Działalność antysowieckiej emigracji kaukaskiej w Turcji

Szahla Kazimowa

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 2, lipiec 2013, ss. 213-222]

Od końca 1920 roku, kiedy bolszewicy krok po kroku okupowali coraz to nowe tereny byłego Imperium Rosyjskiego i energicznie zwalczali armię „białych” Rosjan, rozpoczął się napływ do Turcji emigracji z Rosji, Kaukazu, Krymu i Azji Środkowej. „Konstantynopol przemienił się w tymczasową kwaterę <Rosji na uchodźstwie>, albo po prostu Emigracji, jak swoją nową, ruchomą ojczyznę nazywali uciekinierzy”1.

W okresie kiedy emigracja z Rosji szukała schronienia nad Bosforem, Turcja musiała walczyć o przetrwanie i swoją suwerenność. Nie uleczywszy jeszcze ran po Wojnach Bałkańskich (1912-1913), wskutek których Imperium Osmańskie straciło prawie 90% swoich europejskich terytoriów, Turcja została przez ówczesnych przywódców młodotureckich zaangażowana – obok państw centralnych – w działania I Wojny Światowej. Po przegranej wojnie Turcja poniosła bardzo dotkliwe i bolesne skutki drapieżnej polityki państw Ententy. 30 października w porcie Mudros doszło do podpisania rozejmu pomiędzy Imperium Osmańskim, a państwami Ententy, na mocy którego Turcy zobowiązali się do wycofania sił z Zakaukazia, północnego Iranu, Iraku i Syrii, a także do rozbrojenia i demobilizacji swojej armii. Alianci przejęli kontrolę nad kolejami, liniami telegraficznymi oraz cieśninami tureckimi. Najbardziej upokarzająca była okupacja Stambułu przez Brytyjczyków w listopadzie 1918 r.: „Turcy czuli się więźniem w swojej stolicy, więźniem maltretowanym, ofiarą pogardy i nienawiści Greków i osmańskich Ormian”.2 Na oczach bezsilnych rządów w Stambule państwa Ententy rozpoczęły stopniowy rozbiór kraju oraz realizację projektów tworzenia „Wielkiej Grecji” i „Wielkiej Armenii” kosztem Turcji.

Alianci wydali ostateczny wyrok śmierci na Imperium Osmańskie 10 sierpnia 1920 roku w Sevres pod Paryżem. Marionetkowy rząd sułtański podpisał porozumienie z aliantami, na mocy którego Turcja miała się zrzec większości swojego terytorium na rzecz Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Grecji, Armenii oraz autonomicznego Kurdystanu. Nawet stolica kraju – Stambuł – wraz z cieśninami miała znaleźć się pod międzynarodową kontrolą.3 Na ruinach byłego imperium miało powstać quasi-suwerenne państwo w Północnej Anatolii (między Stambułem a Sivas oraz Morzem Czarnym a Kayseri). Jak trafnie określił to jeden ze znawców współczesnej Turcji, „w Stambule o godzinie 13:00 wszystko zatrzymało się na pięć minut, wystarczyło zaledwie pięć minut, aby puścić w niepamięć pięć stuleci”.4

Okupacji kraju sprzeciwił się ruch oporu, jaki powstał w Anatolii pod przywództwem jednego z najbardziej wybitnych strategów i polityków XX w. – Kemala Ataturka. W wojnie wyzwoleńczej (Kurtulusz Savaszy) w latach 1919-1923, dzięki ogromnej mobilizacji ludności tureckiej oraz dobrej organizacji prowadzonej kampanii wojennej, anatolijskim rebeliantom udało się wyzwolić swoje ziemie od okupantów i przywrócić suwerenność państwową w ramach nowego ustroju – Republiki Tureckiej (29 października 1923 r.). Jednak głównym decydującym czynnikiem, jaki zmienił bieg wydarzeń w historii współczesnej Turcji był strategiczny sojusz z Rosją Radziecką. Według szacunków historyków radziecką pomoc udzieloną kemalistowskiej Turcji w latach 1920-1922 stanowiło około 11 mln rubli w złocie, około 40 tys. karabinów, 324 karabiny maszynowe, 66 dział i prawie 45 tys. skrzyń z amunicją.5

18 marca 1921 roku w Moskwie pomiędzy anatolijskim ministrem spraw zagranicznych Yusuf Kamalem i jego radzieckim odpowiednikiem Georgijem Cziczerinem został podpisany „Traktat o przyjaźni i braterstwie”. Mimo jego podpisania, Turcja przyjmowała wrogo nastawionych wobec sowieckiej władzy emigrantów z byłego Imperium Rosyjskiego. Władze w Ankarze przymykały oczy na jawną działalność antysowiecką emigracji kaukaskiej udając, że nie są zorientowane w jej politycznym charakterze. Nawet podpisany 17 grudnia 1925 roku turecko-radziecki pakt o przyjaźni i nieagresji, na mocy którego Ankara zobowiązywała się do nie uczestniczenia w jakichkolwiek wrogich działaniach państw trzecich przeciwko Związkowi Radzieckiemu, niewiele zmienił sytuację politycznej emigracji w Turcji. Mogła ona nadal swobodnie działać w tym kraju.6 To świadczy o tym, iż Turcja rozpatrywała swój sojusz z Rosją Radziecką jako zjawisko przejściowe. Nie mając sił przeciwstawić się potężnemu sąsiadowi, wolała nie przeszkadzać tym, którzy chcieli z nią walczyć. Podobnie jak Polska.

Od 1924 roku polscy dyplomaci w Turcji na zlecenie Józefa Piłsudskiego i jego najbliższego otoczenia rozpracowywali emigrację kaukaską, próbując zjednoczyć ją w jednej organizacji. Misja ta została powierzona Tadeuszowi Schaetzelowi (Schätzel), pełniącemu w latach 1924-1926 funkcję attaché wojskowego w Ankarze.7 Dzięki jego staraniom na terenie Turcji powstała organizacja Komitet Konfederatów (polscy dyplomaci w raportach używali krótkiej nazwy „Konfederacja”). W skład KK wchodzili przedstawiciele z Azerbejdżanu (Chosrow bej Sultanow), Gruzji (Wasznadze i Murat Bej Magalow) oraz Północnego Kaukazu (Wassin-girej i Kantemirow). Działalność organizacji nie satysfakcjonowała Polski, która uważała, że organizacja „wegetuje”. „Konfederacja” nie posiadała dużego wpływu na przedstawicieli emigracji, ponieważ najbardziej liczące się partie nie były w niej reprezentowane. Azerbejdżański Musawat i gruzińscy mienszewicy znajdowali się poza sojuszem. Dla ożywienia działalności „Konfederacji” konieczne było pozyskanie liderów najbardziej wpływowych partii Azerbejdżanu, Gruzji i Północnego Kaukazu. Tym zajął się gorący zwolennik idei prometejskiej Tadeusz Hołówko.8

Hołówko chciał opierać się nie na pojedynczych osobach, lecz na największych ugrupowaniach politycznych, jakimi były Musawat wśród Azerów i mienszewicki rząd gruziński. Negocjacje przeprowadzone przez Hołówkę z gruzińskim politykiem Noe Ramiszwilim oraz z liderem Musawatu, Mehemmedem Eminem Resulzade zaowocowały powstaniem 15 lipca 1926 roku Komitetu Niepodległości Kaukazu (dalej KNK). Na początku swojego istnienia KNK był rozszerzoną formą KK. Do składu personalnego KK dołączyli z Musawatu: Mustafa Wekili, który był delegowany do Europy i M.E. Resulzade faktycznie działający na terenie Turcji, z rządu gruzińskiego N. Ramiszwili, którego reprezentował Szymon Mdiwani oraz Said Szamil z Północnego Kaukazu.

Na posiedzeniu KNK w dniu 2 sierpnia 1926 roku delegaci przyjęli decyzję o wydawaniu organu prasowego pod nazwą „Niepodległy Kaukaz”. Jednak ze względu na drażliwość polityczną nazwy oraz brak pozwolenia na druk postanowiono o tymczasowym przeniesieniu redakcji do Paryża. Tadeusz Hołówko, zwolennik współpracy z Ukraińcami, z myślą o nich zadecydował o zmianie nazwy i miejscu wydawania pisma. W listopadzie 1926 roku w Paryżu zaczęto wydawać miesięcznik „Prométhée. Organe de Defense Nationale des Peuples du Caucase et de l’Ukraine”. Ponadto w celach zjednoczenia wysiłków emigracji ukraińskiej i KNK polscy działacze prometejscy ulokowali w Stambule znanego ukraińskiego działacza emigracyjnego z Krakowskiego Oddziału Ukraińskiego Komitetu Centralnego, Wołodymyra Murskiego. Jego zadaniem było nagłaśnianie sprawy ukraińskiej w Turcji, gdzie wiedza o Ukrainie była dosyć słaba.

Ze względu na bliską odległość dzielącą Turcję od Kaukazu, co ułatwiło utrzymywanie łączności, praca KNK była skupiona w Stambule. Liczne wąwozy na kaukaskiej granicy Związku Radzieckiego z Turcją stwarzały szerokie możliwości dla utrzymywania łączności z Kaukazem. W latach 20. radzieckie służby graniczne nie kontrolowały w pełni tych terenów, co ułatwiało kurierom z centrów narodowych nielegalnie przekraczać granicę i przemycać materiały propagandowe.

Polska w swoich działaniach antysowieckich próbowała uzyskać poparcie Turcji na rzecz wolnych państw kaukaskich. W myśl polskich strategów prometejskich Turcja, tak samo, jak Polska, miała żywotny interes w powstaniu niepodległych buforowych państw kaukaskich oddzielających ją od Rosji. O rozważaniach Józefa Piłsudskiego na ten temat dowiadujemy się ze wspomnień Jerzego Potockiego: „Naturalna grawitacja Polski od wieków zawsze szła w kierunku Wschodu i w kierunku Morza Czarnego (… )”9. Piłsudski nie wierzył w szczerość sowietofilskiej polityki Kamala Ataturka. Słusznie oceniał przyjazne stosunki turecko-sowieckie jako chwilowe.10 Turcja czerpała duże korzyści ze swego sojuszu z sowietami. Polska to rozumiała i przyjęła politykę wyczekiwania na dobry moment, gdyż nie wątpiła w zwrot sytuacji. W Warszawie wiedziano, że ze wszystkich narodów kaukaskich największą sympatią Turków cieszyli się Azerowie. Dlatego tak ważny był Resulzade w planach polskich. 

Lider Musawatu mógł być bardzo pomocny dla polskich strategów prometejskich również ze względu na to, iż wydawał antysowieckie pismo oraz z powodu swoich kontaktów w Ankarze. Tadeusz Hołówko w swoim sprawozdaniu z wyjazdu do Stambułu pisał: „Musawat, nie ulega wątpliwości, to dziś najliczniejsza i najwpływowsza partia w Azerbejdżanie, mająca poza tem duże stosunki i wpływy w Turcji, gdzie przy pomocy tureckiej wydaje swój organ <Nowy Kaukaz> – w języku tureckim.(…) Związanie zaś Rasulzade osobiście i poza Komitetem z Polską, uważam za jedno z najważniejszych naszych zadań w Kons[tantyno]polu, bo ten człowiek należycie wykorzystywany może oddać ogromne usługi Poselstwu w jego pracy wśród opinii tureckiej (…)”.11

Dużym sukcesem Mehemmeda Emina Resulzadego było uzyskanie pozwolenia na wydawanie czasopisma „Jeni Kafkasja” (Yeni Kafkasya – Nowy Kaukaz).12 Było to pismo polityczne, naukowe i literackie. Pierwszy numer ukazał się 26 września 1923 roku. Pismo „Jeni Kafkasja” wychodziło dzięki bardzo skromnej pomocy Ognisk Tureckich (koła literackie), na czele których stał Hamdullah Suphi, minister edukacji w rządzie ankarskim, dawny znajomy i przyjaciel Resulzadego.

Przewodnią linią pisma było hasło „Kaukaz dla Kaukazczyków”. Chodziło tu o Kaukaz nie tylko jako twór geograficzny, ale przede wszystkim polityczny.13 Ideałem dla narodów kaukaskich według redaktora był byt poza Rosją. Kiedy Kaukaz wyzwoliłby się od Rosji (szeroko rozumianej, niezależnie od koloru), powstałby według Resulzadego jakościowo inny, lepszy, Nowy Kaukaz. „Nawet jeżeli dziś Kaukaz nie należy do Rosji z <Orłem> to należy do Rosji z <Sierpem>. Tylko do Kaukazczyków nie należy”.14

W pierwszym numerze „Jeni Kafkasja” (dalej JK) Resulzade napisał słowa, które mogły by być źródłem inspiracji dla autorów nazwy pisma oraz organizacji Prometeusz i w końcu całego ruchu antysowieckiego – prometeizmu. „Ptakiem, który rozszarpywał Prometeusza był orzeł. Czyżby orzeł, który od wieku szarpie pierś, wątrobę Kaukazu nie był dwugłowym orłem imperializmu rosyjskiego?(…)”.15 W przytoczonym fragmencie widać, iż autor Prometeuszem nazywa uciemiężone przez Rosję narody Kaukazu. Miną trzy lata od tej chwili i powstanie organizacja Prometeusz, liga narodów prometejskich, które mogły sobie zapewnić swój samodzielny byt tylko na gruzach bolszewickiej Rosji.

W izolowanej przez Zachód Turcji bardziej liczono się z Sowiecką Rosją, aniżeli przejmowano gwałceniem praw człowieka na Kaukazie. Otwarty antyrosyjski charakter „JK” miał na celu poinformowanie opinii publicznej w Turcji i poza jej granicami o sytuacji w Związku Radzieckim. Pismo drażniło sowieckie władze. Dyplomacja sowiecka coraz bardziej naciskała na rząd w Ankarze domagając się zamknięcia pisma. Sowieci odnieśli sukces i 1 października 1927 roku czasopismo zostało zamknięte.16 

Jednak już od 1 lutego 1928 roku Resulzade zaczął wydawać w Turcji nowe pismo „Azeri Turk” (dalej „Az.T”), innymi słowy „Azerbejdżanin”17. „Az.T” wychodził w Stambule co dwa tygodnie.18 Pierwsze 20 numerów było pisane alfabetem arabskim. Po przyjęciu w Turcji „Ustawy o Nowych Literach” 1 października 1928 roku „Az.T” od 16 grudnia 1928 roku przeszedł na alfabet łaciński. 

Informację o „Az.T” można znaleźć w raporcie polskiego poselstwa w Ankarze wysłanym do centrali 16 grudnia 1929 r. „(…)wydawana w Stambule gazeta tygodniowa <Azeri Turk> korzysta faktycznie z wielkich przywilejów w dziedzinie wolności słowa, gdyż władze tureckie, w drodze wyjątku tolerują w całej pełni publikowanie w tym piśmie wiadomości przedstawiających istotny stan Rosji”.19 Tolerancja Turków miała jednak swoje granice. Władze tureckie wskutek żądań Sowietów zamknęły pismo. Ukazało się tylko 30 numerów „Az.T”, a ostatni numer wyszedł w lutym 1930 roku. Redakcja pisma miała kłopoty nie tylko związane z represjami z zewnątrz. W 1928 roku w łonie partii Musawat powstał poważny konflikt, co nie mogło się nie odbić na pracy pisma. Resulzade był nie tylko redaktorem pisma, ale i autorem większości artykułów, dlatego jego coraz częstsze wyjazdy za granicę i w końcu opuszczenie Turcji osłabiły pracę redakcji.

Kolejnym antysowieckim pismem, które wydawała azerska emigracja w Turcji, był miesięcznik „Odlu Jurt” (Ognista kraina). Pierwszy numer składający się z 40 stron wyszedł w Stambule 1 marca 1929 roku.20 Na stronie tytułowej podana była pełna nazwa: „Odlu Jurt” Miesięczny organ ideologii narodowego Azerbejdżanu. Wszystkie numery wychodziły w alfabecie łacińskim.21

W artykule „Nasza twarz” Resulzade powtórzył myśl o konfederacji Kaukazu przedstawioną jeszcze w „Az.T” i przedstawił wynikające z tego korzyści dla Turcji i Persji. „W walce o odzyskanie swojej niepodległości azerbejdżański ruch narodowy gotowy jest do użycia wszelkich realnych możliwości. Nie będziemy tutaj mówili o wszystkich rodzajach tych możliwości. Zaznaczmy tylko, iż wśród politycznych możliwości przypisujemy szczególne znaczenie idei Konfederacji Kaukaskiej. Polityczne znaczenie niepodległego konfederacyjnego Kaukazu powinno przede wszystkim być doceniane w krajach sąsiadujących z Kaukazem, zarówno w Turcji jak i Persji – krajach, które najbardziej ze wszystkich znajdują się pod presją rosyjskiej imperialistycznej ekspansji.”22

Mimo korzyści wynikających z położenia geograficznego Turcji, jak było zaznaczone wyżej warunki polityczne na terytorium tego kraju w latach 20. nie były korzystne dla emigracji antybolszewickiej ze względu na strategiczny sojusz turecko-sowiecki. Jesienią 1928 roku gruziński przedstawiciel w KNK Szymon Mdiwani został aresztowany i wydalony z Turcji. Bezpośrednią przyczyną była zbytnia nieostrożność Gruzina, który mimo wydalenia przez władze tureckie jego współpracownika Czuwadze, sprowadził go z powrotem pod fałszywym paszportem.23 Resulzade prowadził w tej sprawie rozmowy z władzami tureckimi, jednak ze Sztabu poinformowano go poufnie, że „Mdiwaniego musiano wydalić ze względu na zbytnie ujawnienie jego roboty, oraz przekroczenie pewnych rozporządzeń policyjnych.”24 Azerska oraz północnokaukaska sekcja zapewniały gruzińskich kolegów, iż ta akcja nie odnosi się do całej gruzińskiej pracy i prosiły o wysłanie kolejnego przedstawiciela. Jednak po rewizji u Resulzadego oraz Szamila Gruzini umocnili się w przekonaniu o niemożności pracy na terenie Turcji i zażądały przeniesienia pracy do Paryża. W przeciwnym razie groziły wyjściem z KNK.

W latach 1928-1929 znacznie pogorszyły się warunki działalności politycznej emigracji kaukaskiej na terenie Turcji. Nad pogorszeniem sytuacji zaważyło kilka czynników, między innymi wspomniane wydalenie na jesieni 1928 roku gruzińskiego przedstawiciela. Ponadto 1929 rok był bardzo trudnym dla całej emigracji antysowieckiej działającej na terenie Turcji. Ankara coraz podejrzliwiej patrzyła na ich działalność, powoli, pod presją Sowietów ograniczała ich wolność. Choć Emin bej miał znajomości wśród elity rządzącej w Ankarze i był dobrze postrzegany, nawet azerbejdżańskiej emigracji nie udało się uniknąć rewizji policyjnych w czerwcu 1929 roku.

Polskie poselstwo natychmiast wysłało do centrali informacje na ten temat: „2’go b.m (czerwca – SK) rano urządzono równocześnie rewizję u Emina i Szamila i zabrano na policję wszystkie znalezione u nich papiery, u Emina wszystko, tzn. protokoły zebrań, książki etc., u Szamila nic, bo wszystko u nas trzyma.”25 „U Emina” oznaczało w redakcji pisma „Odlu Jurt”. Rzeczywiście policja zabrała wszystkie dokumenty, papiery znalezione w redakcji. To wydarzenie bardzo dotknęło azerską emigrację, jej przedstawiciele czuli się upokorzeni. Współpracownicy Resulzadego szukali autorów donosu wśród opozycji wobec Emina. Prawdziwym winowajcom między innymi właśnie o to chodziło. Pomimo argumentów osób z otoczenia Resulzadego uważam, że wersja wydarzeń, zgodnie z którą opozycja doniosła o antytureckiej działalności Resulzadego, żeby go skompromitować w oczach Turków, nie jest przekonująca. Interesujący w tej sprawie jest dokument, który trafił w ręce polskiej placówki w Ankarze, w którym niejaki German donosi ministrowi spraw zagranicznych Turcji Tefikowi Rusztiemu o antysowieckiej działalności kaukaskiej emigracji w Turcji.26 Raport zawiera również informację o Resulzadem. Wiele daje do myślenia początek dokumentu, gdzie autor pisze: „w nawiązaniu do naszych spotkań, na których między innymi został określony charakter informacji, które mogą zainteresować Was z punktu widzenia Waszej pracy narodowej (….)”27. Wynika z niego, że szef dyplomacji tureckiej „zamawiał” informacje o antysowieckiej emigracji. Finansowe i polityczne poparcie Polski dla kaukaskiej emigracji nie było tajemnicą dla Turków. Szukano powiązań z innymi krajami, między innymi Wielką Brytanią, do której Turcja nie miała zaufania. Rewizja u przedstawiciela Gorców, Szamila oraz wcześniejsze wydalenie gruzińskiego reprezentanta wskazują, że nie była to akcja wyłącznie przeciwko Resulzademu, lecz część całej operacji infiltrowania emigracji antysowieckiej pod kątem współpracy z Anglikami.

Po rewizji, przez trzy dni przesłuchiwano Resulzadego. Na przebieg przesłuchiwań światło rzuca doniesienie Gawrońskiego: „Badania – prowadzone oględnie, prawie życzliwie – były wyraźnie skierowane ku wynalezieniu ingerencji Anglików. (…) Policja miała otrzymywać dużo denuncjacji o konszachtach emigracji z Anglikami. Z Eminem omówiliśmy zatem, co ma mówić o naszej współpracy. Powiedziałem, żeby nie przeczył, o ile tylko ustnie ma zeznawać, by jednak niczego w tym sensie nie podpisywał. Bałem się, by taki akt nie trafił do rąk bolszewików, gdyż prowadzące przesłuchiwania są podejrzani o stosunki z bolszewikami. Na zapytanie <jakie rządy was popierają?> Emin doskonale odpowiedział: <w pierwszym rzędzie turecki, a następnie polski>. To Turków trochę zaniepokoiło i w następstwie sam Wali28 całe akta wziął do siebie i sam z Eminem gadał.”29 Resulzademu powiedziano, że polecenie rewizji otrzymali nie z Ankary, lecz że lokalna policja otrzymała doniesienie. Dla wyjaśnienia sprawy Gawroński chciał wysłać Resulzadego do Ankary. Jednak Resulzade nie miał pozwolenia na wyjazd, nie mógł opuścić Stambułu. W tym celu wysłano do Ankary Dżafara Sejdameta, który miał dobre kontakty wśród tureckich polityków. Jego rozeznania pokazały, że w rządzie Ismet Paszy (Inonu) zdecydowanie prosowiecką politykę prowadził Tefik Rusztu, który opowiadał się za wydaleniem antysowieckiej emigracji. Z takim rozwiązaniem nie zgadzał się minister spraw wewnętrznych Szukru Kaja, który miał poglądy antykomunistyczne, dlatego sprzyjał emigracji antybolszewickiej. Jak pisze Gawroński w swoim doniesieniu, w związku ze sprawą rewizji u Resulzadego powstał „huczek w rządzie i na Radzie Ministrów”.30 W takiej sytuacji minister spraw wewnętrznych Szukru Kaja zadecydował, że sam osobiście zajmie się tą sprawą, dlatego kazał wysłać sobie wszystkie akta.

Choć wątek z rewizją oraz związanym z nią śledztwem w sprawie Resulzadego w archiwach polskich się urywa, wydarzenia, które się następnie rozegrały dają podstawę do stwierdzenia, że niezależnie od wyników badań było wiadomo, że Turcy chcieli wyeliminować politycznie osobę Resulzadego. Cała rewizja była jedynie przedstawieniem w rozgrywkach turecko-sowieckich. Ignorowana przez Zachód Turcja zabiegała o względy Moskwy, dlatego musiała udowodnić sojusznikom lojalność i wierność. Zabiegi sowieckiego posła Jakowa Surica (Яков Суриц)31 przyniosły rezultaty. Udało mu się wzmocnić polityczny dialog turecko-sowiecki. Turcja musiała jak najszybciej pozbyć się krępujących „gości”. Resulzade musiał zaprzestać działania w Turcji, albo wyjechać. Prawdopodobnie w styczniu 1930 roku Mehemmed Emin Resulzade wyjechał z Turcji do Polski.

W tym samym roku we wrześniu do Moskwy pojechał minister spraw zagranicznych Tewfik Ruszti.32 Rok później odbyła się rewizyta w Ankarze ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRR Maksima Litwinowa. 30 listopada 1931 roku strony podpisały w Ankarze protokół o przedłużeniu na kolejne pięć lat turecko-sowieckiego traktatu o przyjaźni i neutralności z 1925 roku. Protokół zawierał tajną klauzulę, na mocy której Turcja zobowiązywała się deportować najbardziej aktywnych emigrantów antysowieckich oraz przeciwdziałać na swoim terytorium propagandzie, skierowanej przeciwko Sowietom.33 Ponadto szefowie dyplomacji przygotowali grunt do oficjalnej wizyty w Związku Radzieckim rządu tureckiego na czele z przewodniczącym Rady Ministrów Ismetem Inonu w kwietniu 1932 roku. Podczas pobytu tureckiej delegacji w Moskwie, 6 maja doszło do spotkania Ismeta Inonu ze Stalinem. Wizyta zaowocowała udzieleniem kredytu Turcji w wysokości 8 mln dolarów.34 Prawdopodobnie jednym z warunków udzielenia kredytu było, między innymi, ostateczne rozstrzygnięcie kwestii emigracji antybolszewickiej w Turcji. 

Polskie MSZ oraz Oddział II SG bezskutecznie próbowały od 1930 roku pomóc Resulzademu powrócić do Turcji. W materiałach polskiego MSZ zachowała się korespondencja między Warszawą a Stambułem, dotycząca sprawy uzyskania tureckiej wizy dla Resulzadego. Jedna z notatek pochodzi z grudnia 1930 roku: „Wiza dla Emin Beja jest w dalszym ciągu aktualna. Staraj się o nią. Emin jest człowiekiem tak bardzo sztandarowym, że nie sposób [podkr. w oryginale – SK] obejść bez niego na odcinku Jego narodu.” Z listu radcy polskiej ambasady w Turcji Karola Dubicza z 12 lutego 1933 roku wynika, iż próby były wznawiane cały czas, ale bezskutecznie: „W sprawie Eminowej wizy. Miałem na ten temat 2 długie rozmowy z Nadżi35. Widziałem, jak mu trudno było wykrztusić odmowę – nie miał na to argumentów.”36 Represje spotkały nie tylko samego Resulzadego ale również jego dzieła. 22 października 1938 roku Kemal Ataturk podpisał rozporządzenie zabraniające wwozu i rozpowszechniania jego książki.37 Wiadomo, że w praktyce to oznaczało zakaz rozpowszechnienia na terytorium Turcji wszelkiej antysowieckiej literatury.

Okres turecki (lata 1922-1930) był bardzo brzemienny w skutki dla działalności politycznej i publicystycznej emigracji kaukaskiej. W tym czasie powołano Zagraniczne Biuro Musawatu, Centrum Narodowe Azerbejdżanu, powstała najważniejsza emigracyjna organizacja kaukaska – Komitet Niepodległości Kaukazu, publikowano też prasę antysowiecką. Turcy tolerowali polityczną działalność uchodźców z Kaukazu na tyle, na ile mogli udawać, że nie wiedzą o ich antybolszewickiej działalności. W okresie międzywojennym Turcja nie była tak silna, żeby wspierać działania polityczne emigracji kaukaskiej przeciwko Związkowi Radzieckiemu, jedynemu mocarstwu, jakie wspomagało młodą republikę w procesie państwowotwórczym. Zachód, odwracając się od Turcji, niejako pchnął ją w objęcia Moskwy. Z tego punktu widzenia nie można zbyt surowo oceniać prosowieckiej polityki Kemala Ataturka, który dbał przede wszystkim o interesy narodowe Turcji. Kraje Europy Zachodniej przyjęły antysowiecką emigrację, tolerowały ją, ale jednocześnie przymykały oko na bezprawne, imperialistyczne działania bolszewików na obszarze byłej Rosji, pozwalając im krok po kroku odbudowywać imperium o innym zabarwieniu.

Dr Szahla Kazimowa – absolwentka Instytutu Orientalistycznego UW, wykładowca w Studium Europy Wschodniej UW, zajmuje się dziejami emigracji kaukaskiej w okresie dwudziestolecia międzywojennego, rozwojem azerbejdżańskiej myśli politycznej, w szczególności działalnością M. E. Resulzade.

1T. Reiss, Orientalista. Życie fałszywego księcia: od rewolucji bolszewickiej do faszystowskich Włoch, Warszawa 2005, s. 131-132.

2A. Jevakhoff, Kemal Ataturk. Droga do nowoczesności, Warszawa 2004, s. 154.

3D. Kołodziejczyk, Turcja, Warszawa 2000, s. 92.

4A. Jevakhoff, Kemal Ataturk…op.cit., s. 177.

5D. Kołodziejczyk, Turcja, s. 105.

6Г. Мамулия, Кавказская Конфедерация в официальных декларациях, тайной переписке и секретных документах движения ≪Прометей≫. Сборник документов, Москва 2012, s.7.

7Tadeusz Schaetzel (1891-1971) – polityk i dyplomata, pułkownik dyplomowany Wojska Polskiego, poseł, działacz prometejski. Karierę wojskową zaczynał w Legionach Polskich i Polskiej Organizacji Wojskowej. Od 1919 roku służył w Sztabie Naczelnego Wodza. W latach 1922-1923 pełnił funkcję Szefa Wydziału Ewidencji Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. W latach 1924-1926 przebywał w Turcji jako attache wojskowy, po powrocie do kraju stał na czele Oddziału II Sztabu Generalnego (1926-1928), radca ambasady RP, poseł nadzwyczajny w Paryżu (1929-1930), Szef Gabinetu Prezesa Rady Ministrów. W latach 1931-1935 Naczelnik Wydziału Wschodniego MSZ, wicedyrektor Departamentu Politycznego MSZ (1914-1935), poseł na Sejm (1930-1938), w latach 1935-1939 wicemarszałek Sejmu. Po okupacji niemieckiej Warszawy wyjechał do Rumunii, gdzie został internowany (1939-1944). W 1944 roku wyjechał do Turcji, stamtąd do Egiptu. Od 1947 roku zamieszkał w Wielkiej Brytanii, gdzie wraz z innymi najbliższymi współpracownikami Józefa Piłsudskiego tworzył Instytut Józefa Piłsudskiego w Londynie oraz Ligę Niepodległości Polski, od 1957 roku był prezesem jej Rady Naczelnej. W 1949 roku wznowił grupę „Prometeusz” i przewodniczył jej. Do końca życia utrzymywał kontakty z działaczami prometejskimi.

8Tadeusz Ludwik Hołówko (1889-1931) – polski działacz niepodległościowy związany z obozem Piłsudskiego, działacz PPS, organizator i członek POW, znany publicysta, jeden z najbardziej wybitnych znawców kwestii narodowościowych w II RP, strateg ruchu prometejskiego. Pełnił wysokie funkcje we władzach PPS. Był jednym z organizatorów Związku Zbliżenia Narodów Odrodzonych, brał udział w powstaniu Instytutu Badań Spraw Narodowościowych oraz Instytutu Wschodniego w Warszawie. Od 1 marca 1927 objął stanowisko Naczelnika Wydziału Wschodniego MSZ. W grudniu 1927 roku wystąpił z PPS i przystąpił do tworzenia Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem (BBWR), organizacji politycznej popierającą Marszałka i działającej według jego wskazań. W listopadzie 1930 roku z ramienia tej organizacji dostał mandat poselski do Sejmu, został jednocześnie wybrany wiceprezesem Bloku oraz kierownikiem grupy poselskiej Klubu Parlamentarnego BBWR i prezesem regionalnej grupy wileńskiej. Aktywny obrońca praw narodów z obszaru Imperium Rosyjskiego, opowiadał się za koniecznością wsparcia ruchów niepodległościowych w walce o suwerenność, utrzymywał osobiste kontakty z najwybitniejszymi przedstawicielami nierosyjskiej antysowieckiej emigracji. Jako jeden z realizatorów polityki wschodniej Józefa Piłsudskiego z ramiona MSZ prowadził rozmowy z Ukraińcami, Kaukazczykami, Tatarami Krymskimi i Nadwołżańskimi oraz przedstawicielami Turkiestanu. Jako polityk i publicysta wypowiadał się za zbliżenie polsko-ukraińskie. 29 sierpnia 1931 roku został zabity przez dwóch nacjonalistów ukraińskich w Truskawcach. Szerzej o życiu i działalności Tadeusza Hołówki patrz: I. Werschler, Z dziejów obozu belwederskiego. Tadeusz Hołówko: życie i działalność, Warszawa 1984; A. Madera, Prometeizm i polityka etniczna wobec narodów słowiańskich w poglądach i działalności Tadeusza Hołówki, [w:] W. Dymarski, J. Juchnowski (red.), Europa Środkowa-Wschodnia w polskiej myśli politycznej, Wrocław 2004, s. 53-101.

9J. Potocki, Instrukcje Marszałka dla ambasadora RP w Turcji (1933), „Niepodległość”, t. 7 , Londyn 1962, s. 254.

10Ibidem, s. 255.

11AAN, sygn. 6687, k.12, k. 15.

12Na temat czasopisma „Jeni Kafkasja” patrz: A. Tahirli, Azərbaycan muhacir mətbuatı (“Yeni Qafqasya”, “Azərbaycan” (Paris),”Odlu Yurd”, “Azərbaycan yurd bilgisi”, “İstiqlal”, “Azərbaycan” (Ankara)). I hissə, Bakı 2002, s. 15-25; S. Şimşir, Azerbaycan’ın İstiklal Mucadelesi, İstanbul 2006, s. 40-52.

13S. Şimşir, Azerbaycan’ın istiklal mucadelesi…op.cit., s. 40.

14İbidem.

15Resulzade jeszcze w 1918 roku w swoim przemówieniu na otwarciu parlamentu Azerbejdżanu porównał narody kaukaskie ze zniewolonym Prometeuszem, a ptaka, który wyjadał mu wątrobę – z dwugłowym orłem rosyjskim: „Panowie, kiedyś Prometeusz, przedstawiciel idei wolności podobnie do nas, narodów kaukaskich, był przykuty do gór Kaukazu. Pragnął on zerwać wieczne okowy. Duch Prometeusza jest w każdym z narodów kaukaskich (…)”.

16S. Şimşir, Mehmet Emin Resulzade’ nin Turkiye’deki hayatı, faaliyeleri ve duşunceleri, Ankara 1995, s. 27.

17To jest wyjaśnienie samego Resulzadego użyte w streszczeniu pierwszego numeru „Azeri Turk”, który wysłał Tadeuszowi Hołówce, Szefowi Departamentu Wschodniego MSZ RP: AAN, teczka 6693, k. 37. Artykuł ukazał się również w języku francuskim w piśmie „Promethee”. „Promethee”, maj 1928, nr 16, s. 13-15.

18Szerzej na temat „Azeri Turk” patrz: A. Tahirli, Azərbaycan muhacirət mətbuatı.. II hissə, Bakı 2003, s. 155-166; S. Şimşir, Azerbaycan’ın istiklal mucadelesi…op.cit., s. 52-59.

19AAN, sygn. 6689, k. 17.

20Szerzej na temat „Odlu Jurt” patrz: A. Tahirli, Azərbaycan muhacir mətbuatı, I hissə…op.cit., s. 26-43; S. Şimşir, Azerbaycan’ın İstiklal…op.cit., s. 60-65.

21Niestety, również „Odlu Jurt” z przyczyn politycznych został zamknięty. Ostatni jego numer (30-31) ukazał się w sierpniu 1931 roku.

22Ibidem, k. 16.

23List Kazimierza Papee do Tadeusza Hołówki z dnia 3. IX. 1928, AAN, sygn. 6693, k. 132.

24Telegram szyfrowy Kazimierza Papee do Ministra Spraw Zagranicznych, AAN, sygn. 6693, k. 157.

25List Jana Gawrońskiego do Tadeusza Hołówki z dnia 13 czerwca 1929, AAN, sygn. 6689, k. 76.

26AAN, sygn. 6693, k. 91-93.

27Ibidem, k. 91.

28Gubernator, prezydent miasta, mer.

29List Jana Gawrońskiego do Tadeusza Hołówki z dnia 13. 06. 1929, AAN, sygn. 6689, k. 77.

30AAN, sygn. 6689, k. 78.

31Jakov Zacharowicz Surits (1882-1952), sowiecki dyplomata, w latach 1924-1934 polpred (pełnomocny przedstawiciel) Sowietów w Ankarze. Podpisał w 1925 roku umowę o przyjaźnie i neutralności pomiędzy Turcją i ZSSR. Za swoją działalność dyplomatyczną w Turcji dostał najwyższą w tamtych czasach nagrodę – order Lenina.

32Очерки истории Министерства Иностранных Дел России, Москва 2002, t.2, s.140.

33А. Балаев, Мамед Эмин Расулзаде (1884-1955), op.cit., s. 236.

34М. Гасратян, П. Моисеев (red), CCCР и Турция, 1917-1979, Москва 1981, s. 98-99.

35Może chodziło o Ahmeta Nadżi Tinaza? Był on głównym radcą w Ministerstwie Obrony Turcji. W latach 1939-40 był ministrem obrony.

36List Karola Dubicza z dnia 12 lutego 1933 roku. AAN, sygn. 6691, k. 65.

37С. Исхаков (red), Из истории азербайджанской эмиграции. Сборник документов, произведений, писемМосква 2011, s. 291.

Stosunki polityczne Ukraińców i Tatarów krymskich w okresie międzywojennym

Wołodymyr Komar

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 2, lipiec 2012, ss. 185-193]

Pierwsza wojna światowa spowodowała rozpad imperium rosyjskiego, natomiast rewolucja październikowa 1917 r. stała się katalizatorem ruchów wyzwoleńczych narodów Rosji. W regionie Morza Czarnego niezależność ogłosiły, między innymi, Krym – 13 grudnia 1917 r. i Ukraińska Republika Ludowa (URL) – 22 stycznia 1918 r.[1]

Stosunki polityczne Ukraińców i Tatarów krymskich kształtowały się w warunkach rozpadu imperium Romanowów i narodzin niezależnych państw narodowych. Znaczna rola w odbudowie krymskiej państwowości przypadła w udziale znanemu działaczowi społecznemu, pisarzowi, jednemu z ideologów narodowego ruchu Tatarów Krymskich – Dżafarowi Sejdametowi. Już w maju 1917 r. stanął on na czele krymskiej delegacji na kongresie muzułmanów Rosji, na którym przedstawione zostały polityczne żądania Tatarów krymskich: m.in. utworzenie federacyjnej Rosji oraz ogłoszenie suwerenności narodu krymskotatarskiego. Uwaga działaczy tego ruchu skierowana była głównie w stronę Ukrainy. Sejdamet spotykał się z przewodniczącym Centralnej Rady Mychajłą Hruszewskim, szefem Sekretariatu Generalnego Wołodymyrem Wynnyczenką oraz sekretarzem (ministrem) do spraw międzynarodowych Ołeksandrem Szulhynem. Celem tych spotkań było wyjaśnienie stanowiska strony ukraińskiej względem Krymu. Podróż do Kijowa w lipcu 1917 r. przekonała Sejdameta, że ukraiński ruch narodowy wspierał krymskich Tatarów jedynie na płaszczyźnie przeciwstawiania się Rosji. Jednak po tym, jak Centralna Rada obrała kurs na proklamowanie Ukraińskiej Republiki Ludowej (URL), w przywódcach Tatarów krymskich dojrzewa idea wysunięcia hasła „Krym dla mieszkańców Krymu!” (Крим для кримчан!), która przewidywała stworzenie na półwyspie niezawisłego
państwa. Sejdamet przekonany był, że idei niezależności Krymu należy bronić nie tylko przed Rosjanami, ale i przed Ukraińcami, i jednocześnie liczył na poparcie ze
strony Imperium Osmańskiego[2].

Mimo to, Sejdamet wziął udział w Zjeździe Narodów zwołanym przez Centralną Radę w Kijowie w dniach 8-16 września 1917 r. Zjazd przyjął postanowienia, które w znacznej mierze wyznaczyły politykę zarówno Centralnej Rady, jak i kierownictwa ruchu narodowego Tatarów krymskich w okresie od jesieni 1917 r. do stycznia 1918 r. Główny akcent w rezolucjach Zjazdu położony został na przekształcenie scentralizowanej Rosji w federację, zwołanie krajowego zgromadzenia ustawodawczego do [zgromadzenia] rosyjskiego, stworzenie narodowej armii. Delegaci Tatarów krymskich w ramach zjazdu przeprowadzili rozmowy z kierownictwem URL. Dżafar Sejdamet zaznaczał, że Hruszewski i Szulhyn ze zrozumieniem podchodzili do poglądów przedstawicieli narodu krymskotatarskiego na temat przyszłości Krymu. Do Wynnyczenki delegaci nie mieli zaufania, ponieważ sprawił on wrażenie człowieka, który bez wahania użyje wszelkich środków w imię realizacji narodowych interesów[3].

Następne spotkanie Sejdameta z liderami Centralnej Rady, a zwłaszcza z sekretarzem do spraw wojskowych Symonem Petlurą, odbyło się w Kijowie podczas rewolucji październikowej w Piotrogrodzie w 1917 r. Sejdamet uważał ją za nic więcej, jak tylko bolszewicki przewrót, który potępił nazywając przestępczą awanturą[4]. Od ukraińskich działaczy Sejdamet otrzymał obietnicę, iż na mocy Uniwersału Centralnej Rady Krym nie wejdzie w skład Ukrainy. Umowa została dotrzymana. W III Uniwersale Centralnej Rady z 7 (20) listopada 1917 r., który proklamował utworzenie Ukraińskiej Republiki Ludowej, trzy północne (kontynentalne) powiaty guberni taurydzkiej, ale „bez Krymu” zostały włączone w skład URL[5].

Wydarzenia październikowe zmusiły działaczy krymskich do połączenia sił w obliczu bolszewickiego zagrożenia. 26 listopada (9 grudnia) 1917 r. rozpoczął prace krymskotatarski Kurułtaj (zjazd), który 13 (26) grudnia utworzył urząd ludowy – Dyrektoriat (radę dyrektorów), który ogłosił utworzenie Krymskiej Republiki Demokratycznej (Ludowej) i zatwierdził jej konstytucję – „Krymskotatarską ustawę zasadniczą”[6]. Centralna Rada uznała postanowienia Kurułtaju. Jednak ruch Tatarów krymskich z powodu słabości strukturalnych (np. Tatarzy krymscy stanowili mniej niż 30% populacji Krymu) nie mógł samodzielnie utrzymać władzy na półwyspie[7], mimo, że zawierał sojusze z innymi antybolszewickimi siłami skrajnymi, zgromadzonymi w Radzie Przedstawicieli Ludowych (RPL). Szkielet jej sił zbrojnych stanowiły formacje krymskotatarskie, a także rosyjscy oficerowie białogwardyjscy oraz zukrainizowane jednostki armii carskiej. Koalicja ta okazała się jednak zbyt słaba i nie mogła skutecznie przeciwstawić się przeważającym siłom Armii Czerwonej, które rozpoczęły działania wojskowe na Krymie mając na celu zdobycie władzy. W takich warunkach zwołany został Krymski Sztab Rewolucyjny, na którego czele stanął Dżafar Sejdamet. Oddelegowane pod jego komendę wojska liczyły od dwóch do pięciu tys. żołnierzy, jednak nie stanowiły one poważnej przeszkody dla bolszewickiej ekspansji na Krym[8].

Młoda krymska republika, niedługo po uchwaleniu konstytucji i proklamowaniu niepodległości, doznała agresji ze strony wojsk bolszewickich, które na początku 1918 r. wkroczyły na Krym[9]. Grabieże, których dokonywali głównie marynarze Floty Czarnomorskiej, odbywały się według podobnego scenariusza. Pod miasto podpływały okręty wojskowe i celowały z armat w główną część miasta. Marynarze wychodzili na brzeg całymi jednostkami i zazwyczaj łatwo łamali opór wojsk sztabu krymskiego. Tak, jedno po drugim, upadały kolejne krymskie miasta: Eupatoria, Jałta, Teodozja, Kercz, a 13 stycznia siedziba rządu – Symferopol. Zajęcie Krymu przez bolszewików poprzedzone było masowymi grabieżami i morderstwami, które dotknęły wszystkich warstw społeczności miejscowej, od burżuazji po robotników. Tatarska ludność Krymu, nie poddawszy się bolszewickiej agitacji, doznała podobnych represji, dodatkowo bolszewicy podsycali narodową nienawiść do niej ze strony ludności rosyjskojęzycznej. Jednakże już wiosną 1918 r. fala sprzeciwu wobec bolszewickiej władzy zjednoczyła wszystkich mieszkańców Krymu[10].

Zgodnie z postanowieniami traktatu brzeskiego pomiędzy URL i Państwami Centralnymi, wojska niemieckie dokonały okupacji terytorium Ukrainy, a następnie Krymu. Władze niemieckie pragnęły stworzyć sytuację długotrwałej zależności politycznej i ekonomicznej Ukrainy od Niemiec, na Krymie zaś ich interesy ograniczone były do tymczasowych korzyści wojskowo-politycznych i strategicznych. Generał armii carskiej, muzułmanin, Maciej Sulejman Sułkiewicz, który z pochodzenia był Tatarem litewskim, za zgodą władzy niemieckiej 25 czerwca 1918 r. został premierem rządu Republiki Krymskiej. W skład jego gabinetu weszli również inni Tatarzy z Litwy[11], np. szefem kancelarii Sułkiewicza został Leon Najman Mirza Kryczyński, który jednocześnie był deputowanym krymskiego parlamentu[12]. Ich wybór był możliwy, w znacznej mierze, dzięki pochodzeniu etnicznemu i wierze muzułmańskiej, która wiązała ich z Tatarami krymskimi. Dla rządów niemieckich ważne było uniknięcie konfliktu z ludnością krymskotatarską i stworzenie pozorów jej samoorganizacji pod narodowym przywództwem.

W deklaracji rządu krymskiego, która została poparta przez okupacyjne władze niemieckie, ogłoszono „utrzymanie niezależności półwyspu… oraz odnowienie praworządności i porządku”. Natomiast hetman Pawło Skoropadski zażądał pełnego zjednoczenia Krymu z Ukrainą, wysuwając roszczenia względem trzech rolniczych powiatów w północnej części Krymu Taurydy oraz ustanawiając blokadę ekonomiczną półwyspu. W odpowiedzi na te działania, Sułkiewicz wydelegował jednego ze swoich ministrów, hrabiego Tatiszczewa, do Berlina, by uzyskać uznanie niezależności Krymu i wsparcie w konflikcie z Ukrainą. Jednakże rząd niemiecki nie uznał niezależności Krymu i radził samodzielne uregulowanie stosunków z przedstawicielami hetmana Skoropadskiego[13].

Poszukiwania zagranicznych sojuszników przedłużały się. Sułkiewicz wyznaczył Asana Sabri Ajwazowa na ambasadora w Konstantynopolu, który był upoważniony do prowadzenia w imieniu rządu negocjacji w sprawie odłączenia Krymu od Rosji i zjednoczenia go z Imperium Osmańskim. Dżafar Sejdamet, podówczas minister spraw zagranicznych Krymu, przedstawił rządowi niemieckiemu wezwanie Kurułtaju z dnia 21 lipca 1918 r., w którym mowa była między innymi i o tym, że „Tatarzy krymscy pragną odnowić tatarskie panowanie na Krymie przekształcając Krym w niezależny neutralny chanat, opierając się o politykę niemiecką i turecką”[14]. Jednakże 11 listopada 1918 r. Niemcy skapitulowały i w warunkach zagrożenia powtórną okupacją Krymu przez bolszewików, cztery dni później generał Sułkiewicz przekazał władzę krymskiemu rządowi krajowemu z Solomonem Krymem na czele i wyjechał do Azerbejdżanu. Choć po upływie dwóch tygodni na redzie Sewastopola pojawiła się eskadra 22. angielskich, francuskich, włoskich i greckich okrętów wojennych, Armia Czerwona przeprowadziła udany atak na siły interwencyjne, który w kwietniu 1919 r. zakończył się zajęciem prawie całego Krymu, z wyjątkiem półwyspu kerczeńskiego[15].

28-29 kwietnia 1919 r. III Krymska Obwodowa Konferencja Partyjna w Symferopolu przyjęła postanowienie o stworzeniu Krymskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Jednak tym razem sowiecka władza nie utrzymała się długo. Już 26 czerwca 1919 r., pod naciskiem Sił Zbrojnych Południa Rosji, którymi dowodził generał Anton Denikin, bolszewickie wojska wycofały się z Krymu. Administracja Denikina na Krymie bardzo negatywnie odnosiła się do niepodległościowych dążeń Tatarów krymskich. Pełnomocnictwa Kurułtaju i Dyrektoriatu zostały zlikwidowane, a półwysep włączono do guberni taurydzkiej. Jednak 7 listopada 1920 r. wojska bolszewickiego frontu południowego przeszły do zdecydowanego ataku, w rezultacie którego na półwyspie ustanowiono władzę radziecką[16].

W momencie opuszczania Krymu przez wojska generała Piotra Wrangla Dżafar Sejdamet wyemigrował do Turcji, a następnie do Szwajcarii. Cieszył się on autorytetem wśród emigrantów, przede wszystkim Tatarów krymskich, należał do kierownictwa szeregu organizacji emigranckich, był też liderem narodowej partii Tatarów krymskich Milli Firka[17].

Emigracyjna poniewierka zmusiła ministrów Republiki Krymskiej do szukania pomocy ze strony Polski. 17 maja 1920 r. Sejdamet oficjalnie zwrócił się do Ligi Narodów z żądaniem przekazania Krymu pod polski protektorat[18]. Ta prośba nie była zaskoczeniem, ponieważ Polska i Polacy były dla wielu narodów byłej Rosji carskiej wzorem walki o niezależność. Krok ten jednak nie mógł przynieść oczekiwanego rezultatu. W tym czasie terytorium Krymu okupowane było przez białogwardyjskie wojska generała P. Wrangla, a Ententa całkowicie wspierała ideę odbudowy imperium rosyjskiego. Józef Piłsudski gotowy był rozpatrzeć propozycje krymskiego ministra wyłącznie pod warunkiem, że zyska ona wsparcie ze strony Ligi Narodów oraz władz sojuszniczej URL. W odpowiedzi Liga Narodów poinformowała, że propozycja Sejdameta została przekazana do rozpatrzenia przez członków rady, jednak jest mało prawdopodobne by została potraktowana w oderwaniu od kwestii rosyjskiej. Radca ambasady polskiej w Brnie oficjalnie podziękował Sejdametowi za propozycję, dodając od siebie, iż jego czyn był ogromnym wsparciem moralnym dla strony polskiej[19].

Z kolei kierownictwo URL poinformowało o swojej gotowości do nadania Krymowi szerokiej autonomii, ale niczego więcej[20]. Konieczność przyłączenia półwyspu do URL politycy ukraińscy tłumaczyli w następujący sposób: „Ukraina to żyzny kraj z ogromnym potencjałem przemysłowym w przyszłości, a krymskie południe to riwiera, stacje klimatyczne, winnice i sady owocowe, które bez ukraińskiej produkcji przemysłowej nie może się obejść. Państwowa symbioza Tatarów krymskich i Ukraińców podyktowana jest przez samą naturę. Uważamy, że te przyczyny, jako najbardziej przekonujące, wezmą pod uwagę politycy tatarscy i dla dobra kraju ojczystego dojdą do korzystnego dla Ukraińców i siebie porozumienia”[21]. Nie zważając na pewne rozbieżności poglądów, sprawa krymska nie stała się kością niezgody między J. Piłsudskim i S. Petlurą.

Choć w listopadzie 1920 r. Dżafar Sejdamet uzyskał audiencję w Belwederze u Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego, tym czasie Polska mogła jedynie moralnie wesprzeć narodowo-wyzwoleńcze dążenia Tatarów krymskich. Propozycja Sejdameta była skutecznie wykorzystywana przez polską propagandę, szczególnie podczas negocjacji z przedstawicielami Rosji Radzieckiej. Nie zważając na nierealność postulatów krymskiego ministra, właśnie od tego momentu zaczęła się aktywna współpraca piłsudczyków z krymskotatarską emigracją.

W latach 1923-1926 w wewnętrznej polityce Polski doszło do pewnych perturbacji, związanych ze zmianą koalicji rządzącej i wymuszoną rezygnacją Piłsudskiego z kluczowych stanowisk w państwie[22]. Do władzy w kraju doszły rządy, które znajdowały się pod wpływem ideologii narodowych demokratów i nie podzielały idei prometejskiej[23]. Wyrażając swoją zasadniczą niezgodę z polityką rządów Chjeno-Piasta, Piłsudski demonstracyjnie porzucił swój służbowy gabinet w Sztabie Generalnym i wyjechał do Sulejówka. Tak rozpoczął się nowy etap w życiu marszałka, który otrzymał nazwę: „sulejowski”. W 1923 r. wszystkim wydawało się, że Piłsudski na zawsze odszedł z aktywnej polityki i zabrał ze sobą marzenie swojego życia – odnowienie dawnego majestatu i potęgi Rzeczypospolitej. Jednak te iluzje nie wytrzymały próby czasu.

Fenomenalna zdolność marszałka Piłsudskiego do skupiania wokół siebie utalentowanych osób przejawiała się w organizacji prometejskiego frontu narodów, który otrzymał wsparcie poszczególnych działaczy państwowego aparatu władzy. W Sztabie Generalnym (SG) i Ministerstwie Spraw Zagranicznych (MSZ) koncepcja prometejska, której celem było doprowadzenie do rozpadu Związku Sowieckiego, nie została ostatecznie odrzucona, bez względu na postanowienia traktatu ryskiego z 1921 r.[24] Miała ona swoich zwolenników wśród urzędników od najwyższych szczebli rządowych do poziomu kierowników wydziałów. Wielbili oni Piłsudskiego, uważając go za twórcę polskiej armii i polskiego państwa[25]. Z nominacji marszałka w II Oddziale Sztabu Generalnego pracowali nadal: Tadeusz Schaetzel, Wacław Jędrzejewicz, Stefan Czarnocki, Henryk Suchenek, a w MSZ – Juliusz Łukasiewicz i Roman Knoll. W tym też czasie aktywną działalność rozpoczął również Tadeusz Hołówko, który owocnie współpracował z emigranckimi organizacjami społecznymi.

Prawie wszyscy przywódcy emigracyjnych organizacji narodowych gościli na audiencji u Piłsudskiego w Sulejówku. Wśród nich byli Gruzini, Ukraińcy, Tatarzy krymscy, w tym ich lider Dżafar Sejdamet[26]. Uwaga ze strony najbardziej wpływowego człowieka w państwie polskim okazywana przedstawicielom narodów walczących o niepodległość, miała dla nich ogromne znaczenie moralne i polityczne. Tak stopniowo kształtował się blok narodów niegdysiejszej carskiej Rosji, który poprzez osoby stojące na jego czele, umacniał się wokół Piłsudskiego i jego sprzymierzeńców.

W tym czasie na terytorium Francji działały emigracyjne centra Ukraińców, Gruzinów, Azerów, górali z Północnego Kaukazu, które na początku 1926 r. połączyły się w paryskim towarzystwie „Prometeusz”. Jeden z kierowników ruchu prometejskiego – Władysław Pelc – w swoich wspomnieniach kategorycznie podkreślał, iż w Paryżu nie było żadnego przedstawicielstwa tatarskiej emigracji[27]. Dotyczyło to w tym samym stopniu Tatarów krymskich pod przywództwem Sejdameta, jak i Tatarów Powołża, którymi kierował Muhammed Ayaz Ishaki. Miejscem zamieszkania większości Tatarów krymskich, a zwłaszcza ich lidera, Sejdameta była Turcja. Kontakty między Sejdametem, jako przywódcą Tatarów Krymskich na wychodźstwie, a polskim przedstawicielstwem dyplomatycznym w Turcji odbywały się poprzez pułkownika SG i wojskowego attaché Polski w Konstantynopolu, Bobickiego[28]. Mając na uwadze ostateczny cel realizacji polityki prometejskiej, przedstawiciele krymskotatarskiej emigracji przewidywali rozpad Związku Radzieckiego, co stwarzało perspektywy odrodzenia niezależnej Republiki Krymskiej.

Wraz z umocnieniem się władzy piłsudczyków w Polsce po przewrocie majowym w 1926 r. odżyły próby realizacji koncepcji prometeizmu. W tym celu pod koniec 1928 r. utworzono w Warszawie organizację „Prometeusz”. Jej oficjalna nazwa to: Klub „Prometeusz” – Liga zniewolonych przez Rosję narodów: Azerbejdżanu, Donu, Karelii, Gruzji, Idel-Uralu, Ingrii, Krymu, Komi, Kubania, Północnego Kaukazu, Turkiestanu i Ukrainy[29]. Z początkiem 1930 r. przekształciła się ona w główny ośrodek ideologiczny i organizacyjny całego ruchu prometejskiego. Stąd wychodziły instrukcje dla poszczególnych fi lii zorganizowanych we Francji (Paryż), Finlandii, Turcji, Persji i Chinach (Charbin), centrów narodowych oraz liderów emigracyjnych: Noe Żordania (Gruzini), Andrij Liwicki (Ukraińcy), Said Szamil (Górale Północnego Kaukazu), Dżafar Sejdamet (Tatarzy Krymscy), Muhammed Ayaz Ishaki (Tatarzy Powołża), Ihant Biłyj (Kozacy kubańscy), Mehmet Emin Resulzade, Mustafa-bek Wekili, Mir-Jakub Miechtijew, Ali-bej Azertekin (Azerowie)[30].

Ciągłe dyskusje między Ukraińcami i Tatarami krymskimi w sprawie przyszłego statusu Krymu odbywały się również w ramach ruchu prometejskiego. Stanowisko Ukrainy pozostawało niezmienne jeszcze od czasów Centralnej Rady: „Krym – kraj zróżnicowany etnicznie, w którym nikt nie ma większości – kiedyś był twierdzą Tatarów krymskich, naszych historycznych wrogów, a dziś sojuszników. Ukraina zawsze szanowała i będzie szanować prawa narodowe dawnych władców państwa na Krymie i pewni jesteśmy, że w walce o wolność Krymu przed obcymi zakusami, Ukraina była i będzie najwierniejszym przyjacielem Tatarów…, ale nie wyobrażamy sobie, by Krym mógł być oderwany od Ukrainy”[31].

Z tego powodu pod koniec 1929 r. odbyły się rozmowy ukraińsko-tatarskie[32]. Nie przyniosły one przełomu. Każda ze stron pozostała przy swoim zdaniu. Tatarzy stali na stanowisku odrodzenia państwowej niezależności Krymu. Ukraińcy chcieli widzieć Krym w składzie przyszłej niepodległej Ukrainy[33]. Przywódca Tatarów krymskich Dżafar Sejdamet uważał, że jeżeli Ukraina uzna niezależność Krymu, to musi też uznać jego suwerenność. Nie chciał, aby kwestia ta była omawiana pod kątem „strategicznego zainteresowania Ukrainy Krymem”[34]. Polemika na łamach prasy na temat przynależności Krymu toczyła się również między politykami zachodnioukraińskimi a działaczami Tatarów krymskich. Autonomia Krymu w składzie zjednoczonej Ukrainy, według polityków z Galicji, była jedyną realną możliwością rozwoju ruchu krymskotatarskiego[35].

W organizacji „Prometeusz” utworzonej w 1928 r. narody Azerbejdżanu, Donu, Karelii, Gruzji, Idel-Uralu, Ingrii, Krymu, Komi, Kubania, Północnego Kaukazu, Turkiestanu i Ukrainy zajmowały równorzędną pozycję. Natomiast w „Komitecie Przyjaźni Narodów Kaukazu, Turkiestanu i Ukrainy”, który powstał w Paryżu 1934 r. jako klub elitarny, emigranci dzielili się na dwie kategorie. Do pierwszej należały narody Kaukazu, Turkiestańczycy i Ukraińcy, którym w latach przynależności do Komitetu Przyjaźni i mieli podporządkować się wyłącznie organizacji „Prometeusz” z centralą w Warszawie. Taki podział skutkował poczuciem skrzywdzenia wśród przedstawicieli narodów tak zwanej drugiej kategorii. Traciły one zaufanie do kierownictwa, co zagrażało utratą jedności frontu prometejskiego. Stan ten odbił się nie tylko na relacjach między warszawskim „Prometeuszem”, a Komitetem Przyjaźni w Paryżu, które również wcześniej były napięte, ale i na stosunkach między Ukraińcami i Tatarami krymskimi.

W celu uregulowania sytuacji, zarząd organizacji „Prometeusz” wymógł natychmiastową normalizację stosunków i usunięcie tych przeszkód, które dezorganizowały monolityczność ruchu prometejskiego. Propozycja polegała na uzgodnieniu zasad działalności w ramach organizacji „Prometeusz”, czyli zrównania praw wszystkich narodów prometejskich, w tym ukraińskiego i krymskotatarskiego. Kierownictwo nalegało również na dokooptowanie do klubu paryskiego przedstawicieli innych narodów oraz zmianę nazwy na „Komitet Przyjaźni Narodów Zniewolonych przez Moskwę”. Ze względu na to, że organizacja „Prometeusz” podporządkowała sobie wszystkie organizacje emigracyjne, stworzyła ideologiczne podwaliny oraz stała się zwornikiem ruchu prometejskiego, to według polskiego kierownictwa, powinna ona taką pozostać[36].

Reasumując, stosunki polityczne między Ukraińcami i Tatarami krymskimi w okresie międzywojennym były niejednoznaczne. Przewidując rychły rozpad Związku Radzieckiego i współpracując w ruchu prometejskim pod egidą Polski, emigranci z URL i Republiki Krymskiej mieli różne cele polityczne. Tatarzy krymscy żywili nadzieję na odrodzenie niezależnego państwa. Natomiast Ukraińcy nie wyobrażali sobie istnienia niezależnej Ukrainy bez Krymu, któremu wyznaczali rolę autonomii. Partnerstwo i wspólne działanie Ukraińców i Tatarów krymskich kończyło się tam, gdzie zaczynała się rozmowa na temat statusu prawnego Krymu.

Przełożyli: Weronika Brewczyńska i Tadeusz Iwański

Dr hab. Wołodymyr Komar – historyk, badacz historii Polski i stosunków polsko – ukraińskich w okresie międzywojennym, docent na Wydziale Historii i Politologii Uniwersytetu w Iwanofrankiwsku.

 

[1] Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego (BUW), Rps. №1522, mikr.13286, k.2 (Memoriał p.t. “Sytuacja polityczna na Bliskim i Średnim Wschodzie (styczeń – marzec 1920 r.)”

[2] В. Г. Зарубин, А. А. Зарубина, Джафер Сейдамет. Штрихи к портрету, “Историческое наследие Крыма”, 2006, Nr 12–13, dostęp: http://a-pesni.org/grvojna/bel/a-sejdamet.php

[3] А. Іванець, Партнерство українців та кримських татар у 1917 році, “Українознавство”, 2008, Nr 4, s. 82.

[4] М. Гафарова, Джафер Сейдамет, dostęp: http://www.kitaphane.crimea.ua/dzhafer-seidamet.html

[5] В. Зарубин, Об этноконфессиональном конфликте в Крыму (1918 г.), dostęp: http://www.kreho.info/index.php/uploads/4/a.rian.ru/economy/20110622/a.rian.ru/economy/20110622/index.php?name-=News&op=article&sid=172

[6] А. Г. Зарубин, Крымскотатарское национальное движение в 1917–1921 гг. [Документы], “Вопросы развития Крыма”, (Научно-практический дискуссионно-аналитический сборник), Симферополь, 1996, wyd. 3, s.24–27.

[7] А. Іванець, Партнерство українців та кримських татар у 1917 році, “Українознавство”, 2008, Nr 4, s. 82.

[8] Р. Р. Токмеджи, Джафер Сейдамет і Милли-фирка – боротьба за національну волю в період більшовицької експансії, “Ученые записки Таврического национального университета им. В.И. Вернадского”, Серия “Юридические науки”, т. 19 (58), Nr 1, 2006, s.184–189.

[9] R. Potocki, “Państwo Krymskie” w 1920 roku, “Przegląd Wschodni”, 1996–1997, t. VI, z. 4(24), s. 843-868.

[10] А. И. Деникин, Очерки русской смуты: Белое движение и борьба добровольческой армии. Май – октябрь 1918. (Воспоминания. Мемуары), Мн., 2002, 66 s.

[11] РГВА, ф.308/к, оп.3, д.34, л.3 (Referat Władysława de Bondy AIDE MEMOIRE w sprawie tatarów krymskich).

[12] E. Charaszkiewicz, Przebudowa Wschodu Europy. Materiały do polityki wschodniej Józefa Piłsudskiego w latach 1893–1921, “Niepodległość”, Londyn, 1955, t.5 (po wznowieniu), s.147.

[13] А. И. Деникин, Очерки русской смуты: Белое движение и борьба добровольческой армии. Май – октябрь 1918. (Воспоминания. Мемуары), Мн., 2002, s. 70.

[14] Ibidem, s. 71-72.

[15] А. Г. Зарубин, В. Г. Зарубин, Без победителей. Из истории гражданской войны в Крыму, Симферополь, 1997, s.141–142.

[16] М. Н. Губогло, С. М. Червонная, Крымскотатарское национальное движение, т. 2, М., 1992, s. 279.

[17] Л. Ф. Соцков, Неизвестный сепаратизм. На службе СД и Абвера. Из секретных досье разведки, Мoskwa, 2003, s. 168.

[18] T. Krymski, E. Wiśniowski, Racja stanu Polski na Wschodzie [w:] Pod znakiem odpowiedzialności i pracy. Dziesięć wieczorów, pod redakcją A. Skwarczyńskiego, Warszawa, 1933, s. 225.

[19] S. Mikulicz, Prometeizm w polityce II Rzeczypospolitej, Warszawa, 1971, s. 195.

[20] Т. М. Симонова, “Прометеизм” во внешней политике Польши. 1919–1924 гг., “Новая и новейшая история”, 2002, Nr 4, s. 58.

[21] В. Сергійчук, Українські державники: Всеволод Петрів, К.: ПП Сергійчук М. І., 2008, s. 94.

[22] Л. Алексієвець, Польща: утвердження незалежної держави 1918–1926, Тернопіль, 2006, s. 358.

[23] Centralne Archiwum Wojskowe (CAW), Oddział II Sztabu Głównego (Od. II Sz. Gł.), sygn. I.303.4.5776, k.1 (St. Siedlecki. Ruch “Prometejski” wśród narodów podrosyjskich na emigracji w Polsce).

[24] Ibid., sygn. I.303.4.5561, k.31–32 (Stosunki Polsko-Prometeuszowskie. Referat polityczny, obrazujący genezę sprawy, założenia ideologiczne i formy organizacyjne współdziałania Polsko-Prometeuszowskiego. 1939 r.).

[25] Л. Алексієвець, Польща: утвердження незалежної держави 1918–1926, Тернопіль, 2006, s.359.

[26] CAW, Od. II Sz. Gł., sygn. I.303.4.5776, k.1 (St. Siedlecki. Ruch “Prometejski” wśród narodów podrosyjskich na emigracji w Polsce).

[27] Biblioteka Polska w Paryżu (BPP), Akta Władysława Pelca (AWP), sygn.1, k.2 (Notatka o pracy Władysława Pelca jako Attache Ambasady RP w Paryżu. 1937–1944.).

[28] РГВА, ф.308, оп.3, д.18, л.17 (Raport sytuacyjny attache Wojskowego Delegacji Rządu RPP w Konstantynopolu za czas 15.08–15.09.1921 r.).

[29] CAW, Od. II Sz. Gł., sygn. I.303.4.5782, k.661 (Ideologia walki ciemiężonych przez Rosję narodów zjednoczonych w organizacji “Prometeusz”: Azerbajdżan, Don, Gruzja, Idel-Urał, Ingria, Karelia, Komi, Krym, Kubań, Kaukaz Północny, Turkiestan i Ukraina. 1936 r.).

[30] Ibid., sygn. I.303.4.5776, k.7. (B. Sen. St. Siedlecki. Referat Szulgina p.t. “Ruch Prometeuszowski” wśród narodów podrosyjskich na emigracji w Polsce. Warszawa, 14.I.1939 r.).

[31] О. Шульгин, Без території. Ідеологія та чин Уряду У.Н.Р. на чужині, [З передмовою Вячеслава Прокоповича], Париж, 1934, s. 102.

[32] РГВА, ф.461/к, оп.2, д.124, л.5. (Wyciąg z listu p. Gawrońskiego do p. Hołówki z dn. 14 grudnia 1929 r.).

[33] Ibidem, л.10. (Национальный вопрос турков бывшей России. 1929 г.).

[34] CAW, Od. II Sz. Gł., sygn. I.303.4.5460, k.81 (Porozumienie ukraińsko-tatarskie. 17.XII.1929 r.).

[35] РГВА, ф.461/к, оп.2, д.128, л.62. (W odpowiedzi Ukraińskim szowinistom. Wstęp XX-ta rocznica otwarcia Kurułtaja na Krymie i oddżwięki na łamach lwowskiego “Diła”.); Ibid, л.63 (Krym w latach 1917–1920.); Свято державності кримських татар, “Діло”, 1937, 7 груд.; Крим в 1917-1920 роках, “Діло”, 1937, 9 груд.

[36] Archiwum Akt Nowych (AAN), Ministerstwo Spraw Zagranicznych (MSZ), sygn. 6692, k.130 (Memoriał Zarządu “Prometeusza”. 17.I.1938 r.).

Kaukaz w polityce MSZ – rola i znaczenie Konsulatu Generalnego RP w Tbilisi w okresie międzywojennym

Marcin Kruszyński

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 2, lipiec 2012, ss. 243-255]

Traktat ryski z 18 marca 1921 r. kończył co prawda stan wojny pomiędzy Polską a Rosją Radziecką, ale pozostawiał wiele kwestii nierozstrzygniętych. Jedną z nich był m.in. problem zajętych przez Moskwę republik kaukaskich1, obszaru nie objętego zasięgiem wspomnianego porozumienia. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych (MSZ) szybko stanęło więc przed poważnym dylematem – politycznym i moralnym zarazem – jak ułożyć sobie względnie poprawne stosunki z Kremlem, nie zapominając o mieszkańcach Kaukazu, bliskich Polakom tak ze względu na podobną historię jak i istniejące tam od końca XIX w. dość liczne skupiska Polonii.2

O ile sprawę opieki konsularnej nad osobami polskiego pochodzenia3 udało się dosyć sprawnie – choć rzecz jasna prowizorycznie4 – zorganizować, tj. ich interesy reprezentowały konsulaty: włoski w Tbilisi i perski w Baku oraz Erewaniu5, to pozostawało nadal zagadnienie relacji geopolitycznych w układzie: Polska -Rosja Radziecka – Kaukaz, a szczególnie w układzie: Polska – Rosja Radziecka – Gruzja.

Już teraz nasze rozważania trzeba rozpocząć od spostrzeżenia bardziej ogólnego, tzn. rozwikłanie tej łamigłówki było po prostu niemożliwe. Nie dało się bowiem pogodzić ze sobą sprzecznych interesów Związku Radzieckiego i emigracyjnych władz byłych republik kaukaskich, pamiętając równocześnie o nadrzędnej wartości za jaką uznać wypada dobro państwa polskiego. Pewnie wierność programowi nie wyklucza elastyczności w zakresie taktyki i doboru środków prowadzących do celu, niemniej – jak zaraz postaram się to udowodnić – dyplomaci z Wierzbowej mieli tutaj po prostu bardzo ograniczone pole manewru. Chociaż rzadko opinię taką wyrażano expressis verbis, to najkorzystniejszy dla Polski okaże się „kulawy kompromis”, a mianowicie deklaratywne, i nic poza tym, wspieranie dążeń niepodległościowych narodów Zakaukazia, przy równoczesnym – można by rzec – „praktycznym” układaniu sobie kontaktów z Kremlem.

Potwierdzeniem tak postawionej tezy są losy Konsulatu Generalnego RP w Tbilisi. Celem niniejszego tekstu jest krótkie przedstawienie jego początków, zadań przed nim postawionych bądź też nie, przegląd kadry kierowniczej6, a to wszystko na tle swoistego remanentu naszej wiedzy o polskiej polityce zagranicznej okresu dwudziestolecia międzywojennego.

Wielu pracowników MSZ bez wątpienia dobrze życzyło i darzyło szczerą sympatią Gruzinów. To wszak w Wydziale Wschodnim (WW)7 znajdujemy entuzjastów idei prometejskiej, czyli pomysłu rozbicia Rosji po „szwie narodowościowym”,
Rosji, kraju zawsze wrogiego Polsce, Rosji, kraju zawsze zagrażającego polskiemu samodzielnemu bytowi. Tyle teoria, rzeczywistość zaś okazała się bardziej skomplikowana. Po raz pierwszy tak mocno pokazała to konferencja w Genui, demaskując
w pewnym sensie Warszawę, przede wszystkim zaś właśnie urzędników WW. To przecież nie skądinąd jak tylko z tych kręgów wyłoniły się dwa dokumenty, jeden ze stycznia 1922 r., opublikowany przez Wojciecha Materskiego8 i drugi z 25 lutego 1922, omawiany przeze mnie w innym miejscu9, przedstawiające polskie wytyczne odnośnie genueńskiego spotkania. Jednoznacznie mówi się tam o odsunięciu na dalszy plan, czy wręcz porzuceniu, sprawy gruzińskiej, w zamian za m.in. wspólne z Rosjanami stanowisko wobec uznania przez Zachód traktatu ryskiego, co może wystawia Polakom nie najwyższą ocenę „moralną”, ale świadczy o twardym ich stąpaniu po ziemi. Wymienione materiały archiwalne dobitnie pokazują też, iż analizując dzieje dyplomacji, nie da się stosować prostego erystycznego chwytu, stawiającego znak równości pomiędzy określeniami „memoriał MSZ” i wewnętrzne przeświadczenie twórców „memoriałów MSZ”.

Wydarzenia z Genui10 – jak wiadomo – nie przyniosły żadnych pozytywnych rozstrzygnięć tak w ujęciu Europa Zachodnia i Rosja Radziecka, jak i w układzie Polska i Rosja Radziecka. Stąd też nic nie mogło się zmienić w relacjach polsko – kaukaskich. Szansę na jakiś przełom, bądź raczej na jakąś zmianę, przyniósł dopiero rok 1923, kiedy to Warszawa stanęła przed problemem notyfikacji powstania Związku Radzieckiego.11 Na ironię losu zakrawa fakt, że był to chyba jedyny moment w dziejach II RP, kiedy zaistniała faktyczna szansa połączenia ze sobą pięknego mitu o „polskim” Prometeuszu z regułami twardej polityki, przekreślona nie przez jakieś „obiektywne” uwarunkowania międzynarodowe, lecz indolencję kierownictwa MSZ. Otóż stronę polską w negocjacjach z Komisariatem Ludowym Spraw Zagranicznych (KLSZ) reprezentował chargé d`affaires w Moskwie Roman Knoll12, jeden z nielicznych w MSZ, „twardych” prometeistów. Natomiast za adwersarzy miał on wówczas nie tylko dyplomatów rosyjskich, ale także ówczesnych zwierzchników, wywodzących się z Narodowej Demokracji, Mariana Seydę i Romana Dmowskiego.

Knoll mocno akcentował, iż polska cena za uznanie powstania ZSRR winna opiewać także na utworzenie na terytorium wschodniego sąsiada gęstej sieci konsularnej. W zarysowanym prawdopodobnie w połowie 1923 r. schemacie takich placówek, wśród planowanych przez niego konsulatów generalnych, obok Moskwy i Charkowa, pojawiło się również miasto Tbilisi.13 Szef poselstwa w Moskwie już wcześniej sądził, ze tego typu jednostki, nastawione na zbieranie informacji, głównie rzecz jasna dotyczących sytuacji narodowościowej w Związku Radzieckim, pomogą lepiej „spenetrować” Rosję. Natomiast uzyskane w ten sposób dane, zdaniem Knolla, mogły być dobrą kartą przetargową np. w kontaktach z Francją czy Wielką Brytanią.14 Jednocześnie zaś Knoll, bez wątpienia wybitny znawca problematyki wschodniej, bardzo realnie oceniał trudność i niezręczność polskiego położenia wobec kwestii kaukaskiej. Tzn. dyplomata ten odrzucał np. pomysł utworzenia w stolicy Gruzji oddzielnego poselstwa, co rodziłoby konieczność uznania de iure Zakaukaskiej Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Rad (ZSFRR), narażając nas jednocześnie na konflikt z polityczną gruzińską emigracją.15 Powołanie za to konsulatu generalnego, czyli przedstawicielstwa dosyć wysokiej rangi16, nie uwłaczającego więc w niczym rządom Federacji Zakaukaskiej, a zarazem powstrzymanie się od nominacji posła, obok ambasadora, najwyższego urzędnika spełniającego zewnętrzne funkcje suwerennej władzy polskiej, czyniło jakoś realnym tę swoistą „politykę równowagi”, w myśl założenia by wilk był syty i owca cała.

Knoll, wspierany przez kręgi wojskowe17, może najbardziej „prometejskie” spośród wszystkich ówczesnych czynników decyzyjnych w Polsce, uparcie starał się przekonać ministra Seydę o słuszności własnych pomysłów, w tym o konieczności wysłania misji konsularnej do Gruzji.18 Czytając raporty chargé d`affaires w Moskwie, odnosi się wrażenie, iż w pewnym momencie sprawę utworzenia konsulatu w Tbilisi traktował on wręcz jako warunek sine qua non pomyślnego zakończenia polsko – radzieckich pertraktacji.19 Cóż zaś z tego, skoro wszystko to spotykało się z cierpką rekuzą Warszawy. Wiemy dziś, iż endecja dążyła do przesunięcia głównego wektora polskiej polityki zagranicznej na zachód.20 Nie byłoby w tym może nic złego, gdyby nie idąca za tym pewna niefrasobliwość, żeby nie powiedzieć ignorancja, wobec zagadnień wschodnich. Seyda podczas trwających kilka miesięcy pertraktacji z KLSZ wielokrotnie dał tego dowód. Nie dziwi więc, że ani on, ani Dmowski, zupełnie nie rozumieli dlaczego Knoll tak upierał się przy kwestii założenia w Tbilisi naszego konsulatu. Więcej, gotowi byli poświęcić ten pomysł, byleby szybciej zakończyć przedłużające się rozmowy z Rosjanami.21 Rażą natomiast słowa Dmowskiego, wypowiedziane podczas posiedzenia sejmowej komisji spraw zagranicznych, w listopadzie 1923 r.. Będąc już zwierzchnikiem MSZ, stwierdził on, co natychmiast zostało podchwycone przez prasę, że: „[…] sprawa ta (tj. utworzenie konsulatu w Tbilisi – M.K.) pod względem ekonomicznym nie jest jeszcze dla nas tak pilna”.22 Jeśli była to zaplanowana „niedyskrecja”, to trudno dzisiaj jednoznacznie stwierdzić, czemu miała ona właściwie służyć. Jeśli natomiast mamy tutaj do czynienia z jakimś przypadkowym wystąpieniem (argument ekonomiczny?23), to jest to gafa potwierdzająca tylko brak odpowiednich kompetencji Dmowskiego do sprawowania funkcji szefa MSZ. Duże zresztą pole do refleksji stwarza fakt, iż „endecy”, upatrujący największe zagrożenia dla Polski w działaniach Niemców, niemal całość własnego ministerium poświęcili na zagadnienia związane ze wschodem.

13 grudnia 1923 r. Warszawa ostatecznie uznała powstanie nowego radzieckiego państwa, pozostawiając jednak de facto nierozstrzygniętym zagadnienie utworzenia lub też nie konsulatu w Tbilisi. Dopiero polsko – radziecka konwencja konsularna (1924) dawała szansę na zmianę tego stanu rzeczy.24

Cokolwiek by mówić, po wyjeździe Knolla z Moskwy, przyszła misja konsularna na Zakaukaziu traciła chyba największego w swojej historii orędownika. Co gorsza zaś, mimo iż także Dmowski odchodził, ten w ogóle z MSZ, nigdy interesująca nas placówka – podobnie jak i sam Kaukaz – nie znajdzie jakiegoś dużego uznania w oczach i kolejnych zwierzchników ministerstwa. Postarajmy się ich wszakże nieco bronić i usprawiedliwić. Do takiego stanu rzeczy w dużej mierze przyczyni się bowiem sama „radziecka rzeczywistość”, na którą Wierzbowa nie miała rzecz jasna wpływu, a która znacznie różniła się od tego, z czym dyplomaci mieli do czynienia w innych krajach.

Nim o tym, warto wcześniej przyjrzeć się dokumentowi z 5 października 1924 r. Wyszedł on prawdopodobnie znowu spod pióra pracowników WW i jeszcze raz widać w nim cały zespół cnót i braków polskiej dyplomacji odnośnie Zakaukazia. Znowu też czytelnik lubujący się w jaskrawych kontrastach znajdzie tu wdzięczne pole do zestawień. Otóż słowem – kluczem jest tam określenie „niezręczność”. Niezręcznością było uznawanie niepodległego rządu gruzińskiego i jednoczesne zawarcie traktatu ryskiego łączącego się z naturalną koniecznością nawiązania „normalnych” stosunków międzysąsiedzkich z Moskwą. Niezręcznością było przyjmowanie gruzińskich oficerów do armii polskiej25 i równoczesne zaklinanie rzeczywistości w postaci lekceważenia obecności na mapie politycznej bolszewickiej Federacji Zakaukaskiej. Natomiast za sukces uznawano wspominaną wcześniej deklarację z grudnia 1923. Jak to możliwe, zapytajmy samych autorów: „Odpowiedź na notyfikację powstania ZSRR nie zawiera żadnych ustępstw stwierdzających wprost wyrzeczenie się istniejącego w Gruzji dawnego porządku”.26 Komentując ten cytat, trudno oprzeć się jednak wrażeniu, że piszący te słowa ulegali politycznemu „rozdwojeniu jaźni”, chcąc prawdopodobnie uciszyć wyrzuty sumienia. Końcowy wniosek okazuje się przecież błędny, co historyk winien odnotować. Ważne jest nie tylko to, o czym się pisze, ale też to jak się to robi.

Dopiero 1 kwietnia 1926 r. w Warszawie ówczesny premier i minister spraw zagranicznych Aleksander Skrzyński oraz połpred radziecki27 w Polsce Piotr Wojkow dokonali wymiany dokumentów ratyfikacyjnych konwencji konsularnej z lipca 1924 r.28 Odkładając tutaj na bok przyczyny tak dużego poślizgu czasowego między jednym a drugim wydarzeniem29, podajmy jedynie, iż akt ustanawiający powołanie etatowego Konsulatu Generalnego RP w Tbilisi nosił datę 18 października 1926 r. Określając tzw. okręg kompetencyjny, placówka ta swoim zasięgiem miała objąć obszar całej ZSFRR.30 Za to już dwa miesiące wcześniej, 17 sierpnia 1926 r., wyznaczono pierwszego konsula.31 Polacy zaczęli się instalować w Gruzji pod koniec lutego 1927 r.32

Wszystko to razem działo się zaś w momencie, gdy z Moskwy wyjeżdżał właśnie poseł Stanisław Kętrzyński.33 To bez wątpienia ostatni akredytowany tam polski dyplomata z okresu międzywojennego, który nie tylko że sporo miejsca w korespondencji z centralą poświęcił Zakaukaziu, lecz próbował także naciskać na Skrzyńskiego, aby ten jak najszybciej34 decydował się na otworzenie interesującego nas konsulatu,35 czemu Rosjanie bynajmniej się nie sprzeciwiali, a czego wręcz się domagali.36 I chociaż Kętrzyński uchodził wśród współpracowników z poselstwa za ignoranta w sprawach wschodnich37 – oddajmy mu tutaj sprawiedliwość, samemu też tego nie ukrywając38 – polityk ten, analizując położenie wewnętrzne Związku Radzieckiego, potrafił jednak zrozumieć wagę Zakaukazia dla mocarstwowej pozycji ZSRR na świecie. Jego zdaniem, konsulat w Tbilisi, przekazujący niejako z pierwszej ręki wiadomości na temat rzeczywistej siły komunistów na Kaukazie39, w przyszłości mógłby dać Polsce szansę odpowiedniego reagowania na dziejące się tam rzeczy, a może i pozwoliłby być nawet katalizatorem jakichś zmian. Wybory ideologiczne i polityczne Kętrzyńskiego, człowieka szczerze (naiwnie?) przekonanego o możliwości faktycznej pokojowej koegzystencji Polski i ZSRR, skonfrontowane z brutalną rzeczywistością, rzadko okazywały się trafne, lecz akurat kwestia konsulatu w Tbilisi jest tutaj chlubnym wyjątkiem.

Zachowanie miary jest w dziedzinie historii oczywiście rzeczą podstawową. Nie przeszkadza to sądzić, iż Kaukaz, także w latach po przewrocie majowym, nie znalazł chyba właściwego miejsca w polityce zagranicznej Warszawy, przynajmniej nie takiego, jakie życzyliby sobie np. „prometeiści”. Jest kilka tego powodów. Najważniejszy natomiast to taki, iż Józef Piłsudski zwyczajnie nie mógł pozwolić sobie na pogorszenie relacji z Moskwą,40 w chwili gdy kraj dopiero odżywał gospodarczo po udanej, ale szokowej terapii, zastosowanej przez Władysława Grabskiego, w momencie napiętych stosunków z Berlinem i obumierających kontaktów z Paryżem. Więcej, z racji wiadomej przeszłości Marszałka, pogromcy bolszewików spod Warszawy, zachodziło uzasadnione podejrzenie, iż Kreml z dużym zaniepokojeniem przyjmie jego powrót do władzy, – pokazują to chociażby enuncjacje prasy radzieckiej z maja i czerwca 1926 r.41 – co tym bardziej skłaniało Polaków do unikania wszelkich zadrażnień z Rosjanami. Co prawda Piłsudski, jak się zdaje, nigdy nie wierzył w trwałe ułożenie poprawnych związków z komunistami, ale na razie Polska potrzebowała czasu by przygotować się do ewentualnej przyszłej wojny.

Biorąc to wszystko pod uwagę, jednym z naczelnych zadań naszej dyplomacji, kierowanej przez Augusta Zaleskiego, ale sterowanej z tylnego fotela przez Piłsudskiego, stało się pozorowanie, czy też przewlekanie, negocjacji o pakt o nieagresji.42 W tych warunkach jakiekolwiek wspieranie dążeń niepodległościowych ludów Kaukazu, jeśli w ogóle o czymś takim możemy mówić w przypadku dotychczasowych działań MSZ, traciło już całkowicie rację bytu. Nawet wizytę Stanisława Patka43 w Federacji Zakaukaskiej, jesienią 1927 r.44 trudno jest rozpatrywać w kontekście jakiegokolwiek zainteresowania MSZ sprawami kaukaskimi. Nie był to ani dowód sympatii ani żaden symboliczny gest pamięci o Kaukazie45, lecz jedynie element gry toczącej się przy moskiewskim stole rokowań politycznych.

Wróćmy jednakże do samego konsulatu w Tbilisi. Mając świadomość przedstawionych uwarunkowań, jego krótkie losy (zlikwidowany pod koniec 1937 r.46) w niczym nie zaskakują. I tak przyjrzyjmy się najpierw pokrótce polityce kadrowej. Chociaż zapewne z trafnością tej tezy można polemizować, ale moim zdaniem daje się wyczuć pewną zachowawczość przy nominacjach zwierzchników opisywanej placówki. Tzn. centrala „unikała” wysyłania tam dobrych fachowców, nie mówiąc już o wybitnych osobowościach, wyraźnie traktując misję w Tbilisi jako placówkę, już nawet nie drugorzędną, ale wręcz trzeciorzędnego znaczenia. Jeśli mówić o jakimś odstępstwie od tej reguły, to zaprzeczeniem powyższego wywodu jest tylko postać pierwszego konsula, Zygmunta Mostowskiego47 (1926 – 1931). Może bez większego kierowniczego doświadczenia, lecz z pewną znajomością spraw wschodnich, dyplomata ten przygotowywał wiele raportów zarówno o sytuacji narodowościowej48 jak również o położeniu gospodarczym Federacji Kaukaskiej, dobrze ocenianych w Warszawie. Wysokie noty wystawiał mu – postać warta chwili uwagi – nie kto inny jak sam Tadeusz Hołówko. W grudniu 1929 r., dokonując przeglądu wszystkich konsulatów49 w ZSRR, tak o tym pisał:

Placówka kierowana przez niego (tj. Mostowskiego – M.K.) wybija się na czoło wszystkich placówek polskich w ZSRR, choć niewątpliwie pracuje w najtrudniejszych warunkach, a kontakt jej z centralą wskutek oddalenia był długo nadzwyczaj luźny. Informacje przesyłane przez konsulat w Tyflisie, polityczne, gospodarcze, narodowościowe, wyróżniają się starannością i sumiennością w opracowaniu i zawierają dane pierwszorzędnej doniosłości”.50

Czy to oznacza, że ten naczelny „piłsudczyk – prometeista”, dopóki żył i miał wpływ na działalność MSZ, starał się lokować odpowiednich ludzi na istotnych z własnego punktu widzenia stanowiskach? Źródła milczą na ten temat. Roztropność nakazuje mieć zatem co do tego zastrzeżenia, lecz nie mamy też prawa całkowicie poddawać tego w wątpliwość. Tym bardziej, iż w kolejnych latach konsulat w Tbilisi stanie się, najpierw miejscem „odosobnienia” dla siejącego postrach wśród podwładnych „oprawcy”, a potem siedzibą wyraźnie przypadkowo dobieranych urzędników MSZ.

Żeby nie być więc gołosłownym, Mostowskiego, poważnie chorego na płuca, na nieszczęście zastąpił51 Adam Stebłowski52, człowiek mocno osadzony w coraz silniejszym, także w strukturach MSZ, środowisku wojskowym.53 Tym właśnie koneksjom, ten były oficer zawdzięczał pracę najpierw jako zwierzchnika konsulatu w Charkowie (1928 – 1932), a teraz w Tbilisi (1932 – 1933). Na pierwszy rzut oka wydaje się więc, że nominacja ta przeczy postawionej wcześniej tezie o marginalnym traktowaniu interesującej nas placówki przez organa kierownicze MSZ, skoro trafia tam ktoś o dużych wpływach w centrali. Tyle tylko, że już w Charkowie Stebłowski dał się poznać i jako słaby dyplomata i jako osoba całkowicie nie orientująca się nawet w podstawowych czynnościach konsularnych, ale na domiar złego i jako arogancki szef, lekceważący podwładnych, nie uznający żadnego sprzeciwu.54 Aby uniknąć tutaj posądzenia o jakąś stronniczość, brak krytycznej analizy źródeł czy wreszcie „przeszacowane” zaufanie do materiałów wytworzonych w Charkowie przez „cywilów”, przedstawmy jeszcze opinię o Stebłowskim sporządzoną w Oddziale II Sztabu Głównego55 pod koniec 1931 r., a zatem tuż przed przeniesieniem go na Kaukaz. W dokumencie tym czytamy m.in.:

To człowiek (Stebłowski – M.K.) bardzo małej wartości etycznej i moralnej, karierowicz, bałaganiarz, intrygant i kłamca. Ambitny, nie umiejący pracować i stwarza straszny chaos wokół siebie. Jest zazdrosny o swoją wyłączność na danym terenie. […] W stosunkach prywatnych ciężki i nieprzyjemny. Panikarz i tchórz”.56

Nie sposób zatem nie odnieść wrażenia, iż desygnacja Stebłowskiego nosiła charakter przeniesienia, co prawda na równorzędne pod względem stopnia zaszeregowania, lecz mniej eksponowane stanowisko, gdzie po prostu nie szkodziłby on tak
wielce jak poprzednio. Bo chyba jednak nie wszystko wyjaśnia fakt, że Wiktor Tomir Drymmer57, który zawitał na Wierzbową w 1929 r., zapragnął zmienić dotychczasową rolę konsulatów, przekształcając je w znaczniej mierze w komórki wywiadowcze. Potrzebując zaś do tego odpowiednich ludzi, ściągał wojskowych, w tym m.in. i Stebłowskiego, co często w literaturze przedmiotu określane jest mianem „militaryzacji” MSZ.58 Stebłowski miał zresztą epizod wywiadowczy w Charkowie, tak oto
oceniony:

„Raporty Stebłowskiego – informacyjne – pożałowania godne. Teren kompletnie nieopanowany. Zupełna nieznajomość podstawowych zagadnień, indolencja połączona z autoreklamą – placówka ta nie przynosi żadnych korzyści”.59

Niewiele korzyści, zarówno dla służby konsularnej i dyplomatycznej, jak i dla wywiadu, przyniosła też działalność kolejnego „wojskowego dyplomaty” w Tbilisi, Jerzego Kłopotowskiego60 (1933 – 1936).61 Unikając jednoznacznie nacechowanych komentarzy, trzeba jednak stanowczo stwierdzić, iż nie do końca – tak w tym konkretnym przypadku jak i w przypadku innych „dwójkarzy” wysyłanych w ogóle do ZSRR – była to wina samych zainteresowanych.

To chyba dobry moment, żeby powiedzieć wreszcie coś o warunkach pracy w gruzińskiej stolicy. Otóż konsulat znajdował się pod stałą obserwacją radzieckich służb bezpieczeństwa. Jak obliczyli sami polscy urzędnicy, lokalne GPU wyznaczało średnio 10-12 agentów do obserwacji misji. Dodatkowo byli oni wyposażeni w samochód. Stąd towarzyszono osobom opuszczającym placówkę pieszo oraz wyjeżdżających służbową limuzyną. Zabawnie brzmi dzisiaj informacja, że w trakcie podróży poza miasto, gdy dochodziło do krótkich postojów, funkcjonariusze radzieccy zatrzymywali się w pewnej odległości od Polaków i chowali za drzewami, tak by móc, bez żadnej przerwy, kontrolować przebieg wypadków.62 Gdy natomiast do tego wszystkiego dodamy jeszcze i to, że każdy interesant, tuż po opuszczeniu gmachu misji konsularnej, zaraz był legitymowany i odprowadzany na komisariat63, lepiej zrozumiemy marginalne znaczenie tej jednostki w całej sieci tego typu urzędów MSZ. Brak petentów – oczywisty strach obywateli radzieckich – przy i tak niewielkiej liczbie osób polskiego pochodzenia zamieszkujących okręg kompetencyjny naszego przedstawicielstwa, martwota w kontaktach z oficjalnymi czynnikami, powodowały, że konsulat w Tbilisi, podobnie jak i inne konsulaty w ZSRR, po dość krótkim czasie stał się w jakimś sensie „fasadowym”. W tym kontekście rzeczywiście, jeśli można było jakoś wykorzystać te „konsularne widma”, to tylko jako „przykrywkę” do zadań wywiadowczych. Przy czym także niektórzy wojskowi, wyłączając rzecz jasna samego Drymmera, gdy pojawiał się pomysł utworzenia w Związku Radzieckim kolejnego konsulatu, przyjmowali to sceptycznie, czy wręcz niechętnie. Obowiązująca w takiej sytuacji zasada wzajemności, powodowała z jednej strony konieczność powołania analogicznej radzieckiej placówki w Polsce, narażając nas tym samym na instalację kolejnej komórki wywiadowczej i propagandowej. Z drugiej zaś, biorąc pod uwagę specyfikę „radzieckiej rzeczywistości”, pomysł taki prowadził do wydatkowania kolejnych środków na następny konsulat, kto wie czy znowu nie „fikcyjny”.64

Mostowski skarżył się Patkowi na niezręczność, jaką było w 1929 r. zaproszenie go na, organizowane po raz pierwszy dla corps consulaire w Tbilisi65, uroczystości z okazji „sowietyzacji Gruzji”.66 Zaproszenia takie zaś w niczym nie przeszkadzały lokalnemu rządowi sterować, nie bądźmy bowiem tutaj naiwni, rzekomo spontanicznymi manifestacjami pod gmachem polskiej placówki, zawsze kiedy w Polsce przedstawiciele gruzińskiej emigracji urządzali jakieś własne uroczystości i kiedy udział w nich brali przedstawiciele polskich władz.67

Biorąc za punkt odniesienia wyłącznie interesy MSZ, trudno także uznać za wystarczający powód do zaznaczania wyjątkowości konsulatu w Tbilisi, fakt, iż np. Mostowski mógł godnie reprezentować państwo polskie w trakcie wizyty jaką w 1928 r. złożył w Federacji Zakaukaskiej król Afganistanu Amanullach wraz z małżonką.68 Tym bardziej, iż placówka konsularna nie była w stanie wykonywać także i innego zadania przewidzianego dla tego typu instytucji, a mianowicie interweniować w sprawach ewentualnych przekłamań prasowych czy publicystycznych napaści na państwo polskie. Mostowski, z nieskrywaną rezygnacją, informował centralę, iż podejmowanie jakichkolwiek kroków w tym kierunku, zawsze kończyło się tak samo, tj. całkowitą ignorancją miejscowych czynników. Stąd, zdaniem konsula, dbając już wyłącznie o pozory i o prestiż misji konsularnej, należało zupełnie zrezygnować z tego rodzaju działań.69

Do tego wszystkiego dodajmy jeszcze, choć to akurat nie było niczyją winą, że poczta dyplomatyczna docierała na Kaukaz co dwa miesiące, pozbawiając nasze przedstawicielstwo stałego kontaktu z Warszawą i poselstwem (od 1934 r. ambasadą) w Moskwie.70

Podsumowując, to nie znaczne oddalenie Kaukazu od Polski71 sprawiło, że obszar ten, a tym samym i Konsulat Generalny RP w Tbilisi, nie stanowiły ważnej osi działania międzywojennego polskiego MSZ. Zadecydowała o tym twarda geopolityka, nakazująca polskim dyplomatom bardziej liczyć się z decyzjami Kremla, aniżeli z moralnymi nakazami. Wspieranie niepodległościowych dążeń ludów Zakaukazia, szczytne i ze wszech miar słuszne, musiało jednak przegrać z interesem państwa polskiego. A jednym z naczelnych interesów państwa polskiego było układanie sobie relacji ze Związkiem Radzieckim, a nie z jedną z jego nieautonomicznych republik.

Dr Marcin Kruszyński – historyk, pracownik Referatu badań naukowych, Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Lublinie, specjalizuje się w badaniach nad dwudziestoleciem międzywojennym.

1O tych wydarzeniach zob.: W. Materski, Georgia Rediviva. Republika gruzińska w stosunkach międzynarodowych 1918 – 1921, Warszawa 1994, s. 213-229; A. Furier, Droga Gruzji do niepodległości, Poznań 2000, s. 105-108; P. Olszewski, Polityka państw Ententy wobec Zakaukazia w latach 1918 – 1921, Piotrków Trybunalski, 2001, s. 210-250.

2Więcej o tym: M. Mądzik, Działalność społeczno – kulturalna i polityczna Polaków w Gruzji na przełomie XIX i XX wieku, Lublin 1987; Polacy w kulturze i życiu społecznym Zakaukazia do 1918 roku, red. M. Mądzik, L. Piątkowski, M. Zakrzewska – Dubasowa, Lublin 1990; A. Furier, Polacy w Gruzji, Warszawa 2009, s. 199-372.

3W drugiej połowie lat 20. XX w. w Gruzji, głownie w Tbilisi, miało mieszkać około 3 tysiące Polaków. W. Materski, Gruzja, Warszawa 2000, s. 288. W całej zaś radzieckiej Federacji Zakaukaskiej przebywało ich wtedy ponad 9 tys. Dziesięciolecie Polski Odrodzonej. Księga pamiątkowa 1918-1928, Kraków-Warszawa 1928, s. 834; M.B. Lepecki, Sowiecki Kaukaz. Podroż do Gruzji, Armenii, Azerbejdżanu, Warszawa bdw, s. 67.

4Do 1924 r. osoby pochodzenia polskiego, zamieszkujące w Związku Radzieckim, mogły skorzystać z tzw. prawa opcji i wrócić do kraju. O tym zob.: A. Głaz, Repatriacja ludności polskiej z terenu byłego imperium rosyjskiego w latach 1917 – 1924, Lublin 2001, rozprawa doktorska, mps w Bibliotece Głównej UMCS.

5M. Mądzik, M. Kruszyński, Polskie misje dyplomatyczne na Kaukazie w okresie międzywojennym, [w:] Kaukaz w stosunkach międzynarodowych. Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość, red. P. Olszewski, K. Borkowski, Piotrków Trybunalski 2008, s. 203.

6Więcej o tym: M. Mądzik, M. Kruszyński, op. cit., s. 204-208; M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie w latach 1921 – 1939, Warszawa 2010, s. 230 passim.

7Chodzi tutaj głównie o Mirosława Arciszewskiego, Stanisława Janikowskiego, Juliusza Łukasiewicza, Romana Knolla, Kazimierza Wyszyńskiego, Władysława de Bondy czy Jana Wszelakiego.

8W. Materski, Nieznany epizod stosunków polsko – gruzińskich (1922 rok), „Pro Georgia”, t. VI, 1997, s. 91-92.

9Zob.: M. Kruszyński, Wydział Wschodni Ministerstwa Spraw Zagranicznych a idea prometejska w latach 1918 – 1932. Przegląd problematyki, referat wygłoszony na konferencji „Ruch prometejski – fenomen europejski”, 16 – 17 II 2011 r., w druku. O samej zaś konferencji zob.: M. Kornat, Konferencja o ruchu prometejskim w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie (16 – 17 lutego 2011), „Nowy Prometeusz”, październik

2011, s. 178-187.

10Zob.: S. Mikulicz, Od Genui do Rapallo, Warszawa 1966, s. 83-258.

11O tym: W. Materski, Na widecie. II Rzeczpospolita wobec Sowietów 1918-1943, Warszawa 2005, s. 202-222.

12Zob.: M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 33-38.

13Archiwum Akt Nowych (dalej cyt.: AAN), Ministerstwo Spraw Zagranicznych (dalej cyt.: MSZ), sygn. 6743a, Pismo R. Knolla do MSZ z 23 VII 1923 r., k. 111. Por.: H. Bartoszewicz, Okres rosyjski w karierze dyplomatycznej Romana Knolla, „Studia z dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej”, t. 39, 2004, s. 82.

14 AAN, Akta Romana Knolla (dalej cyt.: Akta R. Knolla), sygn. 1573/1, List R. Knolla do H. Strasburgera z 29 V 1923 r., k. 79-81.

15Ibidem, k. 82.

16O różnicach w roli i znaczeniu rożnego typu placówek polskiego MSZ zob.: W. Skóra, Służba konsularna II Rzeczypospolitej. Organizacja, kadry i działalność, Toruń 2006, s. 35-36.

17Centralne Archiwum Wojskowe (dalej cyt.: CAW), Oddział II Sztabu Głównego (dalej cyt.: Oddział II SG), sygn. I.303.4.1750, Pismo Ministerstwa Spraw Wojskowych (MSWojsk.) do MSZ z 13 VII 1923 r., bez paginacji (b.p.).

18AAN, MSZ, sygn. 6742a, Raport R. Knolla do ministra spraw zagranicznych z 6 VIII 1923 r., k. 267; Ibidem, sygn. 643, Raport R. Knolla do ministra spraw zagranicznych z 23 VIII 1923 r., k. 263; Ibidem, Telegram R. Knolla do MSZ z 27 IX 1923 r., k. 337.

19Zob.: AAN, MSZ, sygn. 6743a, Telegram R. Knolla do MSZ z 20 X 1923 r., k. 373; Ibidem, Raport R. Knolla do ministra spraw zagranicznych z 23 X 1923 r., k. 386.

20W. Materski, Dyplomacja RP wobec problemu bezpieczeństwa państwa (maj 1923 – maj 1926), [w:] Historia dyplomacji polskiej, t. IV, 1918 – 1939, red. P. Łossowski, Warszawa 1995, s. 226 passim.

21AAN, MSZ, sygn. 6742a, Pismo MSZ do polskiego poselstwa w Moskwie z 8 XI 1923 r., k. 476; Ibidem, Pismo MSZ do polskiego poselstwa w Moskwie z 13 XI 1923 r., k. 480.

22Kronika polityczna, „Kurier Warszawski” 16 XI 1923, nr 318, wyd. wieczorne, s. 10.

23O braku większych szans na współprace ekonomiczną Polski z krajami Zakaukazia zob.: M. Kruszyński, Przemysł Federacji Zakaukaskiej w latach 20. XX w. Przyczynek do badań nad ekonomicznym aspektem działalności polskich placówek dyplomatycznych w ZSRR, „Wschodni Rocznik Humanistyczny”, t. IV, 2007, s. 271-286.

24Zob.: W. Materski, Polsko-radziecka konwencja konsularna z 18 lipca 1924 roku, „Dzieje Najnowsze”, t. V, 1973, nr 4, s. 65-66.

25Zob.: R. Karabin, Gruzińscy podchorążowie i oficerowie kontraktowi w Wojsku Polskim 1921 – 1939, „Pro Georgia”, t. IV, Warszawa 1994, s. 23-34l; idem, Gruzińscy podchorążowie i oficerowie kontraktowi w Wojsku Polskim (Część druga), „Po Georgia”, t. VI, Warszawa 1997, s. 24-37.

26AAN, MSZ, sygn. 6676, Gruzja, Pro Memoria, MSZ, 5 X 1924, k. 290-291.

27Przedstawiciel pełnomocny – pełnomocznyj priedstawitiel (połpred). O specyfice protokołu dyplomatycznego w Związku Radzieckim zob.: А.Ф. Борунков, Дипломатический протокол в России, Москва 2005, s. 13 nn.

28AAN, MSZ, sygn. 12786, Memoriał MSZ z kwietnia 1926 r., k. 77. Dodajmy, iż ZSRR ratyfikował konwencję 19 III 1926 r. Natomiast kilka dni później – 27 III 1926 r. – to samo na wniosek Sejmu uczynił prezydent Stanisław Wojciechowski. W. Materski, Polsko-radziecka konwencja konsularna..., s. 71.

29Otóż w Warszawie obawiano się, iż radzieckie placówki konsularne staną się nie tylko ośrodkami propagandy komunistycznej, lecz również miejscami, z których będzie prowadzona akcja wywiadowcza przeciwko Polsce. Wątpliwości takie podzielał m.in. Skrzyński. AAN, MSZ, sygn. 6764a, Raport S. Kętrzyńskiego do ministra spraw zagranicznych z 24 VI 1925 r., k. 44. Dodajmy na koniec, iż strona radziecka z oburzeniem przyjmowała opóźniania w ratyfikacji konwencji konsularnej, na której Polakom wcześniej jak zależało. Ibidem, Raport S. Kętrzyńskiego do Ministra Spraw Zagranicznych z 26 VI 1925 r., k. 66. Polacy natomiast, reagowali na takie sygnały bardzo alergicznie, twierdząc, że tego typu głosy tylko opóźniają jeszcze zakończenie całej sprawy. Ibidem, Pismo J. Łukasiewicza, szefa WW, z 1925 r., k. 26.

30AAN, MSZ, sygn. 194c, „Dziennik Urzędowy Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej” (dalej cyt.: „Dziennik Urzędowy MSZ”), 20 X 1926, nr 8, k. 108.

31Ibidem, k. 111.

32Ibidem, sygn. 10218, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z listopada 1927, k. 197.

33Zob.: M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie..., s. 43-45.

34Kętrzyński proponował, aby tworzyć konsulat w Tbilisi nawet przed ratyfikacją konwencji konsularnej.

35Zob. np.: AAN, MSZ, sygn. 6764a, Raport S. Kętrzyńskiego do ministra spraw zagranicznych z 18 II 1925 r., k. 8.

36Ibidem, Nota KLSZ do poselstwa w Moskwie z 1925 r., k. 24.

37M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 90.

38Sowiety i Europa. Przemówienie p. ministra Kętrzyńskiego na trzecim obiedzie Przyjaciół „Czasu”, „Czas” 19 II 1927, nr 40, s. 1. Por.: L. Piątkowski, Związek Radziecki w publicystyce polskiej 1922-1928. Społeczeństwo, polityka, gospodarka, Lublin 1992, s. 29-30.

39AAN, MSZ, sygn. 6764a, Raport S. Kętrzyńskiego do ministra spraw zagranicznych z 24 VI 1925 r., k. 48.

40 M. Kruszyński, Konsekwencje przewrotu majowego dla stosunków polsko – radzieckich, maj – grudzień 1926, „Dzieje Najnowsze”, t. XLII, 2010, nr 2, s. 71-83.

41Idem, Przewrót majowy w świetle publikacji „Izwiestiji” i „Prawdy”, „Teka Komisji Historycznej. Oddział PAN w Lublinie”, 2008, s. 82-93.

42Zob. m.in. S. Łopatniuk, Polsko-radzieckie rokowania w sprawie zawarcia paktu o nieagresji (1925-1932), „Z dziejów stosunków polsko-radzieckich”, t. 1, 1965, s. 67-88; M. Leczyk, Polityka II Rzeczypospolitej wobec ZSRR w latach 1925-1934, Warszawa 1976, s. 158-176; W.T. Kowalski, A. Skrzypek, Stosunki polsko – radzieckie 1917-1945, Warszawa 1980, s. 103-120; A. Skrzypek, Kronika koegzystencji. Zarys stosunków polsko – radzieckich w latach 1921-1939, Warszawa 1982, s. 115 passim; M.K. Kamiński, M.J. Zacharias, W cieniu zagrożenia. Polityka zagraniczna RP 1918-1939, Warszawa 1993, s. 99 passim; S. Gregorowicz, M.J. Zacharias, Polska-Związek Sowiecki. Stosunki polityczne 1925-1939, Warszawa 1995, s. 34-54; W. Materski, Na widecie…, s. 293-393.

43O pobycie Patka w Moskwie zob.: M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie..., s. 45 passim.

44M. Mądzik, Dwie wizyty, „Pro Georgia”, t. II, Warszawa 1992, s. 11-12. Zob. też: AAN, MSZ, sygn. 6644, Raport S. Patka do ministra spraw zagranicznych z 1927 r., k. 140.

45Dodajmy, iż wśród historyków zdania na ten temat są podzielone. Np. A. Furier uważa, iż wizyta na Kaukazie posła polskiego w Moskwie Stanisława Patka, świadczyła dowodnie o znaczeniu, jakie rzekomo przywiązywano do konsulatu w Tbilisi. Jednakże autor ten całkowicie pomija ów kontekst polityczny tej podroży, a mianowicie wspomniane negocjacje o pakt o nieagresji i konieczność ich zawieszenia w drugiej połowie 1927 r., jednakże bez jakiejś demonstracji z polskiej strony. A. Furier, Republika Zakaukaska widziana oczami Stanisława Jana Patka w 1927 roku, „Pro Georgia”, t. VIII, 1999, s. 86-91; idem, Kraj Zakaukaski w relacjach dyplomatów II Rzeczypospolitej, Poznań 1999, s. 26-27.463-488.

46M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 231-232.

47O nim: J. Zieliński, Zygmunt Mostowski, [w:] Polski słownik biograficzny, t. 22, Warszawa 1977, s. 79; M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 294-295.

48Np.: Instytut Polski i Muzeum im. gen. W. Sikorskiego w Londynie (dalej cyt.: IPMS), Ambasada RP w Londynie (dalej cyt.: Am. w Londynie), sygn. A12 P 14/2, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 7 II 1928 ., k. 83-85; Ibidem, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 12 V 1928 r., k. 155-159; Ibidem, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 18 IX 1928 r., k. 218-226; Ibidem, sygn. A12 P 17/2, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka z 25 II 1929 r., k. 69-74; Ibidem, sygn. A12 P 17/1, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka z 2 III 1929 r., k. 10-12; Ibidem, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 29 IV 1929 r., k. 78-80.

49W ZSRR działały polskie konsulaty w Charkowie, Leningradzie, Mińsku, Kijowie i właśnie w Tbilisi.

50AAN, MSZ, sygn. 5258, Ocena pracowników polskich konsulatów w ZSRR, T. Hołówko, grudzień 1929, k. 10. Zacytujmy tutaj też opinię na jego temat, powstałą już po odwołaniu z Tbilisi, a znajdującą się w karcie kwalifikacyjnej. „Mostowski na placówce w Tyflisie wykazał dużo charakteru, ideowości i taktu. Życiowo wyrobiony, samodzielny w sądzie. Umysł rzeczowy i zrównoważony. Zdolności rozwijania inicjatywy i umiejętności organizowania pracy – mniejsze. Dużo za to sumienności, dokładności. Pracę pojmuje poważnie, oddaje się jej gorliwie. Lojalny, zasługuje na całkowite zaufanie”. AAN, Prezydium Rady Ministrów (dalej cyt.: PRM), cz. VIII, sygn. 250, Karta kwalifikacyjna Z. Mostowskiego, k. 78

51Po odwołaniu Mostowskiego, placówką w Tbilisi przez krotki okres (6 miesięcy) kierował Stanisław Oraczewski, dotychczasowy wicekonsul. M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 335.

52Zob.: Z.G. Kowalski, Adam Stebłowski, [w:] Polski słownik biograficzny, t. 43, Warszawa – Kraków 2004- 2005, s. 49; M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 298.

53M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 273.

54Idem, Z działalności konsulatu polskiego w Charkowie do początku lat 30. XX wieku, [w:] Stosunki polsko-ukraińskie. Historia i pamięć, red. J. Marszałek-Kawa, Z. Karpus, Toruń 2008, s. 232-234.

55Dokładnie chodzi tutaj o Oddział II Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego (NDWP), przemianowany później na Oddział II Sztabu Generalnego (od 1928 – Sztabu Głównego).

56CAW, Oddział II SG, sygn. I.303.4.1913, Pismo Oddziału II z 6 VI 1932 r., b.p.

57Zob.: K. Paduszek, Meandry kariery Wiktora Tomira Drymmera w wywiadzie II Rzeczypospolitej, „Przegląd Historyczno-Wojskowy” 2008, nr 4, s. 47-63.

58Por.: W. Skóra, Oficerowie wojska w służbie konsularnej II Rzeczypospolitej (1926-1939), [w:] Siły zbrojnepolityka. Studia ofiarowane profesorowi Jerzemu Przybylskiemu w siedemdziesiątą rocznicę urodzin, red. P. Kurleda, J. Romanowicz, A. Rossa, B. Zalewski, Toruń 2005, s. 333-344; idem, Konsekwencje przewrotu majowego w polskiej służbie konsularnej, [w:] Zamach stanu Józefa Piłsudskiego 1926 roku, red. M. Sioma, Lublin 2007, s. 410-422.

59CAW, Oddział II SG, sygn. I.303.4.2094, Pismo Oddziału II z 25 XI 1931 r., b.p.

60Biogram Kłopotowskiego: M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 289-290.

61Ibidem, s. 258 passim.

62CAW, Oddział II SG, sygn. I.303.4.1840, Raport konsulatu w Tbilisi z 5 XII 1932 r., b.p.

63Więcej zob.: M. Mądzik, M. Kruszyński, op. cit., s. 210-211.

64AAN, Attache wojskowy przy Ambasadzie RP w Moskwie (dalej cyt.: Attache w Moskwie), sygn. 25, Pismo T. Pełczyńskiego do attache wojskowego w Moskwie z 16 VII 1928 r., k. 169.

65W Tbilisi, oprócz polskiego konsulatu, funkcjonowały analogiczne placówki z Niemiec, Turcji, Persji oraz Włoch. M. Mądzik, M. Kruszyński, op. cit., s. 211.

66AAN, Attache w Moskwie, sygn. 26, Pismo Z. Mostowskiego do S. Patka z 2 III 1929 r., k. 215.

67Ibidem, sygn. 27, Pismo .J. Kowalewskiego do szefa Oddziału II z 18 VI 1929 r., k. 937.

68W powitaniu na dworcu (4 VI 1928 r.) wzięli udział przedstawiciele korpusu konsularnego, w tym i oczywiście Mostowski. Polak dostąpił zaszczytu przeprowadzenia krótkiej konwersacji z królową Surają. Ta wypytywała się o kontakty zagranicznych urzędników z władzami. Natomiast o godzinie 14oo w pałacu prezydenckim przygotowano wielki bankiet. W trakcie jego trwania konsul wymienił kilka zdań z afgańskim monarchą. Jak donosił w swoim raporcie, w pogawędce tej uczestniczyli również reprezentanci miejscowego rządu. W ich obecności Amanulach miał wyrazić swoje uznanie i sympatię dla Józefa Piłsudskiego oraz Ignacego Mościckiego. IPMS, Am. w Londynie, sygn. A12 P 14/2, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 25 VI 1928 r., k. 188-192

69AAN, MSZ, sygn. 7331, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 23 XI 1929 r., k. 14-15.

70Ibidem, sygn. 7328, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 20 IV 1928 r., k. 108.

71Por.: A. Furier, Działania dyplomatyczne II Rzeczypospolitej na Kaukazie. Z historii stosunków dyplomatycznych Polski z Kaukazem, „Przegląd Wschodni”, t. V, z. 3, 1998, s. 463-488.

Przyszłość Rosji. Rozbieżne scenariusze 2020-50.

Kazimierz Wóycicki

[niniejszy tekst opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 2, lipiec 2012, ss. 131-136]

Przewidywania dotyczące przyszłości Rosji są skrajnie rozbieżne. Z jednej strony są prognozy mówiące o możliwości terytorialnego rozpadu Federacji – jak przewidywał raport CIA1 – z drugiej strony zaliczana ona zostaje do grupy wyłaniających się nowych potęg (BRIC), jak prognozuje wybitny ekonomista, jakim jest Sachs.

Owe rozbieżności winny budzić pilną uwagę polskich analityków, bowiem z oczywistych względów wszelki strategiczny namysł nad polską sytuacją geopolityczną musi uwzględniać rozwój sytuacji w Rosji i przewidywaną politykę Moskwy.

Przesłanki pesymistycznych dla Rosji prognoz są dość oczywiste. Na pierwszym miejscu wymienia się najczęściej dane demograficzne. Zwraca się uwagę nie tylko na zmniejszanie się ilości ludności (z 148,6 mln w roku 1993 do 141,9 w roku 2010). Istotne jest też szybkie jej starzenie, niska oczekiwana długość życia i pogarszający się stan zdrowotny. Nieobojętne są też kwestie terytorialno-demograficzne – faktyczne wyludnienie terenów na Wschód od Uralu, procentowy wzrost ludności nierosyjskiej w całości populacji, w tym przede wszystkim wyznawców islamu.

Druga przesłanka pesymistycznych prognoz związana jest surowcowym charakterem rosyjskiej gospodarki. Zasoby surowcowe Rosji zdają się być ogromne, ale jej eksport opiera się w dużym stopniu na sprzedaży gazu i ropy. Ropy ma jednak Rosja, przy obecnym wydobyciu jedynie na 17 lat. Jest wprawdzie potentatem gazowym, jednak koszty wydobycia wciąż rosną i cała infrastruktura z tym związana wymaga coraz większych nakładów.

Istotnym czynnikiem okazać się może także światowy rozwój nowych technologii w przemyśle energetycznym (energia solarna itd.), ale także możliwość pozyskiwania gazu z łupków bitumicznych. Taki rozwój pozbawiłby Moskwę ogromnego atutu politycznego, z którego obecnie stara się korzystać Putin.

Wreszcie wśród pesymistycznych przesłanek przyszłości Rosji wymienia się niski potencjał modernizacyjny. Demografia wpływa na poważne zmniejszenie ilości siły roboczej. Pogarsza się też wykształcenie, co m.in. związane jest z demografią. Wreszcie brak jest przesłanek, że w Rosji w przewidywalnym czasie wyłonić się może przywództwo gotowe do poprowadzenia głębszych reform.2

Należy zwrócić też uwagę na porównania wielkości gospodarki rosyjskiej z gospodarką UE, USA i Chin. UE i USA to, w obu przypadkach, ok. 14 bln $, Chiny to już ok.10 bln natomiast gospodarka rosyjska to zaledwie ok. 2 bln $ dochodu narodowego. Zaliczana do BRIC jest w tej grupie państw gospodarką najmniej dynamiczną i o bez porównania mniejszych szansach rozwojowych niż gospodarka Chin,Indii czy Brazylii.

Pesymistyczne prognozy dla Rosji mogą być postrzegane nad Wisłą, jako prognozy wybawiające Polskę z zagrożenia od Wschodu, jeśli trzymać się tradycyjnej polskiej myśli politycznej. Słabnięcie Rosji, jeśli przyjąć to założenie, musi być postrzegane jako czynnik pozytywny.

Należy jednak po pierwsze rozważyć, czy słabnięcie Rosji jako geopolitycznego kolosa oznacza również słabnięcie Rosji względem Polski i Europy Środkowej. Ogólnikowa teza o słabnięciu Rosji może być wyrazem „myślenia życzeniowego”, podobnie jak przesadne straszenie Rosją jest wyrazem tradycyjnych lęków.

Można jednak i trzeba rozważać czy takie pesymistyczne dla Rosji prognozy są najbardziej prawdopodobne, czy gdyby się spełniały, jakie wywierałyby wpływ na sytuację Polski. Trzeba też rozważać, czy nie ma innych bardziej pozytywnych dla Rosji prognoz i czy z konieczności oznaczałyby one pogorszenie polskiej sytuacji geopolitycznej, czy też zawierały w sobie inne możliwości.

Trudno analizować te kwestie inaczej, jak rozważając różne i nader odmienne scenariusze przyszłości Rosji i ich możliwych konsekwencji dla Polski. Taki sposób analizy stroni od jakichkolwiek proroctw, pomagając zrozumieć już dziś ujawniające się tendencje. Przedstawione tutaj uwagi oraz skrótowe scenariusze mogą być jedynie wstępem do bardziej pogłębionych syntez.

(I) Rozpad terytorialny Federacji Rosyjskiej i wyłonienie się narodowego państwa rosyjskiego

Rosja w skutek narastających trudności z administrowaniem tak wielkim terytorium i brakiem odpowiednich środków na inwestycje, powoli zaczyna rezygnować ze swojego dziedzictwa kolonialnego na wschód od Uralu oraz na Kaukazie. Z obszaru na wschód od Uralu narastałaby migracja ludności rosyjskiej na tereny rdzennie rosyjskie. W Rosji zaczęłaby się intensywna dyskusja na temat rosyjskiej tożsamości, w której przeważałaby głosy o potrzebie rosyjskiego państwa narodowego na wzór zachodni. Zwolennicy takich poglądów polemizowaliby zarówno ze zwolennikami idei imperialnych, jak skrajnie nacjonalistycznie nastawionych ugrupowań. Paradoksalnie zwolennicy rosyjskiego państwa narodowego wykorzystywać mogliby argument, że jeśli Rosja nie pozbędzie się swych „kolonii”, to Moskwa w skutek migracji zamieni się wielokulturową mega metropolię pozbawioną rosyjskiego charakteru.

Proces przyspiesza narastające trudności gospodarcze, a zarazem dążenie do samodzielności zauralskich prowincji. Sprzeczne wewnętrznie, niekonsekwentne i nieśmiałe reformy, związane z próbami decentralizacji, mogą przyczyniać się do takiego rozwoju wypadków. W pewnym momencie, w drugiej połowie lat 20-tych, w Moskwie zaczęłyby dominować poglądy, że starania o utrzymanie tak wielkiego terytorium, przynosi większe straty niż korzyści.

Rosja, jako państwo narodowe liczące około 70 mln ludności składa wniosek o członkostwo w UE koło roku 2050.3

(II) FR dostaje się pod wpływy Chin, które stają się adwokatem integralności
terytorialnej Federacji

Działoby się tak mimo pretensji chińskich do Mandżurii. Inwestycje chińskie stają się dominujące i eksport rosyjskiej ropy i gazu skierowany jest w przeważającej mierze do Chin. Nacjonalistyczna retoryka wewnątrz Rosji jest podtrzymywana i skierowuje się przede wszystkim przeciw islamowi a po części przeciw Zachodowi, z coraz silniejszą wizją Rosji jako cywilizacji euroazjatyckiej (np.: na podobieństwo rozważań rosyjskiego historyka Gumilowa). Rosyjscy nacjonaliści nie zauważaliby rosnącego uzależnienia od Pekinu, podkreślając chińsko-rosyjski sojusz skierowany w ich oczach przeciw Ameryce i Europie, podkreślając odzyskaną pozycję wobec Zachodu. Sojusz z Chinami zdawałby się też chronić Rosję przed niebezpieczeństwem z południa, jakim jest islam.

Mitologia euroazjatyckiej potęgi może pozwalać rosyjskim nacjonalistom nie dostrzegać słabości własnego kraju. Taka sytuacja w Rosji może być wygodna dla Chin, bowiem nie zagraża chińskim elitom mówieniem o demokratyzacji. Zachód jest w istocie pozbawiony politycznego oddziaływania na ogromnym terytorium, jakim Rosja dysponuje, co stwarza duże korzyści geopolityczne dla Pekinu.

(III) Rosja silnie słabnie, ale wspierana jest z wielu stron, bowiem każdy z wielkich światowych graczy (Chiny, UE, USA, jak i rosnąca w siłę Turcja) obawia się by Moskwa nie dostała się pod wpływy ich antagonistów

W tym scenariuszu Rosja w subtelny sposób stara się o zachowanie trudnej równowagi. Wszyscy obawiają się, że Moskwa dostanie się pod obce wpływy: Amerykanie, że dostanie się pod wpływy Pekinu. Chińczycy odwrotnie, boją się tego, że możliwe rosyjskie vacuum polityczne wypełni Unia Europejska i USA. Wszyscy też będą bać się niewiadomej, jak przebiegałby proces terytorialnego rozpadu FR. Paradoksalnie integralność Federacji Rosyjskiej będzie postrzegana jako czynnik stabilizacji polityki światowej. Moskwa będzie zręcznie korzystać z tej sytuacji, starając się odzyskiwać swoje wpływ na Ukrainie, Białorusi, i coraz silniej szantażując bronią energetyczną UE, a przede wszystkim zapóźnioną technologicznie Europę Środkową.

Zarazem byłby to nieustanny taniec na linie, bowiem Rosja nie będzie zdolna zyskać i utrzymywać równorzędnej pozycji z Unią Europejską. Polityka rosyjska mogłaby jednak realizować swoje interesy w jakimś stopniu wobec mniejszych partnerów (a więc i niektórych państw w Europie Środkowej), zwłaszcza takich które uzależnione są od Rosji energetycznie.

(IV) Rosja z pomocą wysokich cen ropy i gazu, odzyskuje swoją mocarstwową pozycję

Wydaje się, że jest to scenariusz, który najbliższy jest obecnej polityce Kremla.

Realizacja takiego scenariusza może być tym bardziej prawdopodobna im poważniejszego osłabienia dozna USA i Unia Europejska. W przypadku osłabienia USA, po pierwsze wzrosnąć tam mogą tendencje izolacjonistyczne, po drugie Stany mogą zwrócić się w stronę Pacyfiku (co już się w jakimś stopniu dzieje). Podobnie UE okazuje się niezdolna do prowadzenia wspólnej polityki zagranicznej i pojedyncze państwa europejskie podejmują współpracę z Rosją usiłując poprawić swoją sytuację gospodarczą.

Moskwa, pozbawiona silnych nacisków ze strony Zachodu, podejmowałaby współpracę z Chinami w Azji Centralnej. Stawia też na współpracę w grupie BRIC. Przy spełnianiu się takiego scenariusza zakładać by należało, że Moskwa będzie dążyła do odbudowy swojej sfery wpływów na terenie Europy Wschodniej (Kaukaz, Ukraina, Białoruś, Mołdowa), a nawet dążyć do odzyskania części wpływów na terenie Europy Środkowej.

Scenariusz ten wiązać się może z pewnymi próbami modernizacji. Wobec rosnącego procentu ludności nierosyjskiej podejmowane byłyby kwestie ogólnorosyjskiego obywatelstwa, przy tłumieniu objawów wielkoruskiego szowinizmu. Moskwa usilnie starałaby się o syberyjską gospodarkę, wykorzystując wszelkie nadwyżki w handlu zagranicznym do inwestycji na tym terenie.4

(V) Moskwa dokonuje „modernizacji”, zachowując dzisiejszą pozycję w globalnej polityce mocarstwa drugiej klasy

Modernizacja prowadzona jest w oparciu o współpracę z Zachodem, który udziela Rosji poparcia, przeciągając Rosję na swoją stronę, gdy po drugiej stronie są wciąż coraz potężniejsze Chiny. Rosyjskie elity dochodzą do wniosku, że pomysły typu „grupa Szanghajska” mogą przyczynić się jedynie do uzależnienia Rosji od Chin. Rosja zaczyna przeprowadzać powolne ale systematyczne reformy demokratyczne, dopuszczając na swoje terytorium, zwłaszcza na wschód od Uralu, coraz więcej inwestycji zachodnich. UE współpracuje z Rosją nie tylko ze względu na korzyści gospodarcze, ale także ze względów geopolitycznych (blokowanie wpływów chińskich). Najwięcej z takiej współpracy korzystają wielcy inwestorzy z Niemiec i Francji wspierani przez swoje rządy.

Moskwa świadoma swego politycznego znaczenia nie rezygnuje jednak z realizacji swoich interesów i buduje sferę wpływów, w którą usiłuje wciągnąć kraje Europy Wschodniej i Środkowej.

(VI) Federacja Rosyjska rozpada się w stopniowy lecz pokojowy sposób, a poszczególne jej części dostają się pod wpływ jej sąsiadów

Powolne słabnięcie Rosji może powodować stopniowe tracenie przez Moskwę kontroli nad poszczególnymi obszarami. Zjawisko to wystąpiło już w jakimś stopniu pod koniec prezydentury Borysa Jelcyna. Poszczególne regiony mogą usamodzielniać się wraz z uświadamianiem sobie odmiennych od centrali w Moskwie interesów. Budować też mogą odmienną tożsamość opartą o rdzennie etniczną ludność np. w Jakucji lub kształtowania się nowej świadomości Rosjan-Sybiraków.

Trudno sobie wyobrazić spełnianie się takiego scenariusza bez przynajmniej częściowej demokratyzacji struktur władzy. Demokratyzacyjne reformy w pewnej ich wersji mogą wprost sprowokować taki właśnie rozwój wypadków.

(VII) Rozpad Federacji Rosyjskiej prowadzi do bałkanizacji ogromnego terytorium, wywołując napięcia w polityce światowej o charakterze globalnym.

Przebieg wydarzeń w przypadku spełniania się takiego scenariusza jest najmniej przewidywalny. Zarazem jest o tyle prawdopodobny, że tak wielkie terytorium z taką ilością bogactw naturalnych nie może pozostać bezpańskie.

Ten niepokojący scenariusz łączyć się może z narastającymi konfliktami na terenie Azji i wojnami na tym kontynencie.

* * *

Należy zwrócić uwagę, że te scenariusze nie wykluczają się wzajemnie i może się zdarzyć, że jeden przechodzić będzie w drugi. Realizacja scenariusza „Rosji w chwiejnej równowadze” (III) może przeobrazić się w rozwój sytuacji opisywanej w scenariuszu (V) „Moskwy modernizującej się”, jak i zmienić się w scenariusz „zależności od Chin” czy nawet scenariusz „rosyjskiego państwa narodowego” (I). Scenariusz „Rosji w chwiejnej równowadze” najbardziej przypomina stan obecny, choć pewnie wielu obserwatorów, jak i obecne rosyjskie elity zaprzeczyły by, że owa równowaga jest aż tak chwiejna. Zależność Moskwy od Pekinu nie jest dzisiaj postrzegana jako istotna.5

Inna refleksja nasuwająca się przy budowie takich scenariuszy dotyczy dystansu czasowego. Wydaje się, że ogólne makroprzesłanki (np. demografia, kapitał ludzki) wskazują na bardziej pesymistyczne dla Rosji scenariusze. Nawet jeśli to właśnie one miałyby się spełniać, nie oznacza to, że w krótszym, średnim okresie Moskwa nie odniesie jeszcze poważnych politycznych sukcesów. Jest krajem dostatecznie potężnym, by nawet słabnąc, centrala w Moskwie mogła realizować z powodzeniem swoje najróżniejsze projekty, łącznie z odzyskiwaniem wpływów na jakimś ograniczonym obszarze.

Refleksja ta jest, jak się wydaje, istotna dla polskiego planowania politycznego. Warszawa może mieć jedynie minimalny (jeśli nie praktycznie żaden) wpływ na postępowanie Moskwy w sprawach strategicznych, a także dość trudno Warszawie kształtować stosunki polsko-rosyjskie podług własnych zamiarów. Moskwa, zależnie od swych potrzeb, może stosunki te „pogarszać” lub „polepszać”, manipulując nimi na swój sposób. Polska postawa wyczekiwania i do pewnego stopnia pasywność wydaje się najwłaściwsza. Nie wyklucza to oczywiście najrozmaitszych działań, a nawet inicjatywy ze strony polskiej, chodzi jednak o to, by nie przeradzało się to w nadmierny aktywizm i nie prowokowało złudzeń.6 Wydaje się, że utrzymywanie nawet tylko pozorów dobrych stosunków jest czymś pożądanym, tym bardziej jeśli chce się prowadzić bardziej aktywną politykę w obszarze wschodniego sąsiedztwa.

Dr Kazimierz Wóycicki – politolog, historyk, dziennikarz. Działacz opozycji demokratycznej (1967-1989), praca w miesięczniku „Więź” (1973-1989) dyrektor Instytutu Polskiego w Dusseldorfie (1996-99) oraz w Lipsku (2000-03), dyrektorem szczecińskiego IPN (2004-2007). Obecnie wykładowca Studium Europy Wschodniej UW (kazwoy.wordpress.com)

1Przewidywania CIA z roku 2004 rozpadu Federacji Rosyjskiej na 6-7 jednostek terytorialnych. Sprawa zróżnicowania terytorialnego Federacji a nawet jej rozpadu wciąż powraca również w rosyjskich opracowaniach patrz m.in.: http://www.opendemocracy.net/od-russia/natalia-zubarevich/fourrussias-rethinking-post-soviet-map (dostęp 20.04.12).

2N. Eberstadt, The Dying Bear FA Nov./Dec. 2011

3W roku 2050 cała FR liczyć będzie wg szacunków demograficznych ok. 100 mln.

4L. Goodrich, Russia: Rebuilding an Empire While It Can, Stratford, Geopolitical Weekly http://www.stratfor.com/weekly/20111031-russia-rebuilding-empire-while-it-can utm_source=freelistf&utm_medium=email&utm_campaign=20111101 utm_term=gweekly&utm_content=readmore&elq=5a841c366c764437be4c20d3ab6fd4ba (dostęp 01.11.2011)

5H. Carrère d’Encausse, La Russie entre deux mondes, Paris 2011.

Tatarzy polscy w ruchu prometejskim

Selim Chazbijewicz

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 2, lipiec 2012, ss. 199-207]

Po odzyskaniu niepodległości w roku 1918 w granicach odrodzonej Rzeczypospolitej mieszkało ok. sześć tysięcy Tatarów wyznających islam. Skupieni byli przede wszystkim na terenach ówczesnych województw: wileńskiego i nowogródzkiego oraz w niewielkim stopniu w województwie wołyńskim. Według danych przedwojennego Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w roku 1925 w Polsce zamieszkiwało 5805 muzułmanów. Zorganizowani byli w 18 parafii, posiadających 16 meczetów. Obowiązki duchownych pełniło 18 imamów mających do pomocy 12 muezzinów (odpowiednik wikarego). Ówczesne muzułmańskie parafie posiadały około 240 ha ziemi – tzw. wakufów, czyli fundacji religijnych, dochody z których były przeznaczane na utrzymanie duchownych i konserwację meczetów. W rzeczywistości dochody z nich nie były wystarczające i korzystano z dotacji państwowych w wysokości między 60 a 80 tys. rocznie wypłacanych przez Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego.

Myśl prometejska rodziła się wraz z odrodzonym państwem polskim. Rzeczypospolita już w latach 1919-1921 wspierała prawo do niepodległości i niezawisłości państwowej narodów nadbałtyckich i położonych nad Morzem Czarnym i Kaspijskim. Polskie wsparcie otrzymały takie państwa jak: Idel-Ural – republika Tatarów nadwołżańskich i Baszkirów, Republika Górali Kaukazu, istniejące w latach 1918-1920 państwo Czeczenów, Inguszy, Karaczajów, Bałkarów, Kabardyjczyków, Osetyjczyków, państwo Kozaków dońskich i kubańskich (nazwa od rzeki Kubań), Ukraina, Demokratyczna Republika Krymu, gdzie Tatarskie Zgromadzenie Narodowe zwróciło się z oficjalną prośbą do Ligi Narodów w piśmie z 17 maja 1920 roku, o przekazanie Krymu pod polski protektorat. Niestety, plany te nie zostały zrealizowane.

W roku 1926 powstał w Warszawie Instytut Wschodni, formalnie jako placówka naukowa i społeczna powołana do podtrzymywania stosunków naukowych i kulturalnych Polski ze Wschodem, w praktyce jednakże jej celem było odegranie politycznego zadania stworzenia zaplecza teoretycznego dla polityki prometejskiej.

Z Instytutem Wschodnim w Warszawie, jak i ośrodkiem wileńskim współpracowali polscy Tatarzy, a zwłaszcza bracia Leon i Olgierd Najman Mirza Kryczyńscy, twórcy i liderzy ruchu kulturalnego i społecznego polskich Tatarów. Byli oni założycielami Związku Kulturalno-Oświatowego Tatarów RP, istniejącego w latach 1925-1939. Obaj byli w okresie 1917-1921 czynnymi działaczami na rzecz niepodległości narodów muzułmańskich Rosji. Oprócz nich wielu polskich Tatarów uczestniczyło w ruchu narodowowyzwoleńczym rosyjskich muzułmanów. Zwłaszcza dwa obszary byłego carskiego imperium stały się przedmiotem aktywności polsko-litewskich muzułmanów. Były to Krym i Azerbejdżan. W czerwcu po inwazji armii niemieckiej na terytoria rosyjskie na Krymie została powołana Demokratyczna Republika Krymu. Na czele tego państwa stanął generał Maciej Sulejman Sulkiewicz, carski oficer, polski Tatar. Był on premierem rządu, ministrem marynarki, ministrem spraw wewnętrznych i wojskowych, w praktyce sprawując władzę niemal dyktatorską. Oprócz niego członkami rządu byli: Aleksander Milkowski (przez pewien okres czasu minister spraw wojskowych), Aleksander Achmatowicz (minister sprawiedliwości), Leon Najman Mirza Kryczyński (dyrektor kancelarii rządu), oprócz tego pułkownik Bazarewicz, pułkownik Sobolewski, Boguszewicz, Bogdanowicz, Januszewski, Smolski1.

W październiku 1918 po wyjściu Niemców i po zajęciu Krymu przez Armię Ochotniczą gen. Denikina, Sulkiewicz z częścią swoich współpracowników wyjechał do Baku, gdzie zajął się organizacją armii azerbejdżańskiej jako jej szef sztabu. Olgierd Najman Mirza Kryczyński zajmował najpierw stanowisko wiceministra sprawiedliwości, potem został pełnomocnym przedstawicielem republiki na Konferencję Zakaukaską w Tyflisie (obecnie Tbilisi). Leon Najman Mirza Kryczyński został dyrektorem kancelarii rządu republiki, Konstanty Hózman Mirza Sulkiewicz był natomiast wicedyrektorem kancelarii azerbejdżańskiego MSZ, a J. Churamowicz został dyrektorem tegoż. Oprócz nich poczesne stanowiska we władzach Azerbejdżanu zajmowali inni polscy Tatarzy: Mucharski, jako dyrektor kancelarii ministerstwa kontroli państwowej, Aleksander Półtorżycki – naczelnik wydziału ministerstwa handlu, Jakubowski, pułkownik Kijasbek, Helena Bajraszewska. Niektórzy z nich zostali w Azerbejdżanie, jak np. Dżemil Aleksandrowicz, wiceprezes Azerbejdżańskiej Komisji Archeologicznej w latach 1925-1928. Aleksandrowicz ogłosił drukiem parę prac o polskich Tatarach na łamach periodyków azerbejdżańskich2. Również Leon Najman Mirza Kryczyński publikował w Baku pracę o polityce rosyjskiej wobec narodów muzułmańskich3. Jednakże Baku zostało zajęte przez bolszewików. Maciej Sulkiewicz został rozstrzelany, zaś bracia Kryczyńscy zdołali przedostać się do Polski. Będąc z wykształcenia prawnikami zajmowali wysokie stanowiska również w polskiej administracji państwowej. Olgierd Kryczyński pełnił od 1936 roku funkcję prokuratora generalnego RP, zaś Leon Kryczyński był wiceprezesem Sądu Okręgowego w Gdyni w latach 1936-1939 oraz wydawcą czasopisma naukowego i społecznego „Rocznik Tatarski”, które niewątpliwie było fundamentem badań nad polskimi i litewskimi Tatarami. Olgierd zginął w więzieniu w Smoleńsku w 1941 roku, zaś Leon został rozstrzelany przez Niemców w Piaśnicy koło Wejherowa w grudniu 1939 roku, w ramach porozumienia Ribbentrop-Mołotow, wraz z dziesiątkiem tysięcy pomorskiej polskiej inteligencji.

Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę zaistniał problem uregulowania stanu prawnego wyznawców islamu. Stan prawny opierał się na dawnym zaborczym prawie rosyjskim. Istniały niezależne od siebie ośrodki i gminy religijne. W grudniu 1925 roku w Wilnie odbył się pierwszy Wszechpolski Zjazd Delegatów Gmin Muzułmańskich celem ustanowienia jednolitej organizacji religijnej i powołania przywódcy religijnego z tytułem muftiego. Powstał Muzułmański Związek Religijny w Rzeczypospolitej Polskiej zaś na jego czele stanął mufti. Związek ten posiadał autokefalię czyli niezależność od jakichkolwiek ośrodków zagranicznych. W sensie prawnym ostatecznie pozycję wyznania muzułmańskiego w Polsce unormowała dopiero ustawa sejmowa z 21 kwietnia 1936 r., obowiązująca, ze zmianami, do dziś. Oprócz Muzułmańskiego Związku Religijnego w roku 1926 powołano Związek Kulturalno-Oświatowy Tatarów RP. Zrzeszał on przede wszystkim elitę tatarskiej inteligencji pragnącą odnowić i zachować dawne tradycje Tatarów Wielkiego Księstwa Litewskiego. Związek tenże posiadał 20 oddziałów w 5 województwach. Zarówno jedna jak druga organizacja zaczęły wydawać własne tytuły prasowe. Związek Kulturalno-Oświatowy Tatarów RP wydawał w Wilnie miesięcznik „ Życie Tatarskie” w latach 1934-1939. Ostatni numer ukazał się we wrześniu 1939 roku. W latach 1930-32 oraz 1933-37 ukazywał się w Warszawie kwartalnik „Przegląd Islamski”, jako organ Gminy Muzułmańskiej m.st. Warszawy. W latach 1932, 1935 i 1938 ukazały się trzy tomy czasopisma pt. „Rocznik Tatarski”. Redakcje tych czasopism utrzymywały kontakty z Instytutem Wschodnim oraz jego wydawnictwami, zwłaszcza „ Wschodem – Orientem”.

Wybrany spośród czterech kandydatów na stanowisko muftiego na Rzeczpospolitą Polską, Jakub Szynkiewicz sprawował swój urząd do 1939 roku. Cieszył się zaufaniem ówczesnych polskich władz. Urodził się 16 kwietnia 1884 roku w Lachowiczach, obecnie na Białorusi. W roku 1904 kończy szkołę realną w Mińsku i rozpoczyna studia w Instytucie Technologicznym w Petersburgu. W roku 1910 postanawia zmienić radykalnie kierunek studiów i przenosi się na wydział języków wschodnich Uniwersytetu Petersburskiego. Zmiana zainteresowań mogła być może nastąpić pod wpływem aktywności w organizacji studenckiej pn. „Koło Akademików Muzułmanów Polskich”, która powstała w Petersburgu w roku 1907, spośród studentów – polsko-litewskich Tatarów. Celem tego koła była praca kulturalno-oświatowa wśród współplemieńców, pogłębianie wiedzy na temat przeszłości Tatarów, ich tradycji, wzmacnianie narodowej tożsamości, samokształcenie w dziedzinie historii polskich i litewskich Tatarów. Do tego koła należało początkowo dwanaście osób, a Szynkiewicz był jednym z jego organizatorów. Po wybuchu pierwszej wojny światowej zostaje powołany jako rezerwista do wojska i przebywa na froncie do 1917 roku. W latach 1917- 1919 przebywał na Krymie działając wśród krymskich Tatarów. Na Krymie przebywało wtedy ponad tysiąc polskich Tatarów, którzy znaleźli się tam na skutek ewakuacji ludności pasa przyfrontowego, jaką zarządziły władze rosyjskie w 1915 roku na skutek ofensywy niemieckiej. Przez jakiś czas w okresie terroru bolszewickiego na Krymie musiał Szynkiewicz ukrywać się w górach krymskich. W roku 1919 wyjeżdża do Niemiec gdzie podejmuje studia na Uniwersytecie Berlińskim z zakresu języków wschodnich, filozofii i historii. W roku 1925 otrzymał stopień doktora filozofii za pracę z zakresu językoznawstwa – syntaksy w zdaniach w języku starotureckim. Podczas studiów w Berlinie zawarł też Jakub Szynkiewicz koleżeńskie stosunki z młodym człowiekiem o literackich zainteresowaniach, studiującym filozofię o nazwisku Joseph Goebbels. Ta znajomość będzie później owocowała.

W roku 1926, jak już wspominałem, został wybrany na stanowisko muftiego. Ożenił się z Lidią z domu Talkowską z którą miał syna Dżemila, obecnie obywatela USA. Między małżonkami była duża różnica wieku. Będąc muftim odbywał szereg podróży zagranicznych do krajów muzułmańskich, częściowo finansowanych przez polskie ministerstwo spraw zagranicznych widzące w tym możliwość kształtowania wizerunku Polski na Wschodzie i to stosunkowo tanim kosztem. Polscy Tatarzy w okresie międzywojennym byli w ten sposób „wykorzystywani” przez polską dyplomację, czego niestety nie podjęła dyplomacja III RP. W roku 1926 Szynkiewicz wyjeżdża na Wszechświatowy Kongres Muzułmański w Kairze, w roku 1928 do Turcji, w 1930 do Egiptu i Królestwa Hidżazu i Nedżdu – późniejszej Arabii Saudyjskiej, do Palestyny i Syrii, w roku 1930 również do Jugosławii, w 1932 roku do Turcji, Syrii, Palestyny i Egiptu, w 1935 na Wszecheuropejski Kongres Muzułmański w Genewie. Za zasługi w dziedzinie organizacji muzułmanów w Polsce decyzją Prezydenta RP z 24 kwietnia 1936 r. nadano mu order Polonia Restituta II klasy.

Pierwsza połowa lat trzydziestych to okres dużego sporu kompetencyjnego z braćmi Kryczyńskimi i prowadzonym przez nich Związkiem Kulturalno-Oświatowym Tatarów RP. Spór był tak ostry i długotrwały, że z ramienia władz podjął się mediacji ówczesny wojewoda wileński Ludwik Bociański. Jakub Szynkiewicz, co jest istotne dla jego późniejszej biografii, posiadał rodzonego brata Macieja, który razem z nim przebywał na Krymie, a w roku 1918 został przewodniczącym Związku Tatarów Litewskich w Symferopolu. Maciej, żonaty z Polką, nauczycielką gimnazjum w Jałcie, zasymilowanej z miejscowymi Tatarami, po przejęciu władzy na półwyspie przez bolszewików w 1920 roku nie zdołał wrócić do Polski. Pod koniec lat dwudziestych w roku 1928 został aresztowany za nacjonalizm tatarski, trockizm i szpiegostwo na rzecz organizacji białogwardyjskich. Aresztowany został też jego syn, Edige. Obaj zesłani byli pod koło polarne. Maciej nie przeżył tego obozu, jednakże młody Edige zdołał uciec i przedostawszy się przez całe terytorium Związku Sowieckiego przekroczył nielegalnie granicę z Iranem (wtedy jeszcze Persją) na Kaukazie. W Teheranie zgłosił się do polskiej ambasady, gdzie otrzymał pomoc. W roku 1936 jest już w Polsce i tu podejmuje w Wilnie studia w Szkole Nauk Politycznych przy Instytucie Badań Europy Wschodniej. Związał się, jako współorganizator, ze Związkiem Młodzieży Tatarskiej w Wilnie. Nie jest wykluczone, że Edige Szynkiewicz już w tym okresie podjął współpracę z wywiadem niemieckim, jak i tureckim. Po wybuchu II wojny światowej wyjeżdża z Polski jako bezpaństwowiec z personelem ambasady tureckiej. W roku 1941 i 1942 za pośrednictwem ambasadora Rzeszy w Ankarze, von Pappena, podejmuje rozmowy w Berlinie z władzami niemieckimi w sprawie organizacji oddziałów ochotniczych w Wehrmachcie, złożonych z jeńców sowieckich pochodzenia tatarskiego. Posiada pełnomocnictwo emigracji politycznej Tatarów krymskich w Turcji i ciche przyzwolenie rządu tureckiego. Otrzymuje oficjalną funkcję – reprezentanta tatarskich interesów narodowych przy Niemieckim Sztabie Dowództwa Wojsk Lądowych. Kiedy w roku 1942 gen. von Manstein zajmuje Krym, Edige Szynkiewicz przenosi się na półwysep gdzie jest szarą eminencją zorganizowanego przez Niemców samorządu tatarskiego – Komitetu Muzułmańskiego oraz  uczestniczy w wydawaniu miesięcznika „Azad Kyrym” (Wolny Krym). Zmienia też nazwisko na – Kirimal (co w języku tatarskim znaczy – zabierz Krym).

W roku 1942 Kirimal zostaje uznanym za oficjalnego przedstawiciela interesów tatarskich przy Naczelnym Dowództwie Wojsk Lądowych (OKH Wehrmacht) w sferze interesów ekonomicznych i humanitarnych. W listopadzie 1942 roku, Kirimal wraz z swoim biurem otrzymał od władz niemieckich pozwolenie na wyjazd na Krym. Po przyjeździe spotkali się oni z przedstawicielami utworzonego przez Niemców tatarskiego samorządu – Muzułmańskiego Komitetu w Symferopolu których poinformowali o wynegocjowanej zgodzie władz niemieckich na przesiedlenie na Krym 25 tys. Tatarów z terenów Litwy, Białorusi i Rumunii. Władze Muzułmańskiego Komitetu w Symferopolu podkreśliły pełne poparcie dla berlińskiego przedstawicielstwa i jednogłośnie dokooptowały Kirimala i jego współpracownika A. Balicza do swojego grona. Dla Kirimala miało to znaczenie propagandowe o tyle, że wobec władz niemieckich mógł występować już nie jako przedstawiciel emigracji politycznej krymskich Tatarów, ale już jako przedstawiciel tatarskiej ludności Krymu. Został przez Niemców uznanym za jedynego pełnomocnego przedstawiciela krymskich Tatarów wobec władz III Rzeszy i jego biuro zostało oficjalnie nazwane Krymskotatarskim Centrum Narodowym. Ten fakt nastąpił w styczniu 1943 roku. Jednocześnie w Ministerstwie Rzeszy do Spraw Okupowanych Terytoriów Wschodnich kierowanym przez Alfreda Rosenberga powstała komórka – Wydział Krymskotatarski (Krimtataren Leitstelle) która miała się zajmować przekazywaniem decyzji władz niemieckich dla Krymskotatarskiego Centrum Narodowego.

Kirimal w 1944 roku starał się, korzystając ze swoich wpływów u władz niemieckich ratować część tatarskich aktywistów i działaczy. W tym czasie w zasadzie wszyscy spodziewali się inwazji Armii Czerwonej na półwysep. Kirimal oznajmił wszystkim którzy kolaborowali z Niemcami, że w razie ewakuacji Wehrmachtu oni również, razem z rodzinami i dobytkiem zostaną ewakuowani. Niestety, nie uzgodnił tego z niemieckim dowództwem wojskowym. Nie mniej udało mu się wytargować z Niemcami ewakuację ok. 2500 tatarskich działaczy wraz z rodzinami po rozpoczęciu walk o półwysep. Jesienią 1944 roku Kirimal został jedynym znaczącym działaczem krymskotatarskim w niemieckich strukturach politycznych. 25 listopada 1944 roku on i jego grupa współpracowników rozpoczęli wydawanie gazety „Krim” w Berlinie. 18 listopada 1944 roku w Berlinie zebrał się po raz pierwszy Komitet Narodów Ujarzmionych przez Rosję. W jej skład weszli przedstawiciele Wojskowego Związku Tatarów nadwołżańskich „Idel-Ural”, KomitetyNarodowe: Ormiański, Gruziński i Narodów Północnego Kaukazu oraz Azerbejdżański i Turkiestański, przedstawiciele różnych grup ukraińskich, Białoruska Centralna Rada oraz Krymskotatarskie Centrum Narodowe, które reprezentował E. Kirimal. Pod sam koniec wojny, 17 marca 1945 roku minister Rzeszy Alfred Rosenberg w imieniu władz niemieckich uznał Krymskotatarskie Centrum Narodowe jedynym przedstawicielem narodu Tatarów krymskich w Niemczech. Po zakończeniu II wojny światowej przebywał na stale w Monachium, gdzie był współorganizatorem tatarskiej rozgłośni radia „Svoboda” i zajął się pracą naukową w monachijskim Instytucie Badań nad Związkiem Sowieckim. Zmarł 22 czerwca 1980 roku.

Równolegle rozwijała się sowietologia polska w Wilnie. W roku 1930 powstał Instytut Naukowo-Badawczy Europy Wschodniej, którego członkami-założycielami była ówczesna elita intelektualna, profesorska Wilna. Instytut posiał również Radę Naukową i istniejącą przy niej Szkołę Nauk Politycznych. Prezesem zarządu instytutu był profesor Stefan Ehrenkreutz, a członkami Jan Piłsudski (brat Józefa) i Witold Abramowicz. Siedzibą instytutu był gmach Biblioteki Państwowej im. Eustachego i Emilii Wróblewskich przy ulicy Arsenalskiej 8. Tam też odbywały się wykłady Szkoły Nauk Politycznych, która była prywatną wyższą uczelnią. Prezes zarządu, profesor Ehrenkreutz włożył wiele wysiłku w powołanie i działalność instytutu. Był ostatnim, wybranym 20 czerwca 1939 roku rektorem Uniwersytetu Stefana Batorego na kadencję 1939/1940. Wtedy to kadencja rektora trwała rok a kandydat na rektora był co roku proponowany przez inny, kolejny wydział uniwersytetu. Został zakatowany przez NKWD w 1945 roku.

W ramach instytutu należy wspomnieć o pracach profesora Stanisława Swianiewicza, który interesował się zwłaszcza sowiecką gospodarką, a jego rozprawa habilitacyjna nosiła tytuł „Lenin jako ekonomista”. Warto też przypomnieć raz jeszcze rolę Mariana Zdziechowskiego, który był niejako duchowym ojcem instytutu. On to, jako pierwszy zwracał uwagę na niebezpieczeństwa totalitarnego systemu sowieckiego. Wśród współpracowników instytutu warto też przypomnieć postać Jana Kucharzewskiego, autora fundamentalnej do dziś i aktualnej naukowo pracy pt. „Od białego caratu do czerwonego”, liczącą siedem tomów w sposób całościowy omawiającą rosyjską ideologię lewicową od jej dziewiętnastowiecznych społecznych korzeni. Profesor Swianiewicz w roku 1943 został powołany przez generała Andersa szefem Instytutu Studiów Wschodnich przy sztabie II Korpusu Wojska Polskiego na Bliskim Wschodzie. Instytut ten istniał do 1947 roku i funkcjonował w Jerozolimie i w Bejrucie. Jego współpracownikiem był też Włodzimierz Bączkowski, czołowy działacz prometejski z okresu międzywojennego.

Koniecznym jest też przypomnienie sylwetki profesora Witolda Sukiennickiego, prawnika, sowietologa, specjalisty od problematyki prawno-ustrojowej. W latach 1929-1939 był na Uniwersytecie Stefana Batorego wykładowcą filozofii prawa, prowadził też zajęcia w Szkole Nauk Politycznych gdzie wykłady monograficzne jak „Struktura polityczna ZSRS”, „Historia ruchu rewolucyjnego w Rosji” czy „Ewolucja ustroju ZSRS (1917- 1936)” cieszyły się znacznym zainteresowaniem. Po roku 1939 najpierw trafi ł do obozu pracy – łagru sowieckiego, skąd, wyciągnięty przez ambasadora Polski w Związku Sowieckim Stanisława Kota po umowie Sikorski- Majski w 1941 roku, pracował w ambasadzie RP w Kujbyszewie, po czym przeszedł do Iranu z armią gen. Andersa i znalazł się ostatecznie w USA. Pracował też w latach 1952-1957 w redakcji polskiej Radia Wolna Europa. W USA kontynuował swoją pracę badawczą już często po angielsku. Jego dorobek naukowy jest do dziś aktualnym wkładem w badania problemów prawno-politycznych i historyczno-społecznych Europy Wschodniej.

Członkiem i wykładowcą w Instytucie był też profesor Jan Rozwadowski, jeden z dwóch największych polskich językoznawców obok Jana Baudouin de Courtenay. W Szkole Nauk Politycznych wykładał również kurs języka tureckiego Hadży Seraja Chan Szapszał zwierzchnik duchowy polskich Karaimów, naukowiec i orientalista. W szkole tej był również lektorat języka tatarskiego. W ramach prac badawczych członków instytutu powstawały cenne publikacje, jak już wspomniana prof. Swianiewicza i Sukiennickiego, „Stalinowska koncepcja państwa” Franciszka Ancewicza, „Marksistowsko-leninowska teoria prawa” Sukiennickiego, tegoż „Kolektywizacja rolnictwa w ZSRR w okresie pierwszej pięciolatki”, i inne. Z pracami Instytutu, a zwłaszcza ze Szkołą Nauk Politycznych związani byli działacze Koła Młodzieży Tatarskiej w Wilnie i wspomnianego już powstałego tuż przed wojną w 1938 r. Związku Młodzieży Tatarskiej.

W ruchu prometejskim w Warszawie w okresie międzywojennym uczestniczyli również inni przedstawiciele narodów turkijskich, emigranci polityczni przebywający czasowo lub dłużej w Polsce. W siedzibie Instytutu Wschodniego w Warszawie, na Miodowej odbywały się też zebrania Gminy Muzułmańskiej miasta stołecznego Warszawy, a nawet nauka religii dla dzieci. Nauczycielem religii był Ayas Ishaky, emigracyjny działacz prometejski, pisarz tatarski, jeden z działaczy państwowych republiki Idel-Uralu.

W Polsce przebywał również pułkownik Mahomed Nabi-Ogły Israfiłow, występujący też jako Israfil Bey, przewodniczący Azerbejdżańskiego Komitetu w ramach Ostministerium Alfreda Rosenberga w latach 1943-1944. 12 grudnia w randze waffen-standartenführera został dowódcą grupy bojowej „Azerbejdżan”, w ramach Waffen SS. Po zakończeniu wojny, wydany przez zachodnich aliantów sowietom, został 11 lipca 1945 roku zabity w Baku, dokąd go zawieziono. Przed 1939 rokiem przebywał w Polsce, żonaty z Polską Tatarką, Dilarą Bajraszewską ze Słonima, córką pułkownika wojsk polskich Mustafy Bajraszewskiego, uczestnika wojny polsko-sowieckiej w 1920 roku.

W Polsce przebywał też dr Abdullah Zihni Soyal, emigrant, do 1939 roku mieszkający w Polsce, gdzie w Krakowie, tuż przed wojną w 1939 roku uzyskał doktorat na podstawie wydania tłumaczeń – jarłyków – listów chana krymskiego Islama III Giraja do króla Jana Kazimierza. Soysal po wojnie znalazł się w Turcji gdzie zmarł. Z emigracyjnych działaczy Tatarów krymskich można też wymienić Selima Ortaya, autora broszurki „O wolny Krym” wydanej po polsku w ramach wydawnictw Instytutu Wschodniego, dra Sabri Arykana autora pracy magisterskiej „Zagadnienie prawne państwa tatarskiego na Krymie”, obronionej na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, a także ożenionego i asymilowanego częściowo w Polsce Wassan Gireja Dżabagi, przewodniczącego parlamentu Republiki Północnego Kaukazu w 1918 roku, dziennikarza, wydawcę. Wydawał on i redagował wspomniane już czasopismo „Przegląd Islamski” w Warszawie, był też właścicielem prywatnej agencji informacyjnej „Orient”. W roku 1937 wyjechał jako korespondent Polskiej Agencji Telegraficznej do Turcji, gdzie zmarł. W Polsce przebywał również parokrotnie Dżafar Sejdamet, przywódca krymskotatarskiej emigracji politycznej. W roku 1930 wydał on w Warszawie, w ramach wydawnictw Instytutu Wschodniego, książkę pt. „Krym”, omawiającą dzieje, kulturę oraz działalność polityczną Tatarów krymskich w kierunku niepodległości państwowej. W roku 1936 swoją książkę pt. „Z dziejów Krymu” wydał też Abdullah Zihni Soysal.

Tematyka prometejska pojawiała się wśród emigracji politycznej polskich Tatarów, skupionej tuż po zakończeniu II wojny światowej wokół czasopisma „Głosz Minaretu”, wydawanym w języku polskim w latach 1946-1951, organie imamatu polowego przy II Korpusie Wojska Polskiego na Zachodzie, a później Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia. Na podstawie rozkazu generała Władysława Andersa utworzono taki imamat polowy, dla żołnierzy polskich wyznania muzułmańskiego, a imamem został Emir El Muemminin Bajraszewski z Nowogródka. W roku 1947 miał też miejsce w Londynie Walny Zjazd Muzułmanów Polskich na Obczyźnie który, powołał Gminę Muzułmanów Polskich w Wielkiej Brytanii. Członkowie tej gminy, zwłaszcza Emir Bajraszewski współdziałali z Instytutem Reduta który był emigracyjnym odpowiednikiem dawnego Instytutu Wschodniego oraz bliskowschodniego Instytutu Studiów Wschodnich. Były to już jednak tylko cienie międzywojennej aktywności.

Prof. Selim Chazbijewicz – politolog, pracownik naukowy Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Specjalizuje się w badaniach nad kulturą i dziejami Tatarów polskich, litewskich oraz krymskich.

1Leon Najman Mirza Kryczyński, Tatarzy polscy a wschód muzułmański [w:] Rocznik Tatarski, t.2, Zamość 1935, s.82- 83.

2Dżemil Aleksandrowicz – Nasyfi , Litowskije Tatary. Izwiestija obszczewa obsużdienija i    izuczenija Azerbejdżana, Baku 1926, nr 2 , s.75- 95; tenże, Litowskije Tatry kak czast’ tiurkskogo Wostoka, tamże,Baku 1927, Nr 4, s.147- 164.

3Dokumienty po russkoj politikie w Zakawkaziju, t. I i II, Baku 1920.

Turcy meschetyńscy – historia i współczesność w Gruzji i innych państwach postradzieckich

Aleksandra Gryźlak

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 2, lipiec 2012, ss. 103-115]

Po upadku Związku Radzieckiego w 1991 roku, natychmiast ujawniły się konsekwencje niesprawiedliwej polityki narodowościowej władz komunistycznych. Jedna z najbardziej przejmujących historii dotyczy losów narodowości deportowanych przez Józefa Stalina w 1944 roku do Azji Środkowej. Wśród nich znajdują się m. in. Tatarzy krymscy, Czeczeni i wiele innych nacji. Niniejszy artykuł dotyczy Turków meschetyńskich – mniej znanych ofiar nie tylko deportacji w 1944 roku z Gruzji, ale także pogromów w Uzbekistanie w 1989 roku. Turcy meschetyńscy niemal od momentu deportacji walczą o prawo do powrotu do Gruzji. Udało się to jedynie niewielkiej grupie. Władze w Tbilisi są bardzo ostrożne w tej kwestii – kraj nadal boryka się z setkami tysięcy uchodźców z Abchazji i Południowej Osetii, problemami ekonomicznymi i bezrobociem. Społeczeństwo gruzińskie, w szczególności mieszkańcy regionu, z którego pierwotnie Turcy meschetyńscy zostali wysiedleni, jest raczej negatywnie nastawione wobec repatriacji. Obecnie Mescheci rozsiani są po całym terytorium Wspólnoty Niepodległych Państw. W niektórych miejscach odmawia im się podstawowych praw cywilnych (Krasnodar w Rosji), w innych żyje im się nieco lepiej (Azerbejdżan). Kwestia tożsamości i brak zdecydowanego i jednolitego przywództwa dodatkowo utrudnia ich sytuację.

Pochodzenie etniczne Turków meschetyńskich jest do dziś obiektem sporów historyków. Część źródeł przedstawia ich jako gruzińskie plemię Meschetów, które od połowy XVI wieku było poddawane procesowi islamizacji ze strony Imperium Osmańskiego. Inni badacze traktują ich jako grupę etnograficzną w ramach narodowości tureckiej, która w czasach średniowiecznych osiedliła się w południowej części dzisiejszej Gruzji i która od 1829 roku przestała być we władaniu Turcji.1 Kwestią, co do której nie ma wątpliwości wśród badaczy jest zakres ziem na których żyli. Jest to obszar południowej Gruzji, obecnie rejon Samche-Dżawachetia, który swoim zasięgiem obejmuje 5 regionów: Achalczycki, Achalkalacki, Aspindzki, Adygejski oraz Bogdanowski .

Okres do 1921 r.

W 1829 roku, zgodnie z postanowieniami Traktatu Adrianopolskiego, rejon Samche Dżawacheti został włączony w skład Rosji. Rozpoczęto masowe deportacje ludności muzułmańskiej do Turcji i proces zastępowania jej ludnością chrześcijańską.2 Polityka ta miała na celu osadzenie obok strategicznej, południowej granicy Imperium, ludności „godnej zaufania”. Ruch narodowy Turków meschetyńskich narodził się w XX wieku i dość szybko się rozwijał – już w 1917 r. pojawiły się pierwsze koncepcje odrębności państwowej lub administracyjnej. Po upadku Imperium Rosyjskiego i przejęciu władzy przez bolszewików region Meschetii stał się przedmiotem rywalizacji pomiędzy Gruzją, Turcją i Armenią. Zgodnie z podpisanym 3 marca 1918 roku Traktatem Brzeskim wszystkie siły rosyjskie miały wycofać się z Meschetii, a populacja tego regionu miała samodzielnie zdecydować o swojej przyszłości. W przeprowadzonych wkrótce potem wyborach większość mieszkańców Meschetii wypowiedziała się za przyłączeniem do Turcji, czego nie chciały zaakceptować Gruzja, Armenia i Rosja.3

30 listopada 1918 r. Turcja, znajdująca się w koalicji państw przegrywających wojnę, podpisała traktat, w wyniku którego wycofywała wszystkie swoje siły z południowego Kaukazu. Dzień wcześniej lokalni muzułmanie powołali Tymczasowy Rząd Meschetii i proklamowali powstanie Południowo-Zachodniej Republiki Kaukaskiej, którą ze względu na stolicę w mieście Kars, nazywano „Republiką Kars”. Na początku 1919 roku zaczął prace pierwszy parlament nowej republiki, który wkrótce uchwalił konstytucję i powołał rząd. Cały czas prowadzono walki z posuwającymi się w kierunku republiki wojskami gruzińskimi i ormiańskimi. W kwietniu 1919 r. siły gruzińskie dzięki wsparciu wojsk brytyjskich wkroczyły do regionów Achalkalackiego i Achalczyckiego i wkrótce opanowały całe terytorium Meschetii. 25 grudnia Parlament Gruzji nadał Meschetii autonomię oraz pozwolił mieszkającym tam muzułmanom na stanowienie lokalnego prawa.4 Na owe czasy była to bezprecedensowa decyzja, która pozwoliła na zażegnanie konfliktu i przyniosła stabilizację.

Turcy meschetyńscy w ZSRR

W lutym 1921 roku rozpoczęła się nowa, sowiecka era w historii tej narodowości. Polityka komunistycznego rządu Gruzji miała na celu neutralizację wpływów islamu.Szczególnie od lat 30., pod nadzorem Berii, realizowano plan powrotu muzułmańskich Meschetów do kultury gruzińskiej, na co reagowali raczej negatywnie i ostatecznie władze porzuciły jego realizację. W latach 1928-37 niemal wszyscy muzułmanie z Meschetii posiadający wyższe wykształcenie zostali aresztowani, a większość z nich została zamordowana w latach 1937-38 w różnych obozach koncentracyjnych.5

Trudno znaleźć dokładne przyczyny podjęcia przez Stalina decyzji o deportowaniu ludności muzułmańskiej z południowej części Gruzji. W ich przypadku nie można było odwołać się do motywu współpracy z Niemcami, gdyż Meschetia znajdowała się w odległości ok. 100 km od najdalszego miejsca gdzie dotarli Niemcy. Ponad 44 tys. Turków meschetyńskich walczyło podczas II wojny światowej w szeregach Armii Czerwonej. Argument zabezpieczenia się przed ewentualną agresją Turcji też wydaje się bezpodstawny, gdyż w tym czasie Ankara współpracowała już z koalicją antyhitlerowską.6 Bardziej prawdopodobne mogłoby się wydawać, iż to Moskwa planowała wykorzystanie ówczesnej słabości Turcji. Świadczyć o tym mogły ukazujące się w radzieckiej prasie w 1944 roku artykuły, mówiące o radzieckich prawach do terenów północno-wschodniej Turcji zamieszkałych przez gruzińską i inne mniejszości.7

Opisane wyżej doświadczenie z lat 1918-20, a także zdecydowany opór ludności meschetyńskiej wobec planów ich wynarodowienia, z pewnością też odegrały istotną rolę. Dowodem na istnienie jeszcze innej przyczyny deportacji jest list napisany 12 kwietnia 1944 roku przez komisarza spraw wewnętrznych Gruzińskiej SRR Giorgija Karanadze, adresowany do Berii, w którym informuje, iż część ludności azerskiej i kurdyjskiej, chcąc uniknąć przymusowej kolektywizacji, bezprawnie opuściła swoje gospodarstwa i przyjechała do Tbilisi, powodując napięcia społeczne w mieście. W związku z zaistniałą sytuacją jeszcze w marcu deportowano 3240 osób do innych rejonów Gruzińskiej SRR. Beria w końcu listopada 1944 roku podsumowując przeprowadzoną akcję deportacyjną z Gruzji, jako jej przesłanki wymienił związki przesiedlonej ludności z Turcją, nastroje emigracyjne, udział w ruchach powstańczych i szpiegostwo.8

24 lipca 1944 roku Beria skierował do Stalina list, w którym informował o konieczności deportowania 16 700 rodzin Turków meschetyńskich, Kurdów i Chemszynów (Ormianie-mahometanie) z 5 rejonów południowej Gruzji oraz kilku wiosek Sowieckiej Autonomicznej Republiki Adżarii, w celu poprawy sytuacji na odcinku południowej granicy Gruzińskiej SRR. Beria zapewniał również Stalina, iż otrzymał pozytywne reakcje rządu Gruzińskiej SRR na ten pomysł. 31 lipca Państwowy Komitet Obrony ZSRR przygotował specjalny, ściśle tajny dekret nr 6279, podpisany przez Stalina. Dekret zawierał decyzję o deportacji 86 tys. muzułmanów z Mescheti do Kirgizji, Uzbekistanu i Kazachstanu. Na ich miejsce miało osiedlić się 7 tys. rodzin (32 tys. ludzi) z innych rejonów Gruzji, głównie z Imeretii, Dolnej Raczy.9 20 września Beria wydał rozkaz rozpoczynający bezpośrednie przygotowania do deportacji.10 1 listopada 1944 r. wojsko rozpoczęło blokadę wszystkich 5 regionów Meschetii. Deportacja, zgodnie z założeniami rozpoczęła się 15 listopada, we wczesnych godzinach rannych. Ludność była informowana o przymusowym przesiedleniu i miała dwie godziny na spakowanie się i przygotowanie żywności na 3 dni podróży. W 1944 roku ogólnie deportowano 91 095 mieszkańców Meschetii. Ale ze względu na mężczyzn wracających z frontu deportacje kontynuowano jeszcze w 1945 r. Za ogólną liczbę osób deportowanych z południowej Gruzji uznaje się 95 669.

O prawach narodowości deportowanych przypomniano sobie dopiero po śmierci Stalina. 28 kwietnia 1956 r. Rada Najwyższa ZSRR uchwaliła dekret zwalniający Turków meschetyńskich z restrykcji związanych ze statusem narodu deportowanego.11 Jednak w przeciwieństwie do przypadku Czeczenów, Inguszy, Karaczajów czy Kałmuków, którzy już w 1957 roku dostali pozwolenie na powrót na swoje ziemie, Turcy meschetyńscy, razem z Tatarami krymskimi oraz Niemcami Nadwołżańskimi wciąż czekali na pełną rehabilitację.12 Ich problem polegał na tym, iż w momencie deportacji nie postawiono im żadnych jasnych zarzutów, z których mogliby być teraz oczyszczeni.

31 października 1957 r. kolejny dekret Rady Najwyższej ZSRR stwierdzał, iż osoby narodowości azerskiej, które zostały deportowane w 1944 roku z rejonów Achalczyckiego, Achalkalackiego, Adygejskiego, Aspindzkiego i Bogdanowskiego oraz z republiki Adżarskiej są zwolnione ze wszelkich wcześniejszych restrykcji i mogą osiedlać się w Azerbejdżanie. W dekrecie zwracano uwagę na fakt, iż ziemie, z których ludność ta została deportowana w 1944 roku, obecnie są zamieszkane przez inną ludność (chrześcijańską), i że obecnie nie ma możliwości osiedlenia się deportowanych narodowości w Gruzji.13 Brak pozwolenia na powrót na wcześniej zajmowane ziemie narodowościom deportowanym w 1944 r. z Gruzińskiej SRR tłumaczono istnieniem na terenach Meschetii specjalnej, strategicznej strefy przygranicznej, do której nawet ludność gruzińska musiała posiadać wizy. Innym powodem było ormiańskie osadnictwo na tych terenach, w związku z czym obawiano się zamieszek na tle etnicznym.

Wedle pierwszego po II wojnie światowej spisu powszechnego, pierwszego, w którym wzięto pod uwagę Turków meschetyńskich, zarejestrowanych było 35 tys. osób tej narodowości, z czego 21 tys. w Uzbekistanie, około 10 tys. w Kazachstanie, a pozostałe 4 tys. żyło w Rosji, Azerbejdżanie i Kirgizji. Oczywiście liczby te nie oddają całej prawdy, gdyż wielu Turków było zarejestrowanych jako Azerowie, Uzbecy, Kazachowie, czy Kirgizi.14

Ruch narodowy Turków meschetyńskich

Współczesny narodowy ruch Turków meschetyńskich rozpoczął swoje działanie pod koniec lat 50. Już w tym czasie pojawiły się w jego łonie dwa odłamy. Pierwszy, zakładał, iż powinni oni uważać siebie za Meschetów, czyli Gruzinów muzułmanów. Ich celem był powrót do Gruzji. Drugi, uznawał, iż najlepszym wyjściem dla Turków meschetyńskich jest zamieszkanie w Azerbejdżanie, gdyż kraj ten etnicznie, językowo i religijnie najbliższy jest tradycji meschetyńskiej. W późniejszych latach część aktywistów tego ruchu będzie nawoływała do emigracji do Turcji.15

W latach 1962-1989 Turcy meschetyńscy zorganizowali 10 kongresów. Stosunki między nimi a władzą sowiecką oparte były na lojalności i poszanowaniu konstytucji. Głównym instrumentem oddziaływania były petycje, listy i delegacje. Kreml nie podejmował jednak żadnych konkretnych działań w celu rozwiązania ich problemów. Wydaje się, że stanowili oni swoistą „kartę przetargową” w stosunkach pomiędzy Moskwą a Tbilisi. Turkom meschetyńskim nie pozwalano na powrót do Meschetii, dopóki Gruzja nie chciała deklarować niepodległości. Gdyby to uczyniła Turcy staliby się jej wewnętrznym problemem. Przez pokolenia Gruzini karmieni byli propagandą sowiecką zakładającą, iż powrót Turków Meschetyńskich automatycznie doprowadzi do wojny domowej. Z drugiej strony ZSRR prezentowało Gruzję jako państwo nacjonalistyczne, niewrażliwe na problemy mniejszości.16

Konferencja Turków meschetyńskich zorganizowana w 1990 roku powołała do życia organizację „Watan” (ojczyzna), który w 1997 r. stał się członkiem FUEN (Federal Union of European Nationalities). Jej członkowie uważają się za etnicznych Turków, a nie „zislamizowanych Gruzinów”. Domagają się uznania deportacji w 1944 roku za niesprawiedliwą i żądają oficjalnych przeprosin za nią od rządu w Tbilisi.17 „Watan” nie tylko walczy o prawo powrotu do Gruzji – wspiera interesy i broni praw Turków meschetyńskich rozsianych po całym terytorium Wspólnoty Niepodległych Państw.

Drugą ważną organizacją skupiającą Turków meschetyńskich jest Związek Deportowanych Gruzińskich Muzułmanów – „Chsna” (po gruzińsku – wyzwolenie), założona w 1992 roku. W przeciwieństwie do „Watan”, „Chsna” nie jest organizacją o charakterze międzynarodowym i ogranicza się do działań związanych z powrotem do Gruzji. Wielu członków tej organizacji uważa siebie za etnicznych Gruzinów.

Współczesna sytuacja Turków meschetyńskich na terytorium WNP

Na początku 1989 r. centrum działań Turków meschetyńskich był Uzbekistan. Nie jest to zaskakujące gdyż, mieszkało ich tam około 106 tys. (51%).18 Latem 1989 r. w uzbeckiej Dolinie Fergańskiej rozpoczęły się pogromy, przede wszystkim ludności meschetyńskiej , ale także Ormian i Tatarów krymskich. W ciągu 17 dni (od 23 maja do 27 czerwca) duże grupy ludzi, prowadzone przez bandytów i chuliganów paliły, zabijały, torturowały i rabowały swoje ofiary całkowicie bezkarnie. Według dostępnych danych, które uważa się za stanowczo zaniżone, w czasie tych 17 dni zginęło 97 osób, rannych zostało ponad 1000, a 752 domy zostały spalone. W tym samym czasie w Moskwie odbywał się pierwszy Zjazd Deputowanych Ludowych, który miał symbolizować zmiany, reformy i nowy sposób patrzenia liderów politycznych na rzeczywistość. Nie podjęto żadnych działań, które mogłyby uspokoić sytuację w Uzbekistanie. Zareagowano dopiero, gdy pogromy osiągnęły już swoje apogeum.19

Do dziś niejasne są przyczyny i kulisy wydarzeń z 1989 roku. Wiadomo, iż Uzbecy byli niezwykle dobrze przygotowani do swoich działań, że ich akcja była starannie zaplanowana i skoordynowana. Jedną z przyczyn pogromów mógł być niezwykle entuzjastyczny stosunek elit Turków meschetyńskich wobec pierestrojki oraz ich duża aktywność w latach 1986-1988. Ze względu na fakt, iż Uzbekistan był największym ich skupiskiem w ZSRR, to właśnie tu uczyniono centrum spotkań i dyskusji, co poważnie niepokoiło lokalne władze, niechętne hasłom „przebudowy”. Władze te obawiały się, że inne mniejszości narodowe w Uzbekistanie zaczną domagać się swoich praw, obawiano się także tego, że sama uzbecka ludność zacznie dostrzegać potrzebę angażowania się w politykę. Pogromy zostały zaplanowane tak, aby odstraszyć ewentualnych „nacjonalistów” przed działaniem.20 Masakra w Dolinie Fergańskiej spowodowała ogromną emigrację ludności meschetyńskiej, której głównym kierunkiem była Rosja, dokąd administracyjnie skierowano około 50 tys. osób, głównie do Krasnodaru i innych ziem centralnej Rosji.

Według różnych źródeł obecnie w Kazachstanie żyje od 90 tys. do 140 tys. Turków meschetyńskich.21 Większość mieszka w południowej części kraju, w regionie Szymkent oraz w Ałmaty. W 1944 roku do Kazachstanu z Gruzji deportowano ich około 28 tys. Ponad 17 tys. przybyło tam z Uzbekistanu po wydarzeniach w Dolinie Fergańskiej. Ludność meschetyńska obecnie pracuje głównie w rolnictwie, pewna część także w przemyśle budowlanym i energetycznym. Ich standard życia nie odbiega specjalnie od standardu przeciętnego Kazacha. Posiadają jednak słabą reprezentację polityczną we władzach kraju. Należy także zauważyć niski stopień asymilacji społeczności Turków meschetyńskich z resztą społeczeństwa (świadczyć może o tym np. bardzo mała liczba mieszanych małżeństw).22

W Uzbekistanie natomiast żyje od 10 tys. do 20 tys. Turków meschetyńskich. Mimo, iż ich obecna sytuacja ekonomiczna jest dość stabilna, to wydarzenia z 1989 r. pozostawiły poczucie niepewności. Większość tych, którzy pozostali w Uzbekistanie zdecydowała się na asymilację kulturową. Zamiast podkreślać własną odmienność, przyjęli uzbecką kulturę, uzbecki lub rosyjski język. Wielu Turków meschetyńskich postrzega autorytarne rządy władz uzbeckich jako gwarantujące harmonię w stosunkach etnicznych oraz stabilność polityczną w kraju. W związku z silną asymilacją mobilizacja wspólnoty Turków meschetyńskich jest w Uzbekistanie niezwykle mała i nie mają oni jako grupa żadnego wpływu na polityczne życie kraju. Zamieszkują głównie tereny miejskie. Są dobrze zasymilowani, jednak napotykają trudności w migracjach wewnątrz kraju, jak i zagranicę.23 Biurokracja państwowa mnoży bariery proceduralne i finansowe do otrzymywania przez Turków meschetyńskich obywatelstwa i paszportów. Mają także problemy ze sprzedażą lub kupnem nieruchomości i ziemi.24

Jeśli chodzi o liczebność Turków meschetyńskich w Kirgizji to jest to niezwykle trudne do policzenia i brak jest zgodności w źródłach. Można przyjąć liczbę 25-30 tys. za pewne minimum. Populacja Turków meschetyńskich dzieli się na dwie grupy. Pierwsza to deportowani z Gruzji, ponad 11 tys. i ich potomkowie. Drugą grupę stanowią uciekinierzy z Uzbekistanu, według różnych szacunków mogło być ich nawet 12 tys. Większość z nich jest tu zarejestrowana jako Azerowie. Duża grupa zamieszkuje obszary wiejskie. Ich poziom życia jest stabilny i nie odbiega od poziomu życia statystycznego Kirgiza. Są dobrze zintegrowani ze społecznością lokalną.

W Federacji Rosyjskiej mieszka obecnie ok. 70 tys. Turków meschetyńskich, z czego około 50 tys. to uciekinierzy z Uzbekistanu. Największa liczba żyje w Kraju Krasnodarskim – obecnie około 17 tys. Przed wydarzeniami w Dolinie Fergańskiej mieszkało ich tu około 2-3 tys. Dla nowych przybyszy nie przygotowano długofalowego programu pomagającego w integracji. Wręcz przeciwnie – społeczność Turków meschetyńskich mieszkająca w Krasnodarze każdego dnia spotyka się z dyskryminacją. Wielu z nich jest faktycznie bezpaństwowcami. Gdy przenoszono ich z Uzbekistanu nie przekraczali granicy żadnego państwa. Po rozpadzie Związku Radzieckiego stali się ofiarami absurdu biurokratycznego: byli obywatelami państwa, które już nie istniało, a nie byli w stanie uzyskać obywatelstwa ani uzbeckiego, ani rosyjskiego. Około 15 tys. Turków meschetyńskich w Krasnodarze nie ma uregulowanego statusu prawnego.25 Oznacza to dla nich niemożność uzyskania paszportu, rejestrowania małżeństw, nabywania domów czy samochodów. Mają trudności z uzyskaniem wyższego wykształcenia, nie mogą zawierać umów o pracę na czas dłuższy niż 2 miesiące.26 Są pozbawieni podstawowych praw cywilnych. Dodatkowym problemem są zezwolenia na pobyt czasowy, czyli tzw. „propiski”, które trzeba często odnawiać. Ważną rolę w procesie dyskryminacji ludności meschetyńskiej w Krasnodarze odgrywają lokalne media. Według ich relacji to właśnie ta mniejszość odpowiedzialna jest za większość problemów w regionie. W podobnym tonie wypowiadają się przedstawiciele lokalnych władz. Akceptację dla dyskryminacyjnych praktyk tłumaczą napięciem społeczno-ekonomicznym wywołanym ich przybyciem na te tereny. Problemy, z jakimi się borykają mają odstraszać innych przed migracją do Krasnodaru.27

Azerbejdżan jest największym skupiskiem Turków meschetyńskich. Pierwsze migracje rozpoczęły się w 1958 roku, jako wynik dekretu Rady Najwyższej ZSRR z 31 października 1957 r., zezwalającego Meschetom zarejestrowanym jako Azerowie, na osiedlanie się w Azerbejdżanie. Szacuje się, że od 20-25 tys. Turków meschetyńskich osiedliło się na terytorium Azerbejdżanu w latach 1958-1962.28 Kolejna fala migracyjna pojawiła się po wydarzeniach w dolinie Fergańskiej w 1989 r., gdy do Azerbejdżanu przybyło od 43-48 tys. uchodźców. Również po 1991 r., w wyniku wojny w Górnym Karabachu, polityki prezydenta Gamsachurdii w Gruzji oraz trudnej sytuacji w Rosji, do Azerbejdżanu przybyło ponad 5 tys. Turków meschetyńskich. Większość uciekinierów z doliny Fergańskiej osiedliła się w rejonach Saatli i Sabirabad, a także Kchahmaz, Beylagan i Baku. Obecnie społeczności mechetyńskie spotkać można w ponad 46 różnych rejonach Azerbejdżanu.29 Mieszkają głównie na terenach wiejskich. Turcy meschetyńscy, którzy dotarli do Azerbejdżanu podczas pierwszej fali migracji (lata 1958-1970) są w najlepszej sytuacji ekonomicznej.

Co prawda upadek Związku Radzieckiego spowodował kryzys ekonomiczny, który dotknął również i tę grupę, jednak późniejsi imigranci meschetyńscy znajdują się często w o wiele trudniejszej sytuacji finansowej i społecznej. Dodatkowym ciosem była hiperinflacja w latach 90. Obecnie wielu Turków meschetyńskich żyje na skraju ubóstwa. W ich interesie działają różne organizacje międzynarodowe, np. United Methodist Committee on Relief (UMCOR), Duńska Rada ds. Uchodźców, a także UNHCR. Pomoc oferuje im również lokalny oddział organizacji „Watan”.30 Turcy meschetyńscy, którzy dotarli do Azerbejdżanu przed 1989 r. są w lepszej sytuacji również, jeśli chodzi o status prawny. Większość z tych, którzy wyjechali z Uzbekistanu po wydarzeniach w dolinie Fergańskiej, nie posiada obywatelstwa azerskiego, gdyż posiadają status uchodźców.31

Zagadnienie repatriacji Turków meschetyńskich w Gruzji

Część społeczności meschetyńskiej nigdy nie porzuciła planów powrotu do Gruzji. Nadzieję na możliwość osiedlenia się w Meschetii przyniosła pierestrojka w latach 80. Okazała się ona jednak kijem o dwóch końcach. Z jednej strony stworzyła możliwość repatriacji, z drugiej można ją obarczyć odpowiedzialnością za wybuch nastrojów nacjonalistycznych w Gruzji, który zaowocował nieprzychylną polityką wobec narodowości deportowanych (mimo wcześniejszych apeli gruzińskich dysydentów o przestrzeganie ich praw). Po rozpadzie Związku Radzieckiego i uzyskaniu przez Gruzję niepodległości władzę objął prezydent Zwiad Gamsachurdia. Podczas walk z separatystyczną Abchazją stosował politykę, która zamiast popierać repatriację, w rzeczywistości doprowadziła do niechęci społecznej dla idei powrotu narodów deportowanych.32 Gamsachurdia wprowadził do polityki ton nacjonalizmu, którego kwintesencją było główne hasło jego kampanii wyborczej „Gruzja dla Gruzinów”. Społeczeństwo reagowało na nie pozytywnie, jako że kojarzono je przede wszystkim z wydobyciem się spod kurateli Moskwy. Jednak prezydent wkrótce sprecyzował, co miał na myśli mówiąc: „Gruzja jest jednolitym, niepodległym państwem(…). Przedstawiciele innych narodów są zaledwie gośćmi na gruzińskiej ziemi, którym gospodarze w każdej chwili mogą wskazać drzwi.”33

Po objęciu władzy przez Eduarda Szewardnadze pojawiła się realna szansa na uregulowanie prawne kwestii repatriacji. Na mocy dekretu rządowego z 15 listopada 1993 r. Turcy meschetyńscy, którzy przeżyli deportacje z Gruzji w latach 1989-1991 otrzymywali status uchodźców, a także zasiłek i prawo darmowego transportu miejskiego. Jednak w 1998 roku przyjęto w Gruzji ustawę, zgodnie z którą termin „uchodźca” może być stosowany jedynie w odniesieniu do osób, dla których Gruzja nie jest miejscem pochodzenia.34 Turcy meschetyńscy tracili, zatem swoje przywileje, a także status prawny i prawo do legalnego pobytu w Gruzji.

Wejście Gruzji do Rady Europy w 1999 r. było związane z przyjęciem przez nią kilku zobowiązań, a wśród nich zobowiązania do uchwalenia prawa pozwalającego na repatriację i integrację Turków meschetyńskich oraz stwarzającego im możliwość uzyskania obywatelstwa gruzińskiego. Na początku 2001 roku powstał projekt ustawy „O repatriacji osób deportowanych z Gruzji w latach 40. przez reżym sowiecki”. Zakłada ona, iż osoba ubiegająca się o repatriację w Gruzji powinna najpierw udać się do przedstawiciela Gruzji w kraju jej pobytu i przedłożyć mu dokumenty udowadniające fakt bycia ofiarą deportacji z Gruzji. Po otrzymaniu zgody na status repatrianta i przybyciu do Gruzji repatriant ma rok, aby przekonać się czy jest w stanie zintegrować się z nowym otoczeniem. Po roku może ubiegać się o obywatelstwo gruzińskie. Projekt był później krytykowany przez ekspertów prawnych, a także przez samych Turków meschetyńskich i zamiast być poprawiony, utkwił na bardzo długo w ministerstwie sprawiedliwości.35

Nowa ekipa rządząca w Gruzji od czasu tzw. Rewolucji róż też wydawała się być mało wrażliwa na kwestię Turków meschetyńskich. Podczas Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w październiku 2004 r. w Tbilisi, przewodnicząca gruzińskiego parlamentu Nino Burdżandze powiedziała, iż postrzega kwestię repatriacji Turków meschetyńskich, którzy byli deportowani z Gruzji w 1944 r., za niemożliwą do rozwiązania. Zwróciła także uwagę na to, iż Gruzja musi zadbać o ponad 300 tys. uchodźców wewnętrznych, głównie uciekinierów z Abchazji.

Na kolejnym posiedzeniu Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, w styczniu 2005 r. prezydent Mikcheil Saakaszwili okazał się prowadzić tak samo wymijającą i uchylającą się od odpowiedzialności politykę wobec ludności meschetyńskiej, jak jego poprzednicy. „Mam wielką sympatię wobec Turków meschetyńskich. Uważam, że Ci ludzie przeżyli wiele cierpienia i wierzę, że Gruzja zrobi wszystko, co w jej mocy, aby uporządkować tę kwestię”.36 Prezydent skrytykował Rosję za łamanie praw obywatelskich ludności meschetyńskiej, która żyje na jej terytorium (głównie w Krasnodarze). Podczas ostatecznego głosowania w tej sprawie dano Gruzji czas na zakończenie procesu repatriacji Turków meschetyńskich do 2011 roku.

W czerwcu 2007 r. Parlament Gruzji przyjął ustawę o repatriacji Turków meschetyńskich. Potencjalny repatriant musiał zwrócić się do najbliższego gruzińskiego konsulatu lub do Ministerstwa ds. Uchodźców i Przystosowania, do 31 grudnia 2008 r., co w zamyśle miało dać czas władzom na oszacowanie ilu tak naprawdę będzie chętnych. Termin składania przedłużono najpierw do czerwca 2009 r., a później jeszcze raz do 1 stycznia 2010.37 Według informacji Ministerstwa, do stycznia 2010 r. swoje aplikacje złożyło ponad 70 tys. osób.38 Zgodnie z zapisami ustawy kandydaci muszą złożyć swój stary sowiecki paszport a także kilkanaście innych dokumentów, aby udowodnić, że są potomkami osób wysiedlonych z Gruzji w 1944 r. Następnie ich aplikacje rozpatrywane są przez specjalną komisję. Ustawa nie przewiduje też żadnej finansowej pomocy ze strony państwa gruzińskiego dla repatriantów.

Ustawa ma swoich krytyków, którzy uważają, że bez zapewnienia pomocy finansowej i dobrze przemyślanego i zaplanowanego programu integracyjnego cała akcja repatriacji stanie się ogromnym problemem zarówno dla repatriantów, jak i dla państwa gruzińskiego.39 W ustawie brak określenia miejsca, gdzie mieliby zamieszkiwać repatrianci. Dodatkowo zarzuca się władzom brak zorganizowania wcześniejszej kampanii informacyjnej wśród obecnej populacji Samche-Dżawachetii.

Obecnie w Gruzji mieszka około 1 tys. (niektóre źródła podają liczbę zaledwie 650)40 Turków meschetyńskich, z czego większość nie w samej Meschetii, a głównie w Imeretii i Samtretii. Nikt nie zna ich dokładnej liczby. Mieszkają przeważnie we własnych enklawach, wewnątrz gruzińskich wiosek. Często nie mają nawet kontaktu z gruzińską częścią i z samymi Gruzinami. Większość z przybyszy nie zna gruzińskiego. Dopiero ich dzieci uczą się tego języka w specjalnie dla nich zbudowanych szkołach. Sami Gruzini często nie wiedzą nawet o ich istnieniu.41

Najistotniejsze problemy dotyczące repatriacji Turków meschetyńskich w Gruzji podzielić można na trzy grupy: ekonomiczne, społeczne i dotyczące bezpieczeństwa. Gruzja po systemie sowieckim odziedziczyła zniszczoną i zdeformowaną gospodarkę. Dodatkowymi przeszkodami w rozwoju okazały się dążenia separatystyczne Abchazji i Południowej Osetii. Już w momencie przyjmowania ustawy o repatriacji Gruzja posiadała ok. 300 tys. uciekinierów z tych właśnie regionów. Po wojnie z Rosją w 2008 r. liczba ta wzrosła o kolejne 150 tys. Naturalnie nie należy dzielić repatriantów i uchodźców na ważniejszych i mniej ważnych, ale w pierwszej kolejności należy się zająć tymi, którzy już znajdują się na terytorium Gruzji.

Republika boryka się również z ogromnym bezrobociem, szczególnie w regionach wiejskich. Zakrojony na większą skalę powrót Turków meschetyńskich musiałby się, zatem wiązać ze zorganizowaną i systematyczną pomocą organizacji międzynarodowych, jak również z inicjatywami organizacji meschetyńskich.

Kolejne trudności związane są z nastawieniem społeczeństwa gruzińskiego do zagadnienia repatriacji Turków meschetyńskich, które jest raczej dość negatywne.Częściowo jest to skutek propagandy skierowanej przeciwko tej grupie w latach 70. i 80. Dziś trudno przełamać negatywne stereotypy. Większość obywateli Gruzji obawia się, iż przybycie do Gruzji Turków meschetyńskich naruszy równowagę ekonomiczną kraju. Są oni postrzegani jako konkurenci do pracy oraz świadczeń socjalnych. Istotną rolę ogrywają także nacjonalistyczne przesądy bardzo rozpowszechnione w społeczeństwie. Nadal funkcjonują opowieści o prześladowaniach chrześcijan dokonywanych przez muzułmańską ludność Gruzji. Fakt deportacji Turków meschetyńskich jest pomijany w większości podręczników do historii.42 Głównie ludność ormiańska, ale nie tylko, obawia się turkizacji terenów Samche-Dżawacheti, powołując się na zawyżone dane dotyczące liczby Turków meschetyńskich oraz wskazując na wysoki wskaźnik urodzeń wśród społeczności muzułmańskich.

Ostatnia grupa czynników utrudniających proces repatriacji obejmuje kwestie związane z bezpieczeństwem. Obawy dotyczą możliwych konfliktów na tle etnicznym. Obecnie tereny Meschetii zamieszkane są głównie przez Ormian. Ludobójstwo Ormian w 1915 roku, a także wojna o Górny Karabach spowodowały, iż Turcy meschetyńscy są postrzegani jako wrogowie, a właściwie przyjaciele wrogów. Temu podejściu towarzyszą obawy o ziemie i domy należące wcześniej do Meschetów, a które teraz są własnością Ormian. Innym zagadnieniem związanym z bezpieczeństwem, jest fakt, iż rurociąg Baku-Tbilisi-Ceyhan oraz gazociąg Baku-Tbilisi-Erzurum, które mają kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju, przebiegają przez południowe tereny Gruzji, właśnie przez rejon Samche-Dżawachetii. Zrozumiałe jest, że Gruzji zależy na zapewnieniu maksimum stabilności na tym terenie.

* * *

Problem Turków meschetyńskich do dziś, mimo ustawy repatriacyjnej w Gruzji oraz działania wielu organizacji, zarówno zrzeszających Meschetów, jak i międzynarodowych,pozostaje  nie rozwiązany. Gruzja nie posiada wystarczających środków, aby móc efektywnie przyjąć wszystkich chętnych do powrotu. Dochodzą to tego jeszcze obawy przed niepokojami społecznymi i napięciami etnicznymi. Z jednej strony Turcy meschetyńscy wycierpieli już tyle krzywd, że ich żądania związane z powrotem do ojczyzny wydają się naturalne i jak najbardziej uzasadnione. Z drugiej strony nadal młode, nowoczesne państwo gruzińskie po chaosie lat 90., dwóch konfliktach polityczno-etnicznych oraz niedawnej przecież wojnie z Rosją, cały czas buduje nowoczesną gospodarkę i nadal boryka się przy tym z ogromnymi problemami. Jak zadośćuczynić tragedii tysięcy ludzi wygnanych ze swojej ojczyzny? Jak uczynić ich dzisiejszą, w większości wypadków, bardzo trudną rzeczywistość, trochę łatwiejszą? Jak na razie pytania te pozostają bez wyraźnej odpowiedzi.

Aleksandra Gryźlak – doktorantka na Wydziale Orientalistycznym UW, pracownik Studium Europy Wschodniej UW, zajmuje się historią najnowszą Gruzji, w szczególności działalnością ruchów dysydenckich w latach 70. i 80. XX w.

1Szerzej o problemie pochodzenia Turków Meschetyńskich zobacz: Czerwonnaja S., The Problem of the Repatriation of the Meskhet-Turks. Appendix to the Fact-Finding Mission of the FUEN delegation to Georgia, Flensburg, November 1998, http://www.cilevics.e/minelres/min/meskh/FUEN_Meskh.htm (wejście 30 maja 2012) a także Yunusov A., Meskhetian Turks: Twice Deported People, Baku 2000, http://www.osi.hu/fmp/htm/meskone.html (wejście 29 maja 2012).

2Sumbadze N., The Problem of Muslim population of Southern Georgia: Prospects of Deportation and the Local Resistance, www.policy.hu/sumbadze/osiipf.html (wejście 29 maja 2012).

3Yunusov A., op. cit., s.6.

4Ibidem, s. 9.

5Yunusov A., op. cit., s. 9.

6Ciesielski S., Hryciuk G., Srebrakowski A., Masowe deportacje radzieckie, Toruń 2002, s. 413.

7Conquest R., Mordercy narodów, Warszawa 1987, s. 20.

8Ciesielski S., Hryciuk G., Srebrakowski A., op. cit., s. 413-414.

9Ethnic-Confessional Groups …, op. cit., s. 42.

10Ciesielski S., Hryciuk G., Srebrakowski A., op. cit., s. 414.

11 Sumbadze N., Issue of repatriation of muslim Meskhetians, Open society Institute, International Policy Fellowship, 2002, s. 7, http://www.policy.hu/sumbadz /Osiresearc2.html (wejście 30 maja 2012).

12Czerwonnaja S., op. cit., s. 4.

13Sumbadze N., Issue of repatriation …, op. cit., s. 8.

14Yunusov, op. cit., s. 11.

15Ibidem, s. 11.

16Czerwonnaja S., op. cit., s. 9.

17Meskhetian Turks: Solution and Human Security, Forced Migration Project, Open Society Institute, s. 16, http://www.osi.hu/fmp/html/meskpreface.html (wejście 28 maja 2012).

18Yunusov A., op. cit., s. 13.

19Czerwonnaja S., op. cit. s. 5.

20Yunusov, op. cit., s. 14.

21Według Pentikainen O., Trier T., Between Integration and Resettlement: The Meskhetian Turks, European Centre for Minority Issues, Working Paper no. 21/2001, s. s. 24, http://www.isn.ethz.ch/isn/Digital Library/Publications/Detail/?ots591=0c54e3b3-1e9c-be1e-2c24-a6a8c7060233&lng=en&id=19696 (wejście 29 maja 2012), w Kazachstanie żyje 90 000-150 000 Turków Meschetyńskich, według Blacklock D., Finding a Durable Solutions for the Meskhetians.A presentation of preliminary findings and a roundtable discussion with government and civil society actors in Georgia, European Centre for Minority Issues Report no 56, Tbilisi, August 2005, s. 7, http://www.isn.ethz.ch/isn/Digital-Library/Publications/Detail/?ots591=0c54e3b3-1e9c-be1e-2c24-a6a8c7060233&lng=en&id=25902 (wejście 29 maja 2012) jest ich tam około 150 000.

22Blacklock D., op.cit., s. 8.

23Pentikainen O., Trier T., op.cit, s. 24.

24Blacklock D., op.cit., s. 9.

25Meskhetian Turks: Solution and Human Security, op.cit., s 9-10.

26Sumbadze N., The Problem of Muslim population …., op.cit., s. 4.

27Meskhetian Turks: Solution and Human Security, op.cit., s. 10.

28Ibidem, s. 12.

29Pentikainen O., Trier T.., op. cit., s. 19.

30Sumbadze N., Issue of repatriation of Muslim Meskhetians, op.cit., s. 16.

31Meskhetian Turks: Solution and Human Security, op.cit., s. 12-13.

32Ibidem, s. 21.

33Materski W., Gruzja, Warszawa 2000, s. 240-241.

34Ethnic-Confessional Groups and Challenges to Civic Integration in Georgia, op. cit., s. 49.

35Ibidem, s. 50.

36Peuch J. Ch., Georgia: Leaders Remain Noncommittal On Meskhetian Repatriation Issue, serwis Radia Wolna Europa, http://www.rferl.org/featuresarticle/2005/01/6d051931-26bd-4229-929e-545edc1a5eb3.html (wejście 30 maja 2012).

37Parliament Amends Law on Meskhetian Repatriation, “Civil Georgia”, 17 czerwca 2009, http://www.civil.ge/eng/article.php?id=21252 (wejście 31 maja 2012).

38Russeau R., Repatriation of Meskhetian Turks: An Issue to Be Handled with Care, “The Georgian Times”, 14 grudnia 2009, http://www. geotimes.ge/index.php?m=home&newsid=19590, (wejście 31 maja 2012).

39Guluzade K., Tsiklauri M., Stalin’s Last Victimes Tricle Home to Georgia, “Institute Wars and Peace.

40Inasaridze L., Meskhetian Return Stirs Georgian Dissent, Institute for War and Peace, Reporting Caucasus Reporting Service CRS nr 163, 23.01.2003, http://iwpr.net/report-news/meskhetianreturn-stirs-georgian-dissent (wejcie 30 maja 2012).

41Gertsmava N., Meskhetians Make a New Life in Georgia, Institute for War and Peace, Reporting Caucasus Reporting Service CRS nr 199, 09.10.2003, http://iwpr.net/report-news/meskhetians-makenew-life-georgia (wejście 30 maja 2012).

42Inasaridze L., op. cit.

Józef Piłsudski jako prometeista

Włodzimierz Suleja

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 2, lipiec 2012, ss. 155-159]

Z perspektywy współczesnego Polaka prometeizm postrzegany jest przede wszystkim jako postawa etyczna, mająca swe źródła w początkach XIX stulecia,a sprowadzająca się w pierwszym rzędzie do podejmowania – wzorem mitycznego syna tytana Japeta – działań dla dobra ludzkości. W wypracowaniu maturalnym musiałyby zatem pojawić się odwołania do twórczości Byrona i Shelleya, a pozostając na gruncie rodzimej literatury Słowackiego, Mickiewicza, Goszczyńskiego czy Kasprowicza. A jednak ideę prometejską w pełni zasadnie wiąże się również z okresem  międzywojennym, a ściślej rzecz ujmując z politycznymi poczynaniami polityków skupionych wokół Józefa Piłsudskiego.

Piłsudski to jedna z najwybitniejszych postaci w dziejowym panteonie Polski. Czy był prometeistą? Na gruncie czysto politycznym prometeizm traktujemy przede wszystkim jako ruch przeciwstawiający się z jednej strony sowieckiemu ekspansjonizmowi, z drugiej zaś dążący do uwolnienia spod jarzma tych narodów, którym po październikowym przewrocie bolszewicy narzucili swą władzę. Z tej perspektywy obejmowałby zatem państwa i narody od Bałtyku po morza: Czarne i Kaspijskie. Zagrożone i ujarzmione. Przemocą przykute do sowieckiego rydwanu bądź losu tego się obawiające. Piłsudski, jako polski polityk, wpierw dążył do restytucji własnej  państwowości, a po roku 1918 do jej zabezpieczenia. I z tego punktu widzenia może być traktowany jako zwolennik koncepcji prometejskiej. A przecież, jeśli cofniemy się do ostatniej dekady XIX stulecia, był co najmniej jej współtwórcą.

O potrzebie rozcięcia ostrzem miecza hańbiących więzów, „które Polskę do państwa carów przykuły”, możemy przeczytać już w przyjętym na jesiennym zjeździe paryskim roku 1892 Szkicu programu PPS. W partii tej, która z internacjonalistycznych manowców powróciła na drogę walki o Niepodległą, Piłsudski znalazł się w początkach następnego roku, bez wątpienia akceptując jej nową programową podstawę. I od tego momentu czytelna dyrektywa, iż „socjalista w Polsce dążyć musi do niepodległości kraju, a niepodległość jest znamiennym warunkiem zwycięstwa socjalizmu w Polsce (JP, II, 52-53)”, stała się na długie lata wytyczną podejmowanych przezeń poczynań.

Piłsudski, podobnie jak wielu współczesnych, był głęboko przekonany, że najpoważniejszą przeszkodą na drodze do niepodległości wiodącej, jest Rosja. W zmaganiach z państwem cara Polacy, by zwyciężyć, powinni byli pozyskać wiernych sojuszników. Socjaliści spod znaku PPS liczyli początkowo, że rolę takową odegra „związany z nami węzłami solidarności międzynarodowej (JP, I, 73)” proletariat, ale rychło okazało się, czego dowiódł chociażby londyński kongres II Międzynarodówki i losy rezolucji w sprawie polskiej, że realność poparcia z tej właśnie strony jest wysoce iluzoryczna. W tej sytuacji przywódca polskiej partii zwrócił baczną uwagę na „te miliony różnych ludów, które, jak my, skuci są w kajdanach carskiej niewoli”. To właśnie możliwość wspólnego wystąpienia skutych tymi samymi kajdanami ludów rosyjskiego imperium wydała mu się, jak wynika to z przeprowadzonej przezeń w połowie 1895 roku analizy, czymś nieomal pewnym.

Ową nader wnikliwą i obszerną analizę wewnętrznej sytuacji carskiego imperium Piłsudski zawarł w artykule Rosja, zamieszczonym w przygotowanej przez PPS jednodniówce. Wnioski, do jakich doszedł przywódca PPS, mogły wywołać co najmniej zdziwienie ortodoksyjnego marksisty, bowiem zdecydowanie podkreślił, że nie wierzy w pojawienie się w państwie cara masowego ruchu rewolucyjnego. „Lecz na szczęście – wywodził – w skład państwa rosyjskiego oprócz Rosji właściwej wchodzą i inne, przemocą ujarzmione i łańcuchem niewoli przykute do caratu, kraje.  Ludność tych krajów – Polacy, Litwini, Łotysze, Rusini – zalega obszary, dawniej do Rzeczypospolitej należące. Mają one więc całkiem inną przeszłość historyczną, inne tradycje; wszystkie zaś cierpią pod caratem srogie prześladowania narodowościowe i religijne, które wśród nich wzbudzają nienawiść ku obecnym stosunkom politycznym (JP I, 90)”. Znacznie wyższy poziom politycznej świadomości ludności obszary te zamieszkującej, pozostawiający w tyle tereny Rosji właściwej, ich rozwój ekonomiczny, wreszcie wykształcona struktura klasowa wiodły Piłsudskiego do konkluzji, że „stąd właśnie wyjdzie ta siła, która w proch zetrze potęgę caratu”, natomiast rosyjski „ruch rewolucyjny może odegrać w tej walce tylko rolę pomocniczą (JP I, 91). Trudno nie dostrzec, że w wizji Piłsudskiego rozkuty z kajdan przez Heraklesa – rodzimą klasę robotniczą polski Prometeusz zdruzgotałby, w interesie tak jak i on ujarzmionych ludów, orientalnego despotę.

Piłsudski wielokrotnie powtarzał, że „dopiero z opadnięciem kajdan niewoli, nałożonych na nas przez despotyczny rząd najezdniczy, rozpocznie się era szybkiego postępu ku szczęśliwej przyszłości bez troski i krzywdy (JP I, 158)”. Dotyczyło to, co raz jeszcze warto podkreślić, nie tylko dawnych ziem Rzeczypospolitej, zagarniętych przez państwo cara, ale w praktyce wszystkich obszarów, przemocą włączonych w obręb rosyjskiego imperium. I wszystkie one, wyciągając wnioski z polskich doświadczeń, będą zmuszone caratowi się czynnie przeciwstawić. Nawet tam, gdzie obowiązywały ograniczone wprawdzie, ale jednoznacznie konstytucyjne regulacje, jak w Finlandii, praktyczne poczynania samodzierżawia wymuszały opór, stąd, zakładał Piłsudski, „jednakowe położenie, jednakowe interesy doprowadzić muszą do ścisłego połączenia sił rewolucyjnych Polski i Finlandii, i będzie to wówczas – konkludował – poważny krok, zbliżający nas ku wspólnemu celowi – rozproszeniu tej ciemnej i groźnej chmury, która oto pół świata w ponurej ciemnicy trzyma, a zowie się moskiewskim caratem (JP I, 268).

Podobnych opinii w czasach, gdy Piłsudski przewodził PPS, niekiedy jednoznacznych w swej wymowie, kiedy indziej aluzyjnych, można doszukać się znacznie więcej. Zbieżne sugestie rozsiane były i w pracach działaczy, ściśle z Piłsudskim związanych, zwłaszcza wówczas, gdy powstawały – tak jak agitacyjna broszura We wspólnym jarzmie, przygotowana przez Leona Wasilewskiego – z jego bezpośredniej inspiracji. Co więcej, próbował zaszczepiać przy tym przekonanie, jak pisał w jednym z listów do Wasilewskiego, że na carską politykę prowadzoną wedle zasady „divie et impera” najskuteczniejszą odpowiedzią stanie się „przebudzenie się powszechne niezadowolenia i oporu”, przy czym to właśnie na Polaków miał spaść „obowiązek zainicjowania tego ruchu”. Warto również podkreślić, że redaktor „Robotnika”, w przeciwieństwie do sporej i wpływowej grupy ortodoksyjnych teoretyków socjalistycznego ruchu, już wówczas był za całkowitą separacją
od Rosji nie tylko ziem polskich, ale i wszelkich innych obszarów zamieszkałych przez ujarzmione narody. Tę jakże wymowną odmienność polskich i rosyjskich oczekiwań wyłożył dobitnie na przykładzie „naszego stosunku do Litwy”, którego, jak podkreślił to w jednym z listów, nie sposób porównywać do stosunku łączącego Polskę z Rosją. „Gdy my – wywodził – powołujemy Litwę do federacji, będąc najzupełniej pewni, że czy chce czy nie chce, pójdzie z nami i będzie bądź co bądź dzieliła nasze losy, to w stosunku do Rosji jesteśmy pewni czegoś całkiem przeciwnego”. I dlatego właśnie zalecał, by w sposób jednoznaczny, „wyraźnie się oświadczyć przeciwko ulubionemu programowi wszelkich radykałów – federacji – Stanów Zjednoczonych Rosji”. Jest to – tłumaczył – „parawanik, za który chowają się wstydliwi radykałowie, nie chcący z jednej strony pochwalić rząd, a z drugiej rozstać  się z myślą o wielkości i potędze Moskwy”. Parawanik ten, jego zdaniem, za wszelką cenę należało burzyć.

Ten zrąb poglądów Piłsudskiego, który możemy określać mianem „prometejskiego”, wykształcił się na przełomie XIX i XX stulecia. Dostrzegamy go i na szpaltach„Robotnika”, i stronach „Walki”, jednak najbardziej zwartą i zarazem najpełniejszą postać przybrał on w roku 1904, kiedy to udający się do stolicy walczącej z Rosją Japonii przywódca PPS przygotował specjalny memoriał, złożony w tamtejszym Ministerstwie Spraw Zagranicznych. W memoriale tym, ze względu na adresata lapidarnym, znajdziemy bodaj najbardziej zwarty a zarazem przejrzysty „prometejski” program autorstwa przyszłego Naczelnika Państwa.

Z pozoru ujęcie, którego autorem był Piłsudski, rysuje przyszłe perspektywy dla sprawy polskiej w przypadku jej militarnego tudzież politycznego zderzenia z Rosją. W rzeczywistości jest to przemyślany program, w jaki sposób owo olbrzymie „więzienie narodów” unicestwić. Wydaje się, że bez prześledzenia ówczesnego toku rozumowania Piłsudskiego nie jest możliwym zrozumienie podejmowanych w międzywojennym dwudziestoleciu (i to nie tylko przez Polaków) przyszłych prometejskich poczynań, Piłsudski wychodził z oczywistego, choć nie dla wszystkich, założenia, że „Rosja tylko na pozór jest państwem jednolitym”. O tym, że tak nie jest, decydowały,w jego przekonaniu, różnice o charakterze wyznaniowym, narodowościowym aż po kulturowe. Polski socjalista przypominał, że „przeważna część państwa została przyłączona do imperium drogą podboju i wcielania gwałtem krajów i narodów”, co dodatkowo niejednolitość tę pogłębiło i utrwaliło. Antidotum, aplikowane przez rządzącą krajem biurokrację, czyli polityka brutalnej rusyfikacji, stało się z kolei „źródłem ciągłego niezadowolenia wśród ludności nierosyjskiej (JP II, 250)”, aczkolwiek autor memoriału był w pełni świadom, że siła biorącego się właśnie stąd oporu przeciwko centralistycznej presji nie w każdej części imperium przybierała podobną postać. Zdecydowanie największy sprzeciw poczynania caratu wywoływały pośród Litwinów, Białorusinów – katolików, Łotyszów, Finów, Ormian i Gruzinów, aczkolwiek na czele tej listy bezsprzecznie znajdowali się Polacy.

W rozumowaniu Piłsudskiego na podkreślenie zasługuje wszakże jedna jeszcze obserwacja. Narody, wobec caratu i jego polityki szczególnie oporne, należało, jego zdaniem, „podzielić na dwie grupy – narodów historycznych i niehistorycznych”, tj. takich, które mają tradycję historyczną samodzielnego życia lub łączności z danym państwem i takich, którzy jej nie posiadają. Narodami historycznymi obok Polaków byli „Finlandczycy, Gruzini i w niewielkim stopniu Ormianie. Litwini zaś, Białorusini i Łotysze nie mogą – wywodził autor memoriału – stanowić siły samodzielnej i w istocie albo poddają się wpływom polskim, albo też zdobywają się jedynie na opozycję cichą, marząc zaledwie o pewnych swobodach narodowościowych w łonie imperium rosyjskiego, bez chęci oddzielenia się zupełnego od państwa i samodzielnego istnienia (JP II, 251-252)”. Trudno się zatem dziwić, że grupie, w której myśl polityczna była bardziej wyrazista, opozycja lepiej zorganizowana, a struktura społeczna dawała rękojmię wytrzymałości i zdolności do walki, przewodzili Polacy.

Piłsudski wymieniał kilka co najmniej powodów, dla których Polacy sytuowali się na czele sporządzonej przezeń listy. Sprawiała to przede wszystkim ich liczebność(w obrębie imperium szacował ją na 12 milionów), sprecyzowanie politycznych aspiracji, dzięki którym „najbardziej są w walce z Rosją zaangażowani i najdalej posuwają swą bezwzględną wrogość w stosunku do państwa rosyjskiego”, wreszcie nabyte w prowadzonych do tej pory zmaganiach „ogromne doświadczenie rewolucyjno-organizacyjne”.

Przywódca socjalistycznej irredenty był zatem głęboko przekonany, że to właśnie Polacy, jako jedyni, byli zdolni „doprowadzić wypadki do otwartej walki i pociągnąć za sobą resztę podbitych przez Rosję narodowości”. Stąd realna siła Polski, nie tylko w aspekcie czysto demograficznym, ale też ekonomiczno-finansowym, pozwalała na sformułowanie nie tylko śmiałego, ale i realnego celu politycznego, którym winno było stać się „rozbicie państwa rosyjskiego na główne części składowe i usamowolnienie przemocą wcielonych w skład imperium krajów (JP II, 253)”.

Trudno nie dostrzec, że cel finalny z polskiego punktu widzenia nie zmienił się i po jesieni 1918 roku. Optyki Piłsudskiego nie mógł zmienić też fakt przekształcenia się carskiego imperium z bolszewicką dyktaturę. W jej obrębie pozostawały ujarzmione narody i zniewoleni, obcoplemienni obywatele. Z matni tej Polska zdołała się wyrwać, i co więcej, skutecznie swą zagrożoną przez bolszewików suwerenność zbrojnie obronić. Mogła zatem, a nawet powinna, kontynuować sformułowany w roku 1904 generalny w odniesieniu do Rosji zamysł. Nawet środki – jak choćby agitacja „za pomocą żywego i drukowanego słowa”, stworzenie pokrywających swą siecią cały kraj tajnych struktur oraz podsycanie nastrojów separatystycznych – pozostawały te same. I jakże aktualnie w niepodległej już Polsce brzmiała konstatacja, że „Rosja, pozbawiona swych podbojów, będzie o tyle osłabiona, że przestanie być groźnym i niebezpiecznym sąsiadem (JP II, 253)”. Prometejskie założenia, wypracowane przez Piłsudskiego, zdumiewają zatem swą aktualnością.

Prof. Włodzimierz Suleja – historyk, dyrektor wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, specjalizuje się w historii Polski XIX i XX w., w szczególności w okresie międzywojnia.

Gruziński egzamin z demokracji

Rewaz Dżorbenadze, Krzysztof Łukjanowicz

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 2, lipiec 2012, ss. 141-149]

Kurs polityczny oparty o zachodnie wartości liberalno – demokratyczne, który obrany został przez Tbilisi na początku obecnego stulecia, zdeterminował kolejne lata rozwoju gruzińskiej państwowości. Proces transformacji w Gruzji wciąż trwa a podstawowym celem obecnego obozu rządzącego jest integracja ze światem zachodniej demokracji. Ostatnie dwadzieścia lat w gruzińskiej historii można nazwać okresem poszukiwania własnej tożsamości. Dzisiaj staje się oczywiste, że dla Gruzji priorytetem jest tożsamość europejska. Poprzednie dwie dekady okazały się dla Tbilisi niezwykle trudne pod wieloma względami. Był to okres pełen różnego rodzaju prób i wyzwań, którym państwo nie zawsze skutecznie potrafiło sprostać. Obecnie przed Gruzją jeden z najważniejszych testów w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Mowa tutaj o październikowych wyborach parlamentarnych, które można nazwać gruzińskim egzaminem z demokracji.

Aby państwo stało się pełnoprawnym podmiotem międzynarodowej wspólnoty demokratycznej, w pierwszym rzędzie powinno spełnić wszystkie istotne normy, które są integralną częścią każdego współczesnego ustroju demokratycznego. Proces ten niewątpliwe rozpoczął się w Gruzji po Rewolucji Róż w 2003 r. Niemniej jednak, ostatnie lata pokazały, że po raz kolejny gruzińskie społeczeństwo w swojej aktywności politycznej przejawia tendencję do realizowania celów poszczególnych liderów politycznych, a nie budowy sprawnie funkcjonującego społeczeństwa obywatelskiego. W konsekwencji, wiele istotnych reguł demokracji wydaje się być spychanych na drugi plan. Istotny problem stanowi również „granica” pomiędzy tym co demokratyczne a autorytarne w świadomości gruzińskiego społeczeństwa. W procesie transformacji ustrojowej, która zachodzi obecnie w Gruzji, część reform czysto demokratycznych odbierana jest przez niektóre kręgi (zwłaszcza opozycyjne) jako nadużywanie władzy ze strony obecnego obozu rządzącego. Rządzący natomiast oskarżają krytykantów o sympatyzowanie z ustrojem autorytarnym. Świadczy to o tym jak młoda i wciąż nieukształtowana jest gruzińska demokracja.

Wybory parlamentarne w 2012 r. powinny stać się dowodem na to, że Gruzja skutecznie wprowadza reformy demokratyczne, a obywatele w sposób całkowicie wolny mogą wyrazić swoje zdanie. Gruzja będzie miała idealną okazję aby udowodnić, że jej aspiracje do wejścia w krąg państw demokratycznych nie są bezpodstawne. Zarówno Unia Europejska jak i NATO muszą zobaczyć, że pomimo wielu wszelakich trudności, Gruzja wreszcie odnalazła prostą drogę, która wiedzie do Europy.

W tym miejscu powinniśmy spróbować odpowiedzieć na kilka następujących pytań: Jak przedstawia się sytuacja wewnętrzna w Gruzji niespełna dziewięć lat po Rewolucji Róż? Jakie istotne procesy polityczne zachodzą w kraju? Jak przygotowują się do wyborów poszczególne partie polityczne? I wreszcie jakie działania są podejmowane przez liderów politycznych w celu osiągnięcia końcowego sukcesu?

W wyniku wojny pięciodniowej z Rosją w 2008 r. pojawiły się nowe problemy związane z kwestią gruzińskiej integralności terytorialnej. Sierpniowe, tragiczne w skutkach wydarzenia spowodowały, że rosyjska armia całkowicie zajęła terytoria Abchazji i Osetii Płd., obwieszczając przy tym światu o ich niepodległości. W rezultacie, obie republiki w całości znalazły się w orbicie wpływów Moskwy. Unia Europejska w pełni popiera gruzińską integralność terytorialną, wzywając przy tym Rosję do wycofania się z okupowanych terytoriów. Na chwilę obecną działania te nie spotykają się jednak z żadnym odzewem ze strony Moskwy. Wręcz przeciwnie, Rosja wciąż wzmacnia swoją obecność wojskową na obu terytoriach, uniemożliwiając wjazd do Abchazji i Osetii Płd. Misji Obserwacyjnej Unii Europejskiej (ang. EUMM).

Zarówno przed jak i po wojnie pięciodniowej, w gruzińskim dyskursie publicznym dominowała antyrosyjska retoryka i przedstawianie Moskwy jako głównego wroga państwa. Rosyjscy politolodzy i eksperci od spraw rozwiązywania konfliktów uważają, że wojna w 2008 r. była nieunikniona, argumentując swoje twierdzenia „racjonalnymi” z ich punktu widzenia teoriami. W.A. Swietłow twierdzi, że opierając się na logice działania stron zaangażowanych w konflikt można wywnioskować, iż wtargnięcie rosyjskich wojsk na terytorium Gruzji może być usprawiedliwione, ponieważ celem było ustanowienie stabilizacji i zachowanie przez Moskwę statusu gwaranta pokoju w regionie1. Problem polega jednak na tym, że rosyjskie wojska nie zatrzymały się tam, gdzie wcześniej stacjonowali pokojowi obserwatorzy, a wtargnęły w głąb Gruzji, łamiąc status quo i docierając prawie aż do stołecznego Tbilisi. Od całkowitej katastrofy Gruzję uratowało wsparcie państw europejskich, wśród których istotną rolę odegrała również Polska. Wojna szybko się zakończyła ale napięcie pomiędzy Rosją a Gruzją trwa nieustannie do dnia dzisiejszego. Obecna władza w Tbilisi i opozycja wciąż oprotestowuje politykę Rosji względem dwóch separatystycznych republik. Natomiast Suchumi i Cchinwali, z pozycji niepodległych państw, próbują nawiązać dialog z gruzińskim rządem na neutralnym szwajcarskim gruncie. Negocjacje prowadzone w Genewie już niejednokrotnie jednak zboczyły w ślepy zaułek, ze względu na nieustępliwość każdej ze stron. Wydaje się, iż należy zgodzić się z opinią gruzińskiego politologa K.K. Kakaczi, który określił obecne stosunki na linii Moskwa – Tbilisi jako „iluzoryczną stabilizację”2.

W wyniku referendum w styczniu 2008 r. obywatele Gruzji zadecydowali, że ich kraj powinien dążyć do integracji ze strukturami euroatlantyckimi. Właśnie sprawa ewentualnego przystąpienia Tbilisi do NATO jest obecnie jedną z najbardziej spornych kwestii nie tylko w relacjach na linii Gruzja – Rosja, ale całego Sojuszu Północnoatlantyckiego z Moskwą. Co więcej, również wewnątrz samego NATO na temat członkostwa Gruzji zdania są podzielone. Wszystko to powoduje, że na dzień dzisiejszy Tbilisi musi zadowolić się kilkukrotnie już powtarzaną deklaracją Sojuszu, że „Gruzja na pewno zostanie członkiem NATO”3. Kiedy to nastąpi? Nie ulega wątpliwości, że to właśnie od tego jak zostaną przeprowadzone najbliższe wybory parlamentarne oraz rok później prezydenckie zależeć będzie w dużej mierze, na ile przybliży się do Tbilisi, bądź też oddali, euroatlantycka przyszłość.

Istotne znaczenie w procesie gruzińskiej transformacji ustrojowej ma również zagadnienie praw człowieka. Niejednokrotnie w tej kwestii raporty publikowała organizacja Human Rights Watch. W ostatnich latach najwięcej zastrzeżeń do Gruzji było w stosunku do metod tłumienia manifestacji przez obecne władze. Antyrządowe protesty na ulicach Tbilisi nierzadko w ostatnich latach kończyły się stanowczą interwencją policji i większym lub mniejszym rozlewem krwi. Niepokój organizacji budzą również łamane prawa więźniów oraz upolityczniony system gruzińskiego sądownictwa. Problemem, z którym Gruzja zmaga się już wiele lat jest także ogromna liczba uchodźców4.

Gruzję w ostatnim czasie dosięgnął również światowy kryzys ekonomiczny. Na domiar złego stało się to w momencie kiedy gospodarka państwa była nader słaba. Gospodarka, która opiera się wciąż w głównej mierze na kredytach i inwestycjach. Istotnym problemem jest również inflacja, wzrost zadłużenia państwa, podnoszenie opłat na wszystkie usługi oraz ograniczona pomoc socjalna ze strony państwa. Regularnie uwidacznia się również polaryzacja obywateli i różnych instytucji. Praktycznie każda struktura państwa znajduje się pod kontrolą obozu rządzącego, a każda inna uważana jest automatycznie za opozycyjną.

Na przedstawionym powyżej tle, jesienią 2011 r. gruzińska scena polityczna wzbogaciła się o kolejną barwną postać. Jest to Bidzina Iwaniszwili, biznesmen i miliarder, którego deklaracja zaangażowania się w politykę, całkowicie zdeterminowała oblicze kampanii wyborczej przed tegorocznymi wyborami parlamentarnymi. Kim jest człowiek, którego jedno oświadczenie odbiło się tak szerokim echem na gruzińskiej scenie politycznej?

Bidzina Iwaniszwili urodził się w 1956 r. w małej gruzińskiej wsi Czorwila w regionie Imeretia. Jego ojciec pracował jako górnik w kopalni manganu w miejscowości Cziatura. Iwaniszwili po zakończeniu szkoły w Saczchere opuścił rodzinne strony i wyjechał do stołecznego Tbilisi. Po uzyskaniu wyższego wykształcenia na tbiliskim Uniwersytecie im. Iwane Dżawachiszwili na Wydziale Inżynieryjno – Ekonomicznym, Iwaniszwili postanowił spróbować swoich sił w biznesie. Rychło okazało się, że była to przełomowa decyzja w jego życiu, która nie tylko pozwoliła zapomnieć mu o rodzinnym ubóstwie, ale wręcz wyniosła go na wyżyny drabiny społecznej. Iwaniszwili początkowo zajął się handlem komputerami, a jego pierwszym klientem była Grudzińska Akademia Nauk. W ten sposób udało mu się zdobyć solidny kapitał. W 1988 r. już jako młody biznesmen opuścił ojczyznę i wyjechał do Moskwy. W stolicy Rosji jego kariera nabrała dopiero rozpędu. Iwaniszwili rozwinął swój komputerowy biznes wzbogacając swoją ofertę również o telefony przyciskowe z numeryczną klawiaturą. Efekt był taki, że już w 1990 r. Bidzina Iwaniszili stał się w Rosji liderem w przemyśle elektryczno – technicznym. Kolejnym krokiem w jego karierze było założenie banku „Rosyjski Kredyt”, który prosperuje do dzisiejszego dnia. Jedyna zmiana zaszła tylko w kierownictwie banku. Informując opinię publiczną o swoim zamiarze wejścia w politykę, Iwaniszwili zadeklarował, że sprzeda wszystkie swoje aktywa w Rosji by nie być posądzanym o reprezentowanie rosyjskich interesów. Słowa dotrzymał i obecnie zarówno „Rosyjski Kredyt” jak i część innych nabytych później aktywów w Rosji została sprzedana prywatnym inwestorom. Majątek Iwaniszwilego wciąż jednak oscyluje w granicach 6,4 mld dolarów, co jest równe połowie rocznego PKB Gruzji5.

Iwaniszwili nigdy nie zapomniał o swoich rodzinnych stronach. Już jako doświadczony biznesmen powrócił do Gruzji gdzie zajął się działalnością filantropijną. Państwo po ciężkich latach 90-tych szczególnie potrzebowało takiej pomocy. Dzięki środkom finansowym Iwaniszwilego na terenie całego kraju wybudowano bądź też wyremontowano szkoły, szpitale i cerkwie. Muzea i wiele innych instytucji edukacyjno-kulturalnych przetrwało tylko dzięki ofiarności Iwaniszwilego.

Biznesmen pośrednio był również uczestnikiem Rewolucji Róż. Po bezkrwawym przejęciu władzy w państwie przez obóz polityczny Micheila Saakaszwilego, Iwaniszwili niejednokrotnie finansował przeprowadzane w państwie reformy. Dzięki jego środkom finansowym zmodernizowana została gruzińska policja. Wybudowano nowoczesne posterunki, zakupione zostały nowe mundury oraz samochody. Iwaniszwili nigdy jednak nie przekazał pieniędzy na zakup broni.

Można powiedzieć, że przez niemal 5 lat po rewolucji, środki finansowe Iwaniszwilego były jednym z istotnych filarów funkcjonowania państwa. Wszystko jednak uległo zmianie w 2008 r. Najpierw wielkie antyrządowe protesty opozycji na ulicach Tbilisi, następnie przyspieszone wybory prezydenckie i parlamentarne a na koniec wojna z Rosją spowodowały, że stosunek Iwaniszwilego względem obozu Saakaszwilego uległ diametralnej zmianie. Biznesmen zaprzestał wspierania rządu, posądzając przy tym otoczenie prezydenta o zapędy totalitarne i rezygnację z ideałów, które głoszone były przez uczestników rewolucji w 2003 r. Iwaniszwili całkowicie wycofał się z życia politycznego państwa, z zewnątrz obserwując wydarzenia rozgrywające się w Gruzji. Społeczeństwo jednak nie zapomniało jego osoby, czego najlepszym dowodem była reakcja społeczna po ogłoszeniu wspomnianej wyżej deklaracji z jesieni 2011 r. o aktywnym zaangażowaniu się w politykę państwa. Według ówczesnych sondaży ponad 40% obywateli pozytywnie oceniało pojawienie się Iwaniszwilego na gruzińskiej scenie politycznej6.

Bidzina Iwaniszwili jako cel postawił sobie zdobycie fotela premiera Gruzji, którego rozszerzone kompetencje po wejściu w życie nowej konstytucji, pozwolą właściwie kierować państwem. Pojawienie się w życiu politycznym Iwaniszwilego spowodowało, że rządzącemu Zjednoczonemu Ruchowi Narodowemu (ZRN) przybył groźny konkurent. Właściwie po raz pierwszy od Rewolucji Róż obóz Micheila Saakaszwilego został wystawiony na poważną próbę. Do tej pory, w starciu z rozbitą i skłóconą opozycją rząd za każdym razem odnosił pewne zwycięstwo. Tym razem wyzwanie rządowi rzucił człowiek, który dysponuje tym, czego opozycji w ostatnich latach najbardziej brakowało. Są to środki finansowe i charyzma wzbogacone jeszcze o wieloletnie doświadczenie w biznesie.

Przez lata politycy rządzący zapewniali o budowaniu w Gruzji państwa w oparciu o zasady demokratyczne. Jak wiadomo, jednym z zasadniczych elementów takiego państwa jest pluralizm polityczny. Niestety, pierwsze miesiące aktywności Iwaniszwilego pokazały, że Gruzja w tej kwestii nie zrobiła właściwie żadnego postępu. Po raz kolejny kampania wyborcza przerodziła się w walkę personalną, ambicjonalną, walkę liderów politycznych o prymat w państwie. Ideały demokratycznej rywalizacji w warunkach pluralizmu politycznego, o których tak często mówili politycy rządzącej partii, w momencie pojawienia się silnego konkurenta zostały zmarginalizowane.

Obecnie na gruzińskiej scenie politycznej utworzyły się dwa silnie kontrastujące ze sobą fronty. Pierwszy reprezentowany przez zwolenników Micheila Saakaszwilego, drugi kierowany przez Bidzinę Iwaniszwilego. Przeciwko biznesmenowi wykorzystywane są wszelkie możliwe mechanizmy i instytucje. W celu osłabienia przeciwnika zmieniane jest również prawo. Politycy z kręgu obecnego prezydenta, poprzez swoje wypowiedzi, mające zdyskredytować groźnego konkurenta spowodowały, że dzisiaj wszyscy stronnicy Iwaniszwilego automatycznie uznawani są za realizatorów rosyjskiej polityki w Gruzji. Politycy rządzącego ZRN starają się stworzyć sytuację, w której obywatele mają do wyboru tylko dwie drogi: zachodnioeuropejską oraz euroazjatycką pod rosyjską hegemonią. Retoryka partii rządzącej ma uświadomić społeczeństwu, że właściwa jest wyłącznie ta pierwsza droga, a wspieranie Iwaniszwilego oznacza rezygnację z zachodnioeuropejskich ideałów i powrót pod rosyjskie panowanie. Starcie na linii Saakaszwili – Iwaniszwili osiągnęło taki stan, że obecnie by uniknąć oskarżenia o reprezentowanie rosyjskich interesów należy unikać kontaktów z opozycją.

Trzeba zaznaczyć, że również lider Gruzińskiego Marzenia podejmuje co pewien czas kontrofensywę. Jego możliwości działania, pomimo posiadania ogromnych środków finansowych są jednak ograniczone z kilku powodów. Przede wszystkim, gruziński filantrop paradoksalnie nie posiada gruzińskiego obywatelstwa. Wszystko za sprawą przyjęcia przed dwoma laty paszportu francuskiego, przy jednoczesnym posiadaniu obywatelstwa gruzińskiego i rosyjskiego. Iwaniszwili przez długi czas nie był świadomy tego, że decyzja ta oznaczała utratę obywatelstwa Gruzji. Co ciekawe, o tym, że nie jest już obywatelem Gruzji Iwaniszwili dowiedział się od władz państwowych dopiero w momencie ogłoszenia swojej deklaracji o chęci startu w wyborach parlamentarnych. Biznesmen usilnie zabiegał o ponowne przyznanie mu paszportu państwa, w którym się urodził lecz za każdym razem na drodze stawały rzekome przeszkody albo natury biurokratycznej albo prawnej. Ostatecznie, nie chcąc tracić cennego czasu przed wyborami Iwaniszwili podjął próbę realizacji swoich celów politycznych nieco okrężną drogą. Jako obywatel Francji założył ruch obywatelski Gruzińskie Marzenie, który bardzo szybko stał się swoistą platformą koordynacji działań politycznych wszystkich zwolenników biznesmena. Rychło ruch przekształcił się w koalicję o zbliżonej nazwie „Gruzińskie Marzenie – Demokratyczna Gruzja” (GMDG), na czele której osobiście stanął Iwaniszwili. W jej skład weszły trzy opozycyjne ugrupowania polityczne: Nasza Gruzja – Wolni Demokraci, Partia Republikańska oraz Forum Narodowe. Ponadto, z koalicją blisko współpracują przewodniczący Partii Konserwatywnej Zwiad Dzidziguri oraz lider Partii Ludowej Koba Dawitaszwili. Koalicjanci wspólnie podjęli decyzję o wystartowaniu w wyborach parlamentarnych jako jeden blok wyborczy.

Przedwyborcza walka pomiędzy partią rządzącą a opozycyjną koalicją (a ściślej pomiędzy Saakaszwilim a Iwaniszwilim) odbywa się na kilku płaszczyznach. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście stosunek obu stron względem kierunku rozwoju państwa po wyborach. W walce tej wykorzystywane są wszelkie możliwe narzędzia i socjotechniki. Istotne znaczenie ma tutaj również niewątpliwie propaganda. W tym względzie przewagę ma oczywiście rząd, któremu sprzyjają wszystkie ogólnodostępne w kraju stacje telewizyjne. Micheil Saakaszwili w swojej retoryce często przywołuje postać wielkiego średniowiecznego władcy Gruzji Dawida IV Budowniczego, który swoimi osiągnięciami może być porównany do Kazimierza Wielkiego. Okres po Rewolucji Róż niejednokrotnie był już przez Saakaszwilego porównywany do tzw. Złotego Wieku, który w XII wieku zapoczątkował właśnie Dawid IV. Gruzja była wówczas silna i rozległa jak już nigdy więcej w swojej długiej historii. Obecnie to Micheil Saakaszwili ma uchodzić za kontynuatora budowy silnego państwa gruzińskiego. Nie ma tygodnia aby w gruzińskich mediach nie pojawił się obraz pracującego prezydenta, osobiście uczestniczącego we wznoszeniu nowych gmachów lub dróg na terenie całego państwa. Saakaszwili chce być postrzegany nie jako odizolowany w swoim pałacu lider kraju lecz jako jeden z obywateli, który dba o każdego mieszkańca nawet najdalej oddalonej wsi w górach Kaukazu. Mając za przeciwnika biznesmena a zarazem filantropa, którego dobroczynność jest powszechnie znana i szanowana, strategia bliskiej integracji ze społeczeństwem wydaje się być zrozumiała. Trzeba zaznaczyć, że taktyka ta przynosi spodziewany efekt. To właśnie na prowincji ZRN ma wciąż największe poparcie. W Tbilisi, gdzie społeczeństwo jest bardziej aktywne i świadome politycznie, poparcie dla rządu, zwłaszcza po wojnie w 2008 r., wyraźnie spadło.

Batalia propagandowa na linii Saakaszwili – Iwaniszwili odbywa się również na gruncie amerykańskim. W kraju największego sojusznika Gruzji obie strony starają się zyskać sympatię Białego Domu wykorzystując do tego czołowe firmy lobbingowe. Na ten cel zarówno rząd jak i lider opozycyjnej koalicji poświęcają niebagatelne środki finansowe. Na rzecz Iwaniszwilego lobbują obecnie w Stanach Zjednoczonych najbardziej wyspecjalizowane firmy takie jak Patton Boggs, National Strategies, Downey McGrath Group czy Parry Romani Deconcini & Symms7. Gruziński rząd w odpowiedzi zawarł kontrakt z firmą Podesta Group, na konto której w zamian za lobbing wpłynie do końca 2012 r. 600 tys. dolarów. Iwaniszwili w pierwszym rzędzie poprzez lobbing stara się zmienić wizerunek kierowanej przez siebie koalicji, przekonując Amerykanów, że Gruzińskie Marzenie jest wierne ideałom demokratycznym i integracji ze strukturami euroatlantyckimi. Z drugiej strony biznesmen chce ukazać Waszyngtonowi rzeczywiste jego zdaniem oblicze państwa rządzonego przez Micheila Saakaszwilego, w którym łamane są prawa człowieka a opozycja stale jest represjonowana. Celem biznesmena jest usłyszenie od amerykańskich polityków krytycznych słów pod adresem gruzińskiego rządu, które mógłby odpowiednio wykorzystać w kampanii przedwyborczej. Strona rządowa natomiast stara się wywołać, zarówno w kraju jak i Stanach Zjednoczonych, poczucie strachu przez Gruzińskim Marzeniem, które w przypadku dojścia do władzy odwróci gruziński wektor polityczny ponownie w stronę Moskwy. Saakaszwili chce przekonać Amerykę, że obecnie, dla ZRN nie ma w Gruzji alternatywy, która konstruktywnie mogłaby kontynuować proces budowy silnego, demokratycznego państwa.

W wyścigu o władzę w państwie obie strony wykorzystują również opłacane przez siebie firmy zajmujące się badaniem opinii publicznej. Jakże gwałtowną reakcję obozu rządzącego wywołały wyniki sondażu przeprowadzonego na początku 2012 r. przez gruziński Instytut Polityki Społecznej. Badanie opinii publicznej wykazało wówczas, że Iwaniszwili cieszy się większą sympatią ze strony społeczeństwa niż Saakaszwili, a jego elektorat jest jeszcze nie do końca ukształtowany i stale się powiększa8. Politycy rządzącej partii sondaż nazwali nader nieobiektywnym i zamówili przeprowadzenie podobnych badań przez instytucje zagraniczne, które, ich zdaniem, „cieszą się światową renomą”. Jak było do przewidzenia, wyniki badań były radykalnie inne, tym razem wyjątkowo korzystne dla Micheila Saakaszwilego9. Na tym sondażowa batalia się zakończyła, ale na miesiąc przed wyborami niewątpliwie zostanie wznowiona.

Obie strony personalnego konfliktu oprócz działań ofensywnych również bacznie się obserwują, starając się odpowiednio wykorzystać nawet najmniejszy błąd przeciwnika. Duże kontrowersje wzbudziła wypowiedź Iwaniszwilego dla gazety „Rezonansi” w listopadzie 2011 r., gdzie biznesmen stwierdził, że strategicznym błędem obecnego rządu jest nieuznawanie Abchazji i Osetii Płd. za strony konfliktu10. Biznesmen nawiązał wówczas do prowadzonych w Genewie od 2008 r. negocjacji dotyczących bezpieczeństwa i pokoju na Kaukazie Płd., w których oprócz Rosji i Gruzji uczestniczą także przedstawiciele dwóch separatystycznych republik. Ani Suchumi ani Cchinwali nie biorą jednak udziału w rozmowach pokojowych jako strony. Wypowiedź Iwaniszwilego została ostro skrytykowana przez polityków partii rządzącej, którzy oskarżyli go o zdradę narodowych interesów. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że pogląd dotyczący statusu Abchazji i Osetii Płd. reprezentowany przez Bidzinę Iwaniszwilego właściwie pokrywa ze się ze stanowiskiem Moskwy. Również Rosja dalsze postępy w genewskich rozmowach uzależnia od tego, czy Tbilisi uzna separatystów za strony konfliktu. Dla Gruzji takie rozwiązanie jest całkowicie nie do zaakceptowania gdyż przyznanie dwóm republikom oficjalnego statusu strony oznaczałoby de facto uznanie ich niezależności. Zresztą trudno sobie wyobrazić aby Suchumi i Cchinwali po zmianie ich statusu zmieniło nagle swój punkt widzenia w kwestii bezpieczeństwa na Kaukazie Płd. i powrotu do domów gruzińskich uchodźców.

Starcie dwóch liderów politycznych potrwa niewątpliwe aż do samego momentu wyborów parlamentarnych. Jak potoczą się dalsze losy obu polityków w dużej mierze zależeć będzie od tego kto w październiku odniesie zwycięstwo. Jeżeli będzie to Zjednoczony Ruch Narodowy wydaje się, że koalicyjne Gruzińskie Marzenie nie przetrwa próby czasu a opozycja podobnie jak we wcześniejszych latach podzieli się na szereg wzajemnie rywalizujących ze sobą małych ugrupowań. Nie da się ukryć, że istotnym czynnikiem jednoczącym obecnie opozycjonistów wokół Iwaniszwilego są jego niebagatelne środki finansowe. Połączenie się z Gruzińskim Marzeniem było dla wielu mniejszych ugrupowań jedynym rozwiązaniem by w ogóle przetrwać na gruzińskiej scenie politycznej.

Kto zwycięży w wyścigu po władzę w państwie trudno przewidzieć na podstawie sondaży, których wyniki zmieniają się jak w kalejdoskopie. Słupki poparcia dla obu liderów wciąż się wahają. Na podstawie jednak aktywności politycznej i umiejętności wykorzystywania odpowiednich instrumentów w walce politycznej wydaje się, że władza w Gruzji pozostanie w rękach obozu Saakaszwilego. Poparcie dla bohatera Rewolucji Róż w porównaniu z poprzednimi latami jest niewątpliwe znacznie słabsze ale mimo wszystko wciąż wystarczające na odniesienie końcowego sukcesu. Ekipie obecnego prezydenta rzadziej zdarzają się błędy w trwającej kampanii przedwyborczej. Zdecydowana większość obywateli Gruzji chce integracji z NATO i rząd skutecznie utrzymuje społeczeństwo w przekonaniu, że uda się to w najbliższych latach osiągnąć. Iwaniszwili natomiast pomimo tego, że deklaruje swoją sympatię względem struktur euroatlantyckich otoczony jest politykami, którzy jeszcze nie tak dawno negatywnie wypowiadali się w kontekście integracji Gruzji z Sojuszem Północnoatlantyckim. Wśród nich są liderzy Forum Narodowego Kacha Szartawa oraz Gubaz Sanikidze a także blisko współpracujący w Gruzińskim Marzeniem Gogi Topadze. Te i inne czynniki powodują, że większość w nowo wybudowanym budynku gruzińskiego parlamentu w Kutaisi zdobędą najprawdopodobniej politycy Zjednoczonego Ruchu Narodowego.

Pytanie tylko w jaki sposób zwycięstwo to zostanie odniesione. Do wyborów nie przygotowują się tylko politycy ale również setki zagranicznych obserwatorów. Jeżeli podczas procesu wyborczego dojdzie do jakichkolwiek prób manipulacji i łamania prawa wyborczego, wówczas Gruzja na długie lata może pożegnać się z marzeniami o wejściu w krąg państw zachodniej demokracji. Wszystko więc w rękach obozu rządzącego bo to on aktualnie rozdaje karty. Jeżeli Gruzja pozytywnie przejdzie przez październikowy egzamin z demokracji, niewątpliwie wykonana tym samym istotny krok w kierunku umocnienia swojej państwowości a zapowiedzi o nadchodzącym kolejnym złotym wieku być może faktycznie staną się rzeczywistością.

Prof. Rewaz Dżorbenadze – wykładowca na Uniwersytecie im. Iwane Dżawachiszwili w Tbilisi, politolog, specjalista w dziedzinie teorii konfliktów.

Krzysztof Łukjanowicz – absolwent Instytutu Historycznego UW, obecnie doktorant na Uniwersytecie im. I. Dżawachiszwili w Tbilisi. Zajmuje się zagadnieniem bezpieczeństwa w regionie Kaukazu Płd.

1 Светлов В.А., Грузино-югоосетинский конфликт – Размышления конфликта. ст. 65-73, Журнал ПОЛИС, 2009, № 2, М.

2 Kakatchia K.K., Russia-Georgia Today: An Illusory Stability. P.1-5. PONARS Eurasia Policy Memo № 109, 2010.

3 NATO Chicago Summit Declaration, Issued by the Heads of State and Government participating in the meeting of the North Atlantic Council in Chicago on 20 May 2012, point 29.

4 Human Rights Watch – Georgia, January 2010.

5 Forbes Magazine, World’s richest people raport, March 2012.

6 Georgian Institute for Polling and Marketing, public opinion survey, November 2011

7 D. Avaliani, Sheteva Amerikaze, Tabula 2012, nr 98, str. 12

8 Sumbadze N. Electorate Profile: Report of The Survey. Tbilisi 2012

9 Democratization Processes, Regional Context, National Minority Issues and Conflict Transformation in Georgia (Situational Analysis) July-September, 2011. “UNIVERSAL”, Tbilisi 2012

10 Bidzina Iwaniszwili, Apkhazetisa da e.c. somxret osetis mkhareebad aragiareba strategiuli shecdomaa, Rezonansi 2011, nr 314, s. 7.

Polityka energetyczna oraz możliwości rozwoju współpracy wielostronnej w basenie Morza Czarnego

ION MUNTEAN (Moldova), SINAN OGAN (Turkey), TENGIZ PKHALADZE (Georgia), SERHIJ TOŁTOW (Ukraine), GRIGORIJ TROFIMCZUK (Russia)

[niniejszy tekst pierowtnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 2, lipiec 2012, ss. 15-29]

Ион Мунтян

Республика Молдова (РМ) является членом Организации Черноморского Экономического Сотрудничества (ОЧЭС) с момента своего основания, 25 июня 1992 года. Даже если не был разработан документ о намерениях РМ по вопросам энергетической политики в Черном Море, в настоящее время Молдова участвует в разработке и реализации совместных проектов в рамках ОЧЭС, два из которых находятся на стадии инициирования Межсоединение Электрических Сетей и проект под названием PETrA или Панъевропейская Транспортная Зона Черного Моря.

Молдова являясь зависимой от импорта природного газа из России, в пропорции около 60% из общего энергетического баланса страны, появляется настоятельная необходимость диверсификации источников поставок газа.

Сжиженный природный газ (СПГ) является решением для диверсификации поставок природного газа в Молдове, которое обсуждается уже несколько лет. В последние годы многие европейские страны переориентировали свои усилия на развитие рынка сжиженного природного газа (рис.) с использованием в качестве основных средств для транспортировки газа морские пути, а не наземные сети. Этот вид транспортировки значительно дешевле и более доступный, что доказано и тенденциями к увеличению объемов потребления сжиженного природного газа европейскими странами (рис.), но он включает в себя другие важные расходы, такие как строительство станций по сжижению и разжижению газа. Экономическое и географическое положение Республики Молдова затрудняет самостоятельное инициирование такого проекта поставок газа. Эта возможность может быть успешно использована Молдовой в партнерстве с одной из соседних стран, Украиной или Румынией, которые также выразили заинтересованность в развитии проектов по диверсификации импорта газа посредством СПГ терминалов. В случае Румынии, таким инициативам может способствовать проект по реверсивному соединению газопроводной системы Молдовы и Румынии, которая планируется стать функциональной в 2014 году. Этот проект позволит Молдове присоединиться к проекту по импорту природного газа из Азербайджана через Грузию и Черное Море в РумыниюAGRI (AzerbaijanGeorgiaRomania Interconnector), или любому другому проекту по разжижению газа в портах Черного Моря.

Учитывая вышеизложенное, Молдова должна спешить с составлением плана действий для участия в проектах по импорту СПГ который обеспечивал бы гибкость в выборе поставщиков газа. Более того, темпы развития международных рынков сжиженного газа, в среднем периоде времени показывает тенденции роста спроса и снижения цен на газ.

Интерес и важность ОЧЭС постоянно растет, являясь крупнейшей зонойрегионального сотрудничества в мире. Регион Черного Моря, в целом, были будет предметом интереса долгосрочных приоритетов внешней политики Молдовы, в качестве платформы для диалога и сотрудничества.

Основными направлениями заинтересованности Молдовы в рамках ОЧЭС, являются:

Участие в многосторонних проектах сотрудничества;

Экспорт товаров на рынки странчленов;

Импорт сырья и энергии, которыми Молдова не владеет или имеет в недостаточном количестве;

привлечение иностранных капиталовложений в экономику Молдовы.

Исходя из этих приоритетов, для эффективного сотрудничества должны быть активизировать усилия странчленов, которые имеют одинаковые приоритеты или встречают общие проблемы, такие как энергетика. Так как решение энергетических проблем предполагает большие расходы, необходимо создавать длительные и устойчивые партнерские отношения с взаимовыгодными вкладами и пользами.

Ион Мунтян –является экспертом по энергетической безопасности. С 2010 года по настоящее время эксперт по энергоэффективности в Сети Ассоциаций Местных Властей ЮгоВосточной Европы (NALAS).

Sinan Ogan

It can be said, that at the moment, the global and regional role of the Organization of the Black Sea Economic Cooperation (BSEC) seems quite limited. To begin with, the selection process for membership seems erroneous, as many countries that are members in this organization do not even have a Black Sea coastline (this would seem logical). A smaller and more motivated organization would be more effective in this region.

Also, there are several problems within its member states and some serious conflicts between them, like the Nagorno-Karabakh issue between Azerbaijan and Armenia. In addition to that, for regional powers like Turkey, Romania, Ukraine, it is difficult to make policies independent of the global powers such as United States, Russia and European Union in this region. This situation also decreases the effectiveness and activity of BSEC.

Without transforming BSEC into a more organized and more motivated organization, it is impossible to increase the efficiency of it.

BSEC attaches importance to opposing such threats to regional security as organized crime, narcotics trafficking, smuggling, terrorism and ecological issues, which are also important to Turkey. Due to its geographical position, Turkey is like a bridge for human and drug smuggling. But we see the same passivity at work in this area of the world. It would be especially beneficial for Turkey to cooperate with its Black Sea neighbors for combating terrorism.

Turkey agreed to sign an agreement on South Stream with Russia. This agreement increased Europes dependency on Russian gas. Additionally, the Russians wanted to bypass Ukraine with this pipeline project. I believe that Turkeys approval of South Stream may have the effect of decreasing the influence of Turkey in Central Asia.

At this point, it must be mentioned that in the Putin era, Russia started to use gas as a foreign policy instrument. Moreover, with this development, Russia has become a gas supplier without any alternate provider in the region.

The Ministry of Energy and Natural Resources of Turkey declared that the positive contributions to Nabucco would continue, but this project does not yet seem ready to provide the necessary results in the near future.

When we examine the relationship with Russia and Turkey, recently with the revolts in Syria and the Arab Spring, it can be easily seen that Turkey and Russia have placed themselves in opposing blocs ideologically. However, Turkey has also signed a very important international agreement with Russia. Thus, in the context of energy, there doesnt seem to be any problem between them.

Sinan Ogan, PhD expert on international relations and political science, founder and President of the Turkish Center for International Relations and Strategic Analysis

Reconciliatory Steps for Cooperation

Tengiz Pkhaladze

The 21st century has made certain allowances in world geopolitics, especially in the Black Sea region. Enlargement of the EU and NATO eastwards has created new realities and perspectives for further development of the region. As early as at the Istanbul OSCE Summit in 1999, an absolutely new geopolitical picture of the Black Sea region was outlined. According to the Outcome Documents (Charter for European Security and Agreement on the Adapted Conventional Armed Forces in Europe Treaty) the Russian Federation undertook obligations to withdraw its armed forces from the territories of Georgia and Moldova. This decision began the demilitarization of the region and contributed to the settlement of existing conflicts that in turn were meant to promote regional cooperation. The existing projects for partnership and cooperation BSEC, TRACECA were supplemented with new ones, which further developed into Black Sea Synergy, Eastern Partnership and other initiatives. At the same time, the countries of the region began easier cooperation with the EU and NATO, giving voice to their wish of integration in the Euro-Atlantic structures. All this has factually created prerequisites for regional stability and cooperation development.

After the 1999 OSCE Summit, Boris Yeltsin retired and Vladimir Putin became Russian President. He claimed that the disintegration of the USSR was the greatest geopolitical catastrophe of the 20th century and set the goal of step-by-step restoration of the glory and strength of the Soviet empire. Beginning from that period the geopolitical sextants, which bring a part of the Black Sea region within Russias priority interest area, have become more numerous and clearer. Russian foreign policy has been totally reoriented towards these geopolitical sextants and has applied all available resources to the restoration and reinforcement of its influence on neighboring countries. Today, 12 years later, with Putin having returned to power, Russia still does not recognize the freedom of choice of so-called near-foreign countries. Mr. Putin not only regrets the collapse of the USSR, but wants to come to grips with the revival of the empire, creating another EU the Eurasian Union.

Therefore, the Black Sea region, instead of becoming an area of cooperation, has been turned into the scene of geopolitical confrontation. Russias military aggression towards Georgia in August 2008 is a point in case. The latest statement from the Russian MFA, that Washington has not learned the proper lessons from the events in the Caucasus in August 2008,1 demonstrates the true nature and goals of Moscows neighboring policy.

The Military Doctrine of the Russian Federation and its National Security Strategy unequivocally points to those regions from which Moscow anticipates possible threats and where it deems it admissible to use military force. In addition, if we take into consideration the current situation in the Russian Federation armed forces, we will obviously see that they are mainly concentrated, not beyond the Urals but, in the westward and southwestward regions of Russia. After the military aggression and occupation of Georgian territory in 2008, Russia stepped up its own military presence in the Black Sea region even more: 1) it signed a treaty with Ukraine, prolonging the stationing of the Russian Black Sea naval force in Crimea until 2042 2) similar agreement on prolonging the stationing of Russian troops in Gumri (Armenia) until 2044 is in the process of being confirmed 3) in the occupied territories of Georgia (Abkhazia and Southern Ossetia) an accelerated reconstruction of existing military bases and the construction of new ones is taking place 4) also along this perimeter, Smerch and S-300 type missiles have been deployed.

Large-scaled Russian military exercises, taking place under the title ‚Caucasus-2012’ scheduled for September, threaten not only Georgia, but the whole region. Moscow stresses that these military exercises are meant to prepare Russia for a possible attack on Iran by Israel and the US. This is a very obscure warning, as in the case of such an attack, Russian could not possibly be on the ground in Iran ready to oppose such an invasion! Russia will hardly seek armed confrontation with the West. Its arsenal is required for pacifying disobedient neighbors and does not exclude so-called surgical strikes and initiating military clashes similar to those in August 2008, on the territories of neighboring countries, but surely not in Iran.

All of the above leads us to the conclusion that breakthroughs in crisis spots around the Black Sea region (the occupied territories of Georgia, Nagorno-Karabakh, Transnistria) are seen by Russia as an opportunity to put pressure on regional countries.

Conflict resolution is significant for regional stability, security and cooperation. Therefore it is very important to support initiatives and steps towards peace building and the engagement of occupied territory populations. On 11 July 2011, the Parliament of Georgia approved a legislative package relating to Status Neutral Documents, which implies the issue of Neutral Identity Cards and Neutral Travel Documents on a voluntary basis to persons living legitimately in Abkhazia and Tskhinvali region, having no Georgian citizenship. Persons living legitimately are people who lived in Abkhazia and Tskhinvali region until 31 December 1992, along with their descendants (not including Soviet/Russian military personnel and others who live in these areas in violation of Georgian law).

Neutral documents would give the population of the occupied territories the opportunity to travel abroad and enjoy social services in Georgia and would not mean obtaining Georgian citizenship. Such a package of changes, with respect to the occupied regions, is part of the state strategy and action plan of Georgia. Moreover, we can say that it is the central pillar of it, since the main idea of the strategy – ≪Engagement through Cooperation≫, and the success of policy implementation oriented on de-isolation of the occupied territory communities, according to the official Tbilisi line, considerably depends on the effective date of such neutral documents.

At present, the population of the occupied territories holds Russian passports. There are also so-called ≪Abkhazian≫ and ≪Ossetian≫ passports, but no one recognizes them, with the exception of a few countries (Russia, Vanuatu, Venezuela, Nauru, Nicaragua), which recognized the independence of Abkhazia and South Ossetia.

The issue of Russian international passports in the occupied territories began in the 1990s. Since 2001, the process has taken on a massive nature and is being carried out in violation of any applicable law, including Russian law. The serial numbers of passports are recorded and thus, granting foreign visas almost never takes place, or takes place only in rare cases.

The majority of the population of the occupied territories is also wary of accepting Georgian passports. This is a matter of political prestige for them. In addition, the Georgian passport holders often become targets of intimidation and violence by the de facto governments of the occupied territories.

So, in fact, the population of the occupied territories is denied freedom of movement, except in the Russian Federation and Commonwealth of Independent States (CIS) area. Therefore, the neutral status documents are one real way to engage the problem of deisolation. There are two types of neutral documents: the Status Neutral Identification Card (SNID), printed in Abkhazian/Georgian and Ossetian/Georgian; and the Neutral Travel Document, printed in English.

Neutral document holders enjoy the same rights and opportunities as the citizens of Georgia do. Documents allow them to receive general, vocational and higher education, to receive various types of grants, engage in industrial and commercial activities, participate in public health insurance programs implying a wide range of curative and preventive measures and enjoying all the privileges that regular citizens of Georgia do.

In addition, Neutral Travel Document holders are allowed to travel abroad legally. The Georgian Ministry of Justice has already agreed the issue of Neutral Travel Documents with the International Civil Aviation Organization (ICAO). A sample of Neutral Travel Documents has been already sent to the diplomatic corps accredited in Georgia and to a number of states.

The most important thing is that the documents with neutral status (Status Neutral Identification Card and Status Neutral Travel Document) are as neutral as possible, with respect to citizenship. They do not specify the symbols of the State or the Government of Georgia and citizenship is not indicated as well.

In addition, more important is the fact that Georgia bears full responsibility for the presence of Status Neutral Travel Document holders abroad and also takes full responsibility for their re-admission.

The issue of Status Neutral Travel Documents is in full compliance with international law, which often refers to such documents as papiers laissez-passer. Neutral documents are fully people-oriented and provide an opportunity to exercise the right to free movement and acceptance of social benefits. Such documents are of a humanitarian nature and are designed to facilitate the lives of persons living in the regions of Abkhazia and South Ossetia.

There is a precedent for non-citizen passports in the international reality and within the European Union, itself. For example, Latvian and Estonian law provides for the existence of citizens and non-citizens passports, so this would not be something totally new for western countries. In addition, Georgia issues high-quality travel documents that fully comply with European standards. Thus, even in practical terms, it is better for an EU state to issue a visa for this kind of document where the re-admission agreement guarantees the obligation of fulfillment by the state of Georgia.

Neutral documents have been issued since October 2011. The procedure is as free from bureaucratic difficulties as possible. Applicants can fi ll in applications and follow up all the procedures online. An individual also chooses the most convenient way of receiving a neutral document. He/she can pick up the document personally at the CRA Service Office (for example, in Gori or in Zugdidi), through a trustee or through an international organization operating in Georgia, to which he/she expresses confidence and consent with regard to the delivery of a Neutral Identity Card.

Currently, the Neutral Travel Document is recognized by Japan, Lithuania, Latvia and the Czech Republic. Negotiations are also currently underway with other states. On June 5, 2012 Hillary Clinton, Secretary of State of the United States, declared that: Soon, U.S. Embassies and consulates around the world will accept the status neutral travel document for any resident from these regions who chooses to use them for travel or study in the United States,≫ Clinton said. ≪This would be a strong step toward reconciliation that supports a peaceful and just resolution of the conflict.≫

Divide each difficulty into as many parts as is feasible and necessary to resolve it. Wide introduction of such documents is one of the most important tools for de-isolation of the populations living in the occupied territories and the invalidation of mistrust/stereotypes prevailing among them. Finally, it could lead us to the settlement of these problems and this is the only way to reduce confrontation and development cooperation. Our problems are man-made, therefore they may be solved by man. And man can be as big as he wants. No problem of human destiny is beyond human beings. (John F. Kennedy, Address to the American University, Washington D.C., June 10, 1963)

Tengiz Pkhaladze – Chairman of the International Centre for Geopolitical Studies, expert on geopolitics and international studies, specializes in Black Sea cooperation and Georgian-Russian relations.

Сергей Толстов

На фоне доминирования российских поставок в энергетическом балансе Украины в последнее время роль Черноморского региона существенно возросла. Именно здесь возможна реальная альтернатива российскому газу, особенно с учетом рекордного подорожания его поставок для Украины в конце 2011 –начале 2012 гг.

В сложившейся ситуации любые решения не обеспечивают быстрого эффекта. Самым реальным путем диверсификации энергоснабжения Украины является увеличение собственной добычи газа на морском шельфе. В этом направлении уже сделаны первые шаги. В Украину доставлена первая буровая установка, которая вскоре начнет добычу на новых шельфовых месторождениях. Предполагается доставка второй установки. Добычу будет вести государственная компания (ГАОЧерноморнефтегаз≫).

Кроме этого, украинским правительством были проведены предметные переговоры с Азербайджаном, Грузией и Турцией относительно поставок газа. Рассматривалось несколько вариантов возможных поставок.

Первый вариант, о котором шла речь –поставки азербайджанского сжиженного газа на проектируемый терминал в районе Одессы.

Условия реализации проекта предполагают реконструкцию газопровода из Азербайджана в один из грузинских портов, строительство LNGтерминала в Грузии и принимающего терминала в Одесской области, фрахт судов, способных обеспечить доставку.

Трудности и препятствия заключаются в конкуренции различных энерготранзитных проектов в регионе, к которым относятся Трансанатолийский трубопровод (TANAP), проект Nabucco и его последняя версия Nabucco West, проект ЮгоВосточного европейского газопровода (SEEP), а также грузинскорумынская инициатива AGRI. Кроме конкуренции за физические объемы азербайджанского газа, наблюдаются серьезные противоречия между крупными европейскими энергетическими компаниями, которые имеют разные предпочтения и планы в отношении адресатов поставок достаточно ограниченных объемов азербайджанскогогаза.

Второй вариант возможных поставок каспийского газа касается виртуальной возможности подключения Украины к одному из проектируемых региональных трубопроводных маршрутов Nabucco или SEEP. Однако для того, чтобы такие поставки стали реальностью, нужно как минимум заручиться поддержкой основных акционеров этих проектов, договориться об объемах будущих поставок и обеспечить инфраструктуру для прокачки газа по газопроводам Болгарии, Румынии и Молдовы2. Втиснуться в эту схему сложно, даже с учетом интенсивных связей с Азербайджаном и лояльного отношения со стороны Турции.

Третий вариант связан с поставками сжиженного газа из Катара или Алжира. В этом случае также необходимо строительство LNGтерминала и согласие Турции пропустить танкеры через Босфор.

Разумеется, снизить зависимость Украины от российского газа и обеспечить диверсификацию энергоснабжения альтернативные поставки смогут лишь в том случае, если иx объем составит не менее 10 млрд. кубометров. Многое будет зависеть от исхода соперничества между основными конкурентными проектами, включая TANAP, Nabucco, SEEP и российскийЮжный поток≫. С точки зрения Киева более выгодными кажутся TANAP, если он сохранится как самостоятельный проект и не станет вспомогательным компонентом Nabucco, или AGRI, если украинской стороне удастся получить в нем квоту.

Наиболее вероятным исходом затяжной конкуренции вЮжном энергетическом коридореможет стать одновременное сооружение российского (если уГазпромахватит газа) и турецкоазербайджанского газопроводов. Причем последний может попасть в зависимость от крупных энергетических компаний, связанных с группойШахДенизили, что менее вероятно, с консорциумом Nabucco.

В этом случае Киев, вероятно, сможет рассчитывать лишь на невостребованные излишки газа, как, впрочем, и в том случае, если удастся организовать поставки газа со стороны других, главным образом немецких компаний, через резервные газопроводы, связывающие Закарпатскую область и Словакию. Поставки сжиженного газа требуют существенных вложений в инфраструктуру и зависят от политической стабильности, но выглядят более надежными, чем получение излишков по балканским трубопроводам.

Что касается уже существующего нефтепровода ОдессаБроды, главным препятствием для расширения его мощности и достройки в сторону Балтики остается дефицит необходимых для его заполнения объемов нефти, которые контролируют каспийские и западные нефтяными компании.

В начале 1990-х гг. региональная ситуация существенно отличалась от нынешней. Причерноморские государства были остро заинтересованы в создании институциональных форм многостороннего сотрудничества и поиске способов урегулирования многочисленных локальных кризисов и конфликтов.

С начала 2000-х гг. страны Черного моря оказались в зоне действия различных интеграционных факторов. Особенно сильное влияние на региональные процессы оказало расширение НАТО и ЕС, которое, похоже, достигло своих ситуативных возможностей и пределов. Развитие российского интеграционного проекта стало в определенной мере альтернативой расширению западных союзов. Продолжает усиливаться влияние Турции, которая все больше демонстрирует амбиции регионального центра силы.

Потенциально роль ОЧЕС заключалась в создании многостороннего форума, призванного обеспечить более интенсивное экономическое взаимодействие и активизировать политические контакты между странами субрегиона. В целом ОЧЕС эту роль выполнила, хотя ее возможности были реализованы далеко не в полной мере. Относительно менее успешным было влияние ОЧЕС на локализацию конфликтов и определение региональных мер и инициатив, призванных обеспечить доверие в политической и военной сферах.

На определенном этапе ОЧЕС могла взять на себя ряд функций, относящихся к компетенции ОБСЕ, выключая гармонизацию интересов государств субрегиона, согласование принципов многостороннего диалога, содействие региональным энергетическим проектам и сдерживание соперничества с учетом взаимного признания интересов государствучастников. Из всего этого комплекса возможностей наиболее успешной оказалась турецкая инициатива о создании на постоянной основе военноморской группы оперативного взаимодействияБлэксифор≫ (Blackseafor).

Ситуация в Причерноморье не характеризуется устойчивым перевесом влияния какойлибо организации или международного актера, включая НАТО, ЕС, Турцию и Россию. Поэтому роль ОЧЕС как многостороннего форума, не имеющего самостоятельной интеграционной перспективы, как правило, сводится к формализации баланса между различными, часто конкурирующими планами и стратегиями. В этом смысле характерным примером может служить соперничество проектов Nabucco, ≪Южного потокаи нескольких других инициатив. Следует отметить, что возможности большинства причерноморских государств (членов ЕС Румынии и Болгарии, стран Южного Кавказа, Турции, Украины) находить автономные взаимовыгодные решения сдерживаются нехваткой капиталов и ресурсов, а также зависимостью от предпочтений крупных корпораций и внерегиональных центров принятия финансовых и политических решений.

Сергей Толстов –Кaндидaт иcтopичecкиx нayк, Директор нeзавиcимoй экcпepтнoaнaлитичecкoй opгaнизaции Института политического анализа и международных исследований в Киеве.

Григорий Трофимчук

Россия стремится к тому, чтобы процессы по транспортировке энергоносителей по Чёрному морю получили более организованные, надёжные и перспективные формы. В этом объективно заинтересованы и все другие страны, лежащие в береговой полосе. Однако существенная разница в стратегических целях и задачах этих стран ведёт не к развитию, а к дестабилизации региона. Благодаря сотрудничеству отдельных черноморских столиц с внерегиональными силами (с Западом, а не с Европой), в черноморскомднебудут пробиты щели, которые нарушат все балансы и противовесы. Кстати, то же самое ожидается и на Каспии, если на юге каспийской акватории возникнетновый Иран≫. Ни страны Кавказа, ни сам ЕС пока не могут удержать завтрашнее доминирование Запада на двух кавказских морях.

Интересно, что на проблеме Чёрного моря начинают напрямую пересекаться даже не интересы России и Евросоюза, а интересыстаройи новойЕвропы, ЕС и США.

Россия не раз заявляла о том, что её газопроводЮжный поток≫, являющийся основой региональной энергетической расплётки, лежит в русле диверсификации доставки сырья зарубежным потребителям. Москва не скрывает, что это проект по окончательному отсечению Украины от всех транзитных функций. В случае прокладки этой по сути экстерриториальной трубы неизбежно возникнут проблемы и с Турцией, которая, в ответ, активизируетНабукко≫.

Удивительно, но Москва идёт в этом вопросе по чисто рыночным рельсам, своими собственными руками ломая российскоукраинское будущее, кто бы не обвинял её в обратном. Черноморская энергетическая политика России разведёт двух славянских сестёр ещё дальше друг от друга. Таким образом, планируемыйЮжный потоквыгоден Европе со всех сторон.

Если говорить об энергетической политике в черноморском регионе в целом, она прочно увязана с политикой в сфере Каспия. Внутри черноморскокаспийской дуги идут активные процессы по откачке местного сырья за рубеж, что превратит в итоге эту цветущую перемычку между двумя морями в сухую и никому не нужную пустыню, в новыйАрал– безлюдную площадку между Западом и Востоком, между США и Китаем. Насколько такая перспектива выгодна черноморским странам, решать им самим. Пока они ещё могут влиять на процессы.

Черноморское экономическое сотрудничество –детский акварельный рисунок, который на практике нереален. После развала СССР на Чёрном море сменились и смешались все силовые полюса. Если раньше здесь, как и на Каспии, по большому счёту было всего два хозяина, то сейчас их слишком много. При этом ведущим черноморским фигурантом по факту (по длине прибрежной линии и т.д.) становится Турция. Единственным фактором, способным нивелировать растущее турецкое влияние, станут США. Когда США усилят свой военноморской тоннаж в черноморской акватории, то Турции, по старой привычке считающей море своимвнутренним озером≫, это явно не понравится, однако в тот момент она уже не сможет противостоять этому тренду, потеряв не толькоозеро≫, но и свои драгоценные стратегические проливы. Поэтому свою основную активность ей останется перенести в Крым, что в свою очередь сблизит Украину с Россией на новом историческом витке.

Сохраняющаяся на данном этапе стабильность Крыма может быть нарушена, в случае дальнейшего усиления давления на русских, проживающих на полуострове. Если это произойдёт, то влиять на ситуацию здесь будет не Киев, а Анкара, с которой Киеву будет явно сложнее, чем сегодня с Москвой. Крым является сердцем Чёрного моря, однако это сердце работает с аритмией, никто не может запустить крымские экономические проекты, которые оживили бы не только саму автономную республику, но и черноморский бассейн в целом. Даже в вопросах туризма и массового отдыха здесь нет никаких перспектив.

Нельзя забывать и о том, что в регионе возникла новаяморская держава≫, Абxазия. Как бы кто не относился к статусу данной республики, она лежит на черноморском берегу, что в будущем раскладе может иметь уже не тактическое, а стратегическое значение. Не исключено, что Турция, со временем, может и здесь усилить своё влияние, ослабленное в других углах бассейна.

В черноморской зоне есть и другие факторы, которые пока не проявляются, но в будущем могут получить определённое значение. К примеру, Молдавия фактически находится в региональных рамках, но не имеет широкого и свободного доступа к морской акватории, и даже ГУАМ не смог помочь ей в этом вопросе.

Экономическая кооперация на Чёрном море намертво связана с военнополитической. Поэтому здесь не может быть партнёрства всех со всеми. Уже в ближайшее время могут сложиться противостоящие друг другу блоки со своими глобальными интересами. Если Грузия и США будут и дальше демонстрировать свои особые отношения, Россия может на порядок усилить кооперацию с Румынией, Болгарией и Грецией, окончательно потерявших веру в Евросоюз. При этом если Москва не будеткормитьльготным сырьём Киев, то Украина будет всё больше сближаться с соседней Молдавией, на которую сегодня почемуто почти не смотрит.

Григорий Трофимчук – первый вицепрезидент Центра моделирования стратегического развития, участник Экспертноаналитической лигиРесурсные стратегииМГУ им. М.В. Ломоносова

1 Comments of Official Representative of the Ministry of Foreign Affairs of Russia A. K. Lukashevich on statements of U.S. Secretary of State H. Clinton, 1120-06-06-2012, 06 Jun 2012 ; http://www.mid.ru/brp_4.nsf/0/A06625AA5D7351CF44257A16004C723E.

2 На поставки газа с каспийских месторождений претендуют европейские проекты Nabucco, ITGI, TAP, AGRI и SEEP. Суммарный спрос оценивается в 50-60 млрд кубометров (к 2020 г.), что превышает реальные возможности добычи газа в Азербайджане.

Jan Jacek Bruski „Między prometeizmem a Realpolitik. II Rzeczpospolita wobec Ukrainy sowieckiej 1921-1926”, Historia Iagiellonica, 2010

Tadeusz Iwański

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 1, październik 2011, ss. 199-207]

W ciągu ostatnich kilku lat problematyka prometeizmu coraz częściej stawała się przedmiotem zainteresowania polskich i zagranicznych historyków. Warto wymienić przede wszystkim książki i artykuły Marka Kornata, monografię Działalność Instytutu Wschodniego w Warszawie 1926-1939 autorstwa Ireneusza Piotra Maja z 2007 roku, wydaną w Polsce w roku następnym pracę amerykańskiego historyka Timothy’ego Snydera Tajna wojna. Henryk Józewski i polsko-sowiecka rozgrywka o Ukrainę, czy o rok późniejszą książkę Georgesa Mamoulii – gruzińskiego historyka, mieszkającego w Francji, Les combats indépentantistes des Caucasiens entre URSS et puissances occidentales. Le cas de la Georgie (1921-1945) z 2009 roku. Jedną z ostatnich prac z tej dziedziny, wydaną w 2010 roku w krakowskim wydawnictwie Historia Iagiellonica, jest Między prometeizmem a Realpolitik. II Rzeczpospolita wobec Ukrainy sowieckiej 1921-1926 autorstwa Jana Jacka Bruskiego. Krakowski historyk już we wcześniejszych badaniach poruszał tematy związane zarówno z prometeizmem, jak i z problematyką ukraińską w okresie międzywojennym. Jest autorem prac: Petlurowcy. Centrum Państwowe Ukraińskiej Republiki Ludowej na wychodźstwie, 1919-1924, Ukraina, seria: Historia państw świata w XX wieku (razem z prof. Andrzejem Chojnowskim) oraz Hołodomor 1932-1933. Wielki Głód na Ukrainie w dokumentach polskiej dyplomacji i wywiadu (wybór i opracowanie) – książki bardzo dobrze przyjętej nie tylko w Polsce, ale i na Ukrainie. Między prometeizmem a Realpolitik…. to praca habilitacyjna J.J. Bruskiego i to ona stanie się przedmiotem niniejszego omówienia.

W najogólniejszych słowach książka dotyczy polsko – sowieckiej rozgrywki, której celem jest zdobycie przez obie strony, różnymi metodami, lojalności Ukraińców z Galicji Wschodniej oraz Ukrainy sowieckiej. Rozgrywka ta toczy się w latach 1921 – 1926 czyli miedzy Pokojem Ryskim a Zamachem Majowym. I o ile na końcowej cezurze narracja rzeczywiście się urywa (z krótkimi wycieczkami w rok 1927), tak pierwsza wydaje się dosyć umowna, ponieważ autor dość obszernie analizuje wydarzenia i negocjacje, które ostatecznie doprowadziły do podpisania traktatu 18. III. 1921 roku. I jest to zabieg konieczny do zrozumienia dalszych losów owej rozgrywki. Książka składa się z sześciu rozdziałów, wstępu, zakończenia, aneksu – gdzie autor publikuje kilka dokumentów do których odnosi się w tekście, wykazu skrótów, bibliografii, indeksu osób oraz podsumowania w języku angielskim. Praca jest w sposób nadzwyczaj gruntowny udokumentowana źródłowo i osadzona w dotychczasowej literaturze przedmiotu – polskiej, ukraińskiej, rosyjskiej oraz anglosaskiej. Wstęp do książki, w dużej mierze, poświęcony jest omówieniu tych prac oraz kwerend autora w polskich, ukraińskich i rosyjskich archiwach. Spośród nich Bruski wyróżnia tak zwane akta Quayle’a przekazane Polsce przez wiceprezydenta USA w 1993 roku.

Termin „prometeizm”, występujący w tytule książki, nie jest jednak jej głównym tematem. Lata 1921-1926 to okres, w którym prometeizm, jako nurt w polskiej polityce zagranicznej, dopiero się rodził, a ster władzy w Polsce dzierżyli polityczni przeciwnicy Józefa Piłsudskiego i jego środowiska. Byli to zwolennicy tytułowej „realpolitik” stojący w stosunkach z Rosją Sowiecką, a potem ZSRR, na gruncie pragmatycznym, trzymający się litery Traktatu Ryskiego i stawiający na rozwój stosunków gospodarczych oraz ekspansję polskiego kapitału na terytorium wschodniego sąsiada. Przyczółki Piłsudskiego w tym okresie, realizujące aktywną politykę wschodnią, to Sztab Generalny (do 1923 r.) oraz, z krótkimi przerwami, Wydział Wschodni MSZ, cieszący się pewną autonomią w ramach ministerstwa kierowanego w omawianym okresie przez takich polityków jak m.in. Konstatnty Skrimunt, Marian Seyda czy Aleksander Skrzyński.

Dwa pierwsze rozdziały książki J.J. Bruskiego to opis kontekstu politycznego i problemów związanych z kwestią ukraińską w Polsce. Autor opisuje koncepcje polityki narodowościowej, kwestie wyznaniowe, agrarne (reforma rolna i osadnictwo), polityczne – status Galicji Wschodniej i walka o jego utrzymanie do marca 1923 roku, językowe oraz prezentuje wartościowy przegląd ukraińskich partii politycznych.
Autor pisze również o statusie Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej (USRR) przed ratyfikacją dokumentów konstytucyjnych o powołaniu ZSRR w połowie 1923 r. Sowiecka Ukraina cieszyła się pewną autonomią nie tylko w ramach związku, ale również w polityce zagranicznej, co pozwalało polskim władzom różnicować politykę wobec Moskwy i Charkowa. Sowiecka Ukraina utrzymywała swoje odrębne przedstawicielstwa dyplomatyczne w najważniejszych stolicach europejskich w tym w Warszawie, i co najciekawsze – również w Moskwie. Charków w tym okresie, według Bruskiego, dążył do pewnej instytucjonalnej emancypacji i był do tego zachęcany ze strony polskiej.

Rozdział trzeci to precyzyjny opis pracy polskiego wywiadu i polskiej dyplomacji na Ukrainie. J.J Bruski swoje ustalenia opiera na dokumentach źródłowych z AAN, CAW oraz archiwów rosyjskich i ukraińskich. Wynika z nich, iż polski wywiad budował swoje struktury w oparciu o polskie przedstawicielstwa dyplomatyczne w Kijowie i Charkowie, bazując z początku zarówno na agentach „instalowanych” z Polski w tych ośrodkach oraz przy instytucjach zajmujących się repatriacją polskiej ludności z USRR, jak i na siatce ukraińskiej, tworzonej przez kierownictwo emigracji petlurowskiej w Polsce. Po fiasku Drugiego Pochodu Zimowego na początku 1921 roku polski wywiad nie werbował już do służby Ukraińców. Była co do tego oddzielna instrukcja. Z powodu ścisłej reglamentacji życia społecznego i gospodarczego na Ukrainie sowieckiej oraz fiaska tworzenia przedstawicielstw handlowych jako przykrywek dla działalności polskiego wywiadu, polskie służby oparły się na Polakach na zasadach płatnych, a nie ideowych. W pierwszych latach po wojnie polsko – bolszewickiej informacje wywiadowcze dostarczały trzy ośrodki: wywiad cywilny kierowany przez MSZ, wywiad wojskowy czyli Dwójkę (od 1922 roku obydwie służby współpracowały ze sobą na mocy tzw. umowy zasadniczej) oraz finansowane przez MSZ Towarzystwo Straży Kresowej. Taka sytuacja miała miejsce do 1924 roku, kiedy wywiad został całkowicie podporządkowany Dwójce. Współpraca z TSK trwała do lutego 1923, potem została przerwana w skutek końca akcji repatriacyjnej i odpływu z Ukrainy wielu świadomych i wykształconych Polaków.

Bruski rekonstruuje inicjatywy Polski wobec Rosji czy sowieckiej Ukrainy na płaszczyznach gospodarczej, politycznej, dyplomatycznej i wywiadowczej oraz charakteryzuje różne polskie strategie zwiększenia swoich wpływów nad Dnieprem – od planów wywołania powstania na sowieckiej Ukrainie i przywrócenia władzy petlurowców, poprzez zagwarantowanie polskich interesów metodą ekspansji gospodarczej, aż po zwiększanie wpływów politycznych poprzez próby rozgrywania Charkowa przeciwko Moskwie, jak to miało miejsce w przeddzień konferencji w Genui w kwietniu 1922 r., gdy strona polska był gotowa nawet rozważyć likwidację obozów petlurowskich w Polsce, gdyby Charków dążył do separatystycznego pokoju z Rumunią. Lektura pracy J.J. Bruskiego skłania do wniosku, że zdecydowana większość polskich inicjatyw na rzecz zwiększenia wpływów Polski w USRR zakończyła się fiaskiem. Porażek było znacznie więcej niż sukcesów, czego najlepszym dowodem była infiltracja otoczenia gen. Jurija Tiutiunyka i klęska Drugiego Pochodu oraz koronkowa sowiecka operacja TRUST. Rosja, zdaje się, doskonale zdawała sobie sprawę z polskiej strategii budowy wpływów poprzez oficjalne ekspozytury państwowe oraz kontakty gospodarcze i blokowała te inicjatywy zmniejszając liczbę polskich przedstawicielstw dyplomatycznych po likwidacji ukraińskiego MSZ w 1923 roku i zakończeniu akcji repatriacyjnej oraz odwlekając datę podpisania traktatu handlowego. Przyczyn fiaska działań zarówno MSZ jak i Dwójki, jak można wywnioskować z książki, było kilka i nie zawsze wynikały one z indolencji polskich urzędników, a raczej z przyczyn obiektywnych. Polska była dla Rosji mało atrakcyjna gospodarczo i politycznie, a poziom nieufności w stosunkach między państwami olbrzymi. II Rzeczpospolita nie miała silnej pozycji na arenie międzynarodowej, w skutek czego Moskwa instrumentalizowała stosunek do Warszawy w zależności od sytuacji w Europie. W momencie, gdy zbliżenie z Polską było korzystne w celu wywarcia wpływu lub zaszantażowania Niemiec, by te nie angażowały się głęboko we współpracę z Francją i Anglią, jak to miało miejsce przed Rapallo, Moskwa ocieplała stosunki z Polską. Gdy osiągnęła już swój cel, wracała do antypolskiej i antypetlurowskiej retoryki. Trudno nie odnieść wrażenia, że polityka Polski wobec ZSRR i USRR w dużym stopniu była polityką reaktywną. Nieliczni zwolennicy aktywnej polityki wobec Sowietów, jak naczelnik Wydziału Wschodniego MSZ Juliusz Łukasiewicz czy poseł RP w Moskwie, a później w Ankarze Roman Knoll, byli marginalizowani i pozbawieni wsparcia od „pragmatyków” z rządu. W rezultacie, wpływ Polski na emancypację Charkowa wobec Moskwy był stosunkowo niewielki. Fiasko polskich inicjatyw powodowało, że Warszawa mogła jedynie reagować na drobne wahnięcia nastrojów w ramach konfliktów nomenklatur partyjnych szczebla centralnego ze szczeblem republikańskim. Bruski bardzo zajmująco opisuje te momenty i stosunek do nich Warszawy. Szczególnie interesujący jest okres ukraińsko – rosyjskich sporów w pierwszej połowie 1923 roku – między decyzją o utworzeniu ZSRR 30. lipca 1922 r. a ratyfikacją związkowej konstytucji w połowie 1923 r. Autor relacjonuje raporty charge d’affairs polskiego poselstwa w Charkowie Franciszka Charwata o planach Rakowskiego i Michaiła Frunzego – wówczas wiceprzewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych USRR i szefa Ukraińskiego Okręgu Wojskowego – poluzowania centralizacji Związku Radzieckiego i wywalczenia jak największej autonomii USRR. Choć w ostatecznym rezultacie plany te, wobec kategorycznego sprzeciwu Stalina, spełzły na niczym, polscy dyplomaci w ZSRR łączyli z nimi wiele nadziei. Roman Knoll donosił z Moskwy, że „rozwój wypadków zdaje się iść po tak pomyślnej dla nas linii decentralizacji, może nawet lokalnych separatyzmów”.

Czytając analizy sytuacji w Charkowie i w Moskwie w okresie przed ukonstytuowaniem się ZSRR, autorstwa polskich dyplomatów, szczególnie prometejskiej orientacji, jak Knoll czy Łukasiewicz, można postawić tezę, że zasadniczo ich diagnoza rozwoju wypadków w ZSRR była błędna i opierała się na myśleniu życzeniowym. Ocena nastrojów zarówno społeczeństwa, jak i elit partyjnych USRR, oraz ich dążeń do pewnego usamodzielnienia się i kierunku w jakim te nastroje mogą ewoluować, była w swej skali zbyt optymistyczna i przesadzona. Uderza też swoiście mocarstwowy dyskurs w podejściu do możliwości rozgrywania przez Warszawę napięć na linii Charków – Moskwa. Widać to na przykładzie wyżej wspomnianego cytatu oraz, na przykład, relacji z poufnego zjazdu przedstawicieli autonomicznych republik tatarskiej i baszkirskiej w połowie czerwca w Ufie. Attache wojskowy w Moskwie ppłk Wolikowski informował o wzroście nastrojów separatystycznych w tych republikach oraz, co znamienne, uważał, że pamięć o udziale ministrów – Polaków w rządzie efemerycznej Republiki Baszkirskiej w 1918 roku dawała Polsce „możność wpływu w kierunku pożądanego przez nas rozczłonkowania Rosji” oraz „łatwego wygrania tych plemion przeciwko Rosji wytwarzając z nich kordon oddzielający Rosję Europejską od Syberji i Turkiestanu”. Podobnie naiwne były założenia obozu „pragmatycznego” – takie, jak choćby próba stworzenia w USRR nie koncesjonowanego ruchu spółdzielczego opierając się na miejscowych Polakach, którzy z jednej strony torowali by drogę polskim przemysłowcom, a z drugiej wspierali polskie działania wywiadowcze.

Bardzo interesującym zagadnieniem opisanym przez Jana Jacka Bruskiego jest stosunek polskich władz do polityki „korenizacji”, a szczególnie ukrainizacji. W Warszawie dekrety ukrainizacyjne przyjęto jako, w dłuższej perspektywie, korzystne dla Polski. Konsulat Generalny w Charkowie określił ukrainizację jako „piorunochron przeciwko czystemu nacjonalizmowi ukraińskiemu”. W Polsce zdawano już sobie coraz bardziej sprawę, iż powołanie ZSRR jest dowodem na krzepnięcie władzy radzieckiej i szanse na znaczący wpływ Polski na procesy nad Dnieprem są iluzją. Jesienią 1924 roku Tadeusz Hołówko na łamach „Drogi” pisał: „Trzeba się pogodzić z myślą, że sąsiadujemy z państwem rosyjskim i na razie nic nie wskazuje, aby w ciągu najbliższego jutra miało się ono rozpaść”. Również sytuacja w Polsce w tym okresie – brak finansów, brak woli politycznej dla aktywniejszej polityki na Wschodzie oraz napięte stosunki z ZSRR – sprawiły, że Polska, po ukonstytuowaniu się Związku Radzieckiego, nastawiła się raczej na działalność obserwacyjną i analizę procesów na Ukrainie. Polscy dyplomaci nad Dnieprem zauważyli, iż poza wewnątrzzwiązkowym aspektem, zmierzającym do utrwalenia władzy komunistycznej poprzez skanalizowanie nastrojów narodowo-emancypacyjnych, ukrainizacja, jak pisał szef konsulatu w Charkowie, odsłania również: „dywersyjny, zewnątrzpolityczny wymiar działań sowietów”. Odwołał się on do konkretnego przykładu, czyli wydzielenia w 1924 roku z terenów USRR Mołdawskiej SRR, czego celem było sianie „zamętu w Besarabii, pozyskanie dla sowietów ciemnej masy mołdawskiego chłopstwa oraz przygotowanie terenu dla ewentualnego zbrojnego starcia z Rumunią”. Podobną strategię Moskwa przyjęła wobec Polaków. Choć projekt utworzenia autonomicznej Polskiej SRR ostatecznie nie został zrealizowany, to w lipcu 1925 r. powstał Polski Okręg Autonomiczny, zwany popularnie „Marchlewszczyzną”. Bruski podsumowuje: „U granicy Rzeczpospolitej wyrastał tym samym niewielki rozmiarami, posiadający jednak dla propagandy bolszewików istotne znaczenie, Piemont – zalążek przyszłej Polskiej SRR.”

Jeszcze istotniejszy był skierowany na Polskę ofensywny wymiar korenizacji, w ramach którego teoretycznie suwerenne USRR i BSRR stawały się ośrodkiem przyciągania dla białoruskiej i ukraińskiej mniejszość w II RP. Cały piąty rozdział, zatytułowany „Prometeizm à rebours. Kwestia irredenty ukraińskiej w stosunkach polsko – sowieckich” poświęcony jest właśnie próbom ofensywnego wyzyskania przez Kreml akcji ukrainizacyjnej wśród ukraińskiej mniejszości narodowej w Polsce. Jednym z najcenniejszych odkryć pracy Bruskiego jest wykazanie zaskakującej synergii między planami wykorzystania przez władze polskie i sowieckie kwestii narodowościowej w stosunkach dwustronnych. Analogicznie do polskich zamierzeń wykorzystania gen. Tiutiunyka dla antysowieckiej ukraińskiej irredenty nad Dnieprem, kierownictwo sowieckie w tym samym okresie snuło podobne plany. Jeszcze przed podpisaniem pokoju w Rydze wpływowy członek kierownictwa w Charkowie Emanuel Kwiring proponował rozwinięcie wśród ukraińskiego chłopstwa antypolskiej akcji powstańczej, by w odpowiednim momencie armia radziecka mogła udzielić jej pomocy zbrojnej. Za modelowy przykład takiej akcji Kwiring uznał tzw. „Bunt Żeligowskiego”. Według Bruskiego, memoriał Kwiringa to jeden z pierwszych dowodów na prowadzenie przez ZSRR akcji prometejskiej à rebours, zakładającej uczynienie z sowieckiej Ukrainy oraz sowieckiej Białorusi Piemontu – nakierowanego na ukraińską i białoruską mniejszości w II Rzeczpospolitej – która pozwoli rozpruć Polskę po szwach narodowościowych.

Moskwa i Charków swoje działania skupiły przede wszystkim na irredencie ukraińskiej w Galicji Wschodniej, jako że ten obszar nie miał jeszcze uregulowanego statusu na arenie międzynarodowej. Kierownictwo radzieckie wykorzystywało środowiska komunistyczne działające na terenie Polski: KPP i KPZU oraz ugrupowania rusofilskie, jak tzw. Starorusini na terenie Galicji, nawiązało również nieoficjalną współpracę z UWO. Prowadzono akcję propagandową oraz wywiadowczą za pomocą tzw. Razwiedupru, będącego częścią Zakordotu – Wydziału Zagranicznego KC KP(b)U. Szczególnie intensywna akcja miała miejsce jesienią 1922 roku przed wyborami parlamentarnymi w Polsce. Wtedy, jak wynika z badań J.J. Bruskiego, szef poselstwa USRR w Warszawie Ołeksandr Szumski, miał się opowiedzieć za przeprowadzeniem prewencyjnego ataku na Polskę, połączonego z lokalnymi powstaniami w Galicji i na Wołyniu.

Kierownictwo USRR nawiązało kontakty z przedstawicielami byłego dyktatora ZUNR Jevhena Petruszewycza, doszło nawet do jego osobistego spotkania z przewodniczącym charkowskiego sownarokomu Chrystianem Rakowskim podczas konferencji w Genui. Do decyzji Rady Ambasadorów, w marcu 1923 roku, kontakty między Petruszewyczem a Charkowem oraz równolegle Moskwą były intensywne, lecz mało konkretne. Sowieci nie odrzucali awansów, lecz nie obiecywali niczego konkretnego w zamian. Taka sytuacja była dla Polski z jednej strony niepokojąca, ponieważ obóz Petruszewycza cieszył się sporymi wpływami w Galicji, z drugiej – umiejętnie wykorzystywana w negocjacjach z Ligą Narodów, iż tylko Polska jest siłą mogącą uchronić Galicję przed bolszewizacją. Był to jeden z argumentów, choć oczywiście nie główny, dla których Rada Ambasadorów przyznała zwierzchnictwo nad Galicją Wschodnią Polsce. Ta decyzja spolaryzowała poglądy środowisk ukraińskich w Galicji, a Petruszewycza ostatecznie popchnęła w objęcia sowietów, powodując pełne i trwające aż do początku lat 30. jego uzależnienie od pieniędzy oraz wytycznych z Moskwy. ZSRR konsekwentnie kontynuował budowę ukraińskiego Piemontu na Ukrainie Sowieckiej oraz tworzył podwaliny pod irredentę w Galicji: sprowadził ok. 500 byłych żołnierzy UHA z obozów internowania w Czechosłowacji, hojnie finansował utworzone w Charkowie zagraniczne Biuro Pomocy Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy oraz rozwijał działalność propagandową. Jej adresatami byli również polityczni emigranci z Naddnieprza. Kusząc stanowiskami i ukrainizacją oraz grając na nostalgii za krajem i kiepskich warunkach materialnych na obczyźnie, sowietom udało się sprowadzić nad Dniepr m.in. Mychajłę Hruszewskiego, co było wielkim sukcesem w sferze symbolicznej, intensywnie eksploatowanym w akcji propagandowej. Dla Polski jednak najboleśniejszym ciosem było zwerbowanie bohatera II Pochodu Zimowego gen. Jurija Tiutiunnyka, schwytanego przez OGPU w maju 1923 roku w skutek koronkowo przeprowadzonej operacji „Tiutiun”. Akcja ta była później kontynuowana, a jej celem miało być zdyskredytowanie Atamana Symona Petlury w oczach emigracji w Polsce. To się nie udało, m.in. dzięki przechwyceniu przez ukraiński kontrwywiad emigracyjny korespondencji Tiutiunnyka z Udowyczenką. Nie udało się również sprowadzenie na Ukrainę samego Petlury, choć takie próby Tiutiunnyk z inspiracji OGPU podejmował. Fiasko końcowej fazy operacji „Tiutiun” sprowokowało ZSRR do nagłośnienia oficjalnego przejścia Tiutiunnyka na stronę sowiecką w styczniu 1924 roku i zdyskontowania wymiaru propagandowego. Był to silny cios dla strony polskiej.

Za sukcesem wywiadowczym poszła ofensywa dyplomatyczna, propagandowa oraz wsparcie dla irredenty zbrojnej we wschodnich województwach Polski. Latem 1924 roku Razwiedupr rozpoczął akcje, które wstrząsnęły polską opinią publiczną – napad na Stołpce oraz zatrzymanie pociągu relacji Brześć-Łuniniec wiozącego m.in. wojewodę poleskiego Medarda Downarowicza. Dopiero powstanie KOP, bezpośrednio po tych akcjach, uspokoiło sytuację we wschodnich województwach Polski i dało przewagę stronie polskiej w walkach z partyzantką i dywersją. Przewaga ta wzrastała tym bardziej, że kierownictwo radzieckie, mimo sprzeciwu KPZU i KPP, podjęło decyzję o zaprzestaniu akcji powstańczej na terenach przygranicznych. Członek KC KP(b)U Dmytro Manuilski wytłumaczył to na zjeździe KPP w ten sposób: „Dobrze rozumiecie, że okazywanie zewnętrznego poparcia będzie oznaczać dla ZSRR nowa wojnę. W chwili obecnej rosyjscy robotnicy i chłopi nie mogą sobie na to pozwolić”. Kierownictwo sowieckie największy nacisk położyło na infiltrowanie i inspirowanie ukraińskich oraz „mniejszościowych” partii politycznych. Udało się zdobyć agentów w UNDO, choć największym sukcesem było stworzenie w październiku 1926 roku Ukraińskiego Włościańsko-Robotniczego Zjednoczenia Socjalistycznego, zwanego w skrócie Sel-Rob.

Rozdział szósty i ostatni omawia m.in. reakcje sowieckie na zamach majowy oraz aktualizację kwestii ukraińskiej w polskiej polityce. Opierając się na wewnętrznych dokumentach partyjnych ZSRR i USRR, raportach polskich dyplomatów oraz dziennikach i wspomnieniach, m.in. ukraińskiego intelektualisty Serhija Jefremowa, Bruski dowodzi, iż po zamachu majowym kierownictwo radzieckie opanowała psychoza wojenna, której apogeum nastąpiło w połowie 1927 roku. Obawiano się inwazji Polski na ZSRR, realnie brano pod uwagę okresowe zajęcie Mińska przez Polaków, który opuściło całe kierownictwo partyjne, oczekiwano także polskiej ofensywy wywiadowczej w ZSRR oraz powołania instytucji na kształt POW. Michaił Tuchaczewski w wywiadzie prasowym stwierdził, iż pierwszym placdarmem między burżuazyjną Polską a ojczyzną proletariatu będzie teren Białoruskiej SRR. Atmosfera alarmu wojennego spowodowała panikę w radzieckich szeregach wojskowych i wywiadowczych, czego skutkiem było podjęcie szeregu działań prewencyjnych wobec polskich placówek dyplomatycznych oraz wzmożenie kontroli nad polską mniejszością narodową i kościołem katolickim (co w następnych latach przerodziło się w represje).

Szczególnie interesujący jest w tym kontekście opis działań polskich, które, jak pisze J.J. Bruski, bezpośrednio po zamachu majowym nastawione były na uspokojenie wschodniego sąsiada i opinii światowej. Polscy dyplomaci w ZSRR złożyli wizyty w radzieckim MSZ i zapewniali, że zamach w Polsce nie jest skierowany przeciwko Kremlowi, w lipcu zaś sam Piłsudski spotkał się na trzygodzinnej nieformalnej i „zakrapianej” rozmowie z posłem ZSRR w Warszawie Piotrem Wojkowem, podczas której deklarował porzucenie planów federacyjnych oraz myśli o jakiejkolwiek wojnie z ZSRR. Piłsudski jednak, jak twierdzi Bruski, obawiał się nieprzewidywalności Sowietów i zamachu majowy podyktowany był również tymi obawami. A znalazłszy się u władzy Marszałek podjął kroki w celu wzmocnienia bezpieczeństwa Polski. Jednym z zapobiegawczych kierunków działania było zaktywizowanie polityki wschodniej, zwłaszcza na odcinku ukraińskim, poprzez wprowadzenie w życie instrumentów prometejskich. Były to, twierdzi autor, działania o charakterze defensywnym, a nie ofensywnym, nastawione na odzyskanie inicjatywy oraz pola manewru w stosunkach z Sowietami. Charakterystyka prometeizmu jako koncepcji obronnej, a nie zaczepnej to kolejna, bardzo ciekawa teza postawiona przez J.J. Bruskiego. Krakowski historyk niestety jej nie rozwija, przywołuje ją trzykrotnie na początku książki, raz w piątym rozdziale oraz w zakończeniu, argumentacja jednak jest bardzo skąpa.

Podsumowując, książka jest doskonale udokumentowana, zarówno w źródłach, dotychczas nie badanych, jak i literaturze przedmiotu, pisana ze znawstwem i skrupulatnością, a jednocześnie z dystansem badacza, który z rzadka, starając się zachować jak największy obiektywizm, dodaje swoje własne komentarze. Najciekawsze momenty tej pracy to teza o prometeizmie jako koncepcji defensywnej oraz przedstawienie dwóch części Ukrainy (sowieckiej i Galicji Wschodniej) jako „obrotowego” Piemontu. Tak jak Polska zamierzała wykorzystać emigrację petlurowską oraz program wołyński Henryka Józewskiego jak zalążek przyszłego, zjednoczonego, państwa ukraińskiego, tak i sowieci wykorzystywali ukrainizację i tworzyli radziecki Piemont nad Dnieprem jako instrument przyciągania Ukraińców z Polski i z emigracji. To lustrzane zestawienie jest bardzo interesujące. Bardzo ciekawie J.J. Bruski pokazał napięcia między lokalnym kierownictwem sowieckiej Ukrainy w Charkowie a Moskwą, w tym dążenia do emancypacji i wywalczenia większej autonomii przez Chrystiana Rakowskiego. Książka zawiera bogactwo szczegółów oraz porusza wiele wątków, których większość mogłaby stać się tematem oddzielnych monografii. Przed lekturą miałem wobec pracy pewne oczekiwania, jednak zostały one całkowicie zrekompensowane przez inne jej walory. Spodziewałem się szerszego nawiązania do książki Józefa Lewandowskiego „Imperializm słabości”, a nawet polemiki z niektórymi zawartymi w niej tezami. Obie pozycje traktują o tym samym okresie i o podobnych problemach. Tymczasem J.J. Bruski jedynie wspomina pracę Lewandowskiego i przyznaje, że z niej korzysta. Wybór problemowego podejścia do opisywanych wydarzeń kosztem chronologicznego zakłóca orientację w czasie i zmusza do ciągłego wertowania książki. Nie śmiem twierdzić, że podejście chronologiczne byłoby zdecydowanie lepsze, wskazuję tylko na pewną trudność dla czytelnika. Książka Jana Jacka Bruskiego, z powodu opatrzenia rozbudowanym aparatem naukowym oraz szczegółowością rekonstrukcji wydarzeń, przeznaczona jest w zasadzie wyłącznie dla historyków i naukowców. W przeciwieństwie do wspomnianej już pracy Timothy’ego Snydera Tajna wojna…, nie-historykom pracę krakowskiego historyka czytać będzie dość trudno. Autor zresztą odwołuje się w kilku miejscach do książki amerykańskiego historyka, w sposób bardzo elegancki wskazuje na jego pomyłki czy nadinterpretacje, nie nawiązuje jednak polemiki. I to koniec drobnych wątpliwości, które, co jeszcze raz podkreślam, całkowicie giną w ilości pozytywów. Jan Jacek Bruski wykonał tytaniczną pracę, książka jest świetna.

Opracowanie zamyka morderstwo Symona Pelury, skutkiem którego, odwrotnie od zamierzeń mocodawców, było zjednoczenie emigracji petlurowskiej w Polsce i w Europie oraz zawarcie, przez następcę Petlury Andrija Liwyckiego, sojuszu z Polską. Do antybolszewickiego frontu ukraińskiego przystąpili wkrótce działacze emigracyjni z Kaukazu i Turkiestanu. Ruch ten, zwany prometeizmem, „wsparty organizacyjnie i finansowo przez Polskę, rzucić miał niebawem wyzwanie projektowi bolszewików”. Tak książka się kończy, można by rzec, że w najciekawszym momencie, ale, posługując się terminologią krytyki filmowej, zakończenie jest otwarte, więc może będzie ciąg dalszy… Historia polskiego prometeizmu potrzebuje monografii.

Tadeusz Iwański – doktorant w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk, członek Redakcji Nowego Prometeusza.