą Narodów, iż tylko Polska jest siłą mogącą uchronić Galicję przed bolszewizacją. Był to jeden z argumentów, choć oczywiście nie główny, dla których Rada Ambasadorów przyznała zwierzchnictwo nad Galicją Wschodnią Polsce. Ta decyzja spolaryzowała poglądy środowisk ukraińskich w Galicji, a Petruszewycza ostatecznie popchnęła w objęcia sowietów, powodując pełne i trwające aż do początku lat 30. jego uzależnienie od pieniędzy oraz wytycznych z Moskwy. ZSRR konsekwentnie kontynuował budowę ukraińskiego Piemontu na Ukrainie Sowieckiej oraz tworzył podwaliny pod irredentę w Galicji: sprowadził ok. 500 byłych żołnierzy UHA z obozów internowania w Czechosłowacji, hojnie finansował utworzone w Charkowie zagraniczne Biuro Pomocy Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy oraz rozwijał działalność propagandową. Jej adresatami byli również polityczni emigranci z Naddnieprza. Kusząc stanowiskami i ukrainizacją oraz grając na nostalgii za krajem i kiepskich warunkach materialnych na obczyźnie, sowietom udało się sprowadzić nad Dniepr m.in. Mychajłę Hruszewskiego, co było wielkim sukcesem w sferze symbolicznej, intensywnie eksploatowanym w akcji propagandowej. Dla Polski jednak najboleśniejszym ciosem było zwerbowanie bohatera II Pochodu Zimowego gen. Jurija Tiutiunnyka, schwytanego przez OGPU w maju 1923 roku w skutek koronkowo przeprowadzonej operacji „Tiutiun”. Akcja ta była później kontynuowana, a jej celem miało być zdyskredytowanie Atamana Symona Petlury w oczach emigracji w Polsce. To się nie udało, m.in. dzięki przechwyceniu przez ukraiński kontrwywiad emigracyjny korespondencji Tiutiunnyka z Udowyczenką. Nie udało się również sprowadzenie na Ukrainę samego Petlury, choć takie próby Tiutiunnyk z inspiracji OGPU podejmował. Fiasko końcowej fazy operacji „Tiutiun” sprowokowało ZSRR do nagłośnienia oficjalnego przejścia Tiutiunnyka na stronę sowiecką w styczniu 1924 roku i zdyskontowania wymiaru propagandowego. Był to silny cios dla strony polskiej.

Za sukcesem wywiadowczym poszła ofensywa dyplomatyczna, propagandowa oraz wsparcie dla irredenty zbrojnej we wschodnich województwach Polski. Latem 1924 roku Razwiedupr rozpoczął akcje, które wstrząsnęły polską opinią publiczną – napad na Stołpce oraz zatrzymanie pociągu relacji Brześć-Łuniniec wiozącego m.in. wojewodę poleskiego Medarda Downarowicza. Dopiero powstanie KOP, bezpośrednio po tych akcjach, uspokoiło sytuację we wschodnich województwach Polski i dało przewagę stronie polskiej w walkach z partyzantką i dywersją. Przewaga ta wzrastała tym bardziej, że kierownictwo radzieckie, mimo sprzeciwu KPZU i KPP, podjęło decyzję o zaprzestaniu akcji powstańczej na terenach przygranicznych. Członek KC KP(b)U Dmytro Manuilski wytłumaczył to na zjeździe KPP w ten sposób: „Dobrze rozumiecie, że okazywanie zewnętrznego poparcia będzie oznaczać dla ZSRR nowa wojnę. W chwili obecnej rosyjscy robotnicy i chłopi nie mogą sobie na to pozwolić”. Kierownictwo sowieckie największy nacisk położyło na infiltrowanie i inspirowanie ukraińskich oraz „mniejszościowych” partii politycznych. Udało się zdobyć agentów w UNDO, choć największym sukcesem było stworzenie w październiku 1926 roku Ukraińskiego Włościańsko-Robotniczego Zjednoczenia Socjalistycznego, zwanego w skrócie Sel-Rob.

Rozdział szósty i ostatni omawia m.in. reakcje sowieckie na zamach majowy oraz aktualizację kwestii ukraińskiej w polskiej polityce. Opierając się na wewnętrznych dokumentach partyjnych ZSRR i USRR, raportach polskich dyplomatów oraz dziennikach i wspomnieniach, m.in. ukraińskiego intelektualisty Serhija Jefremowa, Bruski dowodzi, iż po zamachu majowym kierownictwo radzieckie opanowała psychoza wojenna, której apogeum nastąpiło w połowie 1927 roku. Obawiano się inwazji Polski na ZSRR, realnie brano pod uwagę okresowe zajęcie Mińska przez Polaków, który opuściło całe kierownictwo partyjne, oczekiwano także polskiej ofensywy wywiadowczej w ZSRR oraz powołania instytucji na kształt POW. Michaił Tuchaczewski w wywiadzie prasowym stwierdził, iż pierwszym placdarmem między burżuazyjną Polską a ojczyzną proletariatu będzie teren Białoruskiej SRR. Atmosfera alarmu wojennego spowodowała panikę w radzieckich szeregach wojskowych i wywiadowczych, czego skutkiem było podjęcie szeregu działań prewencyjnych wobec polskich placówek dyplomatycznych oraz wzmożenie kontroli nad polską mniejszością narodową i kościołem katolickim (co w następnych latach przerodziło się w represje).

Szczególnie interesujący jest w tym kontekście opis działań polskich, które, jak pisze J.J. Bruski, bezpośrednio po zamachu majowym nastawione były na uspokojenie wschodniego sąsiada i opinii światowej. Polscy dyplomaci w ZSRR złożyli wizyty w radzieckim MSZ i zapewniali, że zamach w Polsce nie jest skierowany przeciwko Kremlowi, w lipcu zaś sam Piłsudski spotkał się na trzygodzinnej nieformalnej i „zakrapianej” rozmowie z posłem ZSRR w Warszawie Piotrem Wojkowem, podczas której deklarował porzucenie planów federacyjnych oraz myśli o jakiejkolwiek wojnie z ZSRR. Piłsudski jednak, jak twierdzi Bruski, obawiał się nieprzewidywalności Sowietów i zamachu majowy podyktowany był również tymi obawami. A znalazłszy się u władzy Marszałek podjął kroki w celu wzmocnienia bezpieczeństwa Polski. Jednym z zapobiegawczych kierunków działania było zaktywizowanie polityki wschodniej, zwłaszcza na odcinku ukraińskim, poprzez wprowadzenie w życie instrumentów prometejskich. Były to, twierdzi autor, działania o charakterze defensywnym, a nie ofensywnym, nastawione na odzyskanie inicjatywy oraz pola manewru w stosunkach z Sowietami. Charakterystyka prometeizmu jako koncepcji obronnej, a nie zaczepnej to kolejna, bardzo ciekawa teza postawiona przez J.J. Bruskiego. Krakowski historyk niestety jej nie rozwija, przywołuje ją trzykrotnie na początku książki, raz w piątym rozdziale oraz w zakończeniu, argumentacja jednak jest bardzo skąpa.

Podsumowując, książka jest doskonale udokumentowana, zarówno w źródłach, dotychczas nie badanych, jak i literaturze przedmiotu, pisana ze znawstwem i skrupulatnością, a jednocześnie z dystansem badacza, który z rzadka, starając się zachować jak największy obiektywizm, dodaje swoje własne komentarze. Najciekawsze momenty tej pracy to teza o prometeizmie jako koncepcji defensywnej oraz przedstawienie dwóch części Ukrainy (sowieckiej i Galicji Wschodniej) jako „obrotowego” Piemontu. Tak jak Polska zamierzała wykorzystać emigrację petlurowską oraz program wołyński Henryka Józewskiego jak zalążek przyszłego, zjednoczonego, państwa ukraińskiego, tak i sowieci wykorzystywali ukrainizację i tworzyli radziecki Piemont nad Dnieprem jako instrument przyciągania Ukraińców z Polski i z emigracji. To lustrzane zestawienie jest bardzo interesujące. Bardzo ciekawie J.J. Bruski pokazał napięcia między lokalnym kierownictwem sowieckiej Ukrainy w Charkowie a Moskwą, w tym dążenia do emancypacji i wywalczenia większej autonomii przez Chrystiana Rakowskiego. Książka zawiera bogactwo szczegółów oraz porusza wiele wątków, których większość mogłaby stać się tematem oddzielnych monografii. Przed lekturą miałem wobec pracy pewne oczekiwania, jednak zostały one całkowicie zrekompensowane przez inne jej walory. Spodziewałem się szerszego nawiązania do książki Józefa Lewandowskiego „Imperializm słabości”, a nawet polemiki z niektórymi zawartymi w niej tezami. Obie pozycje traktują o tym samym okresie i o podobnych problemach. Tymczasem J.J. Bruski jedynie wspomina pracę Lewandowskiego i przyznaje, że z niej korzysta. Wybór problemowego podejścia do opisywanych wydarzeń kosztem chronologicznego zakłóca orientację w czasie i zmusza do ciągłego wertowania książki. Nie śmiem twierdzić, że podejście chronologiczne byłoby zdecydowanie lepsze, wskazuję tylko na pewną trudność dla czytelnika. Książka Jana Jacka Bruskiego, z powodu opatrzenia rozbudowanym aparatem naukowym oraz szczegółowością rekonstrukcji wydarzeń, przeznaczona jest w zasadzie wyłącznie dla historyków i naukowców. W przeciwieństwie do wspomnianej już pracy Timothy’ego Snydera Tajna wojna…, nie-historykom pracę krakowskiego historyka czytać będzie dość trudno. Autor zresztą odwołuje się w kilku miejscach do książki amerykańskiego historyka, w sposób bardzo elegancki wskazuje na jego pomyłki czy nadinterpretacje, nie nawiązuje jednak polemiki. I to koniec drobnych wątpliwości, które, co jeszcze raz podkreślam, całkowicie giną w ilości pozytywów. Jan Jacek Bruski wykonał tytaniczną pracę, książka jest świetna.

Opracowanie zamyka morderstwo Symona Pelury, skutkiem którego, odwrotnie od zamierzeń mocodawców, było zjednoczenie emigracji petlurowskiej w Polsce i w Europie oraz zawarcie, przez następcę Petlury Andrija Liwyckiego, sojuszu z Polską. Do antybolszewickiego frontu ukraińskiego przystąpili wkrótce działacze emigracyjni z Kaukazu i Turkiestanu. Ruch ten, zwany prometeizmem, „wsparty organizacyjnie i finansowo przez Polskę, rzucić miał niebawem wyzwanie projektowi bolszewików”. Tak książka się kończy, można by rzec, że w najciekawszym momencie, ale, posługując się terminologią krytyki filmowej, zakończenie jest otwarte, więc może będzie ciąg dalszy… Historia polskiego prometeizmu potrzebuje monografii.

Tadeusz Iwański – doktorant w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk, członek Redakcji Nowego Prometeusza.

Sojusznik Piłsudskiego. Symon Petlura oczyma Polaków

Jan Jacek Bruski

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 1, październik 2011, ss. 113-126]

Petlurowie rodzą się raz na dwieście lat” – to opinia, przyznajmy że wyjątkowa, którą wypowiedzieć miał pod adresem ukraińskiego przywódcy marszałek Józef Piłsudski1. Nieprzypadkowo zaczynam od przytoczenia tej właśnie oceny. W polskiej świadomości postać Petlury – partnera umowy sojuszniczej z kwietnia 1920 r. – splotła się bowiem trwale z osobą twórcy II Rzeczypospolitej.

Miało to istotne konsekwencje. Ocena postaci ukraińskiego męża stanu stała się w Polsce w znacznym stopniu pochodną stosunku osoby oceniającej do Józefa Piłsudskiego i jego koncepcji politycznych. Chodziło w pierwszym rzędzie o utożsamianą z Marszałkiem i wspieraną przez polską lewicę niepodległościową ideę federacyjną. Można zauważyć generalną regułę, iż historycy i publicyści sympatyzujący z tą koncepcją pisali też z sympatią o osobie i działalności wodza Ukraińskiej Republiki Ludowej (URL). Z kolei ich adwersarze – przede wszystkim sympatycy obozu narodowo-demokratycznego i idei inkorporacyjnej Romana Dmowskiego – postać tę najczęściej ignorowali bądź przedstawiali w ciemnych barwach. Nie sposób nie zauważyć przy tym – i u jednych, i u drugich – wyraźnej deformacji optyki, swoistego polonocentryzmu Do wyjątków należały do niedawna oceny szersze, kompleksowe, których punktem wyjścia nie byłby wyłącznie rok 1920 i wspólna polsko-ukraińska wyprawa na Kijów.

Dorobek polskiej historiografii międzywojennej dotyczącej tych spraw nie przedstawia się imponująco. W powstałych w tym okresie syntezach postać Symona Petlury pojawia się jedynie na marginesie – traktowana minimalnie cieplej bądź ozięblej, w zależności od sympatii politycznych piszącego. Zarysowaną wyżej prawidłowość, dotyczącą stosunku do Petlury federalistów i inkorporacjonistów, potwierdzają np. prace z jednej strony socjalisty Adama Próchnika, z drugiej – związanego z Narodową Demokracją Wacława Sobieskiego2.

Ze schematu wyłamuje się chyba tylko, wydana w 1928 r., książka Stefana Kamińskiego, Lata walk i zamętu na Ukrainie, będąca jedynym wówczas w polskiej literaturze szerszym opisem wydarzeń rewolucji ukraińskiej3. Autor, pochodzący z Podola, prezentuje punkt widzenia typowy dla Polaków kresowych. Z uznaniem pisze on o polityce Piłsudskiego – dlatego jednak, iż traktuje ją jako próbę ocalenia tzw. „polskiego stanu posiadania” na wschodzie. Nie kryje przy tym swej niechęci do młodej państwowości ukraińskiej i jej reprezentantów. W szczególności Petlura został przedstawiony przez niego jako spekulant i oszust finansowy oraz wódz, nie potrafiący zapanować nad zdemoralizowaną armią4.

Notabene zaskakiwać musi wyraźna wstrzemięźliwość wypowiedzi głównych adwersarzy sporu, który podzielił polskie społeczeństwo u progu niepodległości – a więc Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego – udzielających się również jako historycy. Pierwszy z nich w swej pracy o kampanii 1920 r. praktycznie nie wspomina nazwiska Symona Petlury5. Z kolei Dmowski – w głośnej książce Polityka polska i odbudowanie państwa – stara się bagatelizować znaczenie postaci przywódcy URL. Odnosi się też z wystudiowanym lekceważeniem do polityki ukraińskiej Piłsudskiego. Wysiłki federalistów kwituje Dmowski krótkim komentarzem: „Można było mieć obawy, że władze warszawskie nam wychowają pretendenta do Galicji Wschodniej, że Petlura wyrośnie na potencję, która potem tej ziemi zażąda. Jednakże, bliżej przyglądając się robocie ukraińskiej Piłsudskiego i znając cokolwiek stan rzeczy na Ukrainie rosyjskiej, można było widzieć, że z tego nic nie będzie6.

Nieco szerzej o Symonie Petlurze pisali polscy historycy wojskowi. Jego postać pojawia się na kartach prac takich autorów jak Witold Hupert7 czy Adam Przybylski8 , prawdziwy przełom stanowiła jednak monografia gen. Tadeusza Kutrzeby z 1937 r.9. Jej tematem są losy wyprawy kijowskiej 1920 r., autor sporo miejsca poświęca tym niemniej również genezie sojuszu polsko–ukraińskiego. W tym kontekście wspomina on o osobie Petlury, którego nazywa „bożyszczem Ukrainy”. Kutrzeba ciekawie pisze m.in. o ewolucji poglądów przyszłego Naczelnego Atamana i o roli odegranej przezeń w czasie powstania antyhetmańskiego10. Najwięcej stosunkowo uwagi poświęca uzasadnieniu tezy – ostro atakowanej przez przeciwników Piłsudskiego – iż ukraiński przywódca był warunkach 1920 r. cennym partnerem dla Rzeczypospolitej. „Petlura reprezentował realne polityczne i wojskowe wartości” – stwierdza Kutrzeba autorytatywnie11.

W tym samym duchu utrzymany jest poświęcony Petlurze obszerny artykuł biograficzny, który ukazał się w tymże 1937 r. w Małej encyklopedii wojskowej. Autor tego tekstu zwrócił szczególną uwagę na działalność Naczelnego Atamana jako męża stanu i organizatora sił zbrojnych, nie zapomniał jednak również o spuściźnie literackiej i publicystycznej ukraińskiego przywódcy. W podsumowaniu biogramu znalazło się wymowne stwierdzenie, iż Petlura „był rzecznikiem braterskiego współżycia polskiego i ukraińskiego i przyjacielem Polski12.

Postać Petlury była w okresie międzywojennym znacznie częściej obiektem zainteresowania dziennikarzy i publicystów, aniżeli zawodowych historyków. Siłą rzeczy najwięcej o Naczelnym Atamanie pisano w latach 1919–1920, ówczesne publikacje podporządkowane były jednak z reguły doraźnej walce politycznej pomiędzy polskimi stronnictwami, a ich autorzy nie dysponowali rzetelniejszą wiedzą o przywódcy URL. Zainteresowanie jego osobą wzrosło ponownie w maju 1926 r. – w związku z tragiczną śmiercią Petlury i procesem jego zabójcy. Okoliczności zamachu relacjonowała obszernie polska prasa wszystkich odcieni politycznych, najwięcej materiałów i komentarzy pojawiło się jednak – jak można było oczekiwać – w pismach związanych z obozem Piłsudskiego. Zwraca uwagę m.in. ciepłe wspomnienie o Petlurze, prawdopodobnie pióra Jerzego Stempowskiego, opublikowane w „Głosie Prawdy”. „Polska traci w nim – pisał autor o Naczelnym Atamanie – prawdziwego przyjaciela, którego wybitna rola uszła uwagi wielu z naszych współczesnych, lecz którego pamięć rosnąć będzie zarówno u nas, jak na Ukrainie13. Obszernym tekstem, zamieszczonym w pepeesowskim „Robotniku”, żegnał się z Petlurą również Tadeusz Hołówko14. Znamienne jest, że cały cykl materiałów poświęconych Naczelnemu Atamanowi i idei sojuszu polsko-ukraińskiego opublikował w tym samym czasie również organ diametralnie odmiennej od PPS opcji ideowej – konserwatywny „Czas” krakowski. Jego publicyści widzieli w Petlurze przewidującego męża stanu, który jako pierwszy po stronie ukraińskiej zrozumiał konieczność porozumienia z zachodnim sąsiadem. Polsko-ukraińskie braterstwo broni w 1920 r. „Czas” nazywał „posiewem, który plonów jeszcze nie wydał, a być może nawet jeszcze nie wschodzi”, którego nie wolno jednak zmarnować15.

Polska opinia w zasadzie od początku nie miała wątpliwości, że za zamachem na atamana stoją władze sowieckie. Komentując na gorąco notatkę agencyjną o śmierci Petlury, redakcja „Robotnika” stwierdzała lapidarnie: „Tłumaczenie zabójcy nie zawiera prawdziwych motywów tego czynu, to jest wykonania jedynie rozkazu partji komunistycznej16. Tadeusz Hołówko pisał zaś: „Zbyt […] potężnie promieniował ten samotny człowiek w dalekim Paryżu. Postanowiono go zgładzić17. Zabójstwo Petlury powiązano natychmiast z nieco wcześniejszym przewrotem majowym w Warszawie, który po kilku latach przewagi prawicy oddał ster rządów w ręce Piłsudskiego. Wskazywano, iż strona sowiecka przestraszyła się możliwości odnowienia sojuszu polsko–ukraińskiego i postanowiła zlikwidować przywódcę URL. Jako pierwszy bodaj tezę taką postawił lwowski dziennik „Diło”, który kończył swą relację z Paryża stwierdzeniem: „Petlura zapłacił […] życiem za przyjście do władzy marszałka Piłsudskiego18. Artykuł ten wywołał szeroki rezonans – był komentowany i in extenso cytowany przez całą polską prasę.

Z biegiem czasu postać Naczelnego Atamana zaczęła nabierać znaczenia symbolu, do którego bardzo chętnie odwoływali się rzecznicy polsko–ukraińskiego pojednania. Możemy mówić wręcz o swego rodzaju kulcie Petlury. Konsekwentnie lansowały go polskie środowiska, związane z ideą prometejską. Świadectwem tej tendencji są publikacje, jakie ukazywały się w latach trzydziestych na łamach takich czasopism jak „Biuletyn Polsko–Ukraiński” oraz „Wschód–Orient”. Ich autorzy często wracali do wątku sojuszu polsko–ukraińskiego i do przyczyn niepowodzenia wyprawy kijowskiej, niejednokrotnie surowo oceniając błędy i zaniechania strony polskiej19. Drukowano wspomnienia i artykuły o Symonie Petlurze, a nawet poświęcone mu utwory literackie20. Próbkę tonu, w jakim pisano o ukraińskim przywódcy, daje artykuł zamieszczony w „Biuletynie Polsko–Ukraińskim”. Zdaniem redakcji Petlura był: „największym i najdoskonalszym uosobieniem idei niepodległości Ukrainy”, „wodzem z Bożej łaski”, który „stanął na czele elementów najaktywniejszych i najofiarniejszych”. Usilnie podkreślano przy tym antyrosyjskość Naczelnego Atamana.„W ciągu kilkuletniej walki orężnej, prowadzonej pod jego rozkazami – pisał autor tekstu – wykrystalizowała się ostatecznie ideologia U.R.L., jako ideologia nieubłaganej i bezkompromisowej walki z Moskwą21.

W gronie polskich „czcicieli Petlury” wybijającą się postacią był niewątpliwie Henryk Józewski. Zaufany człowiek Piłsudskiego, w czasie wyprawy kijowskiej wiceminister w rządzie ukraińskim, pomagał on Naczelnemu Atamanowi w czasie jego konspiracyjnego pobytu w Polsce w latach 1921–1923. W roku 1928 został wojewodą wołyńskim i przez kolejną dekadę realizował na podległym sobie terenie program zbliżenia polsko–ukraińskiego, którego fundamentem ideowym miał być sojusz z 1920 r.22. Postacią Symona Petlury Józewski był niewątpliwie zafascynowany. Po latach pisał na jego temat: „Są ludzie o wyjątkowej intuicji, niedościgłej dla przeciętności. Wtedy życie garnie się do nich. Oni przewodzą, decydują, w imieniu życia przemawiają słowami zrozumiałymi dla wszystkich. Są to mężowie stanu, bohaterowie narodu, postacie historyczne. Taką postacią historyczną na Ukrainie był Symon Petlura. […] To, co powiedziałem dotychczas, tematu nie wyczerpuje. Oczywiście głos będzie miała historia i ona, jak zwykle, sprawę tę załatwi. Nastąpi „kanonizacja” Symona Petlury. Ale i dzisiaj imię jego jest „święte”23.

Okres, który później nastąpił – lata II wojny światowej – zdawał się nie sprzyjać głębszej refleksji historycznej. A jednak to właśnie na wiosnę 1941 r., w emigracyjnym wydawnictwie w Londynie, ukazała się niezwykle ważna synteza dziejów Polski międzywojennej. W pracy tej, pióra Stanisława Cata-Mackiewicza, znalazły się m.in. bardzo kontrowersyjne sądy na temat polityki wschodniej Józefa Piłsudskiego. Autor sympatyzował z koncepcjami Marszałka, interpretował je jednak w nowy, zaskakujący sposób. Zdaniem Mackiewicza Piłsudski kierował się wyłącznie racją stanu Polski, a program federacyjny kamuflował prawdziwy cel jego polityki, jakim była w dłuższej perspektywie polonizacja rozległych terenów Litwy, Białorusi i Ukrainy. Postać Symona Petlury pojawia się jedynie na marginesie książki, zaś autor określa go protekcjonalnie jako „naczelnika rządu ukraińskiego in partibus infidelium24.

Praca Mackiewicza wywołała znaczny rezonans, w tym ciekawą polemikę na temat polityki ukraińskiej Piłsudskiego, toczoną na łamach londyńskiego tygodnika „Wiadomości Polskie”. Jako pierwszy zabrał głos wybitny działacz socjalistyczny Adam Pragier. Ochoczo podchwycił on tezy Mackiewicza, twierdząc że „federalizm” stanowił tylko mistyfikację, dzięki której Piłsudski mamił naiwnych polityków lewicy. Według Pragiera Petlura grał w istocie rolę polskiej marionetki, zaś celem wyprawy kijowskiej było ponowne zainstalowanie na Ukrainie polskich obszarników25. Poglądom tym ostro przeciwstawił się znany dyplomata, były bliski współpracownik Marszałka, Juliusz Łukasiewicz. Odrzucił on tak twierdzenia Mackiewicza, jak i Pragiera, tłumacząc iż „Piłsudski chciał budować na wschodzie Europy nową formę współżycia wolnych narodów”, która rzucała wyzwanie totalizmowi sowieckiemu. O ukraińskim sojuszniku pisał: „Petlura nie był czemś w rodzaju współczesnych Quislingów, ani przypadkową osobistością, która wypłynęła niespodziewanie w trakcie rewolucji rosyjskiej, tylko – jednym z trzech zasłużonych i dobrze znanych działaczy ukraińskich, którzy stali na czele ukraińskiego ruchu narodowego podczas i po rewolucji 1905 r. Był on narodowcem, niepodległościowcem i demokratą26.

Spory o historię kontynuowane były na emigracji po zakończeniu II wojny światowej. W roli dyżurnego krytyka polityki Piłsudskiego występował przede wszystkim niezwykle płodny historyk–amator, działacz Stronnictwa Narodowego, Jędrzej Giertych. Przy okazji niejako ustosunkowywał się on również do osoby Symona Petlury. Ukraiński przywódca był dla niego „stronnikiem Niemiec i wrogiem Polski”. „W roku 1920 – pisał Giertych – Petlura, wyparty przez bolszewików z Ukrainy, osiadł w Polsce i w konsekwencji zbliżył się do niej, ale zgoła brak jest pewności, że gdyby się był na Ukrainie utrzymał, to nie byłby, po ponownym wzmocnieniu się Niemiec, oparł się z powrotem o Rzeszę27. Znany z antymasońskiej fobii, Giertych dorzucił po latach jeszcze jeden zarzut, pisząc iż Petlura „był w młodych latach członkiem tajnej Loży Słowian Zjednoczonych w Kijowie i niejako jej wychowankiem i produktem28.

Przyznać trzeba, iż na emigracji znacznie donośniej brzmiały jednak głosy historyków apologizujących Piłsudskiego, z reguły przychylne również postaci Symona Petlury. W pozytywny sposób, choć powierzchownie, pisali o ukraińskim przywódcy m.in. Władysław Pobóg-Malinowski29 i Tytus Komarnicki30. Więcej jednak uwagi warto poświęcić pracom Mariana Kamila Dziewanowskiego31. Jako pierwszy z polskich historyków starał się on wejść głębiej w motywy działania ukraińskiej strony sojuszu z 1920 r. Pisał m.in. – broniąc decyzji Naczelnego Atamana: „Trudno, oczywiście, ustalić, jakie były długofalowe zamiary Petlury. Cóż mógł on jeszcze zrobić w danych okolicznościach? Był na tyle trzeźwy, by rozumieć, iż hasła „Ucraina fara da se!” i „wszystko albo nic” oznaczają w praktyce narodowe samobójstwo. Nawet nacjonalistyczni historycy ukraińscy, którzy – tak jak Kutschabsky i Szeluchin – odmawiają Petlurze prawa do podpisania układu [z Polską] i nazywają go zdrajcą, nie potrafią przedstawić konstruktywnego planu działań, jakie należało było podjąć wiosną 1920 r. Czy dlatego iż nie widział innego wyjścia, czy też dlatego że był szczery, Petlura dotrzymał umowy podpisanej z Piłsudskim i dowiódł, że jest lojalnym i odważnym sprzymierzeńcem32. Według Dziewanowskiego ukraiński przywódca nie miał podstaw obawiać się sojuszu z Rzecząpospolitą, ponieważ: „Przypuszczenie, że Polacy mogli uczynić swym wasalem naród liczniejszy, znacznie bogatszy i – przynajmniej potencjalnie – potężniejszy od siebie, stanowi nonsens. […] Polska nie posiadała środków dla realizacji takiego celu33. Zasługą Dziewanowskiego jest odnotowanie nie znanej wcześniej, a niezwykle interesującej, opinii Piłsudskiego o jego ukraińskim partnerze: „W Petlurze widział Piłsudski osobę, na której mógł polegać. Widział w nim prawdziwego przywódcę, człowieka o silnym charakterze i wyczulonym zmyśle historycznym. ‘Dawało mu to [Petlurze] szeroki ogląd rzeczy i pozwalało rozróżniać to, co ważne, od trywialnego34. Cytując ten sąd, Dziewanowski zwraca równocześnie uwagę na wspólne elementy, czy wręcz równoległość, biografii Piłsudskiego i Petlury – socjalistycznych aktywistów, którzy dojrzeli, by odrzucić partyjne interesy i stać się przywódcami swoich narodów35.

Poza pracami Dziewanowskiego koniecznie odnotować trzeba również wyśmienity artykuł Piotra Wandycza. W swoim tekście z 1967 r. przedstawił on w sposób niezwykle precyzyjny drogę do sojuszu Piłsudski-Petlura, meandry polsko-ukraińskiej współpracy podczas kampanii 1920 r., kalkulacje, oceny oraz przesłanki, którymi kierowały się obie strony aliansu36. Na artykuł Wandycza warto zwrócić uwagę również dlatego, iż ukazał się on na łamach paryskich „Zeszytów Historycznych”. Zarówno „Zeszyty”, jak i „Kultura”, kierowane przez Jerzego Giedroycia, regularnie publikowały materiały wiążące się z tematyką petlurowską. Przywołać trzeba w tym miejscu również głośny protest redakcji przeciwko czynionym we Francji próbom gloryfikacji Samuela Schwartzbarda – mordercy Naczelnego Atamana37.

Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w kraju, zdominowanym przez komunistów. Począwszy od schyłku lat czterdziestych, polska literatura historyczna powielała bezkrytycznie nie tylko wzory metodologiczne, ale i szczegółowe oceny, obowiązujące w historiografii, czy też raczej – propagandzie, sowieckiej. Dotyczyło to naturalnie zwłaszcza tak „politycznie obciążonych” tematów, jak wojna 1920 r. i jej bohaterowie. Wymowne są już same tytuły powstających wówczas „dzieł”. Przykładem może służyć, opublikowany po raz pierwszy w 1950 r., pamflet: Zmowa grabieżców. Awantura Piłsudskiego w 1920 r. W roli jednego z „czarnych charakterów” autorzy obsadzili Symona Petlurę, charakteryzowanego jako „stary i doświadczony agent kontrrewolucji”. Co ciekawe, w broszurze zdają się znajomo pobrzmiewać echa dawnej argumentacji narodowych demokratów, zaadaptowanej przez komunistów do nowych warunków. Przywódca URL okazuje się więc „ukraińskim nacjonalistą, wrogiem Polski, agentem niemieckiego imperializmu”. Autorzy piszą o nim dalej jako o „pobitym na głowę awanturniku”, który schronił się „pod skrzydła Piłsudskiego”. Nie pozostawiają zresztą czytelnikowi wątpliwości, że zarówno Naczelny Ataman, jak i jego polski protektor „spełniali [jedynie] rolę marionetek zagranicznego imperializmu”, a więc w r. 1920 Ententy. Na szczęście „naród ukraiński nie poparł Petlury, nie uwierzył w jego nacjonalistyczną frazeologię, ani też w gadaninę Piłsudskiego o ratowaniu cywilizacji przez polski oręż38.

Poważniejsze opracowania historyczne zaczęły w Polsce powstawać dopiero pod koniec lat pięćdziesiątych, co było efektem „popaździernikowej” liberalizacji systemu komunistycznego. Przede wszystkim rozszerzył się wówczas zakres tematów, które wolno było podejmować krajowym historykom. Wprawdzie nadal ukazywały się jeszcze propagandowe paszkwile w rodzaju Pierwszej Brygady Stefana Arskiego, powtarzające pod adresem Petlury epitety: „niemiecka kreatura”, „awanturnik i bandyta39, ale równocześnie zaczęły się pojawiać również prace bardziej obiektywne, utrzymane w wyważonym tonie, a przede wszystkim oparte o analizę źródeł archiwalnych. Prowadzone wówczas badania rzuciły nowe światło na takie m.in. kwestie, jak geneza sojuszu polsko–ukraińskiego, czy też zagadnienia związane z ruchem prometejskim i współdziałaniem II Rzeczypospolitej z emigracją petlurowską40. Ewenementem w historiografii krajów komunistycznych były też rzetelne studia z dziejów wolnomularstwa, w tym ciekawe artykuły na temat wolnomularstwa ukraińskiego w latach 1917–1921, eksponujące w tym kontekście rolę Symona Petlury41.

Swoboda badań polskich historyków była tym niemniej względna. Aż do końca lat osiemdziesiątych obowiązywały dość sztywne schematy interpretacyjne, których badacze musieli przestrzegać. Jeśli chodzi o postać Petlury, normą było podkreślanie fikcyjności jego rządu i ogólnej słabości ruchu, któremu przewodził. Sam Naczelny Ataman określany był jako człowiek, który poniósł „polityczną klęskę42, „bankrut43, a nawet „trup polityczny44. Nieodmiennie podnoszono, że umowa warszawska stanowiła próbę narzucenia Ukrainie protektoratu45, czy wręcz uczynienia z niej polskiej półkolonii46. „Petlura – pisał jeden z autorów – musiał się prędzej czy później podporządkować imperialistycznym planom Piłsudskiego […]. Żadne zresztą ofiary nie były dlań straszne, bo wolał Ukrainę okrojoną i podległą Polsce, niż radziecką47. Zdaniem ówczesnych badaczy próba restytucji URL skończyła się fiaskiem, napotkawszy „wyraźną wrogość i niechęć mas ukraińskich48. Wskazywali oni również na brak poparcia dla propolskich koncepcji Petlury ze strony innych liderów ukraińskiego ruchu narodowego49. Motyw, który przewija się w omawianych pracach, to również oskarżenia pod adresem Dyrektoriatu i Naczelnego Atamana o organizowanie, ewentualnie tolerowanie, pogromów na Ukrainie50. Zarzut taki pojawia się m.in. w haśle poświęconym Petlurze, zamieszczonym w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN z 1966 r.51.

Co ciekawe, pomimo, a może właśnie: na przekór podobnym zabiegom, Symon Petlura pozostał w społecznej świadomości Polaków – a w każdym razie w świadomości kręgów inteligenckich – postacią ważną i odbieraną pozytywnie. Świadczą o tym m.in. publikacje poświęcone jego osobie oraz sojuszowi polsko–ukraińskiemu, ukazujące się od końca lat siedemdziesiątych w podziemnej prasie. Dla polskiej opozycji demokratycznej Petlura stanowił istotny symbol. Jego postać – jak pisze badacz zagadnienia – „stwarzała wiele sposobności do budowania pozytywnych modeli współpracy. Pozwalała polskim publicystom i politykom akcentować dobrowolne uznanie przez Polskę ukraińskiej państwowości – tym bardziej, że akt ten […] nosił na sobie znamię swego rodzaju decyzji moralnej. Nieskonsumowanie układu Piłsudskiego z Petlurą miało być w tej perspektywie pierwszą przyczyną niewoli wszystkich narodów w tej części Europy po 1945 roku. Eksponowaniu porozumienia Piłsudski-Petlura sprzyjały też dwa inne czynniki: [jego] antyrosyjskość oraz antysowieckość”. Niestety, traktowanie osoby Naczelnego Atamana jako dyżurnego symbolu współpracy polsko–ukraińskiej prowadziło często w omawianych publikacjach do tuszowania kontrowersyjnych aspektów sojuszu z 1920 r.52.

Zakres swobody wypowiedzi polskich historyków systematycznie zwiększał się w latach osiemdziesiątych, zaś w r. 1989 ostatecznie zniknęły wszelkie w tym względzie ograniczenia. Efektem była – bez przesady – prawdziwa erupcja zainteresowania historią Ukrainy i stosunków polsko-ukraińskich w XX w. W ciągu minionych dwóch dekad ukazały się w Polsce dziesiątki wartościowych publikacji na ten temat, powstało wręcz całe środowisko badaczy, często młodszego i średniego pokolenia, specjalizujących się w problematyce polsko-ukraińskiej. Należytego oświetlenia doczekała się wreszcie również postać Symona Petlury.

Pierwszą „jaskółką” nowych tendencji stał się na polskim rynku księgarskim niewątpliwie świetny esej Macieja Kozłowskiego, poświęcony polsko-ukraińskiej wojnie w Galicji Wschodniej53. Kozłowski pisze o Petlurze jako o „jedynym przywódcy ukraińskim [w 1919 r.], który w ogólnym chaosie i rozprzężeniu zachował wciąż autorytet i wręcz stanowił symbol niepodległościowych dążeń swego narodu”. Podkreśla przy tym, iż Naczelny Ataman nie kierował się nigdy w polityce osobistymi ambicjami54. Ze względu na temat książki autora szczególnie interesuje wkład Petlury w próby porozumienia polsko-ukraińskiego w Galicji Wschodniej. Kozłowski wyraża żal, iż zawiodły one wobec bezkompromisowości polityków galicyjskich55, ostro krytykuje też jednak stronę polską. Pisze, iż „po tym, co wydarzyło się we wschodniej Galicji, sojusz […] [Piłsudskiego z Petlurą] i wyprawa [kijowska] z góry skazane były na klęskę. Zbyt wielka przepaść oddzieliła Polaków i Ukraińców, by najdonioślejszy w naszych dziejach plan polityczny mógł się powieść. Pierwsza w pełni przez Polaków wygrana wojna kosztowała Polskę więcej niż niejedna dramatyczna klęska56.

Sporo miejsca w swej książce poświęcił Petlurze oraz sojuszowi polsko-ukraińskiemu również znany publicysta Bohdan Skaradziński. Wysoko ocenia on „ambicje, upór, patriotyzm i charakter” Naczelnego Atamana. Ubolewa równocześnie, iż splot niekorzystnych okoliczności nie pozwolił tej postaci w pełni wykorzystać swoich atutów. „Jego rola polityczna – pisze Skaradziński – aż po czołowe stanowisko w ruchu narodowym, rosła stopniowo, lecz równolegle – niestety – do pogarszania się ukraińskiej koniunktury57. Jako jeden z pierwszych polskich historyków autor ten nie wahał się napisać obszernie o wstydliwej dla polskiej strony karcie, jaką było porzucenie sojuszniczych wojsk ukraińskich jesienią 1920 r. Otwarcie nazywa też „haniebną” politykę wobec Petlury, którego usiłowano rok później zmusić do opuszczenia terenu Polski58.

Warto zwrócić uwagę również na dwie polskie syntezy dziejów XX–wiecznej Ukrainy. Autor pierwszej z nich, Tadeusz A. Olszański, nie kryje swej fascynacji Petlurą, którego określa mianem „jednej z największych osobowości politycznych Ukrainy w jej [całej] historii 59. Olszański poruszył szereg kwestii, mniej do tej pory eksponowanych przez polskich historyków. Chodzi m.in. o wyraźną – wbrew zarzutom niechętnych mu propagandzistów – orientację antyniemiecką Symona Petlury60 oraz jego samorodny talent jako dowódcy wojskowego61. Olszański zdecydowanie odrzuca też twierdzenia o antysemityzmie Naczelnego Atamana62 i formułuje ciekawy sąd w związku ze sprawą Schwartzbarda, którego notabene jednoznacznie uznaje za agenta OGPU: „zamach ten, a zwłaszcza proces spowodowały rozczarowanie środowisk ukraińskich do ideologii lewicowej oraz demokracji zachodnich, otwierając drogę wpływom idei skrajnej prawicy63. Z większym dystansem emocjonalnym do postaci Petlury podchodzi autor drugiej z syntez, Andrzej Chojnowski. Punktuje on słabości elit URL i sceptyczniej niż Olszański ocenia predyspozycje przywódcze samego Naczelnego Atamana64.

Przełomem, jeśli chodzi o polskie badania petluroznawcze, okazały się dwie wielkie konferencje naukowe, zorganizowane w Warszawie i Toruniu w 75. rocznicę umowy kwietniowej z 1920 r. Ich pokłosiem stały się obszerne tomy artykułów, poświęconych różnym aspektom sojuszu polsko-ukraińskiego oraz pobytu w Polsce emigrantów naddnieprzańskich65. Gros tych materiałów dotyczy w mniejszym lub większym stopniu działalności samego Petlury. Zwracają m.in. uwagę – czynione już kiedyś przez Mariana K. Dziewanowskiego – próby konstruowania paraleli między życiorysami Symona Petlury i Józefa Piłsudskiego oraz przedstawienia stosunków, również w ich osobistym wymiarze, jakie łączyły tych dwóch mężów stanu66. Doczekaliśmy się ponadto kilku obszernych artykułów biograficznych, poświęconych Naczelnemu Atamanowi. Najbardziej gruntowny z nich – autorstwa Stanisława Stępnia – ukazał się w tomie materiałów z konferencji warszawskiej. Przedstawia on wreszcie sylwetkę Symona Petlury w całej jej złożoności i wielowymiarowości – naszym oczom ukazuje się nie tylko polityk i wojskowy, ale również literat, publicysta, myśliciel polityczny. Poznajemy też szereg szczegółów z jego życia rodzinnego67. Warto podkreślić, że wszystkie opublikowane w Polsce teksty biograficzne na temat Petlury traktują tę postać z wyraźną atencją i uznaniem. Nie ma przy tym znaczenia, czy ich autorami są Polacy, czy też – dość liczni w środowisku zajmującym się tą problematyką – autorzy pochodzenia ukraińskiego68.

Ciekawe informacje, odnoszące się do postaci Petlury, znaleźć możemy również w szeregu monografii, które ukazały się w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Chodzi o prace poświęcone m.in. niemieckiej interwencji na Ukrainie w 1918 r.69, Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej70, walkom polsko-ukraińskim i polsko-sowieckim w latach 1918-192171, osobie Józefa Piłsudskiego i polityce wschodniej II RP72 emigracji petlurowskiej w Polsce73 oraz międzywojennemu ukraińskiemu lobbingowi politycznemu74. W tym kontekście muszę też wspomnieć o własnej książce, zajmującej się losami emigracyjnych władz URL w latach 1919-192475.

Na zakończenie warto poświęcić parę zdań dwóm jeszcze publikacjom. Pierwsza z nich to esej znanego historyka literatury Andrzeja St. Kowalczyka, Pan Petlura?76. Wbrew mylącemu tytułowi nie chodzi o biografię Naczelnego Atamana, lecz o swobodnie potraktowaną historię stosunków ukraińsko-żydowskich, począwszy od powstania Chmielnickiego, a skończywszy na procesie Schwarzbarda. Esej Kowalczyka, uhonorowany prestiżową Nagrodą Fundacji Kultury, jest bez wątpienia książką kontrowersyjną. Wynika to z zaskakującego założenia autora, iż morderca Petlury był istotnie – jak to głosili jego obrońcy – samotnym żydowskim mścicielem. Kowalczyk zaprzecza wprawdzie stanowczo oskarżeniom wobec przywódcy URL o antysemityzm i organizowanie pogromów, pisze jednak, iż na Petlurze spoczywa rzekomo część „metafizycznej odpowiedzialności” za tragedię Żydów ukraińskich. Naczelny Ataman jawi się autorowi jako postać tragiczna. „Petlura – pisze Kowalczyk – był epigonem dziewiętnastowiecznego idealizmu. Wierzył, że piękny cel wyzwoli w ludziach dobro, które ofiarują światu, ustanawiając szczęście powszechne. Tymczasem więzy niewoli krępowały również bestię ludzką. Gdy pękły, jeden drugiemu skoczył do gardła77.

W pewnym sensie odpowiedzią na piękny literacko, sugestywny, lecz tym bardziej dyskusyjny, tekst Kowalczyka stał się artykuł publicysty czasopisma „Fronda” Bohdana Koroluka, zatytułowany Drugie zabicie Petlury78. Autor przedstawia w nim przebieg procesu Schwarzbarda, rozprawiając się rzeczowo z argumentami obrony i zarzutami wobec Naczelnego Atamana. Nie ma przy tym wątpliwości co do prawdziwych motywów zamachu na rue Racine i inspiratorów tej zbrodni. Sprawę Schwarzbarda komentuje Koroluk wymownym cytatem z listu znanego polskiego eseisty Jerzego Stempowskiego do Jerzego Giedroycia: „Cała historia Ukrainy i rewolucji 1917-19 została […] napisana na nowo na użytek procesu, bez liczenia się z wiarygodnością czy nawet prawdopodobieństwem. Zuchwalstwo kłamstwa ma w sobie coś rozbrajającego i paraliżującego. […] Nie umiem nic powiedzieć, bo co mówić ślepym i głuchym? Tego samego uczucia doznawałem później słuchając propagandy hitlerowskiej79.

Z powyższego krótkiego przeglądu wyraźnie wynika, iż Symon Petlura nie jest dla Polaków postacią nieznaną, ani też obojętną. W potocznej świadomości Naczelny Ataman URL pozostanie zapewne przede wszystkim partnerem Józefa Piłsudskiego, sojusznikiem we wspólnym pochodzie na Kijów w 1920 r. To naturalne. Publikacje ostatnich lat dowodzą jednak, że coraz częściej Polacy postrzegają Petlurę również jako ważną, wielowymiarową postać historii Ukrainy i dziejów powszechnych XX w. Paradoksalnie nie doczekała się ona dotąd swojej pełnej naukowej biografii. Jestem tym niemniej przekonany, że dzięki badaniom polskich historyków jesteśmy dziś bliżsi opracowania tego ważnego, niezwykle pilnie potrzebnego, dzieła.

Dr hab. Jan Jacek Bruski – historyk, pracownik Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalizuje się w dziejach najnowszych Europy Środkowo-Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem Ukrainy.

1 Świadectwo adiutanta Naczelnego Atamana, płk. Ołeksandra Docenki. Cyt. za: A. Serednicki, Symon Petlura – życie i działalność, Warszawa 1997, s. 27. Dysponujemy również innymi relacjami, mówiącymi o atencji żywionej przez Marszałka wobec Petlury. Por. wywiad z mjr. Leonem Kniaziołuckim w: „Biuletyn Polsko–Ukraiński” (dalej: BPU) 1936, nr 30, s. 307. Gwoli sprawiedliwości należy wskazać jednak i na świadectwa bardziej zdystansowanego stosunku Marszałka do osoby ukraińskiego przywódcy. Zob. Rozmowy z Józefem Piłsudskim. Z Dziennika gen. Antoniego Listowskiego (1919-1920), opr. A. Nowak, „Arcana” 1998, nr 5 (23), s. 43.

2 H. Swoboda (A. Próchnik), Pierwsze piętnastolecie Polski niepodległej (1918–1933). Zarys dziejów politycznych, Warszawa 1933; W. Sobieski, Dzieje Polski, t. 3, 1864–1938, wyd. 2 – pośmiertne, przejrzał i uzupełnił S. Kozicki, Warszawa 1938. Por. też bardziej obiektywną w tonie syntezę Stanisława Kutrzeby, Polska odrodzona, 1914–1921, Warszawa–Kraków–Lublin–Łódź–Poznań 1921.

3 S. Kamiński, Lata walk i zamętu na Ukrainie, 1917–1921, Warszawa 1928.

4 Ibidem, s. 56; 62–64.

5 J. Piłsudski, Rok 1920. Z powodu pracy M. Tuchaczewskiego „Pochód za Wisłę”, Warszawa 1924.

6 Cyt. za wydaniem powojennym: R. Dmowski, Polityka polska i odbudowanie państwa, komentarzem opatrzył Tomasz Wituch, t. 2, wyd. 2, Warszawa 1989, s. 172.

7 W. Hupert, Zajęcie Małopolski Wschodniej i Wołynia w roku 1919, Lwów–Warszawa 1928.

8 A. Przybylski, Wojna polska 1918-1921, Warszawa 1930.

9 T. Kutrzeba, Wyprawa kijowska 1920 roku, Warszawa 1937.

10 Ibidem, s. 14.

11 Ibidem, s. 79.

12 Petlura Symon, w: Mała encyklopedia wojskowa, red. O. Laskowski, t. 6, Warszawa 1937, s. 310-311. Autorem hasła był prawdopodobnie nie Polak, lecz Ukrainiec – gen. Pawło Szandruk. Artykuł ten warto jednak przywołać z uwagi na prestiżowy, opiniotwórczy charakter publikacji, w której tekst Szandruka się ukazał.

13 J.S., Szymon Petlura, „Głos Prawdy” nr 144 z 29 V 1926, s. 336.

14 T. Hołówko, Ofiary na ołtarzu Niepodległości (Z powodu śmierci Petlury i Czcheidze), „Robotnik” nr 168 z 20 VI 1926, s. 1-2.

15 E. Paszkowski, Symon Petlura, „Czas” nr 125 z 4 VI 1926, s. 3. Zob. też: Fr. Potocki, Panichida, ibidem nr 129 z 10 VI 1926, s. 2.

16 Co mówi zabójca atamana Petlury, „Robotnik” nr 144 z 27 V 1926, s. 5.

17 T. Hołówko, Ofiary na ołtarzu Niepodległości…, s. 2.

18 Cyt. za: Po zamordowaniu Petlury, „Czas” nr 121 z 30 V 1926, s. 1.

19 Por. przykładowo: W. Bączkowski, Wyprawa kijowska (W drugą rocznicę zgonu Wielkiego Marszałka), BPU 1937, nr 20.

20 Np. J. Lipowiecki, Symon Petlura. (W piątą rocznicę tragicznej śmierci), „Wschód–Orient” (dalej: WO) 1931, nr 4; Symon Petlura. W ósmą rocznicę śmierci, BPU 1934, nr 21; J. Dryhynycz, Symon Petlura, WO 1936, nr 22–23, s.44-49; Z. Kunstman, Wspomnienie o Atamanie Petlurze, BPU 1936, nr 30; idem, Duma o Atamanie Petlurze, BPU 1936, nr 50; Testament polityczny Symona Petlury, BPU 1937, nr 35; N. Liwycka-Chołodna, Rue Racine, przeł. J. Łobodowski, BPU 1937, nr 27.

21 Uniwersał Niepodległości, BPU 1937, nr 3, s. 26.

22 Na temat postaci Józewskiego: J. Kęsik, Zaufany Komendanta. Biografia polityczna Jana Henryka Józewskiego 1892-1981, Acta Universitatis Wratilaviensis nr 1725, Wrocław 1995.

23 H. Józewski, Zamiast pamiętnika (2), „Zeszyty Historyczne” z. 60, Paryż 1982, s. 132.

24 S. Mackiewicz (Cat), Historja Polski od 11 listopada 1918 r. do 17 września 1939 r., London 1941, s. 105.

25 A. Pragier, Polityka ukraińska Piłsudskiego, „Wiadomości Polskie Polityczne i Literackie” nr 42 (84) z 19 X 1941, s. 2; nr 44 (86) z 2 XI 1941, s. 2.

26 J. Łukasiewicz, Uwagi o polityce ukraińskiej Marszałka Piłsudskiego, „Wiadomości Polskie Polityczne i Literackie” nr 50 (92) z 14 XII 1941, s. 3.

27 J. Giertych, Pół wieku polskiej polityki. Uwagi o polityce Dmowskiego i polityce polskiej lat 1919–1939 i 1939–1947, Zachodnie Niemcy 1947, s. 57, przyp. 23.

28 Idem, Józef Piłsudski 1914-1919, t. 1, Londyn 1979, s. 116, przyp. 79.

29 W. Pobóg–Malinowski, Najnowsza historia polityczna Polski 1864–1945, t. 2, wyd. 2, Londyn 1967.

30 T. Komarnicki, Rebirth of the Polish Republic. A Study in the Diplomatic History of Europe, 1914-1920, Melbourne-London-Toronto 1957.

31 M.K. Dziewanowski, Pilsudski’s federal policy, 1919-1921, „Journal of Central European Affairs”, vol. 10, nos. 2-3, July-Oct. 1950, p. 113-128, 271-287; idem, Joseph Piłsudski. A European Federalist, 1918-1922, Stanford 1969.

32 Idem, Pilsudski’s federal policy…, p. 274.

33 Ibidem, p. 286.

34 M.K. Dziewanowski, Joseph Piłsudski. A European Federalist…, p. 275-276. Opinię tę przywołał Dziewanowski, opierając się na relacji współpracownika Piłsudskiego płk. Bogusława Miedzińskiego.

35 Ibidem, p. 276.

36 P. Wandycz, Z zagadnień współpracy polsko-ukraińskiej w latach 1919-20, „Zeszyty Historyczne” z. 12, Paryż 1967, s. 3-24.

37 „Kultura”, z. 4 (126), Paryż 1958. Na temat stosunku redaktora „Kultury” do postaci Naczelnego Atamana zob. Kwiaty dla Petlury. Rozmowa z Jerzym Giedroyciem o Ukrainie, rozmawiał M. Meller, „Polityka” nr 4 z 24 I 1998, s. 38–39.

38 S. Arski, A. Korta, Z. Safjan, Zmowa grabieżców. Awantura Piłsudskiego w 1920 r., Warszawa 1950, s. 27–29.

39 S. Arski, My pierwsza brygada, wyd. 2 poprawione, Warszawa 1962, s. 179, 298.

40 H. Jabłoński, Z dziejów genezy sojuszu: Piłsudski-Petlura. (Początki konfliktu zbrojnego, XI. 1918 – III. 1919 r.), Zeszyty Naukowe Wojskowej Akademii Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego nr 21, Seria Historyczna 5, Warszawa 1961, s. 40-58; J. Lewandowski, U źródeł wyprawy kijowskiej, Zeszyty Naukowe Wojskowej Akademii Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego, nr 26, Seria Historyczna 7, Warszawa 1962, s. 90-111; idem, Imperializm słabości. Kształtowanie się koncepcji wschodniej piłsudczyków 1921-1926, Warszawa 1967; A. Deruga, Polityka wschodnia Polski wobec ziem Litwy, Białorusi i Ukrainy (1918-1919), Warszawa 1969; idem, Początek rokowań o sojusz między Piłsudskim a Petlurą (styczeń-lipiec 1919), „Z dziejów stosunków polsko-radzieckich. Studia i materiały” t. 6, Warszawa 1970, s. 45-67; S. Mikulicz, Prometeizm w polityce II Rzeczypospolitej, Warszawa 1971; A. Juzwenko, Polska a „biała” Rosja (od listopada 1918 do kwietnia 1920 r.), Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1973; I. Werschler, Z dziejów obozu belwederskiego. Tadeusz Hołówko – życie i działalność, Warszawa 1984.

41 L. Hass, W trójkącie Ukraina-Watykan-Polska w latach 1919-1920 (Polityka międzynarodowa w optyce ukraińskiego burżuazyjnego polityka rusofilskiego), „Dzieje Najnowsze” 1980, nr 1, s. 11-31; idem, Wolnomularstwo ukraińskie 1917-1921, „Studia z dziejów ZSRR i Europy Środkowej” 1983, t. 18, s. 57-81.

42 S. Mikulicz, Prometeizm…, s. 101.

43 A. Garlicki, U źródeł obozu belwederskiego, Warszawa 1979, s. 340.

44 J. Lewandowski, U źródeł wyprawy kijowskiej…, s. 111.

45 S. Mikulicz, Prometeizm…, s. 95.

46 A. Deruga, Początek rokowań…, s. 47.

47 H. Jabłoński, Z dziejów genezy…, s. 56–57.

48 A. Garlicki, U źródeł obozu belwederskiego…, s. 341.

49 Historia Polski, t. 4, cz. 1, red. T. Jędruszczak, Warszawa 1984, s. 314, 354.

50 W.A. Serczyk, Historia Ukrainy, Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk 1979, s. 351.

51 Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, t. 8, Warszawa 1966, s. 602.

52 P. Kowal, Za wolność naszą i waszą. Ukraina, Litwa i Białoruś w myśli polskich środowisk opozycyjnych w latach 1976-1980, http://www.omp.org.pl/stareomp/indexde2d.html?module=subjects&func=viewpage&pageid=352 [dostęp 12 VI 2011].

53 M. Kozłowski, Między Sanem a Zbruczem. Walki o Lwów i Galicję Wschodnią 1918–1919, Kraków 1990.

54 Ibidem, s. 239.

55 Ibidem, s. 242.

56 Ibidem, s. 13.

57 B. Skaradziński, Polskie lata 1919–1920, t. 2, Sąd Boży, Warszawa 1993, s. 22.

58 Ibidem, s. 422-423.

59 T.A. Olszański, Historia Ukrainy XX w., Warszawa [bdw], s. 315.

60 Ibidem, s. 36.

61 Ibidem, s. 40-41, 60-61, 67.

62 Ibidem, s. 56.

63 Ibidem, s. 77. Olszański idzie w tym względzie – na co zwrócił mi uwagę Andrzej A. Zięba – śladami amerykańskiego badacza Alexandra Motyla: A.J. Motyl, The Turn to the Right. The Ideological Origins and Development of Ukrainian Nationalism, 1919-1929, New York 1980, p. 52.

64 A. Chojnowski, Ukraina, Warszawa 1997, s. 54–56, 61–62.

65 „Warszawskie Zeszyty Ukrainoznawcze”, t. 3, red. S. Kozak, Warszawa 1996; Polska i Ukraina. Sojusz 1920 roku i jego następstwa, red. Z. Karpus, W. Rezmer, E. Wiszka, Toruń 1997. Trzecia konferencja odbyła się pięć lat później w Toruniu, niestety, do dzisiaj nie ukazały się drukiem teksty wygłoszonych wówczas referatów.

66 W. Suleja, Piłsudski a Petlura, w: Polska i Ukraina. Sojusz 1920 roku i jego następstwa…, s. 113–129;R. Torzecki, Federacja czy wspólna obrona niezależności. Piłsudski i Petlura w latach 1919–1923, „Warszawskie Zeszyty Ukrainoznawcze”, t. 3, red. S. Kozak, Warszawa 1996, s. 74–81. Zob. ponadto: idem, Piłsudski i Petlura w latach 1919–1923, w: Międzymorze. Polska i kraje Europy Środkowo–Wschodniej XIX–XX wiek. Studia ofiarowane Piotrowi Łossowskiemu w siedemdziesiątą rocznicę urodzin, Warszawa 1995, s. 191–198; M. Szumiło, Spotkania Józefa Piłsudskiego z Symonem Petlurą w maju 1920 roku na Ukrainie, w: Spotkania z Józefem Piłsudskim, red. L. Maliszewski, Lublin 2006, s. 63-67.

67 S. Stępień, Symon Petlura – życie i działalność, „Warszawskie Zeszyty Ukrainoznawcze”, t. 3, red. S. Kozak, Warszawa 1996, s. 28-60.

68 W. Rezmer, Symon Petlura (22 V 1879 – 25 V 1926). Szkic biograficzny, w: Polska i Ukraina. Sojusz 1920 roku i jego następstwa…, s. 151–161; B. Gancarz, Życie i śmierć atamana, „Rzeczpospolita” (dodatek „Plus-Minus”), nr 121 z 25-26 V 1996, s. IV-V; A. Serednicki, Symon Petlura – życie i działalność, Warszawa 1997; idem, Symon Petlura. Szkic życiorysu, „Lithuania” 1996, nr 1/2, s. 46–52; idem, Symon Petlura – życie i działalność, „Mazowieckie Studia Humanistyczne” 1997, nr 1, s. 81–100; S. Zabrowarny, Symon Petlura – niezłomny orędownik niepodległości Ukrainy, w: Polska i Ukraina. Sojusz 1920 roku i jego następstwa…, s. 131–150; О. Вішка, Симон Петлюра в Польщі й у Франції (1920-1926), w: ibidem, s. 163–175.

69 W. Mędrzecki, Niemiecka interwencja militarna na Ukrainie w 1918 roku, Warszawa 2000.

70 Z. Karpus, Jeńcy i internowani rosyjscy i ukraińscy w Polsce w latach 1918-1924. Z dziejów militarno-politycznych wojny polsko-radzieckiej, Toruń 1991 (w 1997 pojawiło się – pod lekko zmienionym tytułem – uzupełnione i poprawione wyd. 2 tej pracy); idem, Wschodni sojusznicy Polski w wojnie 1920 roku. Oddziały wojskowe ukraińskie, rosyjskie, kozackie i białoruskie w Polsce w latach 1919-1920, Toruń 1999; J. Legieć, Armia Ukraińskiej Republiki Ludowej w wojnie polsko–ukraińsko–bolszewickiej w 1920 r., Toruń 2002; S. Szajdak, Polsko-ukraiński sojusz polityczno-wojskowy w 1920 roku, Warszawa [bdw].

71 M. Pruszyński, Dramat Piłsudskiego. Wojna 1920 roku, wyd. 2 rozszerzone, Warszawa 1995; L. Wyszczelski, Kijów 1920, Warszawa 1999; M. Klimecki, Polsko–ukraińska wojna o Lwów i Galicję Wschodnią 1918–1919, Warszawa 2000; idem, Wojna czy pokój. Polsko–ukraińskie negocjacje 1918–1921, w: Polska i Ukraina. Sojusz 1920 roku i jego następstwa…, s. 43–79.

72 W. Suleja, Józef Piłsudski, wyd. 2 przejrzane, Wrocław–Warszawa–Kraków 1995; A. Nowak, Polska i trzy Rosje. Studium polityki wschodniej Józefa Piłsudskiego (do kwietnia 1920 roku), Kraków 2001; idem, Polityka wschodnia Józefa Piłsudskiego (1918-1921). Koncepcja i realizacja, „Zeszyty Historyczne” z. 107, Paryż 1994, s. 3-22; J. Pisuliński, Nie tylko Petlura. Kwestia ukraińska w polskiej polityce zagranicznej w latach 1918-1923, Wrocław 2004.

73 R. Potocki, Idea restytucji Ukraińskiej Republiki Ludowej (1920–1939), Lublin 1999; E. Wiszka, Prasa emigracji ukraińskiej w Polsce 1920–1939, Toruń 2001; idem, Emigracja ukraińska w Polsce 1920-1939, Toruń 2004.

74 A.A. Zięba, Lobbing dla Ukrainy w Europie międzywojennej. Ukraińskie Biuro Prasowe w Londynie oraz jego konkurenci polityczni (do roku 1932), Kraków 2010.

75 J.J. Bruski, Petlurowcy. Centrum Państwowe Ukraińskiej Republiki Ludowej na wychodźstwie, 1919–1924, Kraków 2000.

76 A.S. Kowalczyk, Pan Petlura?, Warszawa 1998.

77 Ibidem, s. 94.

78 B. Koroluk, Drugie zabicie Petlury, „Fronda” 2000, nr 21/22, 252–267. Określenia „odpowiedź” używam tutaj w znaczeniu przenośnym, gdyż autor nie nawiązuje bezpośrednio do eseju Kowalczyka. Bezpośrednią odpowiedzią była ostra recenzja pióra Antoniego Serednickiego: To nie jest prawdziwy Symon Petlura, „Mazowieckie Studia Humanistyczne” 1998, nr 2, s. 207-214.

79 B. Koroluk, Drugie zabicie Petlury…, s. 253-254.

Symon Petlura a Polska i Polacy

Stanisław Stępień

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 1, październik 2011, ss. 101-112]

W 1901 r. młody student Seminarium Duchownego w Połtawie Symon Petlura, będący na ostatnim roku nauki, został usunięty z seminarium ze względu na zaangażowanie w działalność samokształceniową o charakterze patriotycznym. Po opuszczeniu seminarium całkowicie poświęcił się działalności konspiracyjnej. Przez jakiś czas próbował jeszcze dostać się do któregoś z innych seminariów duchownego lub uzyskać wpis na uniwersytet, ale ponieważ okazało się to niemożliwe, związał się z powstałą rok wcześniej pierwszą ukraińską partią polityczną – Ukraińską Partią Rewolucyjną. Tak zaczęła się jego działalność polityczna, która doprowadziła go do zainteresowania się polską kulturą i polskim życiem politycznym, a także do zawarcia sojuszu politycznego i wojskowego z odrodzoną w 1918 r. Rzeczypospolitą Polską.

Środowisko rodzinne

Symon Petlura urodził się w Połtawie 10 maja 1879 r., jako szóste dziecko Wasyla i Olgi Petlurów1. Początki rodu nie są znane. Niektórzy badacze jego przybycie na Połtawszczyznę wiążą z początkiem XVIII wieku2. Ojciec Symona, był drobnym przedsiębiorcą dorożkarskim3. Posiadał przeważnie 5–6 par koni i tyle bryczek, natomiast Olga Petlurowa pochodziła ona ze starego rodu kozackiego. Petlurowie posiadali w Połtawie własny dom i niewielki las pod miastem. Tradycje rodzinne silnie oddziaływały na kształtowanie się tożsamości młodego Symona. Tym bardziej, że i sama Połtawa była pełna pamiątek historycznych. Jeden z jego kolegów szkolnych Iwan Rudycziw wspominał np. coroczne wyprawy na „szwedzką mogiłę”, czyli oddalone o sześć km. od Połtawy pole bitwy z 1709 r., gdzie połączone wojska hetmana Iwana Mazepy i króla szwedzkiego Karola XII zostały rozbite przez cara Piotra I4. Ukraińscy patrioci pragnęli w ten sposób uczcić kozaków poległych w walce o wolność swego kraju. Przywoływania pamięci hetmana Mazepy uważanego przez Rosjan za zdrajcę „Rusi i prawosławia” i wyklętego przez rosyjską cerkiew prawosławną, przy tym byłego dyplomaty króla Jana Kazimierza i zwolennika sojuszu z Rzeczypospolitą, było jednoznaczną deklaracją antyrosyjską.

Bezpośrednie zatknięcie z Polakami

Jakieś wiadomości o Polsce i Polakach mógł mieć Symon Petlura od swego starszego brata Fedora, który w latach 1901-1905 studiował agronomię w Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach. Natomiast bezpośrednio z Polakami i polskością Petlura zetknął się pod koniec 1904 r. po przyjeździe do Lwowa. Znalazł się tam, gdyż zagrożony aresztowaniem przez policję carską, został wysłany do Galicji, także w celu wzmocnienia pracy tamtejszego Komitetu Zagranicznego Ukraińskiej Partii Rewolucyjnej5. Granicę rosyjsko-austriacką przekroczył nielegalnie w pobliżu Krzemieńca w drugiej połowie listopada 1904 r. wraz ze swym przyjacielem Prokopem Poniatenką (również relegowanym z połtawskiego Seminarium Duchownego). Dopiero we Lwowie obaj, dzięki współtowarzyszom walki, dostali odpowiednie dokumenty umożliwiające im pobyt w Austro-Węgrzech. Petlura posługiwał się wówczas paszportem na nazwisko Światosław Tagon6.

Lwów, stolica Królestwa Galicji i Lodomerii, był wówczas znaczącym miastem liczącym blisko 170 tys. mieszkańców. Odgrywał istotną rolę tak w polskim, jak i ukraińskim życiu politycznym, naukowym i kulturalnym. Od 1873 r. działało tam Towarzystwo Naukowe im. Tarasa Szewczenki, odgrywające analogiczną rolę jak Polska Akademia Umiejętności w Krakowie. Petlura kontakty z Towarzystwem nawiązał jeszcze przed przyjazdem do Lwowa, od 1901 r. w „Zapiskach NTSz” publikował swe artykuły, recenzje i różne informacje7. Na czele NTSz stał wówczas wybitny historyk profesor Uniwersytetu Lwowskiego Mychajło Hruszewski. We Lwowie Petlura szybko nawiązał bliską znajomość z wieloma działaczami galicyjskiego ruchu socjalistycznego. Do grona jego znajomych należeli ówcześni liderzy ukraińskich socjalistów – Wołodymyr Hnatiuk, Mychajło Hankiewicz i Wołodymyr Łewycki. Osobiście zetknął się także z Iwanem Franką. Szczególnie bliskie kontakty nawiązał z nestorem ukraińskich socjalistów Mykołą Hankiewiczem, redaktorem organu Ukraińskiej Socjal-Demokratycznej Partii – dwutygodnika „Wola”. To dzięki niemu Petlura zainteresował się polskim ruchem socjalistycznym, a być może także kulturą polską. Hankiewicz bowiem, mimo przewodzenia ukraińskim socjalistom, był zwolennikiem bliskiej współpracy z Polską Socjal-Demokratyczną Partią Galicji i Śląska Cieszyńskiego.

W Galicji Symon Petlura zaczął uczyć się języka polskiego oraz czytać utwory polskich pisarzy i publicystów. Ponad roczny pobyt 26-letniego Symona Petlury we Lwowie miał duży wypływ na krystalizację się jego światopoglądów, tak w sprawach politycznych, jak i narodowych. W Galicji zetknął się on także z demokratycznym systemem prawno-politycznym. Od tego czasu także kultura polska i sprawy Polaków nie były mu obce.

Dobrze zapowiadający się publicysta

Po zmianach spowodowanych rewolucją 1905 r. w Rosji nastąpiło uaktywnienie także kwestii ukraińskiej. Dlatego też młody polityk został przez partię wysłany najpierw do Petersburga, a potem do Moskwy. W Petersburgu redagował socjaldemokratyczny miesięcznik „Wilna Ukrajina” (Wolna Ukraina) i wprowadzał na jego łamy wiele informacji dotyczących polskiego ruchu socjalistycznego zarówno w Galicji, jak i w Królestwie Polskim, śledził też to, co się działo w środowiskach robotniczych w Warszawie i Łodzi. Gdy jesienią 1906 r. wrócił do Kijowa i objął redakcję nowo założonego przez USDPR tygodnika „Słowo”, to na wieść o śmierci Stanisława Wyspiańskiego zamieszcza tam w 1907 r. obszerny nekrolog poety. Wyspiański – pisał Petlura – głęboko kochał swój kraj, swój naród. […] Spoglądając wstecz, w mroczne wieki minionych dziejów narodu polskiego upajał się bohaterstwem mas ludowych. On kochał ten lud, kochał za ofiary, jakie ponosił dla szczęścia kraju. […] On wiedział, że zdrowe ziarno życia narodowego ukryte jest w masach ludu polskiego i wierzył, że masy te w końcu staną się twórcami – sprawcami dziejów własnego kraju.

Problematyka polska jeszcze bardziej stała się obecna w publicystyce Petlury, gdy pod koniec 1908 r. objął wspólnie z innym ukraińskim działaczem socjalistycznym Ołeksandrem Salikowskim8 redakcję nowo utworzonego rosyjskojęzycznego miesięcznika „Życie ukraińskie”, będącego nieoficjalnym organem Towarzystwa Ukraińskich Postępowców9. Pismo pragnęło popularyzować sprawę ukraińską wśród innych narodów imperium, a także pisać o problemach nurtujących te narody. Petlurze udało się pozyskać do współpracy również Polaków, a wśród nich Leona Wasilewskiego10.

A jednak polityk… Ataman Główny Wojsk URL

Wybuch I wojny światowej zastał Petlurę w Moskwie. Na fali ogólnej aktywizacji całego społeczeństwa imperium rosyjskiego zaangażował się w pracę Związku Ziemstw, który zajmował się organizacją opieki i pomocy rannym żołnierzom i ewakuowanej ludności cywilnej. Jako przedstawiciel tej organizacji wyjechał do Mińska. Tam też zostały go wydarzenie rewolucji lutowej, która pobudziła inspiracje niepodległościowe różnych narodów na terenie Rosji, w tym także Ukraińców. Symon Petlura od początku angażował się w te procesy i gdy 28 czerwca powołano pierwszy ukraiński rząd autonomiczny – Sekretariat Generalny z Wołodymyrem Wynnyczenką na czele, Symon Petlura objął w nim stanowisko sekretarza generalnego do spraw wojskowych.

Po obaleniu URL przez hetmana Pawła Skoropadskiego Petlura odszedł ze służby wojskowej i zaangażował się w działalność przeciwko Hetmanatowi. Powstanie przeciwko Skoropadskiemu czynnie poparła także Polska Organizacja Wojskowa na Ukrainie, która już wcześniej bardzo pozytywnie oceniała działania Petlury. Miejscowe kierownictwo POW już w marcu 1918 r. na naradzie w Kijowie zdecydowało się na współpracę z Ukraińcami11. Nowym impulsem do niej były wytyczne Piłsudskiego po powrocie z Magdeburga, który mimo zaangażowania w walkę o Lwów i Galicję Wschodnią, zalecał wspieranie Ukraińców w budowie niepodległego państwa na Naddnieprzu. Po pokonaniu hetmana Skopropadskiego i reaktywowaniu URL Petlura wszedł w skład Dyrektoriatu i objął stanowisko Atamana Głównego, a po rezygnacji W. Wynnyczenki, został przewodniczącym Dyrektoriatu.

Trudne początki polsko-ukraińskiego porozumienia

Petlura znalazł się wówczas w bardzo trudnym położeniu, z jednej strony mógł przecież zrezygnować ze sprawy tzw. soborności terytoriów URL i ZURL, z drugiej zaś wobec zajęcia 4 lutego 1919 r. Kijowa przez bolszewików i zdecydowanej odmowy uznania państwowości ukraińskiej przez gen. Denikina, a także negatywnego stanowiska Ententy, zdany był wyłącznie na porozumienie z Polską. Jakąkolwiek decyzja narażała go na silną opozycję wewnętrzną. Nie wszyscy członkowie Dyrektoriatu i rządu URL zdawali sobie sprawę z sytuacji w jakiej znalazła się młoda republika. Nie brakowało zwolenników kontynuacji walki zbrojnej z zachodnim sąsiadem, a będący wówczas jeszcze przewodniczącym Dyrektoriatu W. Wynnyczenko zdecydowanie skłaniał się ku sojuszowi z Rosją Radziecką. Mimo to Petlura zdecydował się na negocjacje z Polakami. Nie bez znaczenia był też fakt, że popierały go polskie środowiska na Ukrainie12.

Wkrótce, bo już 18 stycznia 1919 r. do Warszawy przybyła oficjalna misja zagraniczna13. Na czele misji stał były minister spraw wewnętrznych Ukrainy Ołeksander Karpynski. Głównym jej zadaniem było przygotowanie tajnego polsko-ukraińskiego porozumienia wojskowego. W celu ostatecznego przegotowania umowy Petlura wysłał 19 lutego 1919 r. do Warszawy kolejną delegację na czele z płk Borysem Kurdynowskim. Po trudnych pertraktacjach ostatecznie 24 maja przewodniczący delegacji ukraińskiej oraz premier rządu polskiego Ignacy Paderewski podpisali tajną umowę wojskowo-polityczną. Jej zasadnicza treść sprowadzała się do uznania przez Polskę państwa ukraińskiego oraz udzielenia mu pomocy wojskowej w zamian za uznanie polskich pretensji terytorialnych do Galicji Wschodniej i zachodniej części Wołynia14.

Latem 1919 r. armia URL znów znalazła się w tragicznej sytuacji wobec ofensywy bolszewickiej. Petlura nie miał już wątpliwości, że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest oparcie się na Polsce. Dlatego też 9 sierpnia wystosował list do Piłsudskiego, wskazując na potrzebę wspólnej walki w obronie niepodległości obu odrodzonych państw, którym zagraża tak bolszewicka jak i biała Rosja15. W październiku 1919 r. Petlura wysłał do Warszawy misję dyplomatyczną na czele z szefem MSZ Andrijem Liwickim (misja ta zresztą wobec stale pogarszającej się sytuacji na Ukrainie pozostała już w Polsce, przejmując na siebie wszystkie kompetencje ministerstwa spraw zagranicznych, któremu przyszło działać na emigracji). Wraz z misją dyplomatyczną przybyła do Warszawy misja wojskowa na czele z gen. Wiktorem Zelinskim, której głównym zadaniem była organizacja wojska ukraińskiego na terenie Polski oraz przygotowanie wspólnej polsko-ukraińskiej ofensywy na Ukrainie16. Piłsudski, mimo krytyki ze strony endecji, traktował bardzo poważnie prowadzone rokowania, toteż już w czasie mających miejsce w październiku 1919 roku rozmów z przedstawicielami Rosyjskiego Czerwonego Krzyża w Mikaszewiczach polecił swemu wysłannikowi płk Ignacemu Boernerowi bezwzględnie żądać zaprzestania atakowania przez Armię Czerwoną wojsk Petlury, jako jednego ze swych wstępnych warunków podjęcia rozmów z Leninem17.

Wojska bolszewickie pragnąc doszczętnie rozbić Denikina przesuwały się po terytorium Ukrainy, dusząc wszelkie odruchy niepodległościowe i kruche struktury państwowe. Również cofające się wojska białorosyjskie, nawet w obliczu zbliżającej się klęski, pacyfikację Ukrainy uważały za swój obowiązek patriotyczny. Pragnąc ostatecznie rozgromić wojska URL Denikin część swych sił rzucił w stronę Kamieńca Podolskiego, który wówczas był siedzibą ukraińskiego rządu. Petlura nie mając żadnej nadziei na utrzymanie miasta zaczął alarmować o pomoc stojące tuż za Kamieńcem na linii frontu wojsko polskie. W rezultacie po konsultacji z Naczelnym Wodzem dywizja gen. Franciszka Krajowskiego 16 listopada zajęła miasto, co wywołało protest Denikina oraz konsternacje wśród aliantów, liczących po cichu, że rosyjskiemu generałowi uda się ostatecznie rozwiązać niewygodny dla nich problem ukraiński, a przy tym znacznie wzmocnić swe siły do walki z bolszewikami. Klęska Denikina nie była jednak w stanie zahamować postępującego upadku państwowości ukraińskiej, którą dobić tym razem postanowili bolszewicy.

Nocne Polaka z Ukraińcem rozmowy…

Pod koniec 1919 r. pozostające w dyspozycji Głównego Atamana wojska ukraińskie były jednak całkowicie zdziesiątkowane18. Brakowało broni, amunicji, odzieży, prawie nie funkcjonowała aprowizacja. W tej sytuacji pozostawała jedynie nadzieja na urzeczywistnienie polsko-ukraińskiego porozumienia. Nie mogąc dłużej utrzymać instytucji państwowych i szczątków struktur sił zbrojnych, zdecydowano się na przekroczenie polskiej linii frontu.

Początkowo wkraczające na polskie terytorium wojska ukraińskie były rozbrajane i internowane. Petlura i urzędnicy państwowi, oficjalnie uchodzili za osoby prywatne, ale byli pod specjalną opieką władz polskich. 7 grudnia Ataman Główny przybył do Warszawy i pozostał do wiosny 1920 r. nadzorując polsko-ukraińskie pertraktacje. W nocy z 9 na 10 grudnia 1919 r. spotkał się z marszałkiem Piłsudskim. Obaj mężowie wymienili poglądy na temat sytuacji międzynarodowej oraz omówili wstępne warunki przyszłej współpracy polsko-ukraińskiej. To pierwsze spotkanie zapoczątkowało całą serię przeważnie nocnych spotkań obu polityków19. Mimo, że rozmowy miały wiele trudnych momentów, ich pierwsze efekty, zwłaszcza w kwestii wojskowej, widoczne były już w pierwszych miesiącach 1920 r. W tym czasie zaczęto bowiem potajemnie prowadzić werbunek i szkolić ukraińskich żołnierzy w obozach internowanych20. Już w lutym 1920 r. na mocy rozkazu Piłsudskiego w obozie w Łańcucie rozpoczęto formowanie 6. Siczowej Dywizji Strzeleckiej. W marcu dywizję tę przerzucono do twierdzy w Brześciu nad Bugiem, którą wyznaczono na ośrodek formowania oddziałów ukraińskich21. Ze strony polskiej opiekę nad nim sprawował z polecenia J. Piłsudskiego kpt. Juliusz Ulrych, a szkoleniowcami byli polscy oficerowie. W polskim ministerstwie spraw wojskowych utworzono Ekspozyturę do Spraw Ukraińskich22. Niestety jednak, polskie dostawy sprzętu i amunicji dalekie były od oczekiwań ukraińskich. Główna przyczyna tkwiła w tym, że możliwości odradzającego się państwa polskiego były nadzwyczaj skromne i niemal całkowicie uzależnione od dostaw francuskich i angielskich. Ponadto, Piłsudski napotykał na poważną opozycję, otwarcie krytykującą zarówno w Sejmie jak i Senacie, jego „ukraińską politykę”23. Zdecydowanie przeciwny porozumieniu polsko-ukraińskiemu był Roman Dmowski, który obawiał się, że nawet jeśli pod wpływem trudnej sytuacji politycznej Symon Petlura zgodzi się na oddanie Polsce Galicji Wschodniej, to po stabilizacji państwa ukraińskiego Kijów się o ten region upomni 24.

Polsko-ukraińska umowa polityczna i konwencja wojskowa

W końcową fazę pertraktacje polsko-ukraińskie weszły 3 kwietnia 1920 r., kiedy to Polacy przedstawili swój ostateczny projekt umowy. Przewidywał on prawne uznanie przez Polskę Ukraińskiej Republiki Ludowej, ustalenie granicy między obu państwami, której przebieg miał wyglądać następująco: od granicy z Rumunią wzdłuż rzeki Zbrucz, dalej od Wyżgródka na pograniczu galicyjsko-wołyńskim na północ wzdłuż Prypeci do jej ujścia. Strona ukraińska miała się zrzec wszelkich pretensji do Galicji Wschodniej, części Wołynia i Polesia, Polska zaś terenów ukraińskich należących do Rzeczypospolitej przed rokiem 1772. Mniejszościom w obu państwach miano przyznać pełnię praw gwarantujących rozwój narodowy25. Były to warunki dla Petlury, ze względu na polityków galicyjskich jak i opozycję we własnym rządzie, bardzo trudne. Niemniej jednak coraz tragiczniejsza sytuacja na froncie nie pozostawiała mu zbyt wielkich możliwości manewru. Po krótkich konsultacjach polecił więc ministrowi Liwickiemu podpisanie umowy, co nastąpiło w nocy z 21 na 22 kwietnia 1920 r.26

Już 17 kwietnia Piłsudski rozpoczął na Wołyniu i Podolu działania militarne przeciwko Armii Czerwonej, starano się więc jak najszybciej doprowadzić, w oparciu o podpisaną umowę polityczną, do zawarcia tajnej polsko-ukraińskiej konwencji wojskowej. Konsekwencją zawartego porozumienia było podjęcie przez Polskę działań militarnych mających na celu wyparcie Armii Czerwonej z ziem ukraińskich, a także akcji politycznej na arenie międzynarodowej w celu doprowadzenia do uznania URL. Wkrótce też rząd polski podjął uwieńczoną powodzeniem akcję dyplomatyczną na rzecz uznania Ukrainy przez Finlandię (w komunikacie urzędowym podkreślono, że rząd fiński robi to na prośbę Naczelnika Państwa). Podobne działania podjęto na forum innych państw europejskich, a nawet Stanów Zjednoczonych. Polski poseł w Waszyngtonie oświadczył w Departamencie Stanu, że Polska uznaje niepodległość Ukrainy, licząc na moralne poparcie Ameryki27.

Braterstwo broni

W przeddzień ofensywy przeciwko bolszewikom Ataman Petlura dysponował jedynie 12 tys. piechoty, 900 kawalerzystami i 28 działami. W stadium organizacji była 6. Dywizja Siczowa. Ponadto na tyłach Armii Czerwonej operowała grupą operacyjną gen. Omelanowycza-Pawłenki w sile ok. 6 tys. żołnierzy28. Stan wojsk ukraińskich daleki był więc od oczekiwań Atamana. Naród ukraiński był już bardzo zmęczony trwającą 6 lat wojną, gospodarka kraju była niemal doszczętnie zrujnowana, a przede wszystkim brakowało czasu na rozwinięcie akcji wyjaśniająco-mobilizacyjnej, mogącej odwrócić bałamutną propagandę bolszewików. Niemniej jednak początkowo ofensywa przebiegała bardzo pomyślnie. 8 maja 1920 r. Kijów zostaje zdobyty. Piłsudski pragnąc zamanifestować niezależność państwa ukraińskiego nie jedzie do stolicy Ukrainy, lecz spotyka się z Petlurą 17 maja w tzw. „białej sali” Rady Miejskiej w Winnicy. Wydawało się wówczas, że sojusz polsko-ukraiński ma pełne szansę urzeczywistnienia, z ust Naczelnika Państwa padają więc znamienne słowa: Polska i Ukraina przeżyły ciężką niewolę. […] Wolna Polska nie może być istotnie swobodna, dopóki naokoło panuje wciąż hasło poddawania woli narodowej przy pomocy terroru. […] Szczęśliwym będę, kiedy nie ja – mały sługa swego narodu – ale przedstawiciele sejmu polskiego i ukraińskiego ustanowią wspólną platformę porozumienia. W imieniu Polski wznoszę okrzyk: Niech żyje wolna Ukraina!29.

Po zajęciu Ukrainy Petlura starał się maksymalnie mobilizować społeczeństwo do organizacji administracji terenowej oraz wstępowania w szeregi armii. Ze strony polskiej dobrym posunięciem był wydany 12 maja przez Piłsudskiego zakaz wpuszczania Polaków, byłych właścicieli ziemskich, do ich dawnych majątków, zresztą często już rozparcelowanych. Z niepokojem na to posuniecie patrzyli bolszewicy, słusznie obawiając się, że wymyka się im z ręki poważny atut propagandowy30. Niestety, wskutek wielkiego zmęczenia ludności ukraińskiej wieloletnią wojną, silnie odciskającą swe piętno zarówno na psychice społecznej jak i przede wszystkim na gospodarce kraju Petlura nie zdołał wykrzesać entuzjazmu społeczeństwa z odzyskiwanej niepodległości.

Niepomyślny przebieg początkowej fazy wojny polsko-bolszewickiej powodował, iż Piłsudski zdawał sobie sprawę, że nawet po odniesieniu przez Polskę zwycięstwa, w co nie wątpił, bardzo trudno będzie, ze względu na bardzo krytyczny stosunek Ententy do polskiego zaangażowania na Ukrainie, niekorzystny układ sił w polskim parlamencie i zmęczenie społeczeństwa, prowadzić dalszą wojnę o niepodległość Ukrainy. Toteż starał się przekonać stronę ukraińską do podjęcia takich działań, które ułatwiłyby mu przekonanie opinii międzynarodowej o konieczności podjęcia dalszego wysiłku w obronie niepodległości tego państwa. W celu omówienia zaistniałej sytuacji doszło 16 lipca 1920 r. w Zamościu do spotkania Piłsudskiego z Atamanem Głównym. Bliski współpracownik Piłsudskiego Kazimierz Świtalski zanotował w swym Diariuszu: Petlurze Komendant tłumaczył, że […] opinia Europy przeszła do porządku dziennego nad Ukrainą. […] Wobec tego Ukraińcy sami muszą stworzyć fakty dokonane, które by dowiodły, że Ukraina istnieje. Takim faktem byłoby powstanie, które powinna zrobić Ukraina31. Petlura w pełni podzielał pogląd Naczelnika Państwa, wierząc iż takie powstanie jest możliwe.

Zwycięstwo w bitwie warszawskiej miało dla Ukraińców gorzki smak. Podpisanie przez Polskę w Rydze preliminariów pokojowych, które weszły w życie 18 października 1920 r. stawiały Petlurę i rząd ukraiński w bardzo trudnej sytuacji. Ataman Główny mimo rozgoryczenia rozumiał położenie Naczelnika Państwa i polskiego rządu. Ale wśród żołnierzy ukraińskich, a nawet wyższych dowódców, postępowanie Polski oceniane było jako zdrada sojusznika32. Petlura jesienią 1920 r. podjął jeszcze samodzielną wyprawę na Ukrainę. Niestety zakończyła się już 21 listopada, kiedy to ukraińscy powstańcy zmuszeni byli do wycofania się za Zbrucz.

Gorzki chleb tułaczy. „Ja Was Panowie przepraszam…!”

Ataman Główny nie tracąc nadziei na dalszą walkę zwrócił się do władz polskich z prośbą o zachowanie w obozach internowania struktur jednostek wojskowych, opieki medycznej oraz stworzenie możliwości dalszego szkolenia. Sugestie te w większości zostały uwzględnione i oddziały ukraińskie zostały umieszczone w 6 obozach: Aleksandrów Kujawski, Piotrków Trybunalski, Pikulice koło Przemyśla, Łańcut, Wadowice i Kalisz. Ponadto w Częstochowie na stanowiskach cywilnych zatrudnieni zostali urzędnicy i oficerowie ministerstwa spraw wojskowych i sztabu generalnego URL. W sumie na terytorium Polski znalazło się wraz z rodzinami 17.464 wojskowych, urzędników cywilnych oraz naukowców ukraińskich33.

Dnia 15 maja 1921 r. obóz w Szczypiornie odwiedził marszałek Józef Piłsudski. Towarzyszący mu mjr Ulrycht, tak opisał to spotkanie: Byłem świadkiem wielu manifestacji na cześć Piłsudskiego. Lecz takiego morza entuzjazmu, takiego bezmiaru uczuć, takiego zbiorowego wzruszenia – nie widziałem nigdzie i nie przeżyłem nigdy… Komendant odebrał raport, rozmawiał z nimi, chodził wśród nich. W końcu zaproszony wszedł do świetlicy, przybranej odświętnie w emblematy polskie i ukraińskie. Tutaj, wśród podniosłego nastroju, odbyło się powitanie [przez gen. Bezruczkę – S.S.]. Dziękowano Panu Marszałkowi za przybycie, nie wysuwając żadnych próśb, żadnych spraw. A cóż Piłsudski? Powiedział, pamiętam tych kilka słów: „Ja Was przepraszam Panowie, ja Was przepraszam”34.

Tymczasową siedzibą rządu emigracyjnego był Tarnów, gdzie przebywał także Ataman Petlura jako głowa państwa i zwierzchnik sił zbrojnych35. Stał on wówczas zdecydowanie na stanowisku, że jedyną gwarancją utrzymania w przyszłości niepodległego państwa ukraińskiego i stabilizacji w Europie środkowo-wschodniej jest sojusz państw „basenu bałtycko-czarnomorskiego”36. Dzięki pośrednictwu J. Piłsudskiego udało się Petlurze nawiązać kontakty z przebywającymi w Polsce przedstawicielami emigracji rosyjskiej. Były to bodaj najtrudniejsze rozmowy Atamana, który w przeciwieństwie do większości ukraińskich polityków emigracyjnych, zdawał sobie sprawę z konieczności porozumienia z Rosjanami.

W Polsce reprezentacją emigracji ukraińskiej stał się zarejestrowany już w sierpniu 1921 r. w Warszawie Ukraiński Komitet Centralny, który swe oddziały zaczął tworzyć we wszystkich skupiskach emigracyjnych na całym terenie państwa. Aktywna działalność Petlury stała się przyczyną protestów rządu radzieckiego i usilnych żądań wydania go władzom bolszewickim. Jesienią 1921 r. przedstawiciel pełnomocny Rosji Radzieckiej w Warszawie Lew Karachan posunął się nawet do propozycji przekazania Polsce 10 mln. rubli w złocie w zamian za wydanie Petlury i działaczy antyradzieckich. Wprawdzie Piłsudski propozycję taką ocenił jako handel żywym towarem i pogwałcenie azylu wobec ludzi, którzy razem z nami walczyli, ale polscy przyjaciele Atamana zaczęli poważnie obawiać się o jego życie. Toteż Henryk Józewski potajemnie przewiózł go z Tarnowa do Warszawy, a następnie zakonspirował we wsi Kośmin pod Grójcem37. Po paru miesiącach, gdy sprawa ucichła Petlura zamieszkał w Warszawie wraz z żoną Olgą i córką Łesią pod przybranym nazwiskiem Włodzimierza Redlicha, starając się sprawować kierownictwo polityczne nad rządem i ewakuowanymi instytucjami ukraińskimi.

Należy podkreślić, że Petlura rezygnując z części Wołynia i etnicznie mieszanej Galicji Wschodniej, domagał się, aby państwo polskie stworzyło pełne możliwości rozwoju dla żyjącej tam ludności ukraińskiej. W liście do Piłsudskiego z dnia 14 lipca 1920 r. pisał: Galicyjską część narodu ukraińskiego trzeba pozyskać i zachęcić do wspólnej pracy. Ja wierzę, że jest to sprawa nie tylko możliwa, ale z punktu historycznego konieczna. Z pełnym poczuciem odpowiedzialności o przyszłość, o los obu narodów należy przystąpić do tej sprawy, nie ulegając wrażeniom niedawnych przeżyć, a przeciwnie kierować się wyłącznie myślą o czasie przyszłym republiki. Dlatego też należy podjąć takie kwestie jak: a/ amnestia dla wszystkich, którzy w dobrej wierze służyli swemu narodowi walcząc o suwerenność Galicji Wschodniej, b/ wolny wstęp wszystkich zdolnych do służby wojskowej galicjan do armii sojuszniczych, c/ zachęcanie miejscowych Ukraińców do brania aktywnego udziału w życiu kraju, i d/ rozpoczęcie rozmów władz polskich z przedstawicielami społeczności ukraińskiej Galicji Wschodniej. […] Właśnie teraz trzeba nam myśleć o tym, bo odpowiadamy przed historią i ludźmi obecnego pokolenia, bo odpowiadamy nie tylko za współczesność ale i za przyszłość38.

Piłsudski odchodzi do Sulejówka. Petlura opuszcza Polskę

W 1923 r. sytuacja Petlury znacznie się pogorszyła, zwłaszcza po wycofaniu się marszałka Piłsudskiego z czynnego życia politycznego. Na najwyższe instytucje państwowe odtąd bezpośredni wpływ miała narodowa demokracja i ugrupowania z nią związane, nie poczuwające się do solidarności z ukraińską emigracją polityczną, toteż naciskane przez radziecką dyplomację domagającą się ścisłego przestrzegania postanowień traktatu ryskiego nie zamierzały ułatwiać wykonywania przez Atamana Głównego jego funkcji politycznych. Ponadto na jaw wyszły próby penetracji ukraińskich środowisk emigracyjnych przez bolszewickie służby specjalne. Dlatego też Petlura podjął ostateczną decyzję wyjazdu na Zachód, gdzie już wcześniej emigrowała znaczna część członków rządu i Rady Republiki. Jego wyjazd bezpośrednio przyśpieszyło wykrycie w grudniu 1923 r. w ukraińskiej misji, przekształconej już wówczas w Komisję Likwidacyjną, w Warszawie moskiewskiego agenta39. 31 grudnia 1923 r. Symon Petlura opuszcza Warszawę i udaje się przez Wiedeń, Budapeszt, Berno i Genewę do stolicy Francji, wiosną 1924 r. Tam próbuje on skonsolidować ukraińskie środowiska emigracyjne. W październiku 1925 r. doprowadza do założenia rządowego organu prasowego pn. „Tryzub”. Wielkie nadzieje wzbudził w nim zamach majowy Piłsudskiego. Tym bardziej, że w tym czasie przybył Paryża z polecenia Piłsudskiego Tadeusz Hołówko, który odbył szereg konferencji z Atamanem40. Ta aktywna działalność Symona Petlury została niespodziewanie przerwana. 25 maja 1926 r. kilka minut po godzinie 14 zginął tragicznie od kuli Szlomy Schwartzbarda, który w późniejszym procesie sądowym zeznał, że uczynił to chcąc pomścić ofiary żydowskich pogromów, za które jego zdaniem osobiście odpowiedzialny był Petlura. W jego pogrzebie uczestniczyła oficjalna delegacja polska. Wydaje się, że nieprzypadkowym fakt, że śmierć Petlury nastąpiła po objęciu w Polsce rządów przez Piłsudskiego. Znając stosunki łączące obu polityków oraz ich poglądy na kwestię gwarancji niepodległości państw międzymorza, Moskwa obawiała się uaktywnienia współpracy polsko-ukraińskiej. GPU wielokrotnie informowało władze radzieckie, że „elementy kontrrewolucyjne” na Ukrainie są przekonane, iż Piłsudski przy pomocy Ententy na pewno będzie się starał „zabrać Ukrainę do Dniepru”41. Z niepokojem obserwowano też tendencje prometejskie w skupionych w Polsce środowiskach emigracji politycznej narodów zniewolonych przez Rosję Radziecką.

***

Historia pokazała, że dla idei państwowej Ataman Petlura gotów był poświęcić wszystko, nawet kwestię zjednoczenia (soborności) wszystkich ziem zamieszkałych przez Ukraińców. To świadczyło o jego dojrzałości politycznej, objawiającej się zdolnością do kompromisów42. W liście z 3 listopada 1920 r. do posła URL w Szwajcarii Mykoły Wasylka tak wyjaśniał swe poglądy na powyższą kwestię: Ja nigdy nie byłem maksymalistą w sprawach terytorialnych, bo uważam takie stanowisko za iluzoryczne, a przy obecnym wkładzie sił wewnętrznych na Ukrainie za wprost zbrodnicze[…]. Niech fantaści polityczni obrzucają mnie za to błotem i prowadzą agitację, – ja jestem przekonany, że droga na której stoję, szybciej do celu prowadzi i zamiast marzeń daje solidne podstawy do budownictwa państwowego43.

Był więc Symon Petlura politykiem realistycznym. Realizm ten doprowadził go do sojuszu z Polską. Sojusz ten wprawdzie nie przyniósł niepodległości Ukrainie, ale czy bez tego sojuszu bolszewicy i ówcześni moskiewscy decydenci myśleliby o Ukrainie w kategoriach republiki związkowej? Czy bez tej walki Ukraińców w 1920 r. Moskwa uważałaby za potrzebne ustępstwa w dziedzinie języka ukraińskiego i ukraińskiej kultury w latach dwudziestych?

Dr Stanisław Stepień – historyk W 1990 r. założył w Przemyślu Południowo-Wschodni Instytut Naukowy, którego do dziś jest dyrektorem. Członek rzeczywisty Towarzystwa Naukowego im. T. Szewczenki we Lwowie. Wiceprezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Ukrainoznawczego w Warszawie.

1 S. Skrypnyk, Do żyttjepysu Symona Petlury, [w:] Wołyń – S. Petluri. 1929-1936, Riwne 1936, s. 8-9; W. Markuś, Bili plamy w doslidżenni biohrafiji S. Petlury, „Suczasnist” 1983, nr 10, s. 98-106.

2 S. Skrypnyk, op. cit., s. 16.

3 М. Sławinśkyj Symon Petlura (1879-1926) [w:] Symon Petlura. Derżawnyj muż Nju Jork 1957, s. 17.

4 І. Rudycziw, Symon Petlura w mołodosti, [w:] Симон Петлюра в молодості, pid red. A. Żuka, Lwiw 1936, s. 9-10.

5 О. Hołobućkyj, Szlach do zwytjahy, [w:] Symon Petlura ta ukrajinśka nacionalna rewolucija. Zbirnyk prać, Kyjiw 1995, s. 21.

6 Prokop Poniatenko (1880-?), bliski przyjaciel S. Petluryym), członek RUP, a później Ukraińskiej Socjal-Demokratycznej Partii Robotniczej. W 1904 r. wraz z Petlurą wyjechał do Galicji, gdzie pracował w Komitetu Zagranicznego RUP. W 1917 r. wszedł w skład Centralnej Rady, pracował w sekretariacie spraw wewnętrznych URL, a następnie był konsulem w Katerynodarze (także w czasach Hetmanatu). W okresie Dyrektoriatu był członkiem Ukraińskiej Misji Dyplomatycznej w Warszawie (1919-1920). W 1921 r. powrócił na Kubań i ślad po nim zaginął.

7 S. Stępień, Lwiwśkyj period żyttia S. Petlury: wpływ hałyćkoho seredowyszcza na mołodocho polityka (listopad 1904 r. – grudzień 1905 r.), Ukrajinśkyj Istorycznyj Żurnał” 2009, nr 3, s. 27-34

8 Ołeksander Salikowski (1866-1925), działacz polityczny, publicysta. W 1917 r. przewodniczący Rady Ukraińskiej w Moskwie. W 1atach 1918-1919 poseł URL w Rydze, 1920 minister spraw wewnętrznych. W latach dwudziestych red. czasopism: „Ukrajinśka Trybuna”, „Trybuna Ukrajiny”, „Ukrajinśka Sprawa”.

9 Zob. O. Łotoćkyj, Storinky mynułoho, t. II, Warszawa 1933, s. 162, 210, 241.

10 Ibidem, t. III, s. 183-184.

11 Zob. B. Urbanowski, Józef Piłsudski – marzyciel i strateg, Warszawa 1997, t. II, s. 191.

12 Cyt. za „Nowa Rada” 1 II (19 I) 1919 r., nr 23.

13 Centralnyj Derżawnyj Archiw Wyszczych Orhaniw Włady ta Uprawlinnja Ukrainy, Kyjiw (dalej CDAWOW), f. 3766, op. 1, spr. 22, k. 2-11, 141.

14 W. Gostyńska, Stosunki polsko-radzieckie (1918 – 1919), Warszawa 1972, s. 294.

15 Zob. S. Petlura, Statti…, t. 2, s. 357 – 358.

16 CDAWOW, f. 3696, op. 2, spr. 280, k. 27 – 34, ibidem, spr. 21, k. 96, 198.

17 Szczegółowo kwestię tę przedstawił gen. T. Kutrzeba w pracy: Wyprawa kijowska 1920 r., s. 26. Zob. także K. Świtalski, Diariusz 1919-1935, Warszawa 1992, s. 36, 47.

18 W. Legutko, 4 Pułk Strzelców Podhalańskich, Warszawa 1929, s. 9-10.

19 A. Garlicki, op. cit., s. 341.

20 P. Wandycz, Soviet-Polish Relations 1917 – 1921, Cambridge, Massachusetts 1969, s. 157.

21 Zob. J. Ulrych, Ze wspomnień 1919 – 1931. Pamiętnik trzydziestolecia niepodległej Polski, Nowy Jork 1948.

22 L. K., Ekspozytura Ministerstwa Spraw Wojskowych do Spraw Ukraińskich w roku 1920. „Niepodległość” 1962, t. 7, s. 237.

23 Zob. np. S. Grabski, Pamiętniki, t. II, Warszawa 1989, s. 145-146. Autor tej publikacji na znak protestu przeciwko proukraińskiej polityce Piłsudskiego zrezygnował z przewodnictwa sejmowej komisji spraw zagranicznych i złożył „ostry protest przeciwko samowolnemu przez Naczelnika Państwa wciągnięciu narodu polskiego w wojnę nie o nasze, ale o obce – Ukraińców, którzy od czasów kozackich zawsze się do nas wrogo odnosili”. W innej zaś pracy tenże Grabski zanotował: „Ostrzegałem Piłsudskiego, że Petlura zwodzi zarówno jego jak i Polskę … Piłsudski miał na taki argument tylko jedną odpowiedź: „Odmowa pomocy narodowi, z którym żyliśmy w dobrowolnym związku pięćset lat, byłaby plamą na polskim honorze” – zob. S. Grabski, The Polish-Soviet Frontier, New York bmw., s. 21.

24 Zob. R. Dmowski, Polityka polska i odbudowanie państwa, Warszawa 1989, t. 2, s. 172.

25 S. Petlura, Statti…, [t.1], Nju Jork 1956, s. 266-269

26 CDAWOW, f. 3696, op. 1, spr. 124, k. 23-26; zob. także, Dokumenty i materiały do historii stosunków polsko-radzieckich (listopad 1918 – kwiecień 1920), t. 2, Warszawa 1961, s. 745-747. Podpisanie umowy faktycznie odbyło się już 22 kwietnia, bo fakt ten nastąpił o godz. 1.40 choć w literaturze przyjęło się datować ją na 21 kwietnia.

27 S. Mikulicz, Prometeizm w polityce II Rzeczypospolitej, Warszawa 1971, s. 99.

28 P. Szandruk, Ukrajinśka armija w borot’bi z Moskowszczynoju, „Zа Derżawnist’” 1934, z. 4, s. 207.

29 J. Piłsudski, Pisma zbiorowe, t. V, Warszawa 1937, s. 159.

30 P. Susłow, Politiczeskoje obiezpieczenije sowietsko-polskoj kampanii 1920 goda, Moskawa-Leningrad 1930, s. 37.

31 K. Świtalski, op. cit. s. 59.

32 M. Lepecki, op. cit., s. 144.

33 Ukrajinśka rewolucija (dokuemnty)1919-1921, pod red. T. Hunczaka, Nju Jork 1984, s. 421 – 427. A. Kolańczuk, Internowani żołnierze armii UNR w Kaliszu, 1920 – 1939, Kalisz-Przemyśl-Lwów 1995, s. 84

34 L.K., Ekspozytura …, s. 77.

35 Na siedzibę rządu URL i głównego dowództwa wojsk ukraińskich władze polskie przeznaczyły tarnowski Hotel „Bristol”.

36 О. Łotoćkyj, Symon Petlura, Warszawa 1936, s. 34 – 35.

37 H. Józewski, Zamiast pamiętnika (2), „Zeszyty Historyczne” 1982, nr 60, s. 124 – 125.

38 Zob. Symon Petlura. Stattiі …, [t.1], Mju Jork 1956, s. 269.

39 W. Iwanys, Symon Petlura prezydent Ukrajiny, 1879 – 1926, Toronto 1952, s. 219.

40 B. Urbankowski, op. cit., s. 400-401.

41 Derżawnyj Archiw Żytomyrśkoji ObłastiŻytomyr (DAŻO), fond 85, op. 1, spr. 321, k. 13.

42 Droga życiowa Petlury w wielu wypadkach zbieżna jest z losami i działalnością J. Jednakże w przeciwieństwie do polskiego przywódcy nie mógł Ataman odwołać się do tradycji narodowo-wyzwoleńczej współczesnych mu pokoleń (jaką dla Polaków były powstania listopadowe i styczniowe). Nie mógł też oprzeć swego autorytetu o własne zaangażowanie niepodległościowe przed I wojną światową, które pozwoliłoby mu wychować szczerze oddanych zwolenników (jakimi byli strzelcy, a późnej legioniści). Ze względu na historycznie ukształtowaną plebejską strukturę społeczności ukraińskiej, nie mógł Petlura całkowicie zrezygnować z populistycznych, demagogicznych haseł, na ogół niemożliwych do realizacji, co z kolei obniżało jego autorytet jako człowieka, który nie potrafi zrealizować dawanych obietnic.

43 Cyt. za О. Łotoćkyj, Symon Petlura…, s. 17.