Przemiany polityczne w Gruzji i na Ukrainie w latach 2003-2013 – próba porównania skutków „kolorowych rewolucji”

Mariusz Podgórski

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w: 
"Nowy Prometeusz" nr 6, październik 2014, ss. 49-56]

Żywoty równoległe
Zarówno Gruzja, jak i Ukraina doświadczyły niepodległości jedynie w krótkim okresie od końca I wojny światowej do momentu, w którym na próbującą się uformować wspólnotę polityczną dokonano komunistycznej agresji w latach 1920-19211. Następnie przez kolejnych 70 lat wchodziły one w skład Związku Sowieckiego, dlatego też przyszła demokratyzacja ich systemów politycznych nie mogła być łatwym zadaniem.

W wyniku rozpadu imperium, pomimo tego, że dotychczasowe więzi i instytucje przestały istnieć, pozostały nieformalne związki łączące dawne ośrodki decyzyjne, tworząc z republik posowieckich państwa sieciowe2. Pozwala to postawić hipotezę, że wspólnoty doświadczone komunizmem jako zjawiskiem systemowym, w naszym przypadku Ukraina i Gruzja, mogą być traktowane jako „systemowe żywoty równoległe”, wykazujące jednocześnie i cechy wspólne i znaczące różnice.

Po rozpadzie ZSRR, gdy wszystkie posowieckie państwa wykazywały wyraźną tendencję do autorytarnych lub półautorytarnych systemów rządów, ani Gruzja, ani Ukraina nie stanowiły w tej materii wyjątku. Elity wywodzące się ze struktur sowieckich nie miały demokratycznych doświadczeń w zakresie sprawowania władzy, co przekładało się na kontynuowanie mechanizmów, z którymi były zaznajomione najlepiej. Środowiska uczestniczących we władzy były z natury hermetyczne i bezalternatywne.

Jednak doświadczenia pierwszych lat niepodległości Gruzji kardynalnie różniły się od wydarzeń mających miejsce na Ukrainie, która nie musiała zmagać się z problemem jedności terytorialnej na drodze konfliktu zbrojnego3. Ukrainę także ominęło doświadczenie zmiany władzy w wyniku zamachu stanu4. Przekazywanie władzy na Ukrainie odbywało się w skutek quasi-demokratycznej rywalizacji politycznej o poparcie społeczne pomiędzy uwłaszczonymi ugrupowaniami gospodarczo-politycznymi5.

Rządy „kolorowych rewolucjonistów”
W pierwszych latach XXI wieku sytuacja w obu krajach była podobna. Reżimy Eduarda Szewardnadzego i Leonida Kuczmy cieszyły się skrajną niepopularnością, której przyczyn można doszukiwać się w korupcji, bezprawiu i rosnących nierównościach społecznych. Powodowało to mobilizację społeczną na nieznaną od pierestrojki skalę6. W obu państwach w latach 2003-2004, z podobnych przyczyn w niewielkim odstępie czasowym doszło do sytuacji kryzysowych, które zapoczątkowały nowy okres zdobywania i przekazywania władzy w sposób bezkrwawy, bez uciekania się do wykorzystywania przemocy.

Z „rewolucją róż” i „pomarańczową rewolucją” wiązano duże nadzieje na zmianę elit i demokratyzację życia politycznego. W momencie przejmowania władzy przez tzw. „obóz rewolucyjny” oba państwa był dogłębnie skorumpowane, zaś dotychczasowa ekipa rządząca nie była darzona zaufaniem. Właśnie dlatego obie „rewolucje” rozbudziły społeczne nadzieje na radykalne uzdrowienie sytuacji, co przełożyło się na bezprecedensowo wysokie poparcie dla rewolucyjnych obozów. Jednak zmiana odbyła się w ramach dotychczasowej, hermetycznej elity władzy, zaś demonstracje odegrały przede wszystkim rolę teatralnej oprawy dla przetasowań w obrębie już istniejącego systemu. Powyższą tezę potwierdza fakt, że wszyscy główni bohaterowie obu „rewolucji”, liderzy systemowej opozycji, którzy stanęli na czele społecznego protestu, swoje kariery polityczne rozpoczęli w obozie odchodzących prezydentów i to im zawdzięczali objęcie stanowisk państwowych. Nie byli zatem faktycznymi „rewolucjonistami”, a celem ich działań było zdobycie władzy w ramach istniejącego systemu, a nie jego zmiana.

Działania podjęte przez „rewolucjonistów” odbywały się zgodnie ze scenariuszami uzależnionymi od kalendarza wyborczego. W Gruzji „kolorowa rewolucja” odbyła się w oparciu o wybory parlamentarne, zaś na Ukrainie – o wybory prezydenckie. W Gruzji „rewolucjoniści” rozgonili nowy skład parlamentu, zaś na Ukrainie ludzie zebrani na Majdanie nie uznali wyników wyborów, podejmując udaną blokadę gmachów rządowych7.

Pod maską ludowej rewolucji i pod hasłami sanacji państwa doszło na Ukrainie i w Gruzji do wewnętrznej walki różnych środowisk, należących do tej samej elity politycznej. Młode pokolenie przejęło władzę z rąk starej nomenklatury w wyniku porozumienia. W Gruzji doszło, w pewnym stopniu, do cyrkulacji elit władzy, co wynikało z zakwestionowania wyników wyborów parlamentarnych, które następnie powtórzono. Dodatkowo, w rezultacie porozumienia Szewardnadzego z rewolucjonistami, doszło do faktycznego obalenia urzędującej głowy państwa, a system polityczny został do pewnego stopnia zresetowany. Natomiast na Ukrainie zakwestionowaniu poddano wybory prezydenckie, które w rezultacie wybuchu kryzysu politycznego i porozumienia Juszczenki z Kuczmą, powtórzono, lecz ceną zwycięstwa było obniżenie rzeczywistej wartości wygranej prezydentury w skutek wprowadzenia reformy konstytucyjnej, przewidującej ograniczenie kompetencji nowego prezydenta i przekazanie jego uprawnień premierowi przy jednoczesnym wzmocnieniu pozycji parlamentu8. Po objęciu stanowiska przez Juszczenkę, jako że nie przeprowadzono przedterminowych wyborów parlamentarnych, rządy odbywały się w granicach obowiązującego przed „rewolucją” systemu politycznego.

„Pomarańczowa rewolucja” nie doprowadziła do rewolucyjnych zmian w istniejącym systemie politycznym. Po 2004 r. mieliśmy do czynienia z kontynuacją modelu dziedziczenia wpływów politycznych i kapitałowych wewnątrz postnomenklaturowych sieci powiązań. Juszczenko poszedł na daleko idący kompromis z istniejącymi ugrupowaniami, uzyskując z ich strony akceptację, w przeciwieństwie do Tymoszenko. Pomiędzy liderami „pomarańczowej rewolucji” prędko doszło do walki o władzę i podział stref wpływów. Nieustanny kryzys rządowy, będący wynikiem kompromisu ustrojowego z 2004 r. doprowadził do klinczu politycznego. Reforma konstytucyjna okazała się być pułapką zastawioną przez poprzednią ekipę na „rewolucjonistów”. Rywalizacja prezydenta z Tymoszenko doprowadziła do sytuacji, w której w 2006 roku premierem został Wiktor Janukowycz, tym samym zaprzeczając „pomarańczowym” ideom9.

Brak wymiany elit, szybki upadek koalicyjnego rządu, niepodjęcie rzeczywistych prób reform politycznych i gospodarczych może być przyczynkiem do zakwestionowania rewolucyjności wydarzeń i motywacji polityków z 2004 roku. „Rewolucja” nie naruszyła dotychczasowych mechanizmów10. Wszystko to potwierdza przypuszczenie, że „rewolucja” była nie tylko nieudana, co przede wszystkim fasadowa. Pod względem politycznym należy zgodzić się z Adamem Eberhardtem, który „pomarańczową rewolucję” określa jako „rewolucję, której nie było11”.

W przeciwieństwie do przypadku ukraińskiego, „rewolucja róż” zmieniła Gruzję dogłębnie. Do „rewolucji” było to niemalże państwo upadłe, niekontrolujące części swojego terytorium (Abchazja i Osetia Południowa) lub sprawujące nad nim władzę w sposób nominalny (Adżaria). Po objęciu władzy przez ekipę Saakaszwilego w 2003 r., przy znacznym wsparciu finansowym państw Zachodu, w Gruzji przeprowadzono radykalne zmiany wewnętrzne. Nowy i dynamiczny prezydent podjął drogę szybkich reform gospodarczych, rzucił wyzwanie korupcji, ograniczył biurokrację12. Zreorganizowano także aparat państwowy, w tym policję i armię. Ponadto, Gruzja stała się ewenementem na skalę całego obszaru posowieckiego, całkowicie reorientując na struktury euroatlantyckie prowadzoną politykę zagraniczną. Z drugiej strony, pomimo tego, że państwo stało się bardziej wydolne ekonomicznie, to nadal nie kontrolowało terytoriów Abchazji i Osetii Południowej, a Saakaszwili i jego partia zdominowali życie polityczne w kraju. W rękach prezydenta i jego najbliższych współpracowników skupiła się pełnia formalnej i nieformalnej władzy. Słabość instytucji kontrolnych spowodowała narastanie zjawisk stanowiących naruszenie standardów demokratycznego państwa prawa, zaś ich rządom zaczęły z czasem towarzyszyć niepokoje społeczne i coraz głośniejsze secesje z obozu władzy. Należy zauważyć, że o ile Saakaszwili faktycznie zrewolucjonizował struktury państwa, to nie udało mu się to z gruzińską kulturą polityczną. W polityce wewnętrznej zaś, prawdziwie demokratyczne reformy były przez nową ekipę wyłącznie markowane. Biorąc pod uwagę specyfikę regionu, nie dziwi, że zdobycie władzy na wyłączność pozwalało na dowolne zmiany w konstytucji, co równało się z monopolizacją władzy. Lecz z drugiej strony, taka sytuacja zapewniała stabilne otoczenie dla liberalnych reform ekonomicznych. Pod względem zmiany systemu politycznego trudno jest ocenić skuteczność „rewolucji róż”, ponieważ kontynuowano niektóre przedrewolucyjne metody sprawowania władzy, ale z punktu widzenia społeczeństwa czy też funkcjonowania państwa można stwierdzić, że w tej materii „rewolucja” osiągnęła sukces.

W badanych krajach proces dekompozycji obozu władzy odbywał się w odmienny sposób. Na Ukrainie obóz „rewolucjonistów” składał się dwóch silnych ugrupowań: Bloku Julii Tymoszenko i Naszej Ukrainy Wiktora Juszczenki, które prędko zaczęły ze sobą zacięcie rywalizować. Natomiast w Gruzji monopolistyczną pozycję zajmował Zjednoczony Ruch Narodowy Saakaszwilego. Pomimo postępującej dekompozycji, coraz częstszych roszad personalnych w obozie rządzącym i postępującej utraty popularności, ZRN i prezydent utrzymał się przy władzy we wszystkich kolejnych wyborach. Jedynowładztwa tego środowiska nie był w stanie naruszyć nawet atak na Gruzję ze strony Rosji w 2008 roku13.

Powyższą sytuację można wytłumaczyć otoczeniem politycznym w jakim przyszło rządzić „rewolucjonistom” w obu państwach. W Gruzji monopol na władzę Saakaszwilego był warunkowany bezalternatywnością jego rządów. Nie istniała realna i konkurencyjna opozycja, która byłaby w stanie zawalczyć o przejęcie władzy w sposób demokratyczny.

Diametralnie inna sytuacja miała miejsce na Ukrainie, gdzie poza „pomarańczowymi” istniała silna opozycja, która przybrała polityczną postać Wiktora Janukowycza i Partii Regionów. Od 2006 r. w ukraińskim systemie politycznym można mówić o funkcjonowaniu trudnej kohabitacji pomiędzy ośrodkiem prezydenckim a rządowym, kierowanym najpierw przez Janukowycza, a następnie Tymoszenko. Okres ten zakończył się w 2010 r., kiedy w sposób pokojowy, w wyniku wyborów prezydenckich, obóz „pomarańczowy” przekazał władzę „błękitnemu”.

Rządy „nie-rewolucyjnej alternatywy”
Fenomen politycznej kohabitacji był obcy gruzińskiemu systemowi przez niemal wszystkie lata rządów Saakaszwilego. Po latach bezalternatywności ZRN, wyzwanie Saakaszwilemu rzucił oligarcha Bidzina Iwaniszwili. Nauczony niepowodzeniami poprzedników zjednoczył wokół swojej osoby i kapitału rozdrobnioną opozycję i w wyniku wyborów parlamentarnych w 2012 r. przejął władzę w sposób demokratyczny. Iwaniszwili skutecznie wykorzystał zmęczenie wyborców długoletnimi rządami jednej ekipy, rozczarowanie skutkami reform i niespodziewanie zdobył większość mandatów14. Przejęcie władzy przez Gruzińskie Marzenie świadczyło o zbudowaniu przez ekipę „różanych rewolucjonistów” demokratycznych mechanizmów alternacji władzy. Pomimo dotychczasowych autorytarnych skłonności Saakaszwilego15, wybory zostały uznane za wiążące, a ZRN i prezydent nie nawoływali do ich podważenia. Od 2012 do 2013 r. trwała w Gruzji trudna współpraca premiera z prezydentem, będąca pokłosiem reformy konstytucyjnej, którą poprzednia ekipa przygotowała w celu utrzymania pełni władzy po upływie ostatniej kadencji Saakaszwilego16. Konsolidacji władzy przez obóz Gruzińskiego Marzenia dopełniły wybory prezydenckie w 2013 r., które dokończyły proces monopolizacji władzy przez obóz nierewolucyjny.

Na Ukrainie, w wyniku kolejno wyborów prezydenckich i samorządowych w 2010 r. oraz parlamentarnych w 2012 r., dochodziło do stopniowej monopolizacji rządów przez ekipę Janukowycza, Partii Regionów i klan doniecki. W strukturach władzy starano się równoważyć podział stanowisk i wpływów pomiędzy poszczególne grupy wchodzące w skład ugrupowania politycznego, przy jednoczesnym braku tolerancji dla jakiejkolwiek konkurencji17. Z czasem, mając na celu zapewnienie sobie pełni władzy, dokonano także szeregu zmian ustrojowych, m.in.: zniesiono zasadę mandatu imperatywnego, przywrócono konstytucję z 1996 r. ustanawiającą silną pozycję prezydenta, a także manipulowano ordynacją wyborczą18.

Okres po rządach „rewolucjonistów” charakteryzował się powrotem do niedemokratycznych, wyniesionych z doświadczeń sowieckich, metod rozprawy z przeciwnikami politycznymi. Fundamentalnym przykładami były procesy sądowe Julii Tymoszenko i byłego szefa MSW Jurija Łucenki na Ukrainie, zaś w Gruzji osadzenie w zakładach karnych, m.in. byłych ministrów: więziennictwa i obrony Baczo Achalai, spraw wewnętrznych, a następnie premiera Wano Merabiszwilego oraz mera Tbilisi Gigiego Ugulawy. Pod tym względem ekipy „nie-rewolucyjne” w procesie rozliczania swoich poprzedników były znacznie skuteczniejsze od „rewolucjonistów”. Udowadnia to istnienie więzi systemowych na obszarze posowieckim, wpływających na podobieństwo scenariuszy przekazywania i sprawowania władzy w omawianych państwach.

Tezę o sukcesie poszczególnych rewolucji można weryfikować na podstawie efektów prowadzonej przez ekipę rządzącą polityki wewnętrznej i zagranicznej. W przeciwieństwie do Gruzji, na Ukrainie nie udało się zaprowadzić zapowiadanej sanacji państwa, zaś w momencie przejęcia władzy przez obóz Janukowycza nie podtrzymał on wektora polityki zagranicznej „pomarańczowych”. W zakresie deklarowanych przez „rewolucjonistów” celów, można powiedzieć, że na Ukrainie „pomarańczowa rewolucja” zakończyła się porażką.

Przeciwieństwem Ukrainy jest Gruzja, gdzie Saakaszwilemu skutecznie udało się zreformować kraj, zbudować państwo w skali regionu nowoczesne i sprawne, a w wymiarze polityki zagranicznej, pomimo przegranej wojny z Rosją, zakotwiczone w sferze wpływów euroatlantyckich. Dowiodło tego, nawet deklaratywne, kontynuowanie polityki zagranicznej poprzednika przez ekipę Iwaniszwilego. Jednak należy mieć cały czas na uwadze, że Iwaniszwili, będąc zakładnikiem nastrojów społecznych, bezustannie grał na dwa fronty. Orientując się, deklaratywnie, na zbliżenie ze strukturami euroatlantyckimi, nie zamknął sobie drugiej furtki, otwierając się również na „normalizację” stosunków z Rosją. Dlatego trudno jest jednoznacznie określić, czy „rewolucja róż” zakończyła się pełnym sukcesem. Na pewno w porównaniu do „pomarańczowej rewolucji” wypada ona w znacznie lepszym świetle, co świadczy o jej częściowym powodzeniu. Można jednak przewidywać, że rządząca ekipa, konsolidując pełnię władzy i wyeliminowawszy wspólnego wroga, w obliczu niespójności ideologicznej jej kadr oraz ambicji personalnych, z czasem zacznie przechodzić proces dekompozycji, który dokona przetasowań w nowych elitach władzy.

Role się odwróciły?
Po 23 latach niepodległości, historia zatoczyła koło. Gruzja, targana wojną domową na początku lat 90-tych, w wyniku „rewolucji róż” stała się laboratorium posowieckiej zmiany, w ramach której zmotywowana grupa ludzi dokonała mierzalnej jakościowo zmiany systemowej. Dzięki „rewolucji róż”, Gruzja stała się państwem stabilnym gospodarczo i funkcjonującym wg. zasad stosunkowo, jak na warunki posowieckie, demokratycznych. Natomiast liczne zaniedbania i brak reform, przedkładanie interesu własnego nad dobro państwa przez ukraińskie elity polityczne, co złożyło się na klęskę „pomarańczowej rewolucji”, doprowadziły Ukrainę niemalże do stanu w jakim znajdowała się Gruzja na początku swojej transformacji. Prawie dziesięć lat po pierwszej „rewolucji” na Ukrainie doszło do „Euromajdanu”, nazywanego również „Rewolucją Godności”, w wyniku której doszło do bezprecedensowej walki cywilów ze służbami bezpieczeństwa na ulicach Kijowa, ucieczki głowy państwa do Rosji i rozpadu obozu rządzącego19. Po raz pierwszy w historii niepodległej Ukrainy, w rezultacie zmiany władzy, zakwestionowana została integralność terytorialna kraju, zaś samo państwo toczy nierówną wojnę z Rosją. Nie jest jeszcze jasne, czy tym razem rewolucja zakończy się politycznym sukcesem i czy lokalne elity będą w stanie doprowadzić do korzystnego dla Kijowa ustabilizowania sytuacji. Z drugiej strony, na pewno wydarzenia ostatniego roku w znaczący sposób wpłynęły na świadomość, dotychczas pogrążonego w posowieckim letargu, ukraińskiego społeczeństwa.

Biorąc pod uwagę niepełną wymianę elit politycznych na Ukrainie i w Gruzji w omawianym okresie, a także kontynuację modelów sprawowania władzy, dziedziczenia wpływów politycznych i kapitałowych wewnątrz istniejących od czasów sowieckich sieci nomenklaturowych, można mieć wątpliwości co do skuteczności procesów transformacyjnych. W świetle ostatnich wydarzeń nie da się przewidzieć czy Ukraina zdoła nadrobić stracone lata i do pewnego stopnia dogoni Gruzję w zakresie przeprowadzonych reform gospodarczo-politycznych i zmian społecznych.

Mariusz Podgórski – absolwent „Studiów Wschodnich” Studium Europy Wschodniej UW. Zajmuje się historią najnowszą Kaukazu.

1 J. Holzer, S. Balik, Postkomunistyczne reżimy niedemokratyczne, Kraków-Nowy Sącz 2009, s. 19-20.

2 J. Staniszkis, Postkomunistyczne państwo: w poszukiwaniu tożsamości, Warszawa 2000, s. 7.

3 Н. А. Мендокович, Цена реформ, или Почему у Грузии не получилось?, Москва 2012, s. 23.

4 W 1992 r. w Gruzji miał miejsce zamach stanu, w wyniku którego władzę z rąk Zwiada Gamsachurdii przejęła Rada Wojskowa, a następnie Eduard Szewardnadze.

5 Б. Кухта, Н. Теплоухова, Політичні еліти і лідери, Львів 1996; S. Matuszak, Demokracja oligarchiczna. Wpływ grup biznesowych na ukraińską politykę, Warszawa 2012, passim.

6 T. de Waal, Georgia’s Choices. Charting a Future in Uncertain Times, Washington 2011, s. 5; T. Olszański, Trud niepodległości. Ukraina na przełomie tysiącleci, Kraków 2003, s. 119-120.

7 C. H. Jr. Fairbanks, Georgia’s Rose Revolution, „Journal of Democracy”, nr 15 (2), 2004, s. 117 i n.

8 Конституционная реформа как условие сдачи власти, 6 grudnia 2004 r., Обозреватель, [http://obozrevatel.com/news_files/169203, ost. dostęp: 14.09.2014 r.].

9 М. Погребинский, А. Толпыго, Украина без Кучмы. Год оранжевой власти. Январь 2005 – март 2006, Киев 2007, s. 423-424.

10 Г. Касьянов, Україна 1991-2007. Нариси новітньої історії, Київ 2008, s. 297.

11 A. Eberhardt, Rewolucja, której nie było. Bilans pięciolecia „pomarańczowej” Ukrainy, Warszawa 2009.

12 T. de Waal, The Caucasus. An Introduction, New York 2010, s. 195.

13 S. Cornell, Getting Georgia Right, Brussels 2013, s. 39.

14 T. de Waal, Georgia After the Titans, 4 grudnia 2013 r., Carnegie Endowment, [http://carnegieendowment.org/2013/12/04/georgia-after-titans/gvbp, ost. dostęp: 11.05.2014 r.].

15 D. Gierycz, The Mysteries of the Caucasus, Bloomington 2010, s. 186-189.

16 M. Matusiak, Gruzińskie wybory. Między silnym państwem a demokracją, Warszawa 2012, s. 34.

17 S. Domaradzki, W drodze do autorytaryzmu? Wybory parlamentarne i polityczna przyszłość Ukrainy, [w:] B. Piskorska (red.), Ukraina po wyborach parlamentarnych 2012. Proeuropejska perspektywa?, Lublin 2013, s. 13 i n.

18 S. Matuszak, A. Sarna, Od stabilizacji do stagnacji. Próby reform Wiktora Janukowycza, Warszawa 2013, s. 11-12.

19 Євромайдан. Хроніка відчуттів, Брустурів 2014, s. 52.

EU Association of Ukraine vs. Russia’s Counteractions

Vitalii Martyniuk

[tekst pierwotnie opublikowany w://text originally published in:
"Nowy Prometeusz" nr 6, październik 2014, ss. 11-22]

Geopolitical location of Ukraine between the world poles of power has forced the nation to make a choice concerning its future foreign policy direction. Previously, trying to become a bridge between different parts of Europe, Ukraine was balancing and maintained neutral position thus relying upon the international security guarantees stipulated in the 1994 Budapest Memorandum. Nevertheless, the existing world order excludes the possibility of uncertainty and Ukraine has made its choice – integration into the EU. Starting from the very beginning of Ukraine’s independence, Moscow has been reacting painfully on each Kiev’s attempt to become closer to the EU. Russia understood that its greatness could never revive without Ukraine, and without this Russia could never become a full-scale world actor. As such, the European integration of Ukraine became a red rag and a target for Moscow at the same time. As soon as Ukraine makes a step towards the EU, the Russian side used to react immediately: politically or economically. For instance, right before the launch of the EU Eastern Partnership (May 2009), in the winter of 2009 Russia initiated a “gas war” against Ukraine, as a result of which many European states found themselves on the brink of energy crises caused by the stoppage of natural gas supply from Russia (Moscow groundlessly put the blame on the Ukrainian side)1.

Despite all obstacles, Ukraine has been moving towards the signature of the Association Agreement with the EU. Russian leaders were not waiting lazily and prepared their own scenarios, which they planned to launch if the Agreement was signed. In fact Russia is currently putting into action one of such scenarios. Being under pressure from Moscow the former Ukrainian President Victor Yanukovych refused to integrate Ukraine into the EU. However, the people of Ukraine, European by spirit, expressed its strive to live in a European state and won the Revolution of Dignity. This urged the Kremlin to launch previously prepared plan directed at destroying Ukraine as a state. The results of the launch of this plan are annexation of the Crimea, destabilizing of the situation in the South-Eastern regions of Ukraine and actual war in the Donbas.

So, why the Kremlin continues to add oil into fire, even realizing that the Ukrainian people will not obey? Firstly, current unchangeable Russian leadership (Putin de facto and de jure rules Russia for the last 15 years) does not reject its plans to transform Russian Federation into “the Russian Empire”, which will look like a car without one wheel without Ukraine.

Secondly, development of democracy in Ukraine creates obstacles for Russian leaders to build authoritarian state with humble population, which could be continuously robbed and exploited.

Thirdly, further economic and technological development of Ukraine with the help of the EU will inevitably lead to reducing dependency of Ukraine on Russian mineral resources (natural gas, oil) and low-technological Russian products. Simultaneously, all Ukrainian enterprises and business will have to start using European standards of doing business and in case of Russian refusal to cooperate with them in some spheres – redirect their products to new markets. That is why Moscow continuously announces that the Association Agreement with the EU will be harmful to Ukrainian economy and cause serious losses, as long as Russia could not possibly have preferential conditions of economic cooperation with the state creating a free trade zone with the EU. In fact, the Russian producers have already been losing formidable Ukrainian market and inexpensive and so necessary Ukrainian-made spare parts for their machine producing sphere, namely
for the Russian defense industry.

Fourthly, Russian capital (it is worth remembering that Moscow rulers in fact control it) has always been trying to broaden its presence in Ukraine, but the European norms of doing business create obstacles to it. As such, Russian capital has not used to operate under transparent rules and as it is better adapted to “black” and “grey” business schemes.

Despite counteractions from Moscow, Ukraine continues its course towards the European integration, and on 27 June 2014 Ukraine signed the Association Agreement (AA) with the European Union, which was ratified by the European and Ukrainian parliaments on 16 September 2014. At the same time, Ukraine as well as the European Union will have to take into account the Russian factor in their bilateral relations, the factor that will remain an obstacle.

However, the signature of the Association Agreement opened a new page of deepening relations with the EU, which implies reaching real political and economic integration of Ukraine into the European Community. For Ukraine, this means a step forward towards further development of its political system, democracy, civil society, economy, security and other spheres. This also includes stabilization of the situation in the Eastern Europe, which will settle all problems and disputes by means of negotiations and compromises being inspired by the EU example, without expressing threats and use of arms or other forceful means, which the Russian Federation uses.

It seems that the Ukrainian state and its people are ready enough for drastic changes and transformations envisaged by the Association Agreement with the EU. Firstly, political will of the current Ukrainian leadership is directed at continuing the European integration process in Ukraine. This was declared at the European Council meetings by the Ukrainian Prime-minister Arseniy Yatsenyuk right after the victory of “Maidan” on 6 March 20142 and confirmed by the newly elected President of Ukraine Petro Poroshenko, in Brussels on 30 August 20143.

Secondly, all previous economic (milk, meat, pastry) and energy wars have already forced Ukrainian businessmen to look actively for other then Russian markets and new suppliers that was stimulated by clear and concrete rules of the European market. Besides, de facto military struggle with the Russian Federation and limiting actions on behalf of Ukraine, including the law on sanctions against Russia adopted by the Ukrainian Parliament on 14 August 2014, force Ukrainian manufacturers to redirect their products to other markets and search new business opportunities as well.

Thirdly, and more importantly, Ukrainian people’s support to the European integration is growing fast. During last year only, the number of supporters to European integration among the Ukrainian population has grown by 10%. According to the surveys made in May 2013, 41,7% of Ukrainian respondents supported integration of Ukraine into the EU, in December 2013 this number grew to 46,4%, and in May 2014 reached 53%4. This was largely caused by Russia itself and its aggressive actions towards Ukraine, which not only united the people of Ukraine but also changed its views. These Russian actions also caused significant changes in the views of the population in the Eastern Ukraine.

Growing people’s support creates a solid groundwork for the successful implementation of the Association Agreement, establishes conditions for achieving positive changes in Ukraine and stabilization of situation in the Eastern Europe.

Political dimension of the Agreement
The Association Agreement between Ukraine and the EU actually consists of two parts: political and economic. On 21 March 2014, the Ukrainian Prime minister Arseniy Yatsenyuk signed the political part of the Agreement that worried Russia much less than its economic part. Political dimension envisages rapprochement between Ukraine and the EU, establishing continuous political dialogue and in fact reforming the country5.

According to the Agreement, Ukraine has to use European norms of administration, rule of law, human rights, protection of ethnic minorities and basic freedoms. Ukraine will obtain possibilities to deepen its participation in policies, programs and agencies of the EU, which will help considering Ukrainian position within them.

Adapting Ukrainian administration system to European standards is expected to increase efficiency of the state agencies, decrease the level of corruption, and improve state financial administration and state and local budget planning processes, as well as to improve existing social policies6. These are changes expected by the Ukrainian people. As shown by the opinion poll conducted in May 2014 by the Ukrainian Fund “Democratic Initiatives”, Ukrainians insist on immediate anticorruption reform (63% of respondents), social services sector reform (50%), healthcare system reform (50%), reform of judiciary and prosecution (45%), law-enforcement bodies’ reform (39%)7.

Public expectations of above mentioned reforms consolidate the Ukrainian society because people on the West and on the East of Ukraine want them. Justification of these expectations as result of successful reforms can become the criteria for the Ukrainian society to assess fulfillment of the Association Agreement and in fact the overall process of integrating Ukraine into the EU. Simultaneously the process of visa liberalization for Ukrainian citizens continues. As mentioned by some politicians in the EU, signing the Association Agreement is expected to fasten this process as long as a separate chapter of the Agreement (Title III) is devoted to this issue8. The document clearly stipulates: “The Parties shall take gradual steps towards a visa-free regime in due course”9.

Arrangement of secure borders is one of the elements of the EU visa liberalization process. With regard to the current situation, the Ukrainian-Russian border is the most problematic part of the Ukrainian border, as long as nowadays Russia uses its imperfection to transport armament and human resources into the Ukrainian territory10. It would be worth deploying EUBM mission on the Eastern Ukrainian border to arrange safe, protected and secure border with Russia.

Significant portion of the association process is security dimension, especially with regard to the current situation in the Eastern Ukraine. Almost all goals of the political dialogue envisaged by the Agreement have to do with providing security11. At the forefront of cooperation between Ukraine and the EU there are tasks of broadening cooperation in international security and crisis management spheres; achieving peace, security and stability in Europe; building dialogue in security and defense spheres; support to principles of independence, sovereignty, territorial integrity and inviolability of borders. Their practical performing in the process of implementation of the Association Agreement has to be directed to reforming and strengthening security sector of Ukraine, modernization and supplying new armament to the Ukrainian Armed Forces, as well as joint efforts of Ukraine and the EU to establish probably new security order all over the Europe (possibly in the OSCE framework).

Although the Association Agreement has not yet come into force, existing challenges force both Ukraine and the EU to cooperate in crises management as mentioned in the Article 10 of the Agreement12. This will become one of the first real tests to efficiency of the Association Agreement. United action of Ukraine and the EU to counteract Russian aggression, with the aim to restore territorial integrity and sovereignty of Ukraine, is an inclusive part of implementation of the Agreement. Having taken multiple obligations envisaged by the Agreement and meeting all demands of the EU, Ukraine must be sure that the other party will stick to its obligations and will show unity and consistency in accomplishing the EU Common foreign and security policy.

The armed conflict in the Eastern Ukraine erupted for reasons artificially created by one party – the Russian Federation, which is to be held responsible for the destabilizing situation in the Eastern Ukraine – in direct proximity to the European Union. The EU has already done much to settle the conflict including the imposition of three waves of sanctions, active participation in the negotiation process, providing full support and assistance to Ukraine. Acknowledgement of Russian aggression against Ukraine by the EU, stipulated in Conclusions of the Special meeting of the European Council on 30 August 201413, is a very important step in this regard. The EU also took an obligation to provide financial and material aid to Ukraine (by the end of the year Ukraine expects to receive 250 million euro grant and 510 million euro preferential loan) and continues to insist on the fast settling of the conflict.

As long as Moscow has acted aggressively and decisively towards Ukraine, counteractions must be quick and decisive. It is worth mentioning that using negotiation process as the only means to settle 2008 Russian-Georgian conflict has led to the fact that territorial integrity of Georgia has not been restored by now. Diplomatic efforts must be backed by stronger arguments because the current Russian authorities unfortunately use its forceful impact in international negotiations.

The end of Russia’s aggression policy in the Post-Soviet area would be an indication of the EU success and demonstration to European nations, which have already signed the Association Agreement with the EU, such as Moldova and Georgia, that due to integration to the EU they can achieve their important political objectives including preserving territorial integrity, stability and security.

Economic advantages of the Agreement for Ukraine
Economic part of the Agreement envisages the creation of a free-trade zone between the EU and Ukraine, which is definitely a positive step for Ukrainian economy, as long as it will allow further liberalization of Ukraine’s market. According to experts from the Institute of economic studies and political consultations, this will strengthen competition and lead to the improvement of the quality, lower prices and to some extent will slower the inflation14.

Growing volume of mutual trade between Ukraine and the EU is expected to have positive influence on Ukrainian economy, broadening share of Ukrainian goods at European markets, increase of European goods nomenclature at Ukrainian market, which is expected to stimulate Ukrainian economy to improve price policy.

For now, the volume of trade exchange between the EU and Ukraine is almost the same as between Russia and Ukraine. For instance, foreign trade of goods between Ukraine and the EU in 2013 has reached $43,81 billion (27% of the overall Ukrainian foreign trade)15, at the same time trade of goods with Russia equaled to $44,96 billion (27,7%)16.

It is worth mentioning that starting from 2012 the overall trade between Ukraine and Russia began to decrease. So, the trade grew in 2011 by 33,5% compared to 2010, but in 2012 it decreased by 7,4% and in 2013 by 12,6%. This trend was preserved in early 2014. It can be concluded that decrease of mutual trade between Ukraine and Russia is not connected to the signature of the Association Agreement with the EU, that has become a widely speculated topic among adversaries to Ukrainian European integration (first of all inside Russia). This trend began in times of V.Yanukovich presidency, two years prior to the date of the expected signing of the Association Agreement. Probably adversaries to the European integration of Ukraine try to explain decrease of the volume of trade between Russia and Ukraine and hinder economic integration of Ukraine into the EU. The latter has been partly put into existence.

Despite other nations, even post-Soviet Moldova and Georgia, Ukraine is forced to participate in trilateral consultations with Russia and the EU concerning real risks for Russian-Ukrainian relations, possibly arising from the free-trade zone between Ukraine and the EU17. Despite the conduct of several rounds of such talks, including talks on the highest level with the participation of the EU High Representative Catherine Ashton, President of Ukraine Petro Poroshenko and President of Russia Vladimir Putin18, the Russian side continues to send signals of displeasure about the Agreement between the EU and Ukraine, and this signals are even accompanied by threats on behalf of Moscow. For instance, on 29 August 2014 Russian minister of economic development Alexey Ulyukayev stated that Russia will impose protective measures, if the EU and Ukraine reject its proposal to amend the Agreement19.

It is obvious that the mentioned threats and tough position of Russia were partly effective because at the Trilateral ministerial meeting on 12 September 2014 the representatives of the EU, Ukraine and Russia took decision on “delaying until 31 December 2015 the provisional application of the DCFTA while continuing autonomous trade measures of the EU to the benefit of Ukraine during the period”20. The main reason of this decision was ability “to fully support the stabilization of Ukraine”, as mentioned in the Joint Ministerial Statement, that witnessed full desire of the EU not to jeopardize the current fragile state of seize-fire, which was reached by the Trilateral Contact Group on 5 September 2014 in Minsk21, and not to provoke Russia to further escalation of the conflict on the East of Ukraine. At the same time, this decision is not a real obstacle for the Association process of Ukraine. Firstly, according to the Article 486 of the AA, the Parties can provisionally apply this Agreement in part and firstly concerning DCFTA. If the EU took corresponding decision, the Parties might start establishing the free trade area from the first day of October 2014, taking into account that the Ukrainian Parliament ratified the Agreement on 16 September 2014, but experience of the Western Balkans showed that a period between signature of the Association and Stabilization Agreement and beginning of implementation of the Interim Trade Agreement (as part of ASA in Balkan variant) was long to 1,5-2 years. Secondly, a real process of establishing a free trade area, according to the Article 25 of the AA, may last 10 years at maximum starting from the entry into force of this Agreement, that is after ratification by the EU, which envisages ratification procedures in all 28 member-states, the European Parliament (ratified on 16 September 2014) and corresponding decision of the European Council. According to the mentioned experience of the Western Balkans states, the whole ratification procedure in the EU can last several years. Thirdly, the EU tries to save correlation between the EU-Ukraine DCFTA and the CIS FTA to stimulate development of economic cooperation in Europe and push Russia to continue economic and trade relations with Ukraine. Fourthly, nobody inhibits Ukraine to apply unilaterally those positions of the AA, which lead to improvement of its economic system.

Reform of the Ukrainian economy and its adapting to the EU standards, envisaged by the Agreement, continues and, as estimated the Ukrainian minister of economic development P.Sheremeta, will “show the export potential of the state”22. This means that after synchronizing Ukrainian legislation, technical regulation and standards with the EU criteria Ukrainian producers will have a direct access to the European market, which will increase the export volume and thus will help increase the domestic production in Ukraine. According to assessments of the Ukrainian experts, harmonization of Ukrainian standards with European ones by only 50-75% will lead to 0,8% growth of Ukrainian GDP per year23.

This process is not an easy one for Ukrainian producers, as long as negative balance in trade with Russia is $4 billion and at the same time negative balance of trade with the EU is $10,3 billion. In other words, big number of Ukrainian producers is now oriented to the traditional Russian market, operate under Russian standards and will be forced to modernize their production. Due to possible imposing of limiting sanctions by Russia, part of them will be forced to transfer to European standards and search new markets for their products, but part of them will keep possibility to operate in the Russian market.

Those Ukrainian producers who are oriented towards the Russian customers announce the need for a long period (up to 5 years) to prepare themselves before the beginning of operating within the free-trade zone with the EU. Nevertheless, the EU-Ukraine Association Agenda was adopted in June 2009 and in fact became a prototype of the future Association Agreement with the aim of fulfillment of its separate provisions24. This means that Ukrainian producers have already had the needed 5-year term to prepare them for the economic integration into the European Union and had to begin this process at that time.

Implementation of the EU-Ukraine Association Agreement will have positive consequences for the Ukrainian population. As the experts from the Institute of economic studies and political consultations estimate, the Agreement will lead to increase revenues of citizens, lowering prices due to growing proposal and competition, improving quality of goods and services in the market. The last one is closely connected to harmonizing Ukrainian legislature with the European in spheres of food products security and technical regulation. However, prices for some other products may increase (first of all it concerns goods which are protected by copyright legislation, i.e. computer software, movies, medicament etc.), and law quality workers will be forced either to increase their professional level or to search new job opportunities25.

The Agreement envisages increase of cooperation between Ukraine and the EU on regional policy issues that is aimed at support to development of economically backward territories, and in rural areas policies. The success of such cooperation will mean improving life conditions, decrease of unemployment and growing welfare of separate regions.

Consequences of the Agreement for the Eastern European region
No doubt that signing of the Association Agreements with Ukraine, Moldova, and Georgia is to some extent demonstration that the idea of the EU Eastern Partnership appears to be not only another form of cooperation but a real effective project of the EU to spread European values in the Eastern European region, and as it was mentioned by the European Commission President Jose Manuel Barroso, a signal of effectiveness of the EU policy in the East26. In other words, this puts into action the main idea of the EU Eastern Partnership: strengthening democratic processes in states of the Eastern Europe and Southern Caucasus, assisting them in modernization and establishing the rule of law, adopting European standards and creating frameworks for further rapprochement of the Eastern partners with the EU. In future these processes will have to provide political and economic stability in the Eastern European states, which is needed nowadays.

Government administrating procedures, reformed in accordance with the EU standards, straight and understood by the Eastern European peoples, will allow these states not to change their foreign and domestic policy vectors depending on results of every election. This will help stabilizing situation both in every state and the whole region.

By signing the Association Agreement each state, including Ukraine, has shown that their foreign policy is unchanged and aimed at integrating into the EU. This foreign policy vector is considered unfavorable by Russia, which tries to preserve its influence in the post-Soviet space by using the dirtiest methods of destabilizing the situation. Among the six nations of the Eastern Partnership only Belarus has no conflict situation on its territory. This is reached due to support of Russian initiatives in the post-Soviet space by the Belarus leadership (CIS, Customs union, EurAsEC). All other nations have either active or frozen conflicts directly caused by Russia’s actions: Ukraine has Donbas and Crimea, Moldova has Transnistria, Georgia has Abkhazia and Southern Ossetia, Armenia and Azerbaijan have Nagorno-Karabakh. By keeping these regions unstable and by threatening to quickly destabilize the situation there, Russia still manages to preserve its influence in the Eastern Europe.

In case of Ukraine, Russia did not create conflict zones on its territory just immediately after the USSR collapse because it managed to influence Ukrainian political leadership and effectively use economic means of influence (gas, milk and other wars). At the same time Moscow strengthened gradually economic, information, political and even military influence in the Ukrainian Crimea, a base for the Russian Black Sea Fleet, simultaneously trying to tie Ukrainian Donbas to Russia with the use of ideology and economic means. For this Russia used various tools: religious proximity; nostalgic sentiments about careless Soviet past; inclusion of these territories into the Russian Empire (historical factor); Russian language and “the need to protect it”; demonstration of better life within Russia (in Moscow and Saint-Petersburg, while hiding miserable state of other Russian regions); stable political system (which role was played by authoritarian regime in the RF), and some other factors. All these were supported by a large number of Russian politicians, political scientists, political technologists and the Russian mass media. When it became clear that Ukraine can ultimately move away from Russia, Moscow used its influence in the Crimea and Donbas trying to transform these regions into zones of instability and hinder Ukraine’s movement towards the EU. That is why signing the Association Agreement with Ukraine, as well as with Georgia and Moldova became shocking news for Russia.

Despite internal disputes within the EU on ways of settling the conflict in the Eastern Ukraine, today the EU shows readiness to cooperate actively with Ukraine in the security sphere that is envisaged in the Association Agreement. For instance Article 9 of the Agreement “Regional stability” stipulates: “The parties shall intensify their joint efforts to promote stability, security and democratic development in their common neighborhood, and in particular to work together for the peaceful settlement of regional conflicts”27. Without doubt this article in the text of the Agreement took into account the conflicts existing at that moment, first of all in Transnistria, Abkhazia, Southern Ossetia and Nagorno-Karabakh. However it should also encompass the conflict continuing in the Donbas.

The EU and its member-states put much effort to settle this conflict, but positions of some European states can lead to relatively moderate position of the EU, while aggression from the Russian side against Ukraine grows. In this case stability, security, and democratic development can be threatened, thus causing the appearance of new source of tension within the common neighborhood which contradicts basic principles of the EU Common foreign and security policy.

This situation currently is favorable only to one party – Russia, which uses all possible means, from military intervention in the Eastern European states to economic blackmailing of the EU member-states, to reach its goals.

So, the Association Agreement between the EU and Ukraine is directed at political and economic development of the nation, stabilizing the situation within the state and in the overall Eastern European region. However unwillingness of Russia to lose control over this region and Moscow’s actions, directed at fueling existing and creating new conflicts zones, tend to further destabilize the situation. Russia tries to reach it in order to show inability of the EU to guarantee peace and stability and in order to hinder further spread of the EU values upon the whole Eastern European region.

Vitalii Martyniuk – Vice-president of the Center for Global Studies “Strategy XXI”, Foreign policy expert of the Ukrainian Centre for Independent Political Research. Specialist on EU energy policies, EU Foreign Policy and EU-Ukraine relations.

1 V.Martyniuk, Ukraine and the EU in the Gas Post-Confl ict Situation: Three Development Options, Research Update, Vol. 15, 3/563, UCIPR, Kyiv, 2009, www.ucipr.kiev.ua

2 Statement of the Heads of State or Government on Ukraine, Brussels, 6 March 2014, www.consilium.europa.eu/uedocs/cms_data/docs/pressdata/en/ec/141372.pdf

3 www.president.gov.ua/en/news/31119.html

4 www.razumkov.org.ua/ukr/poll.php?poll_id=865

5 Association Agreement between the European Union and the European Atomic Energy Community and their Member States, of the one part, and Ukraine, of the other part, Article 1

6 http://tsn.ua/politika/scho-dast-pidpisannya-ugodi-pro-asociaciyu-ukrayini-z-yevrosoyuzom-356568.html

7 European integration of Ukraine: experience of neighbors and prospects of consolidation of society, Ilko Kucheriv Democratic Initiatives Foundation, www.dif.org.ua

8 Association Agreement between the European Union and the European Atomic Energy Community and their Member States, of the one part, and Ukraine, of the other part, Title III

9 Association Agreement between the European Union and the European Atomic Energy Community and their Member States, of the one part, and Ukraine, of the other part, Article 19

10 Андрій Дихтяренко ≪Олексій Данилов: Війна в Україні закінчиться розвалом Росії≫, 07.08.14, ≪Обозреватель≫

11 Association Agreement between the European Union and the European Atomic Energy Community and their Member States, of the one part, and Ukraine, of the other part, Article 4

12 Association Agreement between the European Union and the European Atomic Energy Community and their Member States, of the one part, and Ukraine, of the other part, Article 10

13 Conclusions, Special meeting of the European Council, 30 August 2014, p.3.

14 http://www.eurointegration.com.ua/articles/2014/06/27/7023743/

15 www.ukrstat.gov.ua

16 www.russia.mfa.gov.ua/ua/ukraine-ru/trade

17 http://www.eeas.europa.eu/delegations/ukraine/press_corner/all_news/news/2014/2014_07_14_01_en.htm

18 www.europa.eu/rapid/press-release_MEX-14-0825_en.htm

19 www.ria.ru/economy/20140829/1021874602.html#ixzz3BIROVD2j

20 Joint Ministerial Statement on the Implementation of the EU-Ukraine AA/DCFTA, Brussels, 12 September 2014; www.europa.eu/rapid/press-release_STATEMENT-14-276_en.htm

21 Protocol on the results of consultations of the Trilateral Contact Group, signed in Minsk, 5 September 2014; www.osce.org/home/123257

22 www.me.gov.ua/News/Detail?id=1714bбс0-6cfd-4f37-8239-2cб19b42a18a

23 www.me.gov.ua/News/Detail?id=1714bбс0-6cfd-4f37-8239-2cб19b42a18a

24 Association Agenda Ukraine-EU, MFA Ukraine www.mfa.gov.ua/ua/about-ukraine/european-integration/ua-eu

25 http://www.eurointegration.com.ua/articles/2014/06/27/7023743/

26 http://www.center.gov.ua/ua/publication/content/812.htm

27 Association Agreement between the European Union and the European Atomic Energy Community and their Member States, of the one part, and Ukraine, of the other part, Article 9.

Cele polityki Polski wobec kryzysu politycznego na Ukrainie (listopad 2013 – luty 2014 r.)

Andrzej Szeptycki

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w: 
"Nowy Prometeusz" nr 5, grudzień 2013, ss. 11-28]

Podpisanie przez Ukrainę umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską ustanawiającej Pogłębioną i Kompleksową Strefę Wolnego Handlu (DCFTA) było co najmniej od 2010 r. jednym z kluczowych celów polityki zagranicznej Polski w odniesieniu do Ukrainy, prezentowanym jako miara sukcesu polskiej polityki wschodniej i pośrednio naszej roli w UE. „Duże nadzieje wiążemy z listopadowym szczytem Partnerstwa Wschodniego w Wilnie. Za pełny sukces uznamy podpisanie umów – stowarzyszeniowej i o wolnym handlu z Ukrainą”1 – mówił minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski prezentując w 2013 r. w Sejmie priorytety polskiej polityki zagranicznej. Rezygnacja przez Ukrainę z podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską (21 listopada 2013 r.), a następnie masowe protesty społeczne i będący ich następstwem kryzys polityczny na Ukrainie, wreszcie obalenie Wiktora Janukowycza stanowiły istotne wyzwanie dla polskiej polityki zagranicznej. Decyzja władz ukraińskich została uznana przez polską opozycję za przejaw fiaska ukraińskiej polityki Platformy Obywatelskiej2. Polskim władzom zarzucano bierność wobec sytuacji na Ukrainie – przedstawiciele Polski mieli nazbyt późno odwiedzić Ukrainę po rozpoczęciu proeuropejskich protestów, a minister Radosław Sikorski niewystarczająco aktywnie zabiegać o nałożenie przez UE sankcji na ukraińskie władze3.

Zaangażowanie polskiej dyplomacji w rozwiązanie kryzysu w jego końcowej fazie (porozumienia z 21 lutego 2014 r.), a następnie odsunięcie od władzy prezydenta Janukowycza tylko po części rozwiały te zastrzeżenia. Wątpliwości budziły zarówno treść zawartego porozumienia (wybory prezydenckie pod koniec roku), zwłaszcza że jeszcze w dniu jego podpisania prezydent Ukrainy uciekł ze stolicy, jak i sposób prowadzenia negocjacji przez polskiego ministra spraw zagranicznych (Sikorski groził liderom ukraińskiej opozycji, że jeśli nie podpiszą porozumienia, władze podejmą wobec nich bardziej radykalne działania)4. Artykuł nie obejmuje polityki Polski wobec Ukrainy w okresie agresji rosyjskiej przeciwko Ukrainie na Krymie.

Debata wokół polskiej polityki wobec ukraińskiego sąsiada każe zastanowić się, jakie były cele polityki Polski wobec Ukrainy podczas niedawnego kryzysu politycznego w tym kraju. Odpowiedź na to pytanie pozwoli na bardziej obiektywną ocenę działań polskich władz na przełomie 2013/2014, a zarazem na sformułowanie rekomendacji umożliwiających wypracowanie bardziej efektywnej z perspektywy Polski polityki wobec Ukrainy.

Istnieje szereg teoretycznych propozycji dotyczących klasyfikacji celów polityki zagranicznej państwa. Można zatem mówić o celach długookresowych (niekiedy utożsamianych z interesami narodowymi), średniookresowych i krótkookresowych, celach egzystencjalnych (raz jeszcze bliskich interesom), koegzystencjalnych (wspólnych dla większej grupy państw) i funkcjonalnych5. W odniesieniu do Polski ciekawe podejście proponuje Roman Kuźniar. Jego zdaniem polityka zagraniczna III RP miała na celu realizację czterech zasadniczych celów: odzyskanie suwerenności, zapewnienie Polsce bezpieczeństwa, dobrobytu, wreszcie pozycji na arenie międzynarodowej. Pierwsze trzy zostały zasadniczo zrealizowane wraz z wycofaniem wojsk rosyjskich (suwerenność), wejściem do NATO (bezpieczeństwo) i UE (dobrobyt). Czwarty stał się najważniejszym celem polskiej polityki zagranicznej, a zarazem polemik jej towarzyszących na przestrzeni ostatnich 10 lat6. Model Kuźniara w konstruktywny sposób łączy teorię z praktyką, dlatego warto przez jego pryzmat spojrzeć na politykę Polski wobec Ukrainy.

Suwerenność
Polscy politycy i komentatorzy chętnie sięgają po dwa cytaty. Pierwszy z nich często łączony z dorobkiem paryskiej „Kultury” sformułował jako pierwszy w 1920 r. Ignacy Daszyński: „nie może być wolnej Polski bez wolnej Ukrainy i wolnej Ukrainy bez wolnej Polski”7. Drugi rozwinął w swoich pracach Zbigniew Brzeziński: „zachowując kontrolę nad Ukrainą, Rosja mogłaby dalej aspirować do roli przywódcy ekspansywnego imperium eurazjatyckiego (…). Odrzucenie przez Ukrainę przeszło trzystu lat imperialnej dominacji Rosji oznaczało utratę kontroli nad potencjalnie bogatym regionem przemysłowym i rolniczym oraz pięćdziesięcioma dwoma milionami ludzi wystarczająco bliskich Rosjanom pod względem narodowościowym i religijnym, aby uczynić Rosję mocarstwem wielkim i wpływowym”8.

Warto zastanowić się, jak te dwie tezy przekładają się na niedawną sytuację. Nie ulega wątpliwości, że kryzys polityczny stanowił zagrożenie dla suwerenności Ukrainy. Mówił o tym w jednym z niedawnych wywiadów minister Sikorski, stwierdzając że postulat ukraińskich władz, by podjąć trójstronne rozmowy UE – Ukraina – Rosja to w istocie kwestia „filozofii definiowania [własnej] suwerenności”9. Desuwerenizacja Ukrainy stanowiłaby też jednak istotne wyzwanie dla Polski.

Federacja Rosyjska od rozpadu Związku Radzieckiego dąży do podtrzymania i/lub zwiększenia zależności łączących Ukrainę z Rosją10. Jej działania obejmują ukraiński system polityczny, gospodarkę, sektor obrony, społeczeństwo, kulturę, wreszcie politykę zagraniczną. Na płaszczyźnie wewnątrzpolitycznej władze rosyjskie wspierają ukraińskich polityków postrzeganych jako prorosyjscy, natomiast starają się osłabić tych uważanych za przeciwnych Federacji Rosyjskiej (Wiktor Juszczenko). Dążą również do implementacji na Ukrainie antydemokratycznych rosyjskich wzorców ustrojowych, co upodobni Ukrainę do Federacji Rosyjskiej, ograniczy jej możliwości współpracy z krajami zachodnimi i w efekcie – wzmocni zależność od Rosji. Na płaszczyźnie ekonomicznej, Rosja wykorzystuje przede wszystkim uzależnienie Ukrainy od rosyjskich dostaw surowców energetycznych i rosyjskiego rynku zbytu. Sabotuje próby ograniczenia zależności od dostaw rosyjskiego gazu (np. poprzez rozwój współpracy Ukraina – UE) i zachęca ukraińskie władze do utrzymania dotychczasowych schematów zależności, proponując periodycznie „atrakcyjne” obniżki ceny za gaz. W sferze bezpieczeństwa i obrony najważniejszym przejawem uzależnienia Ukrainy jest obecność w tym kraju rosyjskiej Floty Czarnomorskiej – kilkunastu tysięcy rosyjskich żołnierzy rozlokowanych przede wszystkim na etnicznie rosyjskim Krymie. W sferze społecznej Rosja stara się wykorzystać przede wszystkim sympatię jaką cieszy się (a przynajmniej cieszyła) w ukraińskim społeczeństwie i głębokie podziały regionalne cechujące Ukrainę. Federacja Rosyjska gra na dezintegrację Ukrainy, starając się związać z sobą tradycyjnie prorosyjskie południowe i wschodnie obwody kraju. W sferze kultury Rosja dysponuje czterema zasadniczymi narzędziami – językiem rosyjskim (oficjalnie posługuje się nim jako ojczystym 29% mieszkańców Ukrainy, ale w praktyce są to zaniżone dane), wciąż popularną na Ukrainie poradziecką historiografią kładącą nacisk na związki łączące oba państwa, religią prawosławną, szczególnie w wersji reprezentowanej przez Ukraiński Kościół Prawosławny (Patriarchatu Moskiewskiego), oraz rosyjskimi i rosyjskojęzycznymi mediami dostępnymi na Ukrainie. W sferze polityki zagranicznej Rosja chce uniemożliwić Ukrainie rozwój współpracy z instytucjami zachodnimi i skłonić do zaangażowania się w proces reintegracji obszaru poradzieckiego.

Wydarzenia ostatnich trzech miesięcy są doskonałą ilustracją rosyjskiej polityki. Federacja Rosyjska nakłoniła Ukrainę do rezygnacji z podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Kolejnym krokiem miała być z perspektywy Rosji akcesja Ukrainy do Unii Celnej, która ściślej zwiąże oba kraje, zapewniając Federacji Rosyjskiej dominującą pozycję nad Ukrainą, dzięki istniejącym w ramach UC rozwiązaniom instytucjonalnym11. Aby osiągnąć swe cele, Rosja wykorzystała uzależnienie ekonomiczne Ukrainy (sierpniowa blokada ukraińskiego eksportu do Rosji, grudniowe porozumienia moskiewskie zakładające warunkową obniżkę ceny za rosyjski gaz i wykup przez Federację Rosyjską ukraińskich obligacji). Istotnym wyzwaniem stały się dla władz rosyjskich protesty społeczne na Ukrainie. Dlatego stały się one przedmiotem ostrej krytyki ze strony rosyjskich polityków i mediów. Władimir Putin stwierdził w grudniu, że przypominają one „pogrom” i próbę obalenia legalnego rządu12. W interesie rosyjskich władz leżała eskalacja kryzysu na Ukrainie i potencjalnie jego krwawe – byle skuteczne – rozwiązanie przez ukraińskie władze. Taki scenariusz uniemożliwiłby Wiktorowi Janukowyczowi dalszy dialog z Zachodem i skazałby go na dalsze uzależnienie od Rosji.

Podporządkowanie Ukrainy Rosji należałoby uznać za znaczący krok ku dekonstrukcji postzimnowojennego ładu w Europie i zakwestionowanie jego zasad, tak jak zostały one sformułowane na gruncie OBWE (zakaz dominacji, swoboda wyboru sojuszy, zakaz roszczenia sobie prawa do szczególnej odpowiedzialności za utrzymanie pokoju w regionie OBWE lub uważania części tego regionu za swoją strefę wpływów13). Federacja Rosyjska od lat 90. dążyła do uznania przez Zachód swoich szczególnych praw w odniesieniu do dawnej Europy Wschodniej czy krajów poradzieckich. Chciała uczynić z OBWE główną strukturę bezpieczeństwa, w ramach której funkcjonowałaby dwa mniejsze obszary – wschodni, w ramach którego główną rolę odgrywałaby Federacja Rosyjska i WNP oraz zachodni, obejmujący NATO i UE14. Rosyjska polityka była też bezpośrednio wymierzona w Polskę – wystarczy przypomnieć jej zdecydowany sprzeciw wobec członkostwa Polski w Sojuszu Północnoatlantyckim, czy bardziej ograniczone działania mające utrudnić poszerzenie UE (kwestia ruchu osobowego obwód kaliningradzki – Rosja)15.

W latach 90. polityka ta nie przyniosła wymiernych efektów. Sytuacja uległa zmianie w kolejnej dekadzie. W 2008 r. Rosja zablokowała objęcie Ukrainy i Gruzji Planem Działań na rzecz Członkostwa w NATO (szczyt w Bukareszcie) i praktycznie bezkarnie zbrojnie oderwała od tego drugiego kraju część jego terytorium (uznanie niepodległości Abchazji i Osetii Południowej, stworzenie „stref bezpieczeństwa” wokół tych dwu quasi-państw). W 2009 r. prezydent Dmitrij Miedwiediew przedstawił projekt traktatu o bezpieczeństwie europejskim. Dokument stwierdzał, że wszelkie działania każdej ze stron w sferze bezpieczeństwa (w tym również na forum organizacji międzynarodowych i sojuszy) powinny być podejmowane z uwzględnieniem interesów bezpieczeństwa wszystkich innych stron16. Takie sformułowanie w praktyce dawałoby Rosji prawo weta w odniesieniu do działań Sojuszu, w tym również jeśli chodzi o przyjmowanie nowych członków. Projekt ten nie doczekał się realizacji ze względu na wstrzemięźliwe stanowisko państw zachodnich. W 2013 r. Rosja osiągnęła jednak kolejny sukces, efektywnie blokując podpisanie przez Ukrainę (a także przez Armenię) umowy stowarzyszeniowej z UE.

Podporządkowanie Ukrainy byłoby kolejnym krokiem na drodze do rewizji postzimowojennego porządku. Krokiem ważnym, gdyż jak zauważył Brzeziński, w istotnym stopniu przywróciłby on Rosji wielkomocarstwową pozycję w regionie. Można tylko domniemywać, jakie byłyby kolejne cele polityki Federacji Rosyjskiej, jednak należy sądzić, że ważnym jej elementem byłaby odbudowa wpływów w Europie Środkowej. Rosja już prowadzi działania w tym kierunku – przede wszystkim w sektorze energetycznym. Wobec słabości NATO i wewnętrznych problemów, z jakimi boryka się Unia Europejska, członkostwo Polski w obu strukturach nie jawi się jako efektywna gwarancja przeciwko takiemu zagrożeniu.

W tym kontekście nie dziwi fakt, że polskie władze były przeciwne zbliżeniu ukraińsko-rosyjskiemu. Cel ten nie został bodaj nigdy otwarcie zwerbalizowany – zarówno dlatego, że próba wpływu na politykę zagraniczną Ukrainy zostałaby uznana za ingerencję w sprawy wewnętrzne tego kraju, jak i dlatego że otwarte postawienie tej sprawy przyczyniłoby się do pogorszenia relacji polsko-rosyjskich. Nie ulega jednak wątpliwości, że Polska i Rosja rywalizują na obszarze wspólnego sąsiedztwa17. Najważniejszym instrumentem była i pozostaje w tym kontekście perspektywa częściowej integracji Ukrainy z Unią Europejską w ramach umowy stowarzyszeniowej. Po pierwsze, reformy wymagane przez UE wzmocnią ukraińską gospodarkę, a przez to uczynią Ukrainę mniej podatną na wpływy Rosji. Po drugie, uczynią one ukraińskie życie polityczne i gospodarcze bardziej przejrzystym, co raz jeszcze ograniczy możliwość niejawnej ingerencji Rosji i jej agentów wpływu. Po trzecie, powstanie DCFTA uniemożliwi akcesję Ukrainy do Unii Celnej.

Bezpieczeństwo
Kryzys polityczny na Ukrainie niósł ze sobą cztery potencjalne zagrożenia dla Polski w sferze bezpieczeństwa, związane przede wszystkim z perspektywą destabilizacji państwa ukraińskiego, a także – w bardziej ograniczonym stopniu – ze wspomnianą już jego reintegracją z Federacją Rosyjską.

Zbliżenie ukraińsko-rosyjskie stanowiłoby istotne wyzwanie dla Polski na płaszczyźnie bezpieczeństwa. Wynika to przede wszystkim z faktu, że zaowocowałoby ono zapewne, tak jak w przypadku Białorusi, faktyczną integracją militarną obu krajów. Obecnie Polska graniczy z Obwodem Kaliningradzkim (210 km) i Białorusią (418 km). Siły białoruskie faktycznie działają w strukturach i zgodnie ze standardami Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. We wrześniu 2013 r. obie armie przeprowadziły wielkie manewry „Zachód 2013” (22 tysiące żołnierzy), których głównym celem było przećwiczenie działań przeciwko sąsiedzkim państwom NATO (Polska, republiki bałtyckie)18. Włączenie Ukrainy do tej współpracy istotnie pogorszyłoby pozycję Polski – zarówno z powodów geostrategicznych  militarny potencjał Ukrainy (około dwustutysięczna, choć niedofinansowana armia; rozległy kompleks przemysłowo-militarny, już obecnie silnie powiązany z Rosją).

Konflikt wewnętrzny na Ukrainie o charakterze zbrojnym stanowiłby istotne wyzwanie przede wszystkim ze względu na możliwość masowego napływu do Polski uchodźców z Ukrainy. Na podstawie Konwencji dotyczącej uchodźców z 1951 r. uchodźca to osoba, która „na skutek uzasadnionej obawy przed prześladowaniem z powodu swojej rasy, religii, narodowości, przynależności do określonej grupy społecznej lub z powodu przekonań politycznych przebywa poza granicami państwa, którego jest obywatelem, i nie może lub nie chce z powodu tych obaw korzystać z ochrony tego państwa (…)”. Wspomniana konwencja i regulacje UE gwarantują uchodźcom i osobom ubiegającym się o taki status szereg praw, z których najważniejsze to zakaz wydalania lub zawracania19. Należy im również zapewnić odpowiednie warunki życia (zakwaterowanie, dostęp do ochrony zdrowia) i przeprowadzić postępowanie administracyjne dotyczące wniosków o status uchodźców20. Unia Europejska oferuje państwom członkowskim pomoc w zakresie polityki azylowej, zwłaszcza w przypadku masowego napływu azylantów (tzw. tymczasowa ochrona21), niemniej główny ciężar spada na państwo, które musi ich przyjąć – w przypadku napływu uchodźców przez granicę polsko-ukraińską byłaby to Polska.

Polskie media kreśliły możliwość pojawienia się w Polsce „dziesiątek tysięcy uchodźców”, wskazując na fakt że w krótkim okresie Polska byłaby w stanie przyjąć zaledwie około tysiąca z nich i to przy zagęszczeniu istniejących ośrodków dla uchodźców. Gdyby przeznaczyć dla uchodźców ukraińskich również innego rodzaju placówki (internaty i bursy, koszary) dałoby się utworzyć do 150 tysięcy miejsc22. Taka liczba wydaje się prawdopodobna. W 1992 r. podczas wojny w Naddniestrzu z tej mołdawskiej prowincji uciekło co najmniej 40-100 tysięcy ludzi23. W trakcie ostatniego znaczącego konfliktu wewnętrznego w Europie, jakim była wojna w Kosowie, swoje domy opuściło – w zależności od źródeł – od 700 tysięcy do ok. miliona uchodźców24. Konflikt kosowski miał bardzo brutalny charakter, niemniej trzeba mieć na uwadze fakt, że ta dawna prowincja Serbii liczy sobie ok. dwu milionów mieszkańców, podczas gdy Ukraina – 45 mln, a jej zachodnia część (potencjalnie najbardziej narażona na represje ze strony reżimu Janukowycza) – blisko 10 mln25. Nawet ograniczone działania militarne (nie wspominając o problemach ekonomicznych, takich jak wstrzymanie wypłat czy trudności w zaopatrzeniu) mogłyby zatem skłonić wspomniane uprzednio dziesiątki tysięcy osób do szukania schronienia w Polsce czy innych krajach UE sąsiadujących z Ukrainą. Wedle danych z 2010 r. koszt utrzymania jednego cudzoziemca ubiegającego się o azyl to ok. 40 złotych dziennie26, co przy kilkudziesięciu tysiącach uchodźców oznacza wydatki rzędu kilkudziesięciu milionów złotych w skali miesiąca i kilkuset milionów w skali roku.

Wojna domowa na Ukrainie mogłaby doprowadzić do przekształcenia Ukrainy w państwo upadłe (failed state). Upadłość ukraińskiego państwa – zanik struktur państwowych, brak realizacji podstawowych funkcji państwa, niezdolność do zapewnienia sobie bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego – zaowocowałaby szeregiem wyzwań i zagrożeń zarówno dla Ukraińców, jak i dla ich sąsiadów. Z jednej strony terytorium Ukrainy stałoby się dogodną platformą działań dla zorganizowanych grup przestępczych, terrorystów i innych tego typu podmiotów. Z drugiej możliwa byłaby penetracja Ukrainy przez państwa sąsiednie (Rosja) – zarówno bezpośrednia, jak i pośrednia poprzez różnego rodzaju government organized non-governmental organizations (GONGOs). Upadek państwa ukraińskiego byłby dla Rosji dogodnym pretekstem do zwiększenia swojej obecności w tym kraju – oficjalnie w celu zapobieżenia dalszej destabilizacji, ochrony mniejszości rosyjskiej i ludności rosyjskojęzycznej itd. Wymagałby również zaangażowania na Ukrainie struktur euroatlantyckich – UE i NATO: przeprowadzenie tego typu operacji antykryzysowej byłoby znaczącym wyzwaniem dla obu organizacji, zwłaszcza biorąc pod uwagę rozmiary Ukrainy i niską popularność, jaką Sojusz Atlantycki cieszy się w tym kraju27.

W Europie nie ma państw upadłych – istnieją one lub istniały przede wszystkim w Afryce (Somalia), w mniejszym stopniu w Azji (Afganistan). Warto jednak rozważyć alternatywne następstwa konfliktu wewnętrznego, znane z historii współczesnej obszaru poradzieckiego, a mianowicie faktyczną secesję części terytorium Ukrainy przy jednoznacznym wsparciu Rosji (Naddniestrze, Abchazja, Osetia Południowa) lub bez niego (Górski Karabach). W razie wojny domowej na Ukrainie secesji mogłaby hipotetycznie dokonać wroga Janukowyczowi zachodnia Ukraina lub jej część (Galicja). Rosja ze swej strony mogłaby natomiast wesprzeć tendencje separatystyczne na Zakarpaciu.

Ten pierwszy scenariusz jest relatywnie mało prawdopodobny. Mieszkańcy zachodniej Ukrainy są bowiem, niezależnie od krytycznej oceny reżimu w Kijowie, przywiązani do ukraińskiej państwowości28. Warto natomiast odnotować, że powstanie czegoś na kształt państwa zachodnioukraińskiego zrodziłoby z polskiej perspektywy co najmniej dwa problemy. Po pierwszy, byłby to organizm biedniejszy od dzisiejszej Ukrainy. PKB na mieszkańca w zachodnich regionach to ok. 60% średniej krajowej29. Wobec trudnej sytuacji gospodarczej i niełatwych relacji z pozostałymi regionami Ukrainy (a także z Rosją, o czym za chwilę), zachodnia Ukraina stałaby się zapewne źródłem masowej emigracji w kierunku państw UE. Po drugie, istotną, jeśli nie dominującą siłą polityczną w ramach takiej hipotetycznej jednostki geopolitycznej byłaby partia „Swoboda”, co mogłoby doprowadzić do nasilenia sporów z Polską na tle historycznym.

Scenariusz zakarpacki wydaje się bardziej prawdopodobny. Towarzystwo Rusinów Podkarpackich już na początku lat 90. zwracało się o pomoc do władz rosyjskich, domagając się uznania za odrębny naród i zaprzestania prześladowań przez administrację ukraińską30. Jeden z liderów rusińskiej społeczności na Zakarpaciu, duchowny Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego (Patriarchatu Moskiewskiego) Dmytro Sydor korzystał ze środków finansowych pochodzących pośrednio od rosyjskich władz; współpracował również z „politechnologiem” Wiaczesławem Nikonowem, blisko związanym z Władimirem Putinem31. Można zatem sądzić, że Rosja wspierała jeśli nie separatyzm ukraińskich Rusinów, to przynajmniej nurt moskalofilski w ramach tej grupy etnicznej32.

Powstanie nowego (quasi) państwa w zachodniej części Ukrainy pociągnęłoby za sobą szereg negatywnych konsekwencji dla środkowoeuropejskich sąsiadów Ukrainy, w tym Polski. Byłby to krok na rzecz rewizji ładu postzimnowojennego w Europie, o czym była już mowa. Istnienie takiego quasi-państwa stanowiłoby również potencjalne źródło nowych konfliktów w regionie, tak jak problem Abchazji i Osetii Południowej doprowadził, piętnaście lat po ich faktycznym oderwaniu od Gruzji, do wojny rosyjsko-gruzińskiej.

Nieuregulowany status granicy pomiędzy Polską (Słowacją, Węgrami) a nową hipotetyczną jednostką geopolityczną na wschodzie sprzyjałby nielegalnej migracji – nie tylko Ukraińców, ale i Rosjan czy emigrantów z państw azjatyckich, dla których obszar WNP jest ważnym szlakiem tranzytowym w kierunku Unii Europejskiej. Kolejnym wyzwaniem byłby zapewne przemyt. Ponadto istnienie takiego quasi-państwa sprzyjałoby niekontrolowanej proliferacji broni konwencjonalnej ze składów ukraińskiej armii, która mogłaby zasilić grupy przestępcze.

W tym kontekście nie dziwi fakt, że istotnym celem Polski w odniesieniu do ukraińskiego kryzysu pozostawała stabilność Ukrainy. W interesie Polski nie leżała eskalacja konfliktu – zarówno przez rządzących, jak i przez protestujących, nawet jeśli racje moralne stały po stronie tych ostatnich. Władzom polskim zależało na załagodzeniu sytuacji, później przerwaniu walk i wypracowaniu kompromisowego rozwiązania, nawet jeśli ten ostatni nie spełniałby w pełni oczekiwań demokratycznych sił na Ukrainie. Tym właśnie należy tłumaczyć pewną wstrzemięźliwość polskich władz w pierwszej fazie kryzysu czy też naciski polskiego ministra spraw zagranicznych na ukraińską opozycję w przededniu upadku Janukowycza.

Dobrobyt
Polski eksport na Ukrainę wyniósł w 2012 r. 17 mld złotych, czyli 2,8% całego naszego eksportu, natomiast import 8,3 mld złotych czyli 1,3%33. W skali bezwzględnej nie są to znaczące liczby, niemniej należy odnotować fakt, że wobec ogólnie negatywnej dynamiki polskiego eksportu znaczenie ukraińskiego rynku dla polskich przedsiębiorstw rośnie. Polska eksportuje na Ukrainę przede wszystkim wyroby przemysłu elektromaszynowego (29,2%), wyroby przemysłu chemicznego i tworzywa sztuczne (18,9%) oraz artykuły rolno-spożywcze (12,2%) – wzrasta rola tego ostatniego sektora, zwłaszcza jeśli chodzi o artykuły pochodzenia zwierzęcego. Sprowadza natomiast wyroby metalurgiczne, produkty mineralne, artykuły rolno-spożywcze34. Łączna wartość polskich inwestycji bezpośrednich na Ukrainie sięga ok. 1 mld dolarów. Na Ukrainie zaangażowało się szereg polskich firm – PKO BP, PeKaO SA, PZU, Giełda Papierów Wartościowych, Barlinek, Cersanit, Can-Pack, Grupa Sobieski, Inter-Groclin i inne35. Ukraina odgrywa również ważną rolę jako kraj tranzytowy dla rosyjskiego gazu eksportowanego do Polski i innych krajów Europy Środkowej, a także jako dostawca taniej siły roboczej dla państw UE.

Sytuacja prawno-polityczna i specyficzna kultura biznesu nie sprzyja prowadzeniu na Ukrainie działalności gospodarczej. Wśród ogólnych problemów, z jakimi borykają się zarówno krajowi, jak i zagraniczni przedsiębiorcy wymienić trzeba znaczącą korupcję, zmienność i niejasność przepisów prawnych, słabość wymiaru sprawiedliwości (zjawisko „raiderstwa” czyli nielegalnego przejmowania cudzych firm). W przypadku zagranicznych (polskich) przedsiębiorców istotne znaczenie mają trudności ze zwrotem nadpłaconego podatku VAT.

W tym kontekście z perspektywy Polski duże znaczenie miał ekonomiczny wymiar decyzji Ukrainy o orientacji jej polityki zagranicznej. Polska konsekwentnie opowiadała się za podpisaniem przez Ukrainę umowy stowarzyszeniowej z UE przewidującej m.in. powstanie DCFTA – zarówno w miesiącach poprzedzających szczyt w Wilnie, jak i podczas trzymiesięcznego kryzysu politycznego na Ukrainie i po jego zakończeniu36. Powstanie DCFTA, choć wymagać będzie ze strony Ukrainy istotnych nakładów i wyrzeczeń może w istotnym stopniu przyczynić się do rozwoju gospodarczego tego kraju, co sprzyjać będzie wzrostowi importu, w tym z Polski. Polscy przedsiębiorcy zyskają łatwiejszy dostęp do ukraińskiego rynku zbytu. Wprowadzenie na Ukrainie istotnej części acquis communautaire, zwłaszcza w takich obszarach jak prawo zamówień publicznych czy ochrona konkurencji stworzy też lepsze, pewniejsze warunki dla polskich przedsiębiorców już działających na Ukrainie. Ponadto firmy ukraińskie będą zmuszone do przyjęcia europejskich standardów, co zmniejszy ich relatywną przewagę wynikającą z niższych kosztów produkcji. Rozwój współpracy pomiędzy Ukrainą i UE w sferze energetyki (bardziej w ramach unijnej Wspólnoty Energetycznej niż DCFTA) zapewni większą stabilność dostaw rosyjskiego gazu i uchroni przed kolejnymi kryzysami energetycznymi, takimi jak te w latach 2006 i 2009. W średnim okresie poprawa sytuacji ekonomicznej na Ukrainie zaowocuje ograniczeniem presji migracyjnej ze strony tego państwa na Polskę. Jednocześnie powstanie Pogłębionej i Kompleksowej Strefy Wolnego Handlu Ukraina – Unia Europejska przyniesie też pewne wyzwania dla Polski. Reformy na Ukrainie będą wymagały istotnego wsparcia finansowego ze strony wspólnoty międzynarodowej – zwłaszcza UE i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Poza tym niektóre gałęzie ukraińskiej gospodarki mogą się stać poważną konkurencją dla polskich producentów, np. w sektorze rolno-spożywczym.

O ile podpisanie umowy stowarzyszeniowej i powstanie DCFTA przyniosłoby Polsce korzyści gospodarcze, o tyle alternatywna decyzja Ukrainy tj. akcesja do Unii Celnej współtworzonej przez Rosję, Białoruś i Kazachstan stanowiłaby dla Polski potencjalnie wyzwanie. Przede wszystkim oznaczałaby ona poddanie dwustronnej wymiany handlowej polsko-ukraińskiej wspólnym procedurom UC, czyli w istotnym stopniu uzależnienie jej od dobrej woli Rosji. Federacja Rosyjska niejednokrotnie w przeszłości wykorzystywała uzależnienie innych państw – zarówno WNP, jak i nowych państw członkowskich UE – od swego rynku zbytu. Pod koniec 2005 r. wprowadziła zakaz importu z Polski większości produktów żywnościowych, w tym mięsa. Był to jeden z elementów zaostrzenia dwustronnych relacji po „pomarańczowej rewolucji” w 2004 r. W odpowiedzi Polska zablokowała przyjęcie mandatu negocjacyjnego na temat nowego porozumienia UE – Rosja. Unia Europejska nie bez wahań udzieliła Polsce poparcia, co stanowiło istotny sukces naszego kraju w sporze z Rosją. Ograniczenia nałożone przez Rosję zostały po części złagodzone pod koniec 2007 r. do czego przyczyniła się bardziej koncyliacyjna postawa ze strony nowego polskiego rządu utworzonego przez PO i PSL. Polska natomiast zgodziła się podjęcie rozmów na temat nowego porozumienia UE – Rosja37. W lutym 2014 r. – w związku z chorobą świń na Litwie – Rosja i Białoruś podjęły na podstawie regulacji UC decyzję o wstrzymaniu importu wieprzowiny z całej UE. Decyzja ta w istotnym stopniu dotknęła polskich rolników38. Potencjalnie utrudnienia w dostępie do ukraińskiego rynku związane z akcesją Ukrainy do UC stanowiłyby wymierny problem dla polskich eksporterów (w szczególności dla przedstawicieli sektora rolno-spożywczego).

Silniejsze uzależnienie Ukrainy od Rosji może pociągnąć za sobą podporządkowanie Gazpromowi ukraińskiego sektora energetycznego, w szczególności sieci przesyłowych, którymi rosyjskie surowce energetyczne trafiają do UE. Można sądzić, że poprzednia ukraińska władza rozważała takie rozwiązanie – służyć temu miałoby w szczególności zniesienie zakazu prywatyzacji Naftohazu Ukrajiny i spółek zależnych39. Takie rozwiązanie wzmocniłoby pozycję Rosji jako głównego dostawcy gazu do Polski i innych krajów Europy Środkowej; uniemożliwiłoby też realizację projektów szlaków transportu gazu i ropy omijających Rosję (ropociąg Odessa – Brody). Dzięki kontroli gazociągów biegnących przez Ukrainę, a także rozwojowi nowych szlaków przesyłowych (Gazociąg Północny) Rosja zyskałaby większą swobodę w doborze odbiorców swoich surowców, a jej wybór nie byłby zapewne wolny od uwarunkowań politycznych. Taka sytuacja miałaby negatywny wpływ na bezpieczeństwo energetyczne Polski.

Prestiż
Prestiż i pozycja międzynarodowa są celem najmniej uchwytnym, najtrudniej podatnym obiektywnej analizie. Z tego powodu działania w tym obszarze (nie tylko wobec Ukrainy) budzą największe spory na forum wewnątrzpolitycznym. To co władza uważa za działania na rzecz prestiżu i pozycji międzynarodowej Polski, opozycja z reguły uznaje za przedsięwzięcia służące promocji partii rządzącej i vice versa.

W odniesieniu do Ukrainy Polska chce wzmocnić swój prestiż i pozycję międzynarodową poprzez trojakiego rodzaju działania. Po pierwsze, chce jawić się jako aktywny gracz międzynarodowy, ważny współtwórca polityki zagranicznej Unii Europejskiej, zwłaszcza jej polityki wschodniej. Po drugie, pragnie być postrzegana jako promotor demokracji i przemian ustrojowych. Po trzecie, stara się przekonać ukraińskich partnerów do zaakceptowania polskiej wizji wspólnych dziejów (zwłaszcza w odniesieniu do okresu II wojny światowej) i rezygnacji z elementów pamięci historycznej uważanych za wrogich Polsce. Te dwa pierwsze elementy były widoczne w polskiej polityce wobec Ukrainy w okresie niedawnego kryzysu politycznego; ten trzeci występował jedynie w debacie publicznej.

Zainteresowanie Polski wschodnim sąsiedztwem UE wynika z obiektywnych uwarunkowań (związki historyczne, wspólna granica itp.), niemniej Polska stara się wykorzystać politykę wschodnią do wzmocnienia naszej pozycji na arenie międzynarodowej – zwłaszcza w UE. Pragnie być postrzegana jako ważny aktor w tym regionie. Polityka ta zaczęła się jeszcze przed akcesją do UE, niemniej kluczową rolę odegrały tu wydarzenia „pomarańczowej rewolucji” w 2004 r. Aleksander Kwaśniewski cieszył się dobrymi kontaktami zarówno z ustępującym prezydentem Ukrainy Leonidem Kuczmą40, jak i liderem opozycji Wiktorem Juszczenką. Dlatego po sfałszowaniu drugiej tury wyborów prezydenckich na Ukrainie i wybuchu „pomarańczowej rewolucji” prezydent Polski mógł aktywnie włączyć się w rozmowy na temat pokojowego zakończenia konfl iktu. Udało mu się przekonać do konieczności zaangażowania na Ukrainie partnerów z Unii Europejskiej. Rozmowy „okrągłego stołu” zaowocowały kompromisem politycznym – druga tura została powtórzona, nowym prezydentem Ukrainy został Juszczenko; jednocześnie znowelizowano konstytucję Ukrainy41. Sukces Kwaśniewskiego wzmocnił pozycję Polski w UE i zarazem przyczynił się do rozwoju dwustronnych relacji. Stał się też swoistą obsesją polskich polityków. Każdy kolejny kryzys polityczny na Ukrainie (nie tylko obecny, ale i te pomniejsze, jak w 2007 r., gdy Juszczenko wbrew konstytucji doprowadził do przedterminowych wyborów parlamentarnych) wywołuje pytania o potrzebę zaangażowania Polski. Zwłaszcza w czasie niedawnych wydarzeń na Ukrainie wizyta w Kijowie stała się obowiązkowa dla każdego polityka zajmującego się w kraju czy w UE polityką zagraniczną – zarówno dla tych z partii rządzącej, jak i opozycji.

Po 2004 r. polska polityka nie była już tak skuteczna. Polsce udało się skutecznie zainicjować program Partnerstwa Wschodniego. Był to pierwszy znaczący projekt Polski zaakceptowany przez UE, choć jego efektywność zasługuje na niejednoznaczną ocenę. Nie udało się natomiast zbliżyć Ukrainy do NATO (na szczycie w Bukareszcie w kwietniu 2008 r. zapadła tylko ogólnikowa decyzja, że stanie się ona w przyszłości członkiem Sojuszu42, nie objęto jej jednak Planem Działań na rzecz Członkostwa (MAP)).

Te uwarunkowania wyjaśniają zaangażowanie Polski w rozwiązanie kryzysu na Ukrainie, zwłaszcza obecność ministra Sikorskiego w trójce przedstawicieli UE wysłanych 20 lutego 2014 r. w celu wynegocjowania porozumienia pomiędzy władzą i opozycją. Przebieg negocjacji, zwłaszcza argumenty stosowane przez przedstawiciela Polski, a także celowość samego porozumienia, które zdezaktualizowało się już po kilkunastu godzinach mogą budzić wątpliwości. Niemniej z bardziej ogólnej perspektywy negocjacje w Kijowie potwierdziły znaczenie pozycji Polski jako współtwórcy polityki wschodniej UE. Minister Sikorski, wspólnie ze swoimi odpowiednikami z Niemiec i Francji, udał się do stolicy Ukrainy na prośbę Wysokiej Przedstawiciel ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa Catherine Ashton43; w imieniu UE zabiegał o rozwiązanie kryzysu na Ukrainie. Polskie zaangażowanie w pomoc Ukrainie zostało również zauważone przez Ukraińców, zdecydowanie bardziej niż w 2004 r. Dowodzi tego dobre przyjęcie Polaków podczas protestów na Majdanie, duża „widoczność” polskich polityków w ukraińskich mediach, a także – co nieco paradoksalne – prośba nowych władz Ukrainy o pomoc skierowana bezpośrednio do Polski. P.o. ministra finansów Jurij Kołobow wymienił expressis verbis Polskę obok Stanów Zjednoczonych, UE i MFW jako potencjalnych donatorów czy kredytodawców, od których wsparcia oczekuje Ukraina44. To nowy element w ukraińskim dyskursie, który w przeszłości za kluczowych partnerów uważał – w różnej kolejności w zależności od czasu i rządzącej ekipy – UE, Stany Zjednoczone oraz Rosję.

Wsparcie dla demokracji w krajach poradzieckich, a także w ostatnich latach w krajach Afryki Północnej oraz Bliskiego i Środkowego Wschodu wiąże się z etosem „Solidarności” silnie akcentowanym przez polskie władze. W odniesieniu do krajów Europy Wschodniej i Kaukazu Południowego jest to również element rywalizacji z Rosją, o czym była już mowa. Instytucjonalnym wyrazem tej polityki jest działalność Fundacji Solidarności Międzynarodowej finansowanej przez MSZ czy zaangażowanie Polski na rzecz powstania unijnego European Endowment for Democracy, na czele którego stanął Jerzy Pomianowski.

Polska od początku kryzysu na Ukrainie przestrzegała władze ukraińskie przed stosowaniem rozwiązań siłowych45. Negatywnie oceniła w szczególności antydemokratyczne ustawy przyjęte 16 stycznia przez Radę Najwyższą46. Długo była natomiast niechętna wprowadzeniu przeciwko ukraińskim władzom sankcji, preferując działania, które miałyby skłonić strony ukraińskiego konfliktu do porozumienia. Powoływano się przy tym na doświadczenie z Białorusią, w przypadku której sankcje nie przyniosły wymiernych efektów. Takie stanowisko władze polskie zajmowały nawet po tym, jak w drugiej połowie stycznia w Kijowie zginęli pierwsi manifestanci47. Dopiero dalsza eskalacja konfliktu w drugiej połowie lutego przyniosła zmianę tego stanowiska: Polska opowiedziała się za sankcjami48. Odpowiednią decyzję dotyczącą selektywnych sankcji Rada UE podjęła 20 lutego49. Stanowisko polskich władz wyraźnie różniło się od postawy społeczeństwa obywatelskiego, większości mediów, czy nawet władz samorządowych, które niemal od początku protestów deklarowały solidarność z protestującymi i organizowały pomoc dla Ukraińców. Już 4 grudnia 2013 r. stołeczny Pałac Kultury i Nauki został rozświetlony w barwach Ukrainy (nota bene za sprawą prezydent miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz, wiceprzewodniczącej Platformy Obywatelskiej).

Ważną składową relacji polsko-ukraińskich jest dialog historyczny. Z perspektywy Polski chodzi tu przede wszystkim o okres II wojny światowej – tragedię wołyńską czy jak chcą inni zbrodnię wołyńsko-galicyjską. W latach 90. oba kraje starały się nie podejmować trudnych problemów historycznych, co znalazło wyraz w deklaracji prezydentów Aleksandra Kwaśniewskiego i Leonida Kuczmy, aby „pamiętać o przeszłości, ale myśleć o przyszłości”50.

Od początku nowego stulecia władze obu państw podjęły działania na rzecz pojednania historycznego (obchody w Pawliwce, 2003 r.; w Pawłokomie, 2006 r.) – miały one jednak charakter powierzchowny i w istotnym stopniu polityczny (pojednanie w imię współpracy). Pod koniec kadencji Juszczenki doszło w tej sferze do regresu, m.in. w związku z decyzją prezydenta Ukrainy o nadaniu jednemu z przywódców Ukraińskiej Powstańczej Armii Stepanowi Banderze tytułu Bohatera Ukrainy. W tym kontekście istotnym wyzwaniem dla relacji dwustronnych była siedemdziesiąta rocznica zbrodni wołyńskiej w 2013 r. Na płaszczyźnie politycznej przyniosła ona radykalizację dwu dyskursów – polskiego i ukraińskiego – na temat wydarzeń z lat 1943-1944 (brak wspólnych obchodów na poziomie państwowym jak w 2003 r., uznanie przez polski Sejm zbrodni wołyńskiej za czystkę etniczną o znamionach ludobójstwa). Na poziomie społecznym większą aktywnością niż w przeszłości wykazały się zarówno środowiska radykalne, jak i zwolennicy dialogu (wspólna deklaracja Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego i Kościoła Rzymskokatolickiego w Polsce)51.

Protest na Majdanie przyniósł nową, nieoczekiwaną odsłonę polsko-ukraińskiego sporu o przeszłość. Jednym z politycznych przywódców protestów stał się Oleh Tiahnybok, lider partii „Swoboda”, w przeszłości kultywującej pamięć o żołnierzach UPA i negatywnie odnoszącej się do upamiętnienia ich polskich ofiar52. Zawołaniem Majdanu stało się hasło ukraińskich nacjonalistów „Chwała Ukrainie! Bohaterom chwała!” („Слава Україні! Героям слава!”). Nad Majdanem powiewały obok barw ukraińskich, czerwonoczarne flagi UPA. W Polsce początkowo nie zauważono tego zjawiska. Z czasem jego krytykę podjęły osoby związane ze środowiskami kresowymi, takie jak ks. Tadeusz Isakowicz-Zalewski, który krytycznie ocenił polskie wsparcie dla ukraińskich „neobanderowców”53. Te głosy spotkały się jednak – zwłaszcza ze strony części prawicowych mediów – z negatywnym odzewem. Jak pisał jeden z publicystów „z dwojga złego wolę mieć za Bugiem wolną Ukrainę, nawet z banderowcami u steru, niż wielką, zjednoczoną Rosję, demokratyczną inaczej”54. Inny wprost zauważył, że „słowa kapłana [Isakowicza-Zalewskiego] wpisują się w nurt kremlowskiej i janukowyczowej propagandy, usiłującej ukazać wolnościowy ruch Ukraińców jako zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski i jej integralności terytorialnej”55. Polskie władze, inaczej niż w letnim okresie siedemdziesiątej rocznicy zbrodni wołyńskiej, nie zajęły w tej kwestii stanowiska.

* * *

W okresie kryzysu na Ukrainie polskim władzom przyświecały trzy konkretne cele – zapobieżenie reintegracji Ukrainy z Rosją, ustabilizowanie sytuacji w tym kraju, dalsze sprzyjanie zbliżeniu Ukrainy z Unią Europejską – które odpowiadały trzem celom ogólnym polskiej polityki zagranicznej (suwerenność, bezpieczeństwo, dobrobyt). Ten pierwszy cel nie został jednak otwarcie zwerbalizowany zarówno z obawy że byłoby to uznane za ingerencję w sprawy wewnętrzne Ukrainy, jak i dlatego że zaowocowałoby to pogorszeniem stosunków z Rosją. Zamiast o zbliżeniu ukraińsko-rosyjskim przedstawiciele Polski woleli mówić o perspektywach integracji Ukrainy UE, doskonale zdając sobie sprawę z faktu, że w praktyce są to dwie wykluczające się opcje. Obawa przed destabilizacją Ukrainy i jej możliwymi konsekwencjami dla Polski doprowadziła do częściowej marginalizacji innych celów polskiej polityki wobec tego kraju, takich jak promocja demokracji czy dialog historyczny. Względy moralne nakazywały bardziej jednoznaczne wsparcie protestujących; polska pamięć historyczna kazałaby zapewne bardziej otwarcie odnieść się do „banderowskiej” symboliki Majdanu. Polskie władze wybrały jednak chłodną politykę opartą o interesy narodowe, która nakazywała przede wszystkim ustabilizować sytuację na Ukrainie i kontynuować jej zbliżenie z UE – nawet za cenę porozumienia z Janukowyczem i niezadowolenia polskiego i ukraińskiego społeczeństwa obywatelskiego.

Dr Andrzej Szeptycki – adiunkt w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, stały współpracownik „Nowej Europy Wschodniej”. W 2013 r. wydał książkę Ukraina wobec Rosji. Studium zależności (Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego).

1 Informacja Ministra Spraw Zagranicznych o zadaniach polskiej polityki zagranicznej w 2013 roku, 20.03.2013, https://www.msz.gov.pl/pl/polityka_zagraniczna/priorytety_polityki_zagr_2012_2016/expose2/expose_2013/.

2 „Partyjna jatka w sprawie Ukrainy”. Brudziński oskarża, Sikorski odpowiada, 02.12.2013, http://www.rp.pl/artykul/1069183.html.

3 Zob. np. A. Duda (wywiad), Oskarżam rząd o dotychczasową bierność w sprawie Ukrainy, 02.12.2013, http://www.tokfm.pl/Tokfm/10,115170,15057784,Andrzej_Duda__rzecznik_PiS__oskarzam_rzad_o_dotychczasowa.html; Ryszard Czarnecki, Sankcje czyli brak sankcji, 25.01.2014, http://gpcodziennie.pl/26892-sankcje-czyli-brak-sankcji.html.

4 R. Grochal, PiS atakuje Sikorskiego. Czy to koniec ponadpartyjnego porozumienia w sprawie Ukrainy?, 23.02.2014, http://wyborcza.pl/1,75478,15512121,PiS_atakuje_Sikorskiego__Czy_to_koniec_ponadpartyjnego.html.

5 R. Zięba, Cele polityki zagranicznej państwa, w: R. Zięba (red.) Wstęp do teorii polityki zagranicznej państwa, Toruń 2004.

6 R. Kuźniar, Droga do wolności. Polityka zagraniczna III Rzeczypospolitej, Warszawa 2008.

7 W. Mędrzecki, Polski Kijów 1900-1921, w: B. Berdychowska, O. Hnatiuk (red.), Polska. Ukraina. Osadczuk, Lublin 2007, s. 122.

8 Z. Brzeziński, Wielka szachownica. Główne cele polityki amerykańskiej, Warszawa 1998, s. 114.

9 R. Sikorski (wywiad), Granice unijnej soft power na Ukrainie, 03.12.2013, http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/ukraina/20131203/sikorski-granice-unijnej-soft-power-na-ukrainie.

10 Szerzej zob. A. Szeptycki, Ukraina wobec Rosji. Studium zależności, Warszawa 2013.

11 Por. Договор о Комиссии Таможенного союза (в ред. Протокола от 9.12.2010), Душанбе, 06.10.2007, http://tsouz.ru/Docs/IntAgrmnts/Pages/D_KTS.aspx.

12 Пресс-конференция по итогам российско-армянских переговоров, 02.12.2013, http://www.kremlin.ru/transcripts/19741.

13 Deklaracja Lizbońska w sprawie modelu wspólnego i kompleksowego bezpieczeństwa w Europie XXI wieku, Lizbona, 03.12.1996, w: S. Bieleń (red.), Prawo w stosunkach międzynarodowych. Wybór dokumentów, Warszawa 2004, s. 430.

14 H. Ognik, B. Wizmirska, Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, w: S. Parzymies (red.), Europejskie struktury współpracy. Informator, Warszawa 2000, s. 116.

15 K. Pełczyńska-Nałęcz, Dokąd sięgają granice Zachodu? Rosyjsko-polskie konflikty strategiczne 1990-2010, Warszawa 2010, ss. 9-17, http://www.osw.waw.pl/sites/default/fi les/poza_seria_1_pl.pdf.

16 Проект Договора о европейской безопасности, 29.11.2009, http://kremlin.ru/news/6152.

17 K. Pełczyńska-Nałęcz, op. cit., ss. 18-24.

18 A. Wilk, Zachód 2013” – ćwiczenia z antynatowskiej integracji armii białoruskiej i rosyjskiej, „Analizy”, 25.09.2013, http://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2013-09-25/zachod-2013-cwiczenia-z-antynatowskiej-integracji-armii-bialoruskiej-i.

19 Konwencja dotycząca statusu uchodźców, sporządzona w Genewie dnia 28 lipca 1951 r., „Dziennik Ustaw” 1991, nr 119, poz. 515.

20 Zob. Dyrektywa Rady 2003/9/WE z dnia 27 stycznia 2003 r. ustanawiająca minimalne normy dotyczące przyjmowania osób ubiegających się o azyl, „Dziennik Urzędowy Unii Europejskiej”, 06.02.2003, nr L 031, s. 18-25; Dyrektywa Rady 2005/85/WE z dnia 1 grudnia 2005 r. w sprawie ustanowienia minimalnych norm dotyczących procedur nadawania i cofania statusu uchodźcy w Państwach Członkowskich, „Dziennik Urzędowy Unii Europejskiej”, 13.12.2005, nr L 326, ss. 13-33.

21 Dyrektywa Rady 2001/55/WE z dnia 20 lipca 2001 r. w sprawie minimalnych standardów przyznawania tymczasowej ochrony na wypadek masowego napływu wysiedleńców oraz środków wspierających równowagę wysiłków między Państwami Członkowskimi związanych z przyjęciem takich osób wraz z jego następstwami, „Dziennik Urzędowy Unii Europejskiej”, 07.08.2001, nr L 212 , ss. 12-23.

22 W. Głowacki, Scenariusz: Fala uchodźcow z Ukrainy. Polska nie zamknęłaby granicy, 27.01.2014, http://www.polskatimes.pl/artykul/3308610,scenariusz-fala-uchodzcow-z-ukrainy-polska-niezamknelaby-granicy,id,t.html.

23 M. Kosienkowski, Ukraina wobec Naddniestrza, Lublin 2009, ss. 28-29.

24 Zob. np. J. Whitman, The Kosovo Refugee Crisis: NATO’s Humanitarianism versus Human Rights, w: K. Booth (red.), The Kosovo Tragedy: The Human Rights Dimensions, Abingdon-New York 2000, ss. 164-183.

25 Obliczenia własne na podstawie wyników ukraińskiego spisu powszechnego z 2001 r., www.ukrcensus.gov.ua.

26 N. Rafalik, Cudzoziemcy ubiegający się o nadanie statusu uchodźcy w Polsce – teoria a rzeczywistość (praktyka) (stan prawny na dzień 31 grudnia 2011 r.), „CMR Working Papers”, Warszawa, marzec 2013, nr 55/113, s. 38, http://www.migracje.uw.edu.pl/download/publikacja/1808/.

27 Por. R. Kuźniar, Tradycyjne zagrożenia dla bezpieczeństwa międzynarodowego, w: R. Kuźniar i in., Bezpieczeństwo międzynarodowe, Warszawa 2012, s. 51.

28 Wedle badań z 2007 r. za ukraińskich patriotów uważa się 60% mieszkańców zachodnich obwodów kraju i 36 – 46 pozostałych regionów. Zob. Формування спільної ідентичності громадян України: перспективи і виклики, „Національна Безпека і Оборона”, 2007, nr 9 (93), s. 19.

29 Obliczenia własne na podstawie wyników ukraińskiego powszechnego spisu z 2001 r., www.ukrcensus. gov.ua; Валовий регіональний продукт, http://www.ukrstat.gov.ua/operativ/operativ2008/vvp/vrp/vrp2008_u.htm

30 W. Baluk, Koncepcje polityki narodowościowej Ukrainy. Tradycje i współczesność, Wrocław 2002, s. 252

31 T. Kuzio, SBU Stops Separatism in Its Tracks, „Eurasia Daily Monitor”, 12.12.2008, http://www.jamestown.org/single/?no_cache=1&tx_ttnews[tt_news]=34266.

32 W. Baluk, op. cit., s. 254.

33 Rocznik statystyczny handlu zagranicznego 2013, Warszawa 2013, s. 118.

34 Wymiana handlowa pomiędzy Polską a Ukrainą, http://kiev.trade.gov.pl/pl/ukraine/article/detail,419,Wymiana_handlowa_pomiedzy_Polska_a_Ukraina.html.

35 Polsko-ukraińska współpraca inwestycyjna, http://kiev.trade.gov.pl/pl/ukraine/article/detail,420,Polsko-ukrainska_wspolpraca_inwestycyjna.html.

36 Zob. np. M. Kokot, Min. Sikorski: Wraz z uwolnieniem Tymoszenko Ukraina wypełniła warunki konieczne do podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE, 24.02.2014, http://wyborcza.pl/1,75477,15517044,Min__Sikorski__Wraz_z_uwolnieniem_Tymoszenko_Ukraina.html.

37 A. Eberhardt, Stosunki Polski z Rosją, (w:) R. Kuźniar (red.), Rocznik Polskiej Polityki Zagranicznej 2006, op. cit., s. 125 – 126; idem, Stosunki Polski z Rosją, (w:) R. Kuźniar (red.), Rocznik Polskiej Polityki Zagranicznej 2007, Warszawa 2007, ss. 138-140; idem, Polityka Polski wobec Rosji, op. cit., ss. 146-150, 155-156.

38 A. Kublik, Rosja wykończy polskich rolników świńskim embargiem?, 12.02.2014, http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,15446640,Rosja_wykonczy_polskich_rolnikow_swinskim_embargiem_.html..

39 W. Konończuk, Rząd Ukrainy chce znieść zakaz prywatyzacji Naftohazu, „Analizy”, 08.05.2013, http://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2013-05-08/rzad-ukrainy-chce-zniesc-zakazprywatyzacji-naftohazu.

40 Zob. Л. Кучма, После Майдана. Записки президента 2005-2006, Киев, Москва, 2007, ss. 177, 608.

41 M. Menkiszak, L’engagement polonais en Ukraine au cours de la ≪Revolution orange≫, „Defense nationale”, październik 2005, ss. 128-138.

42 Bucharest Summit Declaration Issued by the Heads of State and Government participating in the meeting of the North Atlantic Council, Bukareszt, 03.04.2008, http://www.nato.int/cps/en/natolive/offi cial_texts_8443.htm?mode=pressrelease.

43 Zob. Remarks by EU High Representative Catherine Ashton following the extraordinary Foreign Affairs Council on Ukraine, Brussels, 20.02.2014, 140220/03, http://eeas.europa.eu/statements/docs/2014/140220_03_en.pdf.

44 Колобов заявив про наміри просити за кордоном $35 мільярдів, 24.02.2014, http://www.ukrinform.ua/ukr/news/kolobov_zayaviv_pro_namiri_prositi_za_kordonom_35_milyardiv_1910989.

45 Polski MSZ: „Przestrzegamy władze ukraińskie przed stosowaniem rozwiązań siłowych”, 30.11.2013, http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15051038,Polski_MSZ___Przestrzegamy_wladze_ukrainskie_przed.html.

46 M. Wojciechowski, Oświadczenie ws. ustaw przyjętych na Ukrainie, 17.01.2014, http://www.msz.gov.pl/pl/aktualnosci/wiadomosci/oswiadczenie_ws__ustaw_przyjetych_na_ukrainie.

47 Tusk: sankcje nie są przedmiotem naszej szczególnej uwagi, 31.01.2014, http://wyborcza.pl/1,91446,15367261,Tusk__sankcje_nie_sa_przedmiotem_naszej_szczegolnej.html.

48 Tusk u Olejnik: Sankcje to sygnał, że dialog na Ukrainie de facto się skończył. Mówimy „dosyć”, 19.02.2014, http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15491822,Tusk_u_Olejnik__Mowiac__sankcje__mowimy__dosyc___Sankcje.html.

49 Council conclusions on Ukraine. Foreign Affairs Council meeting, Brussels, 20.02.2014, http://www.consilium.europa.eu/uedocs/cms_Data/docs/pressdata/EN/foraff/141110.pdf.

50  Wspólne oświadczenie Prezydentów Rzeczypospolitej Polskiej i Ukrainy o porozumieniu i pojednaniu, Kijów, 21.05.1997, http://www.bbn.gov.pl/pl/publikacje-i-dokumenty/nieokreslone/umowy-miedzynarodowe/393,dok.html.

51 Zob. А. Шептицький, Волинь 2013, Р. Крамар (red.), Український альманах 2014, Варшава 2014, ss. 32-39.

52 T. A. Olszański, Sukces wyborczy partii Swoboda – konsekwencje dla ukraińskiej sceny politycznej, „Komentarze OSW”, 26.11.2012, nr 97, s. 8, http://www.osw.waw.pl/sites/default/fi les/komentarze_97.pdf.

53 Podziękowanie od Tiahnyboka jest pocałunkiem śmierci, 08.12.2013, http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=8787.

54 M. Wolski, Dylematy, 07.02.2014, http://niezalezna.pl/51573-dylematy.

55 P. Żurawski vel Grajewski, Antyukraińskie zacietrzewienie, 30.01.2014, http://niezalezna.pl/51263-antyukrainskie-zacietrzewienie.

Ukrainian Role in the Transnistrian Conflict Settlement in the Framework of the OSCE Chairmanship*

Hanna Shelest

[tekst pierwotnie opublikowany w://text originally published in:
"Nowy Prometeusz" nr 4, październik 2013, ss. 57-63]

In 2013 Ukraine holds the chair at the Organization for Security and Cooperation in Europe (OSCE), which is one of the highest profile roles in the international arena the country took since the declaration of its independence. Ukrainian Chairmanship of the OSCE can become an instrument and a chance for Ukraine to advance its international standings and to promote its status in international relations. However, OSCE Chairmanship is not only a great honor but a challenge too. For Ukraine one of such challenges is a settlement of the Transnistrian conflict, as it stays the key question for the regional security policy. As far as it has always been a part of the mediation and peacekeeping activities of Ukraine as Transnistrian region bordering only Ukraine and Moldova could not stay out of the Ukrainian concern, this very issue was announced as one of the priorities for the Ukrainian Chairmanship in January 2013.1

OSCE and the settlement of the Transnistrian Conflict
In 1993, the OSCE (then the CSCE) established a Mission in Moldova to support efforts to find a peaceful solution to this conflict. The main objectives of the Mission are to assist in negotiating a lasting political settlement of the Transnistrian conflict, to consolidate the independence and sovereignty of the Republic of Moldova, and to reach an understanding on a special status for the Transnistrian region.2 OSCE is one of the official mediators in the resolution of the Transnistrian conflict. Mission in Moldova has constantly facilitated direct negotiations between Chisinau and Tiraspol and actively cooperated with all mediators and observers. This is the very organization which reached the biggest success in confi dence-building measures and agreements on basic principles of the relations between the two conflicting parties. Despite the interruption of the official talks in the “5+2” format in 2006, OSCE Mission directed its efforts on organization of the informal meetings, the goal of which were renewal of the official format. During 2008-2009 the process of informal negotiations was intensifed. Furthermore, confidence-building measures between two parties were expanded in 2008, when the experts meetings in the groups of common interests in social and economic spheres have been started.

OSCE actions in this direction have been intensified in 2011, among others, by organization of the conference under the auspices of the OSCE and support of the German government, which took place in September 2011 in Bad Reichenhall, and by the revival of the offi cial talks in the “5+2” format, which took place during another round of consultations in Moscow on the 22nd of September 2011. Last years this conflict got a new attention due to the increased interest to this question on the side of the international community, renewing regular negotiations in the “5+2” format, as well as the progress in resolution of some “technical” issues and confi dence-building measures.

In all conflicts at the post-soviet space the OSCE as a mediator tried to be a link between the conflicting parties, but also between the different mediation and peacekeeping efforts in the region. At the same time it is necessary to point out that OSCE actions in the peace process are concentrated in two tracks: confidence building measures, people to people contacts and political settlement. Problem of the Transnistrian conflict settlement is one of the key ones at every annual OSCE Ministerial Meeting, and with a certain periodicity the chairing state proposes a new initiative on peaceful settlement of this conflict. Stepping-up of the negotiating process due to the Lithuanian and Irish Chairmanships’ priorities set in this sphere is a good background for continuation of this trend from the Ukrainian side.

The role of Ukraine
Ukrainian Chairmanship in the OSCE in 2013 is not only an important basis to enhance Ukrainian role in the negotiating process, but also to achieve a progress in a resolution of this conflict. This possibility is due to the fact that Ukraine has a high level of awareness and understanding of reasons of the Transnistrian conflict, its course of events during all the time of the existence, as well as a new context which has appeared after the change of power in Moldova in 2009 and in Transnistria in December 2011.

Ukraine is perceived by the confl icting parties not only as a peaceful and impartial partner, who is interested in a regional stability, but also as an adequate interlocutor, who understands problems of the post-communist states. Moreover, it is perceived as the less interested in territorial claims and claims of other character to the parties to conflict. From the very beginning Kyiv has officially supported the territorial integrity and sovereignty of Moldova and stand for conflict settlement by peaceful means only on the terms mutually acceptable for conflicting parties. It is important to emphasize that once Moldova and Transnistria advocated Ukrainian involvement in the peace process as a state, which for their opinion has not been biased and has not have geostrategic interests in the region. Ukraine always presents its territory for meetings and consultations between the representatives of Chisinau and Transnistria. Despite the fact that Ukraine has had an official status of mediator together with Russia and OSCE since 1994, and guarantor of peace (together with Russia) since 1997, for 10 years Ukraine has been not actively involved in the Transnistrian peace process, just joining the discussion of some narrow issues of the confidence-building. In April 2005 the situation has changed, as Ukrainian authorities proposed a comprehensive peace plan, presented at the GUAM summit in Chisinau, named after then President of Ukraine – The Yuschenko Plan. Not all points of that plan have been implemented, among others because of a low-intensity of the Ukrainian diplomats work in this direction. However it brought several serious shifts – the EU and the USA was invited to join the peace process, so the “5+2” format (Moldova, Transnistria, Russia, Ukraine, OSCE + the EU and the USA) has been created, which is still perceived as a main negotiating format. Even more, the European Union Border Assistance Mission to Moldova and Ukraine (EUBAM) was created to facilitate border issues settlement. If at the beginning it was purely technical mission, right now the confidence-building and conflict-settlement elements has been incorporated. In 2013, Ukraine as a Chair, appears in a unique situation when it unites two “voices” (its own and OSCE) in the “5+2” format.

The settlement – risks & challenges
However, one cannot abstain from mentioning the risks that Ukraine faces as the OSCE Chair in the Transnistrian conflict settlement. First of all it’s a competition of some international mediators. Then, it is a desire to play leading role without accommodation of the positions with other involved parties resulting in inability to concentrate attention of the conflicting parties on the concrete plan of the peace settlement and reduction the weight and authority of the OSCE as a mediator.

As far as the role of the Russian Federation is very well-known, one should not ignore positions of other interested parties. For the opinion of Vladimir Yastrebchak (former Minister of Foreign Affairs of Transnistrian) fragmentation and lack of coordination in the activities of Moscow and Kyiv to a great extent lead to the wheelspin of talks, low level of performance of the undertaken political-diplomatic efforts, impeding the potential, which both states have.3 Back in 2001, when Romania was chairing in the OSCE, it was not “allowed” to deal with the Transnistrian confl ict, perceived by many as a partial actor. Some Romanian experts even predicted that Ukraine would also be not allowed to be very active in this direction so not to overtake leading roles of others involved. However it hasn’t happened and Ukraine is still seen as a good broker to facilitate the process.

Yet on February 15, 2005 President of Romania T. Basescu during negotiations in Moscow raised a question of Bucharest involvement in the confl ict resolution process in Transnistria, underlining that if that problem was important for Ukrainian security, so in that sense it was also important for Romanian.4 Russian leadership has returned to this question in October 2010, when upon the results of the trilateral negotiations between leaders of France, Germany and Russia in Deauville (France), President D. Medvedev stated that success of the Moldovan-Transnistrian conflict settlement depended not only on Russia, Moldova, Transnistria and the European Union, but also on Romania. Active work of the Russian Federation on Romanian involvement can be seen as a desire to minimize the role of other mediators, including Ukraine. At the same time, for Romania, one of the main tasks is minimization the role of Russia in the region, especially in Moldova – so all this leads to a paradox. Within the years Romania has been balancing between desire to be an independent mediator and necessity to consider joint position of the EU. Despite some independent steps, in November 2010 Minister of Foreign Affairs of Romania T. Baconschi stated that Romania took part in the Moldovan-Transnistrian conflict settlement only as a member of the European Union.5 In some way it makes life of Ukraine easier as it takes away from the stage one of the competitors, but at the same time, Ukraine could have Romania as its ally contrary to the Russian position. Mutual interest in a quick settlement of the Transnistrian conflict makes these two states natural partners. Both countries can take responsibility for the security in the region, presenting additional arguments for Russian military withdrawal.

The second risk Ukraine might face as the OSCE Chair, is reluctance of the conflicting parties to revitalize the peace process and to compromise, what is backed by the unwillingness of the parties to accept Ukraine in particular, and the OSCE as a whole, as an influential mediator. Ukraine took a quick start in the negotiation process as the OSCE chair in January 2013 conducting first negotiations with the representatives of Moldovan and Transnistrian establishment during the visits of the Chair-in-office, Minister of Foreign Affairs of Ukraine Mr. Kozhara and the OSCE Chairperson’s Special Representative for conflicts Amb. A. Deshchytsia. It brought some expectations, which were broken by the further denial of the Transnistrian side Mr. Kozhara’s statement that they are ready to move to the political settlement issues6 and de-facto fail of the meeting in Lviv on the 19th of February 2013, when leaders of Transnistria rejected to participate. First round of negotiations in the “5+2” format, organized in 2013 under the Ukrainian Chairmanship “brought some disappointment for those, who believed in “magician” who united for the OSCE statuses of a mediator and a guarantor”.7 Other experts perceived Lviv meeting as a failure of Ukraine, as neither the place had been selected properly (Chernivtsy or Odessa looked more logical) nor the agenda had been prepared carefully, when Ukrainian interests were not taken into account as well as previous agreements were not considered.8 Ukrainian Minister was quick in announcing the breakthrough in the negotiations, which some perceived as wishful thinking and others as unwise haste that resulted in a sharp reaction of both Transnistria and the Russian Federation and influenced further low level of negotiations in Lviv. For Ukraine, who is not a freshman in these negotiations, such mistakes cannot be excused. As a result a new round of negotiations in May 2013 in Odessa has to be started with the lower level of political representation and issues to be agreed.

In opinion of Artem Fylypenko (Head of the Odessa Branch of the National Institute for Strategic Studies) if the agreement on free movement of goods and people between Moldova and Transnistria has been signed in Lviv it would be perceived as a certain breakthrough and a success of the Ukrainian diplomacy. But this has not happened and it became clear that Tiraspol acts in the wake of Moscow policy, and the latter is not very interested in Ukraine getting certain benefits from the OSCE Chairmanship.9 For the next rounds of negotiations Ukraine should make additional efforts to ensure meetings of the leaders of Transnistria and Moldova to happen. However, an internal political crisis in Moldova and political instability in Transnistria can also disturb Ukrainian plans for dialogue’s intensification.

Peacekeeping format – is it time for changes?
One of the problems that still exist is a current peacekeeping format in the region, which does not correspond with a current state of affairs. De facto this mission should transform from military into police one, have a mandate to observe and control the border, renovate the rule of law and monitor human rights, etc. But now its extra militarization just provokes fear in the region, which has a negative psychological effect not reflecting the real situation.

Back to 2006, during the Belgian OSCE Chairmanship this question was raised for the first time. The Belgian proposal would place the reformed peacekeeping operation under the OSCE’s aegis. It would include troops from “many countries,” but Russia would alone provide 30% to 40% of the troops (this is formulated as: “no single country should provide more than 30% to 40%”). Structurally, 75% of the manpower would consist of military troops and 25% of police and civilian observers.10 However it has not happened. Yet in November 2010 President of Romania T. Basescu proposed to change Russian military to European one – this proposition has not been realized either.

There are statements of the EU member-states and the USA on necessity to withdraw Russian military (except peacekeepers) and the rest of ammunition according to the commitments which Russia took at the Istanbul Summit of the OSCE in 1999, which will be logically if Ukraine joins. Nowadays there is a possibility to present such a position from the Ukrainian side as a position of the chairing of the OSCE state, which should promote compliance with the decisions adopted under auspices of this organization.

In four main conflicts at the post-soviet space – Nagorno-Karabakh, Abkhazia, South Ossetia and Transnistria – Ukraine and OSCE are on the different levels of inclusion. Transnistria conflict demonstrates the highest level of involvement for both. Thus Ukraine should correlate its initiatives and adjust its ambitions to realities of the resolution process. One of the positive elements of Ukraine as a mediator is its readiness not to monopolize the peace process, but to attract other mediators, minimizes risks of accusation in partiality. So for Ukraine, the OSCE is one of the main platforms for reaching political agreement between the conflicting parties, as represents an established and credible format for negotiations.

As for now Ukraine is more striving to the demonstration of activity, not having real propositions, so it can lead to the practice of “initiatives for initiatives”. Therefore Ukraine needs to return to the practice of preliminary consultations that will lead to the successful dynamics of its OSCE Chairmanship.11 Moreover, as situation around Lviv meeting showed it is necessary to remain calm and silent about the preliminary agreements reached before their fi nal implementation.

As for now Ukraine should organize most of the next negotiations at its territory. Ukraine should facilitate continuation of negotiations between two sides simultaneously in two dimensions. On one side confidence-building measures should be discussed, which are connected with practical questions that can be resolved between the parties, as well as level of people to people contacts. On the other side, the political settlement and dialogue on the final resolution and status of Transnistria should take place. The initiative to launch a standing Civil Society Forum on Transnistrian confl ict resolution has been being discussed within the Ukrainian civil society which also tries to be actively involved in the peace process.

If this year efforts succeed, Ukraine will have a chance to propose a new plan for Moldova and Transnistrian Moldovan Republic coexistence. It can be based on an idea of the self-governed region with a delegation of authorities (e.g. as a Scottish devolution). However, taking into account concerns of Tiraspol and Moscow some guarantees should be presented. For example that Moldova will not join another state, will continue being neutral and a guarantee of linguistic and humanitarian rights of the ethnic minorities, which inhabit the territory of the self-proclaimed TMR. As for now, none of the mediators is ready to present a new peace plan for the Transnistrian settlement. Nevertheless the search for the new formats of coexistence should be continued, as with the Moldovan and Ukrainian ways towards European integration, Transnistria should make a choice of its future, which is now hampered by the fears of possible Romanization.

Hanna Shelest, PhD – Senior Researcher at Odessa Branch of the National Institute for Strategic Studies. Specializes in conflict resolution and security in the Wider Black Sea and the Middle East regions.

* The following text has been submitted in Summer 2013 and therefore it analyses only the first half of the Ukrainian presidency in the OSCE.

1Protracted conflicts, human trafficking and media freedom amongst Ukraine’s OSCE 2013 priorities, http://www.osce.org/cio/98763, (Accessed 1 February 2013).

2OSCE Mission to Moldova, http://www.osce.org/moldova/43356, (Accessed 15 March 2013).

3Владимир Ястребчак: Согласованные действия России, Украины и Приднестровья как средство от ≪заморозков≫, http://www.regnum.ru/news/fd-abroad/transdniestria/1630710.html, (Accessed 20 March 2013).

4Мир в Приднестровье: Румыния хочет ≪приложить руку≫, http://news.bbc.co.uk/hi/russian/news/newsid_4268000/4268759.stm, (Accessed 15 February 2013).

5Урегулирование приднестровского конфликта без Румынии, http://terra.md/ru/news/moldova/pridnestrovie2/default.aspx, (Accessed 25 December 2012).

6Глава МИД Приднестровья вслед за президентом опровергла ложь главы МИД Украины, http://www.regnum.ru/news/1616472.html, (Accessed 23 January 2013).

7Владимир Ястребчак: Согласованные действия России, Украины и Приднестровья как средство от ≪заморозков≫, http://www.regnum.ru/news/fd-abroad/transdniestria/1630710.html, (Accessed 28 February 2013).

8Ю. Збитнев, Львовский провал Кожары, „Хвиля”, http://hvylya.org/analytics/politics/lvovskiyproval-kozharyi.html, (Accessed 21 February 2013).

9A. Филипенко, Приднестровье не торопится подыгрывать Украине ИА, „Тирас”, http://176.9.53.83/jeksperty/37044-artem-fi lipenko-pridnestrove-ne-toropitsya-podygryvat-ukraine.html, (Accessed 21 February 2013).

10V. Socor, OSCE’S Belgian Chair Proposes Reformed Peacekeeping In Moldova, „Eurasia Daily Monitor”, Volume 3, Issue 195, http://www.jamestown.org/single/?no_cache=1&tx_ttnews%5Btt_news%5D=32157, (Accessed 21 February 2013).

11Владимир Ястребчак: Согласованные действия России, Украины и Приднестровья как средство от ≪заморозков≫, http://www.regnum.ru/news/fd-abroad/transdniestria/1630710.html, (Accessed 28 February 2013).

Zewnętrzna identyfikacja ukraińskiego samostanowienia narodowego

Ihor Rafalskyj

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 4, październik 2013, ss. 47-53]

Zdobycie niepodległości przez Ukrainę odbywało się w wirze geopolitycznych transformacji związanych z upadkiem komunizmu oraz niszczeniem dwubiegunowego międzynarodowego układu sił. Status niepodległego państwa postawił przed tożsamością narodową nowe zadania zarówno w wymiarze wewnętrznej, jak i zewnętrznej identyfikacji.

O pewnych sprzecznościach i niekonsekwencjach w uświadamianiu nowych realiów i zadań narodowego samookreślenia świadczą, przede wszystkim, dokumenty ustawodawcze nowo tworzącego się państwa ukraińskiego – Deklaracja suwerenności państwowej 1990 r. oraz Akt ogłoszenia niepodległości 1991 r. Są one odzwierciedleniem ideologicznej i politycznej walki, która rozgrywała się między zwolennikami różnych koncepcji i modeli ukraińskiego samookreślenia w momencie przyjęcia tych ustaw. Występowanie w nich odmiennego podejścia do prób zdefiniowania podmiotu narodowego samostanowienia (naród ukraiński czy ludność byłego ZSRR) jest rezultatem porozumienia zawartego między przedstawicielami tych koncepcji zarówno w sali parlamentu, jak i w przestrzeni politycznej państwa jako całości. Powielanie tych kompromisów w następnych aktach ustawodawczych, włącznie z Konstytucją, prowadzi do tego, że proces samookreślenia został odroczony, a jego uczestnicy w okresie niepodległości zmuszeni byli wracać do stanu nieokreśloności odziedziczonego z przeszłości.

Istotne aspekty samookreślenia narodowego są realizowane w postaci różnych projektów lub idei rozwoju społecznego. Jednym z takich projektów, który towarzyszy kształtowaniu się narodu i państwa ukraińskiego, w szczególności w XX wieku, jest dążenie do włączenia się w europejską kulturę i przestrzeń polityczną. W swoich początkowych formach – publicystycznych apelach, deklaracjach zamiarów, politycznych hasłach – kierunek integracji może być określany jako „wybór europejski”. W warunkach rozwoju zjednoczonej Europy, już nie tylko jako całości cywilizacyjnej, ale i politycznej, wybór ten nabrał bardziej konkretnej treści i stał się jednym z czynników wyznaczających ukraińskie samostanowienie. Idea przyłączenia się do europejskiej kultury i przestrzeni politycznej opierała się na całokształcie historyczno-kulturowych założeń, w myśl których Ukraina była obecna w tradycyjnych wyobrażeniach społeczności europejskiej, miała wspólne z resztą Europy idee społeczne, normy i wartości. Świadczy to o europejskim charakterze Ukrainy.

Już w okresie bezpaństwowości integracja z przestrzenią europejską była zdefiniowana jako priorytet strategii narodowej suwerenności w szeregu projektów ideologów ukraińskich, począwszy od M. Chwylowego, W. Lipińskiego, a kończąc na działaczach ukraińskiej emigracji okresu powojennego. Dlatego określenie kierunku europejskiego jako głównego punktu orientacyjnego rozwoju narodowego i emancypacji w kręgu innych narodów stało się usankcjonowanym prawnie skutkiem ogłoszenia niepodległości przez Ukrainę.

Pierwotnie projekt integracji europejskiej miał charakter kulturowy i był nieco abstrakcyjny. Krytycy tej koncepcji zwracali uwagę na konieczność przyjęcia takich norm współżycia europejskiego, które miałaby przyswoić ukraińska elita intelektualna i polityczna, a wraz z nią całe społeczeństwo, w celu adekwatnej interakcji z partnerami europejskimi oraz w celu bycia odpowiednio postrzeganymi i ocenianymi przez partnerów.

Projekt Ukrainy europejskiej zapewniał jej z pewnością adaptację do zasadniczo nowego systemu relacji między narodami, grupami społecznymi i jednostkami. Integracja europejska Ukrainy wymagała nabycia przez elitę polityczną oraz społeczeństwo obywatelskie państwa pewnej wiedzy, umiejętności i nawyków racjonalnego myślenia, rozsądnego dialogu z partnerami, efektywnego i planowego działania mającego na celu osiągnięcie postawionych celów.

Rozbieżność we wzajemnych oczekiwaniach, różnice w planach realizacji dwóch projektów: z jednej strony – ukraińskiego narodowego samookreślenia w jego klasycznej, romantycznej formie, z drugiej – pragmatycznego zjednoczenia europejskiego skupionego wokół wspólnych interesów ekonomicznych, doprowadziły do swoistego zamrożenia projektu eurointegracji. Już na samym początku rozszerzania Unii Europejskiej na wschód pobudziło Ukrainę do rozważenia bardziej realistycznie i z większym zainteresowaniem perspektywy członkostwa w tej organizacji.

Idea włączenia się w proces jednoczenia się Europy od samego początku była rozpatrywana przez część intelektualistów i polityków w kontekście innych możliwych kierunków integracji – jako przeciwwaga. Za całkowicie niedopuszczalną uważano integrację z Rosją, natomiast dopuszczano (ale była to mniej znacząca perspektywa) włączenie się Ukrainy w polityczny i kulturowy krąg Europy Wschodniej.

Bardziej konkretna i realistyczna polityka Ukrainy – polityka „wyboru europejskiego” stała się regularną reakcją na zagrożenie utratą tożsamości cywilizacyjnej, przesunięciem na margines w sytuacji permanentnego konfliktu między Rosją a Zachodem. Główną rolę w tej polityce odgrywały Stany Zjednoczone, które potencjalnie wywierały wpływ na swoich europejskich partnerów w celu zapewnienia większych ustępstw w sprawie ukraińskich dążeń. Taki wpływ stałby się możliwy w przypadku przyspieszonego przystąpienia Ukrainy do NATO. Na przeszkodzie w realizacji tego planu stał cały szereg czynników – wewnętrzna niestabilność na Ukrainie w orientacji na Zachód, wrogość Rosji, brak gotowości nowego rozszerzenia UE oraz utrata strategicznego znaczenia regionu Europy Środkowo-Wschodniej w polityce Waszyngtonu.

W ukraińskiej debacie o eurointegracji wszystkie te elementy spowodowały wiele sprzeczności i zrodziły nowe zjawiska i koncepcje. Były to przede wszystkim:
1) narastanie nastrojów antyzachodnich w regionach rosyjskojęzycznych, które zostały poddane silnej propagandzie ze strony Rosji;
2) wzrost wzajemnej nieufności uczestników dialogu europejsko-ukraińskiego z powodu obopólnego nieprzygotowania do praktycznych kroków w kierunku integracji;
3) pojawienie się nowych międzynarodowych, geopolitycznych koncepcji, dotyczących cywilizacyjnej podmiotowości Ukrainy, które pozwoliłby wyeliminować konflikt na tle eurointegracji z porządku dziennego i odsunąć proces narodowego samookreślenia na późniejszy okres.

Dalszy rozwój wydarzeń przekreślił nadzieje Ukrainy na możliwość uczestnictwa w projekcie integracji europejskiej w postaci otrzymania członkowstwa w UE w jakiejkolwiek określonej perspektywie. Doprowadziły do tego zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne czynniki. Wybrana w 2004 roku na fali narodowo-demokratycznego ruchu władza okazała się bezsilna i nie była w stanie przezwyciężyć inercji skorumpowanego i nieprofesjonalnego modelu rządzenia państwem. Nie umiała także uwolnić społeczeństwa od permanentnego politycznego napięcia i konfliktu tożsamości.

Znaczącym wydarzeniem dotyczącym projektu eurointegracji Ukrainy był szczyt UE-Ukraina w Paryżu (2008 r.), gdzie strony oświadczyły, że Nowa wzmocniona umowa 2007 roku zostanie przekształcona w Umowę o stowarzyszeniu. We wspólnej deklaracji szczytu podkreślono, że nowe porozumienie „pozostawia otwartą drogę do dalszego stopniowego rozwoju stosunków między Ukrainą i UE. Unia Europejska przyjmuje do wiadomości europejskie aspiracje Ukrainy oraz akceptuje wybór europejski Ukrainy”.1 Negocjacje w sprawie Umowy o stowarzyszeniu i stworzenia strefy wolnego handlu trwały do 2011 roku. W tym czasie, zdaniem ekspertów, Ukraina znacznie spowolniła swoje starania na rzecz integracji europejskiej. Coraz bardziej pogłębiał się regres zarówno w zewnętrznej, jak i wewnętrznej polityce, rozpoczęły się procesy odejścia od demokratycznych zasad, co z kolei doprowadziło do zaprzepaszczenia wielu osiągnięć politycznych Ukrainy.

Umowa o stowarzyszeniu to unikalna szansa dla Ukrainy. Szansa nie tylko i nie tyle na stworzenie solidnej bazy dla dalszego ustawicznego politycznego i gospodarczego rozwoju kraju, na reformowanie wszystkich kluczowych obszarów państwa oraz wdrożenie norm europejskich standardów, ale również na odgrywanie roli czynnika jednoczącego dla rodzącego się ukraińskiego narodu politycznego i pełnienie znaczącej funkcji w ukraińskiej suwerenności narodowej. Ponadto, z punktu widzenia byłego szefa Komisji Europejskiej Romano Prodiego wyrażonego na łamach wpływowego magazynu „Financial Times”, podpisanie Umowy o stowarzyszeniu między Ukrainą a UE i dalsza integracja Ukrainy może „ożywić Europę w czasie kryzysu gospodarczego … i zreformować stosunki Unii Europejskiej i Rosji”.2 „Powinniśmy pamiętać – powiedział Prodi – że członkostwo w Unii Europejskiej i stosunki z nią są nie tylko znakiem potwierdzenia zobowiązania do przyjęcia europejskich wartości, są to środki wspierające dalszy rozwój tych wartości, określają perspektywy demokratyzacji na Ukrainie. Rozumiemy, że Kijów jest kolebką cywilizacji rosyjskiej. Na Ukrainie mieszka duża część ludności rosyjskiej, a ludność ukraińska jest rozdarta między przyszłym europejskim i rosyjskim scenariuszem – pisze polityk. Tym niemniej teraz nastał moment, by zacieśnić więzi między Ukrainą a Europą – przekonuje Prodi. Ukraina może stać się krzewicielem europejskich wartości i relacji, które pomogą zmniejszyć wzajemne podejrzenia i przyczynić się do budowania trwałego pokoju”.3

Jednym z najtrudniejszych problemów polityki zewnętrznej Ukrainy jest konieczność pogodzenia europejskiego kursu integracji z potrzebą zachowania i pogłębienia równorzędnych i dobrosąsiedzkich stosunków z Rosją, które w rzeczywistości są ważnym elementem architektury europejskiej. Rosja, jak każdy suwerenny kraj, ma prawo do własnych interesów narodowych. Jednak oczywiste jest, że aby zdefiniować interes narodowy, konieczne jest spójne zrozumienie jedności, pojęcie, czyje interesy są w danym wypadku rozpatrywane, jak również wspólne rozumienie procesów, w których interesy te są określane i wdrażane. W związku z tym, w zależności od wyjściowych założeń, jakie się przyjmie, definiują one różne modele samostanowienia i realizacji interesów narodowych. Niedawno w rozmowie z „Niezavisimaja Gazieta” prezydent Rosji Władimir Putin stwierdził, że „samostanowienie narodu rosyjskiego to polietniczna cywilizacja zamknięta kodem kulturowym”.4 Budowa nowych rosyjskich „projektów cywilizacyjnych” na kształt „rosyjskiego świata”, „euroazjatyzmu”, „jedności słowiańskiej” pokazuje rosyjskie próby grania w swoją grę na europejskim (i światowym) polu w celu znalezienia wsparcia dla realizacji swoich ogromnych geopolitycznych aspiracji. Jak słusznie zauważyli autorzy monografii Projekt europejski i Ukraina – „niechęć utraty wpływów na Ukrainie przez Federację Rosyjską, a tym samym zaprzeczenie europejskiej aspiracji Kijowa, nabrało cech celowej polityki włączenia Ukrainy w bardziej radykalny system zależności od Moskwy. Brak aktywności i konsekwencji Ukrainy w sprawie ochrony własnej godności i interesu narodowego ma pokazać Zachodowi, że jest bezsilna jako państwo, prowokując tym samym konfrontację z Rosją, której Ukraina chce uniknąć”.5

O rosnącej presji co do konieczności przyłączenia się Ukrainy do rosyjskich projektów integracyjnych świadczą przede wszystkim oświadczenia doradcy prezydenta Rosji Siergieja Głazjewa, dotyczące porozumienia z Ukrainą w sprawie przyznania jej w przyszłości statusu obserwatora w Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej – oznacza to, że Ukraina ma zamiar wejść do tego stowarzyszenia, ponieważ status obserwatora przyznaje się tylko krajom, które bezwzględnie zobowiązały się do zawarcia tego związku integracyjnego. Ponadto, jego zdaniem, decyzja o przywróceniu uczestnictwa Ukrainy w integracji Eurazji uniemożliwia integrację europejską.6 Ale o wiele bardziej poważne jest sprawozdanie premiera Ukrainy, Mykoły Azarowa, mówiące, że Ukraina nie zamierza ograniczać się do statusu obserwatora w Unii Celnej, i że „obecnie rząd Ukrainy stworzył grupę wystarczająco kompetentnych specjalistów, którzy badają możliwość przyłączenia się Ukrainy do całego szeregu umów, które tworzą ramy prawne Unii Celnej”.7

W dzisiejszych warunkach (chwilę przed ewentualnym podpisaniem Umowy o stowarzyszeniu) ukraińska elita ma dokonać geopolitycznego i cywilizacyjnego wyboru pod presją bardzo poważnych czynników polityki zagranicznej, wśród których główną rolę odgrywali politycy Federacji Rosyjskiej. Analizując rosyjski nacisk na Ukrainę, Anatolij Halczynskyj jeszcze w 2002 roku zwracał uwagę, że wszystkie elementy – a) poleganie na ludności rosyjskojęzycznej, b) zwiększenie inwestycji rosyjskich w gospodarkę Ukrainy i c) powrót do starych mechanizmów wojskowej i wojskowo-technicznej współpracy – mogą być postrzegane jako „bardzo przyzwoite z punktu widzenia norm obowiązujących w stosunkach międzynarodowych”.8

Nowa polityka Rosji oraz utrzymująca się chwiejność Ukrainy doprowadziły do zmiany strategii czołowych graczy geopolitycznych, przede wszystkim Stanów Zjednoczonych. Wcześniej mogliśmy liczyć na zdecydowane stanowisko Zachodu, a szczególnie USA. Teraz dotychczasowy stan rzeczy jest kwestionowany, uznanie przez Waszyngton, de facto, prawa Rosji do „naturalnej dominacji” na obszarze postradzieckim, bezpośrednio dotyczy stosunków rosyjsko-ukraińskich. Logicznym wnioskiem, jaki wysnuł Halczynskyj w praktycznie beznadziejnej sytuacji geopolitycznej, jest potrzeba znalezienia nowej pozycji na arenie międzynarodowej. Z takiego punktu widzenia wychodzi Europa Zachodnia, „która rozumie, że każda nowa aneksja Ukrainy przez Rosję spowoduje poważną destabilizację kontynentu europejskiego”.9

W ciągu dziesięciu lat sytuacja zasadniczo nie uległa zmianie. W 2013 roku słynny angielski badacz James Sherr opublikował interesujące studium pod wymownym tytułem Twarda dyplomacja i miękki przymus, gdzie w zasadzie potwierdził niezmienne stanowisko Rosji wobec Ukrainy.10 A identyfikacja Ukrainy z Europą to problem, który nie jest już produktem romantycznych oczekiwań i swobodnego wyboru wartości, a raczej sztywno zdeterminowanym wyborem czy nawet jedyną szansą na przetrwanie. W tym samym czasie pojawiła się rozsądna wypowiedź Tarasa Kuzio: „Grając zgodnie z zasadami, ukraińska elita polityczna pokazała brak życzliwości wobec europejskich wartości. Zwolnienie Łucenki prawdopodobnie nie wystarczy, żeby misja Kwaśniewski – Cox zaleciła Unii Europejskiej podpisanie Umowy o stowarzyszeniu z Ukrainą na szczycie Partnerstwa Wschodniego w listopadzie w Wilnie. Bez jasno wyznaczonej drogi do integracji europejskiej, Ukraina może nadal dryfować po rosyjskiej orbicie”.11

Tragizm ukraińskiego wyboru polega również na tym, że Ukrainie towarzyszy głęboka alienacja cywilizacyjna, a próby integracji według innego scenariusza – to odtwarzanie rosyjskiego imperium, z centrum skupionym w Moskwie. Ilustrując tę kolizję, ukraiński pisarz i dyplomata, Jurij Szczerbak, odnosi się do dzieł ideologów rosyjskiego euroazjatyzmu (M.S. Trubeckiego etc.), którzy uważali Ukrainę za rodzaj wschodnioeuropejskiego księstwa, które ma religijne korzenie w bizantyjskiej tradycji chrześcijaństwa, a tradycję polityczną wywodzi z Europy i które to księstwo przeciwstawiało się Rusi Moskiewskiej jako ośrodkowi tworzącego się imperium euroazjatyckiego.

Europejski wybór jako projekt narodowego samostanowienia natknął się na wiele przeszkód – były to różnice w zakresie pojmowania nowoczesnej tożsamości narodowej oraz niedopasowanie wzajemnych oczekiwać wobec tego procesu. Ta porażka naturalnie doprowadziła do kryzysu całego projektu narodowego samostanowienia, z którym perspektywa integracji europejskiej była ściśle związana. Wyjście z kryzysu tożsamości narodowej i samo projektowanie jest możliwe na drodze przemyślenia projektu integracji europejskiej w kierunku jego dostosowania do realiów współczesnej polityki międzynarodowej i krytycznej oceny sytuacji na Ukrainie bądź poprzez poszukiwania nowej koncepcji zdobycia podmiotowości i znaczenia w polityce międzynarodowej.

Dr hab. Ihor Rafalskyj – historyk, pracownik naukowy Instytutu Studiów Politycznych i Etnicznych im. I.F Kurasa Ukraińskiej Akademii Nauk; b. dyr. Żytomierskiego Archiwum Obwodowego, kierownik Głównego Urzędu ds. Polityki Wewnętrznej przy Administracji Prezydenta Ukrainy, szef Obuchiwskiej Rejonowej Administracji Państwowej.

1 Spil’na zajava ščodo Uhody pro asociaciju ES-Ukrajina, http:/www.mfa.gov.ua/mfa/ua/publication/content/21532.htm.

2 EU and Ukraine must Build a Bridge between East and West, “Financial Times”, June 17, 2013.

3 Ibidem.

4 “Niezawisimaja gazieta”, 4 Apriel 2013.

5 Evropejs’kyj projekt ta Ukrajina, NISD [Nacional’nyj Instytut Stratehičnych Doslidžen’] 2012.-198 s.

6 “Dzerkalo tyžnia”, 1 červnia 2013.

7 Ibidem.

8 A.S. Halczynskyj, Ukrajina – na perechresti heopolityčnych interesiv / A.S. Halczynskyj. – K.: Znannia Ukrajiny, 2002, s. 123.

9 Ibidem, s. 124.

10 J. Sherr, Hard Diplomacy and Soft Coercion: Russia’s Influence Abroad, London, 2013.

11 T. Kuzio, Ukraine Continues to Play with the Rules, not by the Rules, “Eurasia Daily Monitor”, 17 April 2013.

Wołodymyr Komar, „Концепція прометеїзму в політиці Польщі (1921-1939 pp.)”, Iwanofrankowsk 2011

Jan Pisuliński

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 3, grudzień 2012, ss. 171-174]

Od opublikowania monografii Sergiusza Mikulicza o prometeizmie w polityce II Rzeczypospolitej minęło już ponad 40 lat. Pomimo ustania ograniczeń cenzuralnych do tej pory nie otrzymaliśmy nowej, rzetelnej pracy poświęconej prometeizmowi. Polskich historyków wyprzedził na tym polu badacz z Przykarpackiego Narodowego Uniwersytetu im. Wasyla Stefanyka w Iwano-Frankiwsku, Wołodymyr Komar. Jego pracę należy uznać za zasadniczo nie do końca udaną, niemniej jest to bardzo interesująca próba przybliżenia ukraińskiemu czytelnikowi dziejów ruchu prometejskiego – zagadnienia w zasadzie nieobecnego dotychczas w historiografii ukraińskiej. Polski czytelnik z kolei może poznać spojrzenie strony ukraińskiej na prometeizm.

Autor dał się już wcześniej poznać nie tylko jako badacz omawianego zagadnienia, ale także polityki II Rzeczypospolitej wobec mniejszości ukraińskiej. Omawiana książka jest zwieńczeniem jego długoletniej kwerendy w polskich archiwach i bibliotekach, przede wszystkim w Centralnym Archiwum Wojskowym w Warszawie, ale również w Archiwum Akt Nowych. Autor dotarł także do dokumentów Oddziału II przedwojennego Sztabu Generalnego (w 1927 r. przemianowanego na Sztab Główny) przechowywanych w Rosyjskim Państwowym Archiwum Wojskowym w Moskwie. Zebrane materiały uzupełnił o spuścizny po bardziej lub mniej znanych działaczach prometejskich, rozproszonych po licznych innych archiwach i bibliotekach. M.in. dotarł do ciekawych, acz nieprzebadanych wcześniej, materiałów znajdujących się w Bibliotece Polskiej w Paryżu (m.in. spuścizny po Aleksandrze Kawałkowskim czy Władysławie Pelcu). Jak widać, W. Komar dokonał olbrzymiego wręcz wysiłku, by zebrać rozproszone źródła. Jeśli do tego dodać gruntowną kwerendę w przedwojennej prasie i wykorzystanie licznych opracowań naukowych, to należy uznać bazę źródłową pracy za wielce solidną.

Książka Wołodymyra Komara składa się ze wstępu, pięciu rozdziałów, z których pierwszy omawia historiografię problemu i wykorzystane źródła. Kolejne poświęcone są szeroko pojętej genezie koncepcji prometeizmu i jej ewolucji w okresie międzywojennym, politycznej współpracy środowisk emigracyjnych narodów nierosyjskich pod egidą Polski, wpływowi prometeizmu na politykę zagraniczną i wewnętrzną II Rzeczypospolitej. Monografię uzupełnia spis wykorzystanych źródeł i opracowań oraz indeks osobowy. Na końcu autor umieścił dodatkowo wykaz zaszyfrowanych terminów używanych w korespondencji polskiego wywiadu w sprawach prometejskich, i ich objaśnień, co będzie z pewnością przydatne badaczom pragnącym iść jego śladami i zgłębiać omawiane zagadnienie.

Książka jest szerokim i wnikliwym spojrzeniem na polskie działania zmierzające do rozbicia Związku Sowieckiego po szwach narodowościowych. Już przedstawiając genezę prometeizmu, autor sięga bardzo głęboko w przeszłość. Jako protoplastę tej polityki wskazuje króla Kazimierza III Wielkiego, powołując się na jego chęć ułożenia zgodnego współżycia z Rusinami na zajętej przez siebie Rusi Czerwonej. Szerzej omawia Rzeczpospolitą Jagiellonów jako pierwowzór współpracy narodów, do której odwoływali się później polscy prometeiści. Te rozbudowane antecedencje mają w intencji autora, jak się wydaje, uzmysłowić czytelnikowi, że prometeizm był próbą odbudowy mocarstwowej pozycji Polski, jaką miała za czasów panowania tej dynastii. Można jednakże mieć wątpliwości, czy analogie nie są zbyt odległe i powierzchowne, jakkolwiek niektórzy z polskich prometeistów rzeczywiście sięgali do tzw. idei jagiellońskiej.

Dalej W. Komar wśród źródeł prometeizmu wskazuje na XIX-wieczny mesjanizm polski, a także emigracyjną politykę Adama Jerzego Czartoryskiego (s. 61-67). Sam prometeizm wywodzi bezpośrednio z polityki federacyjnej Józefa Piłsudskiego – stworzenia wspólnego państwa z Litwinami, Białorusinami i Ukraińcami, realizowanej w latach 1918-1921 – widząc w nim bezpośrednią kontynuację tej idei, rozszerzoną o narody Północnego Kaukazu, Zakaukazia, Turkmenistanu i Tatarów. Uważa, że polscy prometeiści chcieli związać je z Polską węzłem federacyjnym (s. 127), nie tyle jako bufory przed imperializmem rosyjskim, ale by przywrócić Rzeczypospolitej pozycję mocarstwa. Byłoby to jednak realne chyba jedynie w odniesieniu do bezpośrednich jej wschodnich sąsiadów jak Białorusini czy Ukraińcy. Poza tym, w świetle powyższych wywodów autora, prometeizm był więc ze strony polskiej koncepcją ofensywną. W. Komar widzi w tej idei rysy imperialistyczne i wiąże ją z tzw. myślą mocarstwową, szczególnie obecną w publicystyce polskiej lat 30. Polemizuje tym samym z polskimi badaczami, wśród których dominuje przekonanie, że prometeizm stanowił dla Warszawy raczej sposób obrony przed agresywną penetracją Polski przez służby sowieckie i podejmowane przez nie próby destabilizacji Polski poprzez wspieranie separatyzmu jej słowiańskich mniejszości. Polscy badacze podkreślają również idealizm prometeistów1.

Autor dalej szeroko prezentuje idee i koncepcje leżące u podwalin polskiego prometeizmu, przypominając przy tym, co cenne, poglądy zapomnianych już trochę publicystów, jak Adam Skwarczyński czy Wojciech Stipczyński. Zarzuca przy tym inspiratorom polskiego prometeizmu z kręgu pisma „Przymierze” i Związku Zbliżenia Narodów Odrodzonych, że nawet oni traktowali Białorusinów i Ukraińców zamieszkujących wschodnie kresy II RP jako obywateli drugiej kategorii i odmawiali im prawa do własnej państwowości (s. 121). W świetle znanej publicystyki autorów „Przymierza” jest to twierdzenie co najmniej kontrowersyjne, bowiem wielokrotnie krytykowali oni politykę polską na Kresach. Zgodzić się należy za to z przekonaniem autora, że polski prometeizm nie istniałby bez wkładu, jaki wniosły weń dwie osobistości: Tadeusz Hołówko i Tadeusz Schaetzel (s. 126).

Omawiając zasadnicze zagadnienie swojej pracy – miejsce prometeizmu w polskiej polityce – Wołodymyr Komar formułuje daleko idącą tezę, że prometeizm był sednem polskiej polityki wschodniej po 1926 r. (s. 127). Być może tak to wygląda patrząc przez pryzmat dokumentów polskiego wywiadu, na których głównie bazował autor. Jednakże nie można zgodzić się z takim twierdzeniem w odniesieniu do polskiej dyplomacji. Jej badacze wskazują co najwyżej na równoległość działań prometejskich i oficjalnej dyplomacji, która zabiegała o uregulowanie relacji ze Związkiem Radzieckim. Zwłaszcza po podpisaniu ze wschodnim sąsiadem w lipcu 1932 paktu o nieagresji, prometeizm zszedł na plan dalszy, gdyż kłócił się z polityką równowagi prowadzoną po 1934 r. przez Józefa Becka2. Najlepszy chyba obecnie znawca meandrów pomajowej dyplomacji Marek Kornat podkreśla, że jakkolwiek prometeizm nigdy nie stał się oficjalną doktryną polskiej polityki zagranicznej, był użytecznym instrumentem polskiej polityki wschodniej3.

W zasadniczej części pracy, poświęconej polskim działaniom na odcinku prometejskim, autor koncentruje się na przedstawieniu poczynań Oddziału II (wywiadowczego) polskiego Sztabu Głównego. Szczególnie sporo do naszej wiedzy wnosi opis licznych przedsięwzięć polskiego wywiadu mających na celu pogodzenie często skłóconych ze sobą emigrantów. W. Komar podkreśla rolę polskich poczynań w załagodzeniu tych konfliktów. Szkoda, że autor nie przedstawił krytycznego oglądu środowisk emigracyjnych ze strony pracowników polskiego wywiadu. Szerzej omówił za to próby poszukiwania sojuszników prometeizmu wśród innych państw, szczególnie Japonii, także Włoch, w mniejszej mierze hitlerowskich Niemiec (choć pominął np. publicystykę pisma „My”).

Chociaż W. Komar przeprowadził rozległą kwerendę w zespole Ministerstwa Spraw Zagranicznych, znacznie mniej pisze o aktywności prometejskiej polskiej dyplomacji. Szerzej natomiast omawia instytucje i organizacje polskie podejmujące idee prometeizmu, począwszy od wspomnianego już Związku Zbliżenia Narodów Odrodzonych, przez Instytut Wschodni, Instytut Badań Spraw Narodowościowych, Ukraiński Instytut Naukowy czy wileński Instytut Europy Środkowo-Wschodniej. Przybliża też mniej znane postacie ruchu prometejskiego, z których wymienić należy chociażby Władysława Pelca.

Wołodymyr Komar, co zrozumiałe, zważywszy na jego pochodzenie, sporo miejsca poświęcił w swojej pracy oddziaływaniu prometeizmu na politykę wewnętrzną II RP, zwłaszcza w stosunku do zamieszkujących ją Ukraińców. Udowadnia chociażby przekonywająco, że tzw. normalizacja, tj. porozumienie pomiędzy Warszawą a największym ugrupowaniem politycznym Ukraińców galicyjskich – Ukraińskim Zjednoczeniem Narodowo-Demokratycznym, było inspirowane przez działaczy prometejskich. Z prometeizmu wywodzi także genezę powołania „Biuletynu Polsko-Ukraińskiego”.

Niestety, do książki wkradły się także pewne nieścisłości lub przeinaczenia wymagające korekty. Autor błędnie podaje, że posłem ukraińskim w Polsce na początku 1919 r. został Ołeksandr Karpinski (s. 82), ponieważ jego misja nie doszła ostatecznie do skutku. Przekonanie autora, że URL została poparta przez większość polskiej społeczności Ukrainy Naddnieprzańskiej (s. 100), nie jest oparte na prawdzie. Jej liderami byli bowiem właściciele ziemscy, z jawną niechęcią odnoszący się do lewicujących władz republiki. Inaczej także, niż jest to opisane w książce, przedstawia się sprawa obecności w rządzie URL po układzie Piłsudski-Petlura dwóch polskich ministrów: Henryka Józewskiego (wiceminister administracji) i Stanisława Stempowskiego (minister zdrowia później rolnictwa). Zostali oni bowiem narzuceni Petlurze. Poza tym, redaktor „Tryzuba” Iłłarion Kosenko nie był nigdy ministrem spraw zagranicznych URL, jak pisze o nim autor (s. 146). Szkoda również, że przed napisaniem swojej książki W. Komar nie dotarł do przywoływanej już ostatniej pracy Jana Jacka Bruskiego, który kwestionuje formalne powstanie w 1925 r. organizacji „Prometeusz”4.

Konkludując, niezależnie od kilku kontrowersyjnych czy zbyt daleko idących sformułowań, książka Wołodymyra Komara znacząco poszerza wiedzę nie tylko ukraińskiego, ale również polskiego czytelnika, o roli polskich władz w powstaniu i rozwoju ruchu prometejskiego. Można się zżymać na autora za oskarżenia polskich prometeistów o imperializm i mocarstwowe ciągoty, ale te opinie, poparte cytatami, warte są głębszego zastanowienia.

Dr hab. Jan Pisuliński – historyk, profesor w Instytucie Historii Uniwersytetu Rzeszowskiego. Specjalizuje się w historii powszechnej po 1918 r., w szczególności stosunkach polsko-ukraińskich w XX w.

1 Zob. np. : Werschler, Z dziejów obozu belwederskiego. Tadeusz Hołówko: życie i działalność, Warszawa 1984, s. 214; M. Kornat, Polityka równowagi. Polska między Wschodem i Zachodem, Kraków 2007, s. 86-88; W. Materski, Na widecie. II Rzeczpospolita wobec Sowietów 1918-1943, Warszawa 2005, s. 488-489; J.J. Bruski, Między prometeizmem a Realpolitik. II Rzeczpospolita wobec Ukrainy Sowieckiej 1921-1926, Kraków 2010, s. 14; idem; Między „Piemontem” a Mandżukuo”. Polska dyplomacja wobec kwestii ukraińskiej w okresie pomonachijskim (październik 1938-marzec 1939), „Polski Przegląd Dyplomatyczny” 2010, nr 3 (55), s. 138.

2 Por. A. Chojnowski, Koncepcje polityki narodowościowej rządów polskich w latach 1921-1939, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1979, s. 189-190; M.K. Kamiński, M.J. Zacharias, Polityka zagraniczna Rzeczpospolitej Polskiej 1918-1939, Warszawa 1998, s. 92; W. Materski, Na widecie, s. 298, 329.

3 M. Kornat, W kręgu ruchu prometejskiego. Związek Zbliżenia Narodów Odrodzonych (1921-1923) i Instytut Wschodni w Warszawie, „Politeja” 2004, nr 2, s. 366. Zob. szerzej: idem, Ruch prometejski – ważne doświadczenie polityki zagranicznej II Rzeczypospolitej, „Nowa Europa Wschodnia” 2008, nr 2, s. 76-86.

4 J.J. Bruski, Między prometeizmem, s. 215.

Stosunki polityczne Ukraińców i Tatarów krymskich w okresie międzywojennym

Wołodymyr Komar

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 2, lipiec 2012, ss. 185-193]

Pierwsza wojna światowa spowodowała rozpad imperium rosyjskiego, natomiast rewolucja październikowa 1917 r. stała się katalizatorem ruchów wyzwoleńczych narodów Rosji. W regionie Morza Czarnego niezależność ogłosiły, między innymi, Krym – 13 grudnia 1917 r. i Ukraińska Republika Ludowa (URL) – 22 stycznia 1918 r.[1]

Stosunki polityczne Ukraińców i Tatarów krymskich kształtowały się w warunkach rozpadu imperium Romanowów i narodzin niezależnych państw narodowych. Znaczna rola w odbudowie krymskiej państwowości przypadła w udziale znanemu działaczowi społecznemu, pisarzowi, jednemu z ideologów narodowego ruchu Tatarów Krymskich – Dżafarowi Sejdametowi. Już w maju 1917 r. stanął on na czele krymskiej delegacji na kongresie muzułmanów Rosji, na którym przedstawione zostały polityczne żądania Tatarów krymskich: m.in. utworzenie federacyjnej Rosji oraz ogłoszenie suwerenności narodu krymskotatarskiego. Uwaga działaczy tego ruchu skierowana była głównie w stronę Ukrainy. Sejdamet spotykał się z przewodniczącym Centralnej Rady Mychajłą Hruszewskim, szefem Sekretariatu Generalnego Wołodymyrem Wynnyczenką oraz sekretarzem (ministrem) do spraw międzynarodowych Ołeksandrem Szulhynem. Celem tych spotkań było wyjaśnienie stanowiska strony ukraińskiej względem Krymu. Podróż do Kijowa w lipcu 1917 r. przekonała Sejdameta, że ukraiński ruch narodowy wspierał krymskich Tatarów jedynie na płaszczyźnie przeciwstawiania się Rosji. Jednak po tym, jak Centralna Rada obrała kurs na proklamowanie Ukraińskiej Republiki Ludowej (URL), w przywódcach Tatarów krymskich dojrzewa idea wysunięcia hasła „Krym dla mieszkańców Krymu!” (Крим для кримчан!), która przewidywała stworzenie na półwyspie niezawisłego
państwa. Sejdamet przekonany był, że idei niezależności Krymu należy bronić nie tylko przed Rosjanami, ale i przed Ukraińcami, i jednocześnie liczył na poparcie ze
strony Imperium Osmańskiego[2].

Mimo to, Sejdamet wziął udział w Zjeździe Narodów zwołanym przez Centralną Radę w Kijowie w dniach 8-16 września 1917 r. Zjazd przyjął postanowienia, które w znacznej mierze wyznaczyły politykę zarówno Centralnej Rady, jak i kierownictwa ruchu narodowego Tatarów krymskich w okresie od jesieni 1917 r. do stycznia 1918 r. Główny akcent w rezolucjach Zjazdu położony został na przekształcenie scentralizowanej Rosji w federację, zwołanie krajowego zgromadzenia ustawodawczego do [zgromadzenia] rosyjskiego, stworzenie narodowej armii. Delegaci Tatarów krymskich w ramach zjazdu przeprowadzili rozmowy z kierownictwem URL. Dżafar Sejdamet zaznaczał, że Hruszewski i Szulhyn ze zrozumieniem podchodzili do poglądów przedstawicieli narodu krymskotatarskiego na temat przyszłości Krymu. Do Wynnyczenki delegaci nie mieli zaufania, ponieważ sprawił on wrażenie człowieka, który bez wahania użyje wszelkich środków w imię realizacji narodowych interesów[3].

Następne spotkanie Sejdameta z liderami Centralnej Rady, a zwłaszcza z sekretarzem do spraw wojskowych Symonem Petlurą, odbyło się w Kijowie podczas rewolucji październikowej w Piotrogrodzie w 1917 r. Sejdamet uważał ją za nic więcej, jak tylko bolszewicki przewrót, który potępił nazywając przestępczą awanturą[4]. Od ukraińskich działaczy Sejdamet otrzymał obietnicę, iż na mocy Uniwersału Centralnej Rady Krym nie wejdzie w skład Ukrainy. Umowa została dotrzymana. W III Uniwersale Centralnej Rady z 7 (20) listopada 1917 r., który proklamował utworzenie Ukraińskiej Republiki Ludowej, trzy północne (kontynentalne) powiaty guberni taurydzkiej, ale „bez Krymu” zostały włączone w skład URL[5].

Wydarzenia październikowe zmusiły działaczy krymskich do połączenia sił w obliczu bolszewickiego zagrożenia. 26 listopada (9 grudnia) 1917 r. rozpoczął prace krymskotatarski Kurułtaj (zjazd), który 13 (26) grudnia utworzył urząd ludowy – Dyrektoriat (radę dyrektorów), który ogłosił utworzenie Krymskiej Republiki Demokratycznej (Ludowej) i zatwierdził jej konstytucję – „Krymskotatarską ustawę zasadniczą”[6]. Centralna Rada uznała postanowienia Kurułtaju. Jednak ruch Tatarów krymskich z powodu słabości strukturalnych (np. Tatarzy krymscy stanowili mniej niż 30% populacji Krymu) nie mógł samodzielnie utrzymać władzy na półwyspie[7], mimo, że zawierał sojusze z innymi antybolszewickimi siłami skrajnymi, zgromadzonymi w Radzie Przedstawicieli Ludowych (RPL). Szkielet jej sił zbrojnych stanowiły formacje krymskotatarskie, a także rosyjscy oficerowie białogwardyjscy oraz zukrainizowane jednostki armii carskiej. Koalicja ta okazała się jednak zbyt słaba i nie mogła skutecznie przeciwstawić się przeważającym siłom Armii Czerwonej, które rozpoczęły działania wojskowe na Krymie mając na celu zdobycie władzy. W takich warunkach zwołany został Krymski Sztab Rewolucyjny, na którego czele stanął Dżafar Sejdamet. Oddelegowane pod jego komendę wojska liczyły od dwóch do pięciu tys. żołnierzy, jednak nie stanowiły one poważnej przeszkody dla bolszewickiej ekspansji na Krym[8].

Młoda krymska republika, niedługo po uchwaleniu konstytucji i proklamowaniu niepodległości, doznała agresji ze strony wojsk bolszewickich, które na początku 1918 r. wkroczyły na Krym[9]. Grabieże, których dokonywali głównie marynarze Floty Czarnomorskiej, odbywały się według podobnego scenariusza. Pod miasto podpływały okręty wojskowe i celowały z armat w główną część miasta. Marynarze wychodzili na brzeg całymi jednostkami i zazwyczaj łatwo łamali opór wojsk sztabu krymskiego. Tak, jedno po drugim, upadały kolejne krymskie miasta: Eupatoria, Jałta, Teodozja, Kercz, a 13 stycznia siedziba rządu – Symferopol. Zajęcie Krymu przez bolszewików poprzedzone było masowymi grabieżami i morderstwami, które dotknęły wszystkich warstw społeczności miejscowej, od burżuazji po robotników. Tatarska ludność Krymu, nie poddawszy się bolszewickiej agitacji, doznała podobnych represji, dodatkowo bolszewicy podsycali narodową nienawiść do niej ze strony ludności rosyjskojęzycznej. Jednakże już wiosną 1918 r. fala sprzeciwu wobec bolszewickiej władzy zjednoczyła wszystkich mieszkańców Krymu[10].

Zgodnie z postanowieniami traktatu brzeskiego pomiędzy URL i Państwami Centralnymi, wojska niemieckie dokonały okupacji terytorium Ukrainy, a następnie Krymu. Władze niemieckie pragnęły stworzyć sytuację długotrwałej zależności politycznej i ekonomicznej Ukrainy od Niemiec, na Krymie zaś ich interesy ograniczone były do tymczasowych korzyści wojskowo-politycznych i strategicznych. Generał armii carskiej, muzułmanin, Maciej Sulejman Sułkiewicz, który z pochodzenia był Tatarem litewskim, za zgodą władzy niemieckiej 25 czerwca 1918 r. został premierem rządu Republiki Krymskiej. W skład jego gabinetu weszli również inni Tatarzy z Litwy[11], np. szefem kancelarii Sułkiewicza został Leon Najman Mirza Kryczyński, który jednocześnie był deputowanym krymskiego parlamentu[12]. Ich wybór był możliwy, w znacznej mierze, dzięki pochodzeniu etnicznemu i wierze muzułmańskiej, która wiązała ich z Tatarami krymskimi. Dla rządów niemieckich ważne było uniknięcie konfliktu z ludnością krymskotatarską i stworzenie pozorów jej samoorganizacji pod narodowym przywództwem.

W deklaracji rządu krymskiego, która została poparta przez okupacyjne władze niemieckie, ogłoszono „utrzymanie niezależności półwyspu… oraz odnowienie praworządności i porządku”. Natomiast hetman Pawło Skoropadski zażądał pełnego zjednoczenia Krymu z Ukrainą, wysuwając roszczenia względem trzech rolniczych powiatów w północnej części Krymu Taurydy oraz ustanawiając blokadę ekonomiczną półwyspu. W odpowiedzi na te działania, Sułkiewicz wydelegował jednego ze swoich ministrów, hrabiego Tatiszczewa, do Berlina, by uzyskać uznanie niezależności Krymu i wsparcie w konflikcie z Ukrainą. Jednakże rząd niemiecki nie uznał niezależności Krymu i radził samodzielne uregulowanie stosunków z przedstawicielami hetmana Skoropadskiego[13].

Poszukiwania zagranicznych sojuszników przedłużały się. Sułkiewicz wyznaczył Asana Sabri Ajwazowa na ambasadora w Konstantynopolu, który był upoważniony do prowadzenia w imieniu rządu negocjacji w sprawie odłączenia Krymu od Rosji i zjednoczenia go z Imperium Osmańskim. Dżafar Sejdamet, podówczas minister spraw zagranicznych Krymu, przedstawił rządowi niemieckiemu wezwanie Kurułtaju z dnia 21 lipca 1918 r., w którym mowa była między innymi i o tym, że „Tatarzy krymscy pragną odnowić tatarskie panowanie na Krymie przekształcając Krym w niezależny neutralny chanat, opierając się o politykę niemiecką i turecką”[14]. Jednakże 11 listopada 1918 r. Niemcy skapitulowały i w warunkach zagrożenia powtórną okupacją Krymu przez bolszewików, cztery dni później generał Sułkiewicz przekazał władzę krymskiemu rządowi krajowemu z Solomonem Krymem na czele i wyjechał do Azerbejdżanu. Choć po upływie dwóch tygodni na redzie Sewastopola pojawiła się eskadra 22. angielskich, francuskich, włoskich i greckich okrętów wojennych, Armia Czerwona przeprowadziła udany atak na siły interwencyjne, który w kwietniu 1919 r. zakończył się zajęciem prawie całego Krymu, z wyjątkiem półwyspu kerczeńskiego[15].

28-29 kwietnia 1919 r. III Krymska Obwodowa Konferencja Partyjna w Symferopolu przyjęła postanowienie o stworzeniu Krymskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Jednak tym razem sowiecka władza nie utrzymała się długo. Już 26 czerwca 1919 r., pod naciskiem Sił Zbrojnych Południa Rosji, którymi dowodził generał Anton Denikin, bolszewickie wojska wycofały się z Krymu. Administracja Denikina na Krymie bardzo negatywnie odnosiła się do niepodległościowych dążeń Tatarów krymskich. Pełnomocnictwa Kurułtaju i Dyrektoriatu zostały zlikwidowane, a półwysep włączono do guberni taurydzkiej. Jednak 7 listopada 1920 r. wojska bolszewickiego frontu południowego przeszły do zdecydowanego ataku, w rezultacie którego na półwyspie ustanowiono władzę radziecką[16].

W momencie opuszczania Krymu przez wojska generała Piotra Wrangla Dżafar Sejdamet wyemigrował do Turcji, a następnie do Szwajcarii. Cieszył się on autorytetem wśród emigrantów, przede wszystkim Tatarów krymskich, należał do kierownictwa szeregu organizacji emigranckich, był też liderem narodowej partii Tatarów krymskich Milli Firka[17].

Emigracyjna poniewierka zmusiła ministrów Republiki Krymskiej do szukania pomocy ze strony Polski. 17 maja 1920 r. Sejdamet oficjalnie zwrócił się do Ligi Narodów z żądaniem przekazania Krymu pod polski protektorat[18]. Ta prośba nie była zaskoczeniem, ponieważ Polska i Polacy były dla wielu narodów byłej Rosji carskiej wzorem walki o niezależność. Krok ten jednak nie mógł przynieść oczekiwanego rezultatu. W tym czasie terytorium Krymu okupowane było przez białogwardyjskie wojska generała P. Wrangla, a Ententa całkowicie wspierała ideę odbudowy imperium rosyjskiego. Józef Piłsudski gotowy był rozpatrzeć propozycje krymskiego ministra wyłącznie pod warunkiem, że zyska ona wsparcie ze strony Ligi Narodów oraz władz sojuszniczej URL. W odpowiedzi Liga Narodów poinformowała, że propozycja Sejdameta została przekazana do rozpatrzenia przez członków rady, jednak jest mało prawdopodobne by została potraktowana w oderwaniu od kwestii rosyjskiej. Radca ambasady polskiej w Brnie oficjalnie podziękował Sejdametowi za propozycję, dodając od siebie, iż jego czyn był ogromnym wsparciem moralnym dla strony polskiej[19].

Z kolei kierownictwo URL poinformowało o swojej gotowości do nadania Krymowi szerokiej autonomii, ale niczego więcej[20]. Konieczność przyłączenia półwyspu do URL politycy ukraińscy tłumaczyli w następujący sposób: „Ukraina to żyzny kraj z ogromnym potencjałem przemysłowym w przyszłości, a krymskie południe to riwiera, stacje klimatyczne, winnice i sady owocowe, które bez ukraińskiej produkcji przemysłowej nie może się obejść. Państwowa symbioza Tatarów krymskich i Ukraińców podyktowana jest przez samą naturę. Uważamy, że te przyczyny, jako najbardziej przekonujące, wezmą pod uwagę politycy tatarscy i dla dobra kraju ojczystego dojdą do korzystnego dla Ukraińców i siebie porozumienia”[21]. Nie zważając na pewne rozbieżności poglądów, sprawa krymska nie stała się kością niezgody między J. Piłsudskim i S. Petlurą.

Choć w listopadzie 1920 r. Dżafar Sejdamet uzyskał audiencję w Belwederze u Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego, tym czasie Polska mogła jedynie moralnie wesprzeć narodowo-wyzwoleńcze dążenia Tatarów krymskich. Propozycja Sejdameta była skutecznie wykorzystywana przez polską propagandę, szczególnie podczas negocjacji z przedstawicielami Rosji Radzieckiej. Nie zważając na nierealność postulatów krymskiego ministra, właśnie od tego momentu zaczęła się aktywna współpraca piłsudczyków z krymskotatarską emigracją.

W latach 1923-1926 w wewnętrznej polityce Polski doszło do pewnych perturbacji, związanych ze zmianą koalicji rządzącej i wymuszoną rezygnacją Piłsudskiego z kluczowych stanowisk w państwie[22]. Do władzy w kraju doszły rządy, które znajdowały się pod wpływem ideologii narodowych demokratów i nie podzielały idei prometejskiej[23]. Wyrażając swoją zasadniczą niezgodę z polityką rządów Chjeno-Piasta, Piłsudski demonstracyjnie porzucił swój służbowy gabinet w Sztabie Generalnym i wyjechał do Sulejówka. Tak rozpoczął się nowy etap w życiu marszałka, który otrzymał nazwę: „sulejowski”. W 1923 r. wszystkim wydawało się, że Piłsudski na zawsze odszedł z aktywnej polityki i zabrał ze sobą marzenie swojego życia – odnowienie dawnego majestatu i potęgi Rzeczypospolitej. Jednak te iluzje nie wytrzymały próby czasu.

Fenomenalna zdolność marszałka Piłsudskiego do skupiania wokół siebie utalentowanych osób przejawiała się w organizacji prometejskiego frontu narodów, który otrzymał wsparcie poszczególnych działaczy państwowego aparatu władzy. W Sztabie Generalnym (SG) i Ministerstwie Spraw Zagranicznych (MSZ) koncepcja prometejska, której celem było doprowadzenie do rozpadu Związku Sowieckiego, nie została ostatecznie odrzucona, bez względu na postanowienia traktatu ryskiego z 1921 r.[24] Miała ona swoich zwolenników wśród urzędników od najwyższych szczebli rządowych do poziomu kierowników wydziałów. Wielbili oni Piłsudskiego, uważając go za twórcę polskiej armii i polskiego państwa[25]. Z nominacji marszałka w II Oddziale Sztabu Generalnego pracowali nadal: Tadeusz Schaetzel, Wacław Jędrzejewicz, Stefan Czarnocki, Henryk Suchenek, a w MSZ – Juliusz Łukasiewicz i Roman Knoll. W tym też czasie aktywną działalność rozpoczął również Tadeusz Hołówko, który owocnie współpracował z emigranckimi organizacjami społecznymi.

Prawie wszyscy przywódcy emigracyjnych organizacji narodowych gościli na audiencji u Piłsudskiego w Sulejówku. Wśród nich byli Gruzini, Ukraińcy, Tatarzy krymscy, w tym ich lider Dżafar Sejdamet[26]. Uwaga ze strony najbardziej wpływowego człowieka w państwie polskim okazywana przedstawicielom narodów walczących o niepodległość, miała dla nich ogromne znaczenie moralne i polityczne. Tak stopniowo kształtował się blok narodów niegdysiejszej carskiej Rosji, który poprzez osoby stojące na jego czele, umacniał się wokół Piłsudskiego i jego sprzymierzeńców.

W tym czasie na terytorium Francji działały emigracyjne centra Ukraińców, Gruzinów, Azerów, górali z Północnego Kaukazu, które na początku 1926 r. połączyły się w paryskim towarzystwie „Prometeusz”. Jeden z kierowników ruchu prometejskiego – Władysław Pelc – w swoich wspomnieniach kategorycznie podkreślał, iż w Paryżu nie było żadnego przedstawicielstwa tatarskiej emigracji[27]. Dotyczyło to w tym samym stopniu Tatarów krymskich pod przywództwem Sejdameta, jak i Tatarów Powołża, którymi kierował Muhammed Ayaz Ishaki. Miejscem zamieszkania większości Tatarów krymskich, a zwłaszcza ich lidera, Sejdameta była Turcja. Kontakty między Sejdametem, jako przywódcą Tatarów Krymskich na wychodźstwie, a polskim przedstawicielstwem dyplomatycznym w Turcji odbywały się poprzez pułkownika SG i wojskowego attaché Polski w Konstantynopolu, Bobickiego[28]. Mając na uwadze ostateczny cel realizacji polityki prometejskiej, przedstawiciele krymskotatarskiej emigracji przewidywali rozpad Związku Radzieckiego, co stwarzało perspektywy odrodzenia niezależnej Republiki Krymskiej.

Wraz z umocnieniem się władzy piłsudczyków w Polsce po przewrocie majowym w 1926 r. odżyły próby realizacji koncepcji prometeizmu. W tym celu pod koniec 1928 r. utworzono w Warszawie organizację „Prometeusz”. Jej oficjalna nazwa to: Klub „Prometeusz” – Liga zniewolonych przez Rosję narodów: Azerbejdżanu, Donu, Karelii, Gruzji, Idel-Uralu, Ingrii, Krymu, Komi, Kubania, Północnego Kaukazu, Turkiestanu i Ukrainy[29]. Z początkiem 1930 r. przekształciła się ona w główny ośrodek ideologiczny i organizacyjny całego ruchu prometejskiego. Stąd wychodziły instrukcje dla poszczególnych fi lii zorganizowanych we Francji (Paryż), Finlandii, Turcji, Persji i Chinach (Charbin), centrów narodowych oraz liderów emigracyjnych: Noe Żordania (Gruzini), Andrij Liwicki (Ukraińcy), Said Szamil (Górale Północnego Kaukazu), Dżafar Sejdamet (Tatarzy Krymscy), Muhammed Ayaz Ishaki (Tatarzy Powołża), Ihant Biłyj (Kozacy kubańscy), Mehmet Emin Resulzade, Mustafa-bek Wekili, Mir-Jakub Miechtijew, Ali-bej Azertekin (Azerowie)[30].

Ciągłe dyskusje między Ukraińcami i Tatarami krymskimi w sprawie przyszłego statusu Krymu odbywały się również w ramach ruchu prometejskiego. Stanowisko Ukrainy pozostawało niezmienne jeszcze od czasów Centralnej Rady: „Krym – kraj zróżnicowany etnicznie, w którym nikt nie ma większości – kiedyś był twierdzą Tatarów krymskich, naszych historycznych wrogów, a dziś sojuszników. Ukraina zawsze szanowała i będzie szanować prawa narodowe dawnych władców państwa na Krymie i pewni jesteśmy, że w walce o wolność Krymu przed obcymi zakusami, Ukraina była i będzie najwierniejszym przyjacielem Tatarów…, ale nie wyobrażamy sobie, by Krym mógł być oderwany od Ukrainy”[31].

Z tego powodu pod koniec 1929 r. odbyły się rozmowy ukraińsko-tatarskie[32]. Nie przyniosły one przełomu. Każda ze stron pozostała przy swoim zdaniu. Tatarzy stali na stanowisku odrodzenia państwowej niezależności Krymu. Ukraińcy chcieli widzieć Krym w składzie przyszłej niepodległej Ukrainy[33]. Przywódca Tatarów krymskich Dżafar Sejdamet uważał, że jeżeli Ukraina uzna niezależność Krymu, to musi też uznać jego suwerenność. Nie chciał, aby kwestia ta była omawiana pod kątem „strategicznego zainteresowania Ukrainy Krymem”[34]. Polemika na łamach prasy na temat przynależności Krymu toczyła się również między politykami zachodnioukraińskimi a działaczami Tatarów krymskich. Autonomia Krymu w składzie zjednoczonej Ukrainy, według polityków z Galicji, była jedyną realną możliwością rozwoju ruchu krymskotatarskiego[35].

W organizacji „Prometeusz” utworzonej w 1928 r. narody Azerbejdżanu, Donu, Karelii, Gruzji, Idel-Uralu, Ingrii, Krymu, Komi, Kubania, Północnego Kaukazu, Turkiestanu i Ukrainy zajmowały równorzędną pozycję. Natomiast w „Komitecie Przyjaźni Narodów Kaukazu, Turkiestanu i Ukrainy”, który powstał w Paryżu 1934 r. jako klub elitarny, emigranci dzielili się na dwie kategorie. Do pierwszej należały narody Kaukazu, Turkiestańczycy i Ukraińcy, którym w latach przynależności do Komitetu Przyjaźni i mieli podporządkować się wyłącznie organizacji „Prometeusz” z centralą w Warszawie. Taki podział skutkował poczuciem skrzywdzenia wśród przedstawicieli narodów tak zwanej drugiej kategorii. Traciły one zaufanie do kierownictwa, co zagrażało utratą jedności frontu prometejskiego. Stan ten odbił się nie tylko na relacjach między warszawskim „Prometeuszem”, a Komitetem Przyjaźni w Paryżu, które również wcześniej były napięte, ale i na stosunkach między Ukraińcami i Tatarami krymskimi.

W celu uregulowania sytuacji, zarząd organizacji „Prometeusz” wymógł natychmiastową normalizację stosunków i usunięcie tych przeszkód, które dezorganizowały monolityczność ruchu prometejskiego. Propozycja polegała na uzgodnieniu zasad działalności w ramach organizacji „Prometeusz”, czyli zrównania praw wszystkich narodów prometejskich, w tym ukraińskiego i krymskotatarskiego. Kierownictwo nalegało również na dokooptowanie do klubu paryskiego przedstawicieli innych narodów oraz zmianę nazwy na „Komitet Przyjaźni Narodów Zniewolonych przez Moskwę”. Ze względu na to, że organizacja „Prometeusz” podporządkowała sobie wszystkie organizacje emigracyjne, stworzyła ideologiczne podwaliny oraz stała się zwornikiem ruchu prometejskiego, to według polskiego kierownictwa, powinna ona taką pozostać[36].

Reasumując, stosunki polityczne między Ukraińcami i Tatarami krymskimi w okresie międzywojennym były niejednoznaczne. Przewidując rychły rozpad Związku Radzieckiego i współpracując w ruchu prometejskim pod egidą Polski, emigranci z URL i Republiki Krymskiej mieli różne cele polityczne. Tatarzy krymscy żywili nadzieję na odrodzenie niezależnego państwa. Natomiast Ukraińcy nie wyobrażali sobie istnienia niezależnej Ukrainy bez Krymu, któremu wyznaczali rolę autonomii. Partnerstwo i wspólne działanie Ukraińców i Tatarów krymskich kończyło się tam, gdzie zaczynała się rozmowa na temat statusu prawnego Krymu.

Przełożyli: Weronika Brewczyńska i Tadeusz Iwański

Dr hab. Wołodymyr Komar – historyk, badacz historii Polski i stosunków polsko – ukraińskich w okresie międzywojennym, docent na Wydziale Historii i Politologii Uniwersytetu w Iwanofrankiwsku.

 

[1] Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego (BUW), Rps. №1522, mikr.13286, k.2 (Memoriał p.t. “Sytuacja polityczna na Bliskim i Średnim Wschodzie (styczeń – marzec 1920 r.)”

[2] В. Г. Зарубин, А. А. Зарубина, Джафер Сейдамет. Штрихи к портрету, “Историческое наследие Крыма”, 2006, Nr 12–13, dostęp: http://a-pesni.org/grvojna/bel/a-sejdamet.php

[3] А. Іванець, Партнерство українців та кримських татар у 1917 році, “Українознавство”, 2008, Nr 4, s. 82.

[4] М. Гафарова, Джафер Сейдамет, dostęp: http://www.kitaphane.crimea.ua/dzhafer-seidamet.html

[5] В. Зарубин, Об этноконфессиональном конфликте в Крыму (1918 г.), dostęp: http://www.kreho.info/index.php/uploads/4/a.rian.ru/economy/20110622/a.rian.ru/economy/20110622/index.php?name-=News&op=article&sid=172

[6] А. Г. Зарубин, Крымскотатарское национальное движение в 1917–1921 гг. [Документы], “Вопросы развития Крыма”, (Научно-практический дискуссионно-аналитический сборник), Симферополь, 1996, wyd. 3, s.24–27.

[7] А. Іванець, Партнерство українців та кримських татар у 1917 році, “Українознавство”, 2008, Nr 4, s. 82.

[8] Р. Р. Токмеджи, Джафер Сейдамет і Милли-фирка – боротьба за національну волю в період більшовицької експансії, “Ученые записки Таврического национального университета им. В.И. Вернадского”, Серия “Юридические науки”, т. 19 (58), Nr 1, 2006, s.184–189.

[9] R. Potocki, “Państwo Krymskie” w 1920 roku, “Przegląd Wschodni”, 1996–1997, t. VI, z. 4(24), s. 843-868.

[10] А. И. Деникин, Очерки русской смуты: Белое движение и борьба добровольческой армии. Май – октябрь 1918. (Воспоминания. Мемуары), Мн., 2002, 66 s.

[11] РГВА, ф.308/к, оп.3, д.34, л.3 (Referat Władysława de Bondy AIDE MEMOIRE w sprawie tatarów krymskich).

[12] E. Charaszkiewicz, Przebudowa Wschodu Europy. Materiały do polityki wschodniej Józefa Piłsudskiego w latach 1893–1921, “Niepodległość”, Londyn, 1955, t.5 (po wznowieniu), s.147.

[13] А. И. Деникин, Очерки русской смуты: Белое движение и борьба добровольческой армии. Май – октябрь 1918. (Воспоминания. Мемуары), Мн., 2002, s. 70.

[14] Ibidem, s. 71-72.

[15] А. Г. Зарубин, В. Г. Зарубин, Без победителей. Из истории гражданской войны в Крыму, Симферополь, 1997, s.141–142.

[16] М. Н. Губогло, С. М. Червонная, Крымскотатарское национальное движение, т. 2, М., 1992, s. 279.

[17] Л. Ф. Соцков, Неизвестный сепаратизм. На службе СД и Абвера. Из секретных досье разведки, Мoskwa, 2003, s. 168.

[18] T. Krymski, E. Wiśniowski, Racja stanu Polski na Wschodzie [w:] Pod znakiem odpowiedzialności i pracy. Dziesięć wieczorów, pod redakcją A. Skwarczyńskiego, Warszawa, 1933, s. 225.

[19] S. Mikulicz, Prometeizm w polityce II Rzeczypospolitej, Warszawa, 1971, s. 195.

[20] Т. М. Симонова, “Прометеизм” во внешней политике Польши. 1919–1924 гг., “Новая и новейшая история”, 2002, Nr 4, s. 58.

[21] В. Сергійчук, Українські державники: Всеволод Петрів, К.: ПП Сергійчук М. І., 2008, s. 94.

[22] Л. Алексієвець, Польща: утвердження незалежної держави 1918–1926, Тернопіль, 2006, s. 358.

[23] Centralne Archiwum Wojskowe (CAW), Oddział II Sztabu Głównego (Od. II Sz. Gł.), sygn. I.303.4.5776, k.1 (St. Siedlecki. Ruch “Prometejski” wśród narodów podrosyjskich na emigracji w Polsce).

[24] Ibid., sygn. I.303.4.5561, k.31–32 (Stosunki Polsko-Prometeuszowskie. Referat polityczny, obrazujący genezę sprawy, założenia ideologiczne i formy organizacyjne współdziałania Polsko-Prometeuszowskiego. 1939 r.).

[25] Л. Алексієвець, Польща: утвердження незалежної держави 1918–1926, Тернопіль, 2006, s.359.

[26] CAW, Od. II Sz. Gł., sygn. I.303.4.5776, k.1 (St. Siedlecki. Ruch “Prometejski” wśród narodów podrosyjskich na emigracji w Polsce).

[27] Biblioteka Polska w Paryżu (BPP), Akta Władysława Pelca (AWP), sygn.1, k.2 (Notatka o pracy Władysława Pelca jako Attache Ambasady RP w Paryżu. 1937–1944.).

[28] РГВА, ф.308, оп.3, д.18, л.17 (Raport sytuacyjny attache Wojskowego Delegacji Rządu RPP w Konstantynopolu za czas 15.08–15.09.1921 r.).

[29] CAW, Od. II Sz. Gł., sygn. I.303.4.5782, k.661 (Ideologia walki ciemiężonych przez Rosję narodów zjednoczonych w organizacji “Prometeusz”: Azerbajdżan, Don, Gruzja, Idel-Urał, Ingria, Karelia, Komi, Krym, Kubań, Kaukaz Północny, Turkiestan i Ukraina. 1936 r.).

[30] Ibid., sygn. I.303.4.5776, k.7. (B. Sen. St. Siedlecki. Referat Szulgina p.t. “Ruch Prometeuszowski” wśród narodów podrosyjskich na emigracji w Polsce. Warszawa, 14.I.1939 r.).

[31] О. Шульгин, Без території. Ідеологія та чин Уряду У.Н.Р. на чужині, [З передмовою Вячеслава Прокоповича], Париж, 1934, s. 102.

[32] РГВА, ф.461/к, оп.2, д.124, л.5. (Wyciąg z listu p. Gawrońskiego do p. Hołówki z dn. 14 grudnia 1929 r.).

[33] Ibidem, л.10. (Национальный вопрос турков бывшей России. 1929 г.).

[34] CAW, Od. II Sz. Gł., sygn. I.303.4.5460, k.81 (Porozumienie ukraińsko-tatarskie. 17.XII.1929 r.).

[35] РГВА, ф.461/к, оп.2, д.128, л.62. (W odpowiedzi Ukraińskim szowinistom. Wstęp XX-ta rocznica otwarcia Kurułtaja na Krymie i oddżwięki na łamach lwowskiego “Diła”.); Ibid, л.63 (Krym w latach 1917–1920.); Свято державності кримських татар, “Діло”, 1937, 7 груд.; Крим в 1917-1920 роках, “Діло”, 1937, 9 груд.

[36] Archiwum Akt Nowych (AAN), Ministerstwo Spraw Zagranicznych (MSZ), sygn. 6692, k.130 (Memoriał Zarządu “Prometeusza”. 17.I.1938 r.).

Maciej Olchawa, „Gwiazdy i Tryzub. Europejska integracja Ukrainy” Szwajtpol Fiol, Kraków 2013

Tadeusz Iwański

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz", nr 5, grudzień 2013, ss. 231-233]

Jesienią tego roku, nakładem krakowskiego wydawnictwa Szwajpolt Fiol ukazała się książka Macieja Olchawy Gwiazdy i Tryzub. Europejska integracja Ukrainy. Publikacja jest trójjęzyczna, otwiera ją wersja angielska, po której następują wersje ukraińska i polska drukowane, odpowiednio, na parzystych i nieparzystych stronach. W notce biograficznej, autor, urodzony w USA i wykształcony na uniwersytetach w Chicago i Krakowie, przedstawia się m.in. jako doradca ds. Ukrainy w Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego w latach 2008-2012. Obecnie zaś, o czym w książce nie wspomina, ale łatwo można znaleźć w Internecie, pracuje w biurze jednego z polskich europosłów. Publikacja została wydana krótko przed szczytem Partnerstwa Wschodniego w Wilnie, więc w bardzo odpowiednim momencie dla przedstawienia historii stosunków Ukrainy z UE. Niestety szansa, jaką stwarzają timing i temat, nie została wykorzystana.

Na początek kilka uwag metodologicznych: autor określa swoją pracę jako analizę, jednak język zastosowany w publikacji daleki jest od analitycznego. Sporo w nim kolokwializmów, cudzysłowów, określeń z języka potocznego oraz publicystyki, dalekich od suchego i precyzyjnego stylu, charakterystycznego dla analiz. Ponadto, dane ekonomiczne, m.in. statystyki handlu Ukrainy z UE, podane są za rok 2011, podczas gdy od kilku miesięcy dostępne są dane całościowe za rok ubiegły. Autor nadużywa również cytatów, czasami zajmujących ponad połowę strony, jednocześnie skromnie dawkując samodzielne wnioski. Zaskakuje również wykorzystana baza źródłowa – prawie w całości anglojęzyczna. Przypisy do materiałów polsko- i ukraińsko-języcznych są nieliczne, co samo w sobie nie jest błędem, jednak rodzi pytanie o rzetelność kwerendy (autor w żadnym miejscu pracy nie zaznaczył bowiem, dlaczego zdecydował się na taki klucz doboru źródeł i jaki stał za tym zamysł). Zresztą i wybór autorów, do których odwołuje się Olchawa, choć w większości prawidłowy, nie jest wolny od zaskoczeń. Np. na s. 137 autor cytuje „jednego z najbardziej wpływowych deputowanych, eksperta ds. ukraińskich Charlesa Tannocka”. Sprawdziłem, ponieważ nigdy o takim ekspercie nie słyszałem. I… sądząc po wystąpieniach w mediach oraz aktywności w parlamencie europejskim, taka ocena Brytyjczyka nie odpowiada rzeczywistości.

Pracę najlepiej czytać w języku angielskim. Drugim wyborem jest ukraiński, a trzecim – polski. Ta ostatnia wersja językowa pełna jest bowiem błędów gramatycznych i stylistycznych, szczególnie w oczy rzuca się nieudolne tłumaczenie z obu pozostałych języków. Czyta się w związku z tym książkę trudno, a błędy te na dłuższą metę drażnią i zniechęcają. By nie być gołosłownym – próbka: „Kiedy upadło imperium sowieckie, politycy zachodni mieli trudności z ujrzeniem Ukrainy w nowym świetle, ponieważ byli zaślepieni przez nawyk identyfikowania jej w kontekście ZSRR. Ta sytuacja panowała także w USA, mimo że w Stanach Zjednoczonych żyła liczna diaspora ukraińska, która była w stanie przybliżyć Waszyngtonowi problematykę swojego rodzinnego kraju. Brak głosu imigrantów ukraińskich w Europie Zachodniej zapewne przyczynił się do braku zrozumienia odrębności (historycznej, językowej i kulturowej) państwa ukraińskiego od Rosji, państwa dominującego i jądra Związku Sowieckiego” (s. 171) lub „Negocjacje między UE a Ukrainą w sprawie taryf i strefy wolnego handlu dążą do wprowadzenia acquis, poprzez które Ukraina uzyska większy dostęp do rynku unijnego” (s. 191). W tym wypadku zarzut należy skierować w pierwszej kolejności pod adres wydawnictwa, które nie dołożyło wystarczających starań, by redakcja i korekta polskiej wersji językowej eseju Olchawy była zrobiona jak należy.

Tyle o formie. Na pytanie czy treść ją usprawiedliwia, w moim przekonaniu należy dać odpowiedź negatywną. Na książkę składają się trzy rozdziały o dość niespójnej konstrukcji. W pierwszym Kij czy marchewka? Recepta na europejską integrację Ukrainy owej recepty jest jak na lekarstwo, natomiast podrozdział Próby „finlandyzacji” Ukrainy do reszty nie pasuje, ponieważ traktuje głównie o relacjach Ukraina-NATO oraz kwestiach bezpieczeństwa, w tym energetycznego. Rozdział drugi Upadki i wzloty: dwie dekady stosunków na linii Kijów-Bruksela, choć miejscami zawiera kompetentny opis brukselskich nastrojów wobec zbliżenia Ukrainy z UE, kończy się niewiele wnoszącymi do głównego tematu pracy dywagacjami autora o językowych zwyczajach unijnych i ukraińskich dyplomatów. Trzecia część dotyczy Partnerstwa Wschodniego – osadzenia tego programu w Europejskiej Polityce Sąsiedztwa, jego założeń i mechanizmów współpracy dwu- i wielostronnej, a także recepcji na Ukrainie. Autor wysnuwa prawidłowe wnioski, ciekawie opisuje kwestie związane z ukraińsko-unijnymi negocjacjami umowy stowarzyszeniowej, a szczególnie jej części handlowej, widać, że ma dobre rozeznanie w unijnych dokumentach, jednak ich nadmierne cytowanie sprawia, że lektura staje się nużąca. Z kolei zawarte na czterech stronach i zamykające książkę Wnioski końcowe i rekomendacje są w raczej zbiorem znanych w środowisku eksperckim postulatów, niż wartością dodaną – autorskimi, realistycznymi i precyzyjnymi propozycjami.

Z większością przedstawionych w publikacji sądów i faktów można się zgodzić, choć i tu autor nie ustrzegł się błędów. Dziwi na przykład, że opisując mediację UE podczas pomarańczowej rewolucji, zasługi na tym polu przypisane zostały jedynie Javierowi Solanie, a o roli Aleksandra Kwaśniewskiego nie wspomniano (choć w rzeczywistości było odwrotnie). Myli się również Olchawa twierdząc, że przyjęcie tzw. ustawy językowej spowodowało na Ukrainie „masowe demonstracje i ostre podziały w społeczeństwie”. Raban podnieśli politycy opozycyjni z trudnością spędzając demonstrantów pod Dom Ludowy w Kijowie, podczas gdy zwykłym ludziom, może poza zachodnią częścią Ukrainy, na eto naczchat’.

Konkludując, praca Macieja Olchawy zawiera wiele ogólnie słusznych sądów i powszechnie znanych wniosków, a warstwa faktograficzna jest na ogół poprawna. Tylko, że w sumie niewiele to wszystko wnosi do dotychczasowego stanu wiedzy na temat tytułowej Europejskiej integracji Ukrainy (nie wspominając o tym, że Ukraina się z UE nie integruje, ponieważ, jak dobrze autor wie, bo pisze o tym w książce, Bruksela nie zaproponowała Kijowowi perspektywy członkostwa; użycie więc tego czasownika jest nieprecyzyjne). Parafrazując recenzentów filmowych, książce Olchawy daję dwie gwiazdki na pięć z dopiskiem „dla amatorów”.

Tadeusz Iwański – doktorant w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk, analityk w Ośrodku Studiów Wschodnich, członek redakcji „Nowego Prometeusza”.

Zapis dyskusji – „Stan, kierunki i potrzeby polskiej polityki wschodniej”

[niniejszy tekst pierowtnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 0, grudzień 2010, ss. 45-76]

Dyskusja odbyła się 14 września 2010 roku, w Sali Balowej Pałacu Potockich Uniwersytetu Warszawskiego, jako część konferencji „Jerzy Giedroyc: Polityka-Kultura-Wschód. 10 lat po odejściu Redaktora” zorganizowanej przez Studium Europy Wschodniej UW. Dyskusję moderował dyr. J. Malicki, a udział wzięli: B. Berdychowska, A. Halicki, A. Kamiński, P. Kowal, H. Litwin, B. Sienkiewicz i H. Szlajfer.

Jan Malicki: Zaczniemy wypowiedzią wstępną pana Henryka Litwina, Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Cieszę się, że Pan nas zaszczycił swoją obecnością, zwłaszcza, że co by nie mówić, te zagadnienia dotyczą MSZ. Bardzo proszę.

Henryk Litwin: Bardzo dziękuję. Szanowni Państwo, urzędowo przygotowałem się do dzisiejszego wystąpienia, wstrzymam się jednak od przeczytania materiału opracowanego dla mnie przez odpowiedni Departament Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Nie dlatego, bym miał do niego krytyczne uwagi, jest bardzo ciekawy, jednakże występując w roli osoby reprezentującej Ministerstwo, chciałbym powiedzieć Państwu kilka słów o obecnej polityce prowadzonej przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP, z mojego własnego punktu widzenia.

Kiedy w 1990 roku pierwszy raz związałem się z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, koncepcja dwutorowości w polityce wschodniej Rzeczypospolitej była jeszcze w kolebce i z tej kolebki dopiero wchodziła w realny świat. Rok później, gdy podjąłem pracę na Ukrainie, już realizowaliśmy politykę dwutorowości. Polegała ona na aktywnym wsparciu dążeń i ambicji niepodległościowych naszych wschodnich sąsiadów, byłych republik Związku Radzieckiego. Jednocześnie, staraliśmy się utrzymać dobrosąsiedzkie stosunki z Rosją i rozwijać wszelką możliwą wymianę, rzecz jasna głownie handlową, z tym dużym i ważnym krajem. Chcę Państwu powiedzieć, że w moim przekonaniu, Ministerstwo Spraw Zagranicznych realizowało przez ostanie 20 lat w zasadzie tę samą politykę, z lekkimi zmianami wynikającymi z rozwoju sytuacji.

Nasze wsparcie dla niepodległości zostało zastąpione wsparciem dla ambicji integracyjnych tych państw. Nadal też staraliśmy się o utrzymanie dobrosąsiedzkich stosunków z Rosją.

Jako osoba współpracująca właściwie ze wszystkimi ministrami spraw zagranicznych RP, pamiętająca pracę w MSZ za czasów wszystkich rządów, chcę powiedzieć,że w istocie od tej linii nie było nigdy zasadniczego wyłomu. Tę linię realizowaliśmy raz lepiej, raz gorzej, raz bardziej efektywnie, raz mniej, często przeznaczaliśmy na nią więcej sił i środków, niekiedy mniej. Działo się tak z bardzo rożnych powodów, lecz nigdy nie z powodu merytorycznej decyzji, która by wskazywała, że powinniśmy realizować powyższą politykę inaczej.

Być może nie będzie to do końca dyplomatyczna wypowiedź, ale tak naprawdę Szanowni Państwo, to nie ma żadnej idei politycznej na Wschodzie. Prawdę mówiąc to nie jest kwestia pewnych głębokich studiów i intelektualnych rozważań, które każą właśnie tak kształtować politykę wschodnią, jest to bowiem tylko kwestia absolutnej konieczności. Nie mamy innego wyjścia, a każdy dzień praktycznej pracy nad polityką wschodnią pokazuje to dobitnie.

To jest jedyna droga. Wspieranie ambicji naszych wschodnich sąsiadów: Ukrainy, Białorusi i Mołdowy nie w takim wymiarze, w jakich one faktycznie istnieją w danym momencie, ale w takim, w jakim są one w szczytowych formach deklarowane. To jest ten poziom, który nas najbardziej interesuje i musimy się pogodzić z tym, że nie zawsze odpowiada on rzeczywistym działaniom naszych partnerów. Jednocześnie nieuchronne, konieczne i potrzebne jest budowanie przyzwoitych, dorzecznych, rozsądnych i dobrosąsiedzkich stosunków z Rosją. To, co osiągamy w tym względzie, jest możliwe nie tylko dzięki efektywnym działaniom, ale w oczywisty sposób jest funkcją tego, na ile w danym momencie Rosja jest zainteresowana, by ktoś z zewnątrz mógł uznawać nasze wzajemne stosunki za dobre. Właściwie takie ramy polityki są niezmienne od 20 lat, aczkolwiek w tym ramach pozostaje gigantyczny margines na politykę dobrą, skuteczną i efektywną oraz politykę mniej dobrą, mniej skuteczną i mniej efektywną. Pod tym względem jesteśmy nieustannie wystawieni na społeczną ocenę i częstą krytykę.

Dzisiejszą dyskusję traktuję jako możliwość usłyszenia bardzo kompetentnych, fachowych głosów krytyki, stąd też mam prośbę do moderatora o skrócenie czasu mojego wystąpienia i przyznanie prawa do dodatkowej repliki w drugiej części dyskusji, podczas której chciałbym się odnieść do konkretnych krytyk, czy też wypowiedzi. By nie zostać posądzonym o „zwinięcie żagli”, chciałbym powiedzieć o konkretnych działaniach podejmowanych obecnie przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych wobec wschodnich sąsiadów Polski, a także krotko scharakteryzować idee i zamiary, które aktualnie istnieją w odniesieniu do nich:

Rosja – najkrótszy opis obecnej sytuacji jest następujący. Mamy do czynienia z dość skomplikowaną sytuacją wynikającą oczywiście z tragicznej katastrofy smoleńskiej i następstw, również prawno – międzynarodowych, tejże tragedii. Jednocześnie, niezależnie od powyższego, staramy się prowadzić normalną politykę w zakresie stosunków dwustronnych. W tej drugiej sferze faktem dosyć silnie określającym nasze możliwości i działania jest szereg politycznych deklaracji, które niezależnie od tego, czy poszczególni analitycy uważają je za szczere, dla nas są pewnego rodzaju dyplomatyczną rzeczywistością, dostrzeganą również przez naszych partnerów z Unii Europejskiej. Nasi partnerzy unijni jednomyślnie oceniają wspomniane deklaracje rosyjskie, jako zdecydowane otwarcie Rosji na polepszenie stosunków z Polską. Ten punkt widzenia po prostu trzeba uwzględniać. Nasza odpowiedź na pozytywne deklaracje rosyjskie jest odpowiedzią pozytywną. Jesteśmy zainteresowani rozwijaniem dobrosąsiedzkich stosunkowa z Rosją i, jednocześnie, wspieramy rozwój stosunków unijno – rosyjskich. Oczywiście z zachowaniem możliwości oceny naszych interesów narodowych i unijnych. W tym drugim przypadku kluczową kwestią jest tzw. współpraca dla modernizacji. Jesteśmy zainteresowani rozwijaniem takich form współpracy, które będą realizowane na podstawie wynegocjowanej i podpisanej w przyszłości, mamy nadzieję, unijno-rosyjskiej umowy o partnerstwie – tzw. drugiego PCA. To ona powinna być bazą stosunków. Musi bowiem istnieć pewna struktura wzajemnych odniesień, przyjęta na drodze prawno – traktatowej, dopiero wtedy możemy mówić o wymiarze takiej współpracy, który nazywamy „Partnerstwem dla Modernizacji”. Nie jesteśmy natomiast zwolennikami Partnerstwa dla Modernizacji, jako dość nieokreślonej sieci wymiany, której głównym celem jest postęp technologiczny.

Ukraina nadal pozostaje naszym strategicznym partnerem. To jest bardzo formalna deklaracja, którą możecie Państwo znaleźć w rożnych wypowiedziach, stanowi ona także treść codziennej pracy. Równocześnie należy stwierdzić, że od wyborów prezydenckich rzeczywiście obserwowaliśmy kilka miesięcy faktycznego osłabienia rytmu wymiany dwustronnej, dialogu na rożnych polach, spowodowanego najpierw wyborami, a następnie wyjątkową sytuacją w Polsce. Był to jednak okres bardzo intensywnej pracy dyplomacji. Tyle tylko, że słabo widocznej na powierzchni wydarzeń publicznych, bowiem opartej na działaniach, którymi rzadko interesują się media – takich jak wewnątrz unijna dyplomacja, listy, spotkania grupy przyjaciół Ukrainy, dwu – trójstronne inicjatywy, ale również konsultacje ministrów, wiceministrów i rożnego rodzaju innych ciał na niższych szczeblach. Efektem tej pracy powinny być spektakularne wydarzenia w ciągu dosłownie najbliższych miesięcy. Na tyle spektakularne, na ile spektakularna bywa polityka dwustronna, mam zatem na myśli takie wydarzenia jak wizyty na wysokim szczeblu.

Białoruś przysparza „bólu głowy” Unii Europejskiej. My mamy w tym bólu swoje dodatkowe, gorące miejsca, stąd też prowadzenie polityki wobec Białorusi jest przedsięwzięciem podwójnie utrudnionym. Obserwujemy raczej pogorszenie się sytuacji w zakresie przestrzegania praw człowieka. Odnotowujemy, znane w Polsce, problemy ze Związkiem Polaków na Białorusi. Godzimy się z Unią, co do zasadniczego wniosku, że długotrwała izolacja Białorusi nie przyniosła pozytywnych skutków, a zatem jakieś formy dialogu powinny być podtrzymywane. I w tym kierunku idziemy, aczkolwiek dla nas podtrzymywanie jakichś form dialogu jest przedsięwzięciem niezwykle ekwilibrystycznym, skomplikowanym i przynoszącym, nie ma co ukrywać, tak ograniczone rezultaty, jak niestety ograniczone rezultaty przynosi na razie, ze względu na bardzo szczególne uwarunkowania, polityka całej Unii.

Te trzy kraje są dla nas priorytetowe. Obecnie staramy się przywiązywać bardzo dużą wagę, a także poświęcać wiele pracy Mołdowie. To właśnie w tym państwie władzę sprawuje pierwszy, tak pro integracyjny w strefie postsowieckiej, rząd. Warto dostrzec ten fakt i warto wesprzeć działania wobec Mołdowy.

Pryncypia wobec Gruzji nie uległy zmianie. Jest ona nadal naszym bardzo ważnym partnerem, którego wspieramy w ramach Partnerstwa Wschodniego i poza Partnerstwem Wschodnim. Drugim niezwykle istotnym partnerem jest Azerbejdżan. Znaczenie tych państw dla Polski potwierdza chociażby wiosenna wizyta premiera na Kaukazie. Jestem przekonany, że stosunkowo szybko Kaukaz odwiedzi także nasz Prezydent. Nasza aktywność wobec Kaukazu nie powinna zostać zmniejszona, choć łatwo dostrzec pewne oznaki wahnięcia, wynikające z dość szczególnej sytuacji wewnętrznej w Polsce w ciągu pierwszych miesięcy tego roku.

Również Azja Środkowa pozostaje naszym ważnym partnerem, przy czym trzeba przyznać, że z wielu rożnych względów nie osiągnęliśmy w stosunkach z najważniejszym dla Polski krajem w tym regionie – Kazachstanem – takich sukcesów, o jakie zabiegaliśmy. Niezbyt wysoka efektywność wynika, w znacznej mierze, z uwarunkowań społecznopolitycznych, w jakich Polska funkcjonuje, ale to jest bez wątpienia wyzwanie, które powinniśmy nadal przed sobą stawiać, by osiągać lepsze efekty.

Na koniec dwa zdania o Partnerstwie Wschodnim. To niezwykle ważny projekt, który, jak staram się powtarzać, nie ma zastępować polskiej polityki wschodniej, lecz ma stanowić dodatkowe instrumentarium, które Unia i Polska mogą używać do wsparcia unijnej i polskiej polityki wschodniej. Tak widzimy Partnerstwo Wschodnie i będziemy się starali, aby to instrumentarium było jak najbardziej efektywne. Wiem, że istnieje pewien rodzaj zawodu w stosunku do efektów Partnerstwa Wschodniego, ale zaryzykowałbym tezę, że wynika on ze zbyt daleko idących oczekiwań. Większość programów, które będą finansowane ze specjalnych funduszy Partnerstwa Wschodniego, tak naprawdę dopiero powstaje, a procedury ich wdrażania są ustalane dopiero w tej chwili. Stąd też uważam, że dopiero w 2012 roku będziemy w stanie ocenić efektywność Partnerstwa Wschodniego w jego części praktycznej, a nie politycznej.

Dziękuję bardzo.

Jan Malicki: Dziękuję bardzo. Było to nawet więcej niż zapowiedziano…

Henryk Litwin: Przepraszam

Jan Malicki: … i mówię to z zadowoleniem, aczkolwiek równocześnie przyjąłbym zasadę, że zgodnie z pierwotną umową jeszcze nie atakujemy ministra. Każdy zajmuje się swoją sprawą, która spowodowała, że napisał tekst. A potem i tak zapewne dojdzie do dyskusji. Zatem zaczynamy. Wystąpienia są w kolejności napisanych artykułów. Dlatego pierwszy zabierze głos Bartłomiej Sienkiewicz – osoba powszechnie znana w naszym środowisku, publicysta od wielu lat. Czas start, 10 minut.

Bartłomiej Sienkiewicz: Dziękuję bardzo. I stan i kierunki i potrzeby polskiej polityki zagranicznej przez ostanie 10 lat były odbiciem myśli Jerzego Giedroycia. W związku z tym pozwolą państwo, że odniosę się nie tylko do własnego tekstu, ale też spróbuję wykroczyć poza.

Ostatnie 10 lat polską politykę zagraniczną, mimo tematu tej konferencji i powodów, które nas tu zgromadziły, zdominowała Unia Europejska. To ona stała się zasadniczym punktem odniesienia polskich ambicji rozwojowych, skoku cywilizacyjnego i pewnego miejsca w świecie, które chcieliśmy opisać. Dla Giedroycia i Mieroszewskiego procesy zjednoczeniowe w Europie były albo marginalne, albo zauważalne jedynie „przy okazji”. Nie przykładali do nich specjalnej wagi jak do wielkiego projektu integracyjnego w Europie, co zresztą widać było pod koniec, gdy projekt integracyjny nabierał już tempa i wydawało się, że będzie jednym z zasadniczych tematów. Nie można znaleźć jakichś szczególnych rysów analizy tego zjawiska w Kulturze paryskiej. Natomiast przez ostatnie 10 lat w Polsce, w pewnym sensie, próbowano transponować myśl Giedroycia i Mieroszewskiego na tę zasadniczą formułę polskiej polityki zagranicznej i miejsca Polski w świecie, jaką była Unia Europejska i uczestnictwo w niej. W ten sposób doszło do wykształcenia sytuacji, która najtrafniej ujął prof. Andrzej Nowak, a mianowicie wyznaczenia celu, który choć nigdy nie był wypowiedziany na głos przez polską politykę zagraniczną, ale dla wszystkich ludzi, którzy się przyglądali temu, bądź jakoś współuczestniczyli, był jasny – mieć „Zachód na Wschodzie”. To znaczy doprowadzić do sytuacji, w której proces zjednoczeniowy Europy trwale obejmie także naszych bezpośrednich sąsiadów, a tym samym ugruntuje ten ciąg wydarzeń, który się odbył w wyniku rozpadu ZSRR, trwale odrzucając Rosję poza granice Polski. Takie podejście niosło za sobą określone konsekwencje.

Przez ostatnie 10 lat, a nawet i dłużej, Rosja nie była przedmiotem jakiejś szczególnej uwagi czy refleksji w rozważaniach na temat polskiej polityki wschodniej. Dominowały dwa ujęcia: Rosji – jako czynnika biernego, szczególnie za czasów Borysa Jelcyna, co nie przeszkadzało wtedy straszyć rosyjskim imperializmem, mimo że go nie było, oraz Rosji – jako trwałego zagrożenia, co było charakterystyczne dla ostatniej dekady, szczególnie po 2004 roku. Dotychczasowe cele polskiej polityki wschodniej w takim ujęciu, moim zdaniem, się wyczerpują. Wpływa na to parę czynników. Takim punktem zwrotnym było fiasko rozszerzenia NATO na Wschód. To był projekt, który polska dyplomacja bardzo silnie popierała, za którym opowiadał się prezydent i który miał być dowodem, że polska polityka wschodnia jest zdolna przesunąć te granice Zachodu na wschód od Bugu. Ale z tym się wiąże także parę innych rzeczy: zwycięstwo przeciwników polskich partnerów politycznych, co szczególnie widać na Ukrainie oraz, w mniejszym stopniu i oczywiście w zupełnie inny sposób, na Litwie oraz, niezależnie od tego czy chcemy czy nie, ich trwanie na Białorusi, czego przykładem jest Łukaszenko. Do tego doszedł też czynnik o wiele bardziej zasadniczy. Polskiej wizji rozszerzenia zjednoczonej Europy, bądź instytucjonalnego Zachodu na Wschód, absolutnie – z biegiem czasu widać to coraz wyraźniej – nie podziela Zachód. Dla Zachodu Rosja nie jest przeciwnikiem i nie jest zagrożeniem. Wskutek tego większość państw zachodnich nie uważa takiego rozszerzenia za niezbędny warunek powstrzymywania, bądź istotny element polityki wobec Rosji. To oczywiście spowodowało, że Polska, w dążeniach do rozszerzenia Unii Europejskiej i NATO na Wschód, została w Europie osamotniona. Pewnym elementem tej sytuacji było fiasko konceptu, że wobec desinteressement Zachodu, a diagnozowanego problemu z Rosją, można spróbować stworzyć w Europie coś na kształt porozumienia środkowoeuropejskiego, łączącego zarówno nowe kraje Unii Europejskiej, jak i partnerów z Europy Wschodniej i w oparciu o nie – zarówno realizować polityki wobec Zachodu, jak i dać odpór Rosji. To była polityka Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i ona się nie powiodła. Nie powiodła się, ponieważ ci partnerzy się wykruszyli. I teraz dochodzimy do kolejnego elementu, a mianowicie wydaje się, że w takim stanie, w jakim w tej chwili mamy politykę europejską i w dającym się przewidzieć czasie, nie istnieje możliwość instytucjonalnego rozszerzenia Unii Europejskiej i NATO na Wschód. Nie ma do tego ani partnerów, ani woli politycznej. I polskie kołatanie w tej sprawie nic nie zmieniło i nie zmieni. Niezależnie od polityki europejskiej, dochodzi do sytuacji, w której wiodące państwa UE zawiązują z Rosją coraz silniejsze związki gospodarcze, a czasami także instytucjonalne. Brak PCA jest do tego bardzo wygodnym pretekstem. Co więcej, nikomu się nie spieszy z jego podpisaniem. Ani Zachodowi, ani Rosji nie zależy na tym, żeby to porozumienie powstało.

Natomiast Partnerstwo dla Modernizacji toczy się. Przypomnę chociażby tegoroczne porozumienie międzyrządowe między Niemcami a Rosją w sprawie modernizacji rosyjskiej elektroenergetyki. To jest realizacja na bieżąco Partnerstwa dla Modernizacji, co pokazuje, że PCA w ogóle nie jest potrzebne. Ale to jest wierzchołek góry lodowej. Jeśli mamy do czynienia z sytuacją, gdzie Siemens wychodzi z akcjonariatu Arevy – największego w Europie producenta energii atomowej – tylko po to, żeby mieć wolną rękę w konkurowaniu o kontrakty z Rosją, no to jesteśmy w sytuacji trochę innej, niż parę lat temu. Mamy zatem do czynienia z sytuacją, którą można by, z pewną emfazą, nazwać pauzą strategiczną. Ona się składa na taki moment, w którym ani Rosja nie jest w stanie zdominować państw leżących między UE i jej granicami, ani Zachód nie jest zainteresowany rozszerzeniem swojego instytucjonalnego członkostwa o te kraje. Do tego dochodzi jeszcze jeden czynnik. A mianowicie brak zainteresowania Stanów Zjednoczonych polityką europejską i tym co się dzieje między UE i Rosją. Abdykacja USA z Europy nie jest, w moim przekonaniu, kwestią jednego prezydenta i jednej administracji. Mam wrażenie, że problemy, jakie przeżywa to imperium, są na tyle głębokie i na tyle istotne, że z trudem sobie można wyobrazić zmianę tej polityki. Niezależnie od tego, czy Obama zostanie wybrany na drugą kadencję czy nie.

I w ten sposób dochodzimy do ostatniego elementu, a mianowicie: jeśli popatrzymy na otoczenie polityczne Polski, a także uwzględnimy kwestie wschodnie, to dzisiejszy świat bardzo się rożni od tego, który opisywali Giedroyć i Mieroszewski. Większość recept, czy też interpretacji tych recept, wypracowanych przecież pól wieku temu, może być obecnie zastosowana jedynie w bardzo ograniczonym zakresie. A zostało w polskiej polityce zagranicznej parę rzeczy, których pilnować należy, niezależnie od tej uwagi powyżej. Przede wszystkim: traktowania tych krajów jako pożądanego i trwałego elementu polityki europejskiej, zakazu rozmowy z Rosją ponad ich głowami, ale także, to co się wydaje najistotniejsze, gotowości do przeciwdziałania, kiedy kraje te będą przedmiotem agresji lub destabilizacji. Ale żeby utrzymać tę zdolność Polska musi być w dialogu z Rosją na swoich warunkach. Nie na warunkach, które są określane w pewnym sensie przez nasze szczególne strachy i obawy, albo przez obrażanie się i na Zachód i na Rosję. Bez uczestnictwa w tym bardzo trudnym dialogu między UE a Rosją nie będziemy zdolni utrzymać nawet dziedzictwa Giedroycia i Mieroszewskiego, o którym mówiłem do tej pory.

Jan Malicki: Puściłem te 30 sekund, bo końcówka wydała mi się bardzo ciekawa. Nie chciałem, żeby uczestnicy się bali, że przerywam w najlepszym momencie. Teraz pan poseł Kowal – również czasem publicysta. Kiedyś poseł na sejm, wiceminister spraw zagranicznych, obecnie poseł do Parlamentu Europejskiego. Bardzo proszę 10 minut.

Paweł Kowal: Dziękuję bardzo za zaproszenie. Dobrze, że formuła tego spotkania pozwala zarówno odnosić się do dyskusji, która odbyła się ostatnio na łamach Rzeczpospolitej, jak i rozmawiać o spuściźnie Jerzego Giedroycia w dziesięciolecie jego śmierci. Czytałem teksty, które ukazywały się w Rzeczpospolitej, a potem przeczytałem książkę Rafała Habielskiego o Giedroyciu i jego środowisku. I dużo racji ma Habielski, kiedy mówi, że istnieją w Polsce dwie tradycje, które określają nie tylko charakter polskiej polityki wschodniej, ale i w dużym stopniu wiążą się z polityką wewnętrzną.

Spor pomiędzy oboma podejściami jest zasadniczy. Tradycja Piłsudskiego, Buntu Młodych, Biuletynu Polsko-Ukraińskiego, Kultury, później była kontynuowana na łamach Krytyki, ABC, Obozu, w całym programie III Rzeczypospolitej oraz w myśli Jana Pawła II. Wszędzie tam przewija się wątek tradycji jagiellońskiej. Trzeba podkreślić, że ta tradycja, pewnie jeszcze do czasów Biuletynu Polsko-Ukraińskiego, mogła być interpretowana jako zawierająca istotną krytykę wobec Rosji. Należy w tym kontekście przypomnieć Mieroszewskiego, który wyraźnie sprawy polskiej polityki wschodniej umieszczał w kontekście dobrych relacji z Rosją. Habielski pokazuje jak prometeizm i jagiellonizm mieszają się w tej tradycji i wskazuje, że dzięki Giedroyciowi, w sensie praktyki politycznej utraciła ona wątek antyrosyjski. I jest też druga – przerwana w dramatycznych okolicznościach – tradycja obozu narodowego, która odwołuje się do nacjonalizmu, i która również wielce przysłużyła się kulturze polskiej. Ta tradycja, o czym przekonały mnie lektury rożnych tekstów oficjalnych, przede wszystkim z prasy lat 80., w jakimś stopniu została przeniesiona do myśli politycznej Polski Ludowej.

Według mnie, te dwie tradycje pociągają za sobą dwie odmienne geopolityki – co było widać także w tej dyskusji. Geopolityka jagiellońska, bywa niekiedy określana romantyczną, ale paradoksalnie, jest bardziej realistyczna. Faktycznie oddaje bowiem konsekwencje naszego położenia geograficznego i tego, z kim współpracujemy, z kim mamy największe problemy, a z kim współpraca ma największe szanse powodzenia. Geopolityka jagiellońska, w praktyce, okazuje się szalenie trudna, bo rozmowa na jej temat ma sens wyłącznie w kategoriach strategicznych. Natomiast w kategoriach krótkiego kontraktu, szybkiego zysku – traci ona ten sens. Wskazują na to krótkie podsumowania polityków czy politologów, którzy mówią np., że „pewien sposób uprawiania polityki nie sprawdził się”. A kiedy się orientujemy, na przykład, że dane podejście wobec Białorusi, trwało zaledwie półtora roku, a następne kolejne półtora i tak dalej, to widzimy, że nie było żadnego okresu, w którym te polityki mogły się sprawdzić strategicznie. Mamy do czynienia jedynie z taktyką. I właśnie taktyka charakteryzuje tę drugą geopolitykę, która mówi, że Polska znajduje się między Niemcami a Rosją. Ten sposób myślenia został narzucony Polsce przed rozbiorami i był później kontynuowany. To jest ta geopolityka, którą uprawialiśmy ponad 40 lat po II wojnie. Gdyby znaleźć słowa-klucze w dyskusjach, które wówczas, w latach 80., oficjalnie toczyły się w Sprawach Międzynarodowych czy w podobnych czasopismach, to charakterystyczne jest przeciwstawienie Wschód – Zachód. Ta dychotomia określała pozycję Polski między Niemcami a Rosją i kompletnie ignorowała miejsce, w którym Polska faktycznie się znajdowała. Mamy tu do czynienia z taką geopolityką „łatwą”, aby nie powiedzieć „nonszalancką”, która dziś powraca w rożnych tekstach publicystycznych. Po przeczytaniu fragmentów z Zagadnienia ziem wschodnich Wasiutyńskiego, mielibyśmy wrażenie, że przeczytaliśmy te słowa niedawno w tekstach Bartłomieja Sienkiewicza w Rzeczpospolitej. W tej tradycji geopolitycznej – nie mamy przecież obowiązku odwoływać się do tradycji PRL ani nie musimy przerywać tradycji endeckiej – możemy ten walor nowości, oryginalności i prostoty, eksplorować właściwie bez żadnych ograniczeń. Jednak przy bliższym przyjrzeniu okazuje się, że to już było. Pojawiają się ponownie argumenty, że Ukraina, jeśli uzyska wolność, to będzie niezdolna do niepodległego bytu i wówczas będzie dla Polski obciążeniem lub jeśli Ukraina będzie silniejsza i jeśli jej się powiedzie, to wtedy mogłaby wręcz zagrozić Polsce, prowadząc, na przykład, negocjacje akcesyjne. Te echa znajdujemy już w latach 30., choć wtedy, oczywiście, nie było ani Unii Europejskiej, ani mowy o akcesji. Jakie z tego wypływają wnioski dla nas dzisiaj? Myślę, że podstawowa kwestia, z którą musimy się mierzyć nieustannie, to rozszerzenie UE. Być może to właśnie dziś mamy najgorszy okres dla rozszerzenia od dwudziestu lat.

Poruszę jeszcze jedną kwestię, w duchu, w którym pisał lubiany przeze mnie, Włodzimierz Bączkowski. Zbadałem, dla potrzeb tej dyskusji, jak bardzo rozszerzenie pomogło graniczącym z Hiszpanią regionom Francji i porównałem to z danymi na temat polskich regionów wschodnich. Otóż zaniechanie dzisiaj przez polską politykę mówienia o zniesieniu wiz i rozszerzeniu UE w jakiejkolwiek perspektywie jest, de facto, skazaniem na słabszy rozwój jednej trzeciej części Polski. Będzie to świadomą decyzją polskich polityków, że tam nie powstanie lepsza infrastruktura i będzie wciąż wyższe bezrobocie. Pokazują to zwykłe liczby. Nie jesteśmy zatem ukrainofilami, ale pragmatykami. Być może zwycięstwo Giedroycia polega, po prostu na tym, że pewne stare tezy geopolityczne możemy dziś przedstawić na nowo, operując całkiem praktycznymi danymi dotyczącymi rozwoju regionalnego. Dziękuję.

Jan Malicki: Dziękuję bardzo za dotrzymanie terminu. Trzecia wypowiedź, pan Andrzej Halicki – poseł na Sejm Rzeczypospolitej i przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych. Dodam, że przy komisji znajduje się podkomisja ds. Partnerstwa Wschodniego. I jest to jedyna stała podkomisja ds. Partnerstwa Wschodniego, jaka istnieje w jakimkolwiek spośród 27 parlamentów UE. Naturalnie, podobne komisje nie istnieją również w krajach, których dotyczy Partnerstwo Wschodniego, ale to już może inna sprawa. Bardzo proszę o zabranie głosu.

Andrzej Halicki: Dziękuję serdecznie. Zabrałem głos w dyskusji na łamach Rzeczpospolitej nie dlatego, że czuję się ekspertem, intelektualistą, czy osobą, która zjadła zęby na polskiej polityce wschodniej. Nie lubię natomiast i reaguję w sposób dość szybki, kiedy mamy do czynienia z pewną nierzetelnością publicystyczną. Rozumiem, że czasami na potrzeby polemiki, czy artykułu, tego rodzaju uproszczenia się stosuje. Ale też nie można, zwłaszcza w polityce zagranicznej, sugerować że wybory są zerojedynkowe, że mamy do czynienia z obrazem czarno-białym i musimy coś całkowicie zanegować albo w całości przyjąć.

Żyjemy w bardzo ciekawych czasach, w latach przełomowych, dodatkowo jest to czas, który będzie miał wpływ na kolejne dekady. Zgadzam się, że Polacy nie muszą i nie powinni podkreślać, zwłaszcza w polityce zagranicznej, swojej misji cywilizacyjnej, czy jakichś dodatkowych zobowiązań, także regionalnych. Dzisiejsza Europa nie byłaby jednak taką, jaka jest, gdyby nie Jan Paweł II, i o tym trzeba pamiętać. To jest

nasz – Polaków wkład do budowy wspólnej Europy. O tym należy pamiętać, ale nie musimy o tym mówić przy każdej okazji. Zwłaszcza, jeżeli partnerzy reagują dość alergicznie na tego typu wykłady. A bez wątpienia mamy obecnie bardzo ważną sekwencję rozmów polsko – rosyjskich, które wpływają na nasze relacje. To nie znaczy, że musimy odrzucać i lekceważyć wszystko to, co robiliśmy w wymiarze regionalnym od roku ‘89. I nie jest też prawdą, że prezydent Lech Kaczyński, jak nazwał to Pan Sienkiewicz, rzeczywiście postawił na koalicję słabszych państw wobec Rosji, czyli byłych krajów sowieckiej strefy wpływu, które dość mocno diagnozują swoją antymoskiewską postawę. Mam na myśli m.in Litwę i Gruzję. To jest właśnie spor, którego w ogóle nie powinniśmy toczyć. Partnerstwo Wschodnie nie jest alternatywą wobec Partnerstwa dla Modernizacji. Nie musimy orientować się antyrosyjsko, kiedy szeroko otwieramy drzwi dla naszych sąsiadów – Ukraińców, Białorusinów i innych. Trzeba jednak pamiętać, że pierwszym krokiem do tego, by znieść reżim wizowy jest np. mały ruch graniczny. W tej chwili obejmujemy tą możliwością nawet Obwód Kaliningradzki. Białoruś również podpisała tę ustawę. Mamy więc sytuację w wiele lepszą, a nie gorszą od tego wszystkiego, co było wcześniej. I warto o tym pamiętać.

Także poseł Kowal użył stwierdzenia, że nie prowadząc polityki regionalnej, czyli chociażby tej skoncentrowanej na wysiłkach przyciągnięcia do Unii Europejskiej Ukrainy, obniżamy swoją pozycję stawiając na strategicznie sojusze egzotyczne. Rozumiem, że to zostało użyte w kontekście Trójkąta Weimarskiego. Jeżeli tak, było by bardzo dziwne, gdyby tego rodzaju sojusz Pan Poseł negował. Nie będzie skutecznej polityki wschodniej i naszych sukcesów w tym obszarze, bez dwóch czynników, o których musimy pamiętać. Po pierwsze, Ukraińcy i inni muszą chcieć, czyli muszą mieć świadomość wejścia w struktury NATO i UE. I muszą być co do tego zdeterminowani. My możemy pokazywać jak wygląda sytuacja w UE, świecić dobrym przykładem, otwierać drzwi, zachęcać, ale nic więcej zrobić nie możemy. Nie jest prawdą, że upadek obozu pomarańczowych w jakiś sposób przekreśla proeuropejskie możliwości Ukraińców. W żaden sposób. To jest ich wybór i czy to jest kolor pomarańczowy, niebieski, zielony, czerwony, czy jakikolwiek inny, to jest wybór Ukraińców i kwestia ich możliwość. Nic poza tym. To jest kwestia determinacji po tamtej stronie. Natomiast my nie powinniśmy prowadzić polityki wobec Ukrainy w ten sposób, że raz jesteśmy przyjaciółmi Kuczmy, a drugi raz kogoś innego, ponieważ potniej się okazuje, że kadencja się kończy i naszej miłości nie jesteśmy w stanie odpowiednio ulokować. Musimy być pro ukraińscy, jeżeli już tak o sobie mówimy. Musimy wiedzieć, że po tamtej stronie mamy rodzinę, przyjaciół i także osoby, które chcą żyć tak jak Europejczycy. My możemy pokazać jak można to osiągnąć.

Na koniec chciałbym jeszcze raz bardzo mocno i dobitnie podkreślić. Jeżeli ktoś neguje nasze sukcesy w ramach polityki wschodniej, a więc tej, której celem powinno być połączenie się społeczeństw w ramach jednego organizmu, czyli UE, to proszę zauważyć, że premier Mołdawii Vlad Filat podczas wizyty w Warszawie mówił, że nie byłoby jego rządu bez polskiej aktywności. I mogę to potwierdzić, bo byłem tego świadkiem Mołdawianie o tym doskonale wiedzą. Minister Sikorski był obecny w Kiszyniowie i takie zaproszenie rzeczywiście do sił politycznych wystosował. Mogę powiedzieć, że pewne osoby, które nie podawały sobie rąk, te ręce podały sobie w polskiej ambasadzie. W pewnym sensie przerysowuję, ale wprowadzam ten wątek do naszej dyskusji, dlatego że jeżeli chcemy osiągnąć sukcesy, to warto się na czymś skoncentrować. Może na czymś mniejszym i osiągnąć sukces, zamiast koncentrować się na czymś ogromnym, gdzie o sukces znacznie trudniej.

I druga rzecz, od której zaczął pan Bartek Sienkiewicz. Jeżeli mamy Partnerstwo dla Modernizacji, to warto by nie był to tylko import know-how, czy też proces czysto technologiczny lub gospodarczy. Powinien to być proces zakładający plan europeizacji. Przypominam słowa Siergieja Karaganowa, który wspominał o Związku Europejskim. Znowu mamy alternatywę, ale to nie jest powód, by wybierać zerojedynkowo – całkowicie negować, albo całkowicie kupować. Europa jest jedna i mam nadzieję, że cały kontynent będzie objęty dobrodziejstwem cywilizacyjnym.

Jan Malicki: Dziękuję bardzo mimo przekroczenia. Niech to nie będzie sygnał dla lewej części stołu, że już można robić co się chce. Teraz głos zabiorą dwaj autorzy jednego tekstu i mają 15 minut na obie wypowiedzi. Profesor Kamiński jest politologiem, pracownikiem Instytutu Studiów Politycznych PAN, czyli jedynego instytutu PAN, który jako nowy powstał po niepodległości. Henryk Szlajfer jest profesorem na Uniwersytecie Warszawskim, ale, przede wszystkim, długoletnim i doświadczonym dyplomatą, w tym byłym szefem Departamentu Planowania Strategicznego. I mówię to nie bez kozery. Bardzo proszę.

Antoni Kamiński: Proszę Państwa, ja nie jestem znawcą ani problematyki ukraińskiej ani środowiska paryskiej Kultury. Do napisania tego tekstu skłonił nas, mnie i prof. Szlajfera, artykuł pana Sienkiewicza Pożegnanie z Giedroyciem. W praktyce problem polegał na tym, że pan Sienkiewicz źle ustawił przeciwnika. W moim oczytaniu publicystyki Mieroszewskiego i koncepcji Giedroycia ważne jest coś innego, a mianowicie fakt, że oni żadnej misji cywilizacyjnej Polski na Wschodzie nie zakładali. Obaj w roku 70. przewidywali upadek komunizmu i zastanawiali się co z tego wyniknie dla Europy i Polski. Przewidzieli połączenie Niemiec, przewidzieli rozpad Związku Radzieckiego i widzieli w tym kontekście możliwą strategię dla Polski. To znaczy włączanie się, za pośrednictwem Niemiec, w integrację europejską. A zatem nieprawdą jest to, co powiedział pan Sienkiewicz, że oni w ogóle nie dostrzegali znaczenia integracji europejskiej. Wręcz przeciwnie – widzieli miejsce Polski właśnie w tym procesie i widzieli politykę polską, jako przyjazną wobec wszystkich wschodnich sąsiadów Polski. Doceniali też wagę jak najlepszych stosunków z Rosją, ale nie kosztem Białorusi i Ukrainy. I myślę, że są to zasady, które w dalszym ciągu polską politykę zagraniczną powinny obowiązywać, a szczególnie politykę wschodnią. Nie dają one żadnych podstaw, żeby głośno ogłosić światu, że mamy się żegnać z Giedroyciem i Mieroszewskim.

Następna sprawa to jest pojęcie buforu. Co to jest bufor? Bufor, wedle wszystkich encyklopedii, to jest państwo słabe, położone między dwoma państwami silnymi. Pytanie jest, czy Polska jest tym drugim państwem silnym, dla którego Ukraina jest buforem? Otóż na pewno Polska nie gra na arenie międzynarodowej w tej samej lidze co Rosja. Raczej skłonny jestem zgodzić się ze stanowiskiem pana profesora Andrzeja Nowaka, który napisał niedawno w Rzeczpospolitej, że Polska również jest strefą buforową. Jeżeli kraj buforowy lub quasi-buforowy zaczyna grać z krajem, który gra w pierwszej lidze światowej i wspólnie zarządza, a pojęcie zarządzania zostało użyte w tekście pana Sienkiewicza, z tym krajem tą strefą buforową, to myślę, że mamy do czynienia z nieporozumieniem. Szczególnie, że pan Sienkiewicz użył zwrotu, że mamy rozmawiać z Rosją na temat strefy buforowej, cytuję: „na naszych warunkach” i że to jest warunek utrzymania dziedzictwa Giedroycia i Mieroszewskiego. Otóż na naszych warunkach możemy rozmawiać z Rosją tylko jako kraj UE i poprzez UE. To nie jest dobra recepta na polską politykę zagraniczną.

I wreszcie może parę uwag, które nie dotyczą bezpośrednio pana Sienkiewicza, a odnoszą się do wypowiedzi pana ministra Litwina. Spotkałem niedawno pewnego Mongoła, który mówił mi o tym, że obecnie w Mongolii bardzo aktywnie prowadzone są poszukiwania geologiczne. Odkryto tam duże złoża boksytu, rożnych metali kolorowych i tak dalej. Tam wchodzi bardzo aktywnie kapitał rosyjski i chiński, co jest naturalne, ale Mongołowie starają się przyciągnąć też inne kraje i obecni są tam też Kanadyjczycy i Czesi. I ten Mongoł mówi: my byśmy bardzo chcieli Polaków, ale nie ma ani Polaków, ani nawet polskiej ambasady. Czyli nas tam w ogóle nie ma. Ponieważ pan minister mówił trochę o Kazachstanie, to ja sobie pozwalam tą drobną uwagę uczynić. Jedno wyrażenie, które znalazłem w tekście pana Sienkiewicza, potwierdziły mi rozmowy z paroma Ukraińcami. Mianowicie to, że ambasada polska utrzymywała bardzo bliskie stosunki z jedną orientacją polityczną na Ukrainie, ignorując drugą orientację polityczną. Otóż, jeżeli ta informacja jest prawdziwa, to nie wiem, czy tego typu gra polityczna jest rolą dyplomatów. Druga sprawa dotyczy pewnego braku koherencji w polskiej polityce zagranicznej, który do niedawna występował. Mianowicie wyraźnie mieliśmy do czynienia z dwoma ośrodkami polityki zagranicznej i robiło to wrażenie, że Polska ma rożne priorytety w tej sferze. Na tym skończę, dziękuję bardzo.

Henryk Szlajfer: Ja również chciałbym się skoncentrować na niektórych problemach taktycznych, związanych z tematem tego panelu. Może jedyną uwagą adresowaną bezpośrednio do dyskusji, którą mieliśmy przyjemność toczyć z panami Sienkiewiczem i Kowalem, jest to, że używanie w publicystyce, pracach naukowych czy jakiejkolwiek działalności terminu „polityka jagiellońska” oraz „polityka piastowska” wprowadza konfuzję.

Uwaga druga, krótka. Nie chcę tu zabawiać się w profesora, ale mówiąc szczerze, kiedy pisaliśmy razem ten tekst, to mieliśmy wrażenie, że wykładamy jakieś „abc”. Nie jesteśmy egzegetami pism Giedroycia. Robią to znacznie lepiej inni badacze, ale wydawało się nam oczywiste, że trzeba to powtórzyć. Należy odróżnić pewien cel w polityce wschodniej roku 89., od celów szerszych, wykraczających poza cele minimalne. Ten cel minimalny został osiągnięty, bo istnieją niepodległa Białoruś, Ukraina, Litwa, Łotwa, Estonia, Mołdowa itd. Dalsze dyskutowanie na temat skuteczności, czy braku skuteczności jest po prostu bezsensowne.

Natomiast inną sprawą i to znacznie poważniejszą jest to, jak chcemy w polityce wschodniej wykraczać poza te cele minimum. Bartek Sienkiewicz przytoczył sarkastycznie, o ile się nie mylę, za Nowakiem, że, chcemy mieć Zachód na Wschodzie. A ja się pytam: A dlaczego nie? Dlaczego nie? Piętnaście, 18 lat temu to samo słyszało się w Niemczech. To są jacyś wariaci, którzy chcą mieć Zachód na Wschodzie. Tylko, że Wschód był wówczas nad Wisłą i Bugiem. Innymi słowy, jeżeli dzisiaj mówi się, że chcemy mieć Zachód na Wschodzie, to znaczy, że chcemy mieć na naszej granicy coś więcej niż tylko niepodległe państwa, z którymi nasze stosunki są chłodne, dobre, złe, a czasami trochę lepsze. Mieć lepsze stosunki oznacza większe bezpieczeństwo kraju. Czy to się nie udało? Tak, to się nie udało. Ale czy to się nie udało do końca? Tu już mam wątpliwości mimo przegranej pomarańczowych, aczkolwiek ja nie sądzę, żeby ktokolwiek dawał im ogromne szanse. Jest tutaj ambasador Ciosek i myślę, że nawet podczas negocjacji w Kijowie jesienią 2004, nadziei na wielkie i natychmiastowe zmiany nie było. Ale coś osiągnęliśmy. Z punktu widzenia interesowi Polski uzyskaliśmy paroletnią, jak to się mówi, „pieredyszkę”.

Teraz przejdę do rzeczy, które są już bardzo praktyczne i związane z obecną sytuacją na Wschodzie. Nie chcę mówić teraz o Rosji, pewnie jeszcze do tego wrodzimy, powiem natomiast o krajach takich, jak Ukraina i inne. Otóż wydaje mi się, że jedyną polityką wschodnią dzisiaj, pominąwszy stosunki bilateralne i kontakty, o których wspomniał pan minister Litwin, jest w stosunkach z tymi krajami koncepcja długiego marszu. Bardzo długiego marszu. I w tym celu muszą być stworzone praktyczne instytucje. Fragmentem takiego długiego marszu jest działalność edukacyjna i szkoleniowa oraz każdego rodzaju współpraca. Pytanie jest, czy my mamy takie instytucje? Mam na myśli program S.E.N.S.E., który powinien wrócić, bo był jedynym, długofalowym, skutecznym programem.

Mówiono już o Mołdowie. Ale proszę bez tego hurraoptymizmu – referendum nie zostało rozstrzygnięte. I trzecia rzecz – Bartek Sienkiewicz bardzo słusznie wspomniał tutaj, że istnieją w polityce wschodniej ograniczenia, wynikające czy to z polityki Stanów Zjednoczonych, czy to UE. Tak, one są. Tylko problem polega na tym, że trzeba przygotować politykę, która poszerzy paletę polskiego działania w ramach tych ograniczeń i tam, gdzie można poza te ograniczenia wykroczyć. Nie zmienimy traktatu rosyjsko – amerykańskiego w sprawie umowy o START, ale to nie oznacza, że nie możemy rozszerzać pola naszego działania poniżej poziomu rakiet strategicznych. Zarówno w przypadku USA jak i UE – takie pole istnieje. Tu już skończę, ponieważ przewodniczący dyrektor każe się zatrzymać.

Jan Malicki: Przewodniczący dawał w tej sprawie gwałtowne znaki… Co do wypowiedzi profesora Kamińskiego – Mongolia to bardzo ciekawy przykład. To kraj, gdzie w latach dziewięćdziesiątych opozycja wzorowała się w całości na Polsce. Zresztą bardzo często byli to ludzie tu wykształceni i rożne rozwiązania w przebudowie kraju wzorowali na Polsce. Nie zawsze się to udawało, ale nam też nie wszystko się udawało. Ale cóż, ambasady w Mongolii w tej chwili nie mamy. Chyba jest definitywnie zniesiona, o ile można uznać, że w coś ogóle jest definitywne w polityce zagranicznej. Co do pomarańczowej rewolucji, to oczywiście nadzieje były ogromne, ale większość z nich się nie ziściła. Choć i tak jestem bardzo daleki od pesymizmu, bo liczba sukcesów, pozytywnych rezultatów tego, co się działo kilka lat temu, i tak napawa optymizmem. No cóż, w ten sposób doszliśmy do ostatniego panelisty – pani Bogumiły Berdychowskiej. Ostatnia wypowiadała się na łamach Rzeczpospolitej w dyskusji o polityce wschodniej i dzisiaj także zabierze głos jako ostatnia. Pani Berdychowska jest twardym bojownikiem. Umie dyskutować i nie ustępuje łatwo, ale to dodaje smaku i pieprzu naszym dyskusjom politycznym o Wschodzie. Najczęściej zajmuje się Ukrainą, ale nie tylko. Obecnie jest zaangażowana w Forum Polsko – Ukraińskie, które jest, powiedzmy, formą resetu dla osób zajmujących się Ukrainą i chcących zrobić krok w trudnej sprawie.

Bogumiła Berdychowska: Dzień dobry państwu. Zacznę od tego, że niezwykle interesująca dyskusja, której jesteśmy świadkami, nie oddaje, w moim przekonaniu tego, co jest rzeczywistością w debacie publicznej, tudzież realnej polityce wobec Europy Wschodniej. Otóż można by odnieść wrażenie, że różnice między poszczególnymi dyskutantami są niewielkie, a wszyscy w takiej czy innej formie opowiadają się za aktywną, otwartą polityką wschodnią, w której będzie miejsce nie tylko dla Rosji, ale również dla takich krajów, jak Ukraina, Mołdowa, Gruzja, etc. Otóż w moim przekonaniu jest to złudzenie panujące na tej sali. Tyle wstępu.

Odwołując się do patrona dzisiejszej konferencji, chciałabym przypomnieć, że dla Giedroycia polityka wschodnia wynikała z założenia, że w okresie powojennym zmiana położenia politycznego Polski, a w szczególności utrzymanie polskiej niepodległości, jest niemożliwe bez radykalnej, strukturalnej przebudowy całej Europy, w tym Europy Środkowo-Wschodniej. W moim przekonaniu, również teraz ta przebudowa jest warunkiem bezpieczeństwa, stabilności i rozwoju naszego regionu. Z dzisiejszej perspektywy, absolutnie kluczowym warunkiem dla przebudowy Europy Wschodniej jest utrzymanie koncepcji otwartych drzwi do Unii Europejskiej. Nie oznacza to, proszę państwa, że jestem naiwną euroentuzjastą, która ma przekonanie, że jutro, czy pojutrze Ukraina, Mołdowa czy Gruzja staną się członkami UE. Natomiast zasadnicze znaczenie ma utrzymanie statusu otwartych drzwi, aby po spełnieniu warunków unijnych, kraje te mogły zrobić następny krok w stronę tego, o czym mówili moi przedmówcy, tzn. żeby Wschód stał się Zachodem. Oczywiście, zasadnicze założenie utrzymania polityki otwartych drzwi nie jest sprzeczne z aktywną polityką wobec Rosji. I jeżeli ja mam zarzuty i wątpliwości wobec tego, co się dzieje w ostatnim czasie w polityce wschodniej, to ten zarzut nie polega na pewnego rodzaju pozytywnym przełamaniu w relacjach z Rosją, tudzież na mnożeniu bardzo konsekwentnych inicjatyw we współpracy dwustronnej polsko-rosyjskiej. Mój zarzut polega na tym, że nie jest to polityka obudowana równie aktywną polityką w stosunku do innych państw regionu I oczywiście, z przyczyn natury obiektywnej, szczególne miejsce ma w tym kontekście Ukraina.

Co mi się wydaje, że było najważniejszego w polityce ostatnich 20 lat. Po pierwsze, podmiotowe traktowanie partnerów na Wschodzie. Po drugie, język szacunku do tych partnerów. Po trzecie, i według mnie najważniejsze – współpraca. Taka polityka jest, przepraszam za wyrażenie, dość upierdliwa – pewnych rzeczy nie można załatwić szybko, pewne rzeczy powracają, ale w długiej perspektywie taka polityka jest lepsza, skuteczniejsza i oparta na wzajemnych korzyściach. Choć oczywiście, w codziennej praktyce, jest znacznie bardziej uciążliwa. Wątpliwości w stosunku do dotychczasowej polityki wschodniej, w moim przekonaniu, wynikają z trzech elementów. Po pierwsze, polska klasa polityczna, czy Polska w ogóle, zrealizowała swoje podstawowe cele z początku lat 90. i stała się członkiem UE i NATO, zapewniając sobie w ten sposób elementarne bezpieczeństwo i warunki do rozwoju. Po drugie, wejście do UE to jest rewolucja tak dogłębna, że do końca nie zdajemy sobie z tego sprawy. Impuls rozwojowy, jaki Polska otrzymała po wejściu do UE skoncentrował i zdominował polskie myślenie. Jest świetny dokument, który przygotował minister Boni – Polska 2030, tylko właściwie brak w nim wskazania, że polityka zagraniczna, oczywiście przy umiejętnym jej prowadzeniu, również może być bodźcem rozwojowym. I trzeci element. Ostatnio, po raz pierwszy od 20. lat, w Polsce pojawiła się silna grupa, która w gruncie rzeczy uważa, że ambitna i przynosząca korzyści na przyszłość polityka wschodnia to polityka ograniczona do Rosji. Jakie są objawy tego zamieszania w postrzeganiu polskiej polityki wschodniej? Po pierwsze, to poszukiwanie konsensusu w tej sprawie. Dopóki Polska realizowała swoje podstawowe cele, właściwie cała klasa polityczna, bez względu na to, czy ktoś się wywodził z ugrupowania postkomunistycznego, czy solidarnościowego, nie miała żadnych wątpliwości co do naszych celów. Były to integracja z NATO i UE oraz polityka wschodnia, która nas stabilizuje i zabezpiecza. W skutek zrealizowania tych celów, polityka wschodnia, podobnie jak wiele innych dziedzin, stała się przedmiotem bardzo ostrej wewnątrz-polskiej wojny politycznej. Czasami mam wrażenie, że jeśli polityk reprezentujący PO powie, że coś jest ciepłe, to polityk PIS mówi, że jest bardzo gorące i na odwrót. W takiej sytuacji, oczywiście, trudno prowadzić racjonalną politykę i dzielić się odpowiedzialnością i zadaniami. Punkt drugi – niedomaganiem jest nieekonomiczność naszej polityki oraz marnotrawstwo dotychczasowego kapitału w polityce wschodniej. I tu możemy wymieniać cały szereg rożnych rzeczy. Marnotrawstwo i w sensie inicjatyw, które się rozwijały, zaczęły przynosić efekty i które teraz są zarzucane, ale również marnotrawstwo w przestrzeni symbolicznej.

Jest tu pan wiceminister i właściwie przy tej okazji zapytałabym, czy każdy dyrektor departamentu może publikować teksty, gdzie przedstawia swoją koncepcję polityczną i podpisuje się jako dyrektor departamentu MSZ? Czy to jest głos reprezentujący resort? Bo, jak pan minister doskonale wie, to są głosy, które w gruncie rzeczy starają się ograniczyć politykę wyłącznie do Rosji. To co wydaje mi się szalenie istotne, to jest zupełnie nowy język, którym zaczęliśmy mówić o polskiej polityce wschodniej. Nazwałabym go językiem neodulszczyzny, albo takiej karlej neomocarstwowości. To jest zdumiewające, że taki język w ogóle w polskiej debacie się pojawił. Wydawałoby się, że co jak co, ale istnieje już pewien dorobek polskiej polityki wschodniej. No i punkt ostatni. Ostatnio pojawiły się głosy, które w sposób zasadniczy destruują polską politykę wschodnią. Dzisiaj pan Bartłomiej Sienkiewicz, przed którym oczywiście chylę czoła, występował ostrożnie i w sposób wyważony, ale jego wyznanie w jednej z ostatnich wypowiedzi brzmi tak: powinniśmy zakończyć samotny boj o politykę otwartych drzwi, a członkostwo Ukrainy w UE jest szkodliwe z punktu widzenia polskich interesów. Otóż, jest takie rosyjskie przysłowie – święte miejsce nie bywa puste. Mam wrażenie, że kiedy przestano prowadzić aktywną, samodzielną politykę wschodnią, to zaczęto szukać takich wydmuszek, które mają poprawiać samopoczucie. Panie ministrze, przepraszam za te słowa, ale Partnerstwo Wschodnie na razie jest, jak najpiękniejszy przedmiot, którego nie ma. Dużo się o nim mówi, ale jak Pan wie doskonale, nie wiadomo ciągle co z niego wyniknie.

I na końcu ostatnie trzy zdania. Ja widzę w polskiej polityce wschodniej głęboki kryzys, ale to nie znaczy, że ten kryzys musi się nieodwołalnie zakończyć czymś bardzo złym. Bo możemy potraktować ten kryzys, tak jak kryzys chorobowy, z którego człowiek wychodzi uzdrowiony. W moim przekonaniu nasza bezpieczna przyszłość jest związana z UE oraz stabilną Europą Wschodnią. Wszyscy, którzy mówią, że powinniśmy być proukraińscy, a nie projuszczenkowscy, to mówią oczywiste „abc” i jeżeli ja widzę jakieś niedomagania, to jest nim spor polsko – polski, który uniemożliwia rozumną pracę.

Jan Malicki: Kilka kwestii na koniec zostało bardzo mocno postawionych. Padła kwestia polityki wschodniej, którą realizuje Uniwersytet Warszawski i Ministerstwo Spraw Zagranicznych, rożne koncepcje polityki piastowskiej i polityki jagiellońskiej. To jest kwestia troszeczkę myląca i wprowadzająca bałagan, ale z drugiej strony czytelnik czy słuchacz wiedzą o co chodzi. Na koniec – co Polska może lub jest w stanie zdziałać … Proszę państwa, zaczynamy dyskusję – 20 minut. Proszę bardzo, jako pierwszy profesor Andrzej Mencwel.

Andrzej Mencwel: Dziękuję bardzo. Ja nie jestem ani politykiem, ani publicystą, ani politologiem, jestem historykiem kultury. I kilka sprostowań z tego punktu widzenia.

Pierwsze do pana Bartłomieja Sienkiewicza. Pierwszy numer Kultury, wydany w Rzymie w roku 1947, jest być może jedynym na całym kontynencie tego rodzaju aktem wiary w Europę i jej przyszłość, jaki wówczas zredagowano. Jak powstaje Europejska Wspólnota Węgla i Stali, to zaraz są tam komentarze o skutkach tego wydarzenia dla przyszłości Europy. Koniec tego sprostowania. Niczego takiego proszę więcej nie mówić, bo jest to krzywdzący fałsz historyczny.

Po drugie, sprawa ULB, która pojawia się w roku 1951, miała swój początek w sytuacji, gdy parę osób, tracąc dom w Maisons-Laffitte, kreśli wizję przyszłości Europy, która ziści się po 50. latach. Więc zanim użyje się w tytule słów „koniec” lub „pożegnanie”, to trzeba się naprawdę wiele razy zastanowić, czy w ogóle ma się proporcjonalny do tamtej wizji ogląd rzeczywistości. To jest drugie sprostowanie.

Trzecia sprawa. Proszę się nie rozstawać z językiem, który został dzięki tamtym inspiracjom wypracowany. On wszedł do polskiej i europejskiej humanistyki. Jeżeli wszyscy Polacy mają kompleksy, że w tych historiach europejskich, wydawanych w Angliach, Francjach i innych Amerykach, jest nas ciągle za mało, to nie wynika to ze złej woli tamtych instytutów naukowych, tylko z nieobecności tej części Europy Środkowej w kształtowaniu europejskiej i światowej nauki historycznej w XIX wieku. Bo tych faktów nie było, nie były one fragmentem historii świata. Otóż, jak nasi publicyści, politolodzy i politycy zaczną to skreślać właśnie teraz, kiedy to zaczyna wchodzić do języka humanistyki światowej, to właściwie trudno o bardziej efektowne intelektualne harakiri, nie mówiąc już, jakie ma to walory polityczne.

Czwarta sprawa, o której politycy wiedzą lepiej niż historycy, tacy jak ja – jest poziom taktyczny, jest poziom strategiczny, jest poziom polityczny, ale jest też poziom historyczny. Otóż na poziomie taktycznym, to akurat Pan poseł Kowal mówił, że w tym roku nie nastąpiło nic, ale w ciągu pół wieku stało się cholernie dużo. W jakim przedziale czasowym operujemy? Bo jeżeli w tym przedziale czasowym jest gorzej, to wcale nie wynika, że w następnych dwóch, czy trzech będzie kierunkowo tak samo. I to jest czwarty punkt. Piąta kwestia, naprawdę bardzo dotkliwa. W Polsce został wypracowany pewien język, z którego poznikały pewne pseudo mocarstwowe kategoryzacje i ten język nie był oszukańczy. To był język, który pociągał naszych sąsiadów. Oni po raz pierwszy w dziejach poczuli, że my tu nie chcemy chodzić nad ich głowami. Jednym z tych terminów, które trzeba wyrzucić jest „misja cywilizacyjna”. Żadnego paternalizmu. Wspieramy podmiotowości. Dopóki istnieją te państwa, dopóty, niezależnie od kwestii taktycznych i strategicznych, my musimy tę podmiotowość wspierać. Jakimi środkami w danym momencie to ja nie wiem – nie jestem od tego. Wiem, że minister Waldemar Dąbrowski, były minister kultury, jeśli dobrze pamiętam w rządzie Leszka Millera, ufundował program „Gaude Polonia”. To jest jeden za najlepszych pomysłów, jakie w Polsce powstały.

Jan Malicki: Dziękuję za te błyskotliwe wypowiedzi. Po wypowiedzi Andrzeja Mencwela zmieniam koncepcje. Zrobimy odpowiedzi panelistów na samym końcu, teraz natomiast od razu przechodzimy do dyskusji. Pan profesor Jerzy Pomianowski zgłaszał się jako drugi. Bardzo proszę.

Jerzy Pomianowski: W dzisiejszej sesji wybieram głos Bartłomieja Sienkiewicza. Nie mówię o tej części jego wyborów, w które wprowadził prof. Kamiński, ale chciałbym potraktować, tak samo poważnie, jak on to traktuje, trzon jego negatywnych poglądów o koncepcji Kultury i Giedroycia. Mówił on mianowicie, że koncepcja ta jest nieaktualna, ponieważ niewykonalna i nieprzydatna. A to z powodu braku sił i środków niezbędnych, aby spełnić jedno z zasadniczych założeń Giedroycia, to mianowicie, że pozycja nasza na Zachodzie i w świecie, zależy od naszych wpływów i znaczenia na Wschodzie. Bartłomiej Sienkiewicz uważa, że nie mamy ku temu sił i środków. Jest przykład praktyczny, bardzo dobrze wszystkim znany i świadczący o kolosalnym wpływie Polaków na to, co dzieje się na Wschodzie. Wybory na Ukrainie wygrał Janukowycz, przywódca partii pół-odwróconej, a może całkiem odwróconej na Wschód, przeważając o trzy zaledwie procent partię prozachodnią, kierowaną w niezgodzie, ale mającą dwóch wspólnych przywódców – panią Tymoszenko i pana Juszczenkę. Otóż twierdzę, że te trzy punkty przewagi Janukowycz zawdzięcza tym Ukraińcom, którzy znali, czytali i oglądali w telewizji dowody zaciekłej antyukraińskiej kampanii prowadzonej w Polsce przynajmniej od 2002 roku przez przedstawicieli tego co Wy nazywacie IV Rzeczpospolitą. Kto widział antyukraińską transmisję Warto rozmawiać pana Pospieszalskiego, kto czytał artykuły Rafała Ziemkiewicza i innych publicystów Rzeczpospolitej oraz Gazety Polskiej, ten doskonale wie, że sprawa jest poważna, tym bardziej, że kapelanem tej kampanii jest ksiądz – kapłan Isakowicz-Zaleski. Proszę mi dowieść panie Bartłomieju, że te trzy procent różnicy głosowało przeciwko pani Tymoszenko z innych względów. Te trzy procent zadecydowało o całkowitej zmianie polityki ukraińskiej, co spowodowało, że znowu możemy znaleźć się w imadle. Giedroyć twierdził, że jedynym ratunkiem przed tym imadłem jest posiadanie na Wschodzie, oprócz Rosji, którą szanował, i której nie wyłączał z gry, przynajmniej drugiego niepodległego państwa, jakie upatrzył sobie w Ukrainie. Dziękuję.

Jan Malicki: Było trzecie zgłoszenie. Pan ambasador Ananicz.

Andrzej Ananicz: Ja mam krótkie pytanie do pana Bartłomieja Sienkiewicza. Pan używa, nie po raz pierwszy, terminu „przerwa strategiczna”. Proszę o wyjaśnienie czego ma ona dotyczyć, co się rozwijało i co zatrzymało się? Pan tego terminu używał w kontekście dyskusji politycznych o integracji naszych partnerów wschodnich z UE. Ja nie znam ani jednego polskiego polityka, który byłby na tyle naiwny, żeby tego rodzaju perspektywę lokować przed nami o pięć, dziesięć lat. Nie słyszałem nigdy, że „toczy się proces integracji partnerów wschodnich z UE”. Nie. Więc gdzie jest ta przerwa? Ja skłaniam się do słów pana ministra Litwina, że to jest proces, że to jest taka rzetelna pozytywistyczna robota, próba modernizacji i wpływania na zmiany. To się może kiedyś przełożyć na integrację. Ja nie znam nikogo, kto by twierdził, że to ma nastąpić za chwilę. Więc gdzie jest ta przerwa?

Jan Malicki: Dziękuję bardzo. Mam na pewno dwa głosy, jako pierwszy pan dr Andrzej Szeptycki.

Andrzej Szeptycki: Dziękuję bardzo, do pana Sienkiewicza. Myślę, że mało kto w Polsce kwestionuje to, że chcielibyśmy mieć dobre stosunki z Rosją. Tylko mam dwa pytania. Po pierwsze, w jaki sposób jesteśmy w stanie to osiągnąć, jak Pan mówił, na naszych warunkach? A po drugie, na ile te stosunki z Rosją są kompatybilne z naszą polityką wobec innych krajów wschodnich, czy obszaru poradzieckiego?

Pani Bogumiła mówiła o artykułach prasowych. Taką główną receptą zawarł artykuł dyrektora Bratkiewicza w Gazecie Wyborczej, wedle którego polityka Polski i Unii wobec Rosji i krajów Partnerstwa Wschodniego jest, po pierwsze, całkowicie kompatybilna, a po drugie, doprowadzi zarówno do modernizacji Rosji, jak i krajów Partnerstwa Wschodniego. W moim przekonaniu, to jest przejaw tych wielkomocarstwowych, niezbyt dobrze wspominanych aspiracji. Nie widzę tego, żebyśmy po tak krótkim okresie doprowadzili do modernizacji Rosji. Jak na razie, to Rosja narzuca nam pewne warunki, jak wobec Gruzji, a nie my jej, prawda? Przez pół wieku kraje EWG, potem Unii, nie doprowadziły do modernizacji dużo słabszych krajów w Europie Wschodniej. Więc ja się obawiam, że ta nasza polityka wobec Rosji i wobec jej sąsiadów jest dość niekompatybilna. My chcemy modernizacji i stabilizacji Białorusi, Mołdowy i krajów Kaukazu, ale Rosja tego nie chce. Dlatego, że niestabilność i słabość tych krajów to jest dla Rosji pewne przedpole, które ona zyskuje. I w związku z tym trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy próbujemy z Rosją i co z tego wyjdzie, czy jednak z innymi sąsiadami? Dziękuję bardzo.

Jan Malicki: Dziękuję bardzo. Pan Tadeusz Olszański.

Tadeusz Olszański: Ja jestem pracownikiem OSW. Zajmuję się polityką wewnętrzną Ukrainy i zanim przejdę do tego co pierwotnie chciałem powiedzieć, muszę odnieść się do słów pana Pomianowskiego. Nie ma na Ukrainie prozachodniej partii, której przywódcami są Julia Tymoszenko i Wiktor Juszczenko. Elektorat prozachodni na Ukrainie, w swoim, a nie naszym rozumieniu prozachodni, nie przekracza 12 – 15%. 3% przewagi, które uzyskał Janukowycz nad Julią Tymoszenko, wzięły się z podziału głosów, które w I turze padły na Serhieja Tihipkę i byli to ludzie, którzy woleli polityka w jakiś sposób obliczalnego, od polityka nieobliczalnego. Wreszcie, nie przeceniajmy dla opinii publicznej Ukrainy znaczenia naszych sporów i kłótni. Te nasze spory docierają do wąskich warstw inteligencji i mało kogo interesują, poza ukraińskimi szowinistami. Taka jest prawda. Działalność ks. Zaleskiego, czy współpraca Związku Kresowian z najwredniejszymi rusofilami na Ukrainie, naprawdę nie mają wpływu na ukraińską większość. Dla większości Ukraińców jest to spor marginalny.

Bogumiła Berdychowska powiedziała, że „jeżeli Ukraina spełni wymogi UE”. I tu jest problem. I tu jest zagadnienie, które w tej całej dyskusji się nie pojawiło. Wymogi UE rosną z każdym nowym traktatem, z każdym nowym rozszerzeniem. Ja nie wiem, czy gdybyśmy w tej chwili negocjowali przystąpienie do Unii, to czy mielibyśmy szansę na akcesję. Po przyjęciu nowych państw bałkańskich, europejskie acquis znów wzrośnie i będzie jeszcze trudniejsze do przeskoczenia dla Mołdowy, dla Białorusi, dla Ukrainy. Albo stałe podwyższanie bariery acquis, albo dalsze rozszerzenie – jedno i drugie naraz nie jest możliwe. Tu piłka jest po stronie UE. Dziękuję bardzo.

Jan Malicki: Dziękuję bardzo. Pan Adam Balcer.

Adam Balcer: Ja jestem z Demos Europa i mam trzy kwestie. Po pierwsze, już ambasador Ananicz poruszył ten problem „pauzy strategicznej”. Ja też nie dostrzegam tej „pauzy strategicznej”. Patrząc na przestrzeń postsowiecką, możemy dostrzec aktywność wielu aktorów, o których tutaj się w ogóle nie mówi. Wydaje mi się, że naszą debatę charakteryzuje pewna archaiczność i niekompatybilność z procesami, które zachodzą na tym obszarze. Mamy do czynienia z bardzo dużą aktywnością Chin. W Azji Centralnej, w grudniu zeszłego roku, otwarty został bardzo ważny gazociąg z gazem turkmeńskim, którym popłynie także surowiec uzbecki. W krajach Partnerstwa Wschodniego też widać aktywność Chin: w kontraktach budowlanych, kredytach, umowach, najróżniejszych wizytach czy we wzroście udziałów i wymianie handlowej. Z drugiej strony, Turcja też jest bardzo aktywna, co możemy dostrzec we wszystkich wymiarach. Mamy więc nowych graczy, których rola będzie rosła, natomiast rola Rosji będzie słabła.

Następny punkt to jest kwestia Partnerstwa Wschodniego. Odnosząc się do pani Bogumiły Berdychowskiej, chciałbym żebyśmy trochę odczekali. Partnerstwo istnieje 15 miesięcy i, na przykład, na współpracę dwustronną i wielostronną mamy przeznaczone do 2013 roku 2,5 mld euro. Europejski Bank Inwestycyjny to jest kolejne półtora mld euro. To nie są małe pieniądze. Zobaczymy, jak będzie wyglądać implementacja. Kolejny punkt, trzeci, to jest nasz potencjał. Polska, spośród innych krajów UE, jest krajem z proporcjonalnie najmniejszą liczbą studentów z zagranicy – 0,6%…

Jan Malicki: … tego połowę stanowią studenci ze Studium Europy Wschodniej.

Adam Balcer: Po drugie, spójrzmy na pomoc rozwojową. Polska przyznaje na ten cel 0,03% swojego PKB. Dla porównania, Portugalia, która nie jest wiele od nas bogatsza, przyznaje 0,24%. Kolejna kwestia to polskie inwestycje zagraniczne. Są one nieznacznie wyższe od inwestycji zagranicznych Węgier – kraju, który ma trzy i półkrotnie mniejszą gospodarkę od Polski, i który jest na zbliżonym poziomie rozwoju gospodarczego. Podstawową kwestią jest wykorzystanie naszego potencjału. Dziękuję.

Jan Malicki: Dziękuję bardzo, następny głos…

Mirosław Jankowiak: Mam pytanie skierowane do pana posła Kowala. Czy UE opracowała już nową strategię postępowania wobec Białorusi w okresie wyborów?

Jan Malicki: Dziękuję bardzo. Głos w tej turze ostatni. Bardzo proszę, redaktor naczelny Liberte.

Leszek Jażdżewski: Właściwie trudno mi występować obok tylu wybitnych znawców tematyki wschodniej, pozwolę sobie jednak na trzy uwagi. Pierwsza jest taka, że uczestnicząc w dosyć dużej ilości paneli na temat spraw zagranicznych, a także wschodniej polityki UE, uważam, że bardzo często występują tam rożne osoby. Bardzo często jest tak, że osoby zajmujące się tematyką europejską nie chodzą na spotkania dotyczące polityki wschodniej i odwrotnie. Jest coś takiego, że my wciąż nie przyswoiliśmy sobie faktu, że polityka wschodnia Polski może się odbywać tyko przez Brukselę. Naszym największym sukcesem, który był jednocześnie największym powodem antagonizmów z Rosją, była Pomarańczowa Rewolucja, którą myśmy, w pewnym sensie napuszczali – zdaję sobie sprawę, że mówię niepoprawnie politycznie. W każdym razie widać było, że to Javier Solana, a nie prezydent Kwaśniewski pojechał do Kijowa. Polska, tak naprawdę, ma mocarstwowe ambicje, ale nie ma żadnych mocarstwowych możliwości. I tutaj wróciłbym do idei Gierdoycia i jej oceny przez Bartłomieja Sienkiewicza. Ja uważam, że ta krytyka jest jak najbardziej prawidłowa. Moim zdaniem my w Polsce prowadzimy politykę romantyczną, a tak się polityki nie prowadzi w XXI wieku.

Jan Malicki: Dziękuję bardzo. Czy polska polityka wschodnia jest romantyczna? Obawiam się, że Giedroyć, gdyby siedział na tej sali. to powiedziałby, że ona właśnie nie jest romantyczna. Na tym polega problem. Proszę państwa, w ten sposób proponowałbym zakończyć główny etap dyskusji. Ona się jeszcze będzie toczyć w kuluarach. Ponieważ padły pytania do pani Berdychowskiej, kilka uwag w stronę pozostałych panelistów oraz poważna, zaszczytna, liczba uwag do Bartłomieja Sienkiewicza, to pani Berdychowska zacznie krotką odpowiedzią, a potem głos zabiorą panowie. Na koniec natomiast, zgodnie z prośbą, wypowiedź pana ministra, odnosząca się do dyskusji i pytań.

Bogumiła Berdychowska: Dziękuję bardzo, ja właściwie mam wypisane dwie – trzy uwagi. Po pierwsze, co zaskakuje, to pełna zgoda z głosem Tadeusza Olszańskiego. Uważam, że jego diagnoza sytuacji odpowiada rzeczywistości, a to implikuje, że nie zgadzam się z wcześniejszym sądem pana prof. Pomianowskiego, mimo że cieszy się on moim niezmiennym szacunkiem. Oczywiście teza, że trzy procent głosów przewagi Janukowycza, to są głosy osób, które przeraziły się polską dyskusją historyczną, wydaje mi się tezą nie do udowodnienia. Z drugiej strony, zwracam się do Tadeusza, to nie jest tak, że polską dyskusją interesują się tylko pojedynczy intelektualiści. Nie. To interesuje także ludzi, którzy zajmują się realną polityką. Nawet byłam zaskoczona, kiedy w dyskusjach na Forum Ekonomicznym w Krynicy, obecne otoczenie Janukowycza cytowało polską prasę.

Do pana Leszka Jażdżewskiego. Ja się w sposób zasadniczy nie zgadzam z tezą, że polityka wschodnia może być uprawiana tylko przez Brukselę. Otóż nie! Przez Brukselę również można osiągać cele, ale nie daje to nam alibi do nicnierobienia. Po drugie, nie my wymyślaliśmy Pomarańczową Rewolucję. Była to od początku do końca zasługa samych Ukraińców. Natomiast co do polskiej roli, to mediacja, w której brał udział także Solana, pewnie nie miałaby miejsca lub była by mniej istotna, gdyby w Kijowie nie było prezydenta Kwaśniewskiego.

W jednym się z Panem zupełnie zgadzam. Mianowicie, że nie wypracowaliśmy takiego zrozumienia, że polityka wschodnia to jest element całościowej polityki zagranicznej. I czasami dyskusja poświęcona kwestiom integracyjnym jest tak samo ważna dla polityki wschodniej, jak bezpośrednia rozmowa o relacjach polsko-rosyjskich, polsko-ukraińskich i innych. Dziękuję.

Jan Malicki: Dziękuję bardzo. Henryk Szlajfer, dwie minuty.

Henryk Szlajfer: Wydaje mi się, że pan dokładnie nie przeanalizował tego co się działo na Ukrainie w 2004 roku. Zachęcam więc, przede wszystkim, do ponownego i uważnego przejrzenia kalendarium, przygotowanego bezpośrednio po zakończeniu negocjacji z udziałem wszystkich ich uczestników. Po drugie, kiedy pan Solana przyleciał, negocjacje już się skończyły. A jak przyleciał to zastygł bezradny, celowo tu używam słowa „bezradny”. W procesie negocjacji nie odegrał praktycznie żadnej kreatywnej roli. Na dodatek, czy przyleciał jako przedstawiciel UE, czy też jako Javier Solana, to jest jeszcze do debaty, bo jeśli dobrze pamiętam, to nie dostał samolotu od UE, tylko jedno z państw Wspólnoty zapewniło mu transport do Kijowa. Oczywiście ani Polska, ani Amerykanie, ani OBWE, ani żadne inne instytucje tej rewolucji nie zrobiły. Natomiast śmiem twierdzić, że bez tych negocjacji w kluczowym momencie, wydarzenia potoczyłyby się w bardzo dziwnym kierunku, niezupełnie dobrym.

Panie Dyrektorze, korzystając, że dał mi Pan jeszcze jedną minutę, poruszę sprawę Rosji. Ja pomijam tę dyskutowaną latami sprawę rury północnej, ale mamy inne bardzo ważne problemy w relacjach z Rosją. Planowana elektrownia atomowa w Kaliningradzie i rosyjskie propozycje, ażeby skorzystać z wytwarzanej tam energii. Jak będzie się kształtowała polska polityka w tym zakresie, jak będzie się to miało do polskiego programu rozbudowy energii nuklearnej? Nie mam zdania, natomiast widzę problem. Polska, w przeciwieństwie do innych krajów Europy Środkowej, jest krajem, w którym bezpośrednich rosyjskich inwestycji praktycznie nie ma. Czy nastąpią tu jakieś zmiany? Znowuż nie ma odpowiedzi, ale to są pytania, które stanowią materię stosunków. Mamy rozpoczętą ważną dyskusję na temat początkowo bardzo mglistych, ale obecnie coraz bardziej konkretyzowanych projektów rosyjskich dotyczących bezpieczeństwa europejskiego oraz rozpoczęty, w związku z tym, Proces z Korfu. Gdzie my będziemy się plasować w tej dyspucie? Jak my będziemy się w niej definiować? To są tylko niektóre problemy, które tworzą, wydaje mi się, realną materię dla rozważań na temat polityki wschodniej w części dotyczącej Rosji. Jeżeli ta dyskusja, również publiczna, będzie się toczyła w sposób rozsądny, to wypracujemy również jakąś politykę wobec Moskwy. I polityka ta, jednocześnie, nie będzie stała na przeszkodzie naszym relacjom z innymi krajami na Wschodzie. Dziękuję bardzo.

Jan Malicki: Pan Andrzej Halicki.

Andrzej Halicki: Przypomnę, że rozpoczęliśmy dyskusję od słów Pana Dyrektora Malickiego, iż sejmowa Komisja Spraw Zagranicznych utworzyła Stałą Podkomisję ds. Partnerstwa Wschodniego. Dlaczego teraz jest ona ważna? Dlatego, że dyskutujemy o wyzwaniach na całe dekady do przodu i ostatni głos z sali spiął ten problem klamrą pytając – polityka zachodnia czy wschodnia? Nie! Polska polityka zagraniczna, czy też inaczej mówiąc – nasza aktywność, jest komplementarna i takie będą jej efekty na Wschodzie, jaka nasza pozycja w ogóle. A tę pozycję budujemy dziś w ramach UE, w ramach naszej działalności na kontynencie. To są naczynia połączone i chciałbym to mocno podkreślić – efekty nie zależą tylko od nas. Potrzeby polskiej polityki bardzo dobrze podsumował pan Szlajfer – instytucjonalizacja. Możemy zadekretować w międzynarodowych umowach miłość i braterstwo po wsze czasy, ale jeżeli nie będzie wymian młodzieży, współpracy uczelni, czy wymiany kulturalnej (a kultura to pole, które rzeczywiście buduje znajomość i ufność), to te drzwi, nawet jeżeli formalnie będą otwarte, nie będą miejscem gdzie ta przepustowość jest duża. Dlaczego? Bo mamy chyba kilka, czy kilkanaście polsko-rosyjskich umów partnerskich, a między Polską i Niemcami ponad 600. Czy łatwiej było nam porozumiewać się z Niemcami czy z Ukraińcami, Białorusinami, Rosjanami, czy Litwinami? Oczywiście z Niemcami było trudniej, bo nigdy nie mieliśmy dobrych relacji polsko-niemieckich. A proszę zobaczyć, jak zniknęły pewne fobie.

Cieszę się, że pan Olszański interesująco opisał sytuację ukraińską, ale nawiążę do uwagi pana prof. Pomianowskiego. Czy nie uważa Pan, że w gruncie rzeczy obóz pomarańczowych, a w szczególności Juszczenko, sam sobie zaszkodził gloryfikując Banderę czy UPA? Ukraińcy mogą budować swój narodowy patriotyzm w oparciu o Petlurę czy inne wzorce, czemu my nie bylibyśmy przeciwni. Jeżeli z jednej strony pojawia się agresja, to z drugiej też. Tylko, że to są marginesy. Problem polega na tym, żebyśmy nie dzielili i nie opisywali całego społeczeństwa przez pryzmat tych właśnie marginalnych grup, ale dawali im odpór i to wspólny. Tak samo Ukraińcy, jak i my musimy przeciwstawiać się radykałom.

Paweł Kowal: Istnieje pewnego rodzaju delikatność, kiedy wypowiadamy się jako politycy i kiedy staramy się nadać tym dyskusjom jakiś kontekst historyczny, kulturowy, a czasem literacki. I szczerze mówiąc, kiedy Radosław Sikorski napisał o „polityce piastowskiej”, początkowo uznałem, że jest to trochę zbyt mocne. Ale później zmieniłem zdanie. Nie uważam, że powinniśmy to odrzucić, lecz myślę, że jeśli mówię, „polityka jagiellońska” w poważnej dyskusji, to każdy rozumie co mówię. Kiedy zaś daję szybki komentarz, tzw. setkę, to nie mówię o „polityce jagiellońskiej”, bo nikt by nie wiedział o co chodzi. Ale kiedy piszę 10 stron tekstu, to posługiwanie się terminami, które są osadzone w polskiej tradycji, jest nie tylko dopuszczalne, ale nawet konieczne. Próbę udawania, że tworzymy coś nowego, odbieram jako dalsze nadrywanie i tak już podartej polskiej tradycji. Kiedy czytam tekst i widzę zdania z Wasiutyńskiego, to mam prawo odpowiedzieć. Ta nadmierna delikatność jest dla mnie wyrazem jakiejś daniny płaconej poprawności politycznej. Wyrażam swój pogląd spokojnie i zależy mi na zniuansowanej odpowiedzi. Słowo „nie” słyszałem w tej sprawie już ze dwadzieścia razy. Nie ja to wymyśliłem i nie ja to zacząłem, ale dzisiaj, w ciągu roku trwania tej dyskusji, widzę, że ma to pewien sens i rozmowa na ten temat w takim gronie musi się toczyć trochę inaczej, niż na zasadzie „tak-nie”. Ja nie mówię, żeby wracać do terminów „Polska mocarstwowa”, czy „Polska imperialna”, ale boję się, że za chwilę ktoś powie, że o Giedroyciu już też nie można mówić, bo nie wypada. Pewnych terminów można używać, pewnych trzeba się wyrzec, a z kolei innych używać ostrożnie.

Jeśli chodzi o politykę wschodnią prowadzoną przez Brukselę, to, moim zdaniem, nie odpowiada ona ambicjom państw członkowskich UE w Europie Środkowej. Bruksela nie prowadzi sama z siebie polityki zagranicznej w imieniu państw narodowych. Rodzi się ona w napięciu pomiędzy państwami członkowskimi a UE, ta zaś nie ma jak dotąd właściwych kompetencji, żeby cokolwiek robić w naszym imieniu. Unijne państwa narodowe działają na własną rękę, sprytnie, pod płaszczykiem unijnych instytucji. Na przykład widzimy obecnie, że kilka państw narodowych zapewniło sobie porządne miejsce w dyplomacji unijnej. Przecież jeżeli do Chin wyjeżdża Francuz, to on nie staje się Europejczykiem, tylko pozostaje Francuzem.

Jeśli chodzi o Białoruś, to jeśli się nie mylę, Unia nie ma jednakowej sformułowanej w jakimś dokumencie, polityki. Zmienność polityki wobec Białorusi w półtorarocznych cyklach wymaga poważnej refleksji politologicznej, a nie ciągłego mówienia o kolejnych sukcesach czy porażkach tych polityk. Sytuacja się dzisiaj zapętliła właśnie poprzez niecierpliwość i kompletną nieumiejętność myślenia o polityce pod kątem dłuższego trwania.

Jeżeli chodzi o Rosję, to podejmę polemikę z panią Berdychowską. Rozumiem, że to co Pani powiedziała – o tych przełomach w relacjach z Rosją – to jest taki trybut. Twardo stoję przy opinii prof. Szlajfera – albo w miejsce geopolityki uprawiamy jakąś „wrażeniopolitykę”, albo odnosimy się do rzeczy i mówimy, gdzie faktycznie zaszły zmiany. Bardzo bym chciał, żeby się dużo zmieniło, ale nie zgadzam się, że tak się już stało. I chciałbym wreszcie mieć takie forum, gdzie rzetelnie o tym porozmawiamy. Tych spraw jest na tapecie dziesięć i myślę, że nie musimy składać danin, żeby nasze wypowiedzi wyglądały na zrównoważone. Dużo się dobrego stało w relacjach z Rosją, ale politycznie bardzo niewiele się zmieniło. Śledzę to od lat i konia z rzędem, a na pewno dobrą kolację temu, kto mi wyjaśni, jakie zmiany zaszły w stanowisku prawnym wobec Katynia. Obserwuję oświadczenia rosyjskiej Prokuratury Generalnej w sprawie Katynia i nie widzę korekty stanowiska. Dziękuję.

Jan Malicki: Dziękuję bardzo, teraz nadszedł moment, na który czekaliśmy. To będzie taki deser. Bardzo proszę Bartłomiej Sienkiewicz.

Bartłomiej Sienkiewicz: Dlaczego pan poseł Kowal uważa, że tak często się zmienia polityka wobec Białorusi, a wymaga to pewnej cierpliwości, natomiast w przypadku pewnego przełomu z Rosją, który się dokonał w ciągu paru miesięcy, takiej cierpliwości już nie wykazuje i uważa, że już trzeba sprawdzać efekty takiej polityki? Nie bardzo rozumiem, dlaczego inny standard ma być wobec Białorusi, a zupełnie inny wobec Rosji.

Skoro pan poseł Kowal siedzi tutaj, po mojej lewej stronie i się tak nawinął, to może też od niego zacznę. Mówiłeś Pawle, znamy się przecież, o tych rożnych sensach historycznych, które warto przywoływać jako pewien kostium historyczny, jako pewien sposób komunikacji, szczególnie w kraju, gdzie tradycja jest obolała lub zerwana. To wszystko prawda, tylko że przywoływanie kostiumów historycznych po to, aby wykazać pewne tezy polityczne, ma także zupełnie inny charakter i doskonale pan poseł Kowal o tym wie. Sam czytałem jego tekst w Teologii Politycznej, gdzie obecną sytuację polityczną porównuje do czasów saskich. Więc rozumiem, że to jest taka sugestia co do pół-suwerenności obecnego rządu niepodległej

Rzeczypospolitej. W ten sposób, jak rozumiem, poseł Kowal uzupełnił wypowiedź lidera Prawa i Sprawiedliwości o Polsce jako kondominium rosyjsko-niemieckim. Tego rodzaju gry, jak „polityka piastowska” ministra Sikorskiego to był wielki błąd, który powoduje właśnie tego rodzaju odpowiedzi. Co więcej, sam poseł Kowal wspomina, że ten spor dotyczący polityki wschodniej schodzi także na poziom kraju. Tak, to jest spor, który dzieli każdy element życia publicznego w Polsce. To spowodowało, że po raz pierwszy od odzyskania przez Polskę niepodległości, spor o politykę zagraniczną jest istotnym sporem o władzę i rząd dusz. Ja nie jestem w stanie się z tym pogodzić.

Teraz chciałbym odpowiedzieć profesorom Kamińskiemu i Szlajferowi. W Polsce nie rozumiemy dziedzictwa Giedroycia i Mieroszewskiego jako pewnej zachwycającej wizji zawierającej zestaw wartości, którego powinniśmy być nośnikami. Ja widzę raczej coś innego. To mianowicie, że przez te dwadzieścia lat Giedroyć i Mieroszewski byli wielokrotnie używani i przykrawani do rożnego rodzaju polityk. Mam na myśli zarówno postkomunistów, którzy dzięki Giedroyciowi wskakiwali do chrzcielnicy, skąd wychodzili całkiem ochrzczeni i uważali, że mają już pełne mandaty, jak i polską prawicę, która miękko łączy Piłsudskiego, „politykę jagiellońską”, Giedroycia i Mieroszowskiego i „Prawo i Sprawiedliwość”. I to się znakomicie spotyka w Gazecie Wyborczej pomimo, że na co dzień obydwie formacje polityczne, bo chyba nikt nie ma złudzeń, że Gazeta Wyborcza jest wyłącznie gazetą, najchętniej przegryzłyby sobie aorty. To jest pewnego rodzaju kostium najzupełniej współczesnych sporów, ale w międzyczasie też coś się dzieje.

Spróbuję to państwu wyjaśnić na dwóch takich obrazkach. Obrazek pierwszy. Ze względu na swoje zawodowe czynności, współdziałałem w probie sprowadzenia z rynku energetycznego Ukrainy energii do Polski, zanim zaczną działać wszystkie ograniczenia związane z CO2 i zanim Rosja nie stanie się posiadaczem części ukraińskich aktywów, bo ta groźba cały czas nad tym krajem wisi. Ówczesny rząd pomarańczowych, mimo interwencji na rożnych szczeblach, nie podjął tych rozmów. A wkrótce wyjaśniło się dlaczego – ówczesny minister energetyki Jurij Prodan miał swoich eksporterów. Stworzył się bardzo miły i szczery układ korupcyjny, który zaczynał się od Ministerstwa Energetyki, a kończył się na prywatnym przedsiębiorstwie. Oczywiście w tej chwili ten układ ustępuje innemu, opartemu o oligarchów ze wschodu Ukrainy, a mechanizm jest mniej więcej podobny. Emisja CO2 to chyba jedno z największych wyzwań, przed jakim stoi mój kraj, bo po 2014 roku będziemy żyli w innej rzeczywistości ekonomicznej. A jeśli dojdzie do redukcji o 30%, a jest taki postulat, to będzie to złupienie nowych krajów członkowskich, polegające na tym, że cały transfer środków z UE adresowany do tych krajów będzie wracał do dysponentów zielonej technologii. Jeśli ktoś czytał artykuł o tym, jak Czesi zafundowali sobie zieloną technologię z baterii słonecznych, no to to jest przedsmak tego, co nas czeka. W tym momencie próba pozyskania przez Polskę energii spoza reżymu CO2, czy ona będzie z rosyjskiej elektrowni węglowej, czy ona będzie z Chmielnickiej elektrowni atomowej na Ukrainie, czy to z jakichkolwiek innych źródeł, niech to nawet będzie Kulczyk, który razem z Białorusinami buduje elektrownię węglową, to z punktu widzenia mojego kraju, to jest kompletnie bez znaczenia. My tej energii po prostu niezwykle potrzebujemy. I to nie ma nic wspólnego ani z wizją, ani z Giedroyciem, ani z „polityką jagiellońską”, ani „piastowską”, tylko jest wymogiem polskiej racji stanu.

Drugi obrazek. Mamy do czynienia ze spotkaniem NATO w Bukareszcie. Jest 2008 rok. Prezydent forsuje rozszerzenie Sojuszu o Ukrainę i Gruzję. Nowy rząd przeciwników politycznych, czyli Platformy Obywatelskiej, angażuje się w ten projekt i minister Sikorski, razem z prezydentem Kaczyńskim, ramię w ramię prowadzą bój o rozszerzenie NATO na Wschód. Tuż przedtem w Instytucie Natolińskim, który trudno posądzić, że ulega wpływom Platformy, ukazuje się fantastyczna analiza pokazująca, że dla głównych aktorów ukraińskiej sceny politycznej rozszerzenie NATO na Wschód jest wyłącznie grą wewnętrzną. I że żadna ze stron, tak naprawdę, nie wykonuje i nie ma zamiaru wykonywać żadnych poważnych działań w tej sprawie. Finał jest taki: Polska zostaje z tym postulatem kompletnie sama, a wszystkie kluczowe kraje UE gwałtownie protestują pod wpływem rosyjskiej ekspansji. Amerykanie, przez moment, próbują to razem z Polską forsować, ale widząc skalę oporu rezygnują … i zostaje zawarty taki zgniły kompromis. Polska, realizując pewną wizję „Zachodu na Wschodzie”, próbowała wykonać swoje zobowiązanie. Moim zdaniem, kompletnie bez rozpoznania wewnątrz ukraińskiego, ponieważ nie było i nadal nie ma na Ukrainie partnerów do poważnej rozmowy na temat przystąpienia tego kraju do UE i do NATO. Nie widzę po prostu gotowości, ani determinacji, która jest niezbędna do tego kroku.

I tutaj dochodzimy do kolejnej kwestii. Mianowicie, pytano mnie o pauzę strategiczną. Ta pauza strategiczna nie dotyczy polskiej polityki wschodniej, w ogóle nie w tym rzecz. Ona dotyczy, rozumianego bardzo szeroko, momentu wstrzymania się pochodu Zachodu – zarówno pozycji Stanów Zjednoczonych na świecie, jak i bezalternatywności pewnego modelu gospodarczego i politycznego, jaki reprezentował umowny, transatlantycki Zachód dla reszty świata. Ten model został zakwestionowany przez radykalny Islam, po drugie, okazało się, że są jednak alternatywy w postaci Chin i Rosji, po trzecie, uległ osłabieniu przez kryzys, a po czwarte, sam Zachód nie wie do końca czym ma być w przyszłości. Czy będzie elitarnym klubem, który będzie musiał wypychać za burtę słabszych członków? Czy Unia w takim stanie, w jakim ją znamy, przetrwa, czy będzie się zmieniać? To jest absolutnie pytanie otwarte. I tym samym nie może być mowy o jakimkolwiek pochodzie Zachodu na Wschód. Mało tego, ta pauza strategiczna dotyczy także Rosji, która chyba zaczyna rozumieć realne niebezpieczeństwo bycia przedmieściem Pekinu. I być może to jedynie kwestia czasu, kiedy to się może stać. Rosja potrzebuje Europy o wiele bardziej niż wcześniej. Czy to przytulenie się Rosji do Europy Zachodniej odbędzie się kosztem Ukrainy, Białorusi, państw bałtyckich i Polski, to jest pytanie otwarte. Ja mam nadzieje, że nie, i uważam, że racją polskiej polityki zagranicznej i myślenia długofalowego jest zrobienie wszystkiego, żeby, po pierwsze, to było niemożliwe, a po drugie, żeby w tym ewidentnie zbliżającym się coraz wyraźniej porozumieniu Zachodu z Rosją, znalazło się miejsce przy stole dla Polski. Bo obawiam się, że nie znajdzie się miejsce dla Ukrainy, a na pewno nie znajdzie się miejsce dla Białorusi.

Pytanie o to, dlaczego my tutaj o Białorusi nie wspominamy? Bo na Białorusi zależy wyłącznie Polsce, trochę Rosji i trochę Ukrainie. Taki jest stan rzeczy. I teraz jest czas na kolejną konkluzję. Zachowanie wizji Giedroycia i Mieroszewskiego de facto sprowadza się do tego, że im bardziej będziemy walczyć o rozszerzenie UE i NATO o Ukrainę i inne kraje, tym będziemy bardziej izolowani i tym mniej będziemy mieli do powiedzenia w sytuacji, w której przyszłość tego obszaru będzie się rzeczywiście decydowała. Być może jest to dylemat na przyszłość, ale uważam, że istnieją poważne przesłanki do tego, żeby w takich kategoriach myśleć.

Bardzo dziękuję panu prof. Mencwelowi za tak elegancką i niszczącą polemikę. Jednak nie jestem w stanie zapomnieć, że kiedy wybuchła wolna Polska, to dla Jerzego Giedroycia, który żył, działał i udzielał swego głosu w Polsce, ten cały wysiłek, jakim było rozszerzenie i wstąpienie do NATO oraz próby zdobycia sobie pozycji do akcesji do Unii, był mniej ważny, niż sprawa kopuły w Przemyślu. To rozpalało go o wiele bardziej, niż cały ten proces. I to pamiętam z lat 90. bardzo wyraźnie. Absolutnie się nie zgadzam z panem prof. Pomianowskim, co już jakby robię zawodowo, że polskie konflikty wokół takich marginesów, jak kresowianie czy konflikty wokół Przemyśla, mogły rozstrzygnąć jakąkolwiek linię polityczną na Ukrainie. Wydaje mi się to niemożliwe, to na pewno nie trzy procent. I ostatnia sprawa – czy polityka wobec Rosji jest kompatybilna z polityką wobec innych krajów? Tak, jak powiedziałem, nie można tworzyć sytuacji, w której nasza polityka wobec Ukrainy oznacza właściwie układ zerojedynkowy, tzn. albo z Ukrainą przeciwko Rosji, albo z Rosją przeciwko Ukrainie. To byłoby po prostu głupie. Dziękuję bardzo.

Jan Malicki: Dziękuję, zdaje się, że nie wszyscy pytający są zadowoleni, ale mamy ostatnie 5 minut, proszę o uwagi i podsumowanie.

Henryk Litwin: Nie śmiem podsumowywać dyskusji, chciałbym powiedzieć, że zejdę na znacznie niższy poziom … mam bowiem urzędniczy obowiązek wyjaśnienia kilku spraw. Chętnie bym się wdał w polemikę, proszę mi wierzyć, na temat używania takich terminów, jak „polska jagiellońska”, ale muszę się powstrzymać.

Za najważniejsze uważam, by powtórzyć, że Polska nadal prowadzi aktywną politykę wobec Ukrainy, Białorusi, Mołdowy i innych partnerów z Partnerstwa Wschodniego, a także, że nie poświęcamy tejże polityki dla polityki wobec Rosji. Nasza polityka wschodnia nie jest dobrze widoczna, gdyż znaczna jej część prowadzona jest przez Unię Europejską, oczywiście, przez Brukselę całej polityki prowadzić się nie da. Takie sprawy, jak chociażby liberalizacja wizowa, czy nam się to podoba czy też nie, musimy prowadzić przez Brukselę. Państwo tego obserwować nie mogą i mają szczęście, że nie muszą, ale taka sprawa, jak chociażby liberalizacja wizowa wiąże się z ogromem codziennej pracy w rożnych grupach roboczych i na rożnych forach unijnych, a także z bezustannym działaniem na rzecz ustalenia zapisów poszczególnych unijnych rekomendacji, zaleceń i tak dalej, i tak dalej. Ostatnie miesiące były okresem naszej niezwykle wytężonej pracy w tym względzie, która zaowocowała pewnymi konkretnymi, już obowiązującymi ustaleniami, dotyczą one właśnie utrzymywania rozsądnej równowagi pomiędzy kroczeniem naprzód w liberalizacji wizowej z Rosją, a kroczeniem naprzód w liberalizacji wizowej z krajami Partnerstwa Wschodniego.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych podejmuje dużo tego typu działań. Zapewniam, że staramy się nie marnotrawić żadnego dorobku, który dotychczas zdobyliśmy w stosunkach dwustronnych. Istnieje cała gama struktur, które funkcjonowały w przeszłości, i które powinny znowu funkcjonować. Druga połowa 2010 roku powinna być tym okresem, w którym zarówno Forum Obywatelskie, Komitet Prezydencki, komisje i fora współpracy gospodarczej wznowią swoje działanie. Jestem aczkolwiek w niezręcznej sytuacji, gdyż muszę mówić o działaniach, które dopiero będą, czy też być powinny.

Bardzo krotko odniosę się do poszczególnych pytań. MSZ kreuje swoją politykę, a szczególnie korzysta z instrumentarium dyplomatycznego, nie tylko w określonych warunkach politycznych, ale również finansowych. Powyższa zależność jest nieuchronna. Już dwa razy likwidowaliśmy Ambasadę w Mongolii i mam nadzieję, że będziemy mieli okazję zlikwidować ją trzeci raz, a zatem, że nastąpi też moment, kiedy będziemy mogli ją otworzyć. W sprawie niedostatecznych kontaktów Ambasady RP w Kijowie z Partią Regionów w okresie prezydentury W. Juszczenki. Można oczywiście z powodzeniem, analizując wszystkie działania Ambasady, powiedzieć, że kontaktów z obozem W. Juszczenko – J. Tymoszenko było więcej, niż z obozem W. Janukowycza. Ten zarzut nie wydaje mi się jednakże w pełni słuszny. Jeśli nawet współpraca była aktywniejsza, to tylko i wyłącznie ze względu na całkowicie nieuchronną intensywność kontaktów oficjalnych, co w przypadku ambasady jest oczywiste. Wiem o aktywnej współpracy Ambasadora i pracowników ambasady ze środowiskiem W. Janukowycza. Jesteśmy również przygotowani na aktywniejszą politykę wobec Mołdowy w warunkach porażki obecnej koalicji. Nie jesteśmy bezkrytycznymi entuzjastami obecnego rządu mołdawskiego, po prostu dostrzegamy fakt, że jest on, obiektywnie rzecz biorąc, naprawdę najbardziej proeuropejskim gabinetem, jaki w ogóle został utworzony…

Jan Malicki: …od czasów Stefana Wielkiego…

Henryk Litwin: … w państwach WNP. Oczywiście dostrzegamy konflikty w łonie koalicji rządzącej, ale nie podważają one założenia, by w rozsądny sposób współpracować z obecną koalicją, chociażby w zakresie realizacji tych bardzo poważnych i pozytywnych finansowych decyzji, które Unia już podjęła.

Jeśli chodzi o zły i paternalistyczny język wobec naszych wschodnich sąsiadów, to nawet jeśli Państwo znajdą jakieś pojedyncze przykłady, muszę powiedzieć z całkowitym przekonaniem, że do tego grzechu, w imieniu MSZ, się nie przyznaję. Nie stosujemy i nie stosowaliśmy paternalistycznego języka w odniesieniu do naszych wschodnich partnerów.

Czy nasze stosunki z Ukrainą były porażką czy sukcesem? Nie przesadzałbym z ocenami pesymistycznymi, pomimo porażki obozu pomarańczowego. Wydaje mi się, że realnym skutkiem, którego nie musimy się wstydzić, jest możliwość uczynienia następującego zestawienia: kiedy w 1991 roku zaczynałem pracę na Ukrainie, jedną z pierwszych analiz, którą przeczytałem, jeszcze przed powstaniem państwa ukraińskiego, była analiza stosunku ukraińskiej opinii publicznej do innych krajów. W tych badaniach Polska była niewidoczna wśród ocen pozytywnych i zdecydowanie górowała w czołówce ocen negatywnych. Na początku 2010 roku opublikowano badania opinii publicznej, z których wynika, że Ukraińcy uważają nas za najbardziej przyjaznych partnerów. To jest realna zmiana, która jest zasługą przede wszystkim polskiego społeczeństwa obywatelskiego, ale, śmiem twierdzić, że również ludzi zajmujących się polityką zagraniczną, którzy dołożyli jakąś tam malutką cegiełkę. Nie sądzę, byśmy mogli tak bardzo się zamartwiać, że likwidujemy instrumenty polityki długoterminowej. Obecnie powstaje w Polsce pięć ośrodków uczelnianych zajmujących się studiami wschodnimi, a zatem już nie tylko ośrodek warszawski będzie kształcił specjalistów od wschodu. Oczywiście „rodzą” się one z pewnymi trudnościami. Uważam, że należy bardzo silnie wesprzeć powyższe inicjatywy i doprowadzić do tego, by następne, które kiełkują – utrzymały się, wówczas będą one jednymi z ważniejszych instytucji polityki długoterminowej, a takimi są obecnie Studium Europy Wschodniej na Uniwersytecie Warszawskim i jeszcze wiele innych podmiotów. Tak naprawdę infrastruktura kontaktów, które stworzyliśmy przez minione lata, wcale nie jest taka mała i warta lekceważenia.

Jako człowiek pracujący i w Ukrainie, i w Białorusi, i w Rosji mogę docenić rozległość i głębokość kontaktów, które nasze środowiska mają ze wschodnimi sąsiadami Polski. Oczywiście Ambasadorem UE w ramach unijnej Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych jest Francuz, Niemiec, czy też przedstawiciel innego kraju, jednakże jest on tak precyzyjnie obudowany procedurami, przepisami, możliwościami i brakiem możliwości, że naprawdę w znacznie większym stopniu staje się urzędnikiem UE, niż przedstawicielem swojego kraju, tym prywatnym Francuzem, Niemcem i tak dalej. Oczywiście jest niezwykle ważne, byśmy zajęli odpowiednio eksponowane miejsce w służbie zagranicznej, ale równie ważne jest, by nie przeceniać możliwości, tego czy innego, polskiego ambasadora.

Następna sprawa – Białoruś i „długie trwanie”. Konieczność zrezygnowania z polityki izolacji Białorusi wynikała, w moim przekonaniu, właśnie z potrzeby długiego trwania. Znaczne obniżenie rangi naszej obecności w Białorusi determinowało bezradność w budowaniu struktur, które mogą sprzyjać długiemu trwaniu. Stąd też nie było innego wyjścia zarówno dla UE, jak i dla nas.

W sprawie decyzji bukaresztańskich NATO – zgadzam się, że bez wątpienia były one kompromisem, jednakże przyznam szczerze, że przymiotnikowanie tego kompromisu to już bardzo dowolny proceder. W którym przypadku jest on rzeczywiście zgniły, a w którym jest fundamentem życia społecznego, to już zależny od naszych intencji, kiedy używamy tego określenia. W moim przekonaniu kompromis bukaresztański był całkiem udany z naszego ówczesnego punktu widzenia, bo zawierał istotne elementy polskiego stanowiska. Natomiast to, że w bieżącym roku okazało się, że Ukraina nie za bardzo ma ochotę z niego skorzystać, to już zupełnie inna sprawa. Dla porównania Gruzja otrzymała dzięki decyzji bukaresztańskiej bardzo istotny bodziec modernizacyjny, z którego obecnie korzysta.

Wreszcie chciałbym Państwa zapewnić, że polska polityka wschodnia jest częścią polskiej polityki zagranicznej. W dzisiejszych warunkach tylko w ten sposób można traktować politykę wschodnią, jako wydzieloną tylko i wyłącznie ze względu na pewne specyficzne instrumentarium. Inwestycje rosyjskie w Polsce są małe, gdyż jak dotąd nie odnotowaliśmy realnego zainteresowania strony rosyjskiej inwestycjami. Federacja Rosyjska mówiła raczej o bliżej nieokreślonych, specjalnych warunkach dla ewentualnych inwestycji, zaś konkretnych propozycji, w gruncie rzeczy, nie było. Elektrownia w Obwodzie Kaliningradzkim to bardzo ciekawy pomysł, ale prawdę mówiąc, propozycje złożone w tym zakresie przez Rosję, nie były de facto konkretnymi propozycjami. Jak dotąd miały one formę bardzo luźno rzuconych myśli, stąd obecnie tak naprawdę nie mamy czego analizować. Propozycje rosyjskie są dopiero, powiedziałbym, pewnego rodzaju intelektualną prowokacją, nie mają zaś formy konkretnej inicjatywy. Dziękuję.

Jan Malicki: Dziękuję bardzo. Ponieważ słońce chyli się już ku zachodowi, czas skończyć naszą dyskusję. Zamiast jakichkolwiek podsumowań powiem, że dziesięciolecie śmierci Redaktora uczciliśmy w sposób poważny i bardzo konkretny. Nie było okazji o tym mówić, ale wielokrotnie, w ciągu ostatniego roku, czy dwóch, a może i dłużej, odnosiłem wrażenie, że każdy bierze z Giedroycia to, co mu jest wygodne. Kiedy mówi się o Rosji, to czytam, że Giedroyć interesował się wyłącznie Rosją. Tymczasem każdy z nas wie, jakie były naprawdę te absolutne priorytety Giedroycia i Kultury. Padło tutaj kilkakrotnie stwierdzenie o strategii. Ukraina stała się dla Giedroycia oczkiem w głowie. Nie dlatego, że był ukrainofilem – był politycznym realistą. Ukraina była głównym zagadnieniem, ponieważ jej niepodległość gwarantowała bezpieczeństwo Polski. To był fakt warunkujący stosunki z Rosją. Ale jest jeszcze jedna kwestia, która padła tutaj wielokrotnie, a mianowicie kwestia długiego trwania. Ja również jestem absolutnym przeciwnikiem oceny, że polityka wschodnia się nie udała. Jestem zwolennikiem tezy wprost przeciwnej. Spójrzmy na rok 1989 i 2010 i to wystarczy, by to stwierdzić. Ale jeśli czcimy dzisiaj wielkiego człowieka, to nawet nie analizując kilku tysięcy jego wydań, wystarczy zajrzeć w tom korespondencji Giedroycia z emigracją ukraińską. Proszę państwa, on zaczynał w roku 50.

Pierwsze próby dyskusji, rozmowy z Borysem Lewickim o listach, o deklaracjach z Ukraińcami; proszę państwa, wtedy nie było w ogóle z kim rozmawiać. Dopiero po 27 latach, w 1977 roku, ukazała się pierwsza bardzo poważna wypowiedź, bardzo poważna deklaracja strony ukraińskiej – słynny wywiad z Frankiem Sysynem i Romanem Szporlukiem. Giedroyc nie załamywał rąk, nie twierdził, że się wszystko rozpada, że nic z tego nie będzie, że trzeba wektory odwracać. Nie! Po prostu wiedział, że sprawy poważne, trzeba traktować poważnie i latami ciężko pracować. A jak trzeba było wychowywać partnerów to ich wychowywał. To powiedziawszy, dziękuję wszystkim za wspaniałą dyskusję.