Gruziński egzamin z demokracji

Rewaz Dżorbenadze, Krzysztof Łukjanowicz

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 2, lipiec 2012, ss. 141-149]

Kurs polityczny oparty o zachodnie wartości liberalno – demokratyczne, który obrany został przez Tbilisi na początku obecnego stulecia, zdeterminował kolejne lata rozwoju gruzińskiej państwowości. Proces transformacji w Gruzji wciąż trwa a podstawowym celem obecnego obozu rządzącego jest integracja ze światem zachodniej demokracji. Ostatnie dwadzieścia lat w gruzińskiej historii można nazwać okresem poszukiwania własnej tożsamości. Dzisiaj staje się oczywiste, że dla Gruzji priorytetem jest tożsamość europejska. Poprzednie dwie dekady okazały się dla Tbilisi niezwykle trudne pod wieloma względami. Był to okres pełen różnego rodzaju prób i wyzwań, którym państwo nie zawsze skutecznie potrafiło sprostać. Obecnie przed Gruzją jeden z najważniejszych testów w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Mowa tutaj o październikowych wyborach parlamentarnych, które można nazwać gruzińskim egzaminem z demokracji.

Aby państwo stało się pełnoprawnym podmiotem międzynarodowej wspólnoty demokratycznej, w pierwszym rzędzie powinno spełnić wszystkie istotne normy, które są integralną częścią każdego współczesnego ustroju demokratycznego. Proces ten niewątpliwe rozpoczął się w Gruzji po Rewolucji Róż w 2003 r. Niemniej jednak, ostatnie lata pokazały, że po raz kolejny gruzińskie społeczeństwo w swojej aktywności politycznej przejawia tendencję do realizowania celów poszczególnych liderów politycznych, a nie budowy sprawnie funkcjonującego społeczeństwa obywatelskiego. W konsekwencji, wiele istotnych reguł demokracji wydaje się być spychanych na drugi plan. Istotny problem stanowi również „granica” pomiędzy tym co demokratyczne a autorytarne w świadomości gruzińskiego społeczeństwa. W procesie transformacji ustrojowej, która zachodzi obecnie w Gruzji, część reform czysto demokratycznych odbierana jest przez niektóre kręgi (zwłaszcza opozycyjne) jako nadużywanie władzy ze strony obecnego obozu rządzącego. Rządzący natomiast oskarżają krytykantów o sympatyzowanie z ustrojem autorytarnym. Świadczy to o tym jak młoda i wciąż nieukształtowana jest gruzińska demokracja.

Wybory parlamentarne w 2012 r. powinny stać się dowodem na to, że Gruzja skutecznie wprowadza reformy demokratyczne, a obywatele w sposób całkowicie wolny mogą wyrazić swoje zdanie. Gruzja będzie miała idealną okazję aby udowodnić, że jej aspiracje do wejścia w krąg państw demokratycznych nie są bezpodstawne. Zarówno Unia Europejska jak i NATO muszą zobaczyć, że pomimo wielu wszelakich trudności, Gruzja wreszcie odnalazła prostą drogę, która wiedzie do Europy.

W tym miejscu powinniśmy spróbować odpowiedzieć na kilka następujących pytań: Jak przedstawia się sytuacja wewnętrzna w Gruzji niespełna dziewięć lat po Rewolucji Róż? Jakie istotne procesy polityczne zachodzą w kraju? Jak przygotowują się do wyborów poszczególne partie polityczne? I wreszcie jakie działania są podejmowane przez liderów politycznych w celu osiągnięcia końcowego sukcesu?

W wyniku wojny pięciodniowej z Rosją w 2008 r. pojawiły się nowe problemy związane z kwestią gruzińskiej integralności terytorialnej. Sierpniowe, tragiczne w skutkach wydarzenia spowodowały, że rosyjska armia całkowicie zajęła terytoria Abchazji i Osetii Płd., obwieszczając przy tym światu o ich niepodległości. W rezultacie, obie republiki w całości znalazły się w orbicie wpływów Moskwy. Unia Europejska w pełni popiera gruzińską integralność terytorialną, wzywając przy tym Rosję do wycofania się z okupowanych terytoriów. Na chwilę obecną działania te nie spotykają się jednak z żadnym odzewem ze strony Moskwy. Wręcz przeciwnie, Rosja wciąż wzmacnia swoją obecność wojskową na obu terytoriach, uniemożliwiając wjazd do Abchazji i Osetii Płd. Misji Obserwacyjnej Unii Europejskiej (ang. EUMM).

Zarówno przed jak i po wojnie pięciodniowej, w gruzińskim dyskursie publicznym dominowała antyrosyjska retoryka i przedstawianie Moskwy jako głównego wroga państwa. Rosyjscy politolodzy i eksperci od spraw rozwiązywania konfliktów uważają, że wojna w 2008 r. była nieunikniona, argumentując swoje twierdzenia „racjonalnymi” z ich punktu widzenia teoriami. W.A. Swietłow twierdzi, że opierając się na logice działania stron zaangażowanych w konflikt można wywnioskować, iż wtargnięcie rosyjskich wojsk na terytorium Gruzji może być usprawiedliwione, ponieważ celem było ustanowienie stabilizacji i zachowanie przez Moskwę statusu gwaranta pokoju w regionie1. Problem polega jednak na tym, że rosyjskie wojska nie zatrzymały się tam, gdzie wcześniej stacjonowali pokojowi obserwatorzy, a wtargnęły w głąb Gruzji, łamiąc status quo i docierając prawie aż do stołecznego Tbilisi. Od całkowitej katastrofy Gruzję uratowało wsparcie państw europejskich, wśród których istotną rolę odegrała również Polska. Wojna szybko się zakończyła ale napięcie pomiędzy Rosją a Gruzją trwa nieustannie do dnia dzisiejszego. Obecna władza w Tbilisi i opozycja wciąż oprotestowuje politykę Rosji względem dwóch separatystycznych republik. Natomiast Suchumi i Cchinwali, z pozycji niepodległych państw, próbują nawiązać dialog z gruzińskim rządem na neutralnym szwajcarskim gruncie. Negocjacje prowadzone w Genewie już niejednokrotnie jednak zboczyły w ślepy zaułek, ze względu na nieustępliwość każdej ze stron. Wydaje się, iż należy zgodzić się z opinią gruzińskiego politologa K.K. Kakaczi, który określił obecne stosunki na linii Moskwa – Tbilisi jako „iluzoryczną stabilizację”2.

W wyniku referendum w styczniu 2008 r. obywatele Gruzji zadecydowali, że ich kraj powinien dążyć do integracji ze strukturami euroatlantyckimi. Właśnie sprawa ewentualnego przystąpienia Tbilisi do NATO jest obecnie jedną z najbardziej spornych kwestii nie tylko w relacjach na linii Gruzja – Rosja, ale całego Sojuszu Północnoatlantyckiego z Moskwą. Co więcej, również wewnątrz samego NATO na temat członkostwa Gruzji zdania są podzielone. Wszystko to powoduje, że na dzień dzisiejszy Tbilisi musi zadowolić się kilkukrotnie już powtarzaną deklaracją Sojuszu, że „Gruzja na pewno zostanie członkiem NATO”3. Kiedy to nastąpi? Nie ulega wątpliwości, że to właśnie od tego jak zostaną przeprowadzone najbliższe wybory parlamentarne oraz rok później prezydenckie zależeć będzie w dużej mierze, na ile przybliży się do Tbilisi, bądź też oddali, euroatlantycka przyszłość.

Istotne znaczenie w procesie gruzińskiej transformacji ustrojowej ma również zagadnienie praw człowieka. Niejednokrotnie w tej kwestii raporty publikowała organizacja Human Rights Watch. W ostatnich latach najwięcej zastrzeżeń do Gruzji było w stosunku do metod tłumienia manifestacji przez obecne władze. Antyrządowe protesty na ulicach Tbilisi nierzadko w ostatnich latach kończyły się stanowczą interwencją policji i większym lub mniejszym rozlewem krwi. Niepokój organizacji budzą również łamane prawa więźniów oraz upolityczniony system gruzińskiego sądownictwa. Problemem, z którym Gruzja zmaga się już wiele lat jest także ogromna liczba uchodźców4.

Gruzję w ostatnim czasie dosięgnął również światowy kryzys ekonomiczny. Na domiar złego stało się to w momencie kiedy gospodarka państwa była nader słaba. Gospodarka, która opiera się wciąż w głównej mierze na kredytach i inwestycjach. Istotnym problemem jest również inflacja, wzrost zadłużenia państwa, podnoszenie opłat na wszystkie usługi oraz ograniczona pomoc socjalna ze strony państwa. Regularnie uwidacznia się również polaryzacja obywateli i różnych instytucji. Praktycznie każda struktura państwa znajduje się pod kontrolą obozu rządzącego, a każda inna uważana jest automatycznie za opozycyjną.

Na przedstawionym powyżej tle, jesienią 2011 r. gruzińska scena polityczna wzbogaciła się o kolejną barwną postać. Jest to Bidzina Iwaniszwili, biznesmen i miliarder, którego deklaracja zaangażowania się w politykę, całkowicie zdeterminowała oblicze kampanii wyborczej przed tegorocznymi wyborami parlamentarnymi. Kim jest człowiek, którego jedno oświadczenie odbiło się tak szerokim echem na gruzińskiej scenie politycznej?

Bidzina Iwaniszwili urodził się w 1956 r. w małej gruzińskiej wsi Czorwila w regionie Imeretia. Jego ojciec pracował jako górnik w kopalni manganu w miejscowości Cziatura. Iwaniszwili po zakończeniu szkoły w Saczchere opuścił rodzinne strony i wyjechał do stołecznego Tbilisi. Po uzyskaniu wyższego wykształcenia na tbiliskim Uniwersytecie im. Iwane Dżawachiszwili na Wydziale Inżynieryjno – Ekonomicznym, Iwaniszwili postanowił spróbować swoich sił w biznesie. Rychło okazało się, że była to przełomowa decyzja w jego życiu, która nie tylko pozwoliła zapomnieć mu o rodzinnym ubóstwie, ale wręcz wyniosła go na wyżyny drabiny społecznej. Iwaniszwili początkowo zajął się handlem komputerami, a jego pierwszym klientem była Grudzińska Akademia Nauk. W ten sposób udało mu się zdobyć solidny kapitał. W 1988 r. już jako młody biznesmen opuścił ojczyznę i wyjechał do Moskwy. W stolicy Rosji jego kariera nabrała dopiero rozpędu. Iwaniszwili rozwinął swój komputerowy biznes wzbogacając swoją ofertę również o telefony przyciskowe z numeryczną klawiaturą. Efekt był taki, że już w 1990 r. Bidzina Iwaniszili stał się w Rosji liderem w przemyśle elektryczno – technicznym. Kolejnym krokiem w jego karierze było założenie banku „Rosyjski Kredyt”, który prosperuje do dzisiejszego dnia. Jedyna zmiana zaszła tylko w kierownictwie banku. Informując opinię publiczną o swoim zamiarze wejścia w politykę, Iwaniszwili zadeklarował, że sprzeda wszystkie swoje aktywa w Rosji by nie być posądzanym o reprezentowanie rosyjskich interesów. Słowa dotrzymał i obecnie zarówno „Rosyjski Kredyt” jak i część innych nabytych później aktywów w Rosji została sprzedana prywatnym inwestorom. Majątek Iwaniszwilego wciąż jednak oscyluje w granicach 6,4 mld dolarów, co jest równe połowie rocznego PKB Gruzji5.

Iwaniszwili nigdy nie zapomniał o swoich rodzinnych stronach. Już jako doświadczony biznesmen powrócił do Gruzji gdzie zajął się działalnością filantropijną. Państwo po ciężkich latach 90-tych szczególnie potrzebowało takiej pomocy. Dzięki środkom finansowym Iwaniszwilego na terenie całego kraju wybudowano bądź też wyremontowano szkoły, szpitale i cerkwie. Muzea i wiele innych instytucji edukacyjno-kulturalnych przetrwało tylko dzięki ofiarności Iwaniszwilego.

Biznesmen pośrednio był również uczestnikiem Rewolucji Róż. Po bezkrwawym przejęciu władzy w państwie przez obóz polityczny Micheila Saakaszwilego, Iwaniszwili niejednokrotnie finansował przeprowadzane w państwie reformy. Dzięki jego środkom finansowym zmodernizowana została gruzińska policja. Wybudowano nowoczesne posterunki, zakupione zostały nowe mundury oraz samochody. Iwaniszwili nigdy jednak nie przekazał pieniędzy na zakup broni.

Można powiedzieć, że przez niemal 5 lat po rewolucji, środki finansowe Iwaniszwilego były jednym z istotnych filarów funkcjonowania państwa. Wszystko jednak uległo zmianie w 2008 r. Najpierw wielkie antyrządowe protesty opozycji na ulicach Tbilisi, następnie przyspieszone wybory prezydenckie i parlamentarne a na koniec wojna z Rosją spowodowały, że stosunek Iwaniszwilego względem obozu Saakaszwilego uległ diametralnej zmianie. Biznesmen zaprzestał wspierania rządu, posądzając przy tym otoczenie prezydenta o zapędy totalitarne i rezygnację z ideałów, które głoszone były przez uczestników rewolucji w 2003 r. Iwaniszwili całkowicie wycofał się z życia politycznego państwa, z zewnątrz obserwując wydarzenia rozgrywające się w Gruzji. Społeczeństwo jednak nie zapomniało jego osoby, czego najlepszym dowodem była reakcja społeczna po ogłoszeniu wspomnianej wyżej deklaracji z jesieni 2011 r. o aktywnym zaangażowaniu się w politykę państwa. Według ówczesnych sondaży ponad 40% obywateli pozytywnie oceniało pojawienie się Iwaniszwilego na gruzińskiej scenie politycznej6.

Bidzina Iwaniszwili jako cel postawił sobie zdobycie fotela premiera Gruzji, którego rozszerzone kompetencje po wejściu w życie nowej konstytucji, pozwolą właściwie kierować państwem. Pojawienie się w życiu politycznym Iwaniszwilego spowodowało, że rządzącemu Zjednoczonemu Ruchowi Narodowemu (ZRN) przybył groźny konkurent. Właściwie po raz pierwszy od Rewolucji Róż obóz Micheila Saakaszwilego został wystawiony na poważną próbę. Do tej pory, w starciu z rozbitą i skłóconą opozycją rząd za każdym razem odnosił pewne zwycięstwo. Tym razem wyzwanie rządowi rzucił człowiek, który dysponuje tym, czego opozycji w ostatnich latach najbardziej brakowało. Są to środki finansowe i charyzma wzbogacone jeszcze o wieloletnie doświadczenie w biznesie.

Przez lata politycy rządzący zapewniali o budowaniu w Gruzji państwa w oparciu o zasady demokratyczne. Jak wiadomo, jednym z zasadniczych elementów takiego państwa jest pluralizm polityczny. Niestety, pierwsze miesiące aktywności Iwaniszwilego pokazały, że Gruzja w tej kwestii nie zrobiła właściwie żadnego postępu. Po raz kolejny kampania wyborcza przerodziła się w walkę personalną, ambicjonalną, walkę liderów politycznych o prymat w państwie. Ideały demokratycznej rywalizacji w warunkach pluralizmu politycznego, o których tak często mówili politycy rządzącej partii, w momencie pojawienia się silnego konkurenta zostały zmarginalizowane.

Obecnie na gruzińskiej scenie politycznej utworzyły się dwa silnie kontrastujące ze sobą fronty. Pierwszy reprezentowany przez zwolenników Micheila Saakaszwilego, drugi kierowany przez Bidzinę Iwaniszwilego. Przeciwko biznesmenowi wykorzystywane są wszelkie możliwe mechanizmy i instytucje. W celu osłabienia przeciwnika zmieniane jest również prawo. Politycy z kręgu obecnego prezydenta, poprzez swoje wypowiedzi, mające zdyskredytować groźnego konkurenta spowodowały, że dzisiaj wszyscy stronnicy Iwaniszwilego automatycznie uznawani są za realizatorów rosyjskiej polityki w Gruzji. Politycy rządzącego ZRN starają się stworzyć sytuację, w której obywatele mają do wyboru tylko dwie drogi: zachodnioeuropejską oraz euroazjatycką pod rosyjską hegemonią. Retoryka partii rządzącej ma uświadomić społeczeństwu, że właściwa jest wyłącznie ta pierwsza droga, a wspieranie Iwaniszwilego oznacza rezygnację z zachodnioeuropejskich ideałów i powrót pod rosyjskie panowanie. Starcie na linii Saakaszwili – Iwaniszwili osiągnęło taki stan, że obecnie by uniknąć oskarżenia o reprezentowanie rosyjskich interesów należy unikać kontaktów z opozycją.

Trzeba zaznaczyć, że również lider Gruzińskiego Marzenia podejmuje co pewien czas kontrofensywę. Jego możliwości działania, pomimo posiadania ogromnych środków finansowych są jednak ograniczone z kilku powodów. Przede wszystkim, gruziński filantrop paradoksalnie nie posiada gruzińskiego obywatelstwa. Wszystko za sprawą przyjęcia przed dwoma laty paszportu francuskiego, przy jednoczesnym posiadaniu obywatelstwa gruzińskiego i rosyjskiego. Iwaniszwili przez długi czas nie był świadomy tego, że decyzja ta oznaczała utratę obywatelstwa Gruzji. Co ciekawe, o tym, że nie jest już obywatelem Gruzji Iwaniszwili dowiedział się od władz państwowych dopiero w momencie ogłoszenia swojej deklaracji o chęci startu w wyborach parlamentarnych. Biznesmen usilnie zabiegał o ponowne przyznanie mu paszportu państwa, w którym się urodził lecz za każdym razem na drodze stawały rzekome przeszkody albo natury biurokratycznej albo prawnej. Ostatecznie, nie chcąc tracić cennego czasu przed wyborami Iwaniszwili podjął próbę realizacji swoich celów politycznych nieco okrężną drogą. Jako obywatel Francji założył ruch obywatelski Gruzińskie Marzenie, który bardzo szybko stał się swoistą platformą koordynacji działań politycznych wszystkich zwolenników biznesmena. Rychło ruch przekształcił się w koalicję o zbliżonej nazwie „Gruzińskie Marzenie – Demokratyczna Gruzja” (GMDG), na czele której osobiście stanął Iwaniszwili. W jej skład weszły trzy opozycyjne ugrupowania polityczne: Nasza Gruzja – Wolni Demokraci, Partia Republikańska oraz Forum Narodowe. Ponadto, z koalicją blisko współpracują przewodniczący Partii Konserwatywnej Zwiad Dzidziguri oraz lider Partii Ludowej Koba Dawitaszwili. Koalicjanci wspólnie podjęli decyzję o wystartowaniu w wyborach parlamentarnych jako jeden blok wyborczy.

Przedwyborcza walka pomiędzy partią rządzącą a opozycyjną koalicją (a ściślej pomiędzy Saakaszwilim a Iwaniszwilim) odbywa się na kilku płaszczyznach. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście stosunek obu stron względem kierunku rozwoju państwa po wyborach. W walce tej wykorzystywane są wszelkie możliwe narzędzia i socjotechniki. Istotne znaczenie ma tutaj również niewątpliwie propaganda. W tym względzie przewagę ma oczywiście rząd, któremu sprzyjają wszystkie ogólnodostępne w kraju stacje telewizyjne. Micheil Saakaszwili w swojej retoryce często przywołuje postać wielkiego średniowiecznego władcy Gruzji Dawida IV Budowniczego, który swoimi osiągnięciami może być porównany do Kazimierza Wielkiego. Okres po Rewolucji Róż niejednokrotnie był już przez Saakaszwilego porównywany do tzw. Złotego Wieku, który w XII wieku zapoczątkował właśnie Dawid IV. Gruzja była wówczas silna i rozległa jak już nigdy więcej w swojej długiej historii. Obecnie to Micheil Saakaszwili ma uchodzić za kontynuatora budowy silnego państwa gruzińskiego. Nie ma tygodnia aby w gruzińskich mediach nie pojawił się obraz pracującego prezydenta, osobiście uczestniczącego we wznoszeniu nowych gmachów lub dróg na terenie całego państwa. Saakaszwili chce być postrzegany nie jako odizolowany w swoim pałacu lider kraju lecz jako jeden z obywateli, który dba o każdego mieszkańca nawet najdalej oddalonej wsi w górach Kaukazu. Mając za przeciwnika biznesmena a zarazem filantropa, którego dobroczynność jest powszechnie znana i szanowana, strategia bliskiej integracji ze społeczeństwem wydaje się być zrozumiała. Trzeba zaznaczyć, że taktyka ta przynosi spodziewany efekt. To właśnie na prowincji ZRN ma wciąż największe poparcie. W Tbilisi, gdzie społeczeństwo jest bardziej aktywne i świadome politycznie, poparcie dla rządu, zwłaszcza po wojnie w 2008 r., wyraźnie spadło.

Batalia propagandowa na linii Saakaszwili – Iwaniszwili odbywa się również na gruncie amerykańskim. W kraju największego sojusznika Gruzji obie strony starają się zyskać sympatię Białego Domu wykorzystując do tego czołowe firmy lobbingowe. Na ten cel zarówno rząd jak i lider opozycyjnej koalicji poświęcają niebagatelne środki finansowe. Na rzecz Iwaniszwilego lobbują obecnie w Stanach Zjednoczonych najbardziej wyspecjalizowane firmy takie jak Patton Boggs, National Strategies, Downey McGrath Group czy Parry Romani Deconcini & Symms7. Gruziński rząd w odpowiedzi zawarł kontrakt z firmą Podesta Group, na konto której w zamian za lobbing wpłynie do końca 2012 r. 600 tys. dolarów. Iwaniszwili w pierwszym rzędzie poprzez lobbing stara się zmienić wizerunek kierowanej przez siebie koalicji, przekonując Amerykanów, że Gruzińskie Marzenie jest wierne ideałom demokratycznym i integracji ze strukturami euroatlantyckimi. Z drugiej strony biznesmen chce ukazać Waszyngtonowi rzeczywiste jego zdaniem oblicze państwa rządzonego przez Micheila Saakaszwilego, w którym łamane są prawa człowieka a opozycja stale jest represjonowana. Celem biznesmena jest usłyszenie od amerykańskich polityków krytycznych słów pod adresem gruzińskiego rządu, które mógłby odpowiednio wykorzystać w kampanii przedwyborczej. Strona rządowa natomiast stara się wywołać, zarówno w kraju jak i Stanach Zjednoczonych, poczucie strachu przez Gruzińskim Marzeniem, które w przypadku dojścia do władzy odwróci gruziński wektor polityczny ponownie w stronę Moskwy. Saakaszwili chce przekonać Amerykę, że obecnie, dla ZRN nie ma w Gruzji alternatywy, która konstruktywnie mogłaby kontynuować proces budowy silnego, demokratycznego państwa.

W wyścigu o władzę w państwie obie strony wykorzystują również opłacane przez siebie firmy zajmujące się badaniem opinii publicznej. Jakże gwałtowną reakcję obozu rządzącego wywołały wyniki sondażu przeprowadzonego na początku 2012 r. przez gruziński Instytut Polityki Społecznej. Badanie opinii publicznej wykazało wówczas, że Iwaniszwili cieszy się większą sympatią ze strony społeczeństwa niż Saakaszwili, a jego elektorat jest jeszcze nie do końca ukształtowany i stale się powiększa8. Politycy rządzącej partii sondaż nazwali nader nieobiektywnym i zamówili przeprowadzenie podobnych badań przez instytucje zagraniczne, które, ich zdaniem, „cieszą się światową renomą”. Jak było do przewidzenia, wyniki badań były radykalnie inne, tym razem wyjątkowo korzystne dla Micheila Saakaszwilego9. Na tym sondażowa batalia się zakończyła, ale na miesiąc przed wyborami niewątpliwie zostanie wznowiona.

Obie strony personalnego konfliktu oprócz działań ofensywnych również bacznie się obserwują, starając się odpowiednio wykorzystać nawet najmniejszy błąd przeciwnika. Duże kontrowersje wzbudziła wypowiedź Iwaniszwilego dla gazety „Rezonansi” w listopadzie 2011 r., gdzie biznesmen stwierdził, że strategicznym błędem obecnego rządu jest nieuznawanie Abchazji i Osetii Płd. za strony konfliktu10. Biznesmen nawiązał wówczas do prowadzonych w Genewie od 2008 r. negocjacji dotyczących bezpieczeństwa i pokoju na Kaukazie Płd., w których oprócz Rosji i Gruzji uczestniczą także przedstawiciele dwóch separatystycznych republik. Ani Suchumi ani Cchinwali nie biorą jednak udziału w rozmowach pokojowych jako strony. Wypowiedź Iwaniszwilego została ostro skrytykowana przez polityków partii rządzącej, którzy oskarżyli go o zdradę narodowych interesów. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że pogląd dotyczący statusu Abchazji i Osetii Płd. reprezentowany przez Bidzinę Iwaniszwilego właściwie pokrywa ze się ze stanowiskiem Moskwy. Również Rosja dalsze postępy w genewskich rozmowach uzależnia od tego, czy Tbilisi uzna separatystów za strony konfliktu. Dla Gruzji takie rozwiązanie jest całkowicie nie do zaakceptowania gdyż przyznanie dwóm republikom oficjalnego statusu strony oznaczałoby de facto uznanie ich niezależności. Zresztą trudno sobie wyobrazić aby Suchumi i Cchinwali po zmianie ich statusu zmieniło nagle swój punkt widzenia w kwestii bezpieczeństwa na Kaukazie Płd. i powrotu do domów gruzińskich uchodźców.

Starcie dwóch liderów politycznych potrwa niewątpliwe aż do samego momentu wyborów parlamentarnych. Jak potoczą się dalsze losy obu polityków w dużej mierze zależeć będzie od tego kto w październiku odniesie zwycięstwo. Jeżeli będzie to Zjednoczony Ruch Narodowy wydaje się, że koalicyjne Gruzińskie Marzenie nie przetrwa próby czasu a opozycja podobnie jak we wcześniejszych latach podzieli się na szereg wzajemnie rywalizujących ze sobą małych ugrupowań. Nie da się ukryć, że istotnym czynnikiem jednoczącym obecnie opozycjonistów wokół Iwaniszwilego są jego niebagatelne środki finansowe. Połączenie się z Gruzińskim Marzeniem było dla wielu mniejszych ugrupowań jedynym rozwiązaniem by w ogóle przetrwać na gruzińskiej scenie politycznej.

Kto zwycięży w wyścigu po władzę w państwie trudno przewidzieć na podstawie sondaży, których wyniki zmieniają się jak w kalejdoskopie. Słupki poparcia dla obu liderów wciąż się wahają. Na podstawie jednak aktywności politycznej i umiejętności wykorzystywania odpowiednich instrumentów w walce politycznej wydaje się, że władza w Gruzji pozostanie w rękach obozu Saakaszwilego. Poparcie dla bohatera Rewolucji Róż w porównaniu z poprzednimi latami jest niewątpliwe znacznie słabsze ale mimo wszystko wciąż wystarczające na odniesienie końcowego sukcesu. Ekipie obecnego prezydenta rzadziej zdarzają się błędy w trwającej kampanii przedwyborczej. Zdecydowana większość obywateli Gruzji chce integracji z NATO i rząd skutecznie utrzymuje społeczeństwo w przekonaniu, że uda się to w najbliższych latach osiągnąć. Iwaniszwili natomiast pomimo tego, że deklaruje swoją sympatię względem struktur euroatlantyckich otoczony jest politykami, którzy jeszcze nie tak dawno negatywnie wypowiadali się w kontekście integracji Gruzji z Sojuszem Północnoatlantyckim. Wśród nich są liderzy Forum Narodowego Kacha Szartawa oraz Gubaz Sanikidze a także blisko współpracujący w Gruzińskim Marzeniem Gogi Topadze. Te i inne czynniki powodują, że większość w nowo wybudowanym budynku gruzińskiego parlamentu w Kutaisi zdobędą najprawdopodobniej politycy Zjednoczonego Ruchu Narodowego.

Pytanie tylko w jaki sposób zwycięstwo to zostanie odniesione. Do wyborów nie przygotowują się tylko politycy ale również setki zagranicznych obserwatorów. Jeżeli podczas procesu wyborczego dojdzie do jakichkolwiek prób manipulacji i łamania prawa wyborczego, wówczas Gruzja na długie lata może pożegnać się z marzeniami o wejściu w krąg państw zachodniej demokracji. Wszystko więc w rękach obozu rządzącego bo to on aktualnie rozdaje karty. Jeżeli Gruzja pozytywnie przejdzie przez październikowy egzamin z demokracji, niewątpliwie wykonana tym samym istotny krok w kierunku umocnienia swojej państwowości a zapowiedzi o nadchodzącym kolejnym złotym wieku być może faktycznie staną się rzeczywistością.

Prof. Rewaz Dżorbenadze – wykładowca na Uniwersytecie im. Iwane Dżawachiszwili w Tbilisi, politolog, specjalista w dziedzinie teorii konfliktów.

Krzysztof Łukjanowicz – absolwent Instytutu Historycznego UW, obecnie doktorant na Uniwersytecie im. I. Dżawachiszwili w Tbilisi. Zajmuje się zagadnieniem bezpieczeństwa w regionie Kaukazu Płd.

1 Светлов В.А., Грузино-югоосетинский конфликт – Размышления конфликта. ст. 65-73, Журнал ПОЛИС, 2009, № 2, М.

2 Kakatchia K.K., Russia-Georgia Today: An Illusory Stability. P.1-5. PONARS Eurasia Policy Memo № 109, 2010.

3 NATO Chicago Summit Declaration, Issued by the Heads of State and Government participating in the meeting of the North Atlantic Council in Chicago on 20 May 2012, point 29.

4 Human Rights Watch – Georgia, January 2010.

5 Forbes Magazine, World’s richest people raport, March 2012.

6 Georgian Institute for Polling and Marketing, public opinion survey, November 2011

7 D. Avaliani, Sheteva Amerikaze, Tabula 2012, nr 98, str. 12

8 Sumbadze N. Electorate Profile: Report of The Survey. Tbilisi 2012

9 Democratization Processes, Regional Context, National Minority Issues and Conflict Transformation in Georgia (Situational Analysis) July-September, 2011. “UNIVERSAL”, Tbilisi 2012

10 Bidzina Iwaniszwili, Apkhazetisa da e.c. somxret osetis mkhareebad aragiareba strategiuli shecdomaa, Rezonansi 2011, nr 314, s. 7.

Maciej Olchawa, „Gwiazdy i Tryzub. Europejska integracja Ukrainy” Szwajtpol Fiol, Kraków 2013

Tadeusz Iwański

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz", nr 5, grudzień 2013, ss. 231-233]

Jesienią tego roku, nakładem krakowskiego wydawnictwa Szwajpolt Fiol ukazała się książka Macieja Olchawy Gwiazdy i Tryzub. Europejska integracja Ukrainy. Publikacja jest trójjęzyczna, otwiera ją wersja angielska, po której następują wersje ukraińska i polska drukowane, odpowiednio, na parzystych i nieparzystych stronach. W notce biograficznej, autor, urodzony w USA i wykształcony na uniwersytetach w Chicago i Krakowie, przedstawia się m.in. jako doradca ds. Ukrainy w Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego w latach 2008-2012. Obecnie zaś, o czym w książce nie wspomina, ale łatwo można znaleźć w Internecie, pracuje w biurze jednego z polskich europosłów. Publikacja została wydana krótko przed szczytem Partnerstwa Wschodniego w Wilnie, więc w bardzo odpowiednim momencie dla przedstawienia historii stosunków Ukrainy z UE. Niestety szansa, jaką stwarzają timing i temat, nie została wykorzystana.

Na początek kilka uwag metodologicznych: autor określa swoją pracę jako analizę, jednak język zastosowany w publikacji daleki jest od analitycznego. Sporo w nim kolokwializmów, cudzysłowów, określeń z języka potocznego oraz publicystyki, dalekich od suchego i precyzyjnego stylu, charakterystycznego dla analiz. Ponadto, dane ekonomiczne, m.in. statystyki handlu Ukrainy z UE, podane są za rok 2011, podczas gdy od kilku miesięcy dostępne są dane całościowe za rok ubiegły. Autor nadużywa również cytatów, czasami zajmujących ponad połowę strony, jednocześnie skromnie dawkując samodzielne wnioski. Zaskakuje również wykorzystana baza źródłowa – prawie w całości anglojęzyczna. Przypisy do materiałów polsko- i ukraińsko-języcznych są nieliczne, co samo w sobie nie jest błędem, jednak rodzi pytanie o rzetelność kwerendy (autor w żadnym miejscu pracy nie zaznaczył bowiem, dlaczego zdecydował się na taki klucz doboru źródeł i jaki stał za tym zamysł). Zresztą i wybór autorów, do których odwołuje się Olchawa, choć w większości prawidłowy, nie jest wolny od zaskoczeń. Np. na s. 137 autor cytuje „jednego z najbardziej wpływowych deputowanych, eksperta ds. ukraińskich Charlesa Tannocka”. Sprawdziłem, ponieważ nigdy o takim ekspercie nie słyszałem. I… sądząc po wystąpieniach w mediach oraz aktywności w parlamencie europejskim, taka ocena Brytyjczyka nie odpowiada rzeczywistości.

Pracę najlepiej czytać w języku angielskim. Drugim wyborem jest ukraiński, a trzecim – polski. Ta ostatnia wersja językowa pełna jest bowiem błędów gramatycznych i stylistycznych, szczególnie w oczy rzuca się nieudolne tłumaczenie z obu pozostałych języków. Czyta się w związku z tym książkę trudno, a błędy te na dłuższą metę drażnią i zniechęcają. By nie być gołosłownym – próbka: „Kiedy upadło imperium sowieckie, politycy zachodni mieli trudności z ujrzeniem Ukrainy w nowym świetle, ponieważ byli zaślepieni przez nawyk identyfikowania jej w kontekście ZSRR. Ta sytuacja panowała także w USA, mimo że w Stanach Zjednoczonych żyła liczna diaspora ukraińska, która była w stanie przybliżyć Waszyngtonowi problematykę swojego rodzinnego kraju. Brak głosu imigrantów ukraińskich w Europie Zachodniej zapewne przyczynił się do braku zrozumienia odrębności (historycznej, językowej i kulturowej) państwa ukraińskiego od Rosji, państwa dominującego i jądra Związku Sowieckiego” (s. 171) lub „Negocjacje między UE a Ukrainą w sprawie taryf i strefy wolnego handlu dążą do wprowadzenia acquis, poprzez które Ukraina uzyska większy dostęp do rynku unijnego” (s. 191). W tym wypadku zarzut należy skierować w pierwszej kolejności pod adres wydawnictwa, które nie dołożyło wystarczających starań, by redakcja i korekta polskiej wersji językowej eseju Olchawy była zrobiona jak należy.

Tyle o formie. Na pytanie czy treść ją usprawiedliwia, w moim przekonaniu należy dać odpowiedź negatywną. Na książkę składają się trzy rozdziały o dość niespójnej konstrukcji. W pierwszym Kij czy marchewka? Recepta na europejską integrację Ukrainy owej recepty jest jak na lekarstwo, natomiast podrozdział Próby „finlandyzacji” Ukrainy do reszty nie pasuje, ponieważ traktuje głównie o relacjach Ukraina-NATO oraz kwestiach bezpieczeństwa, w tym energetycznego. Rozdział drugi Upadki i wzloty: dwie dekady stosunków na linii Kijów-Bruksela, choć miejscami zawiera kompetentny opis brukselskich nastrojów wobec zbliżenia Ukrainy z UE, kończy się niewiele wnoszącymi do głównego tematu pracy dywagacjami autora o językowych zwyczajach unijnych i ukraińskich dyplomatów. Trzecia część dotyczy Partnerstwa Wschodniego – osadzenia tego programu w Europejskiej Polityce Sąsiedztwa, jego założeń i mechanizmów współpracy dwu- i wielostronnej, a także recepcji na Ukrainie. Autor wysnuwa prawidłowe wnioski, ciekawie opisuje kwestie związane z ukraińsko-unijnymi negocjacjami umowy stowarzyszeniowej, a szczególnie jej części handlowej, widać, że ma dobre rozeznanie w unijnych dokumentach, jednak ich nadmierne cytowanie sprawia, że lektura staje się nużąca. Z kolei zawarte na czterech stronach i zamykające książkę Wnioski końcowe i rekomendacje są w raczej zbiorem znanych w środowisku eksperckim postulatów, niż wartością dodaną – autorskimi, realistycznymi i precyzyjnymi propozycjami.

Z większością przedstawionych w publikacji sądów i faktów można się zgodzić, choć i tu autor nie ustrzegł się błędów. Dziwi na przykład, że opisując mediację UE podczas pomarańczowej rewolucji, zasługi na tym polu przypisane zostały jedynie Javierowi Solanie, a o roli Aleksandra Kwaśniewskiego nie wspomniano (choć w rzeczywistości było odwrotnie). Myli się również Olchawa twierdząc, że przyjęcie tzw. ustawy językowej spowodowało na Ukrainie „masowe demonstracje i ostre podziały w społeczeństwie”. Raban podnieśli politycy opozycyjni z trudnością spędzając demonstrantów pod Dom Ludowy w Kijowie, podczas gdy zwykłym ludziom, może poza zachodnią częścią Ukrainy, na eto naczchat’.

Konkludując, praca Macieja Olchawy zawiera wiele ogólnie słusznych sądów i powszechnie znanych wniosków, a warstwa faktograficzna jest na ogół poprawna. Tylko, że w sumie niewiele to wszystko wnosi do dotychczasowego stanu wiedzy na temat tytułowej Europejskiej integracji Ukrainy (nie wspominając o tym, że Ukraina się z UE nie integruje, ponieważ, jak dobrze autor wie, bo pisze o tym w książce, Bruksela nie zaproponowała Kijowowi perspektywy członkostwa; użycie więc tego czasownika jest nieprecyzyjne). Parafrazując recenzentów filmowych, książce Olchawy daję dwie gwiazdki na pięć z dopiskiem „dla amatorów”.

Tadeusz Iwański – doktorant w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk, analityk w Ośrodku Studiów Wschodnich, członek redakcji „Nowego Prometeusza”.