Особая тройка НКВД Грузинской ССР (1937-1938). Местная специфика и механизм функционирования

Георгий Мамулиа

[текст первоначально опубликован в:
"Nowy Prometeusz" nr 10, grudzień 2016, ss. 113-131]

Для того чтобы по возможности полно осветить специфику функционирования особой тройки НКВД ГССР в 1937-1938 гг., – главной карательной структуры республики в годы великого террора, – следует вкратце коснуться истории взаимоотношения коммунистической партии Грузии, также как и грузинских большевиков в целом, со сталинским руководством СССР.
Как известно, первый конфликт Сталина с грузинскими коммунистами разразился еще в августе 1922 г., год спустя после оккупации и советизации Грузии Красной армией в феврале-марте 1921 г. В это время Сталин составил проект внутреннего устройства СССР, предусматривающий «формальное вступление независимых советских республик: Украины, Белоруссии, Азербайджана, Грузии, Армении в состав РСФСР».

ПОЛНЫЙ ТЕКСТ СТАТЬИ В PDF

Obraz ZSRR w piłsudczykowskich czasopismach społeczno-politycznych (1922-1939)

Iegor Stadnyi

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 4, październik 2013, ss. 155-186]

1Związek Radziecki od pierwszych lat istnienia przyciągał wiele uwagi. Niektórzy sądzili, że bolszewicy budują lepszy ustrój społeczny, inni – że za radziecką granicą tworzy się nowa forma niewolnictwa. Według Stefana Starzyńskiego, polscy publicyści dwudziestolecia międzywojennego, mieli najlepsze warunki do tego by być „informatorami” dla całej Europy i Ameryki w kwestii zagadnień radzieckich2. Rzeczywiście, polscy intelektualiści poświęcali sporo uwagi bolszewizmowi i ZSRR.

Publicystyka polityczna kształtowała wizerunek ZSRR w międzywojennej Polsce i wpływała na ogólny stosunek wobec bolszewizmu przede wszystkim w kołach inteligencji. Każda siła polityczna wykazywała zainteresowanie „wielkim wschodnim sąsiadem” stosownie do swojej ideologii i sytuacji politycznej. Szczególnie ostro postrzegano brak demokracji, nadmierną centralizację, terror i fatalną politykę gospodarczą. Większość krytycznie nastawionych publicystów w ten czy inny sposób zwracało uwagę na niezgodność polityki władzy radzieckiej z ideami marksistowskimi. Wspólną cechą wszystkich krytyków bolszewizmu, bez względu na orientację polityczną, była charakterystyka systemu gospodarczego ZSRR jako kapitalizmu państwowego, odległego od deklarowanego uspołecznienia środków pracy.

W swoich poglądach na temat ZSRR środowisko piłsudczyków nie było jednolite, czemu sprzyjało stopniowe zwiększanie się liczby zwolenników obozu sanacji, kosztem przedstawicieli całego spektrum politycznego. Jednoznacznie negatywne poglądy, z lat 20. i początku 30., ustąpiły miejsca bardziej umiarkowanemu i praktycznemu podejściu w ocenach bolszewizmu. Recesja, pakt o nieagresji, zmiana sytuacji międzynarodowej oraz przeobrażenia wewnątrz ZSRR sprzyjały pojawieniu się głosów, skłaniających się do jakiejś formy współpracy z Sowietami. Jednocześnie nie zanikała krytyka ZSRR i Kominternu w odniesieniu do prób rozprzestrzeniania komunizmu poza granice ZSRR. W takiej atmosferze działali piłsudczycy o twardych antyradzieckich poglądach, w szczególności prometeiści i neokonserwatyści z ośrodka Buntu Młodych.

Autorzy miesięcznika „Droga” w ciągu lat 20. przedstawiali bolszewizm i Związek Radziecki we właściwych dla prometeizmu kolorach. Akcentowano okupacyjny charakter władzy bolszewickiej na nierosyjskich terenach. ZSRR był postrzegany jako dziedzic zaborczych pragnień Imperium Rosyjskiego. Dosyć rozpowszechnione były paralele historyczne. W latach 30. na pierwszy plan wysunęła się tematyka ekonomiczna, pojawiła się także krytyka lewicowa. Popularną stała się teza o światłych zamiarach Lenina, i zgubnej polityce Stalina. Historyczne doświadczenia stosunków radziecko-polskich (czy też
rosyjsko-polskich) przestały być decydujące. Autorzy zwracali większą uwagę na współczesną im politykę radziecką.

Z kolei prometeiści skupili się wokół pism Instytutu Wschodniego: „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, „Myśl Polska” i „Problemy Europy Wschodniej”. Na ich łamach rozwijali koncepcje wczesnego prometeizmu. Młodzi prometeiści, dużo uwagi poświęcali zwłaszcza korzeniom bolszewizmu w „psychice rosyjskiej”. Posługując się wypracowanym w ciągu lat 20. aparatem pojęciowym, poszczególne zjawiska w życiu radzieckim tłumaczyli głęboko zakorzenionymi cechami „psychiki rosyjskiej”: „turpizmem”, „bizantynizmem”, „mongolizmem”, „manichejstwem”, które, ich zdaniem, stanowiły niezbędną bazę dla pojawienia się bolszewizmu. Wielokrotnie również podkreślali podział cywilizacyjny między Rosją a narodami nierosyjskimi. Sporo uwagi poświęcano kwestii ukraińskiej. W przeciwieństwie do starszego pokolenia, młodzież prometejska uważała, że aby podzielić Rosję, Polska winna wejść w sojusz z Niemcami.

Natomiast środowisko „Buntu Młodych” oceniało ZSRR, bazując na potrzebie przemian w regionie. Podobnie jak prometeiści, oni również uważali, że ZSRR musi zostać rozdzielony na kilka państw, co powinno zapewnić wygraną Polski. Jednak w odróżnieniu od prometeistów, młodym „imperialistom” chodziło o unieszkodliwienie kleszczy niemiecko-radzieckich i osłabienie ZSRR przy pomocy Niemiec. Radykalnie potępiając przejawy „sowietofilstwa”, przede wszystkim pozbawiali bolszewizm wszelkich wartości moralnych. Byli jednak o wiele mniej skłonni do poszukiwań korzeni bolszewizmu w „rosyjskiej psychice”, również mniejszą wagę przywiązywali do zagadnienia „azjatyckości” ZSRR.

„Droga” – kształtowanie się pozycji piłsudczyków
Pierwszy numer czasopisma „Droga” – na łamach którego kształtowały się różne koncepcje obozu piłsudczyków – ukazał się w lutym 1922 r. W ciągu pierwszego roku działalności pismo wychodziło co dwa tygodnie. Od połowy 1923 r. aż do ostatniego numeru, w 1937 r., czasopismo ukazywało się jako miesięcznik. Redaktorem i jednym z założycieli był wybitny działacz obozu piłsudczykowskiego, Adam Skwarczyński. Mimo że pod koniec lat 20. na tym stanowisku zastąpili go pisarz Stanisław Vincenz i reżyser teatralny Wilam Horzyca, Skwarczyński w dalszym ciągu zachowywał znaczący wpływ na politykę redakcji3.

Czasopismo poświęcone było tematyce społeczno-politycznej. Na jego łamach ukazywały się zarówno teksty poświęcone generalnym ideom, jak też prace bardziej szczegółowe, poświęcone konkretnym problemom. Dosyć często pojawiały się artykuły naświetlające tematykę radziecką. Autorzy nie byli w swoich poglądach jednomyślni. Z biegiem lat zmieniały się zarówno podejmowane przez nich tematy, jak i sposób ich postrzegania. W latach 20. przeważały zagadnienia polityki narodowościowej, natomiast od końca lat 20. coraz częściej pojawiają się studia poświęcone problematyce gospodarczej, w szczególności teksty dotyczące realizacji planu pięcioletniego oraz analizy skutków NEP-u.

U podstaw poglądów większości autorów legły idee federacyjnej koncepcji polityki zagranicznej. Na określenie ustroju bolszewickiego najczęściej używano pojęcia „czerwony carat”4. Ponadto, nazwy własne – „Związek Radziecki”, czy skrót „ZSRR” nie od razu zagościły na łamach czasopisma i w ciągu całej jego historii nie zdołały wyprzeć bardziej popularnej nazwy – „Rosja”.

Powojenny strach przed napaścią ze strony ZSRR jest charakterystyczny dla większości publikacji pierwszej połowy lat 20. W swoim artykule, zatytułowanym Przyszłość Polski a jej polityka wschodnia Marian Uzdowski stwierdzał, że ZSRR – to „miecz Damoklesa wiszący nad naszą przyszłością”, oraz że państwo to nigdy nie uzna granic ustanowionych na mocy pokoju w Rydze5. „Stosunek nasz do wielkiej Rosji – dzisiejszej czy jutrzejszej, demokratycznej czy monarchicznej, federacyjnej czy centralistycznej – musi być jeden i ten sam. Zawsze winniśmy pamiętać, że wielka Rosja – to zaprzeczenie naszej faktycznej niepodległości”6 – pisze ten sam autor w innym artykule. Przyczyny albo naturę tego zagrożenia ze strony ZSRR objaśniano dwojako: albo uciekając się do historycznych paraleli, albo wskazując na „azjatyckość” Związku Radzieckiego.

Ogólnie rzecz biorąc, argumenty historyczne, dotyczące doświadczenia stosunków polsko-rosyjskich albo i samej historii Imperium Rosyjskiego były dość rozpowszechnionym sposobem potwierdzenia ciągłości oraz relacji dziedzictwa pomiędzy Rosją carską a Związkiem Radzieckim, a także agresywnego wizerunku ZSRR. W artykule redakcyjnym, poświęconym polityce zagranicznej „Kraju Rad”, autorzy uciekają się do stosowania porównań między polityką Piotra I a rządu radzieckiego: „Idąc śladami Piotra, bolszewicy, mimo odcięcia od Bałtyku, starają się doń dotrzeć, a przynajmniej takie dotarcie przygotować na przyszłość”7. Niekiedy autorzy starają się przeprowadzić porównania jak najbliższe polskiemu czytelnikowi. Przykładowo, w publikacji na temat polityki bolszewickiej w Gruzji, autor (najprawdopodobniej gruziński mienszewik) wskazuje na analogię między bolszewikami obecnymi w latach 20. na Kaukazie, a armią rosyjską tłumiącą Powstanie Styczniowe w Polsce: „Metody, którymi posługiwali się w Polsce Murawjew i inni rządcy carscy podczas powstania 1863 roku są identyczne z metodami stosowanymi obecnie wobec powstańców gruzińskich przez pseudo – „robotniczo-włościańskich” rządców… wysłanych przez Moskwę na czele specjalnej czerezwyczajki dla stłumienia Powstania”8.

Przez pryzmat porównań historycznych nierzadko przedstawiano również politykę zagraniczną rządu radzieckiego i działalność Kominternu. Przykładem tego może być tekst dziennikarza i prawnika Kazimierza Okulicza. „Nastroje, jakie szerzy tego rodzaju propaganda (chodzi o radziecką antypolską propagandę – J.S.), są przesiąknięte nacjonalistycznym imperializmem, który nosi firmę „wszechsowietyzacji Europy”, a rola Moskwy jako tego Rzymu III-go Internacjonalu uprawnia rzekomo Komunistyczną Partię Rosji do zabierania głosu w obronie uciśnionych całego świata”9 – pisze Okulicz.

Oprócz wspominanych wyżej doświadczeń historycznych, publicyści czasopisma, na potwierdzenie koncepcji „czerwonego caratu”, wskazywali również na „specyficzny duch”, „naturę”, a nawet „grzech pierworodny” Rosji. Wyjaśniając „odwiecznie agresywną politykę Rosji” założyciel Instytutu Wschodniego w Warszawie, aktywny działacz ruchu prometejskiego, Stanisław Siedlecki, posługuje się metaforą, by wskazać na grzeszność samego faktu założenia Moskwy: „Moskwa, Kolebka Rosji obecnej, została założona na ziemiach cudzych, na zaborach, na ziemiach autochtonów… plemion fińskich. Jest to grzech pierworodny państwa moskiewskiego, od którego do dziś dnia niema dlań odkupienia”10.

Podobną, do pewnego stopnia metafizyczną, retorykę wykorzystywano dość często pisząc nie tylko o państwie czy jego strukturach, ale i o „narodzie rosyjskim”, czyli opisując cechy, charakterystyczne dla rosyjskiego etnosu. W szczególności imperializm, wedle autorów czasopisma, przesiąknął całe rosyjskie społeczeństwo, które w ten sposób stało się jego „motorem”11. Dlatego też sami Rosjanie nie mogą pogodzić się ze stratą ziem byłego Imperium Rosyjskiego po I wojnie światowej12. Oprócz tego, Rosjanie obdarzeni są pewnymi specyficznymi cechami, które umożliwiły ustanowienie w Rosji reżimu bolszewickiego. Najbardziej rozpowszechnioną formułą retoryczną było wskazywanie na niewolnictwo: „heroizm niewoli jest charakterystyczną cechą duszy rosyjskiej”13, ”ewolucja komunistyczna… – jest ona iście rosyjską, zgodną zupełnie z psychiką tego dziwnego narodu”14. Charakterystycznymi argumentami mającymi wzmacniać podobną retorykę są porównania między opriczniną Iwana Groźnego i bolszewickim terrorem, do którego ludność, według autorów, odnosi się obojętnie, albowiem uznaje go za normę swojego życia15.

Wizerunek Rosjan, którzy ujarzmiają innych, a jednocześnie sami przywykli do wszelkiego przymusu przeciwstawiany jest miłującym wolność narodom nierosyjskim. Ważne i charakterystyczne jest miejsce Polski w tym schemacie. Autorzy obdarzają ją misją przewodnika „zniewolonych” ku wolności. Krytykując poglądy endecji, skłaniające się w stronę zbliżenia z ZSRR, wspomniany już Marian Uzdowski pisał, że wskutek porozumienia z Sowietami Polska stanie się grabarzem nadziei nierosyjskich narodów, a to, wedle autora, przeczy prowadzonej przez półtora wieku walce samych Polaków o własną niezależność16.

Powyższe zdanie jest kwintesencją logiki prometeizmu, który w jaskrawy sposób przedstawiany był na stronach czasopisma w połowie lat 20. Celem prometeistów była delegitymizacja rosyjskiego, czy też radzieckiego panowania na terytorium narodów nierosyjskich. W tym okresie dosyć popularne były rozważania na tematy walk wyzwoleńczych w Azji Centralnej, losu Tatarów krymskich i nierosyjskich narodów centralnej Rosji, a także polityki korenizacji. W szczególności tę ostatnią kwestię postrzegano jako sposób umocnienia władzy radzieckiej przez ustępstwa w sferze kultury na nierosyjskich terytoriach ZSRR. Według publicystów „Drogi” korenizacja stanowiła zagrożenie dla sąsiadujących z ZSRR krajów: „Dziś, niewątpliwie, sowiety umocniły swój kredyt moralny i polityczny wśród swych mniejszości narodowościowych i przechodzą do ofensywy wobec sąsiadów”17.

Pomimo ogólnego uznania dla efektywności polityki korenizacji, autorzy nieustannie wskazywali na postępującą rusyfikację. W szczególności zaznaczano, że polityka korenizacji jest wyrywkowa i nie obejmuje niektórych narodowości, tych zwłaszcza, których według autorów, rząd bolszewicki w nieuprawniony sposób zaliczył do Rosjan18. Przyszły prezydent Warszawy, ekonomista Stefan Starzyński w 1925 r. stwierdził, że radziecka statystyka podaje nieuzasadnione, zawyżone o 10% dane o liczebności Rosjan w ZSRR. Publicysta uważał, że odsetek Rosjan w ZSRR nie wynosi więcej niż 47% ogółu mieszkańców kraju19.

Pod koniec lat 20. charakterystyczne dla prometeistów tematy ustąpiły miejsca innym. Statystyka jest dosyć charakterystyczna: w ciągu pierwszego pięciolecia (1922-1927) tematom, które można by określić mianem prometejskich poświęcono 18 artykułów, natomiast w ciągu następnego dziesięciolecia (1928-1937) zaledwie 2 publikacje. Wśród możliwych przyczyn takiego spadku wymienić można bardziej aktywne zaangażowanie autorów w aktywność Instytutu Wschodniego w Warszawie, który pod koniec 1927 r. zaczął otrzymywać stałe dofinansowanie na działalność. Można by więc mówić o pewnym odpływie kadr. Wraz z pojawieniem się nowych autorów zmianom uległ sposób ukazywania pewnych zjawisk. Na przykład, w publikacji z 1924 r., znanego prometeisty i działacza ruchu turkmeńskiego Mustafy Czokaj-Ogły, basmacze, którzy prowadzili walkę zbrojną przeciw Armii Czerwonej w Azji Centralnej zostali scharakteryzowani jako „ruch narodowy, prowadzący wojnę partyzancką” 20. Natomiast w artykule polskiego ekonomisty Czesława Bobrowskiego z 1933 r. wskazano, że w 1925 r. basmacze przypominali raczej „bandyckie gniazda”21. Najprawdopodobniej takie stwierdzenie padło, gdyż już na początku lat 30. publicysta znał ostateczny rezultat walk – przegraną sił narodowych w Azji Centralnej.

W tekstach poświęconych Związkowi Radzieckiemu, oprócz porównań historycznych i rozważań o charakterze narodowym, autorzy dosyć często wykorzystywali czynnik geograficzny czy też geopolityczny. W ciągu całego okresu istnienia czasopisma w większości publikacji dotyczących tematyki radzieckiej w ten czy inny sposób przewija się motyw „azjatyckości” ZSRR. Właśnie w latach 20. znacznie częściej niż w późniejszym okresie istnienia pisma, autorzy podkreślali tę cechę. Już w pierwszych publikacjach natrafić można na wyraźne rozgraniczanie „Rosji” i „Europy”, utrzymane w tradycji prometejskiej: „Bez południa (Ukrainy) Rosja volens-nolens staje się państwem azjatyckim i schodzi do liczby organizmów państwowych podrzędnych”22. Wedle publicystów „Drogi”, polityki ZSRR nie wolno oceniać podobnie do polityki państw europejskich – podejście musi być odmienne, gdyż „Rosji obecnej zgoła na tych (europejskich – J.S.) metodach nie zależy”23. Taki pogląd ma swe korzenie w jednym z tradycyjnie utrwalonych w polskiej myśli politycznej poglądów, dotyczących położenia geograficznego
Polski między ZSRR i Niemcami. Historyczne doświadczenie podziałów Rzeczypospolitej
staje się podstawą dla przestróg przed możliwym sojuszem tych dwóch krajów. Marian Uzdowski uznał, że wśród europejskich państw Rosja może porozumieć się tylko z „brutalnymi Niemcami”: „Nienawiść Rosji do Zachodu zespoli się z niemiecką chęcią odwetu, złączą się ich organizmy państwowe w jedno ciało, w którym Niemcy będą głową, a Rosjanie – rękami i nogami”24.

„Azjatycka natura” ZSRR staje się też podstawą do określenia miejsca samej Polski na mapie mentalnej obszaru eurazjatyckiego. Polska, rzecz jasna, jawi się jako państwo europejskie. Przeciwstawiając sobie Polskę i ZSRR autorzy nawiązują do wielkiej misji Polski – obrony zachodniej kultury przed „wschodnim najazdem”. Jako taką właśnie przedstawiono rolę polskich wojsk w wojnie polsko-radzieckiej z 1920 r.: „Polska wygrawszy wojnę z Rosją w 1920 r. obroniła przed bolszewizmem, przed nową krwawą wojną całą Europę”25. Samą wojnę autorzy uznają za wygraną. Przegraną w forsowaniu realizacji założeń federacyjnej koncepcji polityki wschodniej do pewnego stopnia próbowano zrekompensować przez udaną „obronę zachodniej kultury”. By wzmocnić i uwiarygodnić tezę o takiej „unikalności” Polski, publicyści „Drogi” nierzadko nawiązywali do poglądów samych bolszewików – „Racją bytu Rosji sowieckiej jest wojna z kontrrewolucją, wewnętrzną czy zewnętrzną. A w systemie ideowym sowietów – Polska, zwłaszcza dawna prowincja rosyjska, o sile politycznej realnej, istotnie od Rosji niezależna, jest najczystszym symbolem i głównym elementem reakcji europejskiej”26.

Charakterystyczna jest zmiana ocen w porównaniach między Imperium Rosyjskim i Związkiem Radzieckim. W czasie trwania wojny domowej w oczach piłsudczyków „biała Rosja” była bardziej niebezpieczna dla Polski, aniżeli bolszewicy. Z upływem czasu pogląd ten zmienił się diametralnie. Głównym czynnikiem mającym wpływ na tę zmianę było uświadomienie faktu, że reżim bolszewicki umocnił swoją władzę i nie utraci jej, w co wierzyło wielu autorów, w pierwszej połowie lat 20. W recenzji książki jednego publicystów „Drogi”, Tadeusza Teslara, pierwszego stałego polskiego korespondenta w Moskwie w latach 1924-1926, redakcja krytykowała autora za to, że ten bagatelizuje bolszewików – „Teslar – poza wyraźnie zaznaczoną niechęcią – nie ma właściwie stanowiska wobec bolszewizmu, trudno bowiem w r. 1928 zgodzić się na traktowanie komunistów jako bandy przestępców zbyt długo cieszących się bezkarnością27.

Innym czynnikiem, który wpłynął na przewartościowanie ocen dotyczących ewentualnego zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski ze strony Imperium Rosyjskiego i ZSRR może być wspomniane już przypisywanie Warszawie „wielkiej misji obrony Zachodu”. Oznacza to, że kształtując obraz ”Polski – wschodniego bastionu kultury zachodniej”, autorzy, świadomie czy nieświadomie, wzmacniali rolę niebezpieczeństwa czy to ze strony ZSRR czy też Kominternu.

Wielokrotnie już wspominany Marian Uzdowski nawiązuje do słów rektora Uniwersytetu Wileńskiego, Mariana Zdziechowskiego, inauguracyjne przemówienie którego wyraźnie ilustruje opisane przemiany – „Stanowimy wyspę zewsząd otoczoną wrogiemi potęgami, ściśnięci jesteśmy w żelaznej obręczy. Olbrzymi zaś kolos, który nam od Wschodu zgubę gotuje, jest w dzisiejszej swej postaci bez porównania groźniejszym, niż była niegdyś Rosja carska. Dla carów ujarzmienie Polski było postulatem ich ambicji, koniecznością polityczną nie było. Carat mógł być potężnym bez Polski, ale dla Rosji sowieckiej już nie ujarzmienie nasze, lecz unicestwienie jest koniecznością, warunkiem jej istnienia. Tylko po trupie Polski bolszewizm dostać się może na Zachód i nim zawładnąć”28.

Charakterystycznym przykładem tego, jak teoria „azjatyckiej natury” Związku Radzieckiego rozwijała się w różnych formach, jest artykuł znanego socjologa Aleksandra Hertza o znaczeniu religijności w ZSRR. Autor wysuwa tezę o tym, że ma tam miejsce upadek Cerkwi, jednak jego korzenie sięgają jeszcze czasów przedrewolucyjnych. Zdaniem Hertza, podporządkowanie Cerkwi państwu rosyjskiemu spowodowało jej obumieranie jeszcze na długo przed rewolucją październikową29. Jednocześnie problemy Cerkwi nie oznaczają upadku religijności populacji ZSRR. Hertz stwierdzał, że bolszewicy z powodzeniem ją wykorzystują – „Rzecz charakterystyczna, jak szybko w toku wydarzeń rewolucyjnych formy obrzędowości prawosławnej były zastąpione przez formy obrzędowości komunistycznej”30. Autor sceptycznie odnosił się do różnych form religii cywilnej i był przekonany był, że bolszewikom nie uda się stworzyć własnego „systemu religijnego”31.

Ukazywanie Związku Radzieckiego jako kraju azjatyckiego z definicji oznaczało negatywne konotacje. Jednak w 1929 r. ekonomista Jerzy Korolko zaproponował nieco odmienny pogląd. Autor przy tym nie odszedł od koncepcji „czerwonego caratu” – „Dzisiejsza rzeczywistość sowiecka wykazuje mnóstwo cech wspólnych z Rosją carską, obywatel sowiecki jest nieodrębnym synem carskiego poddanego… Imperium Rosyjskie nazywa się dziś Związkiem Socjalistycznych Republik Rad, ale Rosja pozostała i pozostanie Rosją, t. zn. czemś różnym od Europy i połowicznie tylko z losami Europy związanym” 32. Jednocześnie autor pozytywnie ocenia przemianę zachodniego wektora na wschodni – przecież, jego zdaniem, bolszewicy skierowali ZSRR do swoich „naturalnych źródeł”33. Przeniesienie stolicy z Piotrogrodu do Moskwy, zmiana kierunków w handlu zagranicznym z Morza Bałtyckiego nad Morze Białe, centralizacja gospodarki i orientacja na pracę przymusową – wszystko to, jego zdaniem, potwierdza tezę, że ZSRR rozwija się we wschodnim kierunku i we wschodniej (azjatyckiej) tradycji34. Korolko stwierdza, że „naturalne” i „spontaniczne” rozszerzenie imperium Rosyjskiego odbywało się zawsze we wschodnim kierunku, natomiast przesuwanie się na zachód zależało wyłącznie od koncepcji europeizacji wdrażanych przez niektórych rosyjskich władców35. Autor dostrzega zatem zaletę rewolucji październikowej polegającą na tym, że bolszewicy zerwali stosunki Rosji z Zachodem (w tym z zachodnim kapitałem) i skierowali wektor jej rozwoju na Wschód – „W każdym razie możliwości dalszego pomyślnego rozwoju Rosji są dziś większe niż były przed rewolucją, w tym znaczeniu biłans rewolucji jest dodatni”36.

Polityka zagraniczna ZSRR była jednym z najbardziej popularnych tematów na łamach czasopisma w latach 20. i na początku lat 30. Początkowo autorów najbardziej interesowały dwie kwestie: czy bolszewicy potrafi ą wydobyć się z międzynarodowej izolacji i w jaki sposób zamierzają wcielić plan „światowej rewolucji”. Szukając odpowiedzi na to drugie pytanie, publicyści sporo uwagi poświęcali polityce wschodniej ZSRR, a mianowicie działaniom w Afganistanie, Tuwie i Chinach. Dosyć rozpowszechniony był pogląd, że bolszewicy nie cofną się nawet przed współpracą ze swoim ideologicznym wrogiem – ruchami narodowymi w krajach Azji gdyż, ze względu na źródła kolonialnych surowców, za wszelką cenę pragnęli wyjąć je spod kontroli zachodnich imperiów. „Punkt ciężkości akcji preciweuropejskiej przeniesiono chwilowo z Europy do Azji dla skuteczniejszych posunięć na Zachodzie”37. Jednocześnie autorzy przywiązywali wagę do umów międzynarodowych podpisywanych przez rząd radziecki. Umowa z Republiką Weimarską w Rapallo, zdaniem redakcji czasopisma, stała się fundamentem odbudowy ekonomicznej kraju38. Podpisanie angielsko-radzieckiej umowy (1924) na łamach czasopisma postrzegano całkowicie negatywnie, gdyż oba państwa uważano za wrogów Polski. Zdaniem autorów, Anglia tradycyjnie grała przeciwko interesom Polski39.

Poczucie stałego zagrożenia ze strony bolszewików było charakterystyczne dla większości publikacji pierwszej połowy lat 20. Autorzy pisali o możliwej napaści Armii Czerwonej na Polskę już w niedalekiej przyszłości. Napięcie zelżało w drugiej połowie lat 20. Jako pierwszy o braku zagrożenia ze strony ZSRR zaczął mówić, wspomniany już, Tadeusz Teslar. Mając dwuletnie doświadczenie pracy w Moskwie, dziennikarz sporo uwagi poświęcił walce frakcyjnej wśród bolszewików. Teslar twierdził, że konflikt wśród kierownictwa WKP(b) i Kominternu wskazuje na to, że „dyktatura proletariatu nie na tyle zagraża Europie, jak przedtem”40. Później, autor najbardziej gruntownych prac o polityce ekonomicznej rządu radzieckiego, Czesław Bobrowski, komentując dyskusję na temat możliwości budowy socjalizmu w jednym tylko kraju (z pominięciem aspiracji do światowej rewolucji), wysunął podobną tezę: „Można z kolei pomyśleć o urządzeniu domu – nowej sowieckiej ojczyzny. Wprawdzie od dnia dzisiejszego w oficjalnych enuncjacjach czynników partyjnych i rządowych będzie się zapowiadać wybuch rewolucji światowej (nie na jutro, co prawda, ale na pojutrze); ale w głębi ducha czynniki odpowiedzialne straciły wiarę w bliskie nadejście przewrotu światowego”41. Na początku lat 30., po podpisaniu polsko-radzieckiej umowy o nieagresji (1932), retoryka bolszewickiego zagrożenia stała się bardziej umiarkowana.

Jak już wspomniano, tematyka ekonomiczna nie pojawiała się w czasopiśmie zbyt często w ciągu lat 20. W tym okresie na łamach „Drogi” wydrukowano zaledwie trzy artykuły na ten temat. Pierwszy z nich, z 1923 r. wygląda dosyć nietypowo biorąc pod uwagę atmosferę tego okresu. Autor pisze, że porozumienie między Polską a ZSRR jest na razie mało prawdopodobne lecz nie wykluczone w przyszłości, gdyż Polska potrzebuje rynków zbytu42. Jego zdaniem, ZSRR dąży do porozumienia z Polską. Charakterystyczne, że te słowa autora opatrzone są adnotacją, że redakcja nie zgadza się z tą opinią43. Pozostałe dwa artykuły poświęcone są „odrodzeniu” kapitalizmu w czasach NEP-u, który postrzegano jako odejście od bolszewickich postulatów. Autorzy byli przekonani o tym, że w celu efektywnego rozwoju bolszewicy będą zmuszeni odstąpić od swoich poglądów i w całości pozwolić na powrót do gospodarki rynkowej44.

W latach 30. zainteresowanie gospodarką ZSRR znacznie wzrosło. Między rokiem 1930 a 1935 opublikowano 9 artykułów poświęconych gospodarce Sowietów. Autorem większości z nich był Czesław Bobrowski, dyrektor polskoradzieckiej spółki handlowej „Sowpoltorg” w Moskwie w latach 1931-1932. W swoich tekstach analizował politykę gospodarczą rządu radzieckiego od komunizmu wojennego do początku drugiej pięciolatki. Bobrowski uważał wojenny komunizm za politykę wymuszoną – „W rzeczywistości nie NEP był odwrotem, lecz wojenny komunizm odchyleniem. W rzeczywistości NEP był niczym więcej, jak kontynuacją tych zasad które przyświecały Partii w pierwszym okresie rewolucji, a od których Partja zmuszona była odstąpić chwilowo w okresie wojennego komunizmu pod naporem konieczności życiowych, pod naporem warunków wojny domowej”45.

Autor nie ukrywa swoich sympatii do politycznego i ekonomicznego geniuszu Lenina, w przeciwieństwie do którego Stalin wydaje się być niszczycielem planów poprzednika – „KC Partji i Rada Komisarzy ludowych kierowane mądrą i żelazną ręką Lenina są najbardziej kompromisowymi, najostrożniejszymi i najspokojniej myślącymi ośrodkami w Partji komunistycznej. Śmierć Lenina i zajęcie jego miejsca przez Stalina jest niewątpliwie jednym z czynników które złożyły się na odmienny charakter polityki sowieckiej w następnym okresie”46. Stalinowska polityka przyśpieszania industrializacji, wedle ekonomisty, przeczyła opracowanym wskaźnikom planu gospodarczego. Ogłoszenie pięciolatki w ciągu czterech lat nazywał podporządkowywaniem gospodarki planowej woli Stalina i odejściem od obiektywnych wskaźników47. Bobrowski stwierdzał, że forsowna industrializacja stalinowska ma znaczenie szersze, aniżeli czysto gospodarcze. Masom jeszcze bardziej uzależnionym od wpływu partii, stworzono możliwość awansu społecznego, a co więcej – rozbudzono nadzieję na lepszą przyszłość wśród tych, którzy byli w rozpaczy48. Wśród przyczyn, które wedle Bobrowskiego umożliwiły ogłoszenie forsownej industrializacji były49: odmładzanie partii (młode kadry nie posiadały doświadczenia przedrewolucyjnego i uważały, że wiele wyznaczonych celów już osiągnięto) oraz ostateczna koncentracja władzy w rękach Stalina.

Działania samego Stalina badacz objaśniał jego cechami osobistymi: „Stalin należy do tej kategorii umysłów, do których nie przemawia powolny wzrost teoretycznych szans na ostateczne zwycięstwo, które umieją cenić przede wszystkim i jedynie namacalne, naoczne sukcesy”50. Bobrowski ostro krytykował forsowną industrializację, która powoduje destrukcję przemysłu, brak surowca i produkcję wyrobów niskiej jakości, a także zaostrzenie kursu na wsi (ekonomista wspomina o głodzie na Prawobrzeżnej Ukrainie)51. W przeciwieństwie do krytyki forsownego tempa pierwszej pięciolatki, ekonomista z zachwytem opisywał pierwsze lata drugiego planu pięcioletniego. Bobrowski pozytywnie ocenił obniżenie tempa industrializacji i bardziej obiektywną redystrybucję inwestycji w przemyśle. To, jego zdaniem, uwarunkowało podwyższenie poziomu życia ludności, dodatkowe saldo w handlu zagranicznym, zwiększenie ilości wykwalifikowanych robotników, i przede wszystkim – gospodarka zaczęła wytwarzać rezerwy52. Jedyną wątpliwość badacza budził los kołchozów, albowiem nie był on pewny czy rząd radziecki potrafi uporać się z „indywidualistyczną naturą” chłopa53.

Pozytywne oceny polityki Lenina, czy samej jego postaci, pojawiały się nie tylko w artykułach Bobrowskiego. Inny autor – rusycysta i krytyk literacki Rafał Bluth, który zaczął publikować na łamach czasopisma w latach 30. również ukazywał Lenina w jasnych barwach. Generalnie krytycznie nastawiony wobec bolszewizmu Bluth nierzadko uciekał się do przeciwstawiania sobie „zgubnej polityki” Stalina i „światłych poglądów” Lenina: „Gdy Leninowi być może, naprawdę zależało na stworzeniu nowej normalnej inteligencji, w europejskim znaczeniu tego słowa – świadomej, kulturalnej, socjalistycznej (choć nie wyłącznie wierno-poddańczej) – Stalinowi idzie przede wszystkim o stworzenie szerokiej kadry półinteligenckiej… całkowicie oddanej sobie”54.

W latach 30. podobna trockistowska retoryka była zjawiskiem dosyć rozpowszechnionym. Dla przykładu, syndykalista Kazimierz Zakrzewski w swoim artykule Rewolucja Lenina a państwo Stalina nazywa stalinowską politykę „termidorem” (1935)55, czyli używa określenia Lwa Trockiego z 1927 r., kiedy ten zarzucał Stalinowi i jego otoczeniu odejście od poglądów leninowskich.

Krytyka ze strony lewicy, czyli analiza polityki bolszewików przez pryzmat postulatów socjalistycznych, po raz pierwszy pojawiła się na łamach czasopisma jeszcze na początku lat 20. W 1924 r. Stefan Starzyński krytykował system związkowy ZSRR. Ekonomista zaznaczał, że bolszewicy przekształcili związki zawodowe w narzędzie swojej polityki, które uczyniło z robotników niewolników zamiast tego, by bronić ich praw – „Związki zawodowe (po rewolucji październikowej – J.S.) straciły swe znaczenie dla walki zorganizowanego proletariatu o polepszenie bytu materjalnego. Stać się odtąd miały narzędziem w ręku partji komunistycznej, której nie byt robotników leży na sercu, lecz dążenie do władzy, bez względu na interesy mas robotniczych… do władzy na światem”56.

W latach 30. krytyka lewicowa pojawiała się częściej. Czesław Bobrowski wysunął tezę, że bolszewicy od samego początku stali się zakładnikami mas, którym chodziło o przemianę istniejącego ustroju, jednak niekoniecznie zgodnie z poglądami komunistycznymi57. Przez to, zdaniem ekonomisty, polityka rządu radzieckiego była daleka od komunistycznych teorii. Autor uważał, że właśnie dlatego bolszewicy nie zaczęli uspołeczniania ziemi zaraz po zdobyciu władzy, a nacjonalizację przemysłu przeprowadzano nawet wolniej niż sami robotnicy przejmowali kontrolę nad fabrykami58. Kazimierz Zakrzewski główną przyczynę odejścia od komunistycznych idei upatrywał w „rosyjskim despotyzmie”, który panował w Rosji do 1917 r.59 Jego zdaniem: „wbrew swoim intencjom bolszewicy stali się „zbieraczami ruskich ziem”, aczkolwiek nie marzyli oni wcale o odbudowie pod nową postacią dawnego państwa rosyjskiego, lecz jako prawdziwi internacjonaliści chcieli wojnę z kapitalizmem o oblicze świata prowadzić w skali światowej i w imieniu wszystkich proletarjatów”60. Budowa socjalizmu w jednym tylko kraju stała się jaskrawym przykładem „rosyjskiego faszyzmu”, gdzie partyjna dyktatura ewoluowała by stać się osobistą dyktaturą Stalina61.

W ciągu okresu istnienia czasopisma, wizerunek Związku Radzieckiego uległ pewnej transformacji. Początkowo przeważała retoryka prometejska. Popularnym tematem była narodowościowa polityka rządu radzieckiego. Publicyści byli przekonani, że istnieje prawdopodobieństwo napadu ZSRR na Polskę w nieodległej przyszłości. Przeważał jednoznacznie negatywny stosunek do wschodniego sąsiada. „Azjatyckiemu” wizerunkowi ZSRR przeciwstawiano wielką misję Polski, jako „wschodniego bastionu kultury zachodniej”. Dla demonstracji ciągłości między Imperium Rosyjskim a ZSRR i na potwierdzenie koncepcji „czerwonego caratu” retorykę przepełniały różnorakie porównania historyczne. Jednak od początku lat 30. zarówno perspektywa, jak i tematyka przedstawiana przez autorów „Drogi” uległy zmianie. Zaczęła przeważać analityka gospodarcza. Sporo uwagi poświęcano planowaniu ekonomicznemu w ZSRR. Jednocześnie wzrosła krytyka bolszewizmu z pozycji lewicowych.

Wydaje się zatem, iż historyczne doświadczenie stosunków radziecko-polskich (czy też rosyjsko-polskich) przestało mieć z czasem decydujące znaczenie w poglądach autorów. I chociaż ciągłość między carską praktyką, a radziecką rzeczywistością pozostawała w oczach większości autorów niezmienna, jednak obraz Związku Radzieckiego zaczął kształtować się bardziej z punktu widzenia teraźniejszości, aniżeli historii.

„Biuletyn Polsko-Ukraiński”, „Myśl Polska”, „Problemy Europy Wschodniej”: ZSRR w pismach Instytutu Wschodniego w Warszawie
Głównym ośrodkiem idei prometejskiej w Warszawie stał się, założony w 1926 r., Instytut Wschodni, w ramach którego rozwinęło swoją działalność Orientalistyczne Koło Młodych. Jego najaktywniejsi działacze zajmowali się wydawaniem czterech pism: „Wschód-Orient” (1930-1939), „Biuletyn Polsko-Ukraiński” (1932-1938), „Myśl Polska” (1936-1939) i „Problemy Europy Wschodniej” (1939). Wszystkie czasopisma wydawane były pod redakcją znanego przedstawiciela młodego pokolenia prometeistów, Włodzimierza Bączkowskiego.

Kwartalnik „Wschód-Orient” poświęcony był przede wszystkim sprawom
narodów Bliskiego i Dalekiego Wschodu, natomiast bolszewizmowi i ZSRR
poświęcano tam o wiele mniej uwagi62.

Tygodnik „Biuletyn Polsko-Ukraiński” powstał w okresie kryzysu ruchu prometejskiego w II Rzeczypospolitej w ogóle, a zwłaszcza – „sprawy ukraińskiej”. Miał miejsce spadek aktywności w ruchu prometejskim, w dużej mierze spowodowany podpisaniem polsko-radzieckiego traktatu o nieagresji (1932). Jednocześnie rok wcześniej zamordowano Tadeusza Hołówkę, jednego z najbardziej wpływowych zwolenników porozumienia polsko-ukraińskiego. W takich warunkach powstała idea periodyku, który byłby platformą dla ruchu prometejskiego i dyskusji polsko-ukraińskiej. Ideę tę zaakceptowano na najwyższych szczeblach władzy, w szczególności przez Józefa Piłsudskiego, Leona Wasilewskiego i Walerego Sławka63. Na łamach tygodnika drukowało wielu działaczy emigracji ukraińskiej. Oni też byli najważniejszymi autorami naświetlającymi tematykę radziecką.

Tygodnik znajdował się pod nadzorem Ekspozytury II, Oddziału II Głównego Sztabu Wojska Polskiego II RP (tzw. „dwójki”). Bynajmniej nie całe kierownictwo „dwójki” przychylnie odnosiło się do czasopisma. Redakcja starała się nie afi szować swoich kontaktów z władzą; z czasem siedzibę redakcji przeniesiono poza gmach Instytutu Wschodniego64. Pierwsze problemy rozpoczęły się już jednak od samego początku. Aż do zamknięcia tygodnika w 1938 r., oskarżano go o ukrainofilstwo i działanie wbrew racji stanu65.

Po likwidacji „Biuletynu Polsko-Ukraińskiego” Bączkowski rozpoczął wydawanie miesięcznika „Problemy Europy Wschodniej”, który był w dużo mniejszym stopniu poświęcony tematyce ukraińskiej i radzieckiej, chociaż każdy zeszyt pisma miał rubrykę poświęconą ZSRR i generalnie prezentował sprawę prometejską. Autorzy przeważnie podejmowali tematy związane z polityką i gospodarką krajów Europy Środkowej i Wschodniej.

Na początku lat 30. rozpoczęła się aktywna dyskusja o reformowaniu ruchu prometejskiego. Inicjatorami byli przedstawiciele młodzieży prometejskiej, Włodzimierz Bączkowski i Władysław Pelc. Młodzi działacze dążyli do aktywizacji ruchu, w szczególności do rozszerzenia obszaru działania i dołączania doń przedstawicieli narodów, które nie miały tradycji państwowych66. Oprócz tego, niepokoiła ich pewna nieokreśloność i nadmierna ostrożność oficjalnej polskiej polityki zagranicznej. Według nich Polska mogła utracić swe atuty wynikające z funkcjonowania u nas ruchu prometejskiego, gdyż w drugiej połowie lat 30. również inne kraje, w szczególności Niemcy, Japonia i Włochy, zaczęły nawiązywać kontakty z przedstawicielami kół emigracyjnych narodów b. Imperium Rosyjskiego67.

Innym zjawiskiem, w którym odzwierciedlenie znalazła zmiana pokoleń w ruchu prometejskim stały się transformacje ideologiczne. O ile starsze pokolenie prometeistów, zarówno w Polsce jak i w kołach emigracyjnych ukształtowało się w dużym stopniu z kręgu przedstawicieli partii i ruchów socjalistycznych, to młode pokolenie lat 30. skłaniało się bardziej do idei narodowych (nacjonalistycznych). Polski badacz prometeizmu, Paweł Libera uważa, że taki ideologiczny „dryf” młodych prometeistów widać na przykładzie innego redagowanego przez Bączkowskiego czasopisma „Myśl Polska”. Redaktor w pierwszym numerze pisma zaznaczał, że celem dwutygodnika, oprócz popularyzacji idei prometejskich, było „propagowanie niezależnej młodej opinii piłsudczyków, określonej w kategoriach konstruktywnego nacjonalizmu”68. Na łamach czasopisma dosyć dużo uwagi poświęcono praktyce zwalczania komunizmu na terytorium narodowo-socjalistycznych Niemiec i faszystowskich Włoch69.

Niemniej jednak, główny cel prometeizmu pozostawał niezmienny: „Rozwiązanie kwestii bezpieczeństwa Polski na wschodzie i wzmocnienia jej stanowiska w stosunku do zachodu leży w rozkładzie Rosji na jej pierwotne elementy składowe, tj. w wyzwoleniu poszczególnych narodów ujarzmionych w ciągu wieków przez Rosję. Rosja zepchnięta do swych historycznych granic nie przedstawiałaby już dla nas naprawdę groźnego przeciwnika”70.

Podstawową zatem tezą wymienionych wyżej czasopism była odrębność Rosji od nierosyjskich terytoriów pozostających w granicach Związku Radzieckiego. Prometeiści uznawali bolszewicką władzę poza obszarem Rosji właściwej za okupacyjną.

Ponieważ autorzy tygodnika „Biuletyn Polsko-Ukraiński” koncentrowali swoją uwagę na tematyce ukraińskiej, absolutna większość opisanej na łamach czasopisma polityki ZSRR dotyczy Radzieckiej Ukrainy.

Uzasadniając wspomnianą odrębność autorzy używali kilku podstawowych argumentów. Przede wszystkim różnicę między „Moskowią” a Ukrainą upatrywano na poziomie cywilizacyjnym. W jednym z artykułów redakcja krytykuje czasopismo ekonomiczne „Rosja Sowiecka” za to, że jego autorzy nie dostrzegali różnicy w tradycjach gospodarczych ukraińskich i rosyjskich ziem. Przeprowadzano „linję demarkacyjną między okręgami, gdzie od wieków działało prawo rzymskie, a okręgami, gdzie od wieków istniał komunizm organiczny”71. Ponadto bolszewizmowi odmawiano miana cywilizacji: „nieustająca walka kolektywizmu z instynktem własności cywilizowanych narodów uciemiężonych przez Moskwę”72. Młodzież prometejska przestrzegała nawet przed żywieniem nadziei na pewne procesy ewolucyjne: „Toteż wielkim błędem byłoby mniemanie, że w obrębie sfery, zwanej Rosja czy ZSSR, mogą mieć miejsce jakiekolwiek bądź procesy ewolucyjne, kiedy to Moskwa się uspokoi, zeuropeizuje, stanie się państwem comme il fault itp»73.

Radzieckiej Rosji przeciwstawiano Europę, jako że, wedle jednego z najaktywniejszych publicystów „Biuletynu Polsko-Ukraińskiego”, byłego dyplomaty URL Mykoły Trockiego, „rozwoju imperjalizmu moskiewskiego i normalnego rozwoju Europy pogodzić nie można”74. Oprócz tego Trocki uważał, że bolszewizm różnił się od angielskiego parlamentaryzmu i włoskiego faszyzmu tym, że „wychodził za granice swojej ojczyzny”75. Teza wydaje się mocno dyskusyjna, zwłaszcza że została wygłoszona podczas wojny włoskoetiopskiej (1935-1936).

Koncepcja podziału cywilizacyjnego została szerzej rozwinięta na łamach innego pisma Instytutu Wschodniego – „Myśl Polska”. Oprócz tradycyjnej retoryki – o silnie zakorzenionym zaborczym charakterze Moskwy, który odziedziczyła po „dawnym imperium Czingiz-Chanów”76, publikowano sporo tekstów, autorzy których szukali przyczyn tego czy innego zjawiska właśnie w „swoistej rosyjskiej psychice”. W odróżnieniu od wczesnego prometeizmu w latach 20., młodzi działacze Instytutu Wschodniego, a przede wszystkim Włodzimierz Bączkowski, posługiwali się bardziej złożonym aparatem pojęciowym, który pozwalał wyjaśniać zarówno poszczególne, konkretne wydarzenia, jak i pewne głębsze procesy w ZSRR.

Przykładem są publikacje, obszernie prezentujące procesy sądowe drugiej połowy lat 30., gdzie na ławie oskarżonych często obok siebie znajdowali się działacze o różnych poglądach ideologicznych. Wyjaśniano to „naturalnym” dla Wschodu i bardzo charakterystycznym dla Rosji stałym połączeniem rzeczy nie do połączenia77. „Stąd śmierć Gamarnika i procesy trockistowskie, stąd też skazanie na śmierć i nacjonalizujących wyższych wojskowych na czele z Tuchaczewskim. Utrzymanie równowagi pomiędzy biegunami nacjonalizmu i komuno – internacjonalizmu stanowi właśnie generalną linię Stalina”78 – pisał Bączkowski.

Zresztą nie tylko politykę Stalina, ale i jego osobowość wywodzono ze specyficznej tradycji rosyjskiej, ponieważ Stalin „urodził się bolszewikiem”79. Co więcej, zdaniem autorów, Lenin ledwie rozpoczął odradzanie rozbitego przez rewolucję Imperium Rosyjskiego, a Stalin już go prześcignął – „Jeżeli w Ulianowie-Leninie najcenniejszy był element wyraźnego „mongolizmu”, to w Stalinie mamy jaskrawe cechy zbizantyzowanego „turpizmu”, czyli właściwość jeszcze bardziej nadającą się do kierowania państwowością rosyjską”80.

Autorzy oprócz tego sądzili, że i sam bolszewizm to zjawisko głęboko zakorzenione, specyficznie rosyjskie. Na stronach dwutygodnika swoje odbicie znalazły poglądy wileńskiego historyka i filozofa Bogumiła Jasinowskiego, który uważał bolszewizm za zaiste rosyjskie zjawisko. Wywodził jego korzenie od pierwszych wieków naszej ery, od „gnostyczno-manichejskiego nihilizmu”, a samą rewolucję październikową nazywał, w pewnej mierze „zakrętem historycznym niezgodnym z naturą”81. W jednej z licznych publikacji, krytykujących stanowisko narodowych demokratów, propagujących zbliżenie z ZSRR82, jeden z autorów stwierdzał, że Rosja zawsze była bolszewicka – „„Bolszewizmu” nie można oddzielić od „Rosji”: „bolszewizm” – że użyjemy ulubionego określenia pp. Litwinowów – jest „niepodzielny””83.

Bolszewizm jawił się jako kolejna forma „imperializmu rosyjskiego”. Wedle słów byłego ministra rolnictwa w rządach URL Mykoły Kowalewskiego, kulturalny i polityczny związek między „wczorajszą” a „dzisiejszą Rosją” był wprost zadziwiający84. Publicysta przekonywał, że miejsce prawosławia, jako ideologii wyzwolenia narodów słowiańskich spod jarzma tureckiego, zajęła idea wyzwolenia chłopów i robotników w świecie kapitalistycznym, a kult Stalina przypominał absolutystyczną osnowę władzy cara85. Przedstawiając współczesną rusyfikację, autorzy uciekali się do historycznych porównań z polityką carską – „Słynne te słowa (mowa o „niema, nie było i nie będzie” – J.S.) z niemniej słynnego ukazu 1863 r. ministra Wałujewa pozostają uniwersalną formułą stosunku każdej Rosji do narodu ukraińskiego, nie tylko w dziedzinie językowej”86.

Częściej jednak autorzy wskazywali na ciągłość między Rosją Radziecką a Imperium Rosyjskim, opisując powrót przedrewolucyjnych praktyk do życia radzieckiego. Prometeiści zwracali uwagę na wprowadzenie „porządku starego reżimu” w edukacji, który wyparł innowacje wprowadzone przez Lunaczarskiego87, rehabilitację koncepcji historycznych Sołowjowa o „zbieraniu ziem ruskich”88, obchodów rocznic Puszkina i Łomonosowa89, jak też 230. rocznicy bitwy pod Połtawą90, transformacji patriotyzmu radzieckiego w „moskiewski” 91, jak też na inne przejawy praktyk znanych z czasów carskich.

Zdaniem Bączkowskiego, przyczyn takiej polityki należało szukać w „narodzie rosyjskim”: „To połączenie nacjonalizmu z polityką internacjonalnego bolszewizmu w pewnym względzie stanowi najoryginalniejszą cechę charakteru narodu rosyjskiego, który nigdy Rosji prawdziwie nie kochał, ale zawsze o rozszerzenie jej granic dbał, który wszystko, co poza Rosją spotykał, umiał wychwalać, ale wszystkiemu usiłował narzucić rosyjską treść i formę, który propagując internacjonalizm najlepiej rusyfikował, który rzucaniem maksymalistycznych zagadnień życia i śmierci, Boga i świata, jak gdyby usypiał czujność obcą i u zaczarowanych przepastną duszą rosyjską zabierał ich własną duszę”92. Powyższy cytat jest dobitnym przykładem tego, jak cechy przypisywane „państwu rosyjskiemu” rozprzestrzeniały się na naród rosyjski. Jednocześnie sam naród rosyjski jawi się jako źródło polityki bolszewickiej.

Oprócz tego, często podkreślano pierwszeństwo narodu rosyjskiego w propagandzie radzieckiej: „W obliczu deklaracji głoszącej o wielkości narodu rosyjskiego, który zaniósł pochodnie rewolucji proletariackiej innym bardziej zacofanym narodom – musiały upaść resztki nadziei utrzymania jakiej takiej odrębności”93. Okupacyjny charakter władzy bolszewickiej podsycała imperialna retoryka. Przykładowo, na łamach „Biuletynu” można było przeczytać o „radzieckim gubernatorze kijowskim, namiestniku Stalina na Wschodniej Ukrainie Postyszewie”94.

Ponieważ autorów „Biuletynu Polsko-Ukraińskiego” najbardziej interesowała polityka narodowościowa władzy radzieckiej, na łamach czasopisma szeroko pisano o procesach rusyfikacji zarówno w życiu kulturalnym, jak i politycznym, a także o ekonomicznej zależności USRR od „Moskwy”, terrorze i głodzie na ziemiach ukraińskich. Oddzielnym i dosyć często omawianym tematem była stalinowska konstytucja (1936). Publicyści „Biuletynu Polsko-Ukraińskiego” potępiali, rozpowszechnione w prasie zachodniej, wychwalanie jej demokratyczności, wskazując na ograniczony zakres praw i uprawnień USRR w zapisach tej konstytucji95. Oprócz tego szeroko omawiano wybory do Rady Najwyższej ZSRR (1937). Autorzy krytykowali brak zgodności wybranego do niej składu ze strukturą narodowościową Związku Radzieckiego, a także to, że radziecka propaganda nie podaje prawdziwych danych, ukrywając je za statystyką pochodzenia społecznego deputowanych96.

Koncentrując swoją uwagę na polityce narodowościowej, autorzy dosyć często rozpatrywali te czy inne zjawiska tylko w tych kategoriach. Charakterystycznym przykładem tego może być sposób, w jaki przedstawiano terror w ZSRR. W artykule pod tytułem Kryzys systemu moskiewskiego terroru wspomniany już Mykoła Trocki określił terror radziecki jako jedynie możliwą formę koegzystencji Moskwy z podbitymi narodami, widząc jego przejawy tylko i wyłącznie w płaszczyźnie narodowej97. Ponadto w kategoriach narodowych ukazywano nawet efektywność tego terroru: „Stalinizm, który może lawirować w rosyjskim życiu politycznym i torować sobie drogę w Moskwie, zwalczając… moskiewskie ugrupowania opozycyjne, nie jest w stanie zdobyć pola walki na terenie Ukrainy – bo tam w Moskwie rządząca grupa Stalina rozprawia się z zanarchizowanymi elementami opozycyjnymi, które korzeniami swymi tkwią, jak i stalinizm, w nihilizmie. Na Ukrainie natomiast najbardziej niebezpiecznym wrogiem stalinizmu jest konstruktywna psychika narodu ukraińskiego z jego pozytywnymi hasłami wyzwolenia”98.

Lejtmotywem wszystkich publikacji na stronach „Biuletynu Polsko-Ukraińskiego” dotyczących tematyki radzieckiej była walka Ukraińców w USRR. Autorzy pragnęli przekonać swoich czytelników o znaczeniu „Wschodniej Ukrainy”, gdyż, według nich, tylko z jej pomocą można było osłabić „Rosję Radziecką”, oddzieliwszy USRR oraz inne nierosyjskie republiki od ZSRR. Publicyści stwierdzali, że stałe przypominanie o ukraińskim nacjonalistycznym zagrożeniu w wystąpieniach kierownictwa partyjnego, a także czystka w sferze polityki i kultury świadczą o istnieniu oporu99.

Kolejnym zjawiskiem, które dawało autorom podstawy do przypominania o nieustannej walce były procesy narodowotwórcze. W 1935 r. Mykoła Kowałewski odnotował pojawienie się młodych autorów ukraińskich, których prace „przesiąknięte… ideą nie tylko obrony samodzielności Ukrainy, lecz, i to jest najciekawsze, całkiem nową koncepcją imperjalizmu ukraińskiego, zmierzającego do ofensywy na wszystkich polach: w kulturze, w gospodarce i polityce” 100. Obok polityki rusyfikacji, terroru i wyzysku ekonomicznego autorzy regularnie pisali o walce narodowej Ukraińców. W 1938 r. Kowałewski wysunął śmiałe twierdzenie o postępie ukraińskiego narodu pod wpływem kolektywizacji i industrializacji: „Ciężar zagadnienia narodowościowego na Ukrainie przesunął się z okręgów wiejskich, biernych i konserwatywnych, do miast. Na arenę wydarzeń wychodzą nowe siły społeczne, ruchliwe, bardziej zdolne do sformowania swej roli. W tym tkwi najgłębsze znaczenie dokonywających się na Ukrainie zmian w zakresie stosunków narodowościowych”101. Zresztą Tadeusz Hołówko, jeden z ideologów prometeizmu, jeszcze na początku lat 20. pisał, że polityka korienizacji w perspektywie doprowadzi do tendencji odśrodkowych w ZSRR.

Charakterystyczne, że w nowym czasopiśmie – „Problemy Europy Wschodniej” – ten akcent znikł. Zapewne związane to było z samą zmianą tematyki. Nowopowstałe czasopismo było w mniejszej mierze poświęcone wydarzeniom w ZSRR, a w szczególności Ukrainie. W każdym jednak numerze pojawiał się dział poświęcony wydarzeniom z radzieckiego życia politycznego, gospodarczego i kulturalnego. Tradycyjnemu już tematowi odnowienia praktyk imperialnych towarzyszyły nasycone danymi statystycznymi przeglądy wykonania planu gospodarczego w różnych dziedzinach. Oprócz tego, we wszystkich dziewięciu numerach, które zdążyły się ukazać przed II wojną światową, sporo uwagi poświęcono spisowi powszechnemu ludności, przeprowadzonemu na początku 1939 r. Mimo że autorzy byli świadomi dążenia radzieckiego kierownictwa do ukrycia spadku liczebności ludności wskutek głodu i represji, proponowali własną analizę, bazując jednak na oficjalnych wskaźnikach102. Ponadto, jeden ze stałych autorów pism prometejskich, były sotnik Armii URL Jan Lipowecki doszedł do nieoczekiwanych wniosków w kwestii małego przyrostu ludności USRR. Lipowecki, w ślad za prasą radziecką, upatrywał przyczyn tego zjawiska w przesiedleniu ukraińskich chłopów do nowostworzonych regionów przemysłowych na Uralu, natomiast w całości pominął czynnik represji i głodu103.

Młodzi prometeiści wzywali państwa europejskie do zjednoczenia się wokół „walki z Moskwą”. Warunkiem niezbędnym tej walki było uczynienie sztandaru z „idei własnego narodu” dla przeciwdziałania polityce Kominternu i wniesienia do porządku dziennego problemu „podbitych przez Moskwę” narodów104 – w pierwszej kolejności problemu ukraińskiego. Pod koniec lat 30. na łamach czasopism Instytutu Wschodniego aktywnie omawiano możliwe sojusze. W opinii autorów najlepszym wariantem był sojusz Polski, Niemiec i „wyzwolonej” Ukrainy przeciwko Rosji. Taki układ sił przeciwstawiał się poglądom endecji, która wolała mieć „silną Rosję”, aniżeli „nieprzewidywalną, niezależną Ukrainę”105. Jednocześnie miało miejsce zapożyczenie niektórych poglądów od narodowych demokratów, a mianowicie: bolszewickie zagrożenie pod koniec lat 30. zaczęto kojarzyć z Żydami: „Kolportują go (komunizm – J.S.) Żydzi i emisariusze Międzynarodówki”106. Właśnie dlatego, wedle autorów, Żydom też należy się przeciwstawić: „Szematyzując nasze wywody, przyjmujemy zasadę współdziałania walczącego z żydowstwem i Moskwą narodu polskiego w sojusze z Niemcami i Ukraińcami”107.

Sama Polska ukazywana była jako najważniejszy bastion europejskiego „wału obronnego, który się ciągnie od Bałtyku do Morza Czarnego”108, przecież „dzięki swym ukraińskiej i białoruskiej mniejszościom narodowym może przynieść przeciwnatarcie Moskwie na najbardziej niebezpieczny dla Z.S.S.R teren walki narodów uciemiężonych z Moskwą”109.

Spośród trzech periodyków Instytutu Wschodniego idea Polski jako bastionu Europy, sięgająca swymi korzeniami do okresu przednowożytnego, do idei „Antemurale Christianitatis”, najczęściej pojawia się właśnie na łamach „Myśli Polskiej”. Ulubioną figurą retoryczną autorów jest odwoływanie się do doświadczenia wojny radziecko-polskiej 1920 r.: „Więc głos Armii Polskiej waży się nie tylko na szali naszych własnych państwowych interesów, lecz na szali interesów całej Europy – jak zaważył w 1920 roku”110.

Prometeiści nie ograniczali się jednak do ostatniej „wojny polsko-rosyjskiej”. Zainteresowaniu genezą „bolszewizmu” towarzyszyły odwołania do doświadczeń historycznych piętnastu wojen od XVI do XVIII wieku i „stałej antypolskiej działalności Moskwy”111. Charakterystyczne, że autorzy narzekają na ignorancję Polaków, jeśli chodzi o własną historię. Zdaniem Bączkowskiego, właśnie w historii kryje się prawidłowy kierunek geopolitycznego rozwoju Polski: „Olbrzymia część społeczeństwa polskiego nie rozumie idei Polski – Przedmurza. Nie wie, co to jest myśl prometejska, wyrosła z idei Przedmurza. Do 90% Polaków odnoszą się te słowa J. Piłsudskiego: „Kto nie szanuje swej przeszłości… nie ma prawa do przyszłości””112.

Czasopisma Instytutu Wschodniego wydawało młode pokolenie prometeistów. Na ich łamach pojawiały się zarówno tradycyjne dla prometeizmu lat 20. tezy, jak i pewne innowacje. Tradycyjnie podkreślano zaborczy charakter Rosji, wywodzący się z tradycji azjatyckich. Dla prometeistów ważne było uwypuklenie cywilizacyjnej odrębności Rosji, z jednej strony, z drugiej zaś „podbitych przez nią narodów”. Taki akcent z kolei determinował szczególną optykę analizy tych czy innych procesów. Jednocześnie aparat pojęciowy koncepcji dziedziczności między Imperium Rosyjskim i ZSRR, ukształtowany w latach 20., młode pokolenie wykorzystywało dla ukazania zakorzenienia bolszewizmu i jego przejawów (w tym też postaci Stalina) w „rosyjskiej psychice”. Ta ostatnia z kolei miała objaśniać paradoks połączenia „nacjonalizmu” i „internacjonalnego bolszewizmu”. Tak więc, o ile starsze pokolenie prometeistów podkreślało przejawy imperializmu w rzeczywistości radzieckiej, młodsze pokolenie, wręcz przeciwnie – bolszewizm dostrzegała jeszcze w czasach przedrewolucyjnych a nawet wcześniej. Oprócz tego miało miejsce zapożyczenie poglądów narodowych demokratów. Wschodni bastion Europy powinien przeciwstawiać się nie tylko Rosji, ale i Żydom, których pod koniec lat 30. autorzy zaczęli kojarzyć z bolszewizmem.

„Bunt Młodych – Polityka”: obraz ZSRR na łamach pisma młodej inteligencji
Historia czasopisma „Bunt Młodych” bierze swój początek z młodzieżowej akademickiej organizacji neokonserwatystów „Myśl Mocarstwowa”. Początkowo, w lutym 1927 r., w gazecie „Dzień Polski” zaczął wychodzić dodatek „Kronika Akademicka”113, którego celem było informowanie o działalności organizacji. W maju 1931 r. na czele redakcji, wówczas już samodzielnego pisma, stanął Jerzy Giedroyc. Pół roku później nazwę pisma zmieniono na „Bunt Młodych”, a zeszyty zaczęły ukazywać się ze stałą częstotliwością – co dwa tygodnie114. W 1937 r. nazwa zmieniła się po raz kolejny na „Polityka”, pod którą pismo ukazywało się aż do początku II wojny światowej.

Zgodnie ze wspomnieniami Giedroycia, zaprzestając działalności w „Myśli Mocarstwowej”, „zabrał” ze sobą czasopismo, nazwane potem „Bunt Młodych” 115. Badacz Rafał Habielski zaznacza, że w 1932 r. czasopismo całkowicie zmieniło swe oblicze i skupiło się na różnych aspektach polityki wewnętrznej i zagranicznej Polski116.

Mimo że czasopismo wyszło z łona organizacji neokonserwatywnej, wśród jego autorów jedynie Adolf Bocheński otwarcie powoływał się na krakowską tradycję konserwatywną117. Na łamach czasopisma niekiedy pojawiały się oświadczenia, w których krytykowano próby zaliczenia pisma do periodyków konserwatywnych. Pod koniec lat 30. zaczęto nawet wprost krytykować program konserwatystów. Przykładem tego jest artykuł zatytułowany Konserwatyści i my, w którym zarzucano zjazdowi konserwatystów, odbywającemu się w Warszawie w grudniu 1937 r., brak konkretnego programu czy nawet ideologii118. „Nigdy od samego początku naszej działalności – pisano – nie czuliśmy przy sobie żadnej grupy politycznej generacji przedwojennych… Bo też program nasz jest programem logicznie wysnutym z rzeczywistości obecnej” 119– takie pragnienie oddzielenia się od starszego pokolenia niekoniecznie oznaczało brak jakichkolwiek asocjacji ideologicznych. Było to raczej przejawem dążenia do bardziej aktywnej, aniżeli proponowało to „starsze pokolenie”, działalności. Oprócz tego sam konserwatyzm był ruchem niejednorodnym i dzielił się na co najmniej trzy szkoły.

Nie mniej skomplikowane były związki pisma z obozem sanacji. Z jednej strony, uznawano autorytet Marszałka i aprobowano jego politykę. Dla przykładu, Konstytucję Kwietniową oceniano przychylnie. Z drugiej strony, krytykowano pewne działania władzy, w szczególności stworzenie obozu koncentracyjnego w Berezie Kartuskiej czy przyjęcie nowego ustawodawstwa wyborczego120. Wydaje się, że głównym czynnikiem wyjaśniającym pewną opozycyjność piłsudczykowskiego pisma jest różnorodność samego obozu sanacji. Przykładowo, „Bunt Młodych” i osobiście Giedroyc przychylnie odnosili się do tak zwanej „grupy pułkowników”, na czele z Walerym Sławkiem (którego Marszałek widział w miejscu prezydenta Mościckiego), lecz jednocześnie młodzi publicyści mieli nie najlepsze stosunki z premierem Marianem Zyndram-Kościałkowskim121. Sporo artykułów ocenzurowano, a agencja dystrybucji „Ruch” w latach 1935-1937 odmówiła rozpowszechniania pisma. Jednocześnie nie przeszkodziło to Adolfowi Bocheńskemu przedstawiać Jerzego Giedroycia w 1935 r., jako „zanadto sanacyjną postać”122. Sam Bocheński nieraz publikował w piłsudczykowskim czasopiśmie „Droga”123. Rafał Habielski uważa, że w latach 1938-1939 czasopismo zaczęło unikać nadmiernych konfliktów z cenzurą i coraz bardziej skłonne było do ideologicznego zbliżenia z rządem generała Felicjana Składkowskiego124.

Tak samo niejednoznaczna była reakcja autorów „Buntu Młodych” na politykę zagraniczną Polski. Z jednej strony, charakterystyczne było całkowite przyjęcie podstawowej tezy Piłsudskiego o potrzebie rozbicia ZSRR na kilka państw, z drugiej strony – negatywnie postrzegano politykę zachowania równowagi wobec Niemiec i ZSRR prowadzoną przez ministra Józefa Becka125.

Środowisko „Buntu Młodych” wyraźnie przejawiało stanowisko antyradzieckie i oceniało ZSRR jako niewątpliwe zagrożenie dla Polski. Jeszcze w czasie utrzymywania związków z „Myślą Mocarstwową”, autorzy doradzali młodzieży uważnie przyglądać się wydarzeniom w ZSRR, „pierwsze bowiem uderzenie będzie skierowane na nas (Polskę – J.S.)”126.

Dlatego też logiczną wydaje się konsekwentna negatywna reakcja na „sowietofilstwo”, które upowszechniło się w społeczeństwie polskim w związku z ociepleniem w stosunkach polsko-radzieckich, po podpisaniu traktatu o nieagresji (1932). Charakterystycznym przykładem mogą być artykuły Jerzego Niezbrzyckiego (pisane pod pseudonimem Ryszard Wraga), oficera kontrwywiadu, który stał na czele kierunku wschodniego Oddziału II Sztabu Głównego i pewien czas kierował placówką polskiego kontrwywiadu w Kijowie. To on poddał druzgocącej krytyce „ugodowe” artykuły korespondenta „Gazety Polskiej” w Moskwie Jana Bersona, za to, że ten, „nie wysuwając nosa za granice Metropolu”, pisał o obronnym charakterze zbrojenia ZSRR127. Berson przekonywał, że Związek Radziecki nie stanowił zagrożenia dla Polski. Natomiast Niezbrzycki w swoich artykułach dokładnie przeanalizował stan uzbrojenia ZSRR i wysunął kilka argumentów na potwierdzenie tez o jego ofensywnym charakterze:
• nakłady na wojsko w ZSRR są największe w świecie. Tego można nie dostrzegać, jeśli brać za podstawę obliczeń cenę radzieckiego rubla na giełdzie francuskiej, jednak, jeśli wziąć pod uwagę, że rubel „bazuje na bezprecedensowym wyzysku pracownika i chłopa”, to stanie się jasne, na ile prezentowane przez radzieckich delegatów w Lidze Narodów dane są niedocenione128;
• oficjalne dane co do liczebności wojska radzieckiego są fikcyjne. Niezbrzycki był przekonany, że siły zbrojne ZSRR naprawdę liczyły 2 mln. osób, a w rezerwie było 15,5 mln. osób129;
• przemówienia radzieckiego kierownictwa świadczą o specyficznym rozumieniu terminu „obrona”, które nie ma nic wspólnego z obroną, a oznacza raczej „zbrojną ofensywę imperjalizmu moskiewskiego”130. Radziecka propaganda zaczęła popularyzować „ultranacjonalistyczne postacie bohaterów”, jak na przykład obraz Mykoły Szczorsa, który, zdaniem Niezbrzyckiego, był nowym Kuźmą Kriuczkowem131.

Dosyć częstym argumentem przeciw „sowietofilstwu” była powszechność antypolskiej radzieckiej propagandy. Temu tematowi Niezbrzycki poświęcił artykuł zatytułowany Dwugłowy orzeł w leninowskim kąciku. Wywiadowca podkreślał, że pomimo paktu o nieagresji, antypolska retoryka nie znikła z łam radzieckiej prasy i literatury132.

Jawna niechęć autorów do „Bolszewii” przejawiała się przede wszystkim w apelowaniu do wartości moralnych, co doskonale ilustrują słowa Aleksandra Bocheńskiego: „Za brak sprawiedliwości, za samowolę, za nieludskość zwalczamy Bolszewiję. Za to Szwajcarja odwraca się z pogardą od Ligi Narodów, gdzie ma zasiąść Litwinow”133. Autorzy potępiali „sowietofilstwo”, które według nich upowszechniło się w Polsce: „Po okresie opisywania przez prasę polską „wołających o pomstę do nieba zbrodni” sowieckich czrezwyczajek… przeszliśmy bezpośrednio do niemego zachwytu nad sukcesami „piatiletki” i nad wszystkiem, co się w Rosji buduje i dzieje”134.

Co więcej obraz radzieckiej rzeczywistości stał się dla autorów sposobem krytykowania pewnych zjawisk w życiu samej Polski. Przykładowo zabójstwo Sergieja Kirowa posłużyło Jerzemu Giedroyciowi i Aleksandrowi Bocheńskiemu za pretekst do zdemaskowania „choroby” polskiego społeczeństwa. Bocheński twierdził mianowicie, że podobnie do tego jak zabójstwo Kirowa w 1934 r. pozwoliło radzieckiemu kierownictwu usunąć dwie opozycyjne grupy, tak samo morderstwo Bronisława Pierackiego zostało wykorzystane przez sanację dla rozprawienia się z endecją i ukraińskimi nacjonalistami135. Cenzura ingerowała, przerywając artykuł na słowach: „Społeczeństwo nie powinno przy okazji mordu załatwiać rozmaite porachunki, bo wtedy łatwo może się zdarzyć, że zamgli się oczywistość tego dla kogo to mord był stratą, a dla kogo zyskiem”136. Giedroyc poszedł jeszcze dalej i oskarżył polską inteligencję o milczącą bezczynność. Redaktor zwrócił uwagę nie na samo morderstwo, a na list radzieckiej inteligencji do kierownictwa ZSRR z prośbą by najszybciej ukarać winnych: „Ci, którzy są przedstawicielami sil twórczych społeczeństwa. Ci mieli prawo i obowiązek prosić jedynie o laskę, a nie o represję”137. Zdaniem Giedroyca polska inteligencja w tej sytuacji powinna nie milczeć, a wypowiedzieć swój protest przeciw takim działaniom radzieckich „towarzyszy po cechu”.

Często podobne moralizatorstwo podsycano porównaniami historycznymi: „Niech sądownictwo idzie ręka w rękę z administracją – wołał Aleksander II w Warszawie, i hasło to nie było najmniejszym źródłem bolszewizmu. Niech sądownictwo idzie ręka w rękę z administracją – mówi Polska współczesna, i dewiza ta nie może skończyć się inaczej jak upadkiem wszelkiego do administracji i sądownictwa zaufania”138. Generalnie historyczne paralele stały się na łamach „Buntu Młodych” powszechnym chwytem retorycznym, podobnie jak na stronach czasopisma „Droga”. Widziano w tym „odwieczne” pragnienie „Rosji” do podboju nowych ziem, przede wszystkim zaś Polski.

W środowisku „Buntu Młodych” pogląd ten ulegał jednak transformacji. Do połowy lat 30. takie porównania wykorzystywano raczej po to by pokazać, że bolszewicy są bardziej niebezpieczni od rosyjskiego nacjonalizmu czasów Imperium, co w pewnej mierze podważało tezę o „czerwonym caracie”: „Bolszewija to nie fenomen nacjonalistyczny. Bolszewicy rosyjscy nie marzą, jak Rosjanie caratu o panowaniu nad Wilnem, Lwówem, czy Warszawą. Bolszewicy, to ruch religijno-mistyczny, którego celem: podbój całego świata… Sprzymierzeńcami Sowietów nie są wszyscy rosjanie. Sprzymierzeńcami Sowietów są wszyscy – jakże liczni! – jawni i ukryci komuniści wszystkich narodowości”139.

Natomiast od połowy lat 30. zaczyna przeważać przeświadczenie o ciągłości tradycji między Imperium Rosyjskim a ZSRR, czy słowianofilami a Kominternem: „Nie potrzeba wielkiego wysiłku fantazji, by we współczesnej świadomości klasowej komunistów rosyjskich rozpoznać dalszy ciąg zasady znanej już nam jako „Sobornoje naczało”, by w mesjanizmie III Międzynarodówki rozpoznać starą myśl o posłannictwie Moskwy, jako III Rzymu, by wreszcie w ideologji państwa bolszewickiego… dostrzec współczesną formę głoryfikowanej przez sławianofi łów zasady bezstanowości i ponadstanowości narodu rosyjskiego”140. Wydaje się jednak, że środowisko „Buntu Młodych” dochodziło do takich wniosków w inny sposób, aniżeli w „klasycznym” prometeizmie. Analizując politykę radziecką, autorzy czasopisma wskazywali na prymat racji stanu nad ideologią. Dlatego też
najprawdopodobniej wykorzystywanie przez propagandę radziecką praktyki imperialnej w latach 30. było przyczyną podobnej retoryki na łamach „Buntu Młodych”. Sami autorzy podkreślali „powrót patriotyzmu” jako siły napędowej dla realizacji radzieckiej polityki gospodarczej: „W praktyce jednak wykonanie programu (uprzemysłowienia – J.S.) w tym kierunku było oparte na bardzo głębokich i silnych tendecjach nacjonalistycznych, drzemiających zarówno w najszerszych masach, jak też partyjnych grupach, gdzie nacjonalizm ten miał tylko mniej lub więcej odbarwiony międzynarodowo-socjalistyczny charakter państwowo-socjalistycznego podejścia do ZSRR jako ojczyzny rewolucyjnego proletariatu”141. Autorzy wskazywali też na różnicę między „Buntem Młodych” a środowiskiem prometejskim „Biuletynu Polsko-Ukraińskiego”, z którym „w pewnych kwestiach walczyli ramię w ramię”, jednak w „Buncie” dochodzono do wspólnych wniosków za pomocą „czystego racjonalizmu”, w przeciwieństwie do właściwego prometeistom romantyzmu142.

Charakterystyczna dla prometeistów tematyka nierzadko trafiała na łamy „Buntu Młodych”. Przykładem tego może być artykuł pt. Czy finis Ukrainae?, w którym autor zwraca uwagę na „wyzysk ekonomiczny”, głód i przesiedlenie Rosjan na terytorium USRR143. Redakcja, wtedy już „Polityki”, podkreślała też i to, że gotowa jest zająć miejsce „prometejskiego skrzydła”, które się zwolniło po likwidacji „Biuletynu Polsko-Ukraińskiego”144.

Prometeizm zespołu Giedroycia miał nieco inne podstawy, gdyż sięgał swymi korzeniami do geopolitycznej wizji Polski w Europie Wschodniej. Przeświadczenie o konieczności podziału ZSRR na kilka państw wyprowadzono z potrzeby wydobycia się z kleszczy Niemiec i ZSRR, stanowiących zagrożenie dla Polski. Największymi zwolennikami takiego poglądu byli Adolf Bocheński i Olgierd Górka, którzy twierdzili, że „podział Rosji na kilka państw, znacznie ją osłabi i jednocześnie niezbyt wzmocni zachodniego sąsiada”145. Bocheński poświęcił temu problemowi cykl artykułów oraz monografię Między Niemcami a Rosją (1937), gdzie konsekwentnie uzasadniał tezę o konieczności zbliżenia z Niemcami przeciw Związkowi Radzieckiemu. Publicysta był przekonany, że nowopowstałe państwa – Rosja, Ukraina i inne mające pojawić się po podziale ZSRR równoważyłyby się wzajemnie w regionie146 i byłyby zbyt zajęte licznymi konfliktami między sobą, by szkodzić polskiej polityce147. Ani Bocheński, ani inni autorzy nie wykluczali możliwości przyszłego francusko-polsko-rosyjskiego sojuszu w konflikcie z Niemcami i Ukrainą: „Jest rzeczą pewną, że jeżeli Rosja Sowiecka ulegnie gruntownemu rozkładowi, automatycznie wróci na porządek dzienny dziejów konstelacja roku 1917. Porozumienie Polsko – rosyjsko – francuskie przeciw Niemcom i Ukrainie”148.

Przemówienie Adolfa Hitlera w Reichstagu w kwietniu 1939 r. zmieniło układ sił w Europie i zmusiło publicystów „Buntu Młodych” do przewartościowania oceny sytuacji międzynarodowej. Bocheński zaczął pisać o dosyć wysokim prawdopodobieństwie sojuszu Niemiec i ZSRR, pomimo przeciwieństw ideologicznych. Sądził, że generalnie ZSRR znalazł się w korzystnej sytuacji149. Jego zdaniem, Związek Radziecki miał poważne podstawy do rozszerzenia swojego wpływu na Europę Wschodnią, podczas gdy nowopowstała antyniemiecka koalicja starała się powstrzymać późniejsze rozszerzenie Trzeciej Rzeszy150. Adolf Bocheński wątpił w radziecką inwazję na Polskę w razie wybuchu niemiecko-polskiej wojny, uprzedzał jednak o jej możliwości, gdyby taka wojna trwała dłużej151.

Ostatni numer „Buntu Młodych”, który ukazał się z datą 3 września 1939 r. (wydrukowany faktycznie 30 sierpnia), zawiera artykuł pod nazwą Zaskoczenie?, poświęcony podpisaniu radziecko-niemieckiego paktu. Autor oburzał się reakcją polskiego społeczeństwa twierdząc, że pakt nie mógł być niespodzianką, albowiem, jego zdaniem, Stalin cały ten czas prowadził politykę, mającą na celu skonfliktowanie krajów kapitalistycznych: „Zaskoczenia żadnego niema, jest tylko logiczna praca na tym, co jest stałym marzeniem Sowietów: wojna między państwami kapitalistycznymi, która pociągnie za sobą rewolucje wewnętrzne a z tych już Sowiety potrafi ą wyciągnąć korzyści”152.

Środowiska „Buntu Młodych” i czasopism „Droga” oraz „Biuletyn Polsko-Ukraiński” różniły się w poglądach dotyczących podstaw prometeizmu, różniła się też ich wizja roli Polski. Prometeiści konstruowali wizerunek Polski jako wschodniego bastionu Zachodu, któremu zagraża „azjatycki” ZSRR. Natomiast środowisko „Buntu Młodych” o wiele rzadziej skłaniało się do przypisywania Związkowi Radzieckiemu „azjatyckich” cech. Podobne chwyty retoryczne można znaleźć jedynie w kilku publikacjach początku lat 30. Publicyści „Buntu Młodych” krytycznie odnosili się do „zgniłego” Zachodu153 i liczyli na ponowny podział wpływów w Europie: „Wchodzimy ponownie w okres tworzenia się wielkich imperiów taki jaki Europa przeżywała w XVI w., w XVIII w., i w XIX w. Niemcy i Italia nie wzięły udziału w formowaniu się imperiów azyatyckich i afrykańskich XVIII i XIX w. Opóźnienie to odrabiają dziś. Polska nie ma żadnego powodu, aby zaliczać się do mocarstw konserwatywnych w polityce światowej”154. Przytoczony cytat nie powinien dziwić. Mimo że środowisko „Buntu Młodych” akceptowało pewne terytorialne zdobycze dla Polski (na przykład, aneksja Czechosłowacji, która wedle Adolfa Bocheńskiego była „drugim chorym organizmem Europy”155), młodym polskim „imperialistom” chodziło w pierwszej kolejności o uzyskanie przez Polskę kluczowych pozycji w Europie Środkowej i Wschodniej. Sam Związek Radziecki postrzegano raczej jako geopolitycznego gracza właśnie tego regionu i dlatego należało dążyć do jego osłabienia i unieszkodliwienia przez podział na kilka niezależnych państw.

Środowisko „Buntu Młodych” w ciągu całego okresu swojego istnienia było radykalnie antyradzieckie. Na nastroje autorów nie wpłynęło ocieplenie w stosunkach polsko-radzieckich po podpisaniu paktu o nieagresji (1932). Autorzy konsekwentnie krytykowali wszelkie przejawy „sowietofilstwa” w społeczeństwie polskim. Potępiając takie przejawy, nierzadko odwoływali się do pewnych wartości moralnych, patrząc na Związek Radziecki przez pryzmat pojęć „dobra i zła”. Podobnie jak prometeiści, zespół „Buntu Młodych” uważał, że ZSRR powinien zostać podzielony na kilka państw, co zagwarantuje wygrane stanowisko dla samej Polski. Jednak w odróżnieniu od prometeistów, młodym „imperialistom” chodziło o unieszkodliwienie niemiecko-radzieckich kleszczy i osłabienie ZSRR z pomocą Niemiec. Oprócz tego, tacy autorzy jak Adolf Bocheński przypuszczali, znowu w odróżnieniu od prometeistów, że „wyzwolona” Ukraina może zacząć działać przeciw Polsce.

Odmienność tych dwu środowisk polegała także na paralelach historycznych, do których uciekali się publicyści pisząc o ZSRR. Na łamach „Drogi”, „Biuletynu Polsko-Ukraińskiego” i „Myśli Polskiej” ukazywanie ciągłości i dziedziczności między Imperium Rosyjskim a ZSRR, oparte było na pewnych metafizycznych cechach „narodu rosyjskiego”, na jego autorytarności, „azjatyckości” czy odwiecznym dążeniu do podbojów. Natomiast publicyści „Buntu Młodych” częściej stosowali takie porównania, opisując w jaki sposób propaganda radziecka wracała do pewnych praktyk nacjonalistycznych w latach 30. Takie podejście młodych „imperialistów” zrodzone było ze skłonności do bardziej „racjonalnego”, ich zdaniem, postrzegania ZSRR, aniżeli w przypadku prometeistów.

Jak wynika z powyższego zestawienia, mimo generalnego podobieństwa, wizerunek ZSRR miał swoje odrębne, specyficzne cechy na łamach każdego z analizowanych czasopism.

W „Drodze” obraz Związku Radzieckiego przeżył pewną transformację. Początkowo przeważała retoryka prometejska. ZSRR postrzegano jako zagrożenie dla Polski. Autorzy starali się pokazać ciągłość między Imperium Rosyjskim a Związkiem Radzieckim, uciekając się do paraleli historycznych, których zadaniem było udowodnienie „odwiecznego zaborczego pragnienia Rosji”. Niekiedy cechy państwa przypisywano także jego ludności i „zaborczym” stawał się sam naród rosyjski. Podkreślano, że „Rosja” „okupowała” ziemie narodów nierosyjskich. Dlatego dużo uwagi poświęcano polityce narodowościowej, w szczególności „korenizacji”, a także ruchowi niepodległościowemu poszczególnych narodów. Podkreślano „azjatyckość” ZSRR, Polskę zaś przedstawiano jako wschodnie przedmurze Europy, którego misją była obrona Europy przed „najazdem bolszewickim”.

Od początku lat 30. zarówno perspektywa, jak i tematyka przedstawiana przez autorów „Drogi” uległa zmianie. Przeważać zaczęła analityka gospodarcza. Jednocześnie, na łamach czasopisma pojawiła się krytyka polityki radzieckiej ze strony lewicy, a w szczególności elementy retoryki trockistowskiej. Z czasem prometeizm przestał być dominującym poglądem autorów, a wizerunek Związku Radzieckiego zaczął nabierać więcej cech z analityki bieżącej sytuacji, aniżeli determinizmu historycznego.

Taka przemiana mogła być związana z początkiem działalności Instytutu Wschodniego w Warszawie, który stał się ważnym ośrodkiem prometeizmu. W jego ramach zjednoczyło się młode pokolenie prometeistów, wydających kilka czasopism: „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, „Problemy Europy Wschodniej” i „Myśl Polską”. Wizerunek ZSRR na ich łamach wskazuje na pewną różnicę między prometeizmem prezentowanym w miesięczniku „Droga” a tym z pozostałych trzech pism.

Po pierwsze, młodzi autorzy nie tak często sięgali po porównania historyczne dla wykazania ciągłości między Imperium Rosyjskim i ZSRR. Uwagę zwracano raczej na różne przejawy rosyjskiego nacjonalizmu w radzieckiej propagandzie. Po drugie, w związku ze specyfiką tygodnika „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, sporo uwagi poświęcano właśnie kwestii ukraińskiej. Akcentowano obecność stałego ukraińskiego oporu – ruchu narodowego w USRR. Po trzecie, młodzi prometeiści uważali, że Polska (jako wschodnie przedmurze Europy) musi walczyć przeciw „Rosji” wspólnie z Niemcami i Ukrainą. Po czwarte, o ile starsze pokolenie częściej podkreślało carskie reminiscencje w rzeczywistości radzieckiej, to już pokolenie młodsze, przeciwnie, bolszewizm projektowało na czasy przedrewolucyjne. Po piąte, dokonano zapożyczenia niektórych poglądów od narodowych demokratów. Pod koniec lat 30. zagrożenie bolszewickie zaczęto wiązać z Żydami.

Poglądów prezentowanych przez środowisko „Buntu Młodych”, a później „Polityki” nie można odnieść do stricte prometejskich. Pisząc o potrzebie podziału Rosji, autorzy odnosili się raczej do geopolitycznych potrzeb Polski. Oprócz tego, ich zdaniem „wyzwolona” Ukraina mogłaby skierować swe działania przeciwko Polsce. Młodzi neokonserwatyści nie ukrywali swojej niechęci do bolszewizmu i często wskazywali na powinowactwo między różnymi jego przejawami a pewnymi „chorobami” społeczeństwa polskiego. Zespół Giedroycia również o wiele rzadziej skłaniał się do przypisywania Związkowi Radzieckiemu cech „azjatyckich”, a sama Polska powinna była stać się przede wszystkim silnym graczem własnego regionu, a nie przedmurzem Europy.

Iegor Stadnyi – doktorant Wydziału Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego, absolwent Akademii Kijowsko-Mohylańskiej oraz Studium Europy Wschodniej UW, zajmuje się okresem dwudziestolecia międzywojennego, a w szczególności historią emigracji ukraińskiej w Polsce w tym okresie.

1 Pojęcie „obrazu ZSRR” w tym tekście oznacza wszystko, co związane było z bolszewizmem, Związkiem Radzieckim i było omawiane przez autorów analizowanych pism. Określenie „społeczno-polityczny” odzwierciedla tematykę oraz cel pism, którym była szczegółowa analiza wydarzeń z życia gospodarczego, politycznego oraz międzynarodowego dla wykształtowania pewnych wizji.

2 S. Starzyński, Stan gospodarczy Związku Sowieckiego, „Droga”, nr 3-4, 1926, s. 43-44.

3 D. Nałęcz, „Droga” jako platforma kształtowania się ideologii piłsudczykow, „Przegląd Historyczny, 1975, nr 4, s. 589-608.

4 Sama koncepcja „czerwonego caratu” najbardziej gruntownie przeanalizowana jest w siedmiotomowym dziele historyka Jana Kucharzewskiego Od białego do czerwonego caratu, opublikowanym w ciągu lat 1923-1935.

5 M. Uzdowski, Przyszłość Polski a jej „Polityka” wschodnia, „Droga”, 1923, nr 1, s. 15.

6 Idem, Zagadnienie naszych granic wschodnich II, „Droga”, 1922, nr 4, s. 18.

7 Zagranica. O polityce rosyjskiej, „Droga”, 1923, nr 2-3, s. 62.

8 Tarwid, Golgota Gruzji, „Droga”, 1924, nr 11-12, s. 33.

9 Testis, Nowa „Polityka” narodowościowa w Rosji Sowieckiej, „Droga”, 1924, nr 6-7, s. 9.

10 S. Siedlecki, Rosja a plemiona fińskie najdalszego wschodu Europy, „Droga”, 1923, nr 9, s. 37.

11 Zagranica. O polityce…, s. 61.

12 Old fellow, Drogi rozwoju polskiej polityki zagranicznej, „Droga”, 1923, nr 5, s. 28.

13 Z. Dreszer, Iwan Groźny, Piotr Wielki, Lenin, „Droga”, 1925, nr 8, s. 34.

14 Ibidem, s. 31.

15 Cz. Bobrowski, Pierwszy etap, „Droga”, 1933, nr 2, s. 147; J. Korolko, Rosja Dzisiejsza, „Droga”, 1929, nr 3, s. 297; Z. Dreszer, op.cit., s. 30-34.

16 M. Uzdowski, Przyszłość Polski…, s. 16.

17 Testis, op. cit., s. 8.

18 J. Mosseg, Komi (Zyriane i Piermiacy), „Droga”, 1925, nr 3, s. 24-31.

19 Stepol, Statystyka narodowościowa Związku Sowieckiego, „Droga”, 1925, nr 8, s. 50-57.

20 M. Czokaj Ogły, „Polityka” rosyjska i ruch narodowy w Turkiestanie. Obecna „Polityka” Rosji Sowieckiej, „Droga”, 1924, nr 4, s. 57-65.

21 Cz. Bobrowski, Przełom, „Droga”, 1933, nr 4, s. 325.

22 M. Uzdowski, W kwestji naszych granic wschodnich, „Droga”, 1922, nr 3, s. 24.

23 Idem, Wschodnie niebezpieczeństwo, „Droga”, 1926, nr 2, s. 11.

24 M. Uzdowski, Zagadnienie naszych…, s. 21.

25 S. Starzyński, Wiosenna ofenzywa sowiecka, „Droga”, 1925, nr 4, s. 2.

26 Zagranica. O polityce…, s. 64.

27 [Przegląd] T. Teslar, Zarys ustroju i władz państwowych w ZSRR, Warszawa1928, 128 s.; „Droga”, 1928, nr 10, s. 994.

28 M. Uzdowski, Wschodnie niebezpieczeństwo, s. 23.

29 A. Hertz, Dechrzystjanizacja Rosji, „Droga”, 1930, nr 4, s. 274-276.

30 A. Hertz, Dechrzystjanizacja Rosji, „Droga”, 1930, nr 4, s. 278.

31 Ibidem, s. 285.

32 J. Korolko, op.cit, s. 291.

33 Ibidem, s. 299.

34 Ibidem, s. 297-298.

35 Ibidem, s. 294.

36 Ibidem, s. 304.

37 M. Uzdowski, Cele wschodniej polityki Sowietów, „Droga”, 1924, nr 11-12, s. 27.

38 Zagranica. O polityce…, s. 63.

39 St.St., Polska a Rosja, „Droga”, 1924, wrzesień (nr 9), s. 8.

40 T. Teslar, Zasady opozycji bolszewickiej, „Droga”, 1927, listopad, s. 97.

41 Cz. Bobrowski, Przełom, s. 327.

42 Przegląd ekonomiczny. Stosunki polsko-rosyjskie, „Droga”, 1923, nr 2-3, s. 67.

43 Ibidem, s. 70.

44 S. Starzyński, Stan gospodarczy…, s. 42-51; N. Jordania, Ekonomika Sowietów, „Droga”, 1926, nr 12, s. 21-31.

45 Cz. Bobrowski, Pierwszy etap, s. 152.

46 Ibidem.

47 Cz. Bobrowski, Przełom, s. 334.

48 Cz. Bobrowski, Przełom, s. 333.

49 Idem, Nowy Kurs, „Droga”, 1933, nr 7-8, s. 622-623.

50 Ibidem, s. 626.

51 Idem, Koniec piatiletki, „Droga”, 1934, nr 4, s. 332-347.

52 Idem, U progu drugiej piatiletki, „Droga”, 1934, nr 6, s. 552-560.

53 Ibidem, s. 558.

54 R.M. Bluth, Z życia zagranicy. Młodzież studencka w Rosji Sowieckiej, „Droga”, 1933, nr 12, s. 1250.

55 K. Zakrzewski, Rewolucja Lenina i państwo Stalina, „Droga”, 1935, nr 12, s. 1016.

56 S. Starzyński, Rola związków zawodowych w Rosji Sowieckiej, „Droga”, 1924, nr 8, s. 25.

57 Cz. Bobrowski, Pierwszy etap, s. 141.

58 Ibidem, s. 143-144.

59 K. Zakrzewski, Przezwyciężanie marksizmu, „Droga”, 1935, nr 4, s. 315.

60 Ibidem, s. 318.

61 Ibidem, s. 321-323.

62 M. Kornat, Bolszewizm – totalitaryzm – rewolucja – Rosja. Początki sowietologii i studiów nad systemami totalitarnymi w Polsce (1918-1939), Kraków 2003, t 1, s.118.

63 P. Libera, „Biuletyn Polsko-Ukraiński” (1932-1938) – pismo ruchu prometejskiego, “Польсько-український бюлетень: європейська традиція діалогу культур”, Київські полоністичні студії, 2011, т. 18, c. 34.

64 Ibidem, s. 36.

65 Ibidem.

66 P. Libera, Polski prometeizm. Jak ewoluował i jak z nim walczono?, „Pressje”, 2010, T. 22/23, s. 91-92.

67 Ibidem.

68 P. Libera, Polski prometeizm. Jak ewoluował i jak z nim walczono?, „Pressje”, 2010, T. 22/23, s. 92.

69 W. Bączkowski, Polska a Moskwa, „Myśl Polska”, 1936, nr 17, s. 1; W. Bączkowski, Polska w obozie aktywizmu, „Myśl Polska”, 1937, nr 8, s. 1.

70 T. Radwański, Wzmocnienie potencjału obronnego Polski a problem prometejski, „Myśl Polska”, 1938, nr 6, s. 2.

71 Z literatury o Sowietach, „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, 1934, nr 2, s. 7.

72 Nowa ofensywa sowiecka, „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, 1936, nr 14, s. 137.

73 Spec Pod mikroskopem, „Myśl Polska”, 1937, nr 21, s. 3.

74 M. Dańko, Pakt czterech państw czy pięciu?, „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, 1938, nr 13, s. 137.

75 Idem, Kryzys Locarna a sprawa narodów uciemiężonych w ZSSR, „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, 1936, nr 13, s. 122.

76 W. Bączkowski, Polska a Moskwa, s. 1.

77 W. Bączkowski, O prymat spraw wschodnich, „Myśl Polska”, 1937, nr 12, s. 1.

78 Ibidem.

79 M. M., O termidorze rosyjskim, „Myśl Polska”, 1936, nr 17, s.3.

80 Ibidem.

81 B. Jasinowski, Wschodnie chrześcijaństwo a Rosja na tle rozbioru pierwiastków cywilizacyjnych Wschodu i Zachodu, Wilno 1933.

82 Przedstawiciele narodowej demokracji uważali, że trzeba walczyć z komunizmem, jednak to nie powinno przeszkadzać zbliżeniu między Polską a ZSRR, zwłaszcza kiedy w tym drugim ma miejsce przywracanie praktyk carskich.

83 Spec Pod…, s. 2.

84 M. Kowalewśkyj, Nad granicą dwuch cywilizacyj, „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, 1935, nr 13, s. 150.

85 Ibidem, s. 151.

86 Język ukraiński w USSR, „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, 1936, nr 13, s. 128.

87 J. St., Kronika ZSRR, „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, 1933, nr 7, s. 9.

88 Ruś idiot, „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, 1936, nr 48, s. 502-503.

89 Z Ukrainy Sowieckiej, „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, 1936, nr 50, s. 518.

90 Z terenów ZSSR, „Problemy Europy Wschodniej”, 1939, nr 7-8, s. 465.

91 M. Dańko, Przymusowe wybory do parlamentu ciemiężenia narodowościowego, „Biuletyn Polsko- Ukraiński”, 1937, nr 44, s. 494.

92 W. Bączkowski, O prymat…, s. 1.

93 Sprawy narodowościowe w Sowietach, „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, 1937, nr 45, s. 507.

94 Pod jarzmem obszarników i kapitalistów polskich, „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, 1936, nr 2, s. 16.

95 „Suwerenność” Ukrainy w świetle nowej konstytucji sowieckiej, „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, 1936, nr 50, s. 515-517.

96 Nieco o parlamencie sowieckim, „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, 1938, nr 5, s. 52.

97 M. Dańko, Kryzys systemu terroru moskiewskiego, „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, 1938, nr 8, s. 79-81.

98 M. Kowalewski, Synteza stalinizmu na Ukrainie, „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, 1937, nr 46, s. 518.

99 Idem, Ponowny wzrost opozycji ukraińskiej w partii komunistycznej i nowe represje, „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, 1938, nr 22, s. 233-235.

100 M. Kowalewśkyj, Nad granicą…, s. 152.

101 M. Kowalewski, Wzrost opozycji ukraińskiej w Sowietach, „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, 1938, nr 23, s. 245.

102 Z terenów ZSSR, „Problemy Europy Wschodniej”, 1939, nr 3, s. 195.

103 J. Lipowiecki, Na marginesie tegorocznego spisu ludności ZSSR, „Problemy Europy Wschodniej”, 1939, nr 7-8, s. 432-438.

104 M. Dańko, Obrona czy natarcie?, „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, 1936, nr 1, s. 3.

105 Spec Pod…, s. 2.

106 A. Miller, Kontrasty genetyczne bolszewizmu rosyjskiego a polskiego, „Myśl Polska”, 1938, nr 7, s. 2.

107 W. Bączkowski, A.B.C. strategii narodu walczącego, „Myśl Polska”, 1938, nr 21, s. 1.

108 M. Dańko Obrona czy…, s. 3.

109 Ibidem.

110 Armia Polska ma głos, „Myśl Polska”, 1938, nr 19, s. 1.

111 W. Bączkowski, Polska a Moskwa, s. 1.

112 Ibidem.

113 Od 3 listopada 1929 r. czasopismo „Kronika Akademicka” nazywało się „Dzień Akademicki”.

114 R. Habielski, Dokąd nam iść wypada?: J. Giedroyc od „Buntu Młodych” do „Kultury”, Warszawa 2006, s. 9-10.

115 J. Giedroyc, Autobiografia na cztery ręce, Warszawa 1999, s. 53.

116 R. Habielski, op.cit., s. 19.

117 Ibidem, s. 77.

118 Zachowawcy i my, „Polityka”, 1937, 20 grudnia, s. 2.

119 Ibidem.

120 R. Habielski, op.cit., s. 103.

121 Ibidem.

122 Ibidem, s. 110.

123 Ad. Bocheński, Polityczne oblicze asymilacji narodowej, „Droga”, 1935, nr 3, s. 489-509; Ad. Bocheński, Tres questiones de natione ac stanu, „Droga”, 1934, nr 11, s. 971-974; Ad. Bocheński, Rewizja polityki narodowej, „Droga”, 1934, nr 7-8, s. 446-464.

124 R. Habielski, op.cit., s. 111.

125 Ibidem, s. 107.

126 J.Z., Dwa światy, „Dzień Akademicki”, 1931, 10 czerwca, s. 1.

127 R. Wraga, Gwarancje pana Otmara, „Bunt Młodych”, 1935, 5 kwietnia, s. 1-2.

128 Ibidem.

129 Ibidem, s. 4.

130 Ibidem, s. 5.

131 Ibidem.

132 R. Wraga, Dwugłowy orzeł w Leninowskim kąciku, „Bunt Młodych”, 1933, 1 listopada, s. 8-9.

133 Tak autor skomentował głosowanie Szwajcarii przeciw przyjęciu ZSRR do Ligi Narodów – Al. Bocheński, Coś z tą czystką w nieporządku!, „Bunt Młodych”, 1934, 20 września, s. 2.

134 Socjalizm plus sztuka mięsa minus 10 000 000, „Bunt Młodych”, 1933, 20 września, s. 3.

135 Al. Bocheński, Kirow a Pieracki, „Bunt Młodych”, 1935, 25 stycznia, s. 1

136 Ibidem.

137 Redakcja, W obronie kultury, „Bunt Młodych”, 1935, 25 stycznia, s. 1.

138 Al. Bocheński, Coś z tą czystką w nieporządku!, „Bunt Młodych”, 1934, 20 września, s. 1.

139 Al. Bocheński, Nie, nie jesteśmy w przyjaźni z Bolszewją, „Bunt Młodych”, 1933, 20 sierpnia, s. 1.

140 J. T. Dybowski, Rosja pod skalpielem uczonego, „Bunt Młodych”, 1934, 20 lipca, s. 6.

141 R. Wraga, Gwarancje pana…, s. 4.

142 „Biuletyn Polsko-Ukraiński”, „Polityka”, 1939, 10 lutego, s. 6.

143 R. Wraga, Czy finis Ukrainae?, „Bunt Młodych”, 1934, 20 stycznia, s. 1-2.

144 „Biuletyn Polsko-…, s. 6.

145 F. Czerwiski, Polska doktryna Monroego, „Bunt Młodych”, 1936, 25 października, s. 2.

146 Ad. Bocheński, Odwieczny wróg Rzeczypospolitej polskiej, „Bunt Młodych”, 1936, 10 lutego, s. 5.

147 Między Niemcami a Rosją, „Bunt Młodych”, 1937, 25 stycznia, s. 1.

148 Ad. Bocheński, Odwieczny wróg, s. 5.

149 Ad. Bocheński, Niemcy-Polska-Rosja, „Polityka”, 1939, 21 maja, s. 2.

150 Ad. Bocheński, Niemcy-Polska-Rosja, „Polityka”, 1939, 21 maja.

151 Ibidem.

152 Zb. Ziemski, Zaskoczenie?!, „Polityka”, 1939, 3 września, s. 1.

153 Redakcja, W obronie…, s. 1.

154 F. Czerwiski, Niebezpieczeństwo sojuszu polsko-niemieckiego, „Polityka”, 1938, 25 kwietnia, s. 5.

155 O. Górka, Między Niemcami a Rosją, „Polityka”, 1937, 25 października, s. 6-7.

Lew Trocki – historia upadku

Mikołaj Mirowski

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 4, październik 2013, ss. 79-94]

Bohater, rewolucjonista i legenda. A niedługo potem wróg, zdrajca i wichrzyciel. W ciągu kilku lat Lew Trocki spadł ze szczytów władzy na sam dół. Wydalony z ZSRR zginął w willi Coyoacán w Meksyku. W tym roku mija 73 rocznica jego śmierci.

Jak to się stało, że współorganizator przewrotu październikowego, twórca Armii Czerwonej, najbliższy współpracownik Włodzimierza Lenina nie został jego następcą? Dlaczego Trocki, wspaniały mówca potrafiący porwać tłumy i postać kluczowa podczas rewolucji październikowej, dał się zmarginalizować? Dlaczego to właśnie Józef Stalin, dość bezbarwny działacz partyjny, mało widoczny podczas przewrotu październikowego, przejął władzę po Leninie, rozprawił się nie tylko z Trockim ale też z innymi oponentami w łonie partii i w ciągu zaledwie pięciu lat przejął pełnię władzy nad partią, a tym samym – państwem1.

Historycy nadal spierają się, jak wyglądałby Związek Radziecki, gdyby Stalin nie zdobył władzy, a później aż tak dalece nie scentralizował jej w swych rękach2. Spór ten prowokuje na wstępie do rozwikłania zagadki, dlaczego człowiek, który mógł przerwać stalinowski marsz do pełni władzy, bowiem sam bezdyskusyjnie miał największe predyspozycje, by zostać następcą Lenina, przegrał z pozornie słabszym przeciwnikiem. Jakie były tego przyczyny?

Droga na szczyt
Lew Dawidowicz Bronstein urodził się na Ukrainie, w rodzinie wolnego, zrusyfikowanego żydowskiego chłopa jako piąte z ośmiorga dzieci (czworo z nich zmarło już w wieku dziecięcym). W jego domu rodzinnym używano mieszanki języka rosyjskiego i ukraińskiego (tzw. surżyk). Jego rodzice byli ateistami i nie używali jidysz. Już w szkole w Odessie wyróżniał się błyskotliwą inteligencją oraz uzdolnieniami literackimi i językowymi. Podobnie jak wielu rosyjskich rewolucjonistów został wciągnięty do działalności podziemnej jeszcze jako student i przed ukończeniem dwudziestego roku życia trafił na zesłanie. Pseudonim „Trocki” obrał uciekając ze sfałszowanym paszportem. Za granicą przyłączył się do skupionej wokół Lenina grupy „Iskry”. Sławę czołowego mówcy rewolucyjnego zdobył podczas rewolucji 1905 roku, jako przewodniczący rady Sankt Petersburga. Po roku 1905 był wśród rosyjskich emigrantów postacią sławną, ale wyróżniającą się nadmiernym, jak oceniano, indywidualizmem. Szedł własną drogą, gotów do sporów zarówno z Leninem, jak i z mienszewikami – wykazując się w swych tekstach równie błyskotliwą elokwencją, jak w przemówieniach. W sierpniu 1917 roku Lenin zdołał przekonać go, aby wstąpił do partii bolszewickiej. Trocki rychło dowiódł swej przydatności, wykazując także ogromny talent jako organizator. To on stworzył z Komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego piotrogrodzkiej Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich ośrodek, który odegrał wiodącą rolę w przygotowaniach bolszewików do powstania zbrojnego. W dużym stopniu dzięki niemu przewrotu dokonano w czasie krótszym niż 48 godzin i z minimalnym przelewem krwi. W akcji tej bolszewicy mogli liczyć na robotniczą Gwardię Czerwoną (ok. 20 tys. członków) oraz marynarzy z garnizonu w Kronsztadzie i z Floty Bałtyckiej. Garnizon piotrogrodzki był niepewny i to właśnie Trocki bezpośrednim apelem przeciągnął go na stronę bolszewicką, niwecząc nadzieje Aleksandra Kiereńskiego i Rządu Tymczasowego na zdławienie powstania. Jak wiadomo, Lenin nie brał prawie wcale udziału w realizacji przewrotu3. Dopiero w jego trakcie opuścił kryjówkę i dostał się w przebraniu do Instytutu Smolnego, gdzie mieścił się sztab Trockiego4.

Za osobisty sukces Trockiego uznać należy zdobycie Pałacu Zimowego i aresztowanie członków Rządu Tymczasowego. Jemu należy również przypisywać sprawność w natychmiastowym przejęciu władzy przez bolszewików w dniach 6 – 7 listopada (24 – 25 października) 1917 roku. Jak napisał w pierwszą rocznicę rewolucji październikowej Stalin: „Cała praktyczna organizacja rewolucji została przeprowadzona pod bezpośrednim kierownictwem przewodniczącego rady piotrogrodzkiej towarzysza Trockiego. Można z całą pewnością powiedzieć, że szybkie przejście garnizonu (piotrogrodzkiego) na stronę rady, sprawne wykonywanie zadań Wojskowego Komitetu Rewolucyjnego partia zawdzięcza głównie i przede wszystkim towarzyszowi Trockiemu”5. Dziesięć lat później poglądy Stalina w tej kwestii uległy diametralnej zmianie i to on, wbrew oczywistym faktom, zaczął kreować się na bohatera rewolucji. Na razie jednak Trocki uważany był za jej ikonę – niezależnie od faktu, że do partii wstąpił, dopiero w sierpniu 1917 roku, a jego władczy sposób bycia wywoływał oburzenie współtowarzyszy.

Działalność Trockiego w piotrogrodzkich radach w 1905 i 1917 roku oraz zasadnicza rola podczas zdobywania władzy sprawiły, że jego pozycja jako przywódcy rewolucyjnego nie była przez nikogo kwestionowana6. Zwłaszcza, gdy podczas wojny domowej dowiódł wybitnych zdolności, zyskał, jak pisał później w panegirycznym artykule Karol Radek, miano „organizatora zwycięstwa”7. To, że bolszewicy potrafili zapobiec skoordynowanemu wystąpieniu „białych”, że po kolei zdołali ich pokonać było w znacznej części zasługą błyskotliwego dowodzenia Armią Czerwoną przez Trockiego. To on stworzył ją niemal od podstaw i to dzięki niemu miała odpowiednio wykształconą kadrę dowódczą. Trocki, który w marcu 1918 roku objął stanowisko komisarza ludowego spraw wojskowych i morskich8, potrafił przeciągnąć na stronę rewolucji i wcielić do armii dziesiątki tysięcy carskich oficerów, zaprowadzić bezwzględną dyscyplinę, ogłosić masowy zaciąg i ze zbieraniny awanturników, idealistów i rabusiów stworzyć potężną armię. Sam był dla żołnierzy przykładem męstwa i bezkompromisowości9.

Przy tych wszystkich talentach i odniesionych w ich wyniku sukcesach Trocki nie potrafi ł walczyć o swoje sprawy. A taka konieczność pojawiła się, gdy stan zdrowia Lenina, rannego w zamachu 30 sierpnia 1918 roku, zaczął się gwałtownie pogarszać. Lenin nie powrócił już do pełnej dyspozycji, a od połowy 1921 roku zaczął cierpieć na dotkliwe, uniemożliwiające pracę bóle głowy10.

Po rewolucji
Budowa państwowości „nowego typu” w warunkach wojny domowej, a następnie rujnacji powojennej okazała się niełatwym problemem. Nadszedł czas spełniania przyrzeczeń, jakie niosła ze sobą rewolucja. Dyskusja, jak temu podołać, ujawniła zasadnicze różnice poglądów w kierownictwie partii bolszewickiej. Zajęte w jej trakcie stanowiska, w szczególności stosunek do nowej polityki ekonomicznej (NEP)11, narzuciły nie do końca słuszny schemat podziału w kierownictwie partii na lewicę (m.in. Trocki), prawicę (m.in. Nikołaj Bucharin) i centrum (m.in. Stalin).

Wraz z rozbudową instytucji partyjnych i państwowych coraz trudniej było o podejmowanie efektywnych decyzji. Wszystko grzęzło w ciężkiej, mało elastycznej machinie biurokratycznej. Coraz częściej piętnował to Trocki, podnosząc problem biurokratycznego skostnienia powstającego systemu, braku kontroli nad aparatem i niewydolności zarządu państwowego. Swoje koncepcje zmiany sposobu zarządzania krajem przedstawiał w publikacjach na łamach prasy, memorandach czy partyjnych polemikach. Oto przykład jednego z takich wystąpień, listu wystosowanego do Biura Politycznego KC RKP(b) z 15 stycznia 1923 roku: „Kwestią najważniejszą wielu moich pisemnych wniosków, jakie składałem w KC, była konieczność zapewnienia prawidłowego planowego kierowania na bieżąco gospodarką państwową […] Stwierdzałem, że nie mamy urzędu, który byłby bezpośrednio odpowiedzialny za planowe kierowanie nią, zdolnego dzięki swym kompetencjom, zakresowi obowiązków i aparatowi, sprawować takie kierownictwo. Zwracałem uwagę, że z tego właśnie bierze się dążenie do tworzenia coraz to nowych organów kierowniczych i koordynujących, które w ostatecznym
wyniku jedynie sobie wzajemnie przeszkadzają. Poza Radą Komisarzy Ludowych prezydium WCIK-u12 mamy jeszcze kolegium zastępców komisarzy ludowych, radę pracy i obrony, komitet finansowy, małą radę komisarzy ludowych i komisję planowania. Ponadto absolutnie wszystkie sprawy są rozpatrywane w komitecie centralnym (sekretariat, biuro organizacyjne i politbiuro). Byłem zdania, że ta mnogość instytucji o niesprawdzonych stosunkach wzajemnych, z rozwodnioną odpowiedzialnością wprowadza tylko odgórnie chaos”13.

Wiele osobistości w kierownictwie partyjnym oceniało podobne niezawisłe i ostre sądy Trockiego jako jednoznaczny wyraz pretendowania przezeń do roli nowego przywódcy.

Stan zdrowia Lenina pogarszał się, bowiem z każdym dniem. 25 maja 1922 roku nastąpił pierwszy wylew krwi do mózgu. Chory powrócił do pracy dopiero 2 października, ale musiał w tym zakresie przestrzegać licznych ograniczeń, narzuconych przez lekarzy. Skorzystał z tej sytuacji Stalin, który samowolnie mianował się nadzorcą zdrowia przywódcy partii. Przejęcie tej funkcji ułatwiło mu stanowisko sekretarza generalnego KC partii, które wcześniej przejął przy pełnej obojętności członków Biura Politycznego. Nie docenili oni zupełnie możliwości kryjących się w tej funkcji, uznając ją za czysto administracyjną.

Lenin wyczuwał zagrożenie i bezwzględność Stalina, który chciał go ubezwłasnowolnić, izolować od kontaktów z pozostałymi członkami kierownictwa partii i niejako przejąć monopol w zakresie przekazywania im jego opinii (woli). Sygnałem ostrzegawczym w tym zakresie stał się dlań konflikt na tym tle jego żony, Nadieżdy Krupskiej ze Stalinem, który podobno zachował się w stosunku do niej wyjątkowo brutalnie14. Tę zastosowaną przez Stalina taktykę izolowania „wodza rewolucji” Trocki z perspektywy czasu ocenił jako dążenie do zapobieżenia, by Lenin mógł wskazać swojego następcę i aby sprawa ta stała się przedmiotem gry w najwyższym kierownictwie partii15.

Walka o przywództwo
Tymczasem szanse Trockiego na schedę po wodzu były ogromne. Poszukując sojusznika i następcy ciężko chory Lenin zwrócił się właśnie do niego. W roku 1922 dwukrotnie proponował mu stanowisko zastępcy przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych i za każdym razem spotkał się z odmową. Prawdopodobnie Trocki nie zorientował się, że propozycja objęcia funkcji pierwszego zastępcy wodza byłaby okazją do zdobycia wyjątkowej pozycji politycznej, człowieka numer dwa w partii, a tym samym – w państwie16. Sam Trocki tłumaczył tak swoją decyzję: „A więc na zastępców swoich jako przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych wyznaczył (Lenin – M. M.) z początku Rykowa i Ciurpę a później […] Kamieniewa. Uważałem, że wybór ten jest trafny. Leninowi potrzebni byli pomocnicy posłuszni […] Do takiej roli nie nadawałem się zupełnie”17.

Niedługo przed ostatnim atakiem apopleksji Lenin jeszcze raz próbował namówić Trockiego do bliskiej współpracy. Podczas prywatnej rozmowy ponownie zaproponował mu objęcie stanowiska zastępcy18. Oświadczył nawet, że jest gotów sformułować blok polityczny do postulowanej przezeń walki z biurokracją – zarówno w państwie, jak i w partii19. Kilka dni później Lenin uległ jednak wspomnianemu atakowi, który definitywnie skończył jego aktywność polityczną, i nic z tej propozycji nie wyszło.

Pod nieobecność Lenina o polityce partii i codziennej działalności decydowała „trójka” – Grigorij Zinowjew, Lew Kamieniew i Stalin. Nie łączyła ich ani przyjaźń, ani podobieństwo poglądów, lecz przewyższająca wszystko nieufność wobec Trockiego. Teoretycznie pozycja tego triumwiratu wydawała się silna: Kamieniew – przewodniczący Biura Politycznego pod nieobecność Lenina, jeden z jego dwóch zastępców jako przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych, przewodniczący Moskiewskiej Rady Delegatów; Zinowjew – przewodniczący Piotrogrodzkiej Rady Delegatów oraz Kominternu; Stalin – komisarz ludowy do spraw narodowości, sekretarz generalny partii.

Trocki zbyt późno zrozumiał, że ma do czynienia ze zmową przeciwko sobie, do której wkrótce po śmierci Lenina dołączyła większość ścisłego kierownictwa. Przemawiając w czerwcu 1927 roku na posiedzeniu Centralnej Komisji Kontroli partyjnej, stwierdził: „Wszyscy oczywiście wiecie doskonale, że od 1924 roku istnieje frakcyjna „siódemka” złożona ze wszystkich członków biura politycznego. Z wszystkich z wyjątkiem mnie […] Ta „siódemka” była ciałem nielegalnym i antypartyjnym, które podejmowało decyzje o sprawach partii poza jej plecami. Jego spotkania służą do walki ze mną”20.

To, co mówił Trocki w odniesieniu do 1924 roku było prawdopodobnie stanem faktycznym już wcześniej, gdy Lenin nie był już w stanie przychodzić na posiedzenia Biura Politycznego, a na pewno wówczas, gdy Stalin rozpoczął budować ogromny aparat biurokratyczny. Cała partyjna góra zjednoczyła się przeciw jednemu ze swoich członków, który – jej zdaniem – miał największe szanse, by stanąć na czele partii, lecz nikomu z niej nie odpowiadał. Najbardziej jednak zależało na izolowaniu Trockiego właśnie Stalinowi. Wiedział on doskonale, że „twórca Armii Czerwonej” uderzy w zorganizowany przezeń sekretariat, który coraz bardziej wymykał się spod kolegialnej kontroli i stawał się instytucją do realizowania jego ambicji politycznych. Nie zdawali sobie z tego sprawy ani Zinowjew, ani Kamieniew, ani pozostali członkowie kierownictwa.

Ciekawe światło na słabnącą pozycję Trockiego w Komitecie Centralnym i w Biurze Politycznym rzuca również wydarzenie z 18 lipca 1922 roku, a wiec z okresu, kiedy wspomniana „trójka” prawdopodobnie dopiero się formowała. Lenin, odbywający rekonwalescencję w Gorkach, napisał wówczas do Stalina list prosząc jego i Kamieniewa o informacje na temat Trockiego. Nie wiadomo konkretnie, o jaką mu sprawę chodziło, ale wyglądało to na próbę porozumienia się trzech wpływowych członków Biura Politycznego – Lenina, Stalina i Kamieniewa (a być może także Zinowjewa) – w kwestii trzeciego, poza jego plecami. Jest prawdopodobnym, że myślano nawet o usunięciu Trockiego ze stanowiska partyjnego bądź szefa Komisariatu Ludowego Spraw Wojskowych. Na poparcie tej hipotezy warto przytoczyć fragment listu Lenina adresowanego do Kamieniewa; „Myślę, że uda się uniknąć przesady. Piszecie mi, że (KC) gotów jest wyrzucić za burtę dobrą armatę. Czy to nie zbyt wielka przesada? Wyrzucać za burtę Trockiego – do tego właśnie zmierzacie – to szczyt głupoty. Chyba nie uważacie, że już zidiociałem ze szczętem?”21.

Korespondencja ta ewidentnie pokazuje jak wątłą pozycję miał Trocki nawet za życia Lenina, a także jak wiele zależało od woli i interpretacji zdarzeń przez „wodza rewolucji”.

Stracona szansa
Trocki pokładał nadmierną ufność w swych przymiotach osobistych, nie doceniając zarazem znaczenia dla własnej pozycji formalnych atrybutów władzy, m.in. mnożenia stanowisk. Zdecydowanie przecenił autorytet i charyzmę oraz otaczającą go aurę rewolucyjnego przywódcy, którą dzielił z Leninem i która wywoływała burzliwe owacje szerokich gremiów, np. zjazdów i konferencji partyjnych. Dla wielu „szarych” członków partii – i dla niego samego – to właśnie on wciąż był najbardziej naturalnym następcą Lenina na wypadek, gdyby pojawiła się taka potrzeba. Jednak już nie dla ścisłego kierownictwa.

Jeżeli Lew Trocki chciał podjąć starania o sukcesję, mógł sięgnąć do trzech problemów, które wysuwano w krytyce kierownictwa, by tą drogą próbować zdyskredytować przeciwników, w szczególności Stalina22. Pierwszym z nich była wspomniana już biurokracja, coraz powszechniej uznawana za zagrożenie dla swobodnej wymiany poglądów wewnątrz partii bolszewickiej23, drugim – polityka gospodarcza, trzecim – problem stosunku do narodowości i – głównie w tym kontekście – nowa „radziecka” konstytucja24. We wszystkich tych sprawach umierający Lenin skłonny był poprzeć Trockiego, zrywając ze Stalinem. Szczególnie musiał go niepokoić rozrastający się sekretariat Stalina, obrastający już siecią terenową – poprzez praktykę mianowania zaufanych ludzi, głównie na stanowiska sekretarzy terenowych, co było ewidentnym nadużyciem władzy.

Jednak Trocki, mając poważne argumenty w rękach, nadal milczał. Trudno to racjonalnie wytłumaczyć, zważywszy, że dość dobrze orientował się we wszystkich problemach, które mogły politycznie uderzyć w Stalina i jego zwolenników. W 1928 roku w książce Prawda o Rosji Sowieckiej drobiazgowo opisuje, jakie kroki należało poczynić, by przejąć kierownictwo partii, a przynajmniej zablokować marsz Stalina do pełni władzy (szczególnie w rozdziałach: Sowiety, Kwestia narodowa, Partia)25. Tym bardziej zdumiewała jego bierna postawa.

Można wskazać chociażby na najbardziej spektakularne z tych jego zaniechań. Trocki nie odczytał na posiedzeniu Biura Politycznego referatu programowego, pozostawiając to Zinowjewowi. Nie wziął udziału w dyskusji na temat polityki narodowościowej, za którą Lenin tak krytykował Stalina w 1923 roku. Milczał, gdy mógł na XII Zjeździe RKP(b) objąć tymczasowe przywództwo i trwale osłabić swych przeciwników. Takie postępowanie tłumaczył po latach w sposób następujący: „Wspólne nasze wystąpienie przeciwko centralnemu komitetowi […] przyniosłoby nam na pewno zwycięstwo, więcej nawet. Nie wątpię, że gdybym w przeddzień XII-go zjazdu wystąpił, zgodnie z zamierzeniami „bloku” Lenin-Trocki, przeciwko biurokratyzmowi stalinowskiemu odniósłbym zwycięstwo, nawet bez bezpośredniego udziału Lenina w walce. Rzecz inna, czy uzyskane zwycięstwo byłoby trwałe […] Krupska powiedziała kiedyś w roku 1927-ym, że gdyby Lenin żył jeszcze, to prawdopodobnie siedziałby już w więzieniu stalinowskim. Sądzę, że miała słuszność. Bowiem nie chodzi tu o Stalina, lecz o te siły, których wyrazicielem był Stalin, nie zdając sobie z tego sprawy”26.

Te znamienne słowa Lwa Trockiego wyglądają po latach raczej jak usprawiedliwienie swoich zaniechań, choć bardzo trafnie charakteryzują „szybko kształtującą się frakcję epigonów bolszewizmu”27. Jednak, moim zdaniem, przebija z nich świadomość braku w tamtym kluczowym momencie dostatecznej woli politycznej: „Moje wystąpienie, pisał będąc już na wygnaniu Trocki, mogło być zrozumiane, a raczej byłoby przedstawione jako moja walka osobista o miejsce Lenina w partii i w państwie. Na samą myśl wstrząsał mnie dreszcz. Uważałem, że mogłoby to wywołać taką demoralizację w naszych szeregach, za którą, nawet w razie zwycięstwa trzeba by drogo zapłacić. […] Czy partia zrozumie, że chodzi tu o walkę, prowadzoną przez Lenina i Trockiego o przyszłość rewolucji, nie zaś walkę Trockiego o miejsce po chorym Leninie?”28. Stalin nie odczuwał tego rodzaju skrupułów. Niemniej zdając sobie sprawę z potencjalnej siły i pozycji Trockiego był na tyle ostrożny, że nie rzucił mu bezpośredniego wyzwania. Zadowolił się wyciąganiem korzyści ze strachu, jaki wciąż żywili inni przywódcy partyjni przed możliwością przejęcia schedy po Leninie przez Trockiego, a w konsekwencji „dokonania przezeń zamachu” na ich pozycje w partii.

Testament Lenina
Schorowany i umierający Lenin na przełomie 1922 i 1923 r. postanowił napisać „kilka słów” do członków partii na zbliżający się Zjazd29. List Lenina z racji momentu powstania urósł do rangi testamentu politycznego. Włodzimierz Ilicz dokonał w nim bardzo krytycznej charakterystyki członków Biura Politycznego KC RKP(b), nie wskazując na nikogo jako godnego przejęcia po nim kierownictwa partii. M.in. uznał, że Stalin z uwagi na brutalność i niestabilny charakter „staje się nie do zniesienia na stanowisku sekretarza generalnego”. Brak wskazania przez Lenina potencjalnego następcy znacznie komplikował kwestię sukcesji.

Trocki twierdził później30, że zamiarem Lenina było stworzenie właśnie jemu pozycji, która umożliwiłaby przejęcie stanowiska przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych. Prawdą jest, że w „testamencie” Lenin pisał o Trockim lepiej niż o pozostałych członkach ścisłego kierownictwa partii. Wprawdzie wypomniał mu niebolszewicką przeszłość, ale dodał, że „nie może być on o to obwiniany”. Dodał też o nim, że „jest to najprawdopodobniej najzdolniejszy człowiek w obecnym KC i reprezentuje najwyższe zdolności”31.

Jeśli nawet wcześniej Lenin chciał wskazać Trockiego jako swego następcę, to w Liście do Zjazdu uchylił się od tego. Być może zaczął myśleć o kierownictwie kolektywnym, w ramach, którego wszystkich sześciu wymienionych przez niego działaczy (Grigorij Zinowjew, Lew Kamieniew, Lew Trocki, Józef Stalin, Nikołaj Bucharin, Georgij Piatakow) pracowałoby pod wspólnym nadzorem Komitetu Centralnego.

Nie było zaskoczeniem, że Trocki dążył do ujawnienia treści tajnego listu Lenina, a pozostali przywódcy, w szczególności „trójka” – Stalin, Kamieniew, Zinowjew – nie. Trocki był zarazem żywotnie zainteresowany, by opublikować List do Zjazdu w miarę szybko; musiał przecież brać pod uwagę duże prawdopodobieństwo nagłej śmierci Lenina. Pierwsza i, jak się później okazało, jedyna za życia „wodza rewolucji” próba jego ujawnienia miała miejsce na początku lipca 1923 roku. Rezultat boju stoczonego w tej kwestii przez Trockiego na posiedzeniu Biura Politycznego KC i w Prezydium Centralnej Komisji Kontroli okazał się dlań gorzką i bolesną porażką.

Dyskusja w powyższej kwestii miała następujący przebieg: „Trocki: Uważam, że artykuł [List do Zjazdu – M.M.] powinien zostać opublikowany, jeśli nie ma jakichś formalnych przyczyn, które by stały temu na przeszkodzie. Kamieniew: Nie można wydrukować: to nie jest przemówienie na Biurze Politycznym. Zinowjew: N. K. (Nadieżda Krupska – M.M.) także uważa, że należy to jedynie podać do wiadomości Komitetowi Centralnemu. Nie pytałem czy publikować, gdyż sądziłem i nadal sądzę, że jest to wykluczone. Problem można rozważyć… Stalin: Uważam, że nie ma powodu, żeby wydrukowywać, tym bardziej, że Iljicz nie upoważnił nas. Tomski: Jestem za wnioskiem towarzysza Zinowjewa. Z tekstem zapoznać tylko członków KC. Nie publikować, gdyż szeroka publiczność niczego nie zrozumie. Solc: Ta notatka Włodzimierza Iljicza nie jest przeznaczona dla szerokiej publiczności, lecz dla KC i dlatego jest tam tyle na tematy personalne… nie powinien zostać opublikowany. Słowiatińska: Towarzysze Bucharin, Rudzutak, Mołotow i Kujbyszew są za wnioskiem towarzysza Zinowjewa”32.

21 stycznia 1924 roku Lenin doznał kolejnego ataku apopleksji i zmarł przed wieczorem tego samego dnia. Kwestia sukcesji, mimo że nigdy otwarcie nie przyznano się do jej istnienia, stała się wówczas przedmiotem zabiegów opozycji i utarczek frakcyjnych. Walka rozgorzała przede wszystkim w stale skonfliktowanym Biurze Politycznym. Jedynie Stalin nie był przygnębiony taką sytuacją. Wręcz, jak wspominał Borys Bażanow, jeden z jego osobistych sekretarzy: „jest w doskonałym nastroju, promieniuje szczęściem. Na zebraniach i posiedzeniach przybiera fałszywie tragiczny, żałobny wyraz twarzy, wygłasza zakłamane przemówienia, z patosem przysięga wierność Leninowi. Obserwując go muszę, myśleć: Ależ z ciebie szubrawiec”33.

Takie zachowanie Stalina nie dziwi. Dopóki Lenin żył i mógł wyzdrowieć, Stalin czuł się zagrożony. W ciągu poprzedniego roku ukrywał swą niepewność i wykazywał zimną krew oraz umiejętność manewrowania. Dzięki temu wyszedł z okresu próby z większym autorytetem niż którykolwiek z pozostałych przywódców. Nadto bardzo wzmocniła jego pozycję od początku deklarowana niewiara w szanse rewolucji niemieckiej, w czym był w kierownictwie partii odosobniony, a co okazało się prognozą trafną34. Teraz czekała go kolejna próba związana z charakterystyką jego osoby w „testamencie” Lenina. W tym momencie próby Stalin dowiódł nie tylko wielkich zdolności przetrwania, ale zarazem mistrzostwa taktycznego, manipulowania prawdą historyczną, podówczas przecież jeszcze szeroko znaną35. Z mało dotąd istotnej funkcji sekretarza generalnego uczynił centralny organ nie tylko monopolizujący wszystkie przygotowania do pogrzebu, ale też sprawujący pieczę nad całą spuścizną Lenina, interpretując ją na bieżący użytek; słowem – zaczął kreować się na głównego obrońcę leninizmu.

Trocki okazał się niezdolny do jakiegoś porównywalnego ruchu. Jego próba oparcia się „na Leninie” w walce o utrwalenie kursu ku demokratyzacji partii (zbiór artykułów zatytułowany Nowy kurs) i przypominanie własnych zasług (m.in. artykuł Lekcje października) nie przyniosły większego rezonansu36. Jego argumenty historyczne słabo się przebijały, bowiem także Zinowjew i Kamieniew nie byli zainteresowani ich przypominaniem, m.in. wykazanego przez nich niezdecydowania w okresie bezpośrednio przed przewrotem październikowym, zaś Nowy kurs nie został w ogóle zrozumiany przez aktyw partyjny. W naporze inicjatyw Stalina, w rozgwarze wszczętej przezeń kampanii o niemal sakralizację Lenina (zaciąg leninowski, mauzoleum, zmiany nazw miejscowości), głos Trockiego był coraz słabiej słyszalny37.

Nadto popełniał on kolejne poważne błędy. Takim była przede wszystkim nieobecność na pogrzebie Włodzimierza Lenina. Wbrew części historiografii, został o nim w porę poinformowany i mógł nań zdążyć, przerywając odpoczynek w Tbilisi, a przynajmniej napisać jakiś tekst okolicznościowy. Tymczasem popadł w swoisty paraliż woli, choć zdawał sobie zarazem sprawę, iż czyni poważny błąd. Jak sam po latach wspominał: „Towarzysze tyfiliscy domagali się abym niezwłocznie zareagował na śmierć Lenina. Jednak jedynym moim życzeniem było wtedy, żeby mnie pozostawiono samego. Nie mogłem wziąć pióra do ręki”38.

Stalin nie popełnił podobnego błędu. Był cały czas „dyskretnie widoczny”39, także wśród niosących trumnę Lenina40. Nadal jednak istniała szansa odsunięcia go od władzy. Gdyby większość spośród sześciu pozostałych członków Biura Politycznego zjednoczyła się na przykład wokół Lwa Trockiego, kariera polityczna Stalina mogłaby ulec trwałemu zahamowaniu, a nawet regresowi41. Szczególnie w pierwszym roku po śmierci Lenina.

Nadarzającą się okazją był XIII Zjazd partii. Otóż Krupska, wdowa po „wodzu rewolucji”, domagała się, aby zaznajomiono Zjazd z „testamentem” Lenina, łącznie z tzw. postscriptum wzywającym do usunięcia Stalina ze stanowiska sekretarza generalnego. Trudno powiedzieć, jaki byłby dalszy rozwój wydarzeń, gdyby do tego doszło. Lenin przecież zmarł zaledwie przed czterema miesiącami i jego autorytet nadal był wielki.

Stalin zdawał sobie sprawę, że ważą się jego losy. Ocaliła go interwencja Zinowjewa i Kamieniewa, którzy uważali, że jedynym człowiekiem, który odniósłby korzyść z ujawnienia poglądów Lenina na kierownictwo partii, byłby Trocki. Stalin zręcznie zgodził się, by główny referat na zjeździe wygłosił Zinowjew. Ten w zamian za to bardzo prestiżowe ustępstwo oświadczył, że obawy Lenina, co do osoby Stalina na szczęście okazały się nieuzasadnione. Wtórujący mu Kamieniew wezwał Komitet Centralny do pozostawienia Stalina na piastowanym stanowisku.

Trocki grymasem i gestem wyraził swą pogardę dla tego „rozpisania ról”, ale głosu nie zabrał42. Nie zrobił dosłownie nic, by przeciwdziałać tej akcji ratunkowej w stosunku do Stalina. Tekst „testamentu” został udostępniony tylko wąskiej grupie działaczy. Partia nie dowiedziała się, jak brzmiała ostatnia wola jej przywódcy.

Wewnętrzne rozgrywki
W rezultacie XIII Zjazd RKP(b) nie tylko uratował, ale zarazem wzmocnił pozycję sekretarza generalnego. Stalin jeszcze długi czas był jednak za słaby, by samodzielnie sięgnąć po władzę. Swą pozycję osobistą do czasu musiał opierać na tzw. triumwiracie, taktycznym niejawnym sojuszu z Kamieniewem i Zinowjewem. Nie mógł też zniszczyć Listu do Zjazdu Lenina i zawartych w nim informacji; mógł natomiast zniszczyć ludzi, których Lenin wymienił jako swoich ewentualnych sukcesorów. Wśród nich na pierwszym miejscu był Lew Trocki.

Wbrew pozorom Trocki nie był trudnym przeciwnikiem. Chorowity i przez to nieobecny na wielu zebraniach, często nie uczestniczył w podejmowaniu ważnych decyzji. Również wtedy, gdy w nich uczestniczył, nie potrafił zadbać o własne sprawy, a może po prostu był ponad to, zadufany w swe racje. Unikał wrażenia, że rozgrywa prywatne interesy, realizuje własne ambicje. Zapewne było w tym coś z troski o „godność rewolucyjną”, na której zachowaniu zależało mu bardziej niż na wpływach w partii, których był nadto pewien.

Trocki nie potrafi ł zawierać chwilowych sojuszy i taktycznie zjednywać nie lubianych przez siebie ludzi43. Zaatakowany przez Zinowjewa, Kamieniewa i Stalina, oskarżony o odstępstwa od linii leninowskiej i działalność frakcyjną, wzgardliwie nie podjął nawet obrony44. A jak już podejmował walkę, to w najgorszym momencie. Nie był taktykiem. Często w najbardziej krytycznym momencie walki „schodził z ringu”: z powodu choroby, pobytu na urlopie lub wyjazdu na Kaukaz, czy na badania medyczne do Berlina. Wszystko to musiało rzutować na jego pozycję w partii, skazywać na taktyczne i prestiżowe porażki. Tymczasem funkcjonariusze, członkowie partii, „masy” wolały zwycięzców niż ustawicznych pechowców45.

Trocki to człowiek – paradoks. Zdecydowany zwolennik rewolucyjnych, radykalnych metod rozwiązywania problemów gospodarczych i społecznych (np. tzw. idea militaryzacji pracy) jednocześnie walczył o demokrację wewnątrz partii. Idealistycznie usiłował skojarzyć „ogień z wodą” – monopol jednej partii z demokracją, pragmatyzm z ideologią, utylitaryzm z kulturą itp. Jednym z takich paradoksów charakteryzujących osobę tego „wiecznego rewolucjonisty” była różnica między liczbą jego zwolenników a popularnością. W czasie rewolucji i wojny domowej jego nazwisko było znane w całym kraju i poza granicami. Ludzie go uwielbiali, był idolem i symbolem rewolucji, tworzyła się legenda „twórcy Armii Czerwonej”. Wydawać by się mogło, że jest to niewyczerpalny kapitał na przyszłość; i tak zapewne sam Trocki to oceniał. Fala rewolucyjna jednak opadła i nagle okazało się, że „drugi człowiek w partii” ma jedynie wąskie grono zwolenników. Po XII zjeździe RKP(b), w nowym czterdziestoosobowym Komitecie Centralnym mógł Trocki liczyć jedynie na trzech rzeczywiście zdeklarowanych zwolenników – Christiana Rakowskiego, Karola Radka i Georgija Piatakowa46.

Stalin dostrzegał wszystkie te słabości Trockiego i wykorzystywał je w stopniu maksymalnym. Za to Trocki nie szukał wad „sprytnego Gruzina”, najzwyczajniej lekceważąc swego, jak wkrótce miało się okazać, najgroźniejszego przeciwnika. Stalin pozostał dla niego zawsze „najwybitniejszą miernotą w naszej partii”47. Urodzony rewolucjonista i świetny mówca przegrał walkę ze Stalinem zapewne głównie dlatego, że nie był tak jak on pozbawiony skrupułów, że przeceniał siebie zarazem nie doceniając innych. Kierując do stycznia 1925 r. Komisariatem Ludowym Spraw Wojskowych i Morskich a także przewodnicząc Rewolucyjnej Radzie Wojskowej ZSRR miał w rękach jeszcze potężniejszą broń niż Stalin kierujący administracją partyjną. Gdyby tylko zechciał jej użyć. Ale w odróżnieniu od Stalina bał się i prawdopodobnie nie chciał zostać Bonapartem rewolucji rosyjskiej48. Mentalnie okazał się niezdolny do przejęcia i utrzymania władzy. W 1924 roku, gdy jeszcze nie był „generałem bez armii”, bez cienia wątpliwości mówił: „Nikt z nas nie chce i nie może mieć racji wbrew partii. W ostatecznym wyniku partia ma zawsze rację”49.

Trocki był człowiekiem, którego należy się obawiać, ale i z którym jednak dają sobie zwykle radę tacy ludzie jak Stalin. Był urodzonym przywódcą, ale miał niewątpliwe słabości, w ich liczbie próżność oraz nadmierną ufność we własną nieomylność. Był intelektualistą oraz świetnym mówcą, z którym Stalin nie mógł się nigdy równać.

Na emigracji – epilog
Po opuszczeniu ZSRR Trocki resztę swego życia poświęcił na demaskowanie stalinizmu. Dowodził, że sławetny „realny socjalizm” to jedynie karykatura socjalizmu, że stalinizm jest absolutnym zaprzeczeniem socjalistycznej idei rewolucji październikowej, że nomenklatura jest śmiertelnym wrogiem ludu pracy.

Stalin wręcz panicznie obawiał się Trockiego, lecz strach przysłaniała mu zawiść. Podczas jednego z posiedzeń Biura Politycznego Trocki wypowiedział prorocze słowa: „Pierwszy sekretarz stawia swą kandydaturę na stanowisko grabarza rewolucji”50. Piatakow, opowiadając tę scenę żonie Trockiego, powiedział: „Wiecie, wąchałem już proch, ale nigdy nie widziałem czegoś takiego, dlaczego, dlaczego Lew Dawidowicz to powiedział? Stalin nie wybaczy mu tego do trzeciego i czwartego pokolenia”51.

I nie wybaczył. Nawet wówczas, gdy w 1929 r. Trocki został zmuszony do emigracji, a jego nazwisko w ZSRR wymazano z dokumentów, podręczników historii, a nawet encyklopedii. Czujnie obserwował jego działalność na obczyźnie. Z niepokojem czytał dostarczane z zagranicy publikacje, w których Trocki bezwzględnie negliżował jego małość, ujawniał wielorakie nikczemności52. Czekał na stosowny moment, aby uderzyć przez swych agentów, tym razem śmiertelnie. Moment taki nastąpił w sierpniu 1940 r., w meksykańskiej posiadłości Trockiego. Także później, po śmierci przeciwnika, nie ustała kontynuowana na wielką skalę kampania oszczerstw, mających zdyskredytować Trockiego i jego koncepcje teoretyczne (trockizm)53.

Nie wiemy jak wyglądałby Związek Radziecki pod rządami Trockiego. Czy państwo to mogło być znacznie groźniejsze i złowieszcze niż w wersji stalinowskiej? Nie dowiemy się nigdy. Niemniej warto analizując historię światowego marksizmu mieć w pamięci i tę nieco już dziś zakurzoną upływem czasu, postać.

Dr Mikołaj Mirowski – historyk, publicysta, jego specjalnością jest historia ZSRR lat 1917-1941, a także tematyka stosunków polsko-żydowskich w XX wieku.

1 Rok 1929 obfituje w kilka ważnych wydarzeń: luty – następuje deportacja Trockiego do Turcji; listopad – Stalin ogłasza koniec NEP-u, początek kolektywizacji; grudzień – Bucharin zostaje usunięty z Biura Politycznego. Dlatego osobiście uważam, że to właśnie wówczas Stalin uzyskał pełnię władzy.

2 Ciekawe hipotezy na ten temat znajdują się w pracy zbiorowej historyków rosyjskich zatytułowanej Fenomen Stalina (polskie wydanie: Warszawa 1989).

3 Nie można oczywiście zapomnieć, że decydujące znaczenie w politycznym przekonaniu bolszewików do idei zbrojnego powstania miał Lenin. Tylko dzięki jego impulsywnej argumentacji w nocy z 10 na 11 października (23–24 października) 1917 r. udało się przekonać Komitet Centralny partii do przyjęcia wniosku o przewrocie w stosunku 10 do 2. Zob. R. Service, Lenin. Biografia, Warszawa 2003, s. 306-313.

4 L. Trocki, Moje życie. Próba autobiografii, Warszawa 1930, s. 364.

5 Cyt. za: tegoż, Prawda o Rosji Sowieckiej, Warszawa 1929, s. 154; Stalinskaja szkola falsifikacij. Poprawki i dopełnienija k literature epignow, Moskwa 1990, s. 25.

6 Wielu historyków podkreśla kolosalne wręcz efekty oratorskich popisów Trockiego, a także jego rozwagę, polegającą na działaniu w imieniu rady piotrogrodzkiej, a nie partii bolszewickiej. Zob. A. Rabinowicz, Lenin and Trockij in the october revolution [w:] Pensiero e azione politica di Lev Trockij, Vol. 1: Atti del convegno Internazionale per il quarantesimo anniversario della morte promosso dalla Fondazione Giangiacomo Feltrinelli e organizzato della Regione Toscana noc la collaboriazione della Biblioteca comunale di Follonica (Follonica 7-11 ottobre 1980). A cura di Francesca Gori, 1982, s. 199-207.

7 „Organizator zwycięstwa” – stwierdzenie to w stosunku do Lwa Trockiego użył w artykule właśnie tak zatytułowanym Karol Radek. Zob. K. Radek, The Organizer of victory [w:] L. Trocki, The military writings, New York 1971, s. 11-18.

8 Przez pierwsze miesiące po zdobyciu władzy kierował Komisariatem Ludowym Spraw Zagranicznych (Narkomindiełem).

9 K. Radek, The Organizer…, s. 11-18. W podobnym tonie pisał także Anatol Łunaczarski: „Nikt bez wątpienia nie poradziłby sobie z tytanicznym zadaniem, które wziął na swoje barki Trocki. Nie byłby w stanie podołać błyskawicznym przejazdom z jednego miejsca w drugie, donośnym przemowom, wydawanym w stanie euforii poleceniom, spełnianiu roli elektryzatora, który podbudowuje upadające morale armii. Nie ma człowieka, który pod tym względem mógłby zastąpić Trockiego”. A. Łunaczarski, Lew Dawidowicz Trockij [w:] A. Łunaczarski, K. Radek, L. Trocki, Siluety. Politiczieskie portrety, Moskwa 1991, s. 351.

10 W nowo odtajnionych materiałach z zasobu postradzieckiego znajduje się dokumentacja medyczna, wskazująca, iż na szybkie pogarszanie się stanu zdrowia Lenina miał wpływ przewlekły syfi lis, nabyty swego czasu w Pradze czeskiej, który częściowo zniszczył mozg (A.Arutiunow, Dosje Lenina biez retuszy, Moskwa 1999, rozdz. Tajny bolezni i smiert’, s. 500-518). W kwestii tej zob. też: D. Wołkogonow, Lenin, Warszawa 1997, s. 406-429.

11 NEP – Nowa Polityka Ekonomiczna (Nowaja ekonomiczeskaja politika), polityka gospodarcza i społeczna rządu radzieckiego zapoczątkowana w 1921. NEP dopuszczała do udziału w gospodarce elementy kapitalistyczne (istnienie drobnego przemysłu, handlu i firm z kapitałem zagranicznym). Wprowadzenie NEP, a więc ograniczonej gospodarki rynkowej, wywołało dyskusję w partii bolszewickiej. NEP został zniesiony w 1929 r.

12 WCIK – Ogólnorosyjski Centralny Komitet Wykonawczy Rad, (Wsierossijskij Centralnyj Ispołnitielnyj Komitiet Sowietow) w latach 1917-1936 najwyższy organ władzy prawodawczej i wykonawczej rad delegatów. Między zjazdami rad delegatów ustalał ogólny kierunek działań rządu, zatwierdzał budżet i projekty dekretów rządowych, a także sam wydawał dekrety. W 1937 r. zastąpiony przez Radę Najwyższą ZSRR.

13 L. Trocki, W Politbiuro CK. 15 Janwarja 1923 god [w:] Archiw Trockogo, Kommunisticieskaja oppozicija w SSSR. 1923-1927, red. J. Felsztinskij, t. 1, Moskwa 1990, s. 9.

14 5 marca 1923 r. w przypadkowych okolicznościach o sprawie dowiedział się Lenin. Natychmiast wystosował do Stalina list, w którym m.in. pisał: „Mieliście czelność wezwać moją żonę do telefonu i zwymyślać ją. […] Nie mam zamiaru tak łatwo puszczać w niepamięć ataków wymierzonych przeciw mnie, a nie mam potrzeby dodawać, że to, co wymierzone jest przeciwko mojej żonie, uważam za wymierzone przeciwko mnie”. W. I. Lenin, Do towarzysza Stalina. [w:] Dzieła wszystkie, t. 54, Warszawa 1989, s. 333-334.

15 L. Trocki, Moje życie…, s. 564-583.

16 Por. A. Bullock, Hitler i Stalin. Żywoty równolegle, t. 1, Warszawa 1994, s. 128.

17 L. Trocki, Moje życie..., s. 534.

18 Tamże, s. 536.

19 Tegoż, Stalin. An appraisal of the man and his influence, New York 1967, s.365.

20 L. Trocki, Dwie rieczi na zasiedanii CKK. Jiun 1927 god [w:] Archiw Trockogo…, t. 3, s. 87.

21 Note to Kamenev. mid-July 1922 [w:] The Unknown Lenin. From the secret archive, red. R. Pipes, New York 1998, s. 166-167.

22 Por. A. Bullock, Hitler i Stalin, s. 132-134.

23 W październiku 1923 r. Trocki tak pisał w liście otwartym, do KC RKP(b): „Biurokratyzacja partii rozwinęła się do niesłychanych rozmiarów wskutek procedury wyboru sekretarzy… Powstała bardzo liczna warstwa pracowników partyjnych w aparacie państwa i partii, którzy całkowicie wyrzekają się własnej opinii, a przynajmniej jej otwartego wyrażania, jakby zakładając, że hierarchia sekretarzy reprezentuje aparat, który kształtuje opinię partii i podejmuje partyjne decyzje. Poniżej warstwy tych, którzy rezygnują ze swoich opinii, znajdują się szerokie masy partyjne, do których każda decyzja trafi a w formie bezpośrednich wezwań lub rozkazów”. Cyt za: R. Pipes, Rosja bolszewików, Warszawa 2005, s. 518.

24 W. I. Lenin, W związku z zagadnieniem narodowości, czyli o „autonomizacji” [w:] W. I. Lenin, Dzieła wszystkie, t. 45, Warszawa 1989, s. 349-355; tegoż, Do L. D. Trockiego, tamże, t. 54, s. 333.

25 L. Trocki, Prawda o Rosji Sowieckiej, Warszawa 1929, s. 74-99.

26 Tegoż, Moje życie..., s. 538-539.

27 Tamże, s. 539.

28 Tamże.

29 Zob. R. Miedwiediew, Pod osąd historii, t. 1, Warszawa 1990, s. 79-81.

30 Chociażby w autobiograficznej książce Moje życie (s. 535-537) bądź w biografii Stalin (s. 365-378).

31 W. I. Lenin, List do Zjazdu [w:] W. I. Lenin, Dzieła wszystkie, t. 45, s. 337-341.

32 W. I. Lenin, List do Zjazdu [w:] W. I. Lenin, Dzieła wszystkie, t. 45, s. 337-341.

33 B. Bażanow, Byłem sekretarzem Stalina, Warszawa 1985, s. 54-55.

34 We wrześniu 1923 r. sytuacja wewnętrzna w Niemczech była na skraju wojny domowej. W Saksonii i Turyngii doszło do utworzenia lokalnych rządów z udziałem komunistów. KPD rozpoczęła tworzenie grup bojowych a Komintern na jej potrzeby wyasygnował milion marek w złocie. Pod koniec października okazało się jednak, że szanse na przewrót były mocno przeszacowane a kierownictwo KPD nie stanęło na wysokości zadania. Por. Ł.G.Babiczenko, Politbiuro CK RKP(b), Komintiern i sobytija w Giermanii w 1923 g.: Nowyje archiwnyje matieriały, „Nowaja i nowiejszaja istorija” 1994, nr 2.

35 Najpełniejszy obraz procesu fałszowania historii, który, czynił Stalin zawarty jest w książce Trockiego: Stalinskaja szkoła falsifikacyi. Poprawki i dopołnienija k literature epignow, Moskwa 1990.

36 Zob. L. Trotsky, New Course, Transcribed, scanned & HTML markup for the Trotsky Internet Archive by David Walters in 1996 and 1999, http://www.marxists.org/archive/trotsky/1923/newcourse/index.htm; L. Trocki, Nauki października, Warszawa 1990.

37 D. Wołkogonow, Trocki, Warszawa 1999, s. 268 – 277.

38 L. Trocki, Moje życie…, s. 572.

39 Cyt za R. Hingley, Joseph Stalin. Man and legend, London 1974, s.155.

40 Trocki w swoich wspomnieniach wielokrotnie powracał do wydarzeń związanych z pogrzebem Lenina. Niezmiennie uważał, że został rozmyślnie oszukany przez Stalina, co do daty uroczystości i dlatego był „wielkim nieobecnym” na pogrzebie „wodza rewolucji”. 17 listopada 1939 r. tak pisał do jednego ze swych zwolenników: „Po powrocie z Suchumi do Moskwy, we trzy miesiące po pogrzebie, w trakcie rozmowy z zaufanymi przyjaciółmi dowiedziałem się, że Stalin i inni (trojka) wcale nie mieli zamiaru organizować pogrzebu w Sobotę. Chodziło im jedynie o moją nieobecność. Kto mi to powiedział? Być może Smirnow albo Murałow […] Teraz dostrzegam, że była to skomplikowana intryga” (D. Wołkogonow, Trocki, s. 286). Polemizuje z tymi wynurzeniami amerykański historyk, Richard Pipes, który w książce Rosja bolszewików pisze: „Trocki oskarżył później Stalina, że celowo wprowadził go w błąd, aby nie mógł wziąć udziału w uroczystości. Zarzut ten jest jednak bezpodstawny. Lenin zmarł w poniedziałek, a Trocki otrzymał wiadomość we wtorek rano. Podroż z Moskwy do Tyfilisu zajęła mu trzy dni. Gdyby natychmiast zawrócił, najpóźniej w piątek dotarłby do Moskwy, a wiec zdążyłby na pogrzeb, nawet gdyby odbył się w sobotę. Trocki jednak z niewyjaśnionych nigdy powodów, poszedł za radą Stalina i pojechał do Suchumi. Tam wygrzewał się na słońcu, podczas gdy w skutej mrozem Moskwie stara gwardia niosła trumnę z ciałem Lenina. Jego nieobecność wywołała powszechne zdziwienie i zgorszenie” (R. Pipes, Rosja bolszewików, s. 522). Nawet gdyby przyjąć twierdzenia Trockiego „za dobrą monetę” to otrzymujemy obraz polityka wyjątkowo naiwnego.

41 D. Wołkogonow, Fenomen Stalina.[w:] Fenomen Stalina, Warszawa 1988, s. 112, 117.

42 Opis przebiegu nadzwyczajnego plenum KC RKP(b) z 21 maja 1924 r. szczegółowo przedstawia Borys Bażanow, jeden z uczestników zebrania. Zob. B. Bażanow, Byłem sekretarzem…, s. 65-66.

43 M. Eastman, Since Lenin Died, London 1925, s. 17.

44 Do walki z Trockim posłużono się uchwałą X zjazdu RKP(b) z marca 1921 r. zatytułowaną „O jedności partii”, powołując się w szczególności na jej tajny 7 punkt, mówiący: „W celu wprowadzenia surowej dyscypliny w partii i w całej działalności państwowej oraz w celu osiągnięcia jak największej jedności, z wyeliminowaniem wszelkiej frakcyjności, zjazd upoważnia KC, by w wypadku (-ach) naruszenia dyscypliny lub odrodzenia się frakcyjności, bądź dopuszczenia się frakcyjności stosował wszelkie sankcje partyjne, do wydalenia z partii włącznie, w stosunku zaś do członków KC – przesunięcie ich w poczet zastępców, a nawet, jako środek ostateczny, wydalenie z partii”. O jedności partii; Lista delegatów którzy głosowali za rezolucją „o jedności partii” [w:] X Zjazd RKP(b). Stenogramy, Warszawa 1970, s. 770-773. Jedną z osób gorąco popierających i głosujących za tą uchwałą był niegdyś Lew Trocki – tamże, s. 1038.

45 D. Wołkogonow, Trocki, s. 290 – 293.

46 I. Deutscher, The Prophet Unarmed: Trotsky 192-1929, London 1965, s. 106.

47 Cyt za D. Wołkogonow, Fenomen…, s.113.

48 O „bonapartyzmie rewolucji rosyjskiej” i o poprzedzającym go „termidorze” Trocki pisał wielokrotnie po przymusowym opuszczeniu ZSRR w 1929 r. Do najciekawszych pozycji należą prace: Klasowy charakter państwa radzieckiego (1933 r.), Państwo radzieckie a kwestia termidora i bonapartyzmu (1935 r.), Zdradzona Rewolucja. Czym jest ZSRR i dokąd zmierza? (1936 r.), czy wydany już po śmierci Trockiego Stalin (1941 r.).

49 Cyt za: R. Pipes, Rosja bolszewików, s. 520.

50 Cyt. za: I. Deutscher, The Prophet…, s. 296.

51 Tamże, s. 297.

52 Poza pozycjami wyżej wymienionymi zob. też: L. Trockij, Iosif Stalin. Opyt charaktieristiki, [w:] Osmyslit’ kult Stalina, Moskwa 1989, s. 624-647.

53 Zamiast wstępu [w:] L. Trocki, Zdradzona rewolucja. Czym jest ZSRR i dokąd zmierza?, Warszawa 1991, s. 5.

Działalność antysowieckiej emigracji kaukaskiej w Turcji

Szahla Kazimowa

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 2, lipiec 2013, ss. 213-222]

Od końca 1920 roku, kiedy bolszewicy krok po kroku okupowali coraz to nowe tereny byłego Imperium Rosyjskiego i energicznie zwalczali armię „białych” Rosjan, rozpoczął się napływ do Turcji emigracji z Rosji, Kaukazu, Krymu i Azji Środkowej. „Konstantynopol przemienił się w tymczasową kwaterę <Rosji na uchodźstwie>, albo po prostu Emigracji, jak swoją nową, ruchomą ojczyznę nazywali uciekinierzy”1.

W okresie kiedy emigracja z Rosji szukała schronienia nad Bosforem, Turcja musiała walczyć o przetrwanie i swoją suwerenność. Nie uleczywszy jeszcze ran po Wojnach Bałkańskich (1912-1913), wskutek których Imperium Osmańskie straciło prawie 90% swoich europejskich terytoriów, Turcja została przez ówczesnych przywódców młodotureckich zaangażowana – obok państw centralnych – w działania I Wojny Światowej. Po przegranej wojnie Turcja poniosła bardzo dotkliwe i bolesne skutki drapieżnej polityki państw Ententy. 30 października w porcie Mudros doszło do podpisania rozejmu pomiędzy Imperium Osmańskim, a państwami Ententy, na mocy którego Turcy zobowiązali się do wycofania sił z Zakaukazia, północnego Iranu, Iraku i Syrii, a także do rozbrojenia i demobilizacji swojej armii. Alianci przejęli kontrolę nad kolejami, liniami telegraficznymi oraz cieśninami tureckimi. Najbardziej upokarzająca była okupacja Stambułu przez Brytyjczyków w listopadzie 1918 r.: „Turcy czuli się więźniem w swojej stolicy, więźniem maltretowanym, ofiarą pogardy i nienawiści Greków i osmańskich Ormian”.2 Na oczach bezsilnych rządów w Stambule państwa Ententy rozpoczęły stopniowy rozbiór kraju oraz realizację projektów tworzenia „Wielkiej Grecji” i „Wielkiej Armenii” kosztem Turcji.

Alianci wydali ostateczny wyrok śmierci na Imperium Osmańskie 10 sierpnia 1920 roku w Sevres pod Paryżem. Marionetkowy rząd sułtański podpisał porozumienie z aliantami, na mocy którego Turcja miała się zrzec większości swojego terytorium na rzecz Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Grecji, Armenii oraz autonomicznego Kurdystanu. Nawet stolica kraju – Stambuł – wraz z cieśninami miała znaleźć się pod międzynarodową kontrolą.3 Na ruinach byłego imperium miało powstać quasi-suwerenne państwo w Północnej Anatolii (między Stambułem a Sivas oraz Morzem Czarnym a Kayseri). Jak trafnie określił to jeden ze znawców współczesnej Turcji, „w Stambule o godzinie 13:00 wszystko zatrzymało się na pięć minut, wystarczyło zaledwie pięć minut, aby puścić w niepamięć pięć stuleci”.4

Okupacji kraju sprzeciwił się ruch oporu, jaki powstał w Anatolii pod przywództwem jednego z najbardziej wybitnych strategów i polityków XX w. – Kemala Ataturka. W wojnie wyzwoleńczej (Kurtulusz Savaszy) w latach 1919-1923, dzięki ogromnej mobilizacji ludności tureckiej oraz dobrej organizacji prowadzonej kampanii wojennej, anatolijskim rebeliantom udało się wyzwolić swoje ziemie od okupantów i przywrócić suwerenność państwową w ramach nowego ustroju – Republiki Tureckiej (29 października 1923 r.). Jednak głównym decydującym czynnikiem, jaki zmienił bieg wydarzeń w historii współczesnej Turcji był strategiczny sojusz z Rosją Radziecką. Według szacunków historyków radziecką pomoc udzieloną kemalistowskiej Turcji w latach 1920-1922 stanowiło około 11 mln rubli w złocie, około 40 tys. karabinów, 324 karabiny maszynowe, 66 dział i prawie 45 tys. skrzyń z amunicją.5

18 marca 1921 roku w Moskwie pomiędzy anatolijskim ministrem spraw zagranicznych Yusuf Kamalem i jego radzieckim odpowiednikiem Georgijem Cziczerinem został podpisany „Traktat o przyjaźni i braterstwie”. Mimo jego podpisania, Turcja przyjmowała wrogo nastawionych wobec sowieckiej władzy emigrantów z byłego Imperium Rosyjskiego. Władze w Ankarze przymykały oczy na jawną działalność antysowiecką emigracji kaukaskiej udając, że nie są zorientowane w jej politycznym charakterze. Nawet podpisany 17 grudnia 1925 roku turecko-radziecki pakt o przyjaźni i nieagresji, na mocy którego Ankara zobowiązywała się do nie uczestniczenia w jakichkolwiek wrogich działaniach państw trzecich przeciwko Związkowi Radzieckiemu, niewiele zmienił sytuację politycznej emigracji w Turcji. Mogła ona nadal swobodnie działać w tym kraju.6 To świadczy o tym, iż Turcja rozpatrywała swój sojusz z Rosją Radziecką jako zjawisko przejściowe. Nie mając sił przeciwstawić się potężnemu sąsiadowi, wolała nie przeszkadzać tym, którzy chcieli z nią walczyć. Podobnie jak Polska.

Od 1924 roku polscy dyplomaci w Turcji na zlecenie Józefa Piłsudskiego i jego najbliższego otoczenia rozpracowywali emigrację kaukaską, próbując zjednoczyć ją w jednej organizacji. Misja ta została powierzona Tadeuszowi Schaetzelowi (Schätzel), pełniącemu w latach 1924-1926 funkcję attaché wojskowego w Ankarze.7 Dzięki jego staraniom na terenie Turcji powstała organizacja Komitet Konfederatów (polscy dyplomaci w raportach używali krótkiej nazwy „Konfederacja”). W skład KK wchodzili przedstawiciele z Azerbejdżanu (Chosrow bej Sultanow), Gruzji (Wasznadze i Murat Bej Magalow) oraz Północnego Kaukazu (Wassin-girej i Kantemirow). Działalność organizacji nie satysfakcjonowała Polski, która uważała, że organizacja „wegetuje”. „Konfederacja” nie posiadała dużego wpływu na przedstawicieli emigracji, ponieważ najbardziej liczące się partie nie były w niej reprezentowane. Azerbejdżański Musawat i gruzińscy mienszewicy znajdowali się poza sojuszem. Dla ożywienia działalności „Konfederacji” konieczne było pozyskanie liderów najbardziej wpływowych partii Azerbejdżanu, Gruzji i Północnego Kaukazu. Tym zajął się gorący zwolennik idei prometejskiej Tadeusz Hołówko.8

Hołówko chciał opierać się nie na pojedynczych osobach, lecz na największych ugrupowaniach politycznych, jakimi były Musawat wśród Azerów i mienszewicki rząd gruziński. Negocjacje przeprowadzone przez Hołówkę z gruzińskim politykiem Noe Ramiszwilim oraz z liderem Musawatu, Mehemmedem Eminem Resulzade zaowocowały powstaniem 15 lipca 1926 roku Komitetu Niepodległości Kaukazu (dalej KNK). Na początku swojego istnienia KNK był rozszerzoną formą KK. Do składu personalnego KK dołączyli z Musawatu: Mustafa Wekili, który był delegowany do Europy i M.E. Resulzade faktycznie działający na terenie Turcji, z rządu gruzińskiego N. Ramiszwili, którego reprezentował Szymon Mdiwani oraz Said Szamil z Północnego Kaukazu.

Na posiedzeniu KNK w dniu 2 sierpnia 1926 roku delegaci przyjęli decyzję o wydawaniu organu prasowego pod nazwą „Niepodległy Kaukaz”. Jednak ze względu na drażliwość polityczną nazwy oraz brak pozwolenia na druk postanowiono o tymczasowym przeniesieniu redakcji do Paryża. Tadeusz Hołówko, zwolennik współpracy z Ukraińcami, z myślą o nich zadecydował o zmianie nazwy i miejscu wydawania pisma. W listopadzie 1926 roku w Paryżu zaczęto wydawać miesięcznik „Prométhée. Organe de Defense Nationale des Peuples du Caucase et de l’Ukraine”. Ponadto w celach zjednoczenia wysiłków emigracji ukraińskiej i KNK polscy działacze prometejscy ulokowali w Stambule znanego ukraińskiego działacza emigracyjnego z Krakowskiego Oddziału Ukraińskiego Komitetu Centralnego, Wołodymyra Murskiego. Jego zadaniem było nagłaśnianie sprawy ukraińskiej w Turcji, gdzie wiedza o Ukrainie była dosyć słaba.

Ze względu na bliską odległość dzielącą Turcję od Kaukazu, co ułatwiło utrzymywanie łączności, praca KNK była skupiona w Stambule. Liczne wąwozy na kaukaskiej granicy Związku Radzieckiego z Turcją stwarzały szerokie możliwości dla utrzymywania łączności z Kaukazem. W latach 20. radzieckie służby graniczne nie kontrolowały w pełni tych terenów, co ułatwiało kurierom z centrów narodowych nielegalnie przekraczać granicę i przemycać materiały propagandowe.

Polska w swoich działaniach antysowieckich próbowała uzyskać poparcie Turcji na rzecz wolnych państw kaukaskich. W myśl polskich strategów prometejskich Turcja, tak samo, jak Polska, miała żywotny interes w powstaniu niepodległych buforowych państw kaukaskich oddzielających ją od Rosji. O rozważaniach Józefa Piłsudskiego na ten temat dowiadujemy się ze wspomnień Jerzego Potockiego: „Naturalna grawitacja Polski od wieków zawsze szła w kierunku Wschodu i w kierunku Morza Czarnego (… )”9. Piłsudski nie wierzył w szczerość sowietofilskiej polityki Kamala Ataturka. Słusznie oceniał przyjazne stosunki turecko-sowieckie jako chwilowe.10 Turcja czerpała duże korzyści ze swego sojuszu z sowietami. Polska to rozumiała i przyjęła politykę wyczekiwania na dobry moment, gdyż nie wątpiła w zwrot sytuacji. W Warszawie wiedziano, że ze wszystkich narodów kaukaskich największą sympatią Turków cieszyli się Azerowie. Dlatego tak ważny był Resulzade w planach polskich. 

Lider Musawatu mógł być bardzo pomocny dla polskich strategów prometejskich również ze względu na to, iż wydawał antysowieckie pismo oraz z powodu swoich kontaktów w Ankarze. Tadeusz Hołówko w swoim sprawozdaniu z wyjazdu do Stambułu pisał: „Musawat, nie ulega wątpliwości, to dziś najliczniejsza i najwpływowsza partia w Azerbejdżanie, mająca poza tem duże stosunki i wpływy w Turcji, gdzie przy pomocy tureckiej wydaje swój organ <Nowy Kaukaz> – w języku tureckim.(…) Związanie zaś Rasulzade osobiście i poza Komitetem z Polską, uważam za jedno z najważniejszych naszych zadań w Kons[tantyno]polu, bo ten człowiek należycie wykorzystywany może oddać ogromne usługi Poselstwu w jego pracy wśród opinii tureckiej (…)”.11

Dużym sukcesem Mehemmeda Emina Resulzadego było uzyskanie pozwolenia na wydawanie czasopisma „Jeni Kafkasja” (Yeni Kafkasya – Nowy Kaukaz).12 Było to pismo polityczne, naukowe i literackie. Pierwszy numer ukazał się 26 września 1923 roku. Pismo „Jeni Kafkasja” wychodziło dzięki bardzo skromnej pomocy Ognisk Tureckich (koła literackie), na czele których stał Hamdullah Suphi, minister edukacji w rządzie ankarskim, dawny znajomy i przyjaciel Resulzadego.

Przewodnią linią pisma było hasło „Kaukaz dla Kaukazczyków”. Chodziło tu o Kaukaz nie tylko jako twór geograficzny, ale przede wszystkim polityczny.13 Ideałem dla narodów kaukaskich według redaktora był byt poza Rosją. Kiedy Kaukaz wyzwoliłby się od Rosji (szeroko rozumianej, niezależnie od koloru), powstałby według Resulzadego jakościowo inny, lepszy, Nowy Kaukaz. „Nawet jeżeli dziś Kaukaz nie należy do Rosji z <Orłem> to należy do Rosji z <Sierpem>. Tylko do Kaukazczyków nie należy”.14

W pierwszym numerze „Jeni Kafkasja” (dalej JK) Resulzade napisał słowa, które mogły by być źródłem inspiracji dla autorów nazwy pisma oraz organizacji Prometeusz i w końcu całego ruchu antysowieckiego – prometeizmu. „Ptakiem, który rozszarpywał Prometeusza był orzeł. Czyżby orzeł, który od wieku szarpie pierś, wątrobę Kaukazu nie był dwugłowym orłem imperializmu rosyjskiego?(…)”.15 W przytoczonym fragmencie widać, iż autor Prometeuszem nazywa uciemiężone przez Rosję narody Kaukazu. Miną trzy lata od tej chwili i powstanie organizacja Prometeusz, liga narodów prometejskich, które mogły sobie zapewnić swój samodzielny byt tylko na gruzach bolszewickiej Rosji.

W izolowanej przez Zachód Turcji bardziej liczono się z Sowiecką Rosją, aniżeli przejmowano gwałceniem praw człowieka na Kaukazie. Otwarty antyrosyjski charakter „JK” miał na celu poinformowanie opinii publicznej w Turcji i poza jej granicami o sytuacji w Związku Radzieckim. Pismo drażniło sowieckie władze. Dyplomacja sowiecka coraz bardziej naciskała na rząd w Ankarze domagając się zamknięcia pisma. Sowieci odnieśli sukces i 1 października 1927 roku czasopismo zostało zamknięte.16 

Jednak już od 1 lutego 1928 roku Resulzade zaczął wydawać w Turcji nowe pismo „Azeri Turk” (dalej „Az.T”), innymi słowy „Azerbejdżanin”17. „Az.T” wychodził w Stambule co dwa tygodnie.18 Pierwsze 20 numerów było pisane alfabetem arabskim. Po przyjęciu w Turcji „Ustawy o Nowych Literach” 1 października 1928 roku „Az.T” od 16 grudnia 1928 roku przeszedł na alfabet łaciński. 

Informację o „Az.T” można znaleźć w raporcie polskiego poselstwa w Ankarze wysłanym do centrali 16 grudnia 1929 r. „(…)wydawana w Stambule gazeta tygodniowa <Azeri Turk> korzysta faktycznie z wielkich przywilejów w dziedzinie wolności słowa, gdyż władze tureckie, w drodze wyjątku tolerują w całej pełni publikowanie w tym piśmie wiadomości przedstawiających istotny stan Rosji”.19 Tolerancja Turków miała jednak swoje granice. Władze tureckie wskutek żądań Sowietów zamknęły pismo. Ukazało się tylko 30 numerów „Az.T”, a ostatni numer wyszedł w lutym 1930 roku. Redakcja pisma miała kłopoty nie tylko związane z represjami z zewnątrz. W 1928 roku w łonie partii Musawat powstał poważny konflikt, co nie mogło się nie odbić na pracy pisma. Resulzade był nie tylko redaktorem pisma, ale i autorem większości artykułów, dlatego jego coraz częstsze wyjazdy za granicę i w końcu opuszczenie Turcji osłabiły pracę redakcji.

Kolejnym antysowieckim pismem, które wydawała azerska emigracja w Turcji, był miesięcznik „Odlu Jurt” (Ognista kraina). Pierwszy numer składający się z 40 stron wyszedł w Stambule 1 marca 1929 roku.20 Na stronie tytułowej podana była pełna nazwa: „Odlu Jurt” Miesięczny organ ideologii narodowego Azerbejdżanu. Wszystkie numery wychodziły w alfabecie łacińskim.21

W artykule „Nasza twarz” Resulzade powtórzył myśl o konfederacji Kaukazu przedstawioną jeszcze w „Az.T” i przedstawił wynikające z tego korzyści dla Turcji i Persji. „W walce o odzyskanie swojej niepodległości azerbejdżański ruch narodowy gotowy jest do użycia wszelkich realnych możliwości. Nie będziemy tutaj mówili o wszystkich rodzajach tych możliwości. Zaznaczmy tylko, iż wśród politycznych możliwości przypisujemy szczególne znaczenie idei Konfederacji Kaukaskiej. Polityczne znaczenie niepodległego konfederacyjnego Kaukazu powinno przede wszystkim być doceniane w krajach sąsiadujących z Kaukazem, zarówno w Turcji jak i Persji – krajach, które najbardziej ze wszystkich znajdują się pod presją rosyjskiej imperialistycznej ekspansji.”22

Mimo korzyści wynikających z położenia geograficznego Turcji, jak było zaznaczone wyżej warunki polityczne na terytorium tego kraju w latach 20. nie były korzystne dla emigracji antybolszewickiej ze względu na strategiczny sojusz turecko-sowiecki. Jesienią 1928 roku gruziński przedstawiciel w KNK Szymon Mdiwani został aresztowany i wydalony z Turcji. Bezpośrednią przyczyną była zbytnia nieostrożność Gruzina, który mimo wydalenia przez władze tureckie jego współpracownika Czuwadze, sprowadził go z powrotem pod fałszywym paszportem.23 Resulzade prowadził w tej sprawie rozmowy z władzami tureckimi, jednak ze Sztabu poinformowano go poufnie, że „Mdiwaniego musiano wydalić ze względu na zbytnie ujawnienie jego roboty, oraz przekroczenie pewnych rozporządzeń policyjnych.”24 Azerska oraz północnokaukaska sekcja zapewniały gruzińskich kolegów, iż ta akcja nie odnosi się do całej gruzińskiej pracy i prosiły o wysłanie kolejnego przedstawiciela. Jednak po rewizji u Resulzadego oraz Szamila Gruzini umocnili się w przekonaniu o niemożności pracy na terenie Turcji i zażądały przeniesienia pracy do Paryża. W przeciwnym razie groziły wyjściem z KNK.

W latach 1928-1929 znacznie pogorszyły się warunki działalności politycznej emigracji kaukaskiej na terenie Turcji. Nad pogorszeniem sytuacji zaważyło kilka czynników, między innymi wspomniane wydalenie na jesieni 1928 roku gruzińskiego przedstawiciela. Ponadto 1929 rok był bardzo trudnym dla całej emigracji antysowieckiej działającej na terenie Turcji. Ankara coraz podejrzliwiej patrzyła na ich działalność, powoli, pod presją Sowietów ograniczała ich wolność. Choć Emin bej miał znajomości wśród elity rządzącej w Ankarze i był dobrze postrzegany, nawet azerbejdżańskiej emigracji nie udało się uniknąć rewizji policyjnych w czerwcu 1929 roku.

Polskie poselstwo natychmiast wysłało do centrali informacje na ten temat: „2’go b.m (czerwca – SK) rano urządzono równocześnie rewizję u Emina i Szamila i zabrano na policję wszystkie znalezione u nich papiery, u Emina wszystko, tzn. protokoły zebrań, książki etc., u Szamila nic, bo wszystko u nas trzyma.”25 „U Emina” oznaczało w redakcji pisma „Odlu Jurt”. Rzeczywiście policja zabrała wszystkie dokumenty, papiery znalezione w redakcji. To wydarzenie bardzo dotknęło azerską emigrację, jej przedstawiciele czuli się upokorzeni. Współpracownicy Resulzadego szukali autorów donosu wśród opozycji wobec Emina. Prawdziwym winowajcom między innymi właśnie o to chodziło. Pomimo argumentów osób z otoczenia Resulzadego uważam, że wersja wydarzeń, zgodnie z którą opozycja doniosła o antytureckiej działalności Resulzadego, żeby go skompromitować w oczach Turków, nie jest przekonująca. Interesujący w tej sprawie jest dokument, który trafił w ręce polskiej placówki w Ankarze, w którym niejaki German donosi ministrowi spraw zagranicznych Turcji Tefikowi Rusztiemu o antysowieckiej działalności kaukaskiej emigracji w Turcji.26 Raport zawiera również informację o Resulzadem. Wiele daje do myślenia początek dokumentu, gdzie autor pisze: „w nawiązaniu do naszych spotkań, na których między innymi został określony charakter informacji, które mogą zainteresować Was z punktu widzenia Waszej pracy narodowej (….)”27. Wynika z niego, że szef dyplomacji tureckiej „zamawiał” informacje o antysowieckiej emigracji. Finansowe i polityczne poparcie Polski dla kaukaskiej emigracji nie było tajemnicą dla Turków. Szukano powiązań z innymi krajami, między innymi Wielką Brytanią, do której Turcja nie miała zaufania. Rewizja u przedstawiciela Gorców, Szamila oraz wcześniejsze wydalenie gruzińskiego reprezentanta wskazują, że nie była to akcja wyłącznie przeciwko Resulzademu, lecz część całej operacji infiltrowania emigracji antysowieckiej pod kątem współpracy z Anglikami.

Po rewizji, przez trzy dni przesłuchiwano Resulzadego. Na przebieg przesłuchiwań światło rzuca doniesienie Gawrońskiego: „Badania – prowadzone oględnie, prawie życzliwie – były wyraźnie skierowane ku wynalezieniu ingerencji Anglików. (…) Policja miała otrzymywać dużo denuncjacji o konszachtach emigracji z Anglikami. Z Eminem omówiliśmy zatem, co ma mówić o naszej współpracy. Powiedziałem, żeby nie przeczył, o ile tylko ustnie ma zeznawać, by jednak niczego w tym sensie nie podpisywał. Bałem się, by taki akt nie trafił do rąk bolszewików, gdyż prowadzące przesłuchiwania są podejrzani o stosunki z bolszewikami. Na zapytanie <jakie rządy was popierają?> Emin doskonale odpowiedział: <w pierwszym rzędzie turecki, a następnie polski>. To Turków trochę zaniepokoiło i w następstwie sam Wali28 całe akta wziął do siebie i sam z Eminem gadał.”29 Resulzademu powiedziano, że polecenie rewizji otrzymali nie z Ankary, lecz że lokalna policja otrzymała doniesienie. Dla wyjaśnienia sprawy Gawroński chciał wysłać Resulzadego do Ankary. Jednak Resulzade nie miał pozwolenia na wyjazd, nie mógł opuścić Stambułu. W tym celu wysłano do Ankary Dżafara Sejdameta, który miał dobre kontakty wśród tureckich polityków. Jego rozeznania pokazały, że w rządzie Ismet Paszy (Inonu) zdecydowanie prosowiecką politykę prowadził Tefik Rusztu, który opowiadał się za wydaleniem antysowieckiej emigracji. Z takim rozwiązaniem nie zgadzał się minister spraw wewnętrznych Szukru Kaja, który miał poglądy antykomunistyczne, dlatego sprzyjał emigracji antybolszewickiej. Jak pisze Gawroński w swoim doniesieniu, w związku ze sprawą rewizji u Resulzadego powstał „huczek w rządzie i na Radzie Ministrów”.30 W takiej sytuacji minister spraw wewnętrznych Szukru Kaja zadecydował, że sam osobiście zajmie się tą sprawą, dlatego kazał wysłać sobie wszystkie akta.

Choć wątek z rewizją oraz związanym z nią śledztwem w sprawie Resulzadego w archiwach polskich się urywa, wydarzenia, które się następnie rozegrały dają podstawę do stwierdzenia, że niezależnie od wyników badań było wiadomo, że Turcy chcieli wyeliminować politycznie osobę Resulzadego. Cała rewizja była jedynie przedstawieniem w rozgrywkach turecko-sowieckich. Ignorowana przez Zachód Turcja zabiegała o względy Moskwy, dlatego musiała udowodnić sojusznikom lojalność i wierność. Zabiegi sowieckiego posła Jakowa Surica (Яков Суриц)31 przyniosły rezultaty. Udało mu się wzmocnić polityczny dialog turecko-sowiecki. Turcja musiała jak najszybciej pozbyć się krępujących „gości”. Resulzade musiał zaprzestać działania w Turcji, albo wyjechać. Prawdopodobnie w styczniu 1930 roku Mehemmed Emin Resulzade wyjechał z Turcji do Polski.

W tym samym roku we wrześniu do Moskwy pojechał minister spraw zagranicznych Tewfik Ruszti.32 Rok później odbyła się rewizyta w Ankarze ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRR Maksima Litwinowa. 30 listopada 1931 roku strony podpisały w Ankarze protokół o przedłużeniu na kolejne pięć lat turecko-sowieckiego traktatu o przyjaźni i neutralności z 1925 roku. Protokół zawierał tajną klauzulę, na mocy której Turcja zobowiązywała się deportować najbardziej aktywnych emigrantów antysowieckich oraz przeciwdziałać na swoim terytorium propagandzie, skierowanej przeciwko Sowietom.33 Ponadto szefowie dyplomacji przygotowali grunt do oficjalnej wizyty w Związku Radzieckim rządu tureckiego na czele z przewodniczącym Rady Ministrów Ismetem Inonu w kwietniu 1932 roku. Podczas pobytu tureckiej delegacji w Moskwie, 6 maja doszło do spotkania Ismeta Inonu ze Stalinem. Wizyta zaowocowała udzieleniem kredytu Turcji w wysokości 8 mln dolarów.34 Prawdopodobnie jednym z warunków udzielenia kredytu było, między innymi, ostateczne rozstrzygnięcie kwestii emigracji antybolszewickiej w Turcji. 

Polskie MSZ oraz Oddział II SG bezskutecznie próbowały od 1930 roku pomóc Resulzademu powrócić do Turcji. W materiałach polskiego MSZ zachowała się korespondencja między Warszawą a Stambułem, dotycząca sprawy uzyskania tureckiej wizy dla Resulzadego. Jedna z notatek pochodzi z grudnia 1930 roku: „Wiza dla Emin Beja jest w dalszym ciągu aktualna. Staraj się o nią. Emin jest człowiekiem tak bardzo sztandarowym, że nie sposób [podkr. w oryginale – SK] obejść bez niego na odcinku Jego narodu.” Z listu radcy polskiej ambasady w Turcji Karola Dubicza z 12 lutego 1933 roku wynika, iż próby były wznawiane cały czas, ale bezskutecznie: „W sprawie Eminowej wizy. Miałem na ten temat 2 długie rozmowy z Nadżi35. Widziałem, jak mu trudno było wykrztusić odmowę – nie miał na to argumentów.”36 Represje spotkały nie tylko samego Resulzadego ale również jego dzieła. 22 października 1938 roku Kemal Ataturk podpisał rozporządzenie zabraniające wwozu i rozpowszechniania jego książki.37 Wiadomo, że w praktyce to oznaczało zakaz rozpowszechnienia na terytorium Turcji wszelkiej antysowieckiej literatury.

Okres turecki (lata 1922-1930) był bardzo brzemienny w skutki dla działalności politycznej i publicystycznej emigracji kaukaskiej. W tym czasie powołano Zagraniczne Biuro Musawatu, Centrum Narodowe Azerbejdżanu, powstała najważniejsza emigracyjna organizacja kaukaska – Komitet Niepodległości Kaukazu, publikowano też prasę antysowiecką. Turcy tolerowali polityczną działalność uchodźców z Kaukazu na tyle, na ile mogli udawać, że nie wiedzą o ich antybolszewickiej działalności. W okresie międzywojennym Turcja nie była tak silna, żeby wspierać działania polityczne emigracji kaukaskiej przeciwko Związkowi Radzieckiemu, jedynemu mocarstwu, jakie wspomagało młodą republikę w procesie państwowotwórczym. Zachód, odwracając się od Turcji, niejako pchnął ją w objęcia Moskwy. Z tego punktu widzenia nie można zbyt surowo oceniać prosowieckiej polityki Kemala Ataturka, który dbał przede wszystkim o interesy narodowe Turcji. Kraje Europy Zachodniej przyjęły antysowiecką emigrację, tolerowały ją, ale jednocześnie przymykały oko na bezprawne, imperialistyczne działania bolszewików na obszarze byłej Rosji, pozwalając im krok po kroku odbudowywać imperium o innym zabarwieniu.

Dr Szahla Kazimowa – absolwentka Instytutu Orientalistycznego UW, wykładowca w Studium Europy Wschodniej UW, zajmuje się dziejami emigracji kaukaskiej w okresie dwudziestolecia międzywojennego, rozwojem azerbejdżańskiej myśli politycznej, w szczególności działalnością M. E. Resulzade.

1T. Reiss, Orientalista. Życie fałszywego księcia: od rewolucji bolszewickiej do faszystowskich Włoch, Warszawa 2005, s. 131-132.

2A. Jevakhoff, Kemal Ataturk. Droga do nowoczesności, Warszawa 2004, s. 154.

3D. Kołodziejczyk, Turcja, Warszawa 2000, s. 92.

4A. Jevakhoff, Kemal Ataturk…op.cit., s. 177.

5D. Kołodziejczyk, Turcja, s. 105.

6Г. Мамулия, Кавказская Конфедерация в официальных декларациях, тайной переписке и секретных документах движения ≪Прометей≫. Сборник документов, Москва 2012, s.7.

7Tadeusz Schaetzel (1891-1971) – polityk i dyplomata, pułkownik dyplomowany Wojska Polskiego, poseł, działacz prometejski. Karierę wojskową zaczynał w Legionach Polskich i Polskiej Organizacji Wojskowej. Od 1919 roku służył w Sztabie Naczelnego Wodza. W latach 1922-1923 pełnił funkcję Szefa Wydziału Ewidencji Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. W latach 1924-1926 przebywał w Turcji jako attache wojskowy, po powrocie do kraju stał na czele Oddziału II Sztabu Generalnego (1926-1928), radca ambasady RP, poseł nadzwyczajny w Paryżu (1929-1930), Szef Gabinetu Prezesa Rady Ministrów. W latach 1931-1935 Naczelnik Wydziału Wschodniego MSZ, wicedyrektor Departamentu Politycznego MSZ (1914-1935), poseł na Sejm (1930-1938), w latach 1935-1939 wicemarszałek Sejmu. Po okupacji niemieckiej Warszawy wyjechał do Rumunii, gdzie został internowany (1939-1944). W 1944 roku wyjechał do Turcji, stamtąd do Egiptu. Od 1947 roku zamieszkał w Wielkiej Brytanii, gdzie wraz z innymi najbliższymi współpracownikami Józefa Piłsudskiego tworzył Instytut Józefa Piłsudskiego w Londynie oraz Ligę Niepodległości Polski, od 1957 roku był prezesem jej Rady Naczelnej. W 1949 roku wznowił grupę „Prometeusz” i przewodniczył jej. Do końca życia utrzymywał kontakty z działaczami prometejskimi.

8Tadeusz Ludwik Hołówko (1889-1931) – polski działacz niepodległościowy związany z obozem Piłsudskiego, działacz PPS, organizator i członek POW, znany publicysta, jeden z najbardziej wybitnych znawców kwestii narodowościowych w II RP, strateg ruchu prometejskiego. Pełnił wysokie funkcje we władzach PPS. Był jednym z organizatorów Związku Zbliżenia Narodów Odrodzonych, brał udział w powstaniu Instytutu Badań Spraw Narodowościowych oraz Instytutu Wschodniego w Warszawie. Od 1 marca 1927 objął stanowisko Naczelnika Wydziału Wschodniego MSZ. W grudniu 1927 roku wystąpił z PPS i przystąpił do tworzenia Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem (BBWR), organizacji politycznej popierającą Marszałka i działającej według jego wskazań. W listopadzie 1930 roku z ramienia tej organizacji dostał mandat poselski do Sejmu, został jednocześnie wybrany wiceprezesem Bloku oraz kierownikiem grupy poselskiej Klubu Parlamentarnego BBWR i prezesem regionalnej grupy wileńskiej. Aktywny obrońca praw narodów z obszaru Imperium Rosyjskiego, opowiadał się za koniecznością wsparcia ruchów niepodległościowych w walce o suwerenność, utrzymywał osobiste kontakty z najwybitniejszymi przedstawicielami nierosyjskiej antysowieckiej emigracji. Jako jeden z realizatorów polityki wschodniej Józefa Piłsudskiego z ramiona MSZ prowadził rozmowy z Ukraińcami, Kaukazczykami, Tatarami Krymskimi i Nadwołżańskimi oraz przedstawicielami Turkiestanu. Jako polityk i publicysta wypowiadał się za zbliżenie polsko-ukraińskie. 29 sierpnia 1931 roku został zabity przez dwóch nacjonalistów ukraińskich w Truskawcach. Szerzej o życiu i działalności Tadeusza Hołówki patrz: I. Werschler, Z dziejów obozu belwederskiego. Tadeusz Hołówko: życie i działalność, Warszawa 1984; A. Madera, Prometeizm i polityka etniczna wobec narodów słowiańskich w poglądach i działalności Tadeusza Hołówki, [w:] W. Dymarski, J. Juchnowski (red.), Europa Środkowa-Wschodnia w polskiej myśli politycznej, Wrocław 2004, s. 53-101.

9J. Potocki, Instrukcje Marszałka dla ambasadora RP w Turcji (1933), „Niepodległość”, t. 7 , Londyn 1962, s. 254.

10Ibidem, s. 255.

11AAN, sygn. 6687, k.12, k. 15.

12Na temat czasopisma „Jeni Kafkasja” patrz: A. Tahirli, Azərbaycan muhacir mətbuatı (“Yeni Qafqasya”, “Azərbaycan” (Paris),”Odlu Yurd”, “Azərbaycan yurd bilgisi”, “İstiqlal”, “Azərbaycan” (Ankara)). I hissə, Bakı 2002, s. 15-25; S. Şimşir, Azerbaycan’ın İstiklal Mucadelesi, İstanbul 2006, s. 40-52.

13S. Şimşir, Azerbaycan’ın istiklal mucadelesi…op.cit., s. 40.

14İbidem.

15Resulzade jeszcze w 1918 roku w swoim przemówieniu na otwarciu parlamentu Azerbejdżanu porównał narody kaukaskie ze zniewolonym Prometeuszem, a ptaka, który wyjadał mu wątrobę – z dwugłowym orłem rosyjskim: „Panowie, kiedyś Prometeusz, przedstawiciel idei wolności podobnie do nas, narodów kaukaskich, był przykuty do gór Kaukazu. Pragnął on zerwać wieczne okowy. Duch Prometeusza jest w każdym z narodów kaukaskich (…)”.

16S. Şimşir, Mehmet Emin Resulzade’ nin Turkiye’deki hayatı, faaliyeleri ve duşunceleri, Ankara 1995, s. 27.

17To jest wyjaśnienie samego Resulzadego użyte w streszczeniu pierwszego numeru „Azeri Turk”, który wysłał Tadeuszowi Hołówce, Szefowi Departamentu Wschodniego MSZ RP: AAN, teczka 6693, k. 37. Artykuł ukazał się również w języku francuskim w piśmie „Promethee”. „Promethee”, maj 1928, nr 16, s. 13-15.

18Szerzej na temat „Azeri Turk” patrz: A. Tahirli, Azərbaycan muhacirət mətbuatı.. II hissə, Bakı 2003, s. 155-166; S. Şimşir, Azerbaycan’ın istiklal mucadelesi…op.cit., s. 52-59.

19AAN, sygn. 6689, k. 17.

20Szerzej na temat „Odlu Jurt” patrz: A. Tahirli, Azərbaycan muhacir mətbuatı, I hissə…op.cit., s. 26-43; S. Şimşir, Azerbaycan’ın İstiklal…op.cit., s. 60-65.

21Niestety, również „Odlu Jurt” z przyczyn politycznych został zamknięty. Ostatni jego numer (30-31) ukazał się w sierpniu 1931 roku.

22Ibidem, k. 16.

23List Kazimierza Papee do Tadeusza Hołówki z dnia 3. IX. 1928, AAN, sygn. 6693, k. 132.

24Telegram szyfrowy Kazimierza Papee do Ministra Spraw Zagranicznych, AAN, sygn. 6693, k. 157.

25List Jana Gawrońskiego do Tadeusza Hołówki z dnia 13 czerwca 1929, AAN, sygn. 6689, k. 76.

26AAN, sygn. 6693, k. 91-93.

27Ibidem, k. 91.

28Gubernator, prezydent miasta, mer.

29List Jana Gawrońskiego do Tadeusza Hołówki z dnia 13. 06. 1929, AAN, sygn. 6689, k. 77.

30AAN, sygn. 6689, k. 78.

31Jakov Zacharowicz Surits (1882-1952), sowiecki dyplomata, w latach 1924-1934 polpred (pełnomocny przedstawiciel) Sowietów w Ankarze. Podpisał w 1925 roku umowę o przyjaźnie i neutralności pomiędzy Turcją i ZSSR. Za swoją działalność dyplomatyczną w Turcji dostał najwyższą w tamtych czasach nagrodę – order Lenina.

32Очерки истории Министерства Иностранных Дел России, Москва 2002, t.2, s.140.

33А. Балаев, Мамед Эмин Расулзаде (1884-1955), op.cit., s. 236.

34М. Гасратян, П. Моисеев (red), CCCР и Турция, 1917-1979, Москва 1981, s. 98-99.

35Może chodziło o Ahmeta Nadżi Tinaza? Był on głównym radcą w Ministerstwie Obrony Turcji. W latach 1939-40 był ministrem obrony.

36List Karola Dubicza z dnia 12 lutego 1933 roku. AAN, sygn. 6691, k. 65.

37С. Исхаков (red), Из истории азербайджанской эмиграции. Сборник документов, произведений, писемМосква 2011, s. 291.

Kaukaz w polityce MSZ – rola i znaczenie Konsulatu Generalnego RP w Tbilisi w okresie międzywojennym

Marcin Kruszyński

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 2, lipiec 2012, ss. 243-255]

Traktat ryski z 18 marca 1921 r. kończył co prawda stan wojny pomiędzy Polską a Rosją Radziecką, ale pozostawiał wiele kwestii nierozstrzygniętych. Jedną z nich był m.in. problem zajętych przez Moskwę republik kaukaskich1, obszaru nie objętego zasięgiem wspomnianego porozumienia. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych (MSZ) szybko stanęło więc przed poważnym dylematem – politycznym i moralnym zarazem – jak ułożyć sobie względnie poprawne stosunki z Kremlem, nie zapominając o mieszkańcach Kaukazu, bliskich Polakom tak ze względu na podobną historię jak i istniejące tam od końca XIX w. dość liczne skupiska Polonii.2

O ile sprawę opieki konsularnej nad osobami polskiego pochodzenia3 udało się dosyć sprawnie – choć rzecz jasna prowizorycznie4 – zorganizować, tj. ich interesy reprezentowały konsulaty: włoski w Tbilisi i perski w Baku oraz Erewaniu5, to pozostawało nadal zagadnienie relacji geopolitycznych w układzie: Polska -Rosja Radziecka – Kaukaz, a szczególnie w układzie: Polska – Rosja Radziecka – Gruzja.

Już teraz nasze rozważania trzeba rozpocząć od spostrzeżenia bardziej ogólnego, tzn. rozwikłanie tej łamigłówki było po prostu niemożliwe. Nie dało się bowiem pogodzić ze sobą sprzecznych interesów Związku Radzieckiego i emigracyjnych władz byłych republik kaukaskich, pamiętając równocześnie o nadrzędnej wartości za jaką uznać wypada dobro państwa polskiego. Pewnie wierność programowi nie wyklucza elastyczności w zakresie taktyki i doboru środków prowadzących do celu, niemniej – jak zaraz postaram się to udowodnić – dyplomaci z Wierzbowej mieli tutaj po prostu bardzo ograniczone pole manewru. Chociaż rzadko opinię taką wyrażano expressis verbis, to najkorzystniejszy dla Polski okaże się „kulawy kompromis”, a mianowicie deklaratywne, i nic poza tym, wspieranie dążeń niepodległościowych narodów Zakaukazia, przy równoczesnym – można by rzec – „praktycznym” układaniu sobie kontaktów z Kremlem.

Potwierdzeniem tak postawionej tezy są losy Konsulatu Generalnego RP w Tbilisi. Celem niniejszego tekstu jest krótkie przedstawienie jego początków, zadań przed nim postawionych bądź też nie, przegląd kadry kierowniczej6, a to wszystko na tle swoistego remanentu naszej wiedzy o polskiej polityce zagranicznej okresu dwudziestolecia międzywojennego.

Wielu pracowników MSZ bez wątpienia dobrze życzyło i darzyło szczerą sympatią Gruzinów. To wszak w Wydziale Wschodnim (WW)7 znajdujemy entuzjastów idei prometejskiej, czyli pomysłu rozbicia Rosji po „szwie narodowościowym”,
Rosji, kraju zawsze wrogiego Polsce, Rosji, kraju zawsze zagrażającego polskiemu samodzielnemu bytowi. Tyle teoria, rzeczywistość zaś okazała się bardziej skomplikowana. Po raz pierwszy tak mocno pokazała to konferencja w Genui, demaskując
w pewnym sensie Warszawę, przede wszystkim zaś właśnie urzędników WW. To przecież nie skądinąd jak tylko z tych kręgów wyłoniły się dwa dokumenty, jeden ze stycznia 1922 r., opublikowany przez Wojciecha Materskiego8 i drugi z 25 lutego 1922, omawiany przeze mnie w innym miejscu9, przedstawiające polskie wytyczne odnośnie genueńskiego spotkania. Jednoznacznie mówi się tam o odsunięciu na dalszy plan, czy wręcz porzuceniu, sprawy gruzińskiej, w zamian za m.in. wspólne z Rosjanami stanowisko wobec uznania przez Zachód traktatu ryskiego, co może wystawia Polakom nie najwyższą ocenę „moralną”, ale świadczy o twardym ich stąpaniu po ziemi. Wymienione materiały archiwalne dobitnie pokazują też, iż analizując dzieje dyplomacji, nie da się stosować prostego erystycznego chwytu, stawiającego znak równości pomiędzy określeniami „memoriał MSZ” i wewnętrzne przeświadczenie twórców „memoriałów MSZ”.

Wydarzenia z Genui10 – jak wiadomo – nie przyniosły żadnych pozytywnych rozstrzygnięć tak w ujęciu Europa Zachodnia i Rosja Radziecka, jak i w układzie Polska i Rosja Radziecka. Stąd też nic nie mogło się zmienić w relacjach polsko – kaukaskich. Szansę na jakiś przełom, bądź raczej na jakąś zmianę, przyniósł dopiero rok 1923, kiedy to Warszawa stanęła przed problemem notyfikacji powstania Związku Radzieckiego.11 Na ironię losu zakrawa fakt, że był to chyba jedyny moment w dziejach II RP, kiedy zaistniała faktyczna szansa połączenia ze sobą pięknego mitu o „polskim” Prometeuszu z regułami twardej polityki, przekreślona nie przez jakieś „obiektywne” uwarunkowania międzynarodowe, lecz indolencję kierownictwa MSZ. Otóż stronę polską w negocjacjach z Komisariatem Ludowym Spraw Zagranicznych (KLSZ) reprezentował chargé d`affaires w Moskwie Roman Knoll12, jeden z nielicznych w MSZ, „twardych” prometeistów. Natomiast za adwersarzy miał on wówczas nie tylko dyplomatów rosyjskich, ale także ówczesnych zwierzchników, wywodzących się z Narodowej Demokracji, Mariana Seydę i Romana Dmowskiego.

Knoll mocno akcentował, iż polska cena za uznanie powstania ZSRR winna opiewać także na utworzenie na terytorium wschodniego sąsiada gęstej sieci konsularnej. W zarysowanym prawdopodobnie w połowie 1923 r. schemacie takich placówek, wśród planowanych przez niego konsulatów generalnych, obok Moskwy i Charkowa, pojawiło się również miasto Tbilisi.13 Szef poselstwa w Moskwie już wcześniej sądził, ze tego typu jednostki, nastawione na zbieranie informacji, głównie rzecz jasna dotyczących sytuacji narodowościowej w Związku Radzieckim, pomogą lepiej „spenetrować” Rosję. Natomiast uzyskane w ten sposób dane, zdaniem Knolla, mogły być dobrą kartą przetargową np. w kontaktach z Francją czy Wielką Brytanią.14 Jednocześnie zaś Knoll, bez wątpienia wybitny znawca problematyki wschodniej, bardzo realnie oceniał trudność i niezręczność polskiego położenia wobec kwestii kaukaskiej. Tzn. dyplomata ten odrzucał np. pomysł utworzenia w stolicy Gruzji oddzielnego poselstwa, co rodziłoby konieczność uznania de iure Zakaukaskiej Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Rad (ZSFRR), narażając nas jednocześnie na konflikt z polityczną gruzińską emigracją.15 Powołanie za to konsulatu generalnego, czyli przedstawicielstwa dosyć wysokiej rangi16, nie uwłaczającego więc w niczym rządom Federacji Zakaukaskiej, a zarazem powstrzymanie się od nominacji posła, obok ambasadora, najwyższego urzędnika spełniającego zewnętrzne funkcje suwerennej władzy polskiej, czyniło jakoś realnym tę swoistą „politykę równowagi”, w myśl założenia by wilk był syty i owca cała.

Knoll, wspierany przez kręgi wojskowe17, może najbardziej „prometejskie” spośród wszystkich ówczesnych czynników decyzyjnych w Polsce, uparcie starał się przekonać ministra Seydę o słuszności własnych pomysłów, w tym o konieczności wysłania misji konsularnej do Gruzji.18 Czytając raporty chargé d`affaires w Moskwie, odnosi się wrażenie, iż w pewnym momencie sprawę utworzenia konsulatu w Tbilisi traktował on wręcz jako warunek sine qua non pomyślnego zakończenia polsko – radzieckich pertraktacji.19 Cóż zaś z tego, skoro wszystko to spotykało się z cierpką rekuzą Warszawy. Wiemy dziś, iż endecja dążyła do przesunięcia głównego wektora polskiej polityki zagranicznej na zachód.20 Nie byłoby w tym może nic złego, gdyby nie idąca za tym pewna niefrasobliwość, żeby nie powiedzieć ignorancja, wobec zagadnień wschodnich. Seyda podczas trwających kilka miesięcy pertraktacji z KLSZ wielokrotnie dał tego dowód. Nie dziwi więc, że ani on, ani Dmowski, zupełnie nie rozumieli dlaczego Knoll tak upierał się przy kwestii założenia w Tbilisi naszego konsulatu. Więcej, gotowi byli poświęcić ten pomysł, byleby szybciej zakończyć przedłużające się rozmowy z Rosjanami.21 Rażą natomiast słowa Dmowskiego, wypowiedziane podczas posiedzenia sejmowej komisji spraw zagranicznych, w listopadzie 1923 r.. Będąc już zwierzchnikiem MSZ, stwierdził on, co natychmiast zostało podchwycone przez prasę, że: „[…] sprawa ta (tj. utworzenie konsulatu w Tbilisi – M.K.) pod względem ekonomicznym nie jest jeszcze dla nas tak pilna”.22 Jeśli była to zaplanowana „niedyskrecja”, to trudno dzisiaj jednoznacznie stwierdzić, czemu miała ona właściwie służyć. Jeśli natomiast mamy tutaj do czynienia z jakimś przypadkowym wystąpieniem (argument ekonomiczny?23), to jest to gafa potwierdzająca tylko brak odpowiednich kompetencji Dmowskiego do sprawowania funkcji szefa MSZ. Duże zresztą pole do refleksji stwarza fakt, iż „endecy”, upatrujący największe zagrożenia dla Polski w działaniach Niemców, niemal całość własnego ministerium poświęcili na zagadnienia związane ze wschodem.

13 grudnia 1923 r. Warszawa ostatecznie uznała powstanie nowego radzieckiego państwa, pozostawiając jednak de facto nierozstrzygniętym zagadnienie utworzenia lub też nie konsulatu w Tbilisi. Dopiero polsko – radziecka konwencja konsularna (1924) dawała szansę na zmianę tego stanu rzeczy.24

Cokolwiek by mówić, po wyjeździe Knolla z Moskwy, przyszła misja konsularna na Zakaukaziu traciła chyba największego w swojej historii orędownika. Co gorsza zaś, mimo iż także Dmowski odchodził, ten w ogóle z MSZ, nigdy interesująca nas placówka – podobnie jak i sam Kaukaz – nie znajdzie jakiegoś dużego uznania w oczach i kolejnych zwierzchników ministerstwa. Postarajmy się ich wszakże nieco bronić i usprawiedliwić. Do takiego stanu rzeczy w dużej mierze przyczyni się bowiem sama „radziecka rzeczywistość”, na którą Wierzbowa nie miała rzecz jasna wpływu, a która znacznie różniła się od tego, z czym dyplomaci mieli do czynienia w innych krajach.

Nim o tym, warto wcześniej przyjrzeć się dokumentowi z 5 października 1924 r. Wyszedł on prawdopodobnie znowu spod pióra pracowników WW i jeszcze raz widać w nim cały zespół cnót i braków polskiej dyplomacji odnośnie Zakaukazia. Znowu też czytelnik lubujący się w jaskrawych kontrastach znajdzie tu wdzięczne pole do zestawień. Otóż słowem – kluczem jest tam określenie „niezręczność”. Niezręcznością było uznawanie niepodległego rządu gruzińskiego i jednoczesne zawarcie traktatu ryskiego łączącego się z naturalną koniecznością nawiązania „normalnych” stosunków międzysąsiedzkich z Moskwą. Niezręcznością było przyjmowanie gruzińskich oficerów do armii polskiej25 i równoczesne zaklinanie rzeczywistości w postaci lekceważenia obecności na mapie politycznej bolszewickiej Federacji Zakaukaskiej. Natomiast za sukces uznawano wspominaną wcześniej deklarację z grudnia 1923. Jak to możliwe, zapytajmy samych autorów: „Odpowiedź na notyfikację powstania ZSRR nie zawiera żadnych ustępstw stwierdzających wprost wyrzeczenie się istniejącego w Gruzji dawnego porządku”.26 Komentując ten cytat, trudno oprzeć się jednak wrażeniu, że piszący te słowa ulegali politycznemu „rozdwojeniu jaźni”, chcąc prawdopodobnie uciszyć wyrzuty sumienia. Końcowy wniosek okazuje się przecież błędny, co historyk winien odnotować. Ważne jest nie tylko to, o czym się pisze, ale też to jak się to robi.

Dopiero 1 kwietnia 1926 r. w Warszawie ówczesny premier i minister spraw zagranicznych Aleksander Skrzyński oraz połpred radziecki27 w Polsce Piotr Wojkow dokonali wymiany dokumentów ratyfikacyjnych konwencji konsularnej z lipca 1924 r.28 Odkładając tutaj na bok przyczyny tak dużego poślizgu czasowego między jednym a drugim wydarzeniem29, podajmy jedynie, iż akt ustanawiający powołanie etatowego Konsulatu Generalnego RP w Tbilisi nosił datę 18 października 1926 r. Określając tzw. okręg kompetencyjny, placówka ta swoim zasięgiem miała objąć obszar całej ZSFRR.30 Za to już dwa miesiące wcześniej, 17 sierpnia 1926 r., wyznaczono pierwszego konsula.31 Polacy zaczęli się instalować w Gruzji pod koniec lutego 1927 r.32

Wszystko to razem działo się zaś w momencie, gdy z Moskwy wyjeżdżał właśnie poseł Stanisław Kętrzyński.33 To bez wątpienia ostatni akredytowany tam polski dyplomata z okresu międzywojennego, który nie tylko że sporo miejsca w korespondencji z centralą poświęcił Zakaukaziu, lecz próbował także naciskać na Skrzyńskiego, aby ten jak najszybciej34 decydował się na otworzenie interesującego nas konsulatu,35 czemu Rosjanie bynajmniej się nie sprzeciwiali, a czego wręcz się domagali.36 I chociaż Kętrzyński uchodził wśród współpracowników z poselstwa za ignoranta w sprawach wschodnich37 – oddajmy mu tutaj sprawiedliwość, samemu też tego nie ukrywając38 – polityk ten, analizując położenie wewnętrzne Związku Radzieckiego, potrafił jednak zrozumieć wagę Zakaukazia dla mocarstwowej pozycji ZSRR na świecie. Jego zdaniem, konsulat w Tbilisi, przekazujący niejako z pierwszej ręki wiadomości na temat rzeczywistej siły komunistów na Kaukazie39, w przyszłości mógłby dać Polsce szansę odpowiedniego reagowania na dziejące się tam rzeczy, a może i pozwoliłby być nawet katalizatorem jakichś zmian. Wybory ideologiczne i polityczne Kętrzyńskiego, człowieka szczerze (naiwnie?) przekonanego o możliwości faktycznej pokojowej koegzystencji Polski i ZSRR, skonfrontowane z brutalną rzeczywistością, rzadko okazywały się trafne, lecz akurat kwestia konsulatu w Tbilisi jest tutaj chlubnym wyjątkiem.

Zachowanie miary jest w dziedzinie historii oczywiście rzeczą podstawową. Nie przeszkadza to sądzić, iż Kaukaz, także w latach po przewrocie majowym, nie znalazł chyba właściwego miejsca w polityce zagranicznej Warszawy, przynajmniej nie takiego, jakie życzyliby sobie np. „prometeiści”. Jest kilka tego powodów. Najważniejszy natomiast to taki, iż Józef Piłsudski zwyczajnie nie mógł pozwolić sobie na pogorszenie relacji z Moskwą,40 w chwili gdy kraj dopiero odżywał gospodarczo po udanej, ale szokowej terapii, zastosowanej przez Władysława Grabskiego, w momencie napiętych stosunków z Berlinem i obumierających kontaktów z Paryżem. Więcej, z racji wiadomej przeszłości Marszałka, pogromcy bolszewików spod Warszawy, zachodziło uzasadnione podejrzenie, iż Kreml z dużym zaniepokojeniem przyjmie jego powrót do władzy, – pokazują to chociażby enuncjacje prasy radzieckiej z maja i czerwca 1926 r.41 – co tym bardziej skłaniało Polaków do unikania wszelkich zadrażnień z Rosjanami. Co prawda Piłsudski, jak się zdaje, nigdy nie wierzył w trwałe ułożenie poprawnych związków z komunistami, ale na razie Polska potrzebowała czasu by przygotować się do ewentualnej przyszłej wojny.

Biorąc to wszystko pod uwagę, jednym z naczelnych zadań naszej dyplomacji, kierowanej przez Augusta Zaleskiego, ale sterowanej z tylnego fotela przez Piłsudskiego, stało się pozorowanie, czy też przewlekanie, negocjacji o pakt o nieagresji.42 W tych warunkach jakiekolwiek wspieranie dążeń niepodległościowych ludów Kaukazu, jeśli w ogóle o czymś takim możemy mówić w przypadku dotychczasowych działań MSZ, traciło już całkowicie rację bytu. Nawet wizytę Stanisława Patka43 w Federacji Zakaukaskiej, jesienią 1927 r.44 trudno jest rozpatrywać w kontekście jakiegokolwiek zainteresowania MSZ sprawami kaukaskimi. Nie był to ani dowód sympatii ani żaden symboliczny gest pamięci o Kaukazie45, lecz jedynie element gry toczącej się przy moskiewskim stole rokowań politycznych.

Wróćmy jednakże do samego konsulatu w Tbilisi. Mając świadomość przedstawionych uwarunkowań, jego krótkie losy (zlikwidowany pod koniec 1937 r.46) w niczym nie zaskakują. I tak przyjrzyjmy się najpierw pokrótce polityce kadrowej. Chociaż zapewne z trafnością tej tezy można polemizować, ale moim zdaniem daje się wyczuć pewną zachowawczość przy nominacjach zwierzchników opisywanej placówki. Tzn. centrala „unikała” wysyłania tam dobrych fachowców, nie mówiąc już o wybitnych osobowościach, wyraźnie traktując misję w Tbilisi jako placówkę, już nawet nie drugorzędną, ale wręcz trzeciorzędnego znaczenia. Jeśli mówić o jakimś odstępstwie od tej reguły, to zaprzeczeniem powyższego wywodu jest tylko postać pierwszego konsula, Zygmunta Mostowskiego47 (1926 – 1931). Może bez większego kierowniczego doświadczenia, lecz z pewną znajomością spraw wschodnich, dyplomata ten przygotowywał wiele raportów zarówno o sytuacji narodowościowej48 jak również o położeniu gospodarczym Federacji Kaukaskiej, dobrze ocenianych w Warszawie. Wysokie noty wystawiał mu – postać warta chwili uwagi – nie kto inny jak sam Tadeusz Hołówko. W grudniu 1929 r., dokonując przeglądu wszystkich konsulatów49 w ZSRR, tak o tym pisał:

Placówka kierowana przez niego (tj. Mostowskiego – M.K.) wybija się na czoło wszystkich placówek polskich w ZSRR, choć niewątpliwie pracuje w najtrudniejszych warunkach, a kontakt jej z centralą wskutek oddalenia był długo nadzwyczaj luźny. Informacje przesyłane przez konsulat w Tyflisie, polityczne, gospodarcze, narodowościowe, wyróżniają się starannością i sumiennością w opracowaniu i zawierają dane pierwszorzędnej doniosłości”.50

Czy to oznacza, że ten naczelny „piłsudczyk – prometeista”, dopóki żył i miał wpływ na działalność MSZ, starał się lokować odpowiednich ludzi na istotnych z własnego punktu widzenia stanowiskach? Źródła milczą na ten temat. Roztropność nakazuje mieć zatem co do tego zastrzeżenia, lecz nie mamy też prawa całkowicie poddawać tego w wątpliwość. Tym bardziej, iż w kolejnych latach konsulat w Tbilisi stanie się, najpierw miejscem „odosobnienia” dla siejącego postrach wśród podwładnych „oprawcy”, a potem siedzibą wyraźnie przypadkowo dobieranych urzędników MSZ.

Żeby nie być więc gołosłownym, Mostowskiego, poważnie chorego na płuca, na nieszczęście zastąpił51 Adam Stebłowski52, człowiek mocno osadzony w coraz silniejszym, także w strukturach MSZ, środowisku wojskowym.53 Tym właśnie koneksjom, ten były oficer zawdzięczał pracę najpierw jako zwierzchnika konsulatu w Charkowie (1928 – 1932), a teraz w Tbilisi (1932 – 1933). Na pierwszy rzut oka wydaje się więc, że nominacja ta przeczy postawionej wcześniej tezie o marginalnym traktowaniu interesującej nas placówki przez organa kierownicze MSZ, skoro trafia tam ktoś o dużych wpływach w centrali. Tyle tylko, że już w Charkowie Stebłowski dał się poznać i jako słaby dyplomata i jako osoba całkowicie nie orientująca się nawet w podstawowych czynnościach konsularnych, ale na domiar złego i jako arogancki szef, lekceważący podwładnych, nie uznający żadnego sprzeciwu.54 Aby uniknąć tutaj posądzenia o jakąś stronniczość, brak krytycznej analizy źródeł czy wreszcie „przeszacowane” zaufanie do materiałów wytworzonych w Charkowie przez „cywilów”, przedstawmy jeszcze opinię o Stebłowskim sporządzoną w Oddziale II Sztabu Głównego55 pod koniec 1931 r., a zatem tuż przed przeniesieniem go na Kaukaz. W dokumencie tym czytamy m.in.:

To człowiek (Stebłowski – M.K.) bardzo małej wartości etycznej i moralnej, karierowicz, bałaganiarz, intrygant i kłamca. Ambitny, nie umiejący pracować i stwarza straszny chaos wokół siebie. Jest zazdrosny o swoją wyłączność na danym terenie. […] W stosunkach prywatnych ciężki i nieprzyjemny. Panikarz i tchórz”.56

Nie sposób zatem nie odnieść wrażenia, iż desygnacja Stebłowskiego nosiła charakter przeniesienia, co prawda na równorzędne pod względem stopnia zaszeregowania, lecz mniej eksponowane stanowisko, gdzie po prostu nie szkodziłby on tak
wielce jak poprzednio. Bo chyba jednak nie wszystko wyjaśnia fakt, że Wiktor Tomir Drymmer57, który zawitał na Wierzbową w 1929 r., zapragnął zmienić dotychczasową rolę konsulatów, przekształcając je w znaczniej mierze w komórki wywiadowcze. Potrzebując zaś do tego odpowiednich ludzi, ściągał wojskowych, w tym m.in. i Stebłowskiego, co często w literaturze przedmiotu określane jest mianem „militaryzacji” MSZ.58 Stebłowski miał zresztą epizod wywiadowczy w Charkowie, tak oto
oceniony:

„Raporty Stebłowskiego – informacyjne – pożałowania godne. Teren kompletnie nieopanowany. Zupełna nieznajomość podstawowych zagadnień, indolencja połączona z autoreklamą – placówka ta nie przynosi żadnych korzyści”.59

Niewiele korzyści, zarówno dla służby konsularnej i dyplomatycznej, jak i dla wywiadu, przyniosła też działalność kolejnego „wojskowego dyplomaty” w Tbilisi, Jerzego Kłopotowskiego60 (1933 – 1936).61 Unikając jednoznacznie nacechowanych komentarzy, trzeba jednak stanowczo stwierdzić, iż nie do końca – tak w tym konkretnym przypadku jak i w przypadku innych „dwójkarzy” wysyłanych w ogóle do ZSRR – była to wina samych zainteresowanych.

To chyba dobry moment, żeby powiedzieć wreszcie coś o warunkach pracy w gruzińskiej stolicy. Otóż konsulat znajdował się pod stałą obserwacją radzieckich służb bezpieczeństwa. Jak obliczyli sami polscy urzędnicy, lokalne GPU wyznaczało średnio 10-12 agentów do obserwacji misji. Dodatkowo byli oni wyposażeni w samochód. Stąd towarzyszono osobom opuszczającym placówkę pieszo oraz wyjeżdżających służbową limuzyną. Zabawnie brzmi dzisiaj informacja, że w trakcie podróży poza miasto, gdy dochodziło do krótkich postojów, funkcjonariusze radzieccy zatrzymywali się w pewnej odległości od Polaków i chowali za drzewami, tak by móc, bez żadnej przerwy, kontrolować przebieg wypadków.62 Gdy natomiast do tego wszystkiego dodamy jeszcze i to, że każdy interesant, tuż po opuszczeniu gmachu misji konsularnej, zaraz był legitymowany i odprowadzany na komisariat63, lepiej zrozumiemy marginalne znaczenie tej jednostki w całej sieci tego typu urzędów MSZ. Brak petentów – oczywisty strach obywateli radzieckich – przy i tak niewielkiej liczbie osób polskiego pochodzenia zamieszkujących okręg kompetencyjny naszego przedstawicielstwa, martwota w kontaktach z oficjalnymi czynnikami, powodowały, że konsulat w Tbilisi, podobnie jak i inne konsulaty w ZSRR, po dość krótkim czasie stał się w jakimś sensie „fasadowym”. W tym kontekście rzeczywiście, jeśli można było jakoś wykorzystać te „konsularne widma”, to tylko jako „przykrywkę” do zadań wywiadowczych. Przy czym także niektórzy wojskowi, wyłączając rzecz jasna samego Drymmera, gdy pojawiał się pomysł utworzenia w Związku Radzieckim kolejnego konsulatu, przyjmowali to sceptycznie, czy wręcz niechętnie. Obowiązująca w takiej sytuacji zasada wzajemności, powodowała z jednej strony konieczność powołania analogicznej radzieckiej placówki w Polsce, narażając nas tym samym na instalację kolejnej komórki wywiadowczej i propagandowej. Z drugiej zaś, biorąc pod uwagę specyfikę „radzieckiej rzeczywistości”, pomysł taki prowadził do wydatkowania kolejnych środków na następny konsulat, kto wie czy znowu nie „fikcyjny”.64

Mostowski skarżył się Patkowi na niezręczność, jaką było w 1929 r. zaproszenie go na, organizowane po raz pierwszy dla corps consulaire w Tbilisi65, uroczystości z okazji „sowietyzacji Gruzji”.66 Zaproszenia takie zaś w niczym nie przeszkadzały lokalnemu rządowi sterować, nie bądźmy bowiem tutaj naiwni, rzekomo spontanicznymi manifestacjami pod gmachem polskiej placówki, zawsze kiedy w Polsce przedstawiciele gruzińskiej emigracji urządzali jakieś własne uroczystości i kiedy udział w nich brali przedstawiciele polskich władz.67

Biorąc za punkt odniesienia wyłącznie interesy MSZ, trudno także uznać za wystarczający powód do zaznaczania wyjątkowości konsulatu w Tbilisi, fakt, iż np. Mostowski mógł godnie reprezentować państwo polskie w trakcie wizyty jaką w 1928 r. złożył w Federacji Zakaukaskiej król Afganistanu Amanullach wraz z małżonką.68 Tym bardziej, iż placówka konsularna nie była w stanie wykonywać także i innego zadania przewidzianego dla tego typu instytucji, a mianowicie interweniować w sprawach ewentualnych przekłamań prasowych czy publicystycznych napaści na państwo polskie. Mostowski, z nieskrywaną rezygnacją, informował centralę, iż podejmowanie jakichkolwiek kroków w tym kierunku, zawsze kończyło się tak samo, tj. całkowitą ignorancją miejscowych czynników. Stąd, zdaniem konsula, dbając już wyłącznie o pozory i o prestiż misji konsularnej, należało zupełnie zrezygnować z tego rodzaju działań.69

Do tego wszystkiego dodajmy jeszcze, choć to akurat nie było niczyją winą, że poczta dyplomatyczna docierała na Kaukaz co dwa miesiące, pozbawiając nasze przedstawicielstwo stałego kontaktu z Warszawą i poselstwem (od 1934 r. ambasadą) w Moskwie.70

Podsumowując, to nie znaczne oddalenie Kaukazu od Polski71 sprawiło, że obszar ten, a tym samym i Konsulat Generalny RP w Tbilisi, nie stanowiły ważnej osi działania międzywojennego polskiego MSZ. Zadecydowała o tym twarda geopolityka, nakazująca polskim dyplomatom bardziej liczyć się z decyzjami Kremla, aniżeli z moralnymi nakazami. Wspieranie niepodległościowych dążeń ludów Zakaukazia, szczytne i ze wszech miar słuszne, musiało jednak przegrać z interesem państwa polskiego. A jednym z naczelnych interesów państwa polskiego było układanie sobie relacji ze Związkiem Radzieckim, a nie z jedną z jego nieautonomicznych republik.

Dr Marcin Kruszyński – historyk, pracownik Referatu badań naukowych, Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Lublinie, specjalizuje się w badaniach nad dwudziestoleciem międzywojennym.

1O tych wydarzeniach zob.: W. Materski, Georgia Rediviva. Republika gruzińska w stosunkach międzynarodowych 1918 – 1921, Warszawa 1994, s. 213-229; A. Furier, Droga Gruzji do niepodległości, Poznań 2000, s. 105-108; P. Olszewski, Polityka państw Ententy wobec Zakaukazia w latach 1918 – 1921, Piotrków Trybunalski, 2001, s. 210-250.

2Więcej o tym: M. Mądzik, Działalność społeczno – kulturalna i polityczna Polaków w Gruzji na przełomie XIX i XX wieku, Lublin 1987; Polacy w kulturze i życiu społecznym Zakaukazia do 1918 roku, red. M. Mądzik, L. Piątkowski, M. Zakrzewska – Dubasowa, Lublin 1990; A. Furier, Polacy w Gruzji, Warszawa 2009, s. 199-372.

3W drugiej połowie lat 20. XX w. w Gruzji, głownie w Tbilisi, miało mieszkać około 3 tysiące Polaków. W. Materski, Gruzja, Warszawa 2000, s. 288. W całej zaś radzieckiej Federacji Zakaukaskiej przebywało ich wtedy ponad 9 tys. Dziesięciolecie Polski Odrodzonej. Księga pamiątkowa 1918-1928, Kraków-Warszawa 1928, s. 834; M.B. Lepecki, Sowiecki Kaukaz. Podroż do Gruzji, Armenii, Azerbejdżanu, Warszawa bdw, s. 67.

4Do 1924 r. osoby pochodzenia polskiego, zamieszkujące w Związku Radzieckim, mogły skorzystać z tzw. prawa opcji i wrócić do kraju. O tym zob.: A. Głaz, Repatriacja ludności polskiej z terenu byłego imperium rosyjskiego w latach 1917 – 1924, Lublin 2001, rozprawa doktorska, mps w Bibliotece Głównej UMCS.

5M. Mądzik, M. Kruszyński, Polskie misje dyplomatyczne na Kaukazie w okresie międzywojennym, [w:] Kaukaz w stosunkach międzynarodowych. Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość, red. P. Olszewski, K. Borkowski, Piotrków Trybunalski 2008, s. 203.

6Więcej o tym: M. Mądzik, M. Kruszyński, op. cit., s. 204-208; M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie w latach 1921 – 1939, Warszawa 2010, s. 230 passim.

7Chodzi tutaj głównie o Mirosława Arciszewskiego, Stanisława Janikowskiego, Juliusza Łukasiewicza, Romana Knolla, Kazimierza Wyszyńskiego, Władysława de Bondy czy Jana Wszelakiego.

8W. Materski, Nieznany epizod stosunków polsko – gruzińskich (1922 rok), „Pro Georgia”, t. VI, 1997, s. 91-92.

9Zob.: M. Kruszyński, Wydział Wschodni Ministerstwa Spraw Zagranicznych a idea prometejska w latach 1918 – 1932. Przegląd problematyki, referat wygłoszony na konferencji „Ruch prometejski – fenomen europejski”, 16 – 17 II 2011 r., w druku. O samej zaś konferencji zob.: M. Kornat, Konferencja o ruchu prometejskim w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie (16 – 17 lutego 2011), „Nowy Prometeusz”, październik

2011, s. 178-187.

10Zob.: S. Mikulicz, Od Genui do Rapallo, Warszawa 1966, s. 83-258.

11O tym: W. Materski, Na widecie. II Rzeczpospolita wobec Sowietów 1918-1943, Warszawa 2005, s. 202-222.

12Zob.: M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 33-38.

13Archiwum Akt Nowych (dalej cyt.: AAN), Ministerstwo Spraw Zagranicznych (dalej cyt.: MSZ), sygn. 6743a, Pismo R. Knolla do MSZ z 23 VII 1923 r., k. 111. Por.: H. Bartoszewicz, Okres rosyjski w karierze dyplomatycznej Romana Knolla, „Studia z dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej”, t. 39, 2004, s. 82.

14 AAN, Akta Romana Knolla (dalej cyt.: Akta R. Knolla), sygn. 1573/1, List R. Knolla do H. Strasburgera z 29 V 1923 r., k. 79-81.

15Ibidem, k. 82.

16O różnicach w roli i znaczeniu rożnego typu placówek polskiego MSZ zob.: W. Skóra, Służba konsularna II Rzeczypospolitej. Organizacja, kadry i działalność, Toruń 2006, s. 35-36.

17Centralne Archiwum Wojskowe (dalej cyt.: CAW), Oddział II Sztabu Głównego (dalej cyt.: Oddział II SG), sygn. I.303.4.1750, Pismo Ministerstwa Spraw Wojskowych (MSWojsk.) do MSZ z 13 VII 1923 r., bez paginacji (b.p.).

18AAN, MSZ, sygn. 6742a, Raport R. Knolla do ministra spraw zagranicznych z 6 VIII 1923 r., k. 267; Ibidem, sygn. 643, Raport R. Knolla do ministra spraw zagranicznych z 23 VIII 1923 r., k. 263; Ibidem, Telegram R. Knolla do MSZ z 27 IX 1923 r., k. 337.

19Zob.: AAN, MSZ, sygn. 6743a, Telegram R. Knolla do MSZ z 20 X 1923 r., k. 373; Ibidem, Raport R. Knolla do ministra spraw zagranicznych z 23 X 1923 r., k. 386.

20W. Materski, Dyplomacja RP wobec problemu bezpieczeństwa państwa (maj 1923 – maj 1926), [w:] Historia dyplomacji polskiej, t. IV, 1918 – 1939, red. P. Łossowski, Warszawa 1995, s. 226 passim.

21AAN, MSZ, sygn. 6742a, Pismo MSZ do polskiego poselstwa w Moskwie z 8 XI 1923 r., k. 476; Ibidem, Pismo MSZ do polskiego poselstwa w Moskwie z 13 XI 1923 r., k. 480.

22Kronika polityczna, „Kurier Warszawski” 16 XI 1923, nr 318, wyd. wieczorne, s. 10.

23O braku większych szans na współprace ekonomiczną Polski z krajami Zakaukazia zob.: M. Kruszyński, Przemysł Federacji Zakaukaskiej w latach 20. XX w. Przyczynek do badań nad ekonomicznym aspektem działalności polskich placówek dyplomatycznych w ZSRR, „Wschodni Rocznik Humanistyczny”, t. IV, 2007, s. 271-286.

24Zob.: W. Materski, Polsko-radziecka konwencja konsularna z 18 lipca 1924 roku, „Dzieje Najnowsze”, t. V, 1973, nr 4, s. 65-66.

25Zob.: R. Karabin, Gruzińscy podchorążowie i oficerowie kontraktowi w Wojsku Polskim 1921 – 1939, „Pro Georgia”, t. IV, Warszawa 1994, s. 23-34l; idem, Gruzińscy podchorążowie i oficerowie kontraktowi w Wojsku Polskim (Część druga), „Po Georgia”, t. VI, Warszawa 1997, s. 24-37.

26AAN, MSZ, sygn. 6676, Gruzja, Pro Memoria, MSZ, 5 X 1924, k. 290-291.

27Przedstawiciel pełnomocny – pełnomocznyj priedstawitiel (połpred). O specyfice protokołu dyplomatycznego w Związku Radzieckim zob.: А.Ф. Борунков, Дипломатический протокол в России, Москва 2005, s. 13 nn.

28AAN, MSZ, sygn. 12786, Memoriał MSZ z kwietnia 1926 r., k. 77. Dodajmy, iż ZSRR ratyfikował konwencję 19 III 1926 r. Natomiast kilka dni później – 27 III 1926 r. – to samo na wniosek Sejmu uczynił prezydent Stanisław Wojciechowski. W. Materski, Polsko-radziecka konwencja konsularna..., s. 71.

29Otóż w Warszawie obawiano się, iż radzieckie placówki konsularne staną się nie tylko ośrodkami propagandy komunistycznej, lecz również miejscami, z których będzie prowadzona akcja wywiadowcza przeciwko Polsce. Wątpliwości takie podzielał m.in. Skrzyński. AAN, MSZ, sygn. 6764a, Raport S. Kętrzyńskiego do ministra spraw zagranicznych z 24 VI 1925 r., k. 44. Dodajmy na koniec, iż strona radziecka z oburzeniem przyjmowała opóźniania w ratyfikacji konwencji konsularnej, na której Polakom wcześniej jak zależało. Ibidem, Raport S. Kętrzyńskiego do Ministra Spraw Zagranicznych z 26 VI 1925 r., k. 66. Polacy natomiast, reagowali na takie sygnały bardzo alergicznie, twierdząc, że tego typu głosy tylko opóźniają jeszcze zakończenie całej sprawy. Ibidem, Pismo J. Łukasiewicza, szefa WW, z 1925 r., k. 26.

30AAN, MSZ, sygn. 194c, „Dziennik Urzędowy Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej” (dalej cyt.: „Dziennik Urzędowy MSZ”), 20 X 1926, nr 8, k. 108.

31Ibidem, k. 111.

32Ibidem, sygn. 10218, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z listopada 1927, k. 197.

33Zob.: M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie..., s. 43-45.

34Kętrzyński proponował, aby tworzyć konsulat w Tbilisi nawet przed ratyfikacją konwencji konsularnej.

35Zob. np.: AAN, MSZ, sygn. 6764a, Raport S. Kętrzyńskiego do ministra spraw zagranicznych z 18 II 1925 r., k. 8.

36Ibidem, Nota KLSZ do poselstwa w Moskwie z 1925 r., k. 24.

37M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 90.

38Sowiety i Europa. Przemówienie p. ministra Kętrzyńskiego na trzecim obiedzie Przyjaciół „Czasu”, „Czas” 19 II 1927, nr 40, s. 1. Por.: L. Piątkowski, Związek Radziecki w publicystyce polskiej 1922-1928. Społeczeństwo, polityka, gospodarka, Lublin 1992, s. 29-30.

39AAN, MSZ, sygn. 6764a, Raport S. Kętrzyńskiego do ministra spraw zagranicznych z 24 VI 1925 r., k. 48.

40 M. Kruszyński, Konsekwencje przewrotu majowego dla stosunków polsko – radzieckich, maj – grudzień 1926, „Dzieje Najnowsze”, t. XLII, 2010, nr 2, s. 71-83.

41Idem, Przewrót majowy w świetle publikacji „Izwiestiji” i „Prawdy”, „Teka Komisji Historycznej. Oddział PAN w Lublinie”, 2008, s. 82-93.

42Zob. m.in. S. Łopatniuk, Polsko-radzieckie rokowania w sprawie zawarcia paktu o nieagresji (1925-1932), „Z dziejów stosunków polsko-radzieckich”, t. 1, 1965, s. 67-88; M. Leczyk, Polityka II Rzeczypospolitej wobec ZSRR w latach 1925-1934, Warszawa 1976, s. 158-176; W.T. Kowalski, A. Skrzypek, Stosunki polsko – radzieckie 1917-1945, Warszawa 1980, s. 103-120; A. Skrzypek, Kronika koegzystencji. Zarys stosunków polsko – radzieckich w latach 1921-1939, Warszawa 1982, s. 115 passim; M.K. Kamiński, M.J. Zacharias, W cieniu zagrożenia. Polityka zagraniczna RP 1918-1939, Warszawa 1993, s. 99 passim; S. Gregorowicz, M.J. Zacharias, Polska-Związek Sowiecki. Stosunki polityczne 1925-1939, Warszawa 1995, s. 34-54; W. Materski, Na widecie…, s. 293-393.

43O pobycie Patka w Moskwie zob.: M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie..., s. 45 passim.

44M. Mądzik, Dwie wizyty, „Pro Georgia”, t. II, Warszawa 1992, s. 11-12. Zob. też: AAN, MSZ, sygn. 6644, Raport S. Patka do ministra spraw zagranicznych z 1927 r., k. 140.

45Dodajmy, iż wśród historyków zdania na ten temat są podzielone. Np. A. Furier uważa, iż wizyta na Kaukazie posła polskiego w Moskwie Stanisława Patka, świadczyła dowodnie o znaczeniu, jakie rzekomo przywiązywano do konsulatu w Tbilisi. Jednakże autor ten całkowicie pomija ów kontekst polityczny tej podroży, a mianowicie wspomniane negocjacje o pakt o nieagresji i konieczność ich zawieszenia w drugiej połowie 1927 r., jednakże bez jakiejś demonstracji z polskiej strony. A. Furier, Republika Zakaukaska widziana oczami Stanisława Jana Patka w 1927 roku, „Pro Georgia”, t. VIII, 1999, s. 86-91; idem, Kraj Zakaukaski w relacjach dyplomatów II Rzeczypospolitej, Poznań 1999, s. 26-27.463-488.

46M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 231-232.

47O nim: J. Zieliński, Zygmunt Mostowski, [w:] Polski słownik biograficzny, t. 22, Warszawa 1977, s. 79; M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 294-295.

48Np.: Instytut Polski i Muzeum im. gen. W. Sikorskiego w Londynie (dalej cyt.: IPMS), Ambasada RP w Londynie (dalej cyt.: Am. w Londynie), sygn. A12 P 14/2, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 7 II 1928 ., k. 83-85; Ibidem, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 12 V 1928 r., k. 155-159; Ibidem, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 18 IX 1928 r., k. 218-226; Ibidem, sygn. A12 P 17/2, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka z 25 II 1929 r., k. 69-74; Ibidem, sygn. A12 P 17/1, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka z 2 III 1929 r., k. 10-12; Ibidem, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 29 IV 1929 r., k. 78-80.

49W ZSRR działały polskie konsulaty w Charkowie, Leningradzie, Mińsku, Kijowie i właśnie w Tbilisi.

50AAN, MSZ, sygn. 5258, Ocena pracowników polskich konsulatów w ZSRR, T. Hołówko, grudzień 1929, k. 10. Zacytujmy tutaj też opinię na jego temat, powstałą już po odwołaniu z Tbilisi, a znajdującą się w karcie kwalifikacyjnej. „Mostowski na placówce w Tyflisie wykazał dużo charakteru, ideowości i taktu. Życiowo wyrobiony, samodzielny w sądzie. Umysł rzeczowy i zrównoważony. Zdolności rozwijania inicjatywy i umiejętności organizowania pracy – mniejsze. Dużo za to sumienności, dokładności. Pracę pojmuje poważnie, oddaje się jej gorliwie. Lojalny, zasługuje na całkowite zaufanie”. AAN, Prezydium Rady Ministrów (dalej cyt.: PRM), cz. VIII, sygn. 250, Karta kwalifikacyjna Z. Mostowskiego, k. 78

51Po odwołaniu Mostowskiego, placówką w Tbilisi przez krotki okres (6 miesięcy) kierował Stanisław Oraczewski, dotychczasowy wicekonsul. M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 335.

52Zob.: Z.G. Kowalski, Adam Stebłowski, [w:] Polski słownik biograficzny, t. 43, Warszawa – Kraków 2004- 2005, s. 49; M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 298.

53M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 273.

54Idem, Z działalności konsulatu polskiego w Charkowie do początku lat 30. XX wieku, [w:] Stosunki polsko-ukraińskie. Historia i pamięć, red. J. Marszałek-Kawa, Z. Karpus, Toruń 2008, s. 232-234.

55Dokładnie chodzi tutaj o Oddział II Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego (NDWP), przemianowany później na Oddział II Sztabu Generalnego (od 1928 – Sztabu Głównego).

56CAW, Oddział II SG, sygn. I.303.4.1913, Pismo Oddziału II z 6 VI 1932 r., b.p.

57Zob.: K. Paduszek, Meandry kariery Wiktora Tomira Drymmera w wywiadzie II Rzeczypospolitej, „Przegląd Historyczno-Wojskowy” 2008, nr 4, s. 47-63.

58Por.: W. Skóra, Oficerowie wojska w służbie konsularnej II Rzeczypospolitej (1926-1939), [w:] Siły zbrojnepolityka. Studia ofiarowane profesorowi Jerzemu Przybylskiemu w siedemdziesiątą rocznicę urodzin, red. P. Kurleda, J. Romanowicz, A. Rossa, B. Zalewski, Toruń 2005, s. 333-344; idem, Konsekwencje przewrotu majowego w polskiej służbie konsularnej, [w:] Zamach stanu Józefa Piłsudskiego 1926 roku, red. M. Sioma, Lublin 2007, s. 410-422.

59CAW, Oddział II SG, sygn. I.303.4.2094, Pismo Oddziału II z 25 XI 1931 r., b.p.

60Biogram Kłopotowskiego: M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 289-290.

61Ibidem, s. 258 passim.

62CAW, Oddział II SG, sygn. I.303.4.1840, Raport konsulatu w Tbilisi z 5 XII 1932 r., b.p.

63Więcej zob.: M. Mądzik, M. Kruszyński, op. cit., s. 210-211.

64AAN, Attache wojskowy przy Ambasadzie RP w Moskwie (dalej cyt.: Attache w Moskwie), sygn. 25, Pismo T. Pełczyńskiego do attache wojskowego w Moskwie z 16 VII 1928 r., k. 169.

65W Tbilisi, oprócz polskiego konsulatu, funkcjonowały analogiczne placówki z Niemiec, Turcji, Persji oraz Włoch. M. Mądzik, M. Kruszyński, op. cit., s. 211.

66AAN, Attache w Moskwie, sygn. 26, Pismo Z. Mostowskiego do S. Patka z 2 III 1929 r., k. 215.

67Ibidem, sygn. 27, Pismo .J. Kowalewskiego do szefa Oddziału II z 18 VI 1929 r., k. 937.

68W powitaniu na dworcu (4 VI 1928 r.) wzięli udział przedstawiciele korpusu konsularnego, w tym i oczywiście Mostowski. Polak dostąpił zaszczytu przeprowadzenia krótkiej konwersacji z królową Surają. Ta wypytywała się o kontakty zagranicznych urzędników z władzami. Natomiast o godzinie 14oo w pałacu prezydenckim przygotowano wielki bankiet. W trakcie jego trwania konsul wymienił kilka zdań z afgańskim monarchą. Jak donosił w swoim raporcie, w pogawędce tej uczestniczyli również reprezentanci miejscowego rządu. W ich obecności Amanulach miał wyrazić swoje uznanie i sympatię dla Józefa Piłsudskiego oraz Ignacego Mościckiego. IPMS, Am. w Londynie, sygn. A12 P 14/2, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 25 VI 1928 r., k. 188-192

69AAN, MSZ, sygn. 7331, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 23 XI 1929 r., k. 14-15.

70Ibidem, sygn. 7328, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 20 IV 1928 r., k. 108.

71Por.: A. Furier, Działania dyplomatyczne II Rzeczypospolitej na Kaukazie. Z historii stosunków dyplomatycznych Polski z Kaukazem, „Przegląd Wschodni”, t. V, z. 3, 1998, s. 463-488.

Udział Romana Knolla w akcji prometejskiej w okresie ankarskim 1924-1925

Henryk Bartoszewicz

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 2, lipiec 2012, ss. 227-239]

Pierwsze kontakty z Turcją nawiązały polskie ośrodki polityczne w okresie I wojny światowej. Najpierw Naczelny Komitet Narodowy, a następnie Tymczasowa Rada Stanu i gabinety Rady Regencyjnej kierowały swoich przedstawicieli do Stambułu. Zainteresowanie Turcją w Warszawie wzrosło po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Dużą wagę do stosunków polsko-tureckich przywiązywał Józef Piłsudski. Naczelnik państwa do Stambułu delegował kolejno dwóch swoich bardzo bliskich współpracowników, najpierw Witolda Jodko-Narkiewicza, a następnie Władysława Baranowskiego1. Od połowy 1920 r. strona polska podjęła działania zmierzające do nawiązania kontaktów z Kemalem Paszą. Zarówno Jodko-Narkiewicz, jak i Baranowski opowiadali się za sformalizowaniem stosunków z rządem w Ankarze. Obydwaj występowali do MSZ z propozycją wysłania do tworzonej przez Kemala Paszę nowej stolicy Turcji półoficjalnego delegata polskiego, który podjąłby misję o charakterze wojskowo-dyplomatycznym2.

Odsunięcie Polski, na mocy decyzji mocarstw, od udziału w obradach konferencji pokojowej w Lozannie zmusiło rząd w Warszawie do bliższego zajęcia się sprawą stosunków z Ankarą3. Analiza sporządzona w MSZ na polecenie ówczesnego szefa resortu, Gabriela Narutowicza zawierała konkluzję, że z punktu widzenia interesów Polski pożądanym jest powstanie silnego państwa tureckiego, będącego w stanie uwolnić się spod wpływów Rosji Sowieckiej i zachować niezależność od mocarstw4. Polska, niedopuszczona do stołu konferencji w Lozannie, 23 lipca 1923 r., dzień przed podpisaniem przez mocarstwa traktatu pokojowego i konwencji o cieśninach, zawarła z Turcją układ o przyjaźni i pokoju, umowę handlową oraz konwencję osiedleńczą5. Jednakże nie od razu doszło do nawiązania polsko-tureckich stosunków dyplomatycznych.

W końcu 1923 r. strona polska podjęła działania zmierzające do sfinalizowania sprawy utworzenia w Turcji poselstwa, ale cel ten zrealizowano dopiero w połowie następnego roku. Pierwszym posłem Rzeczypospolitej w Turcji został mianowany Roman Knoll, zatrudniony od 1918 r. w Wydziale Wschodnim MSZ, skupiającym wielu wybitnie uzdolnionych młodych dyplomatów, jak Mirosław Arciszewski, Stanisław Janikowski, Juliusz Łukasiewicz, Marian Szmulakowski, Adam Tarnowski, Jan Wszelaki, czy Kazimierz Wyszyński. Wszyscy oni, podobnie jak pierwsi ministrowie spraw zagranicznych – Leon Wasilewski, Stanisław Patek, Eustachy Sapieha – widzieli na Wschodzie główne zadania, jakie Polska miała do spełnienia, wszyscy należeli do grona zwolenników koncepcji federacyjnej państwa polskiego i nie obca im była idea prometeizmu. W pierwszej połowie 1924 r. Knoll, przygotowując się do objęcia kierownictwa poselstwa w Ankarze posiadał już pewne doświadczenie dyplomatyczne. Karierę w służbie dyplomatycznej rozpoczął w przedstawicielstwie Rady Regencyjnej w Rosji. Później uczestniczył w rozmowach polsko-ukraińskich, negocjując warunki układu zawartego przez Polskę z Symonem Petlurą. W ryskich rokowaniach pokojowych brał udział jako przedstawiciel ministra Sapiehy. W latach 1921-1923 pracował w poselstwie w Moskwie, najpierw jako radca, a następnie chargé d’affaires. Ponadto pełnił funkcję naczelnika Wydziału do spraw Rosji, Ukrainy i Kaukazu MSZ6. Stanowisko posła w Moskwie opuścił w wyniku konfliktu z ministrem spraw zagranicznych Marianem Seydą, odwołany przez kolejnego szefa tego resortu, Romana Dmowskiego z dniem 31 grudnia 1923 r.7

Knoll należał do pomysłodawców umieszczenia siedziby poselstwa polskiego w Ankarze, nowej, dopiero powstającej stolicy państwa tureckiego. W tym czasie większość przedstawicielstw dyplomatycznych tradycyjnie rezydowało w Stambule. Wyjątek stanowiły poselstwa Afganistanu, Grecji i Związku Sowieckiego. Ponadto Knoll zaproponował utworzenie w Stambule filii polskiej placówki w Ankarze. Umieszczenie poselstwa w nowej stolicy Turcji miało zapewnić jej personelowi stały, bliski kontakt z władzami państwowymi tego kraju, zwłaszcza z jego przywódcą Mustafą Kemalem Paszą. Natomiast filii planował powierzyć przede wszystkim kontakty z korpusem dyplomatycznym przebywającym w Stambule i z przedstawicielami emigracji kaukaskiej8.

Zadania postawione przed Knollem sprecyzował Zamoyski w instrukcji sporządzonej w czerwcu 1924 r. W pierwszej części tego dokumentu zdefiniowano pozycję międzynarodową Turcji i politykę Polski wobec państwa tureckiego od czasu konferencji w Lozannie. Podkreślono, że tylko Polska, wówczas oddzielnym paktem, bez zastrzeżeń sformułowała „swoje pozytywne stanowisko względem obecnego rządu tureckiego”. Jednak od czasu podpisania traktatu lozańskiego upłynęło 11 miesięcy i w tym czasie szereg państw, między innymi Stany Zjednoczone, Niemcy, Węgry i Austria, nawiązało stosunki z Turcją, podpisując wzorem Polski, deklaracje polityczne i umowy handlowe. Jednocześnie Zamoyski zwracał uwagę, że mocarstwa nie ratyfikowały dotychczas traktatu lozańskiego, a stanowisko ich wobec nowej Turcji nie zostało dostatecznie sprecyzowane.

Szef polskiej dyplomacji zalecał Knollowi dążenie do zbliżenia politycznego i gospodarczego Polski z Turcją oraz pozyskanie wpływów w Ankarze. Celem współpracy ekonomicznej miało być odzyskanie dawnych i tworzenie nowych rynków zbytu dla wyrobów przemysłowych, a przede wszystkim dla polskiego węgla. W sferze polsko-tureckich stosunków politycznych za najważniejsze cele uznawał Zamoyski: „1) rozszerzenie frontu odpornego przeciw Rosji, 2) ustalenie wpływów naszych dostępu dla ważnego dla nas zarówno ekonomicznie, jak strategicznie Morza Czarnego i 3) pozyskanie nowego dostępnego naszym wpływom czynnika w grze sił na Bałkanach.” Jednocześnie zastrzegał, że sposoby realizacji tych celów sprecyzuje po rozpoznaniu przez posła faktycznych sił i wpływów Turcji na obszarach pozostających w sferze zainteresowania polityki państwa polskiego, przede wszystkim znaczenia wśród innych ludów muzułmańskich, a w szczególności, zamieszkujących na południu i wschodzie Związku Sowieckiego, a także od militarnych możliwości utrzymania i obrony cieśnin oraz Stambułu.

Knoll miał wykorzystać atuty wynikające z przychylnej, samodzielnej i niezależnej polityki polskiej na Bliskim Wschodzie, prowadzonej od czasu konferencji lozańskiej, do podjęcia przez Polskę mediacji między Turcją a państwami europejskimi. W wyniku tych działań planowano doprowadzić do zbudowania bloku państw czarnomorskich, przy czym za priorytetowe zadanie uważano zacieśnienie stosunków rumuńsko-tureckich. Bardzo ostrożnie rozważał minister Zamoyski możliwość odegrania przez Polskę roli mediatora w stosunkach Turcji z mocarstwami, przede wszystkim z Francją i Włochami, później może nawet z Wielką Brytanią. Podkreślał, że izolowanie tego państwa przez Zachód może doprowadzić, wbrew polskim interesom, do jego zbliżenia z Rosją.

Ostatnia część instrukcji Zmoyskiego dla Knolla dotyczyła przygotowania gruntu do współpracy polsko-tureckiej w kwestii stosunku do Związku Sowieckiego. Szef MSZ podkreślał, że zarówno Polska jak i Turcja koncentrują swoją uwagę przede wszystkim na konsolidacji wewnętrznej swoich państwowości, dlatego też zalecał Knollowi złożenie w Ankarze zapewnień o pokojowym charakterze polskiej polityki zagranicznej. Zamoyski, jak prawie wszyscy ówcześni polscy politycy, zdawał sobie sprawę z dążeń imperialnych państwa sowieckiego, dlatego też uważał, że istnieje duża nieufność w stosunkach Ankary z Moskwą, a rząd i społeczeństwo tureckie jest usposobione negatywnie do ustroju sowieckiego i obawia się destrukcyjnej propagandy rosyjskiej. Nie wykluczał obaw Turcji przed dążeniami Związku Sowieckiego do opanowania w przyszłości Stambułu. Dlatego też uważał, że posłowi polskiemu uda się porozumieć ze stroną turecką w sprawie uzgodnienia wspólnego stanowiska wobec problemu rosyjskiego. „Zasadniczym interesem polityki polskiej w tym względzie jest, stwierdzał autor instrukcji, skierowanie dążeń tureckich w kierunku rozwoju samodzielności ludów mahometańskich oraz państw kaukaskich. Polska powinna przy tym być uważana w Turcji i w krajach mahometańskich Rosji jako pewnego rodzaju patronka i ostoja moralna ich dążeń wyzwoleńczych”9.

Cele polskiej polityki wobec Turcji sprecyzowane w instrukcji Zamoyskiego dla Knolla całkowicie przeczą opiniom w tej kwestii zawartym we wspomnieniach Władysława Günthera. Przyjaciel i bliski współpracownik Knolla, który wyjechał z nim do Ankary w charakterze radcy poselstwa, w opublikowanych wiele lat później pamiętnikach pisze o próbie uczynienia z koncepcji prometejskiej elementu polskiej polityki wobec Turcji jako o prywatnej inicjatywie swojego szefa. Przypisuje Konollowi taką oto wypowiedź dotyczącą celu misji w Ankarze: „Pojedziemy rozkładać Rosję od wewnątrz. Kemal Pasza jest wrogiem Sowietów. Jako muzułmanin powinien być ostoją wszelkiej muzułmańskiej irredenty w Rosji, a jako Turek musi być tradycyjnym przyjacielem Polaków. Zobaczysz, jak wpadniemy w otwarte ramiona Kemala! Z tego względu będziemy rezydować w Ankarze, jako stolicy, którą on buduje na przekór sułtańskiemu Stambułowi. Musimy odciąć się od Francji i Anglii, by wykazać, że nie mamy nic wspólnego z ich śródziemnomorskim imperializmem.” Natomiast dalej tak komentuje tę koncepcję: „Jadąc do Ankary jako pierwszy poseł RP przy rządzie Kemala Paszy obiecywał sobie użyć Turcję jako klina rozsadzającego Rosję, a samemu przeżyć jakąś fantastyczną bajkę wschodnią”10. Knoll należał do zwolenników idei prometeizmu, ale nie traktował jej jako koncepcji wypełniającej całość polityki polskiej wobec Rosji, czemu dawał dowód kierując poselstwem w Moskwie11. W stosunkach polsko-tureckich, zwłaszcza w zakresie wypracowania wspólnej polityki w kwestii rosyjskiej sprawie niepodległości narodów muzułmańskich i kaukaskich przypisywano znaczącą rolę. Jednakże plany w tym zakresie zakładały działania długofalowe, a ich realizację uzależniano zarówno od rozwoju sytuacji wewnętrznej w Związku Sowieckim i także od polityki mocarstw wobec tego kraju. Prometeiści, w tym Knoll, nie uważali, że z dnia na dzień możliwe jest rozbicie państwa sowieckiego.

Knoll przebywając w Rosji nieomalże nieprzerwanie od czasu przejęcia w tym kraju władzy przez bolszewików potrafił realnie oceniać zagrożenia stąd wynikające dla państw sąsiednich, w tym Polski i Turcji. Według jego ocen niebezpieczeństwo stało się jeszcze większe po utworzeniu Związku Sowieckiego. Za groźną uważał ideologię i propagandę sowiecką, ale przede wszystkim politykę imperialną tego kraju12. Znajomość problematyki wschodniej, w tym przede wszystkim państwa sowieckiego, udział w kształtowaniu idei prometeizmu, a także identyfikowanie się z ówczesną koncepcją polskiej polityki wschodniej stanowiły dostateczne kwalifikacje do mianowania Knolla posłem w Ankarze.

Pierwsze raporty Knolla13 do centrali w Warszawie wskazywały, że posłowi polskiemu przyjdzie działać w niesprzyjających warunkach politycznych. Odnosił się on sceptycznie do możliwości realizacji programu polskiej polityki na Bałkanach i Bliskim Wschodzie sformułowanego w otrzymanej od Zamoyskiego instrukcji. Uważał, że tradycja przyjaznych związków między Turcją i Polską może mieć tylko minimalny wpływ na kształtowanie obecnych stosunków dwustronnych. Zbliżenie polsko-tureckie uważał za możliwe dopiero po unormowaniu relacji Turcji z mocarstwami zachodnimi, a to mogłoby nastąpić po rozstrzygnięciu przynależności terytorialnej obszaru Mosulu14. Dopiero wyeliminowanie walki z Zachodem z kanonów tureckiej polityki zagranicznej pozwoliłoby temu państwu na całkowite uniezależnienie się od wpływów Związku Sowieckiego. Władze w Moskwie, zdając sobie z tego sprawę, podsycały w Turcji nastroje antyzachodnie. W Turcji, zdaniem Knolla, panował lęk przed potężnym sąsiadem, ale jednocześnie nie dostrzegano możliwości zbudowania sojuszu, który umożliwiłby Ankarze przeciwstawienie się Moskwie. Za równie niekorzystny dla polskiej polityki wschodniej uważał on stan stosunków Turcji z pozostałymi państwami bałkańskimi. Istniejące wówczas trudności w zbliżeniu się tego kraju do Bułgarii i Rumunii wykluczały możliwość zbudowania, planowanego przez Polskę, bloku państw czarnomorskich. Knoll proponował, aby polski MSZ rozważył możliwość zasugerowania rządowi rumuńskiemu zmianę posła w Stambule, co mogłoby poprawić stosunki turecko-rumuńskie. Szczególnie niekorzystny dla Polski był upór Turcji w kwestii zbliżenia z Bułgarią. Stanowisko Ankary mogło doprowadzić do sojuszu jugosłowiańsko-bułgarskiego, a następnie do federacji południowosłowiańskiej, nad czym, według posiadanych przez Knolla informacji pochodzących ze źródeł bułgarskich, usilnie pracowała Czechosłowacja. Poseł polski uważał, że zrealizowanie przez Pragę tej koncepcji zniweczyłoby plan budowy bloku czarnomorskiego. Turcja, jego zdaniem, nie miała też dobrych stosunków z państwami muzułmańskim, co w sumie oznaczało pozostawanie tego kraju w stanie izolacji. Uznał on sytuację za na tyle poważną, że planował wysłać do Warszawy radcę poselstwa Günthera, aby ten osobiście zreferował szczegółowo ministrowi spraw zagranicznych wszystkie problemy dotyczące polityki zagranicznej Turcji. Jednocześnie poseł podejmował działania mające zmienić pozycję międzynarodową tego kraju w kierunku również korzystnym dla Polski. Starał się między innymi nieoficjalnie zainteresować zarówno tureckie czynniki polityczne, jaki i poselstwo Bułgarii dążeniami strony polskiej do normalizacji stosunków między tymi dwoma państwami bałkańskim15.

Otwartą 1 września 1924 r. w Stambule polską wystawę przemysłową, zorganizowaną przy znacznym udziale poselstwa, Knoll wykorzystał do realizacji swoich planów dotyczących struktury i zasad działania przedstawicielstwa dyplomatycznego w Turcji. Wstępne ustalenia w tej kwestii z ministrem Zamoyskim z perspektywy kilku miesięcy oceniał jako słuszne. Lokalizacja Poselstwa w stolicy Turcji pozwoliła na bliższy kontakt posła z władzami tego kraju, a uzyskane z pierwszej ręki informacje umożliwiły wzmocnienie pozycji polskiej placówki wobec przedstawicielstw dyplomatycznych rezydujących w Stambule. Knoll postulował nie tylko pozostawienie w Stambule filii zorganizowanej w związku z wystawą przemysłową, ale uważał, że powinna ona mieć kilkuosobowy personel, a stanowisko jej kierownika byłoby rotacyjne w ramach personalnych poselstwa w Ankarze. Ponadto sprecyzował zakres kompetencji filii, który obejmowałby: 1) utrzymywanie kontaktów z korpusem dyplomatycznym w Stambule, ze szczególnym uwzględnieniem współpracy z poselstwami Rumunii i Bułgarii, 2) nawiązanie kontaktów z opozycją turecką, 3) utrzymywanie stosunków z przedstawicielami kaukaskich i zakaukaskich organizacji politycznych oraz z patriarchatem ekumenicznym kościoła prawosławnego w Stambule16.

W okresie od września do grudnia 1924 r. Knoll całą swoją uwagę skoncentrował na sprawach politycznych. Sondował między innymi stanowisko rządu tureckiego w sprawie ruchów powstańczych na Kaukazie. W tym czasie polityka zagraniczna Turcji, w ocenie Knolla, była przedmiotem ostrego sporu między rządem i opozycją. Rządowi zarzucano zbytnią uległość wobec Związku Sowieckiego i słabość wobec Wielkiej Brytanii. Opozycja domagała się poprawy stosunków Francją i państwami bałkańskimi. W krytyce tej obok problemu Mosulu dominowała sprawa stanowiska rządu tureckiego wobec antysowieckiego powstania narodowego w Gruzji17. Kwestia ta była przedmiotem szczególnego zainteresowania posła polskiego w Ankarze. Starał się on poznać stanowisko tureckie w tej sprawie. Jednak mając świadomość, że stosunki sowiecko-tureckie były wówczas materią dosyć delikatną i nie chcąc być podejrzanym o chęć wciągnięcia Turcji w „antyrosyjską awanturę” nie podjął na ten temat oficjalnych rozmów z władzami w Ankarze. Natomiast Ismet Pasza z własnej inicjatywy poinformował go o wybuchu powstania w Gruzji. Oświadczył on, że Turcja „witałaby przychylnie wyzwolenie się państw kaukaskich, chociaż rząd turecki pozostanie wierny swoim zobowiązaniom w stosunku do Rosji”. Jego zdaniem wówczas nie było możliwym, aby jakiekolwiek powstanie przyniosło oderwanie Kaukazu od Związku Sowieckiego. Poparcie walk w Gruzji przez opozycję turecką Knoll odnotowywał z zadowoleniem. Jednocześnie stwierdzał, iż rząd Ismeta Paszy, jeśli nawet udzielałby pomocy powstańcom walczącym przeciwko Moskwie to i tak nie mógłby tego faktu ujawnić ze względu na umowy zawarte z władzami sowieckimi18.

Poseł polski w Ankarze nie tracił nadziei na wykorzystanie muzułmanów w realizacji celów polskiej polityki wschodniej, zwłaszcza stworzenia takiego układu sił na Bliskim Wschodzie i na Bałkanach, który zlikwidowałby, a przynajmniej ograniczył, niebezpieczeństwo ekspansji sowieckiej, zagrażającej także Polsce. Zdawał sobie sprawę, że nie będzie to zadanie łatwe i możliwe do zrealizowania w krótkim okresie czasu. Uważał on za konieczny udział w tej akcji nie tylko narodów Kaukazu oraz Turkiestanu z Chiwą i Bucharą, ale także organizacji religijnych islamu. Knoll nawiązał kontakt z szejkiem Senussi, który był uważany wówczas za postać numer jeden w świecie islamu. Dlatego też poparł prośbę szejka adresowaną do rządu RP w sprawie przyjazdu do Polski jego przedstawiciela i wysłania do Kairu delegata muzułmanów polskich na planowany na marzec 1925 r. zjazd panislamistyczny. W zamian szejk obiecał „rozwinąć najenergiczniejszą propagandę polonofilską wśród muzułmanów w Rosji”19.

17 listopada 1924 r. Knoll skierował do centrali w Warszawie pismo, w którym informował szefa polskiego resortu spraw zagranicznych o swoim zamiarze wyjazdu do Egiptu. Sądził, że podróż ta umożliwi rozpoznanie rzeczywistej pozycji Turcji w świecie muzułmańskim, co jego zdaniem było bardzo istotne dla oceny międzynarodowych walorów tego państwa. Odpowiedź na to pytanie miała mieć kluczowe znaczenie dla dalszych decyzji, jakie powinno podjąć MSZ w sprawie polskiej polityki wschodniej. Knoll proponował ministrowi Aleksandrowi Skrzyńskiemu, aby po jego powrocie z Egiptu wezwał go do Warszawy, najlepiej razem z posłem RP w Moskwie. Obaj posłowie polscy, w Ankarze i Moskwie, mogliby przedstawić propozycje do polskiego programu wschodniego, co szefowi MSZ pozwoliłoby na sformułowanie instrukcji dla dalszego działania obu placówek20.

Po upadku powstania w Gruzji, krwawo stłumionego przez wojska sowieckie, Knoll więcej uwagi niż dotychczas poświęcał problemom dotyczącym działalności emigracyjnych organizacji kaukaskich. Krytycznie oceniał gruzińskich socjaldemokratów (mienszewików), którzy stworzyli niepodległe państwo, a po upadku republiki rząd emigracyjny, a następnie w sierpniu 1924 r. wywołali powstanie. Według jego opinii powstanie w Gruzji, czy na Kaukazie mogłoby być skuteczne jedynie w przypadku jednoczesnego przewrotu w Moskwie. Postulował, aby władze polskie w stosunkach z Gruzinami nie ograniczały się jedynie do kontaktów rządem emigracyjnym i skomunikowały się, za pośrednictwem poselstwa w Paryżu, z udającymi się do Francji znaczącymi przywódcami ruchu niepodległościowego, księciem Spiridionem Czawczawadze i płk. Czołogajewem. Doradzał nawiązanie tego kontaktu bez pośrednictwa strony francuskiej, co powinno upewnić Gruzinów, że Polska prowadzi wobec nich własną, niezależną politykę21.

Poważnym wsparciem prowadzonej przez Knolla akcji prometejskiej było nominowanie 2 grudnia 1924 r. na stanowisko attaché wojskowego poselstwa w Ankarze ppłk Tadeusza Schätzela. Poglądy obydwu dyplomatów w kwestii polskiej polityki wschodniej były zbieżne. Obydwaj za główny cel tej polityki uważali osłabienie pozycji Związku Sowieckiego, przede wszystkim na Bałkanach oraz na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Należeli do najbardziej zagorzałych zwolenników akcji prometejskiej. Podstawową wytyczną w działalności nowego attaché wojskowego w Ankarze miała być teza, że Turcja stanowi jeden z ośrodków systemu obronnego państwa polskiego. Dlatego kraj ten posiadał dla Polski ważne znaczenie jako część systemu antyrosyjskiego, miał stanowić teren rozbudowy wojskowych dróg komunikacyjnych od południa, oraz być obszarem współpracy w dziedzinie wojskowo-przemysłowej. Zadania w tym zakresie Schätzel miał realizować w ramach szerszej koncepcji mówiącej o tym, że Polska powinna stać się przodującym ośrodkiem i pierwowzorem rozwoju sił militarnych dla zaprzyjaźnionych państw i narodów, nie będących mocarstwami22.

W dniu 13 czerwca 1925 r. Knoll skierował do centrali w Warszawie obszerne memorandum opatrzone klauzulą „ściśle tajne”, uzupełnioną adnotacją „nie nadaje się do umieszczania w Polsce a dla Zagranicy”, dotyczące stanu organizacji, zadań i rozwoju Związku Oswobodzenia Kaukazu. Wówczas na czele Związku stał Komitet liczący 9 osób, po 3 przedstawicieli Azerbejdżanu, Gruzji i Kaukazu Północnego. Poseł polski w Ankarze zapewniał, że będzie dążył, aby z Azerbejdżanu w skład tej organizacji oprócz będącego jej członkiem stronnictwa Ittihad włączyć także stronnictwo Mussawat. Ponadto Dagestan miał reprezentować Said bej Szamil, wnuk Imama Szamila, posiadający duże wpływy wśród polityków kaukaskich. Knoll zamierzał także skłonić do współpracy przedstawiciela mienszewików gruzińskich w Stambule, Simeona Mdiwaniego, zastępującego wówczas nieobecnego Konstantina Gwardżaładze. Związek, który w założeniu był organizacją tajną, miał zostać jeszcze bardziej zakonspirowany i współpracować jedynie z rządem tureckim, poselstwem RP w Ankarze, działaczami na Kaukazie i politykami kaukaskimi w Paryżu, a wyłoniona z niego ściśle tajna organizacja miała utrzymywać kontakt z tureckim Sztabem Generalnym i polskim attaché wojskowym w Ankarze. Głównym celem działalności Związku było zgodnie z jego nazwą oswobodzenie Kaukazu, a następnie utworzenie federacji państw kaukaskich, pozostającej w sojuszu z Turcją i Persją oraz pod „protekcją Rzeczypospolitej”, dążącej do wyzwolenia Ukrainy. Za podstawową zasadę taktyczną Komitet Wszechkaukaski przyjął unikanie jakichkolwiek przedwczesnych walk, a powstanie miało tam zostać wywołane jedynie w przypadku przewrotu w Moskwie, najlepiej jednocześnie z powstaniem w Turkiestanie i na Ukrainie. Knoll postulował, ażeby całością prac dotyczących antysowieckich organizacji kaukaskich kierował specjalnie w tym celu utworzony w Wydziale Wschodnim MSZ referat, którego kierownictwo mógłby objąć zastępca naczelnika tego wydziału, Stanisław Janikowski23.

W MSZ do propozycji Knolla dotyczących spraw organizacji kaukaskich odnoszono się z uznaniem, akceptując nawet trudne do realizacji wnioski finansowe. Pozytywnie oceniono także projekt koordynacji, a w perspektywie zjednoczenia tych organizacji oraz koncepcję ich współdziałania z innymi ośrodkami antysowieckimi, reprezentującymi narody podbite przez Rosję. Do Turcji delegowano Tadeusza Hołówkę, mającego opinię znawcy problematyki wschodniej oraz eksperta od prowadzenia negocjacji z przedstawicielami organizacji emigracyjnych, który wcześniej rozmawiał z Gruzinami i Ukraińcami w Paryżu. Dyrektor Departamentu Polityczno-Ekonomicznego MSZ, Juliusz Łukasiewicz w liście do Knolla, zapowiadającym przyjazd Hołówki, pozytywnie oceniał plany posła polskiego w Ankarze dotyczące polskiej polityki na Bliskim Wschodzie i stan zaawansowania prac nad ich realizacją. Łukasiewicz wspierał działania Knolla. Uważał on posła w Turcji za swojego sojusznika w realizacji koncepcji polskiej polityki wschodniej, zmierzającej do zbudowania systemu sojuszy zabezpieczających Polskę przed zagrożeniem ze strony Związku Sowieckiego 24.

Podczas pobytu w Turcji Hołówko przeprowadził z Knollem rozmowy, których przedmiotem były sprawy związane z budową związków sojuszniczych Polski na Wschodzie oraz spotkał się z przedstawicielami organizacji kaukaskich w Stambule. W nawiązaniu kontaktu Hołówki z działaczami Związku Oswobodzenia Kaukazu oraz reprezentantami emigracji gruzińskiej: Mdiwanim, Wassin-girejem i Wasznadze, członkami azerbejdżańskiego stronnictwa Mussawat: Sułtanzade i Resulzade, a także z przywódcą emigracji północnego Kaukazu, Said-bejem, pośredniczyli na polecenie Knolla, Günther i Schätzel. Rozmowy z organizacjami kaukaskimi nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Hołówko poznał jednie ich głównych przywódców przebywających w Stambule, ale nie zdołał przekonać do ścisłego współdziałania25. Natomiast Knoll skłonił Hołówkę do zaakceptowania jego koncepcji odnośnie problemów kaukaskich. Obydwaj dyplomaci i animatorzy akcji prometejskiej uzgodnili, że MSZ powinien zaprzestać finansowania gruzińskiego rządu emigracyjnego, a pieniądze na ten cel przewidziane przekazać Komitetowi Oswobodzenia Kaukazu. Ponadto zaproponowali, aby subsydia polskie dla tej organizacji były wyższe aniżeli te, które otrzymywał rząd emigracyjny. Opowiedzieli się także za podporządkowaniem gruzińskiego rządu emigracyjnego Komitetowi Oswobodzenia Kaukazu26.

Narada Knolla, Schätzela i Hołówki w lipcu 1925 r. przyniosła ustalenia dotyczące dalszej działalności prometejskiej. W sprawie ukraińskiej uczestnicy narady uznali, że należy spowodować zwołanie przez Petlurę konferencji działaczy ukraińskich związanych z tym politykiem oraz zbliżonych do niego ugrupowań emigracyjnych w dniach 1-15 października 1925 r. w Paryżu. Zadaniem tej konferencji miała być reorganizacja emigracji ukraińskiej, zbudowanie jednolitego ośrodka politycznego i stworzenie łączności z krajem. Knoll i Hołówko przygotowali także projekt finansowania działań informacyjnych i propagandowych związanych z akcją zjednoczeniową emigracji ukraińskiej. Zaproponowali przeznaczenie przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych sumy 8 000 złotych, z której 5 000 Petlura otrzymałby na organizację konferencji, a 3 000 pozostałoby w dyspozycji Hołówki na cele informacyjne i propagandowe związane z akcją zjednoczeniową emigracji ukraińskiej27.

Ustalenia przyjęte w Ankarze zostały zaakceptowane przez kierownictwo polskiego resortu spraw zagranicznych. Hołówce powierzono kontynuowanie misji w Paryżu, gdzie 11 grudnia 1925 r. z jego inicjatywy utworzono organizację pod nazwą Le Promethée (Prometeusz), skupiającą emigrantów ukraińskich, gruzińskich, azerbejdżańskich, turkmeńskich, gorców, Tatarów krymskich i kazańskich, a nawet emigrantów karelskich i fińskich (ingermanlandzkich)28. Akcją prometejską w Turcji od drugiej połowy 1925 r. kierował ppłk Schätzel29. Prace w tym zakresie Knoll traktował jako część składową działań polskich na rzecz zbudowania systemu państw sojuszniczych wzdłuż linii Helsinki – Warszawa – Bukareszt – Ankara – Teheran30.

Nie ustalono przyczyn zakończenia, czy raczej przerwania misji Knolla w Ankarze, ani też dokładnej daty opuszczenia przez niego Turcji. Oficjalnie został odwołany ze stanowiska posła w Ankarze dopiero 15 lutego 1926 r.31 Wiadomo, że placówkę opuścił wcześniej, przekazując swoje obowiązki radcy Güntherowi. Data wyjazdu Knolla podana przez Günthera w jego wspomnieniach – wiosna 1925 r. jest błędna32. Wówczas Knoll najprawdopodobniej udał się do Egiptu, a następnie do Warszawy, gdzie prowadził rozmowy z ministrem Skrzyńskim, dyrektorem Departamentu Polityczno-Ekonomicznego Łukasiewiczem i kierownikiem Poselstwa RP w Moskwie Kazimierzem Wyszyńskim33. Następnie powrócił do Ankary, gdzie wykonywał swoje obowiązki, co najmniej do końca lipca 1925 r. W trzecim kwartale tegoż roku, zgodnie z wcześniejszą prośbą skierowaną do centrali w Warszawie, opuścił stolicę Turcji, udając się na urlop wypoczynkowy, w ramach którego zamierzał wyjechać do Paryża na planowaną w tym mieście w pierwszej połowie października konferencję emigracyjnych ugrupowań ukraińskich. Po urlopie do Ankary prawdopodobnie nie powrócił34. Wiemy, że w październiku i listopadzie 1925 r. prowadził w Warszawie rozmowy z wiceministrem spraw zagranicznych, dyrektorem Departamentu Polityczno-Ekonomicznego i naczelnikiem Wydziału Wschodniego MSZ oraz spotykał się z przewidywanym już wówczas na jego następcę w Ankarze, Karolem Baderem35.

W okresie kilkunastu miesięcy pobytu w Ankarze Knollowi nie udało się odnieść spektakularnych sukcesów, nie zdołał zbudować tak silnego sojuszu polsko-tureckiego, który mógłby stać się podstawą bloku państw na Bałkanach i na Bliskim Wschodzie, stanowiącego przeciwwagę dla wpływów Związku Sowieckiego w tym regionie. Zrealizowaniu strategicznego celu polskiej polityki na Bałkanach oraz na Bliskim i Środkowym Wschodzie nie sprzyjała polityka mocarstw, zwłaszcza wobec Turcji, a także przeciwdziałanie władz sowieckich, zwalczających wszelką aktywność Polski w tym rejonie. Knoll na stanowisku posła w Ankarze ściśle realizował postanowienia zawarte w instrukcji ministra Zamoyskiego i zalecenia jego następcy, ministra Skrzyńskiego. W tym czasie zdołał doprowadzić do znacznego zbliżenia między Polską i Turcją. Jego działania przyczyniły się do rozwoju stosunków gospodarczych, przede wszystkim wymiany między obydwoma krajami. Poseł RP aktywnie wspierał polsko-turecką współpracę wojskową. Nawiązał korzystne dla Polski kontakty z patriarchatem ekumenicznym kościoła prawosławnego w Stambule, przyczyniając się do uniezależnienia polskiego kościoła prawosławnego od patriarchatu moskiewskiego. Oceny pozycji międzynarodowej Turcji oraz polityki zagranicznej i wewnętrznej tego kraju, podobnie jak i przewidywania w tym zakresie zawarte w raportach Knolla były wyjątkowo trafne. Ponadto zyskał uznanie władz w Ankarze. Najlepszym tego przykładem było skłonienie polityków tureckich do wspierania akcji prometejskiej, której początkowo nie byli zbyt przychylni. Dowodem uznania władz tureckich dla Knolla było także darowanie poselstwu najlepszej działki pod budowę jego rezydencji w dyplomatycznej dzielnicy Cziankaja, w pobliżu pałacu prezydenta Kemala Paszy.

Działalność prometejska Knolla w okresie jego misji w Ankarze była nie tylko wspierana przez centralę MSZ, ale w przypadku Zamoyskiego nawet inspirowana. Dowodziło to istnienia ciągłości polskiej polityki wschodniej. Zagrożenie Polski ze strony Rosji i konieczność budowania systemu sojuszy zabezpieczających polską granicę wschodnią dostrzegał nie tylko Piłsudski i skupieni wokół niego politycy. Koncepcje w tym zakresie wypracowane do końca 1922 r. przez Naczelnika Państwa były realizowane w następnych latach zarówno przez MSZ jak i przez Sztab Generalny Wojska Polskiego. Idea prometejska stanowiła integralną część programu polskiej polityki zagranicznej była wspierana nawet przez tych szefów resortu, którzy nie byli związani z obozem belwederskim, Zamoyskiego i Skrzyńskiego.

Dr Henryk Bartoszewicz – historyk, pracownik naukowy i kierownik Oddziału Kartografii w Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie. Specjalizuje się w badaniach nad historią najnowszą. Zajmuje się również historią kartografii i geografią historyczną.

1 W. Baranowski, Rozmowy z Piłsudskim 1916-1931, Warszawa 1938, s.168-170; M. Sokolnicki, Polityka Piłsudskiego a Turcja, „Niepodległość”, t. 6 (po wznowieniu), 1961, s. 8, 13-16.

2 Po raz pierwszy z propozycją wysłania delegata do Ankary wystąpił przedstawiciel RP w Stambule w czerwcu 1920 r. Wyciąg z raportu, 16 grudnia 1920 r., Archiwum Akt Nowych (dalej:AAN), Ambasada RP w Londynie, 89, s.16. W październiku 1921 r. Baranowski proponował wysłanie do Ankary „półoficjalnego delegata w charakterze wojskowo-dyplomatycznym”. „Przegląd Informacyjny Polska a Zagranica”, 27 października 1921 r., AAN, Poselstwo RP w Atenach, 323; s. 182

3 Instrukcja MSZ dla placówek, 4 listopada 1922, AAN, Ambasada RP w Londynie, 858, s. 39.

4 Raport Poselstwa RP w Londynie, 21 listopada 1922 r., AAN, Ambasada RP w Londynie, 858, s. 40-46.

5 D. Chmielowska, Polsko-tureckie stosunki dyplomatyczne w okresie międzywojennym, Warszawa 2006, s. 186-196.

6 W. Kamieniecki, Historycy i politycy warszawscy 1900-1950, Wrocław 1992, s. 146-147; Historia dyplomacji polskiej, t. IV, 1918-1939, pod red P. Łossowskiego, Warszawa 1995, s.22, 88-89.

7 H. Bartoszewicz, Okres rosyjski w karierze dyplomatycznej Romana Knolla, cz. 2, „Studia z Dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej”, t. 40, 2005, s. 78-80

8 Memorandum Knolla do Zamoyskiego, 10 sierpnia 1924 r., AAN, Ambasada RP w Paryżu, 150, s. 28-29.

9 Instrukcja ministra Zamoyskiego dla Knolla, czerwiec 1924, AAN, Ambasada RP w Paryżu, 150, s. 20-23. Nie zachował się oryginał instrukcji; datę czerwiec 1924 nosi kopia przesłana przez MSZ do Poselstwa RP w Paryżu.

10 W. Günther, Pióropusz i szpada. Wspomnienia ze służby dyplomatycznej, Paryż 1963, s. 61-62.

11 W połowie 1923 r. Knoll kierując Poselstwem RP w Moskwie opowiadał się za aktywną polską polityką wschodnią. Uważał, że Polska powinna wykorzystać swoje położenie geograficzne i fachowość swoich specjalistów z zakresu problematyki wschodniej, aby stać się ważnym pośrednikiem w kontaktach Zachodu z Rosją. Ponadto stał na stanowisku, że podstawą stosunków polsko-rosyjskich powinno być konsekwentne dążenie do realizacji traktatu ryskiego. Nie był przeciwnikiem uznania Związku Sowieckiego, ale uważał, że należy to uczynić bez naruszenia zasad polskiej polityki wschodniej. Raport Knolla dla Seydy, 2 lipca 1923 r., AAN, Akta Romana Knolla, 3, s. 50-58; H. Bartoszewicz, Okres rosyjski, cz. 2, s. 66-67

12 Raport Knolla dla MSZ, 23 października 1923 r., AAN, Ambasada RP w Moskwie, 31, s. 64, 67; H. Bartoszewicz, Okres rosyjski, cz. 2, s. 74-75, 78-79.

13 Poselstwo polskie opuściło Warszawę na początku czerwca 1924 r. udając się do Ankary przez Bukareszt i Stambuł. Knollowi w podróży towarzyszyli: radca Władysław Günther, II sekretarz Tadeusz Gosiewski, urzędnik kontraktowy Józef Gruja i sekretarka Irena Prosińska. W Stambule przebywał już I sekretarz Juliusz Dzieduszycki. Do Ankary poselstwo dotarło 24 czerwca, a nazajutrz Knoll złożył listy uwierzytelniające Kemalowi Paszy. 26 czerwca poseł przedstawił swoich współpracowników premierowi i ministrowi spraw zagranicznych Ismetowi Paszy, który dwa dni później rewizytował Knolla, co podobno było precedensem w dotychczasowych stosunkach władz tureckich z korpusem dyplomatycznym. H. Bartoszewicz, Misja Romana Knolla w Ankarze 1924-1925, „Studia z Dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej”, t. 36, 2001, s. 114-116.

14 Kwestii tej nie rozstrzygnięto podczas konferencji w Lozannie. Turcja zdecydowanie przeciwstawiała się przekazaniu tego roponośnego obszaru zdominowanemu przez Wielką Brytanię Irakowi. Ostateczne rozwiązanie sprawy przynależności terytorialnej Mosulu nastąpiło w wyniku zawarcia 5 czerwca 1926 r. porozumienia między Wielką Brytanią, Irakiem i Turcją, na mocy którego obszar ten stał się własnością Iraku, a Turcja otrzymała na okres 25 lat 10% udziału w zyskach z eksportu ropy z tego terenu. W. Stępniak, Dyplomacja polska na Bałkanach (1918-1926), Warszawa 1998, s. 345.

15 Raport Knolla dla ministra spraw zagranicznych, 5 sierpnia 1924 r., AAN, Akta Romana Knolla, 4, s. 213-221; Raport Knolla dla ministra spraw zagranicznych, 7 sierpnia 1924 r., ibidem, s. 205-212.

16 Memorandum Knolla do ministra spraw zagranicznych RP, 10 sierpnia 1924 r., AAN, Akta Romana Knolla, 4, s. 48-49. Rezydujące w Ankarze przedstawicielstwa dyplomatyczne nie miał swoich filii w Stambule, a z przedstawicielstw posiadających siedziby w Stambule tylko Stany Zjednoczone i Węgry umieściły delegatów w Ankarze.

17 Antysowieckie powstanie narodowe wybuchło w Gruzji 28 sierpnia 1924 r. Wojska sowieckie stłumiły powstanie w sposób wyjątkowo okrutny. Według oficjalnych danych sowieckich, prawdopodobnie zaniżonych, regularne jednostki sowieckie rozstrzelały co najmniej 12 578 osób, nie licząc powstańców i cywilów zabitych w trakcie działań wojennych. Szerzej na temat powstania w Gruzji zob.: W. Materski, Powstanie narodowowyzwoleńcze 1924 r. w Gruzji, „Studia z Dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej”, t. 34, 1999, s. 57-67.

18 Raport Knolla dla ministra spraw zagranicznych, 20 września 1924 r., AAN, Akta Romana Knolla, 4, s. 192-204.

19 Ibidem, s. 196-198.

20 Pismo Knolla do ministra spraw zagranicznych, 17 listopada 1924 r., AAN, Akta Romana Knolla, 4, s. 174-177. Propozycja mogła być także interesująca dla poselstwa polskiego w Moskwie, gdzie w tym czasie dokonywały się zmiany kierownictwa placówki. Po odwołaniu do kraju 18 czerwca 1924 r. posła Ludwika Darowskiego, w okresie od 27 czerwca do 20 grudnia obowiązki szefa placówki w randze kierownika pełnił Kazimierz Wyszyński, a 20 grudnia 1924 r. posłem RP w Moskwie został mianowany Stanisław Kętrzyński. Historia dyplomacji polskiej, t. IV, op. cit., s. 644.

21 Knolla do ministra spraw zagranicznych, 25 listopada 1924 r., AAN, Akta Romana Knolla, 4, s. 162-165.

22Raport roczny attaché wojskowego w Ankarze, 15 stycznia 1926 r., AAN, Oddział II Sztabu Generalnego, 616/44, s. 40. Schätzel przytacza tu tezy otrzymanej przez niego instrukcji z dnia 4 grudnia 1924 r.

23 Memorandum Knolla do MSZ RP, 13 czerwca 1925 r., AAN, Akta Romana Knolla, 4, k. 98-101; dokument opublikowany w DMHSPR, t. IV, Warszawa 1965, s. 434-435.

24 List Łukasiewicza do Knolla, 11 lipca 1925 r., AAN, Akta Romana Knolla, 4, k. 82-88.

25 Pismo Knolla do Günthera, 28 lipca 1925 r., AAN, Akta Romana Knolla, 4, s. 25; I. Werschler, Z dziejów obozu belwederskiego. Tadeusz Połówko życie i działalność, Warszawa 1984, s. 217.

26 Pismo Knolla do naczelnika Wydziału Wschodniego MSZ, 23 lipca 1925 r., AAN, Akta Romana Knolla, 4, s. 30-31.

27 Ibidem

28 Organem prasowym tej organizacji było pismo noszące również tytuł „Le Premethée”. I. Werschler, op. cit., s. 218.

29 Ibidem, s. 221. Porozumienie między Gruzinami przebywającymi w Stambule i rządem emigracyjnym w Paryżu ułożyło się według innego scenariusza, niż ten przygotowany przez Knolla i Hołówkę. Gruzińscy narodowi demokraci kierując swojego przedstawiciela do rządu emigracyjnego spowodowali rozłam w Związku Oswobodzenia Kaukazu. W lipcu 1926 r. przebywający ponownie w Stambule Hołówko doprowadził do zbliżenia ugrupowań kaukaskich i utworzenia nowej organizacji noszącej nazwę Komitet Niepodległości Kaukazu.

30 H. Bartoszewicz, Misja Romana Knolla w Ankarze, op. cit., s. 122-124.

31 Historia dyplomacji polskiej, t. IV, op. cit., s. 640.

32 W. Günther, op. cit., s. 79.

33 Memorandum Knolla do MSZ RP, 13 czerwca 1925 r., AAN, Akta Romana Knolla, 4, s. 100; List Łukasiewicza do Knola, 11 lipca 1925 r., ibidem, s. 87.

34 Pismo R. Knolla do naczelnika Wydziału Wschodniego MSZ, 23 lipca 1925 r., AAN, Akta Romana Knolla, 4, s. 30-31; Dokument b. tytułu [Opracowanie dotyczące historii współczesnej Turcji], Ankara, 31 lipca 1925 r., s. 3-24.

35 List R. Knolla do Karola [Badera], 3 grudnia [1925 r.], AAN, Akta Romana Knolla, 4, s. 224-226.